środa, 17 sierpnia 2016

wtorek, 16 sierpnia 2016

Wola w Dobru

Wolna wola była już przed pojawieniem się zła, więc nie można powiedzieć, że bez zła nie byłoby wolnej woli. Sam Bóg z wolnej woli stworzył a wszystko się stało. I zaszczepił tę wolność w swoich dzieciach jeszcze zanim nastało jakiekolwiek zło. Więc wolna wola może obyć się bez zła. Nie należy jej kojarzyć z samym tylko wyborem pomiędzy dobrem a złem. W rzeczywistości, w której wszystko jest jeszcze dobrem nieskażonym, wolna wola jest wyborem między różnymi dobrami – jest wolnym ruchem, wymianą miłości, rozkoszą niebiańską nie odchodzącą ku inności niechcianej przez Boga (nie żeby Bóg nie chciał inności, ale jest taka inność, której On nie chce).

sobota, 13 sierpnia 2016

(22) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Andrzej

   Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej, brat Szymona Piotra. (J 1,40)

   Ἦν Ἀνδρέας ὁ ἀδελφὸς Σίμωνος Πέτρου εἷς ἐκ τῶν δύο τῶν ἀκουσάντων παρὰ Ἰωάννου καὶ ἀκολουθησάντων αὐτῷ· (J 1,40)

   [Opowiada Andrzej:]
   Byłem uczniem Chrzciciela i w przerwach między połowami przychodziłem do niego wraz z towarzyszami. To był dzień tego samego miesiąca... Brzegi Jordanu wypełniał tłum, drżący od słów Chrzciciela. Dojrzałem Młodzieńca pięknego i spokojnego. Szedł ku nam ścieżką. Szatę miał skromną, a wygląd pełen łagodności. Wydawał się prosić o miłość i dawać ją. Jego piękne oczy na chwilę spoczęły na mnie i odczułem coś, czego jeszcze nigdy dotąd nie odczuwałem. Wydawało mi się, że głaska moją duszę, muskając ją jak skrzydłami aniołów. Przez chwilę poczułem się tak bardzo daleko od ziemi, tak inaczej, że powiedziałem sobie: „Teraz umrę! To Bóg wzywa mojego ducha.”
   Ale nie umarłem. Stałem, przypatrując się w zachwycie nieznajomemu Młodzieńcowi. Spojrzenie Jego błękitnych oczu spoczęło na Chrzcicielu. Chrzciciel zaś odwrócił się, podbiegł do Niego i pokłonił się. Rozmawiali. A ponieważ głos Jana był nieustannym grzmotem, tajemnicze słowa doszły do mnie. Słuchałem, ogarnięty pragnieniem poznania, kim był ten młody Nieznajomy. Moja dusza odczuwała, że różnił się od wszystkich. Oto tamte słowa: „To ja powinienem być ochrzczony przez Ciebie...” „Pozwól, by teraz tak się stało, bo wszelką sprawiedliwość należy wypełnić...”
   Jan już [wcześniej] powiedział: „Przyjdzie Ten, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyków u sandałów”. On mówił już: „Jest pośród was, w Izraelu, Ktoś, kogo wy nie znacie. On trzyma już wiejadło w dłoniach i oczyści klepisko, paląc słomę Swym nieugaszonym ogniem.”
   Miałem przed sobą młodego Człowieka z ludu, o wyglądzie łagodnym i pokornym. Odczułem jednak, że to był On, Ten, któremu Święty Izraela, ostatni Prorok, Prekursor, nie był godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. Odczułem, że to był Ten, którego my nie znaliśmy. A jednak nie bałem się. Przeciwnie, gdy Jan po tak zachwycającym gromie od Boga, po niepojętym blasku Światłości w formie gołębicy pokoju powiedział: „Oto Baranek Boży”, ja – ciesząc się z odczucia w duszy Króla-Mesjasza w tym młodym Człowieku o łagodnym i pokornym wyglądzie – zawołałem głośno w duchu: „Wierzę!”. I to dzięki tej wierze jestem Jego sługą. Stańcie się nimi i wy także, a osiągniecie pokój. (IV, 12: 8 listopada 1945. A, 6904-6926)

