Odsłony Poematu Boga-Człowieka
czyli tej Ewangelii, która została objawiona Marii Valtorcie
czyli tej Ewangelii, która została objawiona Marii Valtorcie
Dla kogo miałby uczynić te gwiazdy i planety, które suną jak błyskawice i strzały, zakreślając łuk sklepienia, albo idą – i wydają się powolne – idą majestatycznie w swoim meteorytowym biegu, obdarowując was światłami i porami roku oraz dając wam to, co wieczne, niezmienne, a jednak zawsze zmienne – nową stronę do odczytania na błękicie, każdego wieczoru, każdego miesiąca, każdego roku, jakby chciały wam powiedzieć:
„Zapomnijcie o więzieniu, porzućcie wasze gazety pełne rzeczy mrocznych, zgniłych, brudnych, trujących, kłamliwych, bluźnierczych, psujących, i wznieście się – przynajmniej spojrzeniem – ku nieograniczonej wolności sklepień; zróbcie sobie duszę błękitną, patrząc na tyle pogody; zróbcie sobie zapas światła, by zanieść go do waszego ciemnego więzienia; czytajcie słowo, które piszemy, wyśpiewując nasz gwiezdny przyśpiew, bardziej harmonijny niż ten wydobyty z organów w katedrze; słowo, które piszemy, jaśniejąc; słowo, które piszemy, kochając – ponieważ zawsze mamy obecnego Tego, który dał nam radość bycia, i kochamy Go za to, że dał nam to bycie, to jaśnienie, to sunięcie, to bycie wolnymi i pięknymi pośród tego łagodnego błękitu, poza którym widzimy błękit jeszcze wznioślejszy – Raj – i wobec którego wypełniamy drugą część przykazania miłości, kochając was, naszego powszechnego bliźniego, kochając was przez dawanie wam prowadzenia i światła, ciepła i piękna. Czytajcie słowo, które mówimy, a jest tym, którym regulujemy nasz śpiew, nasze jaśnienie, nasz śmiech – Bóg”?
Bóg nie tylko stworzył człowieka, ale wszystko, co stworzył, stworzył dla człowieka. Nawet najbardziej odległe gwiazdy i planety, wykraczające poza zasięg ludzkiego wzroku, Bóg stworzył, aby opowiadały człowiekowi o Tym, przez kogo zostały stworzone. Człowiek odrywając spojrzenie od ziemi i patrząc w dal przestrzeni kosmicznej, smakuje nieskończoności, stałości, ładu, wsłuchuje się w wieczną symfonię, i wszystko zdaje się do niego mówić. Ten milczący przestwór, dal bez końca, światła większe i mniejsze, tajemnicze zjawiska, wydobywają z siebie tajemniczy głos, ponieważ wszystko to zostało stworzone ręką kochającego Boga i zachowuje w sobie żywy ślad Jego Miłości, a w swoim ruchu – w zmienności w niezmienności – jest posłuszne Temu, który wszystko wprawia w ruch.
Wieczny Bóg przemawia w wyjątkowy sposób w tej wieczności, która podlega zmienności. Powtarzalność zmian na niebie daje posmak szczególnego rodzaju wieczności, która chociaż nie może się równać z wiecznością Boga, to daje o niej pewne wyobrażenie u tej malutkiej istoty, jaką jest człowiek – ten człowiek, który zbliża się do Boga nie tylko przez wiarę, nadzieję i miłość, ale także przez różnego rodzaju odniesienia i wyobrażenia.
W tym zaś wszystkim, co jest, są rzeczy wieczne mające swój początek i Ten, który jest Wieczny, nie mając żadnego początku. Te zaś rzeczy wieczne, które mają początek, pozostają w pokrewieństwie z wiecznością Tego, który jest istotnie wieczny. W tych zapoczątkowanych wiecznych rzeczach jest zauważalna zmienność – powstawanie i ginięcie, wzrost i spadek, świecenie i gaśnięcie, rozgrzanie i oziębienie, przechodzenie od barw jasnych do ciemnych, promieniowanie i wchłanianie itd.
