sobota, 28 marca 2026

Maryja jako odkupicielka kobiety

   W Poemacie Boga-Człowieka (1, 48) Maryja mówi o sobie: „odkupiłam kobietę moim boskim Macierzyństwem” („Io, Maria, ho redento la donna con la mia Maternità divina”). Tłumaczenie Ewy Bromboszcz wydane przez Vox Domini (bez roku wydania) inaczej oddaje to zdanie, ale zostanie tutaj przytoczone razem z całym rozdziałem, aby przekazać ważną naukę.
 
   Mówi Maryja:
   «Przyrzekłam ci, że On przyjdzie, żeby ci przynieść Swój pokój. Czy przypominasz sobie ten spokój, który był w tobie w dniu [Bożego] Narodzenia, kiedy widziałaś Mnie z Moim Dzieckiem? Był to wtedy dla ciebie czas pokoju. Teraz jest czas twojej męczarni. Ale ty wiesz już teraz, że to w udręce zdobywa się pokój i każdą łaskę, dla nas i dla bliźniego. Jezus-Człowiek przekształcił się w Jezusa-Boga po udręce straszliwej Męki. Przywrócił Pokój: Pokój Niebios, z których przyszedł i z których teraz zlewa Swój pokój na tych ludzi na świecie, którzy Go kochają. Jednak w godzinach Swej Męki On – Pokój świata – był pozbawiony tego pokoju. Nie cierpiałby, gdyby go posiadał. A musiał cierpieć – cierpieć w pełni.

   Ja, Maryja, [przyczyniłam się do] odkupienia niewiasty przez Moje Boskie Macierzyństwo. Ale to było jedynie początkiem ocalenia niewiasty.
   Pozbawiając się przez ślub dziewictwa każdego ludzkiego [aktu] małżeńskiego, odrzuciłam wszelkie pożądliwe zaspokojenie, zasługując na łaskę Bożą. Ale to jeszcze nie wystarczało, gdyż grzech Ewy był drzewem o czterech gałęziach: pychy, chciwości, łakomstwa, nieczystości. I wszystkie cztery musiały być odcięte całkowicie, ażeby uczynić to drzewo bezowocnym.
   Upokarzając się do głębi, pokonałam pychę. Uniżałam się przed wszystkimi. Nie mówię już o Mojej pokorze wobec Boga. Ona bowiem należy się Najwyższemu od każdego stworzenia. Pokorne było [nawet] Jego Słowo. Musiałam więc ją posiadać i Ja, Niewiasta. Czy jednak zastanawiałaś się kiedykolwiek nad tym, jakich upokorzeń musiałam doznawać ze strony ludzi, nie broniąc się w żaden sposób?
   Nawet Józef, który był sprawiedliwy, oskarżał Mnie w swoim sercu. Inni ludzie, którzy nie byli sprawiedliwi, grzeszyli oszczerstwem co do Mego stanu. Szmer ich słów dochodził [do Mnie] jak gorzka fala, godząc w to, co [ważne] dla człowieka. A były to dopiero pierwsze z niezliczonych upokorzeń, których dostarczyło Mi życie Matki Jezusa i rodzaju ludzkiego. Upokorzenia z powodu ubóstwa, upokorzenia uciekinierki [do Egiptu], upokorzenia z powodu wymówek krewnych i przyjaciół, którzy – nie znając prawdy – uważali za słabość Moje matczyne zachowanie wobec Mojego Jezusa, kiedy stał się młodym człowiekiem... Upokorzenia trzech lat Jego posługi, okrutne upokorzenia w godzinie Kalwarii, upokorzenia aż do konieczności uznania, że nie mam środków, by kupić grób i wonności dla [namaszczenia ciała] Mojego Syna...
   Pokonałam chciwość Pierwszych Rodziców, rezygnując przed czasem z Mojego Dziecka.
   Matka nigdy nie wyrzeka się dziecka, chyba że jest zmuszona rozstać się z nim. Kiedy ojczyzna, miłość małżonki lub sam Bóg prosi o nie jej serce, matka broni się przed rozstaniem. To naturalne. Dziecko wzrasta w jej łonie i nigdy nie ulega przerwaniu więź łącząca je z nią. Nawet po przerwaniu życiodajnego przewodu pępowiny, zawsze zostaje nerw, wychodzący z serca matki – nerw duchowy, bardziej żywy i wrażliwszy od nerwu fizycznego – i łączy je z sercem dziecka. I matka odczuwa udręki, jeśli miłość do Boga lub do jakiegoś stworzenia albo też obowiązki wobec ojczyzny oddalają od niej dziecko. Matce rozdziera się serce, gdy śmierć wyrywa jej dziecko.
   A Ja wyrzekłam się Mojego Syna, od chwili kiedy Go miałam. Oddałam Go Bogu. Wam Go dałam. Pozbawiłam się Owocu Mego łona, aby wynagrodzić [Bogu] za kradzież owocu Bożego, [dokonaną przez] Ewę.
   Pokonałam zachłanne pragnienie wiedzy i przyjemności. Zgodziłam się na to, by wiedzieć jedynie to, co Bóg chciał, żebym wiedziała. Nie pytałam ani siebie, ani Jego o nic ponad to, co Mi powiedział. Wierzyłam bez dociekania.
   Pokonałam pragnienie przyjemności, bo wyrzekłam się wszelkiego smaku zmysłów. Podeptałam Moje ciało. Ciało – narzędzie szatana – skazałam na zdeptanie wraz z nim pod Moją piętą, aby zrobić Sobie w ten sposób stopień zbliżający do Nieba. Do Nieba! Do Mojego celu. Tam, gdzie jest Bóg: jedyne Moje pragnienie. Pragnienie, które nie jest zachłannością, lecz potrzebą błogosławioną przez Boga, który chce, abyśmy Go pragnęli.
   Pokonałam nieczystość, która jest nieumiarkowanym pragnieniem doprowadzonym do zachłanności. Każda bowiem zła skłonność, której się nie pokonuje, prowadzi do jeszcze większej wady. I tak pragnienie Ewy, już zasługujące na naganę, doprowadziło ją do rozpusty. Nie wystarczało jej już sprawianie sobie samej przyjemności. Chciała doprowadzić swój występek do doskonałego natężenia i zbliża się do towarzysza, stając się nauczycielką rozpusty. Ja zaś dążyłam do przeciwnego celu. Nie staczałam się, lecz zawsze wstępowałam w górę. Nie ściągałam nikogo w dół, lecz zawsze pociągałam w górę. Mojego cnotliwego towarzysza uczyniłam aniołem.
   Teraz – mając Boga, a z Nim Jego nieskończone bogactwa – pośpiesznie wyrzekałam się ich. Mówiłam: „Niech Twoja wola będzie spełniana ze względu na Niego i przez Niego”.
   Czystym jest człowiek powściągliwy nie tylko w ciele, lecz także w uczuciach i myślach. Musiałam być Czystą, aby unicestwić Nieczystość ciała, serca i umysłu. I nie porzuciłam Mojej powściągliwości. Nie mówiłam o Moim Synu nawet tego, że na ziemi należy tylko do Mnie, jak był jedynie Boży w Niebie: „On jest Mój i chcę Go [mieć przy Sobie].”
   Ale nawet to jeszcze nie wystarczało, żeby zdobyć dla niewiasty pokój utracony przez Ewę. Otrzymałam go dla was u stóp Krzyża, kiedy patrzyłam, jak umiera Ten, którego narodzenie widziałaś. Kiedy słyszałam krzyk Mojego umierającego Dziecka, czułam, jak się rozdzierają Moje wnętrzności, i zostałam [wtedy] pozbawiona wszystkiego, co kobiece. Nie było już [we Mnie] ciała, lecz anioł. Maryja, Dziewica poślubiona Duchowi, umarła w tamtej chwili. Pozostała Matka Łaski: Ta, która w Swojej udręce zrodziła wam Łaskę i wam ją dała. Kobieta – którą w noc Bożego Narodzenia na nowo konsekrowałam na niewiastę – u stóp Krzyża otrzymała środki, aby stać się dzieckiem Niebios.
   Uczyniłam to wszystko dla was, wyrzekając się wszelkiego zaspokojenia, nawet świętego. Z was – zdegradowanych przez Ewę kobiet nie przewyższających towarzyszek zwierząt – uczyniłam święte Boże. Jednak [możecie] nimi być tylko wtedy, gdy będziecie tego chciały. Wspinałam się wzwyż ze względu na was. Was wznosiłam w górę jak Józefa. Skała Kalwarii jest Moją górą Oliwną. Stamtąd wznosiłam się, aby zanieść do Niebios ponownie uświęconą duszę niewiasty, razem z Moim ciałem, uwielbionym z powodu noszenia Słowa Bożego oraz unicestwienia w Sobie ostatniego śladu Ewy, ostatniego korzenia tego drzewa o czterech trujących konarach i korzeniu zapuszczonym w zmysłowość. Ono pociągnęło do upadku ludzkość i aż do końca wieków, i aż po ostatnią niewiastę będzie kąsało wasze wnętrzności. Stamtąd, gdzie teraz jaśnieję w promieniach Miłości, wzywam was i wskazuję wam Lekarstwo dla pokonania samych siebie: Łaskę Mojego Pana i Krew Mojego Syna.
   A ty, Mój głosie, daj odpoczynek twojej duszy, w światłości tego świtu Jezusa. Musisz mieć siły dla przyszłych krzyży, które nie będą ci oszczędzone. Chcemy, abyś i ty była tutaj, a tu się przychodzi przez ból. Pragniemy, abyś była tutaj. Im więcej utrapień znosi się, żeby uzyskać Łaskę dla świata, tym wyżej się dochodzi. Trwaj w pokoju. Jestem z tobą». 

środa, 25 marca 2026

Znaczenie Współodkupicielki

   Współodkupicielka – piękne słowo wypływające z głębokiej czci dla Matki Jezusa, Maryi, i z głębokiego poznania i zrozumienia Jej istoty. Oto Ta pełna piękna, pełna łaski – Ta, która przez urodzenie Bożego Syna nazwana została Bożą Matką, później przez dopełnienie swego rodzicielstwa – nazwana Współodkupicielką, bo Ten, którego porodziła, stał się Odkupicielem ludzkości, a Ona jako prawdziwa Matka towarzyszyła Mu do końca – we wszystkim przed narodzeniem, w narodzeniu i po narodzeniu – przed śmiercią, w śmierci i po śmierci. 
   Tak głęboko z Nim zespolona, że nie poprzestała na byciu tylko Matką, ale stała się też we wszystkim Towarzyszką. Tak jak nie urodziła tylko człowieka, ale samego Boga, tak towarzyszyła nie tylko człowiekowi, ale samemu Bogu. I rzecz przedziwna – nie płacił tylko On za grzechy ludzkości, ale płaciła i Ona – wiernie z Nim zespolona. Tu płaciły krew i łzy – krew Jezusa i łzy Maryi. I nie odrzucił Bóg ani jednej kropli krwi i ani jednej łzy. Miłe i drogie Mu były krew i łzy – tak samo cenne – bo jedne, jak i drugie błagały o zbawienie. 
   Zaprawdę słuszne było Ją nazwać Współodkupicielką, bo włączyła się całą sobą w Największą Ofiarę Swego Syna. Skoro wydała Go na świat, miała swój udział w składaniu Daru. On był Ciałem z Jej Ciała, Kością z Jej Kości, a sam stał się Zapłatą, którą by nie był bez Ciała z Jej Ciała. Miała Ona w tym swój udział – Piękna Matka, Współodkupicielka. Oby wszystkie Jej dzieci rozpoznały, jak wielką mają Matkę. 
 
Jak ogień uczestniczył 
w ofierze paschalnego baranka, 
tak cierpienie Matki – 
w ofierze Bożego Syna.

Bo stworzenie 
dzięki Bożej łasce 
włącza się z miłości 
w każde dzieło święte. 
 
   Napisałem tylko krótko, wzruszony zniewagą zadaną Matce Jezusa, która jest także Matką moją i Matką naszą, chrześcijan. Zniewaga została zadana w nocie Mater populi fidelis przez nierozsądne wyrażenie. Pojawia się tam pewna sprzeczność: z jednej strony nota zauważa, że tytuł Współodkupicielka był używany zgodnie z nauką i zmysłem wiary ludu Bożego,1 a z drugiej strony stwierdza, że jego użycie jest zawsze niewłaściwe.2 Tak przedłożono zdanie jednostki nad żywą Tradycję.3


Przypisy: 
Mater populi fidelis 18.
Mater populi fidelis 22.
3  Zaprzeczono temu, co postanowił Sobór Watykański II, Lumen gentium 12: „Ogół wiernych, mających namaszczenie od Świętego (por. 1 J 2, 20 i 27), nie może zbłądzić w wierze i tę szczególną swoją właściwość ujawnia przez nadprzyrodzony zmysł wiary całego ludu, gdy «poczynając od biskupów aż po ostatniego z wiernych świeckich» ujawnia on swą powszechną zgodność w sprawach wiary i obyczajów”.

sobota, 21 marca 2026

Pod rządami

My chrześcijanie nie pokładamy nadziei we władzy ludzi, ale we władzy Boga. „Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego, nie ma rozumnego, nie ma, kto by szukał Boga. Wszyscy zboczyli z drogi, zarazem się zepsuli, nie ma takiego, co dobrze czyni, zgoła ani jednego. Grobem otwartym jest ich gardło, językiem swoim knują zdradę, jad żmijowy pod ich wargami, ich usta pełne są przekleństwa i goryczy; ich nogi szybkie do rozlewu krwi, zagłada i nędza są na ich drogach, droga pokoju jest im nie znana, bojaźni Bożej nie ma przed ich oczami. A wiemy, że wszystko, co mówi Prawo, mówi do tych, którzy podlegają Prawu. I stąd każde usta muszą zamilknąć i cały świat musi się uznać winnym wobec Boga, jako że dzięki uczynkom wymaganym przez Prawo żaden człowiek nie może dostąpić usprawiedliwienia w Jego oczach” (Rz 3,11-20). Czy nie zostało to już wcześniej napisane?



sobota, 14 marca 2026

Głośno i cicho

   Jan Chrzciciel wołał na pustyni głośno: „nie wolno”, i jego głos był słyszany, dotarł do uszu społeczeństwa i króla. Jezus Chrystus, cichy i pokornego serca, nie złamał trzciny nadłamanej i nie zgasił tlejącego się knotka, głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości – przeszedł przez świat inaczej niż Jan – łagodnie (choć i z mocą) – a wstrząsnął podwalinami ziemi.



niedziela, 8 marca 2026

Kochanie ludzi po Bożemu

   Kochamy ludzi, bo Bóg nas do tego zapala. Matka Teresa z Kalkuty widziała Chrystusa w osobach, którym pomagała. Wyciągała do nich rękę tylko dlatego, że potrafiła dostrzec, że drugi człowiek to Chrystus. Nazwanie braci i sióstr kimś podobnym do Boga jest oznaką bliskości. Jezus mówi do tych, którzy go słuchają, że kto słucha Jego Ojca, który jest w niebie, ten jest Mu bratem, siostrą i matką. Człowiek tak bardzo może zbliżyć się do Boga. Bóg mówi do Mojżesza o Aaronie: „On zamiast ciebie będzie mówić do ludu, on będzie dla ciebie ustami, a ty będziesz dla niego jakby Bogiem” (Wj 4,16)
   Pustelników w Egipcie nazywano ojcami, nasz papież jest dla nas ojcem, mimo że mamy jednego Ojca w niebie – takie wyrażanie się o ludziach pokazuje, że te osoby są dla nas kimś ważnym, kto ukazuje nam oblicze Ojca. Tak też jest w miłości małżeńskiej, gdzie mąż i żona są obrazem Chrystusa i Kościoła. Jesteśmy Chrystusowi – tak jak Jezus, stajemy się bogami w ciele jedni dla drugich, bogami przez uczestnictwo. Mamy się miłować, tak jak On nas umiłował. 
   Mówimy to samo zdanie „kocham Cię” do Boga i do ludzi. Używamy tego samego słowa, a jednak inaczej wyrażamy swoją miłość do Boga, a inaczej do ludzi. Nie jest więc rażące, że ktoś mówi z miłością do ludzi takimi słowami, jakimi mówi się do Boga, ale byłoby rażące, gdyby tę miłość w taki sam sposób wyrażał (tzn. gdyby w duszy miał stosunek do ludzi taki, jaki należy się tylko Bogu).

niedziela, 1 marca 2026

Historia żywa

Historia Kościoła to historia nie tylko działania i łaski Boga, ale też historia wierności i niewierności człowieka, historia świętości i grzeszności, historia łaski i upadku. To dzieje się ciągle na naszych oczach.

niedziela, 22 lutego 2026

O zmienionym wyrażeniu przykazań Bożych

   Kościół nie zmienił przykazań Bożych. One są niezmienne. Są dwa przykazania, które w nauczaniu Kościoła zostały wyrażone w odmienionej formie. Pierwsze – żeby nie tworzyć obrazów i żeby nie oddawać im pokłonu, a drugie – żeby święcić dzień święty, który przypada u żydów na sobotę. 
   W przypadku pierwszego należy mieć przede wszystkim na uwadze, że katolicy i prawosławni nie czczą obrazów tak jak dawniejsi poganie, którzy wizerunki bogów uważali za tożsame z bogami i którzy bezpośrednio oddawali im pokłon. Katolicy i prawosławni czczą obrazy przez odniesienie do Boga – mają oni świadomość, że te obrazy nie są tożsame z Bogiem ani ze świętymi osobami, które przedstawiają. 
   Nawet kłaniają się tym obrazom czy całują je, ale nie jakby były Bogiem. Dają w istocie pokłon Bogu przez pośrednictwo obrazu, tak jakby dawali „serduszko” albo „lajka” samemu Najwyższemu ponad obrazami. To żadne bałwochwalstwo. 
   Jest to zupełnie odmienne od tego, czego zakazuje przykazanie Boże. Zresztą nawet dawni prawowierni żydzi kłaniali się Bogu głową do ziemi. Było to za czasów Świątyni Jerozolimskiej, pielgrzymi i kapłani składali pełne pokłony
(hisztachawa). Czy czcili przez to ziemię? Nikt nie śmiałby w ten sposób myśleć. Twarzą na ziemię pada Abraham (Rdz 17,3), twarzą na ziemię pada Mojżesz, Aaron (Lb 14,5) i Jozue (Joz 5,14) i wcale nie oddają przez to czci ziemi, choć dla postronnego widza może to sprawiać takie wrażenie. 
   Podobnie my, katolicy i prawosławni, kłaniając się obrazom, nie oddajemy czci obrazom, ale samemu Bogu, do którego obraz się odnosi. Co do niedzieli, to przyjmujemy przekaz pierwszych apostołów. Oni otrzymali przykazanie od samego Boga, Pana Jezusa, że co zwiążą na ziemi, będzie związane w niebie
(Mt 18,18)
   Już na Soborze Jerozolimskim wspólnota apostołów rozstrzygnęła, czy chrześcijanie mają zachowywać przepisy żydów i ustalono wówczas jednomyślnie: „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne. Powstrzymajcie się od ofiar składanych bożkom, od krwi, od tego, co uduszone, i od nierządu. Dobrze uczynicie, jeżeli powstrzymacie się od tego. Bywajcie zdrowi!”
(Dz 15,28-29) 
   Od tego czasu nie obowiązują nas już obrzezanie i inne przepisy nakładane przez Boga w Prawie. Jest też tak dlatego, że Jezus Chrystus „w swym ciele pozbawił mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój, i jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem, w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości” (Ef 2,14-16). A Ciałem Jego jest Kościół (por. Ef 1,22-23).