niedziela, 10 maja 2026

(142) Żywoty Świętych: Grzegorz z Nazjanzu

Żywot ś. Grzegorza z Nazjanzu,
Biskupa i Doktora kościelnego,

wybrany z ksiąg jegoż,
a pisany od Grzegorza i Ruffina kapłanów.
Żył około roku Pańskiego, 360.
1


   Grzegorz ś. z Nazjanzu miasta, z ziemie Kappadocjej – matkę miał Chrześcijankę, ale ojca Poganina, oboje zacne rodzajem i bogactwy – ociec tegoż imienia co i syn, przyszedł potym ku poznaniu światłości i odkupienia naszego, iż uwierzywszy w Pana naszego Jezusa i Boga w Trójcy jedynego, taki pochop wziął w cnotach i naukach Chrześcijańskich,
2iż potym był za Biskupa w swej starości od wiernych obrany, tegoż miasta Nazjanzu, na którym Apostolskich cnót naśladując, i jeszcze za pogaństwa, prześladowanie dla owiec sobie zleconych cierpiąc, dobre dziedzictwo chwalebnego w Bogu żywota synowi zostawił – którego gdy jeszcze poganinem będąc, na naukę dał, prędko w obyczajach, i wyzwolonych naukach, syn jego Grzegorz inne uprzedzał – i sam się co dzień wyścigał, ku lepszemu postępując. Gdy do więtszej szkoły w Krasomówstwie i Filozofiej dalej postępując, to jest, do Aten płynął – na morzu wielkie nawałności i przepaści morskie, blizką mu śmiercią groziły. Barzo się strwożył był młodzieniec święty, nie dla onej śmierci, która w wodzie go potkać miała, ale iż się był inną wodą, która od śmierci wiecznej wybawia, jeszcze nie poświęcił – 3to jest, iż się był jeszcze nie ochrzcił – przetoż wołając do Pana Boga, i inne towarzysze do modlitwy upominając, obiecał Panu Bogu, jeśliby mu dał we zdrowiu wypłynąć, i do chrztu ś. przyść – iż mu się na jego wieczną służbę oddać i poświęcić miał. Wysłuchan święty młodzieniec, nie tylko sobie, ale i innym wszystkim w onym korabiu, zdrowie i szczęśliwe wypłynienie, u Boga uprosił. 
   Przyjachawszy do Aten, gdy święte myśli swoje wykonał, a nad wszytki mądrości jedną sobie perłę nadroższą, w roli Ewangeliej nalezioną, szacował – nauk jednak jeszcze onych Filozofskich nie opuszczał. W których będąc, jako sobie towarzystwa onego i przyjaźni ś. Bazylego wielkiego nabył, to sam powiada:
4Gdy, prawi, do Aten przyszedł Bazyliusz, słysząc niektórzy Ormiańscy Filozofowie o jego nauce, chcieli mu sromotę uczynić, a sobie i Atenom sławę, na dysputacje go wyzywając – na których gdy im ś. Bazyliusz duży był, tak iż już mało nie przegrali – święty Grzegorz ich podparł (bo wtenczas i jedno słowo z strony, wielką pomoc czyni) iż się równi sobie być zdali. Ale gdy jeszcze się o zelżywość ś. Bazylego jako nowego i postronnego, Atenom swym i sobie sławę czyniąc, pokusili – obaczywszy ś. Grzegorz ich złość, stanął przy świętym Bazylim – tak iż oni z sromotą, jako po przegranej bitwie, odiść musieli – żałując, iż się z prędka o takiego człowieka, jako był Bazyliusz, kusili. 
   To był wstęp ich przyjaźni i miłości wielkiej, w której się dziwnie czcili, i tak jako rodzeni bracia i więcej miłowali – jeden drugiemu nic nie zajźrząc, ale się spólnie ku dobremu przywodząc – a zwłaszcza iż obadwa na jednym fundamencie, to jest na Chrystusie, i wierze powszechnej budowali.
5Miałaśwa, powiada sam ten święty, dwie tylko drodze spraw i postępków naszych: jednę napierwszą i nacelniejszą, abyśmy ludzie do kościoła Bożego, a zwłaszcza nauczyciele nasze Pogany, przywodzili, a prawdę im Chrystusa Boga naszego ukazowali – drugą podlejszą, abyśmy się w świeckich naukach, na dobrych myślach znali. Innechmy wszytkie zabawy opuszczali – a gdy drudzy tytułów i dostojności nabywali – abo się z rodzaju i nauki chlubili – 6myśmy się tylko w imieniu Pana naszego Jezusa kochali, i wielczyli – a to iż nas zwano Chrześcijany, nad wszytki dostojeństwa i tytuły, sobieśmy przekładali – i tym samym nad Gigeza i Midę szczęśliwszyśmy się być poczytali. To są jego słowa. 7Świadczą obadwa w swych pismach o sobie, iż tak uprzejmą miłością ku sobie zjęci byli, iż żadnej sławy, ani dobrej powieści życzyć sobie u ludzi, i jeden bez drugiego mieć nie chciał. Kto czcił abo chwalił Bazylego – on swoję cześć na Grzegorza składał, a Grzegorz także na Bazylego – rzadka to barzo była, a miedzy one trzy, które poganie wyliczają, poczytania godna para przyjaciół – której żadna przygoda i nieszczęście rozerwać nigdy, aż do śmierci nie mogło. Mieszkając pospołu, ciasny żywot w wielkich pościech wiedli – czystość cielesną ustawiczną aż do śmierci chowali – w ubóstwie wielkim, gardząc świata wszytkiego dostatki, żyli – próżną chwałą pomiatać umieli – którą im na on czas z wielkiego dowcipu i biegłości ich, we wszytkich naukach pogańskich, w Atenach wszyscy dawali – patrzyli na nie wszyscy uczeni, i sobie je jako jasne gwiazdy nauki i cnót wszytkich ukazowali. A oni tym barzo mężnie i mądrze gardzili. 
   
8Potym Bazyliusz do ojczyzny wyjachał, a Grzegorza studenci żadną miarą puścić z Aten nie chcieli – prosząc aby mistrzowską katedrę wziął, a im nauk swych skarb otworzył – dał się użyć na niejaki czas, ale potym przełożywszy im potrzeby odjachania swego, trzydzieści lat na nauce strawiwszy, do domu się ojcowskiego wrócił – tam chrzest ś. wziąwszy, miedzy innemi świętego żywota dalszemi postępki, 9uczynił ślub Panu Bogu, iż nigdy przysięgać nie miał – co mocnie aż do śmierci swej zachował. Radzili mu rodzicy, aby starości ich ugadzając, świeckim się stanem bawił, Rzeczypospolitej spraw, i domu ich pilnując – ale on pomniąc na obietnicę swoję na morzu uczynioną, oddzielić się od świata, i Bogu się poświęcić wszystek wolał, 10na rozmyślanie się w piśmie ś. rzeczy niebieskich udając, żywot mniski wieść chcąc. Przetoż często przez sen widząc Pana naszego Jezusa, w onym się przedsięwzięciu umacniał – i opuściwszy miasta, urzędy, dostojeństwa, Filozofską hardość, i krasomówskie matactwa, i próżności pospolite, i łakomstwa nienasycone, i nadętość bogaczów, i ubogich zdrady, i złoczyństwa, obżerstwa, roskoszy, próżną chwałę, szaty, ubiory, dostatki, srebro, złoto, pałace, murowanie, i malowanie, 11i wszystko co czystości dusznej do patrzenia na światłość niebieską przeszkadza – to wszytko mówię, opuściwszy – żywot sobie zakonny, i mniski obrał. 
   Ledwie się do tego ojcu przywieść dał, iż go kapłanem uczynił – a iż w starości swej, chciał z siebie urząd Biskupi złożyć, a na syna go obrócić –
12on to poczuwszy, gdy się Chrześcijanie na to zmawiali – uciekł daleko od rodziców, i bieżał do Pontu do Bazylego swego, i tam z nim na jednej górze i pustyni żywot Anielski mniski wiodąc, służbę Bożą mile prowadził. 13Tam obadwa spólnie ustawy, abo reguły mniskie, napisali w Duchu Świętym, jako jedni Mojzeszowie. Bo aż do czasu onego zakonni ludzie, porządku całego nie mieli – żeby w posłuszeństwie pod starszemi i pod pewną regułą, i spólnie żyli. Bazylius z tym to towarzyszem swym, naprzód je do kupy wieść, i do porządku wszelakiego dostatecznie prowadzić i stanowić począł. Tak przemieszkawszy czas niemały z Bazylim – trafiło się, iż Grzegorzowi brat rodzony Cezarius, który wielkie miał na sobie Cesarskie urzędy, i podskarbim był ziemie wszytkiej, umarł – jego śmiercią zafrasowany ociec już stary, mając lat pięćdziesiąt, pisał do niego – prosząc, aby przyjachał, a sieroctwu jego i trudnościom, pociechę dał niejaką. On, acz żywotu onemu swemu tak spokojnemu uwlec nie chciał – 14wszakże pomniąc, jako czcić ojca roskazał Pan Bóg – bacząc starość jego, jachał, i one trudności, które przypadły po zmarłym bracie, nosił na sobie ile mógł, bez utraty przedsięwzięcia swego – bo iż był zostawił wielką majętność Cezarius, łakomi ludzie rozszarpać ją chcieli – a ociec stary, w prawa i w swary, wdać się nie mógł – musiał Grzegorz zastąpić ojca, a bronić u prawa, i zachować bez szkody dom swój, onej się zapłaty spodziewając, którą Pan Bóg synom posłusznym ku ojcom, obiecać raczył. 
   Na on czas też Ariańskie kacerstwo za pomocą Cesarza niezbożnego, wszędzie się rospuszczało – jedni mocą i postrachem pańskim, do kacerstwa onego wpędzeni – drudzy w prostocie zwiedzieni są – i Biskupów wiele zarażonych zostało –
15miedzy któremi też ociec świętego Grzegorza zwiedziony był – od którego się wnetże mniszy jego Diocezjej, przy prawowiernych zostając, odtargnęli – i za nimi szła wielka część ludzi Katolickich. Co bacząc Grzegorz ś. rozumnie barzo i z wielką dzielnością, za pomocą Bozką, ojcu zdradę onę ukazał, i jego proste serce naprawił, kacerskie mu chytrości ukazując. I tak prędko i mnichy, i lud wszytek, do zgody i jedności prawowiernej (częste upominanie dziwną swoją wymową czyniąc) przywiódł. 
   
16Wielkim był słupem i podporą wiary Katolickiej, zwłaszcza za panowania onego Juliana Apostaty – z którym się długo wespołek w Atenach uczył – i jeszcze z młodości go znając, często drugich przestrzegał – iż z niego miał być zły a zapamiętały człowiek – bo baczył jego chytrość, i do złoczyństwa skłonność, a iż się w złych kochał, dobrych się towarzystwa strzegł, w dysputacjach swych Filozofskich, często wiarę świętą lżył (acz się wymawiał, iż to tylko dla sporu i ćwiczenia w naukach świeckich czynił) i gdy się proroctwo jego spełniło, a na Cesarstwie wiarę ś. wykorzenić chciał – 17on mu się pisaniem swym zastawił – i napisał nań żałobne oracje, ukazując sprośność Pogańskich bogów – do których ludzie przywodzić chciał. 18A gdy zakazanie uczynił, aby żaden Chrześcijanin świeckiej się Filozofiej i Krasomówstwa nie uczył, ani synów na naukę dawał – Ś. Grzegorz rozmaitych wierszów i rytmów, słodką wymową swoją, barzo wiele napisał – ludziom je podając, które, sprośność z nich, niewstydy, i niestatek, i fabuły Pogańskich bogów wyrzuciwszy, nabożeństwem je, wyznaniem wiary, i modlitwami, mądrością Chrześcijańską nadziewał – młodym i starym poznanie Boga, i cnoty pobożności Chrześcijańskiej wnosząc – a ukazując, jako nauki pogańskie i dobre a pożyteczne używanie ich, Chrześcijańskiej wierze pomoc przynosić mogły. 
   Czasów onych Ariani w Cezareej, mieście pierwszym Kappadocjej, kościół Boży ściskali, i Euzebiusza Biskupa acz dobrego, ale nieuczonego, swemi dysputacjami chytremi przemagali, i już się wszytko miasto za nim chyliło – gdy Grzegorz ś. to usłyszawszy, napisał do Bazylego, w Poncie mniski żywot wiodącego, aby tym prędzej na poratowanie kościoła Bożego, do Cezareej przybył – a nie pomniał nic na nieprzyjaźni ku sobie Euzebiusza (bo mu się nie barzo życzliwym pokazował) ale na dusze się, Chrystusową krwią odkupione, oglądał – obiecując mu tej wojny pomóc.
19Usłuchał w tym rady swego miłego przyjaciela, i oba szedszy do Cezareej, dali dysputacją Arianom, taką, iż po niej dla wstydu, z miasta ich ministrowie uciekać, i z swym się fałszem kryć po kątach musieli – nie śmiejąc na ony wielkie a uczone żołnierze Chrystusowe natrzeć. 20Bo to jest obyczaj heretycki, w serca się tylko nieumiejętnych wkradać, a od uczonych w zakonie Bożym, uciekać. I tak Pan Bóg sługi swe, na oczyścienie kościoła swego – wzbudzić raczył. 
   Rychło potym Euzebius umarł – a Bazyliusz ś. na jego miejsce w Cezareej, na Biskupstwo nastąpił – który potym na pomoc sobie, przeciw heretykom, zmówiwszy się z ojcem jego, acz prawie poniewolnego, Biskupem poświęcił ś. Grzegorza, w Saśimie mieście. Ale tam dla niepokoju od drugiego Metropolity, który Saśimę sobie przywłaszczał nie mieszkając, a do żywota osobnego tęskniąc, ledwie się ojcu staremu, a już sto lat dochodzącemu, przywieść do tego dał –
21iż Biskupie jego prace, wziął na się w Nazjanzu, i dom zaraz ojcowski, porządnie sprawował – i spełniło się na nim Apostolskie słowo: Iż jako w domu, tak i w kościele porządnym być umiał – bo kto w domowych rzeczach nieostrożny jest, i na kościelnym urzędzie zatrzymać dobrego porządku nie będzie mógł. Niedługo ociec jego umarł – 22a on bojąc się aby na Biskupstwo w Nazjanzu wzięty nie był, uszedł do Selewcjej, i w Klasztorze ś. Tekle, przemieszkiwał – rozumiejąc, iż tymczasem Biskup już obrany jest – a gdy się wrócił do Nazjanzu, a tak zastał osierociały kościół, przywieść się jednak prośbą ludzi wszytkich nie dał, aby na ono dostojeństwo nastąpił – pragnąc zawżdy spokojnego życia, a przed sławą i dostojeństwy ludzkiemi uciekając. 
   
23W tym nowe kacerstwo o Duchu ś. z Arianów wyszło. Macedonius uczeń Ariański, Duchowi świętemu odejmował Bóstwo, stworzeniem go czyniąc. Znowu się świat trwożyć, a kościół się mieszać począł – a zwłaszcza w Carogrodzie gdzie ten Macedonius Biskupem był. Za namową świętego Bazylego i innych Katolików, posłany jest do Carogrodu ś. Grzegorz, aby się przeciw onemu bluźnierstwu zastawił. W czym gdy tam przyjachał, a mądrą wymową, i wielką nauką kościelnego wyznania o Duchu ś. bronił – wszytko miasto zatrzymał, tak iż pomału oni heretykowie niszczeć poczęli. Lecz inny się heretyk Apollinaris, tamże w Carogrodzie otworzył, z którym także miał co czynić ś. Grzegorz, broniąc wiary i dusz Katolickich, od onych tak jadowitych wilków, którzy z Ariańskiej sekty wychodzili. 
   Raz Arianowie, ludzie nań pospolite wzburzyli, iż kamieńmi nań ciskając, mało go nie zabili – i pojmanego przed sędzim, jakoby buntownika jakiego do karania postawili. Pragnął barzo cierpieć dla Pana Jezusa i prawdy jego – ale sędzia znając go, bez karania żadnego, puścić go wolnie kazał.
24Takiemi wojnami przeciw heretykom, z nauki i żywota, już był po wszytkim świecie sławny – tak iż Teologiem nazwany był. W tych pracach mieszkając w Carogrodzie, już na zdrowiu słabiejąc wrócić się chciał do ojczyzny swej Nazjanzu – ale lud mu nie dopuścił wszytek, mówiąc: co czynisz ojcze, za wyszciem twoim wyznanie i wiara Trójce świętej z miasta tego wynidzie – i używali go z płaczem, aby został. On tak uczynił, i doczekał się wedle proroctwa swego czasów onych szczęśliwych. 25Gdy po wielu heretyckich Cesarzach, nastał on zacny Katolik Teodozjus Cesarz – który do Carogrodu przyjachawszy, i wielką cześć ś. Grzegorzowi pokazując – zaraz Arianom kościół wielki odjął, i sam weń prowadził Grzegorza ś. z ludem Katolickim. Ariani miotali się do zbroje, mocą tego Cesarzowi chcąc bronić – ale wojskiem jego i majestatem przestraszeni, gdy nic począć jawnie nie śmieli – na ś. Grzegorza naprawili jednego, aby go prędko i zdradą zabił. Lecz go Pan Bóg sam bronił – bo się on młodzieniec który go zabić miał, upamiętał – a zbroić takiej złości nie śmiał. 
   A gdy się wiele Biskupów do Carogrodu zjachało, Grzegorza prawie poniewolnie porwali, i na Biskupstwo Carogrodzkie, za powodem Cesarskim, poświęcili.
26A on młodzieniec, który go zabić miał – padł do nóg Grzegorza ś. odpuszczenia żądając z płaczem wielkim. Rzekł ś. Grzegorz: Odpuść ci Pan Jezus, namilszy młodzieńcze, który mię obronił – na nagrodę moję, nic więcej nie chcę, jedno żebyś się kacerstwa Ariańskiego zarzekł, a zstał się synem kościelnym. Z takiej łaskawości wielkiej i cnót innych, wysoką miał u ludzi wszytkich przyjaźń. Cesarz go jako ojca swego czcił, i przy sobie go zawżdy mieć chciał, często się z rozmowy jego ciesząc – ale on się dworskich zabaw barzo strzegł – a czas na modlitwach i pasterstwie dusz głodnych, i nawiedzaniu chorych trawiąc, drugdy się na wieś i puste miejsca skradał – nieco odpocznienia (aby na prace pasterskie był potężniejszy) szukając, przykładem Pana naszego. 
   
27Mając wielkie dochody kościelne, i jednym się pieniądzem sam wzbogacić nie chciał, i liczby szafarzów kościelnych nie słuchał – bawić się tym za nieprzystojność sobie poczytając. Często też onemi pracami i starością zjęty, choroby cierpiał – w których nic, co się sprawowania dusz ludzkich dotykało, nie opuścił. 28Na koniec gdy się na wtóry Zbór, sto i pięćdziesiąt Biskupów w Carogrodzie, na potępienie Macedoniusza zjachało – potwierdzili na Biskupstwie Carogrodzkim Grzegorza ś. – i na ich prośbę został się na onym pasterstwie – ale gdy potym drudzy przyszli Biskupi z Egiptu – radzili i tak chcieli mieć, aby mu stolica Carogrodzka wzięta była – żadnej nań przyczyny nie mając, jedno iż nad ich przyzwolenie, postawiony był na stolicy onej. 29O czym gdy się ś. Grzegorz dowiedział, mówił ojcom onym: Wiecie wielebni ojcowie moi, iż ten kościół Carogrodzki, moją pracą oblany, obroniony, i rozszerzony jest – a wszakże ja za zapłatę sobie skarby niebieskie biorąc, przełożeństwa w nim i Biskupstwa nie pragnę – a jednak za żądaniem waszem, i prze miłość dzieci moich, i owiec tych, przyjąciem je musiał. Przetoż niedobrze czynicie, iż odmienić i skazić pierwszy swój postępek chcecie, a sami się miedzy sobą nie zgadzacie. Jać w mieście tym Królewskim Biskupstwa nie pragnę – synów tylko i dzieci moich, którem tu w Chrystusie porodził, żałuję – jednak na swoję stateczność, oglądać się macie – a jeśli w tym niestatku stać będziecie, jam gotów na wszytko, co się wam zdać będzie – wyrzućcie mię z Biskupstwa, a ja rad z niego ustąpię – przestanę na żywocie swym pustelniczym – jeśli mi stolicę odejmiecie, ale Boga nie możecie. 
   
30Taką rzecz mając do nich, gdy baczył niezgodę miedzy nimi i zamieszanie wielkie – szedł do nich drugi raz, i tak mówił: Ojcowie i bracia moi, nie przystoi wam (którzy inne do pokoju a jedności wiedziecie) niezgodnemi być miedzy sobą – proszę odprawcie w pokoju rzeczy swe – a jeśli o mię idzie, uczynię tak jako Jonas mówił: wrzućcie mię w morze, a niech nawałności ustaną – wyrzućcie mię z Biskupstwa, tylko niechaj zgoda miedzy wami zostaje, a prawdę i pokój miłujcie, a o mię nic nie dbajcie – i tak je pożegnał. Do Cesarza też szedszy, dziękował mu za posługi, które kościołowi Bożemu czynił, prosząc go o jedno dobrodziejstwo – nie o złoto, ani pieniądze, ani o ubiory drogie na ołtarze – ale żeby zgody i miłości miedzy Biskupy i kapłany Bożemi przestrzegał. Tak wszytkich oną swoją niespodziewaną powolnością i pokorą, ku podziwieniu przywiódł – bo się w tym wzgardzicielem wszytkiej czci na świecie pokazał – a iż więcej dobre kościelne niżli sam siebie, i sławę swoję, miłował, a innej za prace swe około winnice Bożej, zapłaty czekał. 
   Wiele go barzo ludzi żałowało, a ledwie mu z miasta wyniść dopuściło – wszakże wyjachał, a wrócił się do Nazjanzu, a na jego miejsce w Carogrodzie Nektarius postawiony był.
31W Nazjanzu niedługo Biskupstwa sprawując, a już stary będąc,32 na swym miejscu Eulaliusa postawiwszy, 33sam się na pustynią do Arianzu, i żywot Bogomyślny mniski oddał – w którym jednak pisanim kościołowi służył. Bo widząc jako Apollinaris heretyk wymowny, wierszami swemi uczonemi wiele dusz psował – 34sam się też na pisanie wierszów udał, aby one heretyckie, swoimi Katolickimi z ręki i pamięci ludziom wybił. I wiele innych ksiąg uczonych, w których błąd się żaden heretycki nigdy nie nalazł, napisawszy – i starości swej w onymże zaczętym ostrym żywocie dokonawszy – do ojczyzny niebieskiej przeniesiony jest – gdzie za nas się modląc, pociechy, w którą wierzył, i na którą na ziemi robił, używa – przez Pana naszego Jezusa, któremu z Ojcem i z Duchem ś. równy pokłon na wieki wiekom. Amen.
 

   Porządniej i szerzej sprawy tego Świętego i żywot wyczytasz w Dziejach rocznych kościelnych.


Nauka świętego Grzegorza z Nazjanzu,
dzisiejszym kacerstwom przeciwna.


   35Prze wielką naukę i Ducha prawdy katolickiej, ten święty Grzegorz Teologiem od wszystkich Greków nazwany jest – Hieronym święty uczył się u niego w Carogrodzie, i swym go Preceptorem być zna – przetoż się godzi przysłuchać, jako uczył w pismach swoich – a jeśli tak jako dzisiejszy Sektarze, czyli tak jako kościół święty Rzymski – przy kim ona prawda została, która przed dwanaścia set lat, gdy ten wielki Teolog był żyw, kwitnęła w kościele Bożym. 
   1.
36Niewysławionej Trójce świętej po wszytkich księgach swoich i pismach wierny i stateczny jest wyznawca. Ariański, którzy Bóstwu Ducha świętego przyganiali, wielkim jest prześladownik – zwłaszcza w księgach de Theologia lib. 2. & 4. 5. Sam obecnie na wtórym Koncylium 150. ojców, Macedoniusza przeklął. 
   2.
37O przenaświętszym Sakramencie Ciała i krwie Pana naszego trzymał – iż tam jest prawdziwe a istotne Ciało Chrystusowe. Bo o siestrze swej Gorgoniej (in oratione funebri sororis suae Gorgoniae) tak pisze: gdy w chorobie swej wielkiej o wszytkich lekarstwach zwątpiła – do innego się lekarza uciekła – gdy jej trochę niemoc pofolgowała – bieżała w nocy milczkiem do ołtarza, i wołała na Pana, któremu się kłaniała, przypominając mu stare i nowe cuda jego, bo wszytkie pamiętała, i nabożnym niewstydem, a piękną bespiecznością (onej naśładując, która dotykaniem podołka Chrystusowego uzdrowiona była, i na wzór onej która nogi jego łzami polewała) na ołtarzu głowę położyła, i swemi go łzami polewając, mówiła Panu, iż odejść od ołtarza nie chciała, aż by ku zdrowiu przyszła. Tak oną maścią ciało wszytko swoje pomazała – tam gdzie przechwalebne ciało i krew Chrystusowa schowana była. O dziwne cudo – odeszła na ciele i na duszy zdrową, i nadzieję swej zapłaty wzięła. To są słowa jego, z których się baczy – iż ta siostra jego do ołtarza, na którym był Sakrament przenaświętszy, tak jako do obecnego Chrystusa Pana swego przystąpiła – i takim cudem na zdrowiu jej, ta się obecność ciała Chrystusowego na ołtarzu, potwierdziła. 
   3.
38Tenże Sakrament zowie Grzegorz święty niekrwawą ofiarą (abo jako my zowiem Mszą) którą się z Chrystusem jednoczym, i męki jego i Bóstwa (jako mówi Oratione prima in Iulian. Imper.) uczestnicy się stajemy. Et in oratione secunda in eundem Iulian – mówi o heretykach abo poganach: Już dalej do kościołów naszych naglądać nie będą – już brzydką krwią zwierząt naszej przeczystej i niekrwawej ofiary, i przeczystych ołtarzów naszych, swymi świętokradzkiemi, mazać dalej nie będą. 
   4.
39O znaku krzyża świętego tak pisze Oratione prima contra Iulian – Julianus Cesarz, powiada, na sprawowanie czarnoksięstwa, szedł na jakieś tajemne i zakryte miejsce – mając przy sobie mistrza i sprawcę onych tajemnic – które gdy sprawować począł, na onego mężnego Cesarza, padł wielki strach, a co dalej to więtszy – i słyszał straszliwe głosy, i czuł sprośny smród, i widział ogniste obłudy, i inne kuglarstwa i matactwa – którymi barzo strwożony (bo jeszcze takich rzeczy dobrze świadom nie był) do starego się lekarstwa (bo był pierwej Chrześcijaninem ten Cesarz) to jest do krzyża, rzucił – i przeżegnał się, pomocy od tego ukrzyżowanego szukając, którego prześladował – i wnet znak święty przemógł wszytkie bojaźni – zwojował diabły, i odpędził postrachy. Cóż potym? Gdy złe ucichło, drugi raz czartów przyzwali – i zasię wnet trwogi i strachy powstały – przeżegnał się drugi raz, i uciekli diabli. Tedy on mistrz jego nauczał ucznia swego, mówiąc: nie zlęklić się nas, ale się nami zbrzydzili, i tak złe wygrało – namówił prędko ucznia iż temu uwierzył, i do zguby go kościelnej wprowadził. 
   5.
40Do matki Bożej tak mówi In Tragedia Christus patiens: Po trzykroć błogosławiona Matko, wysłuchaj, a przyjmi modlitwy moje. Dziękujęć żeś mi wiele łaski użyczała, i z wielkich mię przygód i nieprzyjaciół wybawiała. Tamże ją zowie advocatam – czym się dziś heretykowie nierozumnie i głupie, gdy toż śpiewanie w kościele słyszą, gorszą – mówi tak: Bądź mi pośrzedniczką do Syna twego – wiemy iż jest jeden pośrzednik naszego odkupienia do Boga, Chrystus – ale inni do Chrystusa w przyczynie i modlitwie, nie w odkupieniu, pośrzednicy być mogą – jako był Mojzesz, i inni wszyscy kapłani, i ci co się za nas Chrystusowi ukarzają – a nade wszytkie, jako nawyższa i naprzedniejsza jest pośrzedniczka i zastępniczka nasza, w przyczynie swej, matka Chrystusowa Bogarodzica – jako ta, która nad inne wszytko stworzenie więcej łaski ma u Syna swego. 
   6.
41Tenże Doktor wzywa o przyczynę świętego Cypriana, Oratione in sanctum Cyprianum – i świętego Atanazego, Oratione funebri in Athanasium – i świętego Bazylego, Oratione funebri in laudem Basilii – i mówi tak: Ty święta głowo Bazyli, z góry wejźrzy na nas, a pobudki cielesne, na doświadczenie od Boga nam dane, abo twemi modlitwami pohamuj, abo mię do tego przywiedź, żebych je mężnie zwyciężyć mógł – i wszytek nasz żywot w lepszy obróć – a gdy stąd wynidziem – do twoich nas przybytków przyjmi – abyśmy społu żyjąc, patrzyli na Trójcę świętą błogosławioną. 
   7.
42O obraziech Ojcowie święci na siódmym Koncylium Niceńskim wtórym, in fine Actionis quartae, jego świadectwo przywodzą, mówiąc: Grzegorz którego Teologiem zowią, w wierszach swoich o dziewictwie pisanych, na obrazy zezwala. 
   8.
43O czystości panieńskiej tak mówi, Oratione in dictum Evangelii, quae incipit: Iesus qui piscatores elegit: Dobre Małżeństwo – ale żeby było nad dziewictwo, tego nie śmiem mówić. Bo dziewictwo nie byłoby rzeczą wielką, gdyby nad dobre, lepszym i znamienitszym być nie miało – i niżej: Która za mężem jest, po części tylko Chrystusowa jest – ale która dziewictwo obrała, wszytka jest Chrystusowa – i niżej: Obrałaś Anielski żywot, która w ciele będąc, niecielesny żywot żyjesz. Et in Oratione funebri in laudem Basilii, mówi: Osobna rzecz jest dziewictwo i powściągliwy żywot, i miedzy Anioły poczytania godny.

   
44Za obrok położę słowa jego o jałmużnie, In oratione de pauperum amore: Staraj się, powiada, abyś tym był nad bliźniego lepszy, im nań będziesz hojniejszy – bądź nędznemu Bogiem, Boskiego miłosierdzia naśladując. 45Bo nic człowiek tak Boskiego nie ma, jako gdy drugim dobrze czyni – acz jeden więcej, drugi mniej dać może – wszakże każdy wedle przemożenia. Niedostatecznemu, daj co małego – bo nic temu małego nie jest, który nic nie ma – i sam Pan Bóg, małe twe za wielkie przyjmuje, na przemożenie twoje nie patrząc. Za nawiętszy dar daj ubogiemu ochotę – 46a jeśli nic nie masz, płakać mu pomóż. Wielkie jest lekarstwo nieszczęśliwemu, politowanie serdeczne nad jego nędzą – i kto się nad nim uprzejmie użali – ciężkości mu ujmuje. Nie miej sobie człowieka nad bestią podlejszego – bo bestia gdy się powali abo w dół wpadnie, zakon ci podźwignąć a pomoc jej dać każe – bo to dlatego zakon (który ma w sobie tajemne rozumienie) ustawił47 – aby nas ludzkości i łaskawości na małych rzeczach ucząc, do więtszych przywodził – i niżej: Kto ubogiemu dobrze czyni, mówi pismo,48 Boga ma dłużnikiem – 49a któżby się na tak dobrego dłużnika nie spuścił, a jemu nie wierzył – iż czasu swego dług z wielką lichwą zapłaci? I niżej: Miłosierdziem i wiarą grzechy się czyszczą. A tak się miłosierdziem czyśćmy, a zmazy dusze naszej tym zielem ścierajmy, i bielmy się, abyśmy byli, jedni jako wełna, drudzy jako śnieg, wedle tego, jako kto wiele jałmużny uczyni – i niżej: 50Abo mniemasz aby do czynienia jałmużny, radę tylko tobie, a nie roskazanie Chrystus podał? ażeby na twej dobrej woli była? Ja bym też to rad twierdził – ale mię ona lewa ręka straszy, na której kozłowie postawieni będą – nie prze to iż cudze wydzierali, kościoły łupili, cudzołożyli – ale iż w ubogich Chrystusowi dobrze nie czynili. A tak Chrystusa karmić, Chrystusa odziewać, Chrystusa nawiedzać, Chrystusa opatrować chciejmy, w tych ubogich, którzy dziś na ziemi leżą – aby nas do przybytków swoich, gdy z tego świata wynidziem, przyjęli.
 

1  IX. Maii. Maja. Mart. R. ibidem.
Ociec Ś. Grzegorza był Biskupem.
Ślub który na morzu ś. Grzegorz uczynił.
Towarzystwo i przyjaźń wielka Grzegorza ś. z Bazyliuszem wielkim.
Słowa Grzegorza o miłości z Bazyliuszem.
W czym się kochali święci.
Wielka miłość bez zazdrości sławy.
Czytał w Atenach lekcje ś. Grzegorz.
Ślubił Panu Bogu nigdy nie przysięgać.
10  Stan mniski obrał ś. Grzegorz.
11  Czystości dusznej do patrzenia na niebieską światłość świat przeszkadza.
12  Od Biskupstwa uciekł.
13  Reguły i ustawy mniskie napisał ś. Bazyliusz z Grzegorzem ś.
14  Na obronę starego ojca przerwał życie zakonne.
15  Ojca od chytrości i zarazy Ariańskiej wybawił.
16  Z Julianem Cesarzem Apostatą uczył się ś. Grzegorz, i znał jego złość.
17  Przeciw Julianowi pisał Grzegorz ś.
18  Julianus zakazał Chrześcijanom szkół pogańskich chcąc wierze ś. zaszkodzić, to znać iż ma z nich pomoc wiara ś. Chrześcijańska, a jego w tym naśladują, którzy nauki świeckie i Filozofskie brzydzą.
19  W Cezareej ś. Grzegorz i ś. Bazyliusz z Ariany dysputacją wiedli.
20  Obyczaj heretycki.
21  Ojcowskie prace na Biskupstwie wziął na się.
22  Uciekał od Biskupstwa.
23  Kacerstwo Macedoniusza Carogrockiego Biskupa.
24  Teologiem nazwany.
25  Teodozjus Cesarz kościół odjął wielki Arianom w Carogrodzie.
26  Nieprzyjacielowi swemu jaką dał pokutę.
27  Liczby szafarzów kościelnych nie słuchał.
28  Wtóre Koncylium w Carogrodzie.
29  O Biskupstwo Carogrodzkie spierać się nie chciał.
30  O jako ten pospolitą zgodę i dobre miłował, gdy tak uczynił jako Jonas.
31  Tam Hieronym ś. jego nauki słuchał.
32  W wydaniu z 1598 r. na tym miejscu taki dopisek: „(bo w Czarogrodzie o dwanaście lat na onych pracach strawił)”. [Przyp. JS.]
33  Na pustynią się udał.
34  Heretyckie wiersze jako zgubił.
35  Nepotianum de vita Cleric. [W wyd. z 1598 r. tak: „Hier: lib: 1. contra Rufinum & in epi: 11 Nepotianum, de vita clericorum.” Przyp. JS.]
36  1. O Trójcy ś. i o Bóstwie Syna Bożego i Ducha ś.
37  2. O bytności ciała Chrystusowego w Sakramencie.
38  3. O Mszej i ofierze.
39  4. O znaku krzyża ś. Julian Cesarz będąc Chrześcijaninem spoganiał i do diabłów przystał, które jednak krzyżem ś. ustraszył.
40  5. Pośrzedniczką zowie Matkę Bożą.
41  6. Wzywanie świętych.
42  7. O obraziech.
43  8. O czystości panieńskiej.
44  Obrok duchowny.
45  Jałmużna wedle przemożenia.
46  Pożałowanie gdy nie masz co dać, jest jałmużną.
47  Pwt 22, Wj 23.
48  Prz 19.
49  P. Bóg dłużnikiem u jałmużnika.
50  Jałmużną grzechy się czyścią.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

Por. Spis świętych.


+

sobota, 9 maja 2026

Państwowość i religijność

   Nie można oddzielić państwowości od religijności jakąś ostrą linią. To dlatego, że religia czy religijność przynależy do życia człowieka, a prawo państwowe ustanowione jest w celu chronienia tego życia. Religia więc, tak jak inne rodzaje działalności człowieka, takie jak praca, sztuka, nauka, ma być chroniona przez prawo. To jednak mało powiedzieć „chroniona”, ona powinna być wspierana i promowana, podobnie jak inne rodzaje działalności, w których człowiek się rozwija i w których znajduje spełnienie. Tak być powinno, o ile jakaś religia nie występuje przeciw zdrowym zasadom służącym ochronie i rozwojowi ludzkiego życia. 
   Religia jako dobro w życiu człowieka, dzięki któremu rozwija on wewnętrzny pokój, mądrość i umiejętności, jest też dobrem dla całego społeczeństwa, w którym nie każdy jest religijny, ale w którym każdy wchodzi w jakieś bliższe lub dalsze relacje z ludźmi religijnymi. Ludzie ci przynoszą dobro społeczeństwu przez swoją pokojową postawę, pomysłowość i prace służące dobru ogółu. Z tego też względu religia powinna być chroniona i promowana jako dobro społeczne. Ponieważ służy ona społeczeństwu, powinna być przez społeczeństwo doceniana i umacniana, chroniona prawnie tak jak wszystkie dziedziny pracy, sztuki i nauki. 

sobota, 2 maja 2026

W milczeniu

Jak wspaniale zgasić swój głos
i słyszeć jeszcze lepiej Ciebie
właśnie odbywa się wielkie widowisko
gdzie wśród niezliczonych słów rzeczywistości
jawiących się przed duszą, oczami i zmysłami
słychać to jedno tylko Twoje
rozjaśniające i porządkujące wszystko



niedziela, 26 kwietnia 2026

Współodkupicielstwo Maryi

[Mówi Jezus:]
   Maryja płakała, była bowiem Współodkupicielką i Matką rodzaju ludzkiego, który od Boga otrzymał nowe życie.
Musiała płakać za wszystkie matki, które nie potrafią uczynić ze swej matczynej boleści korony wiecznej chwały. 
   Jak wiele jest matek na świecie, którym śmierć wyrywa z ramion ich dzieci! Ileż jest matek, którym wola nadprzyrodzona odbiera syna! Maryja płakała za wszystkie Swe córki, jako Matka ludzkości, za wszystkie Swe siostry, w ich bólu osamotnionych matek. Płakała także za wszystkich Swych synów zrodzonych z niewiast, przeznaczonych do stania się apostołami Boga i męczennikami dla miłości Bożej, z powodu wierności Bogu lub okrucieństwa ludzi. 
   Moja Krew i łzy Maryi stanowią mieszaninę wzmacniającą wezwanych do heroicznego przeznaczenia, zmazującą ich niedoskonałości czy nawet winy wymykające się im w słabości. Daje im ona – prócz męczeństwa, jakiekolwiek by nie było – pokój Boży, a jeśli cierpieli dla Boga – chwałę Nieba. 
   Dla misjonarzy mieszanina [Mojej Krwi i łez Maryi] jest płomieniem ogrzewającym ich w krajach, w których króluje śnieg. Odnajdują ją jako rosę tam, gdzie panuje palące słońce. Łzy Maryi rodzą się z Jej miłosierdzia i wypływają z Jej serca Lilii. Dzięki dziewiczemu Miłosierdziu złączonemu z Miłością posiadają ogień, a dzięki dziewiczej Czystości – wonną świeżość, przypominającą wodę zebraną w kielichu lilii po nocy skąpanej rosą. 
   Dusze poświęcone znajdują tę mieszaninę na pustyni, którą jest
dobrze pojęte życie klasztorne. Jest ono pustynią, bo nic na niej nie żyje prócz związku z Bogiem. Wszelkie inne uczucie rozprasza się, stając się jedynie nadprzyrodzoną miłością do krewnych, przyjaciół, przełożonych i podwładnych. 
   Tę Boską mieszaninę [Mojej Krwi i łez Maryi] odnajdują poświęceni Bogu pośród świata, który ich nie rozumie ani ich nie kocha. To także pustynia dla tych, którzy żyją, jakby byli sami, tak bardzo są niezrozumiani i ośmieszani z powodu miłości, jaką mają do Mnie. 
   Odnajdują tę mieszaninę Moje drogie „ofiary”. Maryja bowiem jest pierwszą, która stała się ofiarą z miłości do Jezusa. Są nią również ci, którzy poszli w Jej ślady. Ona ręką Matki i Lekarki daje Swe łzy, które umacniają i pobudzają do większej ofiary: święte łzy Mojej Matki! 
   Maryja modli się. Ona nie odrzuca modlitwy z tego powodu, że Bóg dał Jej cierpienie. Zachowajcie to wspomnienie. Ona modli się z Jezusem. Prosi Ojca naszego i waszego. 
   Pierwsza [modlitwa]
Ojcze nasz została wypowiedziana w ogrodzie w Nazarecie, aby pocieszyć Maryję w smutku, aby ofiarować naszą wolę Przedwiecznemu w chwili, gdy rozpoczynał się dla naszej woli okres rosnącego cały czas wyrzeczenia się. Dla Mnie osiągnął on szczyt w wyrzeczeniu się życia, a dla Maryi – w [przyjęciu] śmierci Syna. 
   Nie było
niczego, co Ojciec musiałby nam wybaczyć, a jednak my – „Bez Zmazy” – prosiliśmy Ojca „o odpuszczenie”, by otrzymać przebaczenie, uzyskać uwolnienie [od winy], choćby tylko dlatego, że westchnęliśmy wobec wielkości naszej misji. Chcieliśmy was pouczyć, że im bardziej trwa się w łasce u Boga, tym bardziej misja jest błogosławiona i owocna. Uczyniliśmy to, by was nauczyć szacunku dla Boga i pokory. W obliczu Boga Ojca – nawet w naszej doskonałości Mężczyzny i Niewiasty – poczuliśmy się jak nicość i prosiliśmy o przebaczenie, podobnie jak prosiliśmy o „chleb powszedni”. 
   Co było
naszym chlebem? O! Nie ten [chleb], który wyrabiały czyste ręce Maryi, pieczony w małym piecu, do którego tak wiele razy wiązałem pęki i wiązki chrustu. Ten [chleb] także jest potrzebny, jak długo żyje się na ziemi. Jednak „naszym” chlebem powszednim było wypełnianie dzień po dniu zadań naszej misji. [Prosiliśmy], aby Bóg dawał go nam każdego dnia. Wypełnienie misji powierzonej nam przez Boga jest radością naszego dnia, prawda, mały Janie?1 Czy i ty nie mówisz, że pustym, jakby nie istniejącym, wydaje ci się dzień, jeśli dobroć Pana pozostawia cię choćby w ciągu jednego z nich bez twej misji cierpienia? 
   Maryja modli się z Jezusem. To Jezus was usprawiedliwia, dzieci. To Ja sprawiam, że wasze modlitwy [zanoszone] do Ojca są godne przyjęcia i przynoszą korzyść. Powiedziałem: „O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię Moje”.2 Kościół podnosi wartość swych modlitw mówiąc: „przez Chrystusa, Pana naszego”. 
   Kiedy się modlicie, zawsze, zawsze, zawsze jednoczcie się ze Mną. Będę się modlił głośno za was, okrywając wasz ludzki głos Moim głosem Boga-Człowieka. Wezmę waszą modlitwę w Moje przebite ręce i wzniosę ją do Ojca, a stanie się hostią nieskończenie cenną. Mój głos stopiony z waszym wzniesie się jak synowski pocałunek do Ojca i purpura Moich ran uczyni cenną waszą modlitwę. Trwajcie we Mnie, jeśli chcecie mieć Ojca w was, z wami i dla was. 

Zaczerpnięte z Poematu Boga-Człowieka Marii Valtorty, 2, 2, tłum. Ewa Bromboszcz, Katowice 2010

Przypisy: 
1  Jezus, zwracając się do Marii Valtorty nazywa ją często „małym Janem”. Patrz wyjaśnienie w rozdziale „Osoba i pisma Marii Valtorty”, zamieszczonym w Księdze I oraz VII. (Przyp. wyd.) 
2  Por. J 14,13. (Przyp. wyd.)

sobota, 18 kwietnia 2026

Codzienny

Jezus codziennie puka do drzwi człowieka 
i nie przeszkadzają Mu żadne ograniczenia. 
Jedynie wola człowieka może się na Niego zamknąć. 


Obraz własny
sporządzony przy użyciu narzędzi komputerowych

sobota, 11 kwietnia 2026

Ciche pytanie

Ta chwila mnie pyta
przez chwilę mnie pytasz
jak łagodne to pytanie
jak muśnięcie wiatru
Twa czułość nie cierpi zamętu
wsłuchujesz się w serce
głębiej niż wszelki ultrasonograf



sobota, 28 marca 2026

Maryja jako odkupicielka kobiety

   W Poemacie Boga-Człowieka (1, 48) Maryja mówi o sobie: „odkupiłam kobietę moim boskim Macierzyństwem” („Io, Maria, ho redento la donna con la mia Maternità divina”). Tłumaczenie Ewy Bromboszcz wydane przez Vox Domini (bez roku wydania) inaczej oddaje to zdanie, ale zostanie tutaj przytoczone razem z całym rozdziałem, aby przekazać ważną naukę.
 
   Mówi Maryja:
   «Przyrzekłam ci, że On przyjdzie, żeby ci przynieść Swój pokój. Czy przypominasz sobie ten spokój, który był w tobie w dniu [Bożego] Narodzenia, kiedy widziałaś Mnie z Moim Dzieckiem? Był to wtedy dla ciebie czas pokoju. Teraz jest czas twojej męczarni. Ale ty wiesz już teraz, że to w udręce zdobywa się pokój i każdą łaskę, dla nas i dla bliźniego. Jezus-Człowiek przekształcił się w Jezusa-Boga po udręce straszliwej Męki. Przywrócił Pokój: Pokój Niebios, z których przyszedł i z których teraz zlewa Swój pokój na tych ludzi na świecie, którzy Go kochają. Jednak w godzinach Swej Męki On – Pokój świata – był pozbawiony tego pokoju. Nie cierpiałby, gdyby go posiadał. A musiał cierpieć – cierpieć w pełni.

   Ja, Maryja, [przyczyniłam się do] odkupienia niewiasty przez Moje Boskie Macierzyństwo. Ale to było jedynie początkiem ocalenia niewiasty.
   Pozbawiając się przez ślub dziewictwa każdego ludzkiego [aktu] małżeńskiego, odrzuciłam wszelkie pożądliwe zaspokojenie, zasługując na łaskę Bożą. Ale to jeszcze nie wystarczało, gdyż grzech Ewy był drzewem o czterech gałęziach: pychy, chciwości, łakomstwa, nieczystości. I wszystkie cztery musiały być odcięte całkowicie, ażeby uczynić to drzewo bezowocnym.
   Upokarzając się do głębi, pokonałam pychę. Uniżałam się przed wszystkimi. Nie mówię już o Mojej pokorze wobec Boga. Ona bowiem należy się Najwyższemu od każdego stworzenia. Pokorne było [nawet] Jego Słowo. Musiałam więc ją posiadać i Ja, Niewiasta. Czy jednak zastanawiałaś się kiedykolwiek nad tym, jakich upokorzeń musiałam doznawać ze strony ludzi, nie broniąc się w żaden sposób?
   Nawet Józef, który był sprawiedliwy, oskarżał Mnie w swoim sercu. Inni ludzie, którzy nie byli sprawiedliwi, grzeszyli oszczerstwem co do Mego stanu. Szmer ich słów dochodził [do Mnie] jak gorzka fala, godząc w to, co [ważne] dla człowieka. A były to dopiero pierwsze z niezliczonych upokorzeń, których dostarczyło Mi życie Matki Jezusa i rodzaju ludzkiego. Upokorzenia z powodu ubóstwa, upokorzenia uciekinierki [do Egiptu], upokorzenia z powodu wymówek krewnych i przyjaciół, którzy – nie znając prawdy – uważali za słabość Moje matczyne zachowanie wobec Mojego Jezusa, kiedy stał się młodym człowiekiem... Upokorzenia trzech lat Jego posługi, okrutne upokorzenia w godzinie Kalwarii, upokorzenia aż do konieczności uznania, że nie mam środków, by kupić grób i wonności dla [namaszczenia ciała] Mojego Syna...
   Pokonałam chciwość Pierwszych Rodziców, rezygnując przed czasem z Mojego Dziecka.
   Matka nigdy nie wyrzeka się dziecka, chyba że jest zmuszona rozstać się z nim. Kiedy ojczyzna, miłość małżonki lub sam Bóg prosi o nie jej serce, matka broni się przed rozstaniem. To naturalne. Dziecko wzrasta w jej łonie i nigdy nie ulega przerwaniu więź łącząca je z nią. Nawet po przerwaniu życiodajnego przewodu pępowiny, zawsze zostaje nerw, wychodzący z serca matki – nerw duchowy, bardziej żywy i wrażliwszy od nerwu fizycznego – i łączy je z sercem dziecka. I matka odczuwa udręki, jeśli miłość do Boga lub do jakiegoś stworzenia albo też obowiązki wobec ojczyzny oddalają od niej dziecko. Matce rozdziera się serce, gdy śmierć wyrywa jej dziecko.
   A Ja wyrzekłam się Mojego Syna, od chwili kiedy Go miałam. Oddałam Go Bogu. Wam Go dałam. Pozbawiłam się Owocu Mego łona, aby wynagrodzić [Bogu] za kradzież owocu Bożego, [dokonaną przez] Ewę.
   Pokonałam zachłanne pragnienie wiedzy i przyjemności. Zgodziłam się na to, by wiedzieć jedynie to, co Bóg chciał, żebym wiedziała. Nie pytałam ani siebie, ani Jego o nic ponad to, co Mi powiedział. Wierzyłam bez dociekania.
   Pokonałam pragnienie przyjemności, bo wyrzekłam się wszelkiego smaku zmysłów. Podeptałam Moje ciało. Ciało – narzędzie szatana – skazałam na zdeptanie wraz z nim pod Moją piętą, aby zrobić Sobie w ten sposób stopień zbliżający do Nieba. Do Nieba! Do Mojego celu. Tam, gdzie jest Bóg: jedyne Moje pragnienie. Pragnienie, które nie jest zachłannością, lecz potrzebą błogosławioną przez Boga, który chce, abyśmy Go pragnęli.
   Pokonałam nieczystość, która jest nieumiarkowanym pragnieniem doprowadzonym do zachłanności. Każda bowiem zła skłonność, której się nie pokonuje, prowadzi do jeszcze większej wady. I tak pragnienie Ewy, już zasługujące na naganę, doprowadziło ją do rozpusty. Nie wystarczało jej już sprawianie sobie samej przyjemności. Chciała doprowadzić swój występek do doskonałego natężenia i zbliża się do towarzysza, stając się nauczycielką rozpusty. Ja zaś dążyłam do przeciwnego celu. Nie staczałam się, lecz zawsze wstępowałam w górę. Nie ściągałam nikogo w dół, lecz zawsze pociągałam w górę. Mojego cnotliwego towarzysza uczyniłam aniołem.
   Teraz – mając Boga, a z Nim Jego nieskończone bogactwa – pośpiesznie wyrzekałam się ich. Mówiłam: „Niech Twoja wola będzie spełniana ze względu na Niego i przez Niego”.
   Czystym jest człowiek powściągliwy nie tylko w ciele, lecz także w uczuciach i myślach. Musiałam być Czystą, aby unicestwić Nieczystość ciała, serca i umysłu. I nie porzuciłam Mojej powściągliwości. Nie mówiłam o Moim Synu nawet tego, że na ziemi należy tylko do Mnie, jak był jedynie Boży w Niebie: „On jest Mój i chcę Go [mieć przy Sobie].”
   Ale nawet to jeszcze nie wystarczało, żeby zdobyć dla niewiasty pokój utracony przez Ewę. Otrzymałam go dla was u stóp Krzyża, kiedy patrzyłam, jak umiera Ten, którego narodzenie widziałaś. Kiedy słyszałam krzyk Mojego umierającego Dziecka, czułam, jak się rozdzierają Moje wnętrzności, i zostałam [wtedy] pozbawiona wszystkiego, co kobiece. Nie było już [we Mnie] ciała, lecz anioł. Maryja, Dziewica poślubiona Duchowi, umarła w tamtej chwili. Pozostała Matka Łaski: Ta, która w Swojej udręce zrodziła wam Łaskę i wam ją dała. Kobieta – którą w noc Bożego Narodzenia na nowo konsekrowałam na niewiastę – u stóp Krzyża otrzymała środki, aby stać się dzieckiem Niebios.
   Uczyniłam to wszystko dla was, wyrzekając się wszelkiego zaspokojenia, nawet świętego. Z was – zdegradowanych przez Ewę kobiet nie przewyższających towarzyszek zwierząt – uczyniłam święte Boże. Jednak [możecie] nimi być tylko wtedy, gdy będziecie tego chciały. Wspinałam się wzwyż ze względu na was. Was wznosiłam w górę jak Józefa. Skała Kalwarii jest Moją górą Oliwną. Stamtąd wznosiłam się, aby zanieść do Niebios ponownie uświęconą duszę niewiasty, razem z Moim ciałem, uwielbionym z powodu noszenia Słowa Bożego oraz unicestwienia w Sobie ostatniego śladu Ewy, ostatniego korzenia tego drzewa o czterech trujących konarach i korzeniu zapuszczonym w zmysłowość. Ono pociągnęło do upadku ludzkość i aż do końca wieków, i aż po ostatnią niewiastę będzie kąsało wasze wnętrzności. Stamtąd, gdzie teraz jaśnieję w promieniach Miłości, wzywam was i wskazuję wam Lekarstwo dla pokonania samych siebie: Łaskę Mojego Pana i Krew Mojego Syna.
   A ty, Mój głosie, daj odpoczynek twojej duszy, w światłości tego świtu Jezusa. Musisz mieć siły dla przyszłych krzyży, które nie będą ci oszczędzone. Chcemy, abyś i ty była tutaj, a tu się przychodzi przez ból. Pragniemy, abyś była tutaj. Im więcej utrapień znosi się, żeby uzyskać Łaskę dla świata, tym wyżej się dochodzi. Trwaj w pokoju. Jestem z tobą».