O tym zdaje się mówić Kohelet: „Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy. Słońce wschodzi i zachodzi, i na miejsce swoje śpieszy z powrotem, i znowu tam wschodzi. Ku południowi ciągnąc i ku północy zawracając, kolistą drogą wieje wiatr i znowu wraca na drogę swojego krążenia. Wszystkie rzeki płyną do morza, a morze wcale nie wzbiera; do miejsca, do którego rzeki płyną, zdążają one bezustannie. Każde mówienie jest wysiłkiem: nie zdoła człowiek wyrazić słowami. Nie nasyci się oko patrzeniem ani ucho napełni słuchaniem. To, co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie, więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem. Jeśli jest coś, o czym by się rzekło: «Patrz, to coś nowego» – to przecież istniało to już w czasach, które były przed nami. Nie ma pamięci o tych, co żyli dawniej, ani też o tych, co będą kiedyś żyli, nie pozostanie wspomnienie u tych, co będą potem” (Koh 1,4-11).
Wydarzenia zachodzące w świecie, przybierające różną i nową postać, są właściwie powtarzalnością. Także dzieła ludzkie, choć bardzo wymyślne, niespotykane wcześniej, ukazują znane już wcześniej działanie sił przyrody. Są korzystaniem z zasobów, które podlegają wciąż tym samym prawidłom powstawania i ginięcia, przyczynom i skutkom, przeobrażeniom… Zaprawdę, nie ma nic nowego pod słońcem.
Człowiek błądzi, uznając siebie za Boga przez samo tylko to, że korzysta z sił przyrody i steruje nimi. Przecież tylko korzysta on z przyrody i ją przeobraża, ale sam nie jest w stanie wzbudzić tych sił obecnych w przyrodzie. Bo któż „może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia?” (Mt 6,27) Genetyka, biotechnologia, informatyka, sztuczna inteligencja… – „nic zgoła nowego nie ma pod słońcem” (Koh 1,9) – wszystko to tylko nowe przeobrażenia sił działających w przyrodzie. Człowiek jednak tych sił nie stwarza. Korzysta tylko z tego, co już jest. Wydobywa siły już obecne, używa ich, ale nic nowego sam nie tworzy.
Pan Jezus – Bóg, który stał się człowiekiem – potrafił dać wzrok ślepemu od urodzenia (J 9) i rozmnożyć kilka chlebów i ryb dla tysięcy ludzi (Mt 14,13-21, Mt 15,32-39 itp.), ale żaden człowiek sam z siebie nie potrafi tego, ponieważ bez Boga niczego nie można uczynić (J 15,5). Sam Bóg wie, „z czego jesteśmy utworzeni, pamięta, że jesteśmy prochem. Dni człowieka są jak trawa, kwitnie jak kwiat na polu; ledwie muśnie go wiatr, a już go nie ma, i miejsce, gdzie był, już go nie poznaje. A łaskawość Pana na wieki wobec Jego czcicieli, a Jego sprawiedliwość nad synami synów, nad tymi, którzy strzegą Jego przymierza i pamiętają, by wypełniać Jego przykazania” (Ps 103[102],14-18).
Cała ta przyroda, z której człowiek korzysta i przyroda, którą ogląda, i także ta przyroda, która jest poza zasięgiem jego wzroku i objawia się tylko w myśleniu – wszystko to jest w ciągłym ruchu, którego powtarzalność i występujące zdarzenia są właśnie tym, „co wieczne, niezmienne, a jednak zawsze zmienne”. W tym wszystkim zaś najbardziej o wieczności przypomina widok nieba i to, co na niebie widoczne – słońce, księżyc, gwiazdy, odległe planety, meteory i mnóstwo innych zjawisk, jak deszcze, mgły, błyskawice, śniegi, grady, zorze, tęcze.
