sobota, 13 czerwca 2026

(8.8) Odsłony: Piękno Matki: Cel stworzenia nieba

Odsłony Poematu Boga-Człowieka
czyli tej Ewangelii, która została objawiona Marii Valtorcie

   Dla kogo miałby uczynić te gwiazdy i planety, które suną jak błyskawice i strzały, zakreślając łuk sklepienia, albo idą – i wydają się powolne – idą majestatycznie w swoim meteorytowym biegu, obdarowując was światłami i porami roku oraz dając wam to, co wieczne, niezmienne, a jednak zawsze zmienne – nową stronę do odczytania na błękicie, każdego wieczoru, każdego miesiąca, każdego roku, jakby chciały wam powiedzieć: 
   „Zapomnijcie o więzieniu, porzućcie wasze gazety pełne rzeczy mrocznych, zgniłych, brudnych, trujących, kłamliwych, bluźnierczych, psujących, i wznieście się – przynajmniej spojrzeniem – ku nieograniczonej wolności sklepień; zróbcie sobie duszę błękitną, patrząc na tyle pogody; zróbcie sobie zapas światła, by zanieść go do waszego ciemnego więzienia; czytajcie słowo, które piszemy, wyśpiewując nasz gwiezdny przyśpiew, bardziej harmonijny niż ten wydobyty z organów w katedrze; słowo, które piszemy, jaśniejąc; słowo, które piszemy, kochając – ponieważ zawsze mamy obecnego Tego, który dał nam radość bycia, i kochamy Go za to, że dał nam to bycie, to jaśnienie, to sunięcie, to bycie wolnymi i pięknymi pośród tego łagodnego błękitu, poza którym widzimy błękit jeszcze wznioślejszy – Raj – i wobec którego wypełniamy drugą część przykazania miłości, kochając was, naszego powszechnego bliźniego, kochając was przez dawanie wam prowadzenia i światła, ciepła i piękna. Czytajcie słowo, które mówimy, a jest tym, którym regulujemy nasz śpiew, nasze jaśnienie, nasz śmiech – Bóg”?


