czwartek, 20 października 2016

Pożeracz życia

   Wymowne określenia w greckim przekładzie Pisma Świętego (Septuaginta):
węże żyjące duszami (ἑρπετὰ ψυχῶν ζωσῶν; Rdz 1,20), (uczynił Bóg) wszelką duszę żyjącą węży ((ἐποίησεν ὁ θεὸς) πᾶσαν ψυχὴν ζῴων ἑρπετῶν; Rdz 1,21).
   (To mowa o tych wężach, które zostały wyprowadzone z wody; choć dalej w Księdze rodzaju o wszystkich zwierzętach powiedziane jest, że mają w sobie duszę życia (ἔχει ἐν ἑαυτῷ ψυχὴν ζωῆς; Rdz 1,30), co wyraźnie wskazuje, że tutaj ta dusza oznacza zwyczajne tchnienie.) Powiedziałbym, że w szatanie ze stworzenia pozostała ta własność żywienia się duszami. I dodam: szatan ma duszę – tak, nawet nie jedną – ale na uwięzi (dusze skradzione i zagarnięte, bo złodziejem jest i łupieżcą); nie ma duszy własnej, życia własnego; bo Życia w nim nie ma, nie ma w nim Boga, ani Bóg nie ma z nim nic wspólnego.

środa, 19 października 2016

Początkowe nauczanie katechizmu: Część druga (15)

[s. 35>]

XV.

23   Teraz zaś może domagasz się, bym uiścił ten dług, do którego przed mojem przyrzeczeniem nie byłem zobowiązany, mianowicie, abym jakiego przykładu przemówienia, jakbym ja sam kogo katechizował – rozwinąć już tu się nie ociągał, lecz ci jako wzór do przypatrzenia się przedstawił. Zanim to uczynię, chcę, żebyś się zastanowił nad tem, że sposób zmierzania do celu inny jest u dyktującego, który myśli o przyszłym czytelniku, a inny u mówiącego, który zwraca uwagę na obecnego słuchacza; tem samem też inny upominającego na osobności, gdy niema nikogo obecnego, by sąd o nas wydawał, a inny uczącego o czemś publicznie, gdy rozbieżnie mniemających otaczają nas uszy; a i w tym sposobie inny, gdy poucza się jednego, reszta zaś jako sędziowie i świadki słuchają1 tego, co znają; inny, gdy wszyscy wspólnie wyczekują, co do nich wygłosimy; tem samem też jeszcze inny, gdy jakby poufnie odbywa się posiedzenie, by nawiązać rozmowę; inny, gdy lud w milczeniu – na jednym, z miejsca podwyższonego mówić mającym, zawiśnie i patrzy.
   Wiele też od tego zależy, gdy w takiej okoliczności mówimy, czy ludzi jest mało, czy dużo, wykształceni czy niewykształceni, czy z obydwu rodzajów zmieszani, mieszczanie, czy wieśniacy, czy też ci i owi pospołu, czy wreszcie lud ze wszystkich klas ludzkich zebrany. Bo nie może być, by słuchacze raz inaczej, drugi raz inaczej nie oddziaływali na mającego przemawiać, tudzież – by wygłaszane przemówienie nie nosiło jakby jakiegoś oblicza, wywołanego duchowym nastrojem głosiciela – i by stosownie do tej różnorodności nie oddziaływało różnie na słuchaczy, skoro i oni sami na siebie różnie nawzajem oddziaływują swoją obecnością.2 [s. 36>]
   Ponieważ zaś zajmujemy się teraz sprawą zaspokojenia duchowego głodu nieumiejętnych, otóż ja sam jestem Ci świadkiem, że za każdym razem inaczej przystosowuję usposobienie mego serca, gdy widzę przed sobą – wykształconego albo niepiśmiennego, obywatela, obcego, bogatego, ubogiego, nie mającego urzędu, piastującego godności, władzę jakąś dzierżącego, człowieka z tego lub owego narodu, tej lub owej różnicy wieku lub płci, przychodzącego z tej lub owej sekty, z tego lub owego pospolitego błędu – i odpowiednio do należytego usposobienia mego serca mowa moja stawia kroki, postępuje i kończy się.
   A ponieważ ta sama wszystkim należy się miłość, dlatego nie to samo dla wszystkich stosuje się lekarstwo. Sama mianowicie miłość – jednych rodzi, z drugimi postępuje jako ze słabymi, jednych stara się budować, innych lęka się obrazić, do jednych się nachyla, do drugich się podnosi, dla jednych łagodna, dla drugich surowa, dla nikogo nie nieprzyjazna, dla wszystkich matka.
   A kto nie doświadczył przez tę samą miłość tego, co mówię, a widzi, że zdolność pewna nam dana, znajdując chwalebne uznanie w ustach mnóstwa ludzi, sprawia radość, ten uważa nas stąd za szczęśliwych. Ale Bóg, przed którego oblicze przychodzi wzdychanie spętanych,3 niech wejrzy na uniżenie nasze i na pracę naszą, a odpuści wszystkie grzechy nasze.4 Przeto też, jeżeli Ci się co w nas podobało, żeś od nas chciał usłyszeć słowo, poświęcone troskliwości o twoje nauczanie, tedy lepiej zaznajomiłbyś się z tem wszystkiem, przypatrywując się i przysłuchiwując nam, gdy to czynimy,5 aniżeli czytając, gdy o tem dyktujemy.

XV. Według różnicy osób należy stosować przemówienie.
1  Podobnie jak w naszych szkołach na lekcjach praktycznych, wzorowych.
2  Widzimy, jak wszechstronne względy i okoliczności bierze św. Augustyn pod uwagę i każe się z niemi liczyć przy wybieraniu sposobu nauczania i oddziaływania wychowawczego.
3  Ps 79(78),11.
4  Ps 25(24),18.
5  Piękny ten rozdział kończy św. Augustyn tak ważną i bogatą myślą o potrzebie poglądowego przygotowania i wykształcenia katechetów na przykładach poprawnego prowadzenia lekcyj przez wybitnych fachowców tej dziedziny duszpasterstwa.

Z dzieła św. Augustyna: De Catechizandis redibus
Przekład: ks. Władysław Budzik
Wydanie: Jan Jachowski, Poznań 1929

wtorek, 18 października 2016

Nijakie

Gdy tworzył
nic nie było jakieś
więc powstało
piękne dzieło

(32) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Uzdrowienie trędowatego

   40 Wtedy przyszedł do Niego trędowaty i upadłszy na kolana, prosił Go: «Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić». 41 A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: «Chcę, bądź oczyszczony!» 42 Zaraz trąd go opuścił, i został oczyszczony. 43 Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, 44 mówiąc mu: «Bacz, abyś nikomu nic nie mówił, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich». 45 Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego. (Mk 1,40-45)

   12 Gdy przebywał w jednym z miast, zjawił się człowiek cały pokryty trądem. Gdy ujrzał Jezusa, upadł na twarz i prosił Go: «Panie, jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić». 13 Jezus wyciągnął rękę i dotknął go, mówiąc: «Chcę, bądź oczyszczony». I natychmiast trąd z niego ustąpił. 14 A On mu przykazał, żeby nikomu nie mówił: «Ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż ofiarę za swe oczyszczenie, jak przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich». 15 Lecz tym szerzej rozchodziła się Jego sława, a liczne tłumy zbierały się, aby Go słuchać i uzyskać uzdrowienie z ich niedomagań. 16 On jednak usuwał się na pustkowie i tam się modlił. (Łk 5,12-16)

   40 Καὶ ἔρχεται πρὸς αὐτὸν λεπρὸς παρακαλῶν αὐτὸν [καὶ γονυπετῶν] καὶ λέγων αὐτῷ ὅτι ἐὰν θέλῃς δύνασαί με καθαρίσαι. 41 καὶ σπλαγχνισθεὶς ἐκτείνας τὴν χεῖρα αὐτοῦ ἥψατο καὶ λέγει αὐτῷ· θέλω, καθαρίσθητι· 42 καὶ εὐθὺς ἀπῆλθεν ἀπ’ αὐτοῦ ἡ λέπρα, καὶ ἐκαθαρίσθη. 43 καὶ ἐμβριμησάμενος αὐτῷ εὐθὺς ἐξέβαλεν αὐτὸν 44 καὶ λέγει αὐτῷ· ὅρα μηδενὶ μηδὲν εἴπῃς, ἀλλ’ ὕπαγε σεαυτὸν δεῖξον τῷ ἱερεῖ καὶ προσένεγκε περὶ τοῦ καθαρισμοῦ σου ἃ προσέταξεν Μωϋσῆς, εἰς μαρτύριον αὐτοῖς. 45 Ὁ δὲ ἐξελθὼν ἤρξατο κηρύσσειν πολλὰ καὶ διαφημίζειν τὸν λόγον, ὥστε μηκέτι αὐτὸν δύνασθαι φανερῶς εἰς πόλιν εἰσελθεῖν, ἀλλ’ ἔξω ἐπ’ ἐρήμοις τόποις ἦν· καὶ ἤρχοντο πρὸς αὐτὸν πάντοθεν. (Mk 1,40-45)

   12 Καὶ ἐγένετο ἐν τῷ εἶναι αὐτὸν ἐν μιᾷ τῶν πόλεων καὶ ἰδοὺ ἀνὴρ πλήρης λέπρας· ἰδὼν δὲ τὸν Ἰησοῦν, πεσὼν ἐπὶ πρόσωπον ἐδεήθη αὐτοῦ λέγων· κύριε, ἐὰν θέλῃς δύνασαί με καθαρίσαι. 13 καὶ ἐκτείνας τὴν χεῖρα ἥψατο αὐτοῦ λέγων· θέλω, καθαρίσθητι· καὶ εὐθέως ἡ λέπρα ἀπῆλθεν ἀπ’ αὐτοῦ. 14 καὶ αὐτὸς παρήγγειλεν αὐτῷ μηδενὶ εἰπεῖν, ἀλλ’ ἀπελθὼν δεῖξον σεαυτὸν τῷ ἱερεῖ καὶ προσένεγκε περὶ τοῦ καθαρισμοῦ σου καθὼς προσέταξεν Μωϋσῆς, εἰς μαρτύριον αὐτοῖς. 15 διήρχετο δὲ μᾶλλον ὁ λόγος περὶ αὐτοῦ, καὶ συνήρχοντο ὄχλοι πολλοὶ ἀκούειν καὶ θεραπεύεσθαι ἀπὸ τῶν ἀσθενειῶν αὐτῶν· 16 αὐτὸς δὲ ἦν ὑποχωρῶν ἐν ταῖς ἐρήμοις καὶ προσευχόμενος. (Łk 5,12-16)

   Trędowaty wychodzi z rowu i wspina się na brzeg. Przeszedł go i zbliża się od strony łąki. Jezus, oparty o bardzo wysokie drzewo orzechowe, czeka na niego.
   «Nauczycielu, Mesjaszu, Święty, miej nade mną litość!» [– woła trędowaty] i osuwa się pod stopy Jezusa. Z twarzą przylegającą do ziemi mówi jeszcze:
   «O, mój Panie! Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić!»
   Potem ośmiela się podnieść na kolana. Wyciąga szkieletowate ramiona, powykręcane dłonie i podnosi kościstą twarz, całkiem wyniszczoną. Łzy spadają z chorych oczu, które zżarł trąd.
   Jezus spogląda na niego z wielką litością. Patrzy na zjawę, którą pożera tak straszliwa choroba, że jej bliskość znieść może jedynie prawdziwa miłość, tak jest odpychający i cuchnący. I oto Jezus wyciąga rękę, piękną zdrową prawicę, jakby chciał pogłaskać biedaka. Ten – nie podnosząc się – przechyla się gwałtownie do tyłu na pięty i krzyczy: «Nie dotykaj mnie! Miej nad Sobą litość!»
   Mimo to Jezus robi krok do przodu. Dostojny, tchnący słodką dobrocią kładzie palce na głowie toczonej trądem. Mówi głośno, głosem będącym samą miłością, ale i pełnym mocy:
   «Chcę tego, bądź oczyszczony!»
   [Jezus] trzyma przez kilka minut rękę na biednej głowie.
   «Wstań. Idź do kapłana. Wypełnij to, co nakazuje Prawo. Nie mów, co ci uczyniłem. Bądź tylko dobry, nie grzesz już nigdy więcej. Błogosławię cię».
   «O! Panie! – woła Samuel z radością, widząc przemianę przyjaciela. – Ablu! Jesteś całkiem uzdrowiony!»
   «Tak. Jest zdrowy. Zasłużył na to przez swoją wiarę. Żegnaj. Pokój niech będzie z tobą».
   «Nauczycielu! Nauczycielu! Nauczycielu! Już Cię nie opuszczę, nie mogę Cię opuścić!»
   «Uczyń to, czego wymaga Prawo. Potem jeszcze się zobaczymy. Po raz drugi [mówię ci]: niech Moje błogosławieństwo spocznie na tobie».
   Jezus odchodzi, dając znak Samuelowi, aby pozostał [z Ablem]. Dwaj przyjaciele płaczą z radości i przy świetle księżyca powracają do groty, aby po raz ostatni zatrzymać się w tym nieszczęsnym schronieniu. (II, 26: 6 lub 8 listopada 1944. A, 3957-3966)

   Il lebbroso emerge dal fosso e monta sulla sponda, la valica, si addentra nel prato. Gesù, col dorso addossato ad un altissimo noce, lo attende.
   «Maestro, Messia, Santo, pietà di me!» e si butta tutto fra l'erba, ai piedi di Gesù. Col volto al suolo dice ancora: «O Signore mio! Se Tu vuoi, Tu puoi mondarmi!». E poi osa alzarsi sui ginocchi e tende le braccia scheletrite, dalle mani contorte, e tende il volto ossuto, devastato... Le lacrime scendono dalle orbite malate alle labbra corrose.
   Gesù lo guarda con tanta pietà. Guarda questa larva d'uomo che il male orrendo divora, e che solo una vera carità può sopportare vicino, tanto è ripugnante e maleodorante. Eppure ecco che Gesù tende una mano, la sua bella, sana mano destra, come per carezzare il poveretto.
   Questo, senza alzarsi, si butta però indietro, sui calcagni, e grida: «Non mi toccare! Pietà di Te!».
   Ma Gesù fa un passo avanti. Solenne, buono, soave, posa le sue dita sulla testa mangiata dalla lebbra e dice, con voce piana, tutta amore eppure piena di imperio: «Lo voglio! Sii mondato!».    La mano rimane per qualche minuto sulla povera testa. «Alzati. Vai dal sacerdote. Compi quanto la Legge prescrive. E non dire quanto ti ho fatto. Ma solo sii buono. Non peccare mai più. Ti benedico».
   «Oh! Signore! Abele! Ma tu sei tutto sano!». Samuele, che vede la metamorfosi dell'amico, grida di gioia.
   «Sì. È sano. Lo ha meritato per la sua fede. Addio. La pace sia con te».
   «Maestro! Maestro! Maestro! Io non ti lascio! Io non ti posso lasciare!».
   «Fai quanto vuole la Legge. Poi ci vedremo ancora. Per la seconda volta sia su te la mia benedizione».
   Gesù si avvia facendo cenno a Samuele di restare. E i due amici piangono di gioia, mentre alla luce di un quarto di luna tornano alla spelonca per l'ultima sosta in quella tana di sventura. (1, 63)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

poniedziałek, 17 października 2016

niedziela, 16 października 2016

W obronie życia

Szacunek dla życia pod wszelką postacią!

   Masz prawo obciąć sobie włosy i paznokcie, masz nawet prawo odciąć własne ręce i nogi, jeśli potrzeba, ale nie masz prawa odcinać w sobie życia, które nosisz. Ono nie do ciebie należy. Ono jest osobnym życiem, osobnym człowiekiem należącym do Dawcy Życia, którym ty nie jesteś. Nie masz siły nawet sama sobie dodać życia, a co dopiero je stworzyć. Nie do ciebie należy. Nie masz też prawa sama sobie odebrać życia z uwagi na wartość daru i Tego, który go udzielił. Nawet jeśli zrobisz ze swojego życia wielkie śmietnisko albo jeśli ktoś doprowadzi cię do ciemnej rozpaczy, bez żadnej nadziei, nie wolno ci odebrać sobie życia, ani własnego, ani tego, które w sobie nosisz.
   Mówisz, że to płód, że to jeszcze nie człowiek. Gdzież twój rozum? Powiedz zatem gdzie zaczyna się człowiek? Czy wraz z pierwszym ruchem w łonie? Czy wraz z wyjściem z łona? Czy przy pierwszym wydanym jęku? Czy przy pierwszym słowie? A może po skończeniu osiemnastu lat? Dziwne, że nierozumna kura potrafi rozpoznać życie w jajku, które z troską chowa i wysiaduje w swoim własnym pierzu, a człowiek obdarzony rozumem sprzeciwia się życiu i sam oszukuje siebie nazywając życie nieżyciem, płód – nieczłowiekiem. Pozbawiony duszy człowieku, powróć do rozumu. Spójrz chociażby na przyrodę, jeśli nie potrafisz na Boga. Weź przynajmniej wzór ze zwierzęcia, jeśli nie potrafisz z Ducha i z Człowieka. Otwórz oczy, nie okłamuj siebie. Zauważ, że płód jest już życiem. Szanuj to życie. Szanuj wszelkie życie.
   A ziarno wrzucone w ziemię, gdy wykiełkuje, czy nie nazywasz tego rośliną? Czy nie cieszysz się wtedy? Czy nie troszczysz o nie? Czy nie podlejesz z nadzieją, że wyda później kwiatek albo owoc? A nasienie ludzkie, kiedy zapłodni komórkę jajową matki i przerodzi się w zarodek, czy nie nazwiesz go człowiekiem, widząc, że z czegoś życiodajnego zrodził się ktoś ożywiony i żywy? Dlaczego się okłamujesz, że to nie jest życie? Czy nie jesteś świadom, że później się rozrasta i ma główkę, rączki, nóżki, przeradzające się w głowę, ręce i nogi podobne do twoich? Wszędzie jesteś przewidujący i daleko patrzący, ale nie w tym, co tobie niewygodne, zgnuśniały człowieku, zapatrzony we własną wygodę i skupiony na sobie, nie poświęcający niczego dla innych.
   Może, kobieto, zostałaś zgwałcona i czujesz słuszną odrazę do płodu z nieczystego nasienia. Więc gwałtem chcesz odpowiedzieć na gwałt? Gwałtownym zabójstwem chcesz się zemścić na zupełnie niewinnym nowym życiu, które właśnie w tobie się poczęło? Poświęć się, aby donieść życie ze względu na sam szacunek dla życia, jeśli nie potrafisz wymazać urazy i zobaczyć dziecka jako niezależnego od nieczystego człowieka, który je spłodził. Każdy człowiek odpowiada sam za własne winy, a to dziecko czym zawiniło? Jeszcze nie wypowiedziało słowa, jeszcze nie zrobiło kroku, a już mu zarzucasz mnogie winy?
   Rozumiem, możesz czuć odrazę przez wspomnienie. Dziecko może przypominać tobie obrzydliwego gwałciciela, który je spłodził, a ty możesz nie potrafić wymazać odrażającego wspomnienia. W takim razie ponieś swoją hańbę przez krótki czas, przecierp ciężki czas ciąży i oddaj dziecko innym – takim, którzy mogą o nie się zatroszczyć bez uczucia odrazy. Poświęć własne cierpienia ze względu na wartość samego życia, na poszanowanie dla życia, bez względu na to, jak bardzo to będzie osobiście dla ciebie bolesne. Jesteś czymś więcej niż tylko własnymi mniemaniami, czymś więcej niż tylko własnymi doświadczeniami, nie żyjesz tylko dla siebie; jesteś stworzona dla miłości Boga i miłości bliźniego. Nie zabijaj więc tego bliźniego, którego Bóg zechciał, któremu dał życie i pozwolił na życie. Żyj i pozwól żyć innym. Nie masz prawa odbierać życia – nie masz prawa niszczyć daru Najwyższego – daru samej Miłości, Dawcy Życia.
   Tak mówi Ten, Który Jest.

sobota, 15 października 2016

Dopowiedź Stwórcy Wszystkiego

„Ja jestem Pan, i nie ma innego. Ja tworzę światło i stwarzam ciemności, sprawiam pomyślność i stwarzam niedolę” (Iz 45,6-7) – wszystko dla dobra.