   [Racconta Andrea:]
   Ero discepolo del Battista. E nelle pause della pesca andavo da lui, con altri compagni. Era un giorno di questa luna… Le rive del Giordano erano piene di folla che tremava sotto le parole del Battista. Avevo notato un giovane bello e calmo venire per un sentiero verso di noi. Umile la veste, dolce l’aspetto. Pareva chiedesse amore e desse amore. Il suo occhio azzurro si posò un momento su di me, ed io provai una cosa non mai più provata. Mi parve di essere carezzato sull’anima, di essere sfiorato da ali d’angelo. Mi sono per un momento sentito così lontano dalla terra, così diverso, che ho detto: “Ora muoio! Questo è l’appello di Dio al mio spirito”. Ma non sono morto. Sono rimasto affascinato nel contemplare il giovane ignoto che, a sua volta, aveva fissato il suo sguardo azzurro sul Battista. E il Battista si volse, corse a Lui, lo inchinò. Si parlarono. E poiché la voce di Giovanni era un tuono continuo, le misteriose parole giunsero fino a me che ascoltavo, teso nel desiderio di conoscere chi era il giovane ignoto. La mia anima lo sentiva diverso da tutti. Diceva: “Io dovrei essere battezzato da Te…”. “Lascia fare per ora. Conviene adempiere ogni giustizia”… Giovanni già aveva detto: “Verrà Colui al quale io non sono degno di sciogliere i lacci dei sandali”. Aveva già detto: “Fra di voi, in Israele, sta Uno che non conoscete. Egli tiene già in mano il ventilabro e netterà la sua aia bruciando le paglie col fuoco inestinguibile”. Io avevo davanti un giovane del popolo, dall’aspetto mite ed umile, eppure ho sentito che Egli era Colui al quale neppure il Santo di Israele, l’ultimo Profeta, il Precursore, era degno di sciogliere i calzari. Ho sentito che era Colui che noi non conoscevamo. Ma non ne ebbi paura. Anzi, quando Giovanni, dopo il superestasiante tuono di Dio, dopo l’inconcepibile splendore della Luce in forma di colomba di pace, disse: “Ecco l’Agnello di Dio”, io, con la voce dell’anima, giubilante di avere presentito il Re Messia nel giovane mite ed umile d’aspetto, ho gridato con la voce dello spirito: “Credo!”. Per questa fede sono il suo servo. (5, 324)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

piątek, 12 sierpnia 2016

Do niczego

   Zło nie może pełnić roli służebnej w ekonomii kosmosu. Bywa ono zaprzężone w siłę dobra przez Wszechmocnego, ale wtedy nie jest już złem – zostaje odmienione. Zło nie służy niczemu (ani nikomu). Bóg się nim posługuje, a nieraz i człowiek, ale wtedy ono już nie pełni swojej roli – zostało unicestwione.
   Chyba że zło służy sobie. Tak zapewne jest, ale to nie ma nic wspólnego z rolą służebną w ekonomii kosmosu.

czwartek, 11 sierpnia 2016

Początkowe nauczanie katechizmu: Część pierwsza (8)

VIII.

12   Nie można tego milczeniem pominąć, że ktoś wykształcony w naukach wyzwolonych przychodzi na naukę katechizmu i już postanowił być chrześcijaninem, a przyszedł dlatego, aby nim zostać. Otóż trudno bardzo wogóle spotkać takiego, by nie znał wiele z naszych Pism i ksiąg, z których już pouczony, przyszedł tylko poto jeszcze, aby uczestniczyć w Sakramentach. Bo tacy nie dopiero w tej godzinie, w której stają się chrześcijanami, lecz uprzednio zwykli wszystko dokładnie wybadać, a serc swoich drgnienia, komu mogą, zwierzają i z nimi je roztrząsają.
   Z tymi zatem pokrótce należy się załatwić, aby ich nie zniechęcać powtarzaniem tego, co znają, lecz pokrótce to przechodzić, mówiąc, że wierzymy w ich zaznajomienie się już z tem i owem. W taki to sposób kursorycznie wyliczysz wszystko, co nieumiejętnym i nieuczonym wpoić trzeba, aby ten umiejętny, znając to, słuchał nie jakby od uczącego, a jeśli jeszcze czego nie wie (chociaż dawaliśmy wiarę, że już wie), by tego się nauczył, gdy o tem napomykamy. Nie jest też bez pożytku postawić mu pytanie, jakie pobudki skłoniły go, by chciał być chrześcijaninem, abyś ujrzawszy, że książki go przekonały, czyto kanoniczne czy zawierające pożyteczne rozprawy – o nich nieco na początku mógł powiedzieć, podnosząc ich znaczenie według różnicy wartości, pochodzącej z ich kanonicznej powagi lub z nadzwyczajnej biegłości [s. 18>] i zamiłowania ich twórców. Z naciskiem tu wskażesz w Pismach kanonicznych podziwu godną wzniosłość najzbawienniejszej pokory; w tych drugich zaś, według każdej z ich zalet, styl wdzięczniejszej i jakby bardziej potoczystej wymowy, stosowny dla serc dumniejszych, a przez to i dla słabszych.
   Należy też nawet dokładną wydobyć od niego odpowiedź, którą książkę z największem zajęciem czytał, do których z większem zaufaniem przylgnął, co wpłynęło na jego przekonania, że chce złączyć się z Kościołem. Gdy to powie, a my znamy te książki albo przynajmniej słyszeliśmy o nich ocenę Kościoła, że napisał je zasługujący na pamięć autor katolicki – tedy z radością mu przytaknijmy.
   A jeśli wpadły mu do rąk książki jakiego heretyka, i umysł jego nieświadomie może trzymał się tego, co prawdziwa wiara potępia, wówczas bardzo troskliwie należy mu sprawę wyjaśnić, podnosząc powagę powszechnego Kościoła i innych ludzi bardzo uczonych, rozprawami i pismami w Kościoła prawdzie kwitnących. Chociaż i to się zdarza, że i tacy, którzy jako katolicy zeszli z tego świata i pewne chrześcijańskie pisma potomnym pozostawili, w niektórych miejscach dzieł swoich czyto niezrozumiani czy też przez ludzką niedostateczność nie mogąc w zupełności zgłębić bystrością umysłu swego bardziej niedostępnych tajemnic, biorąc prawdopodobieństwo za prawdę, w błąd od niej odchyleni, dali sposobność źle uprzedzonym i zuchwalcom do popierania i wywołania jakiejś herezji. I to nic dziwnego, gdy i z samych kanonicznych ksiąg, gdzie wszystko jak najzbawienniej powiedziano, właśnie nie przez odmienne pojmowanie tego, co piszący myślał lub jak prawda sama się przedstawia (bo gdyby tylko w tem była różnica, któżby nie przebaczył chętnie ludzkiej ułomności, skłonnej do poprawy?), lecz przez obstawanie przy swoich przewrotnych i złych zapatrywaniach, z gwałtowną zawziętością i uporczywym zuchwalstwem bronionych, wielu wiele zgubnych zdań spłodzili, rozerwawszy jedność obcowania. [s. 19>]
   To wszystko należy z umiarkowaniem dać pod rozwagę podczas posiedzeń temu, który przystępuje do społeczeństwa narodu chrześcijańskiego nie jako nieoświecony prostaczek (jak powiadają), lecz z ogładą i wykształceniem, nabytem na podstawie ksiąg ludzi uczonych, i – aby go ustrzedz przed błędami uprzedzeń, należy to przechodzić z taką powagą swego urzędu duszpasterskiego, na jaką (jak uważasz) może już pozwolić jego pokora, przyprowadzająca go do ciebie. I tak całość do końca, według reguł zbawiennej nauki, czy o wierze masz wykładać i rozprawiać, czy o obyczajach, czyto o pokusach, tym sposobem kursorycznym, o którym powiedziałem, rzecz przedstawiając, naprowadzaj wszystko na ową przewyższającą1 drogę miłości Chrystusowej.

VIII. W jaki sposób i wykształconych nauczać katechizmu.
1  Ef 3,19.

Z dzieła św. Augustyna: De Catechizandis redibus
Przekład: ks. Władysław Budzik
Wydanie: Jan Jachowski, Poznań 1929

środa, 10 sierpnia 2016

(21) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Początek działalności Jezusa i Jego pierwsi uczniowie

   12 Gdy [Jezus] posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. 13 Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu [ziem] Zabulona i Neftalego. 14 Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza:
   15 Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego,
   na drodze ku morzu, Zajordanie,
   Galilea pogan!
   16 Lud, który siedział w ciemności,
   ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom
   cienistej krainy śmierci wzeszło światło.
   17 Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. (Mt 4,12-17)

   14 Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: 15 «Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!» (Mk 1,14-15)

   35 Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami 36 i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». 37 Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. 38 Jezus zaś, odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu, gdzie mieszkasz?» 39 Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. (J 1,35-39)

   12 Ἀκούσας δὲ ὅτι Ἰωάννης παρεδόθη ἀνεχώρησεν εἰς τὴν Γαλιλαίαν. 13 καὶ καταλιπὼν τὴν Ναζαρὰ ἐλθὼν κατῴκησεν εἰς Καφαρναοὺμ τὴν παραθαλασσίαν ἐν ὁρίοις Ζαβουλὼν καὶ Νεφθαλίμ· 14 ἵνα πληρωθῇ τὸ ῥηθὲν διὰ Ἠσαΐου τοῦ προφήτου λέγοντος·
      15 γῆ Ζαβουλὼν καὶ γῆ Νεφθαλίμ,
         ὁδὸν θαλάσσης , πέραν τοῦ Ἰορδάνου,
            Γαλιλαία τῶν ἐθνῶν,
      16 ὁ λαὸς ὁ καθήμενος ἐν σκότει
         φῶς εἶδεν μέγα,
      καὶ τοῖς καθημένοις ἐν χώρᾳ καὶ σκιᾷ θανάτου
         φῶς ἀνέτειλεν αὐτοῖς.
   17 Ἀπὸ τότε ἤρξατο ὁ Ἰησοῦς κηρύσσειν καὶ λέγειν· μετανοεῖτε· ἤγγικεν γὰρ ἡ βασιλεία τῶν οὐρανῶν. (Mt 4,12-17)

   14 Μετὰ δὲ τὸ παραδοθῆναι τὸν Ἰωάννην ἦλθεν ὁ Ἰησοῦς εἰς τὴν Γαλιλαίαν κηρύσσων τὸ εὐαγγέλιον τοῦ θεοῦ 15 καὶ λέγων ὅτι πεπλήρωται ὁ καιρὸς καὶ ἤγγικεν ἡ βασιλεία τοῦ θεοῦ· μετανοεῖτε καὶ πιστεύετε ἐν τῷ εὐαγγελίῳ. (Mk 1,14-15)

   35 Τῇ ἐπαύριον πάλιν εἱστήκει ὁ Ἰωάννης καὶ ἐκ τῶν μαθητῶν αὐτοῦ δύο 36 καὶ ἐμβλέψας τῷ Ἰησοῦ περιπατοῦντι λέγει· ἴδε ὁ ἀμνὸς τοῦ θεοῦ. 37 καὶ ἤκουσαν οἱ δύο μαθηταὶ αὐτοῦ λαλοῦντος καὶ ἠκολούθησαν τῷ Ἰησοῦ. 38 στραφεὶς δὲ ὁ Ἰησοῦς καὶ θεασάμενος αὐτοὺς ἀκολουθοῦντας λέγει αὐτοῖς· τί ζητεῖτε; οἱ δὲ εἶπαν αὐτῷ· ῥαββί, ὃ λέγεται μεθερμηνευόμενον διδάσκαλε, ποῦ μένεις; 39 λέγει αὐτοῖς· ἔρχεσθε καὶ ὄψεσθε. ἦλθαν οὖν καὶ εἶδαν ποῦ μένει καὶ παρ’ αὐτῷ ἔμειναν τὴν ἡμέραν ἐκείνην· ὥρα ἦν ὡς δεκάτη. (J 1,35-39)

   Widzę Jezusa, który idzie wzdłuż zielonego pasa na brzegu Jordanu. Powrócił widocznie do miejsca, w którym widziałam Go [w momecie] Chrztu, blisko brodu. Miejsce to wydaje się bardzo znane i uczęszczane, bo pozwala dostać się na drugi brzeg – do Perei. Jednak miejsce, na którym był tłum ludzi, wydaje się teraz pustynią. Drogę przemierza jedynie kilku wędrowców, pieszo, konno lub na ośle.
   Wydaje się, że Jezus nie zwraca na nich żadnej uwagi. Idzie naprzód drogą. Kieruje się ku północy, jakby pochłonięty myślami. Kiedy dochodzi do wysokości brodu, mija grupę mężczyzn w różnym wieku. Prowadzą ożywioną dyskusję, potem się rozchodzą. Jedni idą na południe, inni – na północ. Pomiędzy tymi, którzy kierują się na północ widzę Jana i Jakuba.
   Jan pierwszy widzi Jezusa, pokazuje go bratu i towarzyszom. Rozmawiają przez chwilę. Następnie Jan idzie szybko za Jezusem, chcąc Go dogonić. Jakub idzie za nim wolniej. Inni nie zwracają na Niego uwagi. Idą powoli, dyskutując. Gdy Jan jest blisko Jezusa, zaledwie dwa lub trzy metry od Niego, woła:
   «Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata!»
   Jezus odwraca się i patrzy na niego. Znajdują się w odległości kilku kroków od siebie. Patrzą na siebie: Jezus spojrzeniem poważnym i przenikliwym, Jan – wzrokiem czystym i roześmianym na czarującej, młodzieńczej twarzy, która wydaje się jakby twarzą młodej dziewczyny. Dałabym mu mniej więcej dwadzieścia lat. Na jego różowych policzkach zauważa się jedynie jasny puch, który wydaje się złotym welonem.
   «Kogo szukasz?» – pyta Jezus.
   «Ciebie, Nauczycielu».
   «Skąd wiesz, że jestem Nauczycielem?»
   «Chrzciciel mi to powiedział».
   «Dlaczego zatem nazywasz Mnie Barankiem?»
   «Bo usłyszałem, że również on Cię tak nazwał pewnego dnia, kiedy tędy przechodziłeś, więcej niż miesiąc temu».
   «Czego chcesz ode Mnie?»
   «Abyś dał nam słowa życia wiecznego i abyś nas pocieszył».
   «Kim jesteś?»
   «Jestem Jan, syn Zebedeusza, a ten tu, to mój brat – Jakub. Jesteśmy z Galilei, rybacy i uczniowie Jana. On również wypowiadał słowa życia i słuchaliśmy go, bo chcieliśmy iść za Bogiem, a przez pokutę zasłużyć na Jego przebaczenie, przygotowując ścieżki serc na przyjście Mesjasza. Ty Nim jesteś. Jan to powiedział, ujrzawszy znak Gołębicy spoczywającej na Tobie. Powiedział nam: ‘Oto Baranek Boży’. Ja mówię: ‘Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata’, obdarz nas pokojem, bo nie mamy już przewodnika, a nasze dusze są wstrząśnięte».
   «Gdzie jest Jan?»
   «Herod go uwięził. Jest w więzieniu w Macheroncie. Jego najwierniejsi [uczniowie] spośród nas próbowali go uwolnić, lecz to niemożliwe. Przybywamy stamtąd. Pozwól nam iść z Tobą, Nauczycielu. Pokaż nam, gdzie mieszkasz».
   «Chodźcie! Czy jednak wiecie, czego szukacie? Kto idzie za Mną, musi wszystko opuścić: dom, rodziców, sposób myślenia, nawet życie. Uczynię z was Moich uczniów i Moich przyjaciół, jeśli tego chcecie. Nie posiadam jednak ani bogactw, ani zabezpieczeń. Jestem i będę coraz biedniejszy – do tego stopnia, że nie będę miał gdzie głowy położyć. Prześladować Mnie będą bardziej niż wilki podążające za zagubioną owieczką. Nauka Moja jest jeszcze surowsza niż Jana, zabrania bowiem żywienia jakiejkolwiek urazy. Dotyczy nie tyle tego, co zewnętrzne, ile spraw duchowych. Będziecie musieli się ponownie narodzić, jeśli chcecie należeć do Mnie. Czy chcecie tego?»
   «Tak, Nauczycielu. Ty jeden masz słowa, dające nam światło. One zstępują i wnoszą jasność słońca tam, gdzie były ciemności spustoszenia z powodu braku przewodnika».
   «Chodźcie więc. Pójdziemy. Pouczę was w drodze». (II, 7: 25 lutego 1944. A, 2063-2067)

   [Wyjaśnienie Jezusa dane Marii Valtorcie:]
   Jan w swej Ewangelii, mówiąc o spotkaniu ze Mną, powiedział: „nazajutrz”.11 Może się wydawać, że Chrzciciel wskazał na Mnie w dniu następującym po [Moim] Chrzcie oraz że Jan i Jakub natychmiast poszli za Mną. Przeczy to temu, co mówią inni Ewangeliści na temat 40 dni spędzonych [przeze Mnie] na pustyni. Czytajcie to w sposób następujący: „Nazajutrz (po uwięzieniu Jana Chrzciciela) dwaj uczniowie Jana, którym on pokazał Mnie, mówiąc: ‘Oto Baranek Boży’, zobaczywszy Mnie ponownie, zawołali Mnie i poszli za Mną”. A było to po Moim powrocie z pustyni.
   Wtedy razem powróciliśmy nad brzeg Jeziora Galilejskiego, gdzie znalazłem schronienie, by rozpocząć Moją Ewangelizację. Oni obydwaj, [Jan i Jakub,] powiedzieli o Mnie innym rybakom. Całą tę drogę przemierzyli ze Mną i pozostali cały dzień w gościnnym domu przyjaciela Mojej rodziny, krewnego. Jednak inicjatywa tych rozmów wyszła od Jana. (II, 8: 25 lutego 1944)

11  Por. J 1,35. (Przyp. wyd.)

   Vedo Gesù che cammina lungo la striscia verde che costeggia il Giordano. È tornato su per giù al posto che ha visto il suo battesimo. Presso il guado che pare fosse molto conosciuto e frequentato per passare all'altra sponda verso la Perea. Ma il luogo, dianzi tanto affollato di gente, ora appare spopolato. Solo qualche viandante, a piedi o a cavallo di asini o cavalli, lo percorre. Gesù pare non accorgersene neppure. Procede per la sua strada risalendo a nord, come assorto nei suoi pensieri.
   Quando giunge all'altezza del guado incrocia un gruppo di uomini di età diverse, che discutono animatamente fra loro e che poi si separano, parte andando verso sud e parte risalendo a nord. Fra quelli che si dirigono a nord vedo esservi Giovanni e Giacomo.
   Giovanni vede per primo Gesù e lo indica al fratello e ai compagni. Parlano fra loro per un poco e poi Giovanni si dà a camminare velocemente per raggiungere Gesù. Giacomo lo segue più piano. Gli altri non se ne occupano. Camminano lentamente, discutendo.
   Quando Giovanni è presso a Gesù, alle sue spalle, lontano appena un due o tre metri, grida: «Agnello di Dio che levi i peccati del mondo!».
   Gesù si volge e lo guarda. I due sono a pochi passi l'uno dall'altro. Si osservano. Gesù col suo aspetto serio e indagatore. Giovanni col suo occhio puro e ridente nel bel viso giovanile che pare di fanciulla. Gli si dànno si e no vent'anni, e sulla gota rosata non vi è altro segno che quello di una peluria bionda, che pare una velatura d'oro.
   «Chi cerchi?» chiede Gesù.
   «Te, Maestro».
   «Come sai che sono maestro?».
   «Me lo ha detto il Battista».
   «E allora perché mi chiami Agnello?».
   «Perché ti ho udito indicare così da lui un giorno che Tu passavi, poco più di un mese fa».
   «Che vuoi da Me?».
   «Che Tu ci dica le parole di vita eterna e che ci consoli».
   «Ma chi sei?».
   «Giovanni di Zebedeo sono, e questo è Giacomo mio fratello. Siamo di Galilea. Pescatori siamo. Ma siamo pure discepoli di Giovanni. Egli ci diceva parole di vita e noi lo ascoltavamo, perché vogliamo seguire Dio e con la penitenza meritare il suo perdono, preparando le vie del cuore alla venuta del Messia. Tu lo sei. Giovanni l'ha detto, perché ha visto il segno della Colomba posarsi su Te. A noi l'ha detto: "Ecco l'Agnello di Dio". Io ti dico: Agnello di Dio, che togli i peccati del mondo, dacci la pace, perché non abbiamo più chi ci guidi e l'anima è turbata».
   «Dove è Giovanni?».
   «Erode l'ha preso. In prigione è, a Macheronte. I più fedeli fra i suoi hanno tentato di liberarlo. Ma non si può. Torniamo di là. Lasciaci venire con Te, Maestro. Mostraci dove abiti».
   «Venite. Ma sapete cosa chiedete? Chi mi segue dovrà tutto lasciare: e casa, e parenti, e modo di pensare, e vita anche. Io vi farò miei discepoli e miei amici, se volete. Ma Io non ho ricchezze e protezioni. Sono, e più lo sarò, povero sino a non avere dove posare il capo e perseguitato più di sperduta pecora dai lupi. La mia dottrina è ancor più severa di quella di Giovanni, perché interdice anche il risentimento. Non tanto all'esterno si volge, quanto allo spirito. Rinascere dovrete se volete essere miei. Lo volete voi fare?».
   «Sì, Maestro. Tu solo hai parole che ci danno luce. Esse scendono e, dove era tenebra di desolazione perché privi di guida, mettono chiarore di sole».
   «Venite, dunque, e andiamo. Vi ammaestrerò per via». (1, 47)

   [Chiarimento di Gesù dato a Maria Valtorta:]
   Dice Giovanni nel suo Vangelo, parlando dell'incontro con Me: (Giovanni 1, 35) "E il giorno seguente". Sembra perciò che il Battista mi indicasse il giorno seguente al battesimo e subito Giovanni e Giacomo mi seguissero. Cosa che contrasta con quanto dissero gli altri evangelisti circa i quaranta giorni passati nel deserto. Ma leggete così: "(Avvenuto ormai l'arresto di Giovanni) un giorno in seguito i due discepoli di Giovanni Battista, ai quali egli mi aveva indicato dicendo: 'Ecco l'Agnello di Dio', rivedendomi, mi chiamarono e mi seguirono". Dopo il mio ritorno dal deserto.
   E insieme tornammo sulle rive del lago di Galilea, dove Io avevo preso rifugio per iniziare da lì la mia evangelizzazione, e i due parlarono di Me – dopo esser stati con Me per tutto il cammino e per un'intera giornata nella casa ospitale di un amico di casa mia, del parentado – agli altri pescatori.
   Ma l'iniziativa fu di Giovanni. (1, 47)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

wtorek, 9 sierpnia 2016

Dom Boży

Chocia Pan Bóg wszędzie jest, wszakże obiera sobie niektóre miejsca osobliwe, gdzie się ludziom ukazuje, i tamże osobliwym obyczajem chce być chwalony, i ludziom za modlitwami ich znaczne dobrodziejstwa czyni – dla tegoż je zowią Domem Bożym, i z pewnymi ceremoniami bywają poświęcone, jako to uczynił Jakob, i takie miejsca ludzie dobrzy z wielką uczciwością i bojaźnią zawsze czcili.

Ks. Jakub Wujek w wyjaśnieniu do Księgi rodzaju (28,17) w Biblia to iest Księgi Starego y Nowego Testamentv, Kraków 1599; pisownia uwspółcześniona