   Bóg nie tylko stworzył człowieka, ale wszystko, co stworzył, stworzył dla człowieka. Nawet najbardziej odległe gwiazdy i planety, wykraczające poza zasięg ludzkiego wzroku, Bóg stworzył, aby opowiadały człowiekowi o Tym, przez kogo zostały stworzone. Człowiek odrywając spojrzenie od ziemi i patrząc w dal przestrzeni kosmicznej, smakuje nieskończoności, stałości, ładu, wsłuchuje się w wieczną symfonię, i wszystko zdaje się do niego mówić. Ten milczący przestwór, dal bez końca, światła większe i mniejsze, tajemnicze zjawiska, wydobywają z siebie tajemniczy głos, ponieważ wszystko to zostało stworzone ręką kochającego Boga i zachowuje w sobie żywy ślad Jego Miłości, a w swoim ruchu – w zmienności w niezmienności – jest posłuszne Temu, który wszystko wprawia w ruch. 
   Wieczny Bóg przemawia w wyjątkowy sposób w tej wieczności, która podlega zmienności. Powtarzalność zmian na niebie daje posmak szczególnego rodzaju wieczności, która chociaż nie może się równać z wiecznością Boga, to daje o niej pewne wyobrażenie u tej malutkiej istoty, jaką jest człowiek – ten człowiek, który zbliża się do Boga nie tylko przez wiarę, nadzieję i miłość, ale także przez różnego rodzaju odniesienia i wyobrażenia. 
   W tym zaś wszystkim, co jest, są rzeczy wieczne mające swój początek i Ten, który jest Wieczny, nie mając żadnego początku. Te zaś rzeczy wieczne, które mają początek, pozostają w pokrewieństwie z wiecznością Tego, który jest istotnie wieczny. W tych zapoczątkowanych wiecznych rzeczach jest zauważalna zmienność – powstawanie i ginięcie, wzrost i spadek, świecenie i gaśnięcie, rozgrzanie i oziębienie, przechodzenie od barw jasnych do ciemnych, promieniowanie i wchłanianie itd. 
   O tym zdaje się mówić Kohelet: „Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy. Słońce wschodzi i zachodzi, i na miejsce swoje śpieszy z powrotem, i znowu tam wschodzi. Ku południowi ciągnąc i ku północy zawracając, kolistą drogą wieje wiatr i znowu wraca na drogę swojego krążenia. Wszystkie rzeki płyną do morza, a morze wcale nie wzbiera; do miejsca, do którego rzeki płyną, zdążają one bezustannie. Każde mówienie jest wysiłkiem: nie zdoła człowiek wyrazić słowami. Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho napełni słuchaniem. To, co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie, więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem. Jeśli jest coś, o czym by się rzekło: «Patrz, to coś nowego» – to przecież istniało to już w czasach, które były przed nami. Nie ma pamięci o tych, co żyli dawniej, ani też o tych, co będą kiedyś żyli, nie pozostanie wspomnienie u tych, co będą potem”
(Koh 1,4-11)
   Wydarzenia zachodzące w świecie, przybierające różną i nową postać, są właściwie powtarzalnością. Także dzieła ludzkie, choć bardzo wymyślne, niespotykane wcześniej, ukazują znane już wcześniej działanie sił przyrody. Są korzystaniem z zasobów, które podlegają wciąż tym samym prawidłom powstawania i ginięcia, przyczynom i skutkom, przeobrażeniom… Zaprawdę, nie ma nic nowego pod słońcem. 
   Człowiek błądzi, uznając siebie za Boga przez samo tylko to, że korzysta z sił przyrody i steruje nimi. Przecież tylko korzysta on z przyrody i ją przeobraża, ale sam nie jest w stanie wzbudzić tych sił obecnych w przyrodzie. Bo któż „może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia?”
(Mt 6,27) Genetyka, biotechnologia, informatyka, sztuczna inteligencja… – „nic zgoła nowego nie ma pod słońcem” (Koh 1,9) – wszystko to tylko nowe przeobrażenia sił działających w przyrodzie. Człowiek jednak tych sił nie stwarza. Korzysta tylko z tego, co już jest. Wydobywa siły już obecne, używa ich, ale nic nowego sam nie tworzy. 
   Pan Jezus – Bóg, który stał się człowiekiem – potrafił dać wzrok ślepemu od urodzenia
(J 9) i rozmnożyć kilka chlebów i ryb dla tysięcy ludzi (Mt 14,13-21, Mt 15,32-39 itp.), ale żaden człowiek sam z siebie nie potrafi tego, ponieważ bez Boga niczego nie można uczynić (J 15,5). Sam Bóg wie, „z czego jesteśmy utworzeni, pamięta, że jesteśmy prochem. Dni człowieka są jak trawa, kwitnie jak kwiat na polu; ledwie muśnie go wiatr, a już go nie ma, i miejsce, gdzie był, już go nie poznaje. A łaskawość Pana na wieki wobec Jego czcicieli, a Jego sprawiedliwość nad synami synów, nad tymi, którzy strzegą Jego przymierza i pamiętają, by wypełniać Jego przykazania” (Ps 103[102],14-18)
   Cała ta przyroda, z której człowiek korzysta i przyroda, którą ogląda, i także ta przyroda, która jest poza zasięgiem jego wzroku i objawia się tylko w myśleniu – wszystko to jest w ciągłym ruchu, którego powtarzalność i występujące zdarzenia są właśnie tym, „co wieczne, niezmienne, a jednak zawsze zmienne”. W tym wszystkim zaś najbardziej o wieczności przypomina widok nieba i to, co na niebie widoczne – słońce, księżyc, gwiazdy, odległe planety, meteory i mnóstwo innych zjawisk, jak deszcze, mgły, błyskawice, śniegi, grady, zorze, tęcze. 
   Dlaczego to właśnie tak bardzo przypomina o wieczności? Pusta otchłań nieba jest ciemna i nieruchoma, a jednak pojawia się w niej światło i ruch, i całe niebo może okazać się rozświetlone i pełne znaków żywiołowości. W dodatku człowiek patrzy na to wszystko, ale nie może dotknąć i pochwycić. Nie może wejść w posiadanie tego wszystkiego i później utracić, tak jak to jest z rzeczami, które są tylko na chwilę – używa się ich, ale później niszczeją albo się je opuszcza. Nie można też ogarnąć 
tego wszystkiego umysłem, wyobraźnią, wyrażeniami – nie da się tego zmierzyć, ocenić, oszacować. 
   Tak jakby to wszystko chciało nam ludziom powiedzieć: „Zapomnijcie o więzieniu, porzućcie wasze gazety pełne rzeczy mrocznych, zgniłych, brudnych, trujących, kłamliwych, bluźnierczych, psujących, i wznieście się – przynajmniej spojrzeniem – ku nieograniczonej wolności sklepień”. Umysł człowieka tkwi w sprawach doczesnych – w historyjkach. Niegdyś człowiek sięgał po te historyjki do gazet, a obecnie – do internetu i telewizji, wciąż jednak nie zmieniło się jedno – umysł pozostaje uwięziony, zaprzątnięty sprawami świata, szuka sensacji, wrażeń, ekscytacji, bodźców, zaskoczenia, a nawet przerażenia, okrucieństwa, złości, nienawiści, wojny… 
   Kiedyś gazety, dziś internet i telewizja – wszystko „pełne rzeczy mrocznych, zgniłych, brudnych, trujących, kłamliwych, bluźnierczych, psujących”. Człowiek się jednak tego czepia, napędza tym całe swoje jestestwo i ogranicza się tym tak, jakby był w jakimś więzieniu. Tak jak świnia przyzwyczajona jest do błota, w którym zanurza swój ryj, tak człowiek grzęźnie w brudzie i mroku tych wszystkich trujących spraw, które psują go od środka, będąc zakłamane i bluźniercze. 
   Aby uwolnić się z tego więzienia, Bóg daje nam proste rozwiązanie: „wznieście się – przynajmniej spojrzeniem – ku nieograniczonej wolności sklepień” – przestańcie patrzeć na to, co skończone i niszczące, a wznieście wzrok w nieskończoność, bezkres, wolność. To naprawdę niedorzeczne, że człowiek marzy o wolności, o osiąganiu szczytów, ale umysłem tkwi w tym, co krępuje i poniża. 
   „Zróbcie sobie duszę błękitną, patrząc na tyle pogody”. Przez patrzenie na piękno i zachwycanie się nim, przyjmuje się piękno w siebie i żyje się nim, tak że cała dusza nasiąka pięknem. „Zróbcie sobie duszę błękitną” – zróbcie sobie duszę piękną, bo błękit to jasność nieba – to piękno. 
   „Zróbcie sobie zapas światła, by zanieść go do waszego ciemnego więzienia”. Przez patrzenie tylko przez krótki czas, zachowuje się wspomnienie piękna na dłużej i rozświetla się nim własną duszę, a nawet ciało – to ciemne więzienie utrudzone sprawami tego świata. „Lampą ciała jest twoje oko. Jeśli twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie rozświetlone. Lecz jeśli jest chore, ciało twoje będzie również w ciemności. Bacz więc, czy światło, które jest w tobie, nie jest ciemnością. Jeśli zatem całe twoje ciało jest rozświetlone, nie mając w sobie żadnej części ciemnej, całe będzie rozświetlone, jak gdyby lampa oświecała cię swym blaskiem”
(Łk 11,34-36)
   „Czytajcie słowo, które piszemy, wyśpiewując nasz gwiezdny przyśpiew, bardziej harmonijny niż ten wydobyty z organów w katedrze” – to mówi niebo, mówią przestworza, planety, gwiazdy i inne zjawiska na niebie – niosą nam wiadomość przez ukazywanie ładu, pięknej melodii, bardziej harmonijnej niż dźwięki organów w katedrze. Jest to słowo, które piszą one przez samo ukazywanie własnego bytu. Jest to też słowo, które piszą przez samo jaśnienie i samo kochanie, ponieważ zawsze jest przed nimi obecny Ten, który dał im radość bycia, a one kochają Go za to, że dał im „to bycie, to jaśnienie, to sunięcie, to bycie wolnymi i pięknymi pośród tego łagodnego błękitu”. 
   Co tu czytamy? Że niebo i ciała niebieskie przekazują słowo. Możemy to sobie wyobrazić, że zjawiska niosą ze sobą wiadomość, bo cała rzeczywistość coś pokazuje. Ale czytamy też, że przekazują one to słowo nie tylko przez jaśnienie, ale i przez kochanie. Jakże to sobie wyobrazić, że niebo i ciała niebieskie kochają? Jak to rozumieć? Kochanie przecież ściśle jest związane z wolą, a skąd wola w niebie, w słońcu, księżycu, planetach i gwiazdach? Rozumiemy to porównawczo – jest w tym niebie i ciałach niebieskich jakaś siła odśrodkowa – w każdym inna – która „czuła” jest na wolę Boga – która jest wprawiana w ruch przez tego, który wszystko wprawia w ruch. Więc ta siła oddziaływania jest wypełnianiem Bożej woli i może być nazwana kochaniem – kochaniem, czyli też udzielaniem się, przynoszeniem radości i dobra. 
   Ale co czytamy jeszcze? Że niebo i zjawiska na niebie mówią, iż poza tym łagodnym błękitem „widzimy błękit jeszcze wznioślejszy – Raj”. Jakże to pojąć? Gdzieżże niebo, słońce, księżyc i gwiazdy mają oczy? Jakże mogą widzieć te rzeczywistości, które nawet nie mają duszy – nie mają świadomości? To także rozumiemy porównawczo. Rzeczywistości takie jak niebo, słońce, księżyc, planety, gwiazdy mają własne środowisko – posiadają jakieś własne odniesienie – są skierowane ku czemuś. A co najpiękniejsze, to wszystko nie pozostaje bez odniesienia do rzeczywistości nadniebiańskiej – do błękitu jeszcze wznioślejszego, który nazywamy Rajem. 
   Przez to właśnie odniesienie do Raju, niebo stworzone i wszystko, co na nim, wypełniają przykazanie miłości bliźniego wobec nas ludzi, którzy również, tak jak one, jesteśmy istotami stworzonymi przez jednego i tego samego Boga. A jak nas kochają? Prostymi czynnościami – prowadząc nas w ciemnościach, dając światło, ciepło, piękno, i wypowiadają wtedy właściwie tylko jedno słowo, którym regulują swój śpiew, swoje jaśnienie, swój śmiech – a tym słowem jest sam „Bóg”. Nie żeby wymawiały one wyrazy w jakimś ludzkim języku. One samym swoim bytem wskazują na Boga. 
   I człowiek na ziemi ma w sobie to przeczucie, że „planety szaleją, szaleją, i śmieją, się śmieją, się śmieją”
(Olga Jackowska, piosenka Maanam, Szał niebieskich ciał), a „odgłos śmiechu, odcienie życia rozbrzmiewają w moich otwartych uszach, pobudzając mnie i zapraszając; bezgraniczna, niegasnąca miłość, która jaśnieje wokół mnie jak milion słońc, i przywołuje mnie ciągle przez cały wszechświat” (John Lennon, piosenka The Beatles, Across the Universe). Obyśmy czytali to słowo, które mówi „Bóg”.

Napisał Jakub Szukalski. 
Powyższe tłumaczenie zdań z Poematu Boga-Człowieka 
z języka włoskiego: Jakub Szukalski. 


niedziela, 31 maja 2026

O określeniach Współodkupicielka i Pośredniczka wszystkich łask według noty „Mater Populi fidelis”

   Te określenia Współodkupicielka i Pośredniczka wszystkich łask dobrze wyjaśniają rolę Maryi i w najmniejszym stopniu jej nie zaciemniają. Bóg przecież czyni nas uczestnikami swojego zbawienia i w ogóle swojego Życia. Czemuż więc nie dostrzegać tego, że uczestnikiem Bożego Życia jest Ta, która urodziła Boga-Człowieka i towarzyszyła mu w drodze aż po sam krzyż? 
   Jezus będąc jedynym Pośrednikiem, posyłał na świat apostołów, aby pośredniczyli, i z nas samych robi pośredników, tak że my nawet, zadziwiające, stajemy się pośrednikami wszystkich łask. W Liście do Galatów św. Paweł nazywa pośrednikiem Mojżesza
(Ga 3,19). Czy to jakoś zaciemnia rolę Jezusa jako jedynego najprawdziwszego Pośrednika? 
   Nota więc, pod względem opisu tych dwóch tytułów Maryi, jest rażąca i nie powinna się ukazać w takiej postaci. Maryja należy do ludu Bożego – Chrystus nam Ją powierzył. Różne wyrażenia wypływające z głębokiej czci ludu Bożego dla Maryi powinny być uszanowane. Wyrażenia te często wnikają głęboko w istotę Tego, kim jest Maryja. W Niej dokonał się Cud i to sprawia, że nie znajdujemy „właściwych słów” (por. Mater Populis fideli, 22) i dochodzimy do paradoksu, że wobec niej „zawsze” używamy słów „niewłaściwych” (por. tamże), bo słowa nie potrafią wyrazić tej tajemnicy, w jak wielkiej zażyłości Jej życie splotło się z Życiem samego Boga. 
   Pozwalam sobie na wyrażenie własnego zdania, bo należę do ludu Bożego – nota nie wyraża się w zgodzie z wiarą tego ludu i nie szanuje uczuć wierzących. „Święty Lud Boży ma udział także w proroczej funkcji Chrystusa, szerząc żywe o Nim świadectwo przede wszystkim przez życie wiary i miłości i składając Bogu ofiarę chwały, owoc warg wyznających imię Jego
(Hbr 13,15).
   Ogół wiernych, mających namaszczenie od Świętego (por. 1 J 2,20.27), nie może zbłądzić w wierze i tę szczególną swoją właściwość ujawnia przez nadprzyrodzony zmysł wiary całego Ludu, gdy «poczynając od biskupów aż po ostatniego z wiernych świeckich» ujawnia on swą powszechną zgodność w sprawach wiary i obyczajów” (Sobór Watykański II, Lumen gentium, 12). Ubolewam, że nota nie uwzględnia tych głębokich uczuć i spostrzeżeń ludzi wierzących. Modlę się, żeby Dykasteria Nauki Wiary naniosła w tym względzie poprawki. 

sobota, 23 maja 2026

Boże „się”

   Czy wyraz „się” jest zawsze przywłaszczaniem sobie mocy Boga? Śmieję się, smucę się, zastanawiam się, ale to nie zawsze sam od siebie się śmieję, nie zawsze sam od siebie się smucę i nie zawsze sam od siebie się zastanawiam. Bywa, że to mi się przydarza niezamierzenie, że doświadczam radości, smutku, zdziwienia i choć robię się jakiś, to nie przez się, a przez kogoś, kto porusza mnie swym działaniem. Tak tylko wyglądam, że to ja się jakoś zachowuję przez się, podczas gdy ukryte tętno we mnie toczy się nie z mojego chcenia, a z Bożego poruszenia.



sobota, 16 maja 2026

niedziela, 10 maja 2026

(142) Żywoty Świętych: Grzegorz z Nazjanzu

Żywot ś. Grzegorza z Nazjanzu,
Biskupa i Doktora kościelnego,

wybrany z ksiąg jegoż,
a pisany od Grzegorza i Ruffina kapłanów.
Żył około roku Pańskiego, 360.
1


   Grzegorz ś. z Nazjanzu miasta, z ziemie Kappadocjej – matkę miał Chrześcijankę, ale ojca Poganina, oboje zacne rodzajem i bogactwy – ociec tegoż imienia co i syn, przyszedł potym ku poznaniu światłości i odkupienia naszego, iż uwierzywszy w Pana naszego Jezusa i Boga w Trójcy jedynego, taki pochop wziął w cnotach i naukach Chrześcijańskich,
2iż potym był za Biskupa w swej starości od wiernych obrany, tegoż miasta Nazjanzu, na którym Apostolskich cnót naśladując, i jeszcze za pogaństwa, prześladowanie dla owiec sobie zleconych cierpiąc, dobre dziedzictwo chwalebnego w Bogu żywota synowi zostawił – którego gdy jeszcze poganinem będąc, na naukę dał, prędko w obyczajach, i wyzwolonych naukach, syn jego Grzegorz inne uprzedzał – i sam się co dzień wyścigał, ku lepszemu postępując. Gdy do więtszej szkoły w Krasomówstwie i Filozofiej dalej postępując, to jest, do Aten płynął – na morzu wielkie nawałności i przepaści morskie, blizką mu śmiercią groziły. Barzo się strwożył był młodzieniec święty, nie dla onej śmierci, która w wodzie go potkać miała, ale iż się był inną wodą, która od śmierci wiecznej wybawia, jeszcze nie poświęcił – 3to jest, iż się był jeszcze nie ochrzcił – przetoż wołając do Pana Boga, i inne towarzysze do modlitwy upominając, obiecał Panu Bogu, jeśliby mu dał we zdrowiu wypłynąć, i do chrztu ś. przyść – iż mu się na jego wieczną służbę oddać i poświęcić miał. Wysłuchan święty młodzieniec, nie tylko sobie, ale i innym wszystkim w onym korabiu, zdrowie i szczęśliwe wypłynienie, u Boga uprosił. 
   Przyjachawszy do Aten, gdy święte myśli swoje wykonał, a nad wszytki mądrości jedną sobie perłę nadroższą, w roli Ewangeliej nalezioną, szacował – nauk jednak jeszcze onych Filozofskich nie opuszczał. W których będąc, jako sobie towarzystwa onego i przyjaźni ś. Bazylego wielkiego nabył, to sam powiada:
4Gdy, prawi, do Aten przyszedł Bazyliusz, słysząc niektórzy Ormiańscy Filozofowie o jego nauce, chcieli mu sromotę uczynić, a sobie i Atenom sławę, na dysputacje go wyzywając – na których gdy im ś. Bazyliusz duży był, tak iż już mało nie przegrali – święty Grzegorz ich podparł (bo wtenczas i jedno słowo z strony, wielką pomoc czyni) iż się równi sobie być zdali. Ale gdy jeszcze się o zelżywość ś. Bazylego jako nowego i postronnego, Atenom swym i sobie sławę czyniąc, pokusili – obaczywszy ś. Grzegorz ich złość, stanął przy świętym Bazylim – tak iż oni z sromotą, jako po przegranej bitwie, odiść musieli – żałując, iż się z prędka o takiego człowieka, jako był Bazyliusz, kusili. 
   To był wstęp ich przyjaźni i miłości wielkiej, w której się dziwnie czcili, i tak jako rodzeni bracia i więcej miłowali – jeden drugiemu nic nie zajźrząc, ale się spólnie ku dobremu przywodząc – a zwłaszcza iż obadwa na jednym fundamencie, to jest na Chrystusie, i wierze powszechnej budowali.
5Miałaśwa, powiada sam ten święty, dwie tylko drodze spraw i postępków naszych: jednę napierwszą i nacelniejszą, abyśmy ludzie do kościoła Bożego, a zwłaszcza nauczyciele nasze Pogany, przywodzili, a prawdę im Chrystusa Boga naszego ukazowali – drugą podlejszą, abyśmy się w świeckich naukach, na dobrych myślach znali. Innechmy wszytkie zabawy opuszczali – a gdy drudzy tytułów i dostojności nabywali – abo się z rodzaju i nauki chlubili – 6myśmy się tylko w imieniu Pana naszego Jezusa kochali, i wielczyli – a to iż nas zwano Chrześcijany, nad wszytki dostojeństwa i tytuły, sobieśmy przekładali – i tym samym nad Gigeza i Midę szczęśliwszyśmy się być poczytali. To są jego słowa. 7Świadczą obadwa w swych pismach o sobie, iż tak uprzejmą miłością ku sobie zjęci byli, iż żadnej sławy, ani dobrej powieści życzyć sobie u ludzi, i jeden bez drugiego mieć nie chciał. Kto czcił abo chwalił Bazylego – on swoję cześć na Grzegorza składał, a Grzegorz także na Bazylego – rzadka to barzo była, a miedzy one trzy, które poganie wyliczają, poczytania godna para przyjaciół – której żadna przygoda i nieszczęście rozerwać nigdy, aż do śmierci nie mogło. Mieszkając pospołu, ciasny żywot w wielkich pościech wiedli – czystość cielesną ustawiczną aż do śmierci chowali – w ubóstwie wielkim, gardząc świata wszytkiego dostatki, żyli – próżną chwałą pomiatać umieli – którą im na on czas z wielkiego dowcipu i biegłości ich, we wszytkich naukach pogańskich, w Atenach wszyscy dawali – patrzyli na nie wszyscy uczeni, i sobie je jako jasne gwiazdy nauki i cnót wszytkich ukazowali. A oni tym barzo mężnie i mądrze gardzili. 
   
8Potym Bazyliusz do ojczyzny wyjachał, a Grzegorza studenci żadną miarą puścić z Aten nie chcieli – prosząc aby mistrzowską katedrę wziął, a im nauk swych skarb otworzył – dał się użyć na niejaki czas, ale potym przełożywszy im potrzeby odjachania swego, trzydzieści lat na nauce strawiwszy, do domu się ojcowskiego wrócił – tam chrzest ś. wziąwszy, miedzy innemi świętego żywota dalszemi postępki, 9uczynił ślub Panu Bogu, iż nigdy przysięgać nie miał – co mocnie aż do śmierci swej zachował. Radzili mu rodzicy, aby starości ich ugadzając, świeckim się stanem bawił, Rzeczypospolitej spraw, i domu ich pilnując – ale on pomniąc na obietnicę swoję na morzu uczynioną, oddzielić się od świata, i Bogu się poświęcić wszystek wolał, 10na rozmyślanie się w piśmie ś. rzeczy niebieskich udając, żywot mniski wieść chcąc. Przetoż często przez sen widząc Pana naszego Jezusa, w onym się przedsięwzięciu umacniał – i opuściwszy miasta, urzędy, dostojeństwa, Filozofską hardość, i krasomówskie matactwa, i próżności pospolite, i łakomstwa nienasycone, i nadętość bogaczów, i ubogich zdrady, i złoczyństwa, obżerstwa, roskoszy, próżną chwałę, szaty, ubiory, dostatki, srebro, złoto, pałace, murowanie, i malowanie, 11i wszystko co czystości dusznej do patrzenia na światłość niebieską przeszkadza – to wszytko mówię, opuściwszy – żywot sobie zakonny, i mniski obrał. 
   Ledwie się do tego ojcu przywieść dał, iż go kapłanem uczynił – a iż w starości swej, chciał z siebie urząd Biskupi złożyć, a na syna go obrócić –
12on to poczuwszy, gdy się Chrześcijanie na to zmawiali – uciekł daleko od rodziców, i bieżał do Pontu do Bazylego swego, i tam z nim na jednej górze i pustyni żywot Anielski mniski wiodąc, służbę Bożą mile prowadził. 13Tam obadwa spólnie ustawy, abo reguły mniskie, napisali w Duchu Świętym, jako jedni Mojzeszowie. Bo aż do czasu onego zakonni ludzie, porządku całego nie mieli – żeby w posłuszeństwie pod starszemi i pod pewną regułą, i spólnie żyli. Bazylius z tym to towarzyszem swym, naprzód je do kupy wieść, i do porządku wszelakiego dostatecznie prowadzić i stanowić począł. Tak przemieszkawszy czas niemały z Bazylim – trafiło się, iż Grzegorzowi brat rodzony Cezarius, który wielkie miał na sobie Cesarskie urzędy, i podskarbim był ziemie wszytkiej, umarł – jego śmiercią zafrasowany ociec już stary, mając lat pięćdziesiąt, pisał do niego – prosząc, aby przyjachał, a sieroctwu jego i trudnościom, pociechę dał niejaką. On, acz żywotu onemu swemu tak spokojnemu uwlec nie chciał – 14wszakże pomniąc, jako czcić ojca roskazał Pan Bóg – bacząc starość jego, jachał, i one trudności, które przypadły po zmarłym bracie, nosił na sobie ile mógł, bez utraty przedsięwzięcia swego – bo iż był zostawił wielką majętność Cezarius, łakomi ludzie rozszarpać ją chcieli – a ociec stary, w prawa i w swary, wdać się nie mógł – musiał Grzegorz zastąpić ojca, a bronić u prawa, i zachować bez szkody dom swój, onej się zapłaty spodziewając, którą Pan Bóg synom posłusznym ku ojcom, obiecać raczył. 
   Na on czas też Ariańskie kacerstwo za pomocą Cesarza niezbożnego, wszędzie się rospuszczało – jedni mocą i postrachem pańskim, do kacerstwa onego wpędzeni – drudzy w prostocie zwiedzieni są – i Biskupów wiele zarażonych zostało –
15miedzy któremi też ociec świętego Grzegorza zwiedziony był – od którego się wnetże mniszy jego Diocezjej, przy prawowiernych zostając, odtargnęli – i za nimi szła wielka część ludzi Katolickich. Co bacząc Grzegorz ś. rozumnie barzo i z wielką dzielnością, za pomocą Bozką, ojcu zdradę onę ukazał, i jego proste serce naprawił, kacerskie mu chytrości ukazując. I tak prędko i mnichy, i lud wszytek, do zgody i jedności prawowiernej (częste upominanie dziwną swoją wymową czyniąc) przywiódł. 
   
16Wielkim był słupem i podporą wiary Katolickiej, zwłaszcza za panowania onego Juliana Apostaty – z którym się długo wespołek w Atenach uczył – i jeszcze z młodości go znając, często drugich przestrzegał – iż z niego miał być zły a zapamiętały człowiek – bo baczył jego chytrość, i do złoczyństwa skłonność, a iż się w złych kochał, dobrych się towarzystwa strzegł, w dysputacjach swych Filozofskich, często wiarę świętą lżył (acz się wymawiał, iż to tylko dla sporu i ćwiczenia w naukach świeckich czynił) i gdy się proroctwo jego spełniło, a na Cesarstwie wiarę ś. wykorzenić chciał – 17on mu się pisaniem swym zastawił – i napisał nań żałobne oracje, ukazując sprośność Pogańskich bogów – do których ludzie przywodzić chciał. 18A gdy zakazanie uczynił, aby żaden Chrześcijanin świeckiej się Filozofiej i Krasomówstwa nie uczył, ani synów na naukę dawał – Ś. Grzegorz rozmaitych wierszów i rytmów, słodką wymową swoją, barzo wiele napisał – ludziom je podając, które, sprośność z nich, niewstydy, i niestatek, i fabuły Pogańskich bogów wyrzuciwszy, nabożeństwem je, wyznaniem wiary, i modlitwami, mądrością Chrześcijańską nadziewał – młodym i starym poznanie Boga, i cnoty pobożności Chrześcijańskiej wnosząc – a ukazując, jako nauki pogańskie i dobre a pożyteczne używanie ich, Chrześcijańskiej wierze pomoc przynosić mogły. 
   Czasów onych Ariani w Cezareej, mieście pierwszym Kappadocjej, kościół Boży ściskali, i Euzebiusza Biskupa acz dobrego, ale nieuczonego, swemi dysputacjami chytremi przemagali, i już się wszytko miasto za nim chyliło – gdy Grzegorz ś. to usłyszawszy, napisał do Bazylego, w Poncie mniski żywot wiodącego, aby tym prędzej na poratowanie kościoła Bożego, do Cezareej przybył – a nie pomniał nic na nieprzyjaźni ku sobie Euzebiusza (bo mu się nie barzo życzliwym pokazował) ale na dusze się, Chrystusową krwią odkupione, oglądał – obiecując mu tej wojny pomóc.
19Usłuchał w tym rady swego miłego przyjaciela, i oba szedszy do Cezareej, dali dysputacją Arianom, taką, iż po niej dla wstydu, z miasta ich ministrowie uciekać, i z swym się fałszem kryć po kątach musieli – nie śmiejąc na ony wielkie a uczone żołnierze Chrystusowe natrzeć. 20Bo to jest obyczaj heretycki, w serca się tylko nieumiejętnych wkradać, a od uczonych w zakonie Bożym, uciekać. I tak Pan Bóg sługi swe, na oczyścienie kościoła swego – wzbudzić raczył. 
   Rychło potym Euzebius umarł – a Bazyliusz ś. na jego miejsce w Cezareej, na Biskupstwo nastąpił – który potym na pomoc sobie, przeciw heretykom, zmówiwszy się z ojcem jego, acz prawie poniewolnego, Biskupem poświęcił ś. Grzegorza, w Saśimie mieście. Ale tam dla niepokoju od drugiego Metropolity, który Saśimę sobie przywłaszczał nie mieszkając, a do żywota osobnego tęskniąc, ledwie się ojcu staremu, a już sto lat dochodzącemu, przywieść do tego dał –
21iż Biskupie jego prace, wziął na się w Nazjanzu, i dom zaraz ojcowski, porządnie sprawował – i spełniło się na nim Apostolskie słowo: Iż jako w domu, tak i w kościele porządnym być umiał – bo kto w domowych rzeczach nieostrożny jest, i na kościelnym urzędzie zatrzymać dobrego porządku nie będzie mógł. Niedługo ociec jego umarł – 22a on bojąc się aby na Biskupstwo w Nazjanzu wzięty nie był, uszedł do Selewcjej, i w Klasztorze ś. Tekle, przemieszkiwał – rozumiejąc, iż tymczasem Biskup już obrany jest – a gdy się wrócił do Nazjanzu, a tak zastał osierociały kościół, przywieść się jednak prośbą ludzi wszytkich nie dał, aby na ono dostojeństwo nastąpił – pragnąc zawżdy spokojnego życia, a przed sławą i dostojeństwy ludzkiemi uciekając. 
   
23W tym nowe kacerstwo o Duchu ś. z Arianów wyszło. Macedonius uczeń Ariański, Duchowi świętemu odejmował Bóstwo, stworzeniem go czyniąc. Znowu się świat trwożyć, a kościół się mieszać począł – a zwłaszcza w Carogrodzie gdzie ten Macedonius Biskupem był. Za namową świętego Bazylego i innych Katolików, posłany jest do Carogrodu ś. Grzegorz, aby się przeciw onemu bluźnierstwu zastawił. W czym gdy tam przyjachał, a mądrą wymową, i wielką nauką kościelnego wyznania o Duchu ś. bronił – wszytko miasto zatrzymał, tak iż pomału oni heretykowie niszczeć poczęli. Lecz inny się heretyk Apollinaris, tamże w Carogrodzie otworzył, z którym także miał co czynić ś. Grzegorz, broniąc wiary i dusz Katolickich, od onych tak jadowitych wilków, którzy z Ariańskiej sekty wychodzili. 
   Raz Arianowie, ludzie nań pospolite wzburzyli, iż kamieńmi nań ciskając, mało go nie zabili – i pojmanego przed sędzim, jakoby buntownika jakiego do karania postawili. Pragnął barzo cierpieć dla Pana Jezusa i prawdy jego – ale sędzia znając go, bez karania żadnego, puścić go wolnie kazał.
24Takiemi wojnami przeciw heretykom, z nauki i żywota, już był po wszytkim świecie sławny – tak iż Teologiem nazwany był. W tych pracach mieszkając w Carogrodzie, już na zdrowiu słabiejąc wrócić się chciał do ojczyzny swej Nazjanzu – ale lud mu nie dopuścił wszytek, mówiąc: co czynisz ojcze, za wyszciem twoim wyznanie i wiara Trójce świętej z miasta tego wynidzie – i używali go z płaczem, aby został. On tak uczynił, i doczekał się wedle proroctwa swego czasów onych szczęśliwych. 25Gdy po wielu heretyckich Cesarzach, nastał on zacny Katolik Teodozjus Cesarz – który do Carogrodu przyjachawszy, i wielką cześć ś. Grzegorzowi pokazując – zaraz Arianom kościół wielki odjął, i sam weń prowadził Grzegorza ś. z ludem Katolickim. Ariani miotali się do zbroje, mocą tego Cesarzowi chcąc bronić – ale wojskiem jego i majestatem przestraszeni, gdy nic począć jawnie nie śmieli – na ś. Grzegorza naprawili jednego, aby go prędko i zdradą zabił. Lecz go Pan Bóg sam bronił – bo się on młodzieniec który go zabić miał, upamiętał – a zbroić takiej złości nie śmiał. 
   A gdy się wiele Biskupów do Carogrodu zjachało, Grzegorza prawie poniewolnie porwali, i na Biskupstwo Carogrodzkie, za powodem Cesarskim, poświęcili.
26A on młodzieniec, który go zabić miał – padł do nóg Grzegorza ś. odpuszczenia żądając z płaczem wielkim. Rzekł ś. Grzegorz: Odpuść ci Pan Jezus, namilszy młodzieńcze, który mię obronił – na nagrodę moję, nic więcej nie chcę, jedno żebyś się kacerstwa Ariańskiego zarzekł, a zstał się synem kościelnym. Z takiej łaskawości wielkiej i cnót innych, wysoką miał u ludzi wszytkich przyjaźń. Cesarz go jako ojca swego czcił, i przy sobie go zawżdy mieć chciał, często się z rozmowy jego ciesząc – ale on się dworskich zabaw barzo strzegł – a czas na modlitwach i pasterstwie dusz głodnych, i nawiedzaniu chorych trawiąc, drugdy się na wieś i puste miejsca skradał – nieco odpocznienia (aby na prace pasterskie był potężniejszy) szukając, przykładem Pana naszego. 
   
27Mając wielkie dochody kościelne, i jednym się pieniądzem sam wzbogacić nie chciał, i liczby szafarzów kościelnych nie słuchał – bawić się tym za nieprzystojność sobie poczytając. Często też onemi pracami i starością zjęty, choroby cierpiał – w których nic, co się sprawowania dusz ludzkich dotykało, nie opuścił. 28Na koniec gdy się na wtóry Zbór, sto i pięćdziesiąt Biskupów w Carogrodzie, na potępienie Macedoniusza zjachało – potwierdzili na Biskupstwie Carogrodzkim Grzegorza ś. – i na ich prośbę został się na onym pasterstwie – ale gdy potym drudzy przyszli Biskupi z Egiptu – radzili i tak chcieli mieć, aby mu stolica Carogrodzka wzięta była – żadnej nań przyczyny nie mając, jedno iż nad ich przyzwolenie, postawiony był na stolicy onej. 29O czym gdy się ś. Grzegorz dowiedział, mówił ojcom onym: Wiecie wielebni ojcowie moi, iż ten kościół Carogrodzki, moją pracą oblany, obroniony, i rozszerzony jest – a wszakże ja za zapłatę sobie skarby niebieskie biorąc, przełożeństwa w nim i Biskupstwa nie pragnę – a jednak za żądaniem waszem, i prze miłość dzieci moich, i owiec tych, przyjąciem je musiał. Przetoż niedobrze czynicie, iż odmienić i skazić pierwszy swój postępek chcecie, a sami się miedzy sobą nie zgadzacie. Jać w mieście tym Królewskim Biskupstwa nie pragnę – synów tylko i dzieci moich, którem tu w Chrystusie porodził, żałuję – jednak na swoję stateczność, oglądać się macie – a jeśli w tym niestatku stać będziecie, jam gotów na wszytko, co się wam zdać będzie – wyrzućcie mię z Biskupstwa, a ja rad z niego ustąpię – przestanę na żywocie swym pustelniczym – jeśli mi stolicę odejmiecie, ale Boga nie możecie. 
   
30Taką rzecz mając do nich, gdy baczył niezgodę miedzy nimi i zamieszanie wielkie – szedł do nich drugi raz, i tak mówił: Ojcowie i bracia moi, nie przystoi wam (którzy inne do pokoju a jedności wiedziecie) niezgodnemi być miedzy sobą – proszę odprawcie w pokoju rzeczy swe – a jeśli o mię idzie, uczynię tak jako Jonas mówił: wrzućcie mię w morze, a niech nawałności ustaną – wyrzućcie mię z Biskupstwa, tylko niechaj zgoda miedzy wami zostaje, a prawdę i pokój miłujcie, a o mię nic nie dbajcie – i tak je pożegnał. Do Cesarza też szedszy, dziękował mu za posługi, które kościołowi Bożemu czynił, prosząc go o jedno dobrodziejstwo – nie o złoto, ani pieniądze, ani o ubiory drogie na ołtarze – ale żeby zgody i miłości miedzy Biskupy i kapłany Bożemi przestrzegał. Tak wszytkich oną swoją niespodziewaną powolnością i pokorą, ku podziwieniu przywiódł – bo się w tym wzgardzicielem wszytkiej czci na świecie pokazał – a iż więcej dobre kościelne niżli sam siebie, i sławę swoję, miłował, a innej za prace swe około winnice Bożej, zapłaty czekał. 
   Wiele go barzo ludzi żałowało, a ledwie mu z miasta wyniść dopuściło – wszakże wyjachał, a wrócił się do Nazjanzu, a na jego miejsce w Carogrodzie Nektarius postawiony był.
31W Nazjanzu niedługo Biskupstwa sprawując, a już stary będąc,32 na swym miejscu Eulaliusa postawiwszy, 33sam się na pustynią do Arianzu, i żywot Bogomyślny mniski oddał – w którym jednak pisanim kościołowi służył. Bo widząc jako Apollinaris heretyk wymowny, wierszami swemi uczonemi wiele dusz psował – 34sam się też na pisanie wierszów udał, aby one heretyckie, swoimi Katolickimi z ręki i pamięci ludziom wybił. I wiele innych ksiąg uczonych, w których błąd się żaden heretycki nigdy nie nalazł, napisawszy – i starości swej w onymże zaczętym ostrym żywocie dokonawszy – do ojczyzny niebieskiej przeniesiony jest – gdzie za nas się modląc, pociechy, w którą wierzył, i na którą na ziemi robił, używa – przez Pana naszego Jezusa, któremu z Ojcem i z Duchem ś. równy pokłon na wieki wiekom. Amen.
 

   Porządniej i szerzej sprawy tego Świętego i żywot wyczytasz w Dziejach rocznych kościelnych.


Nauka świętego Grzegorza z Nazjanzu,
dzisiejszym kacerstwom przeciwna.


   35Prze wielką naukę i Ducha prawdy katolickiej, ten święty Grzegorz Teologiem od wszystkich Greków nazwany jest – Hieronym święty uczył się u niego w Carogrodzie, i swym go Preceptorem być zna – przetoż się godzi przysłuchać, jako uczył w pismach swoich – a jeśli tak jako dzisiejszy Sektarze, czyli tak jako kościół święty Rzymski – przy kim ona prawda została, która przed dwanaścia set lat, gdy ten wielki Teolog był żyw, kwitnęła w kościele Bożym. 
   1.
36Niewysławionej Trójce świętej po wszytkich księgach swoich i pismach wierny i stateczny jest wyznawca. Ariański, którzy Bóstwu Ducha świętego przyganiali, wielkim jest prześladownik – zwłaszcza w księgach de Theologia lib. 2. & 4. 5. Sam obecnie na wtórym Koncylium 150. ojców, Macedoniusza przeklął. 
   2.
37O przenaświętszym Sakramencie Ciała i krwie Pana naszego trzymał – iż tam jest prawdziwe a istotne Ciało Chrystusowe. Bo o siestrze swej Gorgoniej (in oratione funebri sororis suae Gorgoniae) tak pisze: gdy w chorobie swej wielkiej o wszytkich lekarstwach zwątpiła – do innego się lekarza uciekła – gdy jej trochę niemoc pofolgowała – bieżała w nocy milczkiem do ołtarza, i wołała na Pana, któremu się kłaniała, przypominając mu stare i nowe cuda jego, bo wszytkie pamiętała, i nabożnym niewstydem, a piękną bespiecznością (onej naśładując, która dotykaniem podołka Chrystusowego uzdrowiona była, i na wzór onej która nogi jego łzami polewała) na ołtarzu głowę położyła, i swemi go łzami polewając, mówiła Panu, iż odejść od ołtarza nie chciała, aż by ku zdrowiu przyszła. Tak oną maścią ciało wszytko swoje pomazała – tam gdzie przechwalebne ciało i krew Chrystusowa schowana była. O dziwne cudo – odeszła na ciele i na duszy zdrową, i nadzieję swej zapłaty wzięła. To są słowa jego, z których się baczy – iż ta siostra jego do ołtarza, na którym był Sakrament przenaświętszy, tak jako do obecnego Chrystusa Pana swego przystąpiła – i takim cudem na zdrowiu jej, ta się obecność ciała Chrystusowego na ołtarzu, potwierdziła. 
   3.
38Tenże Sakrament zowie Grzegorz święty niekrwawą ofiarą (abo jako my zowiem Mszą) którą się z Chrystusem jednoczym, i męki jego i Bóstwa (jako mówi Oratione prima in Iulian. Imper.) uczestnicy się stajemy. Et in oratione secunda in eundem Iulian – mówi o heretykach abo poganach: Już dalej do kościołów naszych naglądać nie będą – już brzydką krwią zwierząt naszej przeczystej i niekrwawej ofiary, i przeczystych ołtarzów naszych, swymi świętokradzkiemi, mazać dalej nie będą. 
   4.
39O znaku krzyża świętego tak pisze Oratione prima contra Iulian – Julianus Cesarz, powiada, na sprawowanie czarnoksięstwa, szedł na jakieś tajemne i zakryte miejsce – mając przy sobie mistrza i sprawcę onych tajemnic – które gdy sprawować począł, na onego mężnego Cesarza, padł wielki strach, a co dalej to więtszy – i słyszał straszliwe głosy, i czuł sprośny smród, i widział ogniste obłudy, i inne kuglarstwa i matactwa – którymi barzo strwożony (bo jeszcze takich rzeczy dobrze świadom nie był) do starego się lekarstwa (bo był pierwej Chrześcijaninem ten Cesarz) to jest do krzyża, rzucił – i przeżegnał się, pomocy od tego ukrzyżowanego szukając, którego prześladował – i wnet znak święty przemógł wszytkie bojaźni – zwojował diabły, i odpędził postrachy. Cóż potym? Gdy złe ucichło, drugi raz czartów przyzwali – i zasię wnet trwogi i strachy powstały – przeżegnał się drugi raz, i uciekli diabli. Tedy on mistrz jego nauczał ucznia swego, mówiąc: nie zlęklić się nas, ale się nami zbrzydzili, i tak złe wygrało – namówił prędko ucznia iż temu uwierzył, i do zguby go kościelnej wprowadził. 
   5.
40Do matki Bożej tak mówi In Tragedia Christus patiens: Po trzykroć błogosławiona Matko, wysłuchaj, a przyjmi modlitwy moje. Dziękujęć żeś mi wiele łaski użyczała, i z wielkich mię przygód i nieprzyjaciół wybawiała. Tamże ją zowie advocatam – czym się dziś heretykowie nierozumnie i głupie, gdy toż śpiewanie w kościele słyszą, gorszą – mówi tak: Bądź mi pośrzedniczką do Syna twego – wiemy iż jest jeden pośrzednik naszego odkupienia do Boga, Chrystus – ale inni do Chrystusa w przyczynie i modlitwie, nie w odkupieniu, pośrzednicy być mogą – jako był Mojzesz, i inni wszyscy kapłani, i ci co się za nas Chrystusowi ukarzają – a nade wszytkie, jako nawyższa i naprzedniejsza jest pośrzedniczka i zastępniczka nasza, w przyczynie swej, matka Chrystusowa Bogarodzica – jako ta, która nad inne wszytko stworzenie więcej łaski ma u Syna swego. 
   6.
41Tenże Doktor wzywa o przyczynę świętego Cypriana, Oratione in sanctum Cyprianum – i świętego Atanazego, Oratione funebri in Athanasium – i świętego Bazylego, Oratione funebri in laudem Basilii – i mówi tak: Ty święta głowo Bazyli, z góry wejźrzy na nas, a pobudki cielesne, na doświadczenie od Boga nam dane, abo twemi modlitwami pohamuj, abo mię do tego przywiedź, żebych je mężnie zwyciężyć mógł – i wszytek nasz żywot w lepszy obróć – a gdy stąd wynidziem – do twoich nas przybytków przyjmi – abyśmy społu żyjąc, patrzyli na Trójcę świętą błogosławioną. 
   7.
42O obraziech Ojcowie święci na siódmym Koncylium Niceńskim wtórym, in fine Actionis quartae, jego świadectwo przywodzą, mówiąc: Grzegorz którego Teologiem zowią, w wierszach swoich o dziewictwie pisanych, na obrazy zezwala. 
   8.
43O czystości panieńskiej tak mówi, Oratione in dictum Evangelii, quae incipit: Iesus qui piscatores elegit: Dobre Małżeństwo – ale żeby było nad dziewictwo, tego nie śmiem mówić. Bo dziewictwo nie byłoby rzeczą wielką, gdyby nad dobre, lepszym i znamienitszym być nie miało – i niżej: Która za mężem jest, po części tylko Chrystusowa jest – ale która dziewictwo obrała, wszytka jest Chrystusowa – i niżej: Obrałaś Anielski żywot, która w ciele będąc, niecielesny żywot żyjesz. Et in Oratione funebri in laudem Basilii, mówi: Osobna rzecz jest dziewictwo i powściągliwy żywot, i miedzy Anioły poczytania godny.

   
44Za obrok położę słowa jego o jałmużnie, In oratione de pauperum amore: Staraj się, powiada, abyś tym był nad bliźniego lepszy, im nań będziesz hojniejszy – bądź nędznemu Bogiem, Boskiego miłosierdzia naśladując. 45Bo nic człowiek tak Boskiego nie ma, jako gdy drugim dobrze czyni – acz jeden więcej, drugi mniej dać może – wszakże każdy wedle przemożenia. Niedostatecznemu, daj co małego – bo nic temu małego nie jest, który nic nie ma – i sam Pan Bóg, małe twe za wielkie przyjmuje, na przemożenie twoje nie patrząc. Za nawiętszy dar daj ubogiemu ochotę – 46a jeśli nic nie masz, płakać mu pomóż. Wielkie jest lekarstwo nieszczęśliwemu, politowanie serdeczne nad jego nędzą – i kto się nad nim uprzejmie użali – ciężkości mu ujmuje. Nie miej sobie człowieka nad bestią podlejszego – bo bestia gdy się powali abo w dół wpadnie, zakon ci podźwignąć a pomoc jej dać każe – bo to dlatego zakon (który ma w sobie tajemne rozumienie) ustawił47 – aby nas ludzkości i łaskawości na małych rzeczach ucząc, do więtszych przywodził – i niżej: Kto ubogiemu dobrze czyni, mówi pismo,48 Boga ma dłużnikiem – 49a któżby się na tak dobrego dłużnika nie spuścił, a jemu nie wierzył – iż czasu swego dług z wielką lichwą zapłaci? I niżej: Miłosierdziem i wiarą grzechy się czyszczą. A tak się miłosierdziem czyśćmy, a zmazy dusze naszej tym zielem ścierajmy, i bielmy się, abyśmy byli, jedni jako wełna, drudzy jako śnieg, wedle tego, jako kto wiele jałmużny uczyni – i niżej: 50Abo mniemasz aby do czynienia jałmużny, radę tylko tobie, a nie roskazanie Chrystus podał? ażeby na twej dobrej woli była? Ja bym też to rad twierdził – ale mię ona lewa ręka straszy, na której kozłowie postawieni będą – nie prze to iż cudze wydzierali, kościoły łupili, cudzołożyli – ale iż w ubogich Chrystusowi dobrze nie czynili. A tak Chrystusa karmić, Chrystusa odziewać, Chrystusa nawiedzać, Chrystusa opatrować chciejmy, w tych ubogich, którzy dziś na ziemi leżą – aby nas do przybytków swoich, gdy z tego świata wynidziem, przyjęli.
 

1  IX. Maii. Maja. Mart. R. ibidem.
Ociec Ś. Grzegorza był Biskupem.
Ślub który na morzu ś. Grzegorz uczynił.
Towarzystwo i przyjaźń wielka Grzegorza ś. z Bazyliuszem wielkim.
Słowa Grzegorza o miłości z Bazyliuszem.
W czym się kochali święci.
Wielka miłość bez zazdrości sławy.
Czytał w Atenach lekcje ś. Grzegorz.
Ślubił Panu Bogu nigdy nie przysięgać.
10  Stan mniski obrał ś. Grzegorz.
11  Czystości dusznej do patrzenia na niebieską światłość świat przeszkadza.
12  Od Biskupstwa uciekł.
13  Reguły i ustawy mniskie napisał ś. Bazyliusz z Grzegorzem ś.
14  Na obronę starego ojca przerwał życie zakonne.
15  Ojca od chytrości i zarazy Ariańskiej wybawił.
16  Z Julianem Cesarzem Apostatą uczył się ś. Grzegorz, i znał jego złość.
17  Przeciw Julianowi pisał Grzegorz ś.
18  Julianus zakazał Chrześcijanom szkół pogańskich chcąc wierze ś. zaszkodzić, to znać iż ma z nich pomoc wiara ś. Chrześcijańska, a jego w tym naśladują, którzy nauki świeckie i Filozofskie brzydzą.
19  W Cezareej ś. Grzegorz i ś. Bazyliusz z Ariany dysputacją wiedli.
20  Obyczaj heretycki.
21  Ojcowskie prace na Biskupstwie wziął na się.
22  Uciekał od Biskupstwa.
23  Kacerstwo Macedoniusza Carogrockiego Biskupa.
24  Teologiem nazwany.
25  Teodozjus Cesarz kościół odjął wielki Arianom w Carogrodzie.
26  Nieprzyjacielowi swemu jaką dał pokutę.
27  Liczby szafarzów kościelnych nie słuchał.
28  Wtóre Koncylium w Carogrodzie.
29  O Biskupstwo Carogrodzkie spierać się nie chciał.
30  O jako ten pospolitą zgodę i dobre miłował, gdy tak uczynił jako Jonas.
31  Tam Hieronym ś. jego nauki słuchał.
32  W wydaniu z 1598 r. na tym miejscu taki dopisek: „(bo w Czarogrodzie o dwanaście lat na onych pracach strawił)”. [Przyp. JS.]
33  Na pustynią się udał.
34  Heretyckie wiersze jako zgubił.
35  Nepotianum de vita Cleric. [W wyd. z 1598 r. tak: „Hier: lib: 1. contra Rufinum & in epi: 11 Nepotianum, de vita clericorum.” Przyp. JS.]
36  1. O Trójcy ś. i o Bóstwie Syna Bożego i Ducha ś.
37  2. O bytności ciała Chrystusowego w Sakramencie.
38  3. O Mszej i ofierze.
39  4. O znaku krzyża ś. Julian Cesarz będąc Chrześcijaninem spoganiał i do diabłów przystał, które jednak krzyżem ś. ustraszył.
40  5. Pośrzedniczką zowie Matkę Bożą.
41  6. Wzywanie świętych.
42  7. O obraziech.
43  8. O czystości panieńskiej.
44  Obrok duchowny.
45  Jałmużna wedle przemożenia.
46  Pożałowanie gdy nie masz co dać, jest jałmużną.
47  Pwt 22, Wj 23.
48  Prz 19.
49  P. Bóg dłużnikiem u jałmużnika.
50  Jałmużną grzechy się czyścią.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

Por. Spis świętych.


+

sobota, 9 maja 2026

Państwowość i religijność

   Nie można oddzielić państwowości od religijności jakąś ostrą linią. To dlatego, że religia czy religijność przynależy do życia człowieka, a prawo państwowe ustanowione jest w celu chronienia tego życia. Religia więc, tak jak inne rodzaje działalności człowieka, takie jak praca, sztuka, nauka, ma być chroniona przez prawo. To jednak mało powiedzieć „chroniona”, ona powinna być wspierana i promowana, podobnie jak inne rodzaje działalności, w których człowiek się rozwija i w których znajduje spełnienie. Tak być powinno, o ile jakaś religia nie występuje przeciw zdrowym zasadom służącym ochronie i rozwojowi ludzkiego życia. 
   Religia jako dobro w życiu człowieka, dzięki któremu rozwija on wewnętrzny pokój, mądrość i umiejętności, jest też dobrem dla całego społeczeństwa, w którym nie każdy jest religijny, ale w którym każdy wchodzi w jakieś bliższe lub dalsze relacje z ludźmi religijnymi. Ludzie ci przynoszą dobro społeczeństwu przez swoją pokojową postawę, pomysłowość i prace służące dobru ogółu. Z tego też względu religia powinna być chroniona i promowana jako dobro społeczne. Ponieważ służy ona społeczeństwu, powinna być przez społeczeństwo doceniana i umacniana, chroniona prawnie tak jak wszystkie dziedziny pracy, sztuki i nauki. 

sobota, 2 maja 2026

W milczeniu

Jak wspaniale zgasić swój głos
i słyszeć jeszcze lepiej Ciebie
właśnie odbywa się wielkie widowisko
gdzie wśród niezliczonych słów rzeczywistości
jawiących się przed duszą, oczami i zmysłami
słychać to jedno tylko Twoje
rozjaśniające i porządkujące wszystko