Dlaczego to właśnie tak bardzo przypomina o wieczności? Pusta otchłań nieba jest ciemna i nieruchoma, a jednak pojawia się w niej światło i ruch, i całe niebo może okazać się rozświetlone i pełne znaków żywiołowości. W dodatku człowiek patrzy na to wszystko, ale nie może dotknąć i pochwycić. Nie może wejść w posiadanie tego wszystkiego i później utracić, tak jak to jest z rzeczami, które są tylko na chwilę – używa się ich, ale później niszczeją albo się je opuszcza. Nie można też ogarnąć tego wszystkiego umysłem, wyobraźnią, wyrażeniami – nie da się tego zmierzyć, ocenić, oszacować.
Tak jakby to wszystko chciało nam ludziom powiedzieć: „Zapomnijcie o więzieniu, porzućcie wasze gazety pełne rzeczy mrocznych, zgniłych, brudnych, trujących, kłamliwych, bluźnierczych, psujących, i wznieście się – przynajmniej spojrzeniem – ku nieograniczonej wolności sklepień”. Umysł człowieka tkwi w sprawach doczesnych – w historyjkach. Niegdyś człowiek sięgał po te historyjki do gazet, a obecnie – do internetu i telewizji, wciąż jednak nie zmieniło się jedno – umysł pozostaje uwięziony, zaprzątnięty sprawami świata, szuka sensacji, wrażeń, ekscytacji, bodźców, zaskoczenia, a nawet przerażenia, okrucieństwa, złości, nienawiści, wojny…
Kiedyś gazety, dziś internet i telewizja – wszystko „pełne rzeczy mrocznych, zgniłych, brudnych, trujących, kłamliwych, bluźnierczych, psujących”. Człowiek się jednak tego czepia, napędza tym całe swoje jestestwo i ogranicza się tym tak, jakby był w jakimś więzieniu. Tak jak świnia przyzwyczajona jest do błota, w którym zanurza swój ryj, tak człowiek grzęźnie w brudzie i mroku tych wszystkich trujących spraw, które psują go od środka, będąc zakłamane i bluźniercze.
Aby uwolnić się z tego więzienia, Bóg daje nam proste rozwiązanie: „wznieście się – przynajmniej spojrzeniem – ku nieograniczonej wolności sklepień” – przestańcie patrzeć na to, co skończone i niszczące, a wznieście wzrok w nieskończoność, bezkres, wolność. To naprawdę niedorzeczne, że człowiek marzy o wolności, o osiąganiu szczytów, ale umysłem tkwi w tym, co krępuje i poniża.
„Zróbcie sobie duszę błękitną, patrząc na tyle pogody”. Przez patrzenie na piękno i zachwycanie się nim, przyjmuje się piękno w siebie i żyje się nim, tak że cała dusza nasiąka pięknem. „Zróbcie sobie duszę błękitną” – zróbcie sobie duszę piękną, bo błękit to jasność nieba – to piękno.
„Zróbcie sobie zapas światła, by zanieść go do waszego ciemnego więzienia”. Przez patrzenie tylko przez krótki czas, zachowuje się wspomnienie piękna na dłużej i rozświetla się nim własną duszę, a nawet ciało – to ciemne więzienie utrudzone sprawami tego świata. „Lampą ciała jest twoje oko. Jeśli twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie rozświetlone. Lecz jeśli jest chore, ciało twoje będzie również w ciemności. Bacz więc, czy światło, które jest w tobie, nie jest ciemnością. Jeśli zatem całe twoje ciało jest rozświetlone, nie mając w sobie żadnej części ciemnej, całe będzie rozświetlone, jak gdyby lampa oświecała cię swym blaskiem” (Łk 11,34-36).
„Czytajcie słowo, które piszemy, wyśpiewując nasz gwiezdny przyśpiew, bardziej harmonijny niż ten wydobyty z organów w katedrze” – to mówi niebo, mówią przestworza, planety, gwiazdy i inne zjawiska na niebie – niosą nam wiadomość przez ukazywanie ładu, pięknej melodii, bardziej harmonijnej niż dźwięki organów w katedrze. Jest to słowo, które piszą one przez samo ukazywanie własnego bytu. Jest to też słowo, które piszą przez samo jaśnienie i samo kochanie, ponieważ zawsze jest przed nimi obecny Ten, który dał im radość bycia, a one kochają Go za to, że dał im „to bycie, to jaśnienie, to sunięcie, to bycie wolnymi i pięknymi pośród tego łagodnego błękitu”.
Co tu czytamy? Że niebo i ciała niebieskie przekazują słowo. Możemy to sobie wyobrazić, że zjawiska niosą ze sobą wiadomość, bo cała rzeczywistość coś pokazuje. Ale czytamy też, że przekazują one to słowo nie tylko przez jaśnienie, ale i przez kochanie. Jakże to sobie wyobrazić, że niebo i ciała niebieskie kochają? Jak to rozumieć? Kochanie przecież ściśle jest związane z wolą, a skąd wola w niebie, w słońcu, księżycu, planetach i gwiazdach? Rozumiemy to porównawczo – jest w tym niebie i ciałach niebieskich jakaś siła odśrodkowa – w każdym inna – która „czuła” jest na wolę Boga – która jest wprawiana w ruch przez tego, który wszystko wprawia w ruch. Więc ta siła oddziaływania jest wypełnianiem Bożej woli i może być nazwana kochaniem – kochaniem, czyli też udzielaniem się, przynoszeniem radości i dobra.
Ale co czytamy jeszcze? Że niebo i zjawiska na niebie mówią, iż poza tym łagodnym błękitem „widzimy błękit jeszcze wznioślejszy – Raj”. Jakże to pojąć? Gdzieżże niebo, słońce, księżyc i gwiazdy mają oczy? Jakże mogą widzieć te rzeczywistości, które nawet nie mają duszy – nie mają świadomości? To także rozumiemy porównawczo. Rzeczywistości takie jak niebo, słońce, księżyc, planety, gwiazdy mają własne środowisko – posiadają jakieś własne odniesienie – są skierowane ku czemuś. A co najpiękniejsze, to wszystko nie pozostaje bez odniesienia do rzeczywistości nadniebiańskiej – do błękitu jeszcze wznioślejszego, który nazywamy Rajem.
Przez to właśnie odniesienie do Raju, niebo stworzone i wszystko, co na nim, wypełniają przykazanie miłości bliźniego wobec nas ludzi, którzy również, tak jak one, jesteśmy istotami stworzonymi przez jednego i tego samego Boga. A jak nas kochają? Prostymi czynnościami – prowadząc nas w ciemnościach, dając światło, ciepło, piękno, i wypowiadają wtedy właściwie tylko jedno słowo, którym regulują swój śpiew, swoje jaśnienie, swój śmiech – a tym słowem jest sam „Bóg”. Nie żeby wymawiały one wyrazy w jakimś ludzkim języku. One samym swoim bytem wskazują na Boga.
I człowiek na ziemi ma w sobie to przeczucie, że „planety szaleją, szaleją, i śmieją, się śmieją, się śmieją” (Olga Jackowska, piosenka Maanam, Szał niebieskich ciał), a „odgłos śmiechu, odcienie życia rozbrzmiewają w moich otwartych uszach, pobudzając mnie i zapraszając; bezgraniczna, niegasnąca miłość, która jaśnieje wokół mnie jak milion słońc, i przywołuje mnie ciągle przez cały wszechświat” (John Lennon, piosenka The Beatles, Across the Universe). Obyśmy czytali to słowo, które mówi „Bóg”.
Napisał Jakub Szukalski.
Powyższe tłumaczenie zdań z Poematu Boga-Człowieka
z języka włoskiego: Jakub Szukalski.
⋘ ⋙