Kochamy ludzi, bo Bóg nas do tego zapala. Matka Teresa z Kalkuty widziała Chrystusa w osobach, którym pomagała. Wyciągała do nich rękę tylko dlatego, że potrafiła dostrzec, że drugi człowiek to Chrystus. Nazwanie braci i sióstr kimś podobnym do Boga jest oznaką bliskości. Jezus mówi do tych, którzy go słuchają, że kto słucha Jego Ojca, który jest w niebie, ten jest Mu bratem, siostrą i matką. Człowiek tak bardzo może zbliżyć się do Boga. Bóg mówi do Mojżesza o Aaronie: „On zamiast ciebie będzie mówić do ludu, on będzie dla ciebie ustami, a ty będziesz dla niego jakby Bogiem” (Wj 4,16).
Pustelników w Egipcie nazywano ojcami, nasz papież jest dla nas ojcem, mimo że mamy jednego Ojca w niebie – takie wyrażanie się o ludziach pokazuje, że te osoby są dla nas kimś ważnym, kto ukazuje nam oblicze Ojca. Tak też jest w miłości małżeńskiej, gdzie mąż i żona są obrazem Chrystusa i Kościoła. Jesteśmy Chrystusowi – tak jak Jezus, stajemy się bogami w ciele jedni dla drugich, bogami przez uczestnictwo. Mamy się miłować, tak jak On nas umiłował.
Mówimy to samo zdanie „kocham Cię” do Boga i do ludzi. Używamy tego samego słowa, a jednak inaczej wyrażamy swoją miłość do Boga, a inaczej do ludzi. Nie jest więc rażące, że ktoś mówi z miłością do ludzi takimi słowami, jakimi mówi się do Boga, ale byłoby rażące, gdyby tę miłość w taki sam sposób wyrażał (tzn. gdyby w duszy miał stosunek do ludzi taki, jaki należy się tylko Bogu).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz