[Mówi Jezus:]
Maryja płakała, była
bowiem Współodkupicielką i Matką rodzaju ludzkiego, który od
Boga otrzymał nowe życie. Musiała
płakać za wszystkie matki, które nie potrafią uczynić ze swej
matczynej boleści korony wiecznej chwały.
Jak
wiele jest matek na świecie, którym śmierć wyrywa z ramion ich
dzieci! Ileż jest matek, którym wola nadprzyrodzona odbiera syna!
Maryja płakała za wszystkie Swe córki, jako Matka ludzkości, za
wszystkie Swe siostry, w ich bólu osamotnionych matek. Płakała
także za wszystkich Swych synów zrodzonych z niewiast,
przeznaczonych do stania się apostołami Boga i męczennikami dla
miłości Bożej, z powodu wierności Bogu lub okrucieństwa ludzi.
Moja
Krew i łzy Maryi stanowią mieszaninę wzmacniającą wezwanych do
heroicznego przeznaczenia, zmazującą ich niedoskonałości czy
nawet winy wymykające się im w słabości. Daje im ona – prócz
męczeństwa, jakiekolwiek by nie było – pokój Boży, a jeśli
cierpieli dla Boga – chwałę Nieba.
Dla
misjonarzy mieszanina [Mojej Krwi i łez Maryi] jest płomieniem
ogrzewającym ich w krajach, w których króluje śnieg. Odnajdują
ją jako rosę tam, gdzie panuje palące słońce. Łzy Maryi rodzą
się z Jej miłosierdzia i wypływają z Jej serca Lilii. Dzięki
dziewiczemu Miłosierdziu złączonemu z Miłością posiadają
ogień, a dzięki dziewiczej Czystości – wonną świeżość,
przypominającą wodę zebraną w kielichu lilii po nocy skąpanej
rosą.
Dusze
poświęcone znajdują tę mieszaninę na pustyni, którą jest
dobrze pojęte
życie klasztorne. Jest ono pustynią, bo nic na niej nie żyje prócz
związku z Bogiem. Wszelkie inne uczucie rozprasza się, stając się
jedynie nadprzyrodzoną miłością do krewnych, przyjaciół,
przełożonych i podwładnych.
Tę
Boską mieszaninę [Mojej Krwi i łez Maryi] odnajdują poświęceni
Bogu pośród świata, który ich nie rozumie ani ich nie kocha. To
także pustynia dla tych, którzy żyją, jakby byli sami, tak bardzo
są niezrozumiani i ośmieszani z powodu miłości, jaką mają do
Mnie.
Odnajdują
tę mieszaninę Moje drogie „ofiary”. Maryja bowiem jest
pierwszą, która stała się ofiarą z miłości do Jezusa. Są nią
również ci, którzy poszli w Jej ślady. Ona ręką Matki i Lekarki
daje Swe łzy, które umacniają i pobudzają do większej ofiary:
święte łzy Mojej Matki!
Maryja
modli się. Ona nie odrzuca modlitwy z tego powodu, że Bóg dał Jej
cierpienie. Zachowajcie to wspomnienie. Ona modli się z Jezusem.
Prosi Ojca naszego i waszego.
Pierwsza
[modlitwa] Ojcze
nasz została
wypowiedziana w ogrodzie w Nazarecie, aby pocieszyć Maryję w
smutku, aby ofiarować naszą wolę Przedwiecznemu w chwili, gdy
rozpoczynał się dla naszej woli okres rosnącego cały czas
wyrzeczenia się. Dla Mnie osiągnął on szczyt w wyrzeczeniu się
życia, a dla Maryi – w [przyjęciu] śmierci Syna.
Nie
było niczego,
co Ojciec musiałby nam wybaczyć, a jednak my – „Bez Zmazy” –
prosiliśmy Ojca „o odpuszczenie”, by otrzymać przebaczenie,
uzyskać uwolnienie [od winy], choćby tylko dlatego, że
westchnęliśmy wobec wielkości naszej misji. Chcieliśmy was
pouczyć, że im bardziej trwa się w łasce u Boga, tym bardziej
misja jest błogosławiona i owocna. Uczyniliśmy to, by was nauczyć
szacunku dla Boga i pokory. W obliczu Boga Ojca – nawet w naszej
doskonałości Mężczyzny i Niewiasty – poczuliśmy się jak
nicość
i prosiliśmy o przebaczenie, podobnie jak prosiliśmy o „chleb
powszedni”.
Co
było naszym
chlebem? O! Nie ten [chleb], który wyrabiały czyste ręce Maryi,
pieczony w małym piecu, do którego tak wiele razy wiązałem pęki
i wiązki chrustu. Ten [chleb] także jest potrzebny, jak długo żyje
się na ziemi. Jednak „naszym”
chlebem powszednim było wypełnianie dzień po dniu zadań naszej
misji. [Prosiliśmy], aby Bóg dawał go nam każdego dnia.
Wypełnienie misji powierzonej nam przez Boga jest radością naszego
dnia, prawda, mały Janie?1
Czy i ty nie mówisz, że pustym, jakby nie istniejącym, wydaje ci
się dzień, jeśli dobroć Pana pozostawia cię choćby w ciągu
jednego z nich bez twej misji cierpienia?
Maryja
modli się z Jezusem. To Jezus was usprawiedliwia, dzieci. To Ja
sprawiam, że wasze modlitwy [zanoszone] do Ojca są godne przyjęcia
i przynoszą korzyść. Powiedziałem: „O cokolwiek byście prosili
Ojca, da wam w imię Moje”.2
Kościół podnosi wartość swych modlitw mówiąc: „przez
Chrystusa, Pana naszego”.
Kiedy
się modlicie, zawsze, zawsze, zawsze jednoczcie się ze Mną. Będę
się modlił głośno za was, okrywając wasz ludzki głos Moim
głosem Boga-Człowieka. Wezmę waszą modlitwę w Moje przebite ręce
i wzniosę ją do Ojca, a stanie się hostią nieskończenie cenną.
Mój głos stopiony z waszym wzniesie się jak synowski pocałunek do
Ojca i purpura Moich ran uczyni cenną waszą modlitwę. Trwajcie we
Mnie, jeśli chcecie mieć Ojca w was, z wami i dla was.
Zaczerpnięte z Poematu Boga-Człowieka Marii Valtorty, 2, 2, tłum. Ewa Bromboszcz, Katowice 2010
Przypisy:
1 Jezus,
zwracając się do Marii Valtorty nazywa ją często „małym
Janem”. Patrz wyjaśnienie w rozdziale „Osoba i pisma Marii
Valtorty”, zamieszczonym w Księdze I oraz VII. (Przyp. wyd.)
2 Por.
J 14,13. (Przyp. wyd.)


