Nie krzycz tak,
żeby nie było
słychać słów.
piątek, 26 marca 2021
czwartek, 25 marca 2021
(147) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Zapowiedź męki Jezusa i wyrzuty Piotra
21
Odtąd
zaczął Jezus Chrystus wskazywać swoim uczniom na to, że musi udać
się do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów
oraz uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia
zmartwychwstanie. 22
A
Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: «Panie,
niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie».
23
Lecz
On odwrócił się i rzekł do Piotra: «Zejdź
Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz po Bożemu,
lecz po ludzku».
(Mt 16,21-23)
31
I
zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy wiele musi wycierpieć, że
będzie odrzucony przez starszych, arcykapłanów i uczonych w
Piśmie; że zostanie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie.
32
A
mówił zupełnie otwarcie te słowa. Wtedy Piotr wziął Go na bok i
zaczął Go upominać. 33
Lecz
On obrócił się i patrząc na swych uczniów, zgromił Piotra
słowami: «Zejdź
Mi z oczu, szatanie, bo nie myślisz po Bożemu, lecz po ludzku».
(Mk 8,31-33)
22
I
dodał: «Syn
Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez
starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; zostanie zabity, a
trzeciego dnia zmartwychwstanie».
(Łk 9,22)
21
Ἀπὸ τότε ἤρξατο ὁ Ἰησοῦς
δεικνύειν τοῖς μαθηταῖς αὐτοῦ ὅτι
δεῖ αὐτὸν εἰς Ἱεροσόλυμα ἀπελθεῖν
καὶ πολλὰ παθεῖν ἀπὸ τῶν πρεσβυτέρων
καὶ ἀρχιερέων καὶ γραμματέων καὶ
ἀποκτανθῆναι καὶ τῇ τρίτῃ ἡμέρᾳ
ἐγερθῆναι. 22
καὶ προσλαβόμενος αὐτὸν ὁ
Πέτρος ἤρξατο ἐπιτιμᾶν αὐτῷ λέγων·
ἵλεώς σοι, κύριε· οὐ μὴ ἔσται σοι
τοῦτο. 23
ὁ δὲ στραφεὶς εἶπεν τῷ Πέτρῳ·
ὕπαγε ὀπίσω μου, σατανᾶ· σκάνδαλον
εἶ ἐμοῦ, ὅτι οὐ φρονεῖς τὰ τοῦ θεοῦ
ἀλλὰ τὰ τῶν ἀνθρώπων. (Mt
16,21-23)
31
Καὶ ἤρξατο διδάσκειν αὐτοὺς
ὅτι δεῖ τὸν υἱὸν τοῦ ἀνθρώπου πολλὰ
παθεῖν καὶ ἀποδοκιμασθῆναι ὑπὸ τῶν
πρεσβυτέρων καὶ τῶν ἀρχιερέων καὶ
τῶν γραμματέων καὶ ἀποκτανθῆναι καὶ
μετὰ τρεῖς ἡμέρας ἀναστῆναι· 32
καὶ παρρησίᾳ τὸν λόγον ἐλάλει.
καὶ προσλαβόμενος ὁ Πέτρος αὐτὸν
ἤρξατο ἐπιτιμᾶν αὐτῷ. 33
ὁ δὲ ἐπιστραφεὶς καὶ ἰδὼν
τοὺς μαθητὰς αὐτοῦ ἐπετίμησεν Πέτρῳ
καὶ λέγει· ὕπαγε ὀπίσω μου, σατανᾶ,
ὅτι οὐ φρονεῖς τὰ τοῦ θεοῦ ἀλλὰ τὰ
τῶν ἀνθρώπων. (Mk 8,31-33)
22
εἰπὼν ὅτι δεῖ τὸν υἱὸν τοῦ
ἀνθρώπου πολλὰ παθεῖν καὶ ἀποδοκιμασθῆναι
ἀπὸ τῶν πρεσβυτέρων καὶ ἀρχιερέων
καὶ γραμματέων καὶ ἀποκτανθῆναι καὶ
τῇ τρίτῃ ἡμέρᾳ ἐγερθῆναι. (Łk
9,22)
«Syn
Człowieczy zostanie wydany w ręce ludzi, dlatego że jest Synem
Boga i dlatego że jest też Odkupicielem człowieka. A nie ma
odkupienia bez cierpienia. Mój ból będzie cierpieniem członków,
ciała i krwi, dla wynagrodzenia za grzechy ciała i krwi. Moje
cierpienie będzie psychiczne, dla wynagrodzenia za grzechy umysłu i
uczuć. Będzie ono duchowe dla wynagrodzenia za winy duchowe. Będzie
całkowite. Dlatego właśnie o ustalonej godzinie zostanę ujęty w
Jerozolimie. Po wielu cierpieniach – zadanych przez Starszych i
Arcykapłanów, uczonych i faryzeuszy – zostanę skazany na
haniebną śmierć. A Bóg na to pozwoli, bo tak ma być. Jestem
bowiem Barankiem, który wynagradza za grzechy całego świata. I w
morzu boleści – jakie podzieli [ze Mną] Moja Matka i kilka innych
osób – umrę na szubienicy. Po trzech dniach – [mocą] Mojej
Boskiej woli – powstanę z martwych do życia wiecznego i
chwalebnego jako Człowiek. I będę nadal Bogiem w Niebiosach z
Ojcem i Duchem. Jednak przedtem muszę wycierpieć różne rodzaje
potworności. Moje Serce zostanie przeszyte Kłamstwem i
Nienawiścią...»
Chór
wzburzonych głosów wznosi się ku niebu w wonnym i ciepłym
powietrzu. Piotr, także zgorszony, ma przerażoną twarz. Ujmuje
Jezusa za ramię, prowadzi Go nieco na bok i mówi Mu po cichu do
ucha:
«O,
Panie! Nie mów tego. To nie jest dobre. Widzisz? Oni się gorszą.
Tracisz szacunek w ich oczach. W żadnym wypadku nie powinieneś
pozwolić na to. Poza tym nic podobnego nigdy Ci się nie przytrafi.
Po co więc przedstawiać to jako coś prawdziwego? Musisz się coraz
bardziej wznosić, pozyskiwać ludzki szacunek, jeśli chcesz zdobyć
ich uznanie. I musisz dopełnić [dzieła]... być może przez
ostatni cud, jakim byłoby zamienienie w proch Twoich nieprzyjaciół.
Ale nie możesz nigdy upokorzyć Siebie i upodobnić się do
złoczyńcy ponoszącego karę».
Piotr
wydaje się nauczycielem lub zatroskanym ojcem, czyniącym wyrzuty,
pełne zatrwożonej miłości, synowi, który wypowiedział jakieś
głupstwo.
Jezus
pochylił się nieco, żeby wysłuchać szeptu Piotra. [Teraz]
prostuje się, poważny i z błyskawicami w oczach. Są to błyski
gniewu. Woła głośno, żeby wszyscy usłyszeli i żeby ta lekcja
przydała się wszystkim:
«Odejdź
daleko ode Mnie! W tej chwili jesteś szatanem, który doradza Mi,
jak uchybić posłuszeństwu Mojemu Ojcu! To po to przecież
przyszedłem! Nie dla zaszczytów! Ty – doradzając Mi pychę,
nieposłuszeństwo, zatwardziałość pozbawioną miłości –
usiłujesz pociągnąć Mnie ku złemu. Odejdź! To ty jesteś dla
Mnie zgorszeniem! Nie pojmujesz, że wielkość nie mieści się w
zaszczytach, lecz w ofierze? [Nie rozumiesz,] że nic nie znaczy, gdy
ludziom wydajemy się robakami, jeśli tylko Bóg patrzy na nas jak
na aniołów? Ty, człowiek głupi, nie rozumiesz tego, co jest
wielkością dla Boga i racją Bożą. Widzisz, osądzasz, słuchasz
i mówisz według tego, co ludzkie».
Biedny
Piotr, zmiażdżony tym surowym wyrzutem, oddala się udręczony i
płacze... Nie są to łzy radości sprzed kilku dni, lecz łzy
smutku tego, który zrozumiał, że zgrzeszył i wywołał cierpienie
kogoś, kogo kocha. Jezus zostawia go płaczącego. Zdejmuje sandały,
podwija szatę i przechodzi w bród przez strumień. Inni naśladują
Go w milczeniu. Nikt nie ośmiela się już nic powiedzieć.
Z
tyłu, za wszystkimi, idzie biedny Piotr. Izaak i Zelota usiłują go
pocieszyć. Daremnie. Andrzej ogląda się za siebie kilka razy, żeby
na niego spojrzeć. Potem szepcze coś do bardzo strapionego Jana,
który jednak kręci głową na znak odmowy. Wtedy Andrzej podejmuje
decyzję. Biegnie do przodu, dochodzi do Jezusa i zwraca się do
Niego cicho, z widoczną obawą:
«Nauczycielu!
Nauczycielu!...»
Jezus
nie reaguje, mimo że [Andrzej] woła kilka razy. Wreszcie odwraca
się z surowym obliczem i pyta: «Czego chcesz?»
«Nauczycielu,
mój brat jest smutny... płacze...»
«Zasłużył
na to» [– odpowiada Andrzejowi Jezus.]
«To
prawda, Panie. Ale on wciąż jest człowiekiem... Nie zawsze potrafi
dobrze mówić» [– tłumaczy Piotra Andrzej.]
«Istotnie,
dziś mówił bardzo źle» – odpowiada Jezus. Jest już jednak
mniej surowy i błysk uśmiechu łagodzi wyraz Jego Boskich oczu.
Andrzej nabiera więc odwagi i ciągnie swą mowę w obronie brata:
«Ale Ty jesteś sprawiedliwy i wiesz, że to jego miłość do
Ciebie wywołała ten błąd....»
«Miłość
powinna być światłem, a nie – ciemnościami. On zaś uczynił ją
ciemnością i otoczył nią swego ducha».
«To
prawda, Panie. Jednak [zwykłe] opaski można zdjąć, kiedy się
chce. Nie jest tak jednak, kiedy ma się zaciemnionego ducha. Opaski
są na zewnątrz. Duch jest w środku, to żyjące jądro... Wnętrze
mojego brata jest dobre».
«Niechaj
więc zdejmie opaski, które na nie nałożył» [– mówi Jezus.]
«Z
pewnością to uczyni, Panie! Właśnie to robi. Odwróć się i
spójrz, jak jest wykrzywiony przez łzy, których Ty nie pocieszasz.
Dlaczego byłeś wobec niego tak surowy?» [– pyta dalej Andrzej]
«Dlatego
że on ma być „pierwszym”. Uczyniłem mu ten zaszczyt. Kto wiele
otrzymuje, wiele powinien dawać...» [– wyjaśnia Jezus.]
«O,
Panie! To prawda, tak. Ale czy nie pamiętasz Marii, siostry Łazarza?
A Jana z Endor? Aglae? ‘Pięknej z Korozain’? Lewiego? Dałeś im
wszystko... a oni dali Ci tylko pragnienie swego odkupienia...
Panie!... Wysłuchałeś mnie, gdy chodziło o ‘Piękną z
Korozain’ i o Aglae... Czy nie wysłuchasz mnie, [gdy proszę za]
Twoim i moim Szymonem, który zgrzeszył z miłości do Ciebie?»
Jezus
spogląda na ‘łagodnego’ – który ośmiela się natarczywie
prosić za swoim bratem, jak czynił to w cichości za Aglae i
‘Piękną z Korozain’ – i Jego twarz się rozpromienia. Mówi:
«Idź,
zawołaj swego brata. I przyprowadź go tutaj».
«O!
Dziękuję, mój Panie! Idę...» – i [Andrzej] oddala się
biegiem, szybki jak jaskółka.
«Chodź,
Szymonie. Nauczyciel już się na ciebie nie gniewa. Chodź, On chce
ci to powiedzieć».
[Piotr
się sprzeciwia:]
«Nie,
nie. Ja się wstydzę... Dopiero przed chwilą czynił mi wyrzuty...
Chce mnie widzieć, żeby robić to dalej...»
«Jak
ty Go mało znasz! Chodźmy, chodź! Czy sądzisz, że prowadziłbym
cię tam, żeby ci zadać ból? Gdybym nie był pewny, że czeka cię
wielka radość, nie nalegałbym. Chodź».
«Ale
co ja Mu powiem?» – mówi Piotr i rusza naprzód trochę
niechętnie. Powstrzymuje go ludzka natura, a zachęca duch, który
nie może się obyć bez wyrozumiałości Jezusa i Jego miłości.
«Co
ja Mu powiem?» – zastanawia się cały czas.
«Ależ
nic! Pokaż mu swą twarz i to wystarczy» – mówi Andrzej dla
dodania odwagi bratu.
Wszyscy
mijający ich po kolei uczniowie spoglądają na braci i uśmiechają
się. Pojmują, o co chodzi. Bracia zaś dochodzą do Jezusa. Piotr
jednak w ostatniej chwili zatrzymuje się. Andrzej nie zastanawia
się. Popycha go do przodu tak energicznie, jakby wypychał łódź
na głęboką wodę. Jezus zatrzymuje się... Piotr podnosi głowę...
Jezus spuszcza głowę... Patrzą na siebie... Dwie wielkie łzy
toczą się po zupełnie czerwonych policzkach Piotra...
«No,
chodź tutaj, wielkie bezmyślne dziecko, któremu służę za ojca
ocierającego łzy» – mówi Jezus. Podnosi dłoń, na której jest
jeszcze ślad rany zadanej w Giszali. Ociera łzy [Piotra] palcami.
«O,
Panie! Przebaczyłeś mi?» – pyta Piotr z drżeniem, ujmując dłoń
Jezusa w swe dłonie. Patrzy na Niego oczyma wiernego psa, który
pragnie otrzymać przebaczenie od pana.
«Nigdy
cię nie potępiłem...» [– mówi do niego Jezus.]
«Ale
przedtem...» [– przerywa Piotr.]
«Okazałem
ci miłość. Miłością jest nie pozwolić na zakorzenienie się w
tobie wykrzywionych uczuć i mądrości. Masz być pierwszym we
wszystkim, Szymonie Piotrze».
[Piotr
odpowiada:] «W takim razie... w takim razie Ty... jeszcze mnie
kochasz? Jeszcze mnie chcesz? To nie dlatego, że chciałbym
pierwszego miejsca... Wiesz o tym... Wystarczy mi nawet zająć
ostatnie, byle tylko być z Tobą, na Twojej służbie... i umrzeć
na Twojej służbie, Panie, mój Boże!»
Jezus
obejmuje go ramieniem i tuli do Siebie. Wtedy Szymon, który dotąd
nie puścił ręki Jezusa, okrywa ją pocałunkami... Szepcze,
uszczęśliwiony: «O, jakże cierpiałem!... Dziękuję, Jezu».
«Podziękuj
raczej twemu bratu. I umiej na przyszłość nieść swoje jarzmo
tak, jak należy, i po bohatersku». (IV [cz. 1-2], 34: 30 listopada 1945. A, 7146-7164)
«Il
Figlio dell’uomo sarà dato in mano degli uomini perché Egli è il
Figlio di Dio ma è anche il Redentore dell’uomo.
E non c’è redenzione senza sofferenza. La mia sofferenza sarà del
corpo, della carne e del sangue, per riparare i peccati della carne e
del sangue. Sarà morale per riparare ai peccati della mente e delle
passioni. Sarà spirituale per riparare alle colpe dello spirito.
Completa sarà. Perciò all’ora fissata Io sarò preso, in
Gerusalemme, e dopo avere già sofferto per colpa degli Anziani e dei
sommi sacerdoti, degli scribi e dei farisei, sarò condannato a morte
infamante. E Dio lascerà fare perché così deve essere, essendo Io
l’Agnello di espiazione per i peccati di tutto il mondo. E in un
mare di angoscia, condivisa da mia Madre e da poche altre persone,
morirò sul patibolo, e tre giorni dopo, per mio solo volere divino,
risusciterò a vita eterna e gloriosa come Uomo e tornerò ad essere
Dio in Cielo col Padre e con lo Spirito. (Cioè non più Dio in
Terra, (Figlio rimasto unito col Padre), ma Dio in Cielo, (Figlio
tornato nel Padre), come è spiegato in nota al Cap 342.
L’espressione è simile a quella riportata in Giovanni 16, 28:
“Sono uscito dal Padre e sono venuto nel mondo, ora lascio di nuovo
il mondo e vado al Padre”; ed è conforme alla formulazione del
“Credo”: “discese dal Cielo, … è salito al Cielo, siede alla
destra del Padre”). Ma prima dovrò patire ogni obbrobrio ed avere
il cuore trafitto dalla Menzogna e dall’Odio».
Un
coro di grida scandalizzate si leva per l’aria tiepida e profumata
di primavera.
Pietro,
con un viso sgomento, e scandalizzato lui pure, prende Gesù per un
braccio e lo tira un poco da parte dicendogli piano all’orecchio:
«Ohibò, Signore! Non dire questo. Non sta bene. Tu vedi? Essi si
scandalizzano. Tu decadi dal loro concetto. Per nessuna cosa al mondo
Tu devi permettere questo; ma già una simile cosa non ti avverrà
mai. Perché dunque prospettarla come vera? Tu devi salire sempre più
nel concetto degli uomini, se ti vuoi affermare, e devi terminare
magari con un ultimo miracolo, quale quello di incenerire i tuoi
nemici. Ma mai avvilirti a renderti uguale a un malfattore punito».
E Pietro pare un maestro o un padre afflitto che rimproveri,
amorevolmente affannato, un figlio che ha detto una stoltezza.
Gesù
che era un poco curvo per ascoltare il bisbiglio di Pietro, si alza
severo, con dei raggi negli occhi, ma raggi di corruccio, e grida
forte, che tutti sentano e la lezione serva a tutti: «Và lontano da
Me, tu che in questo momento sei un satana che mi consigli a venire
meno all’ubbidienza del Padre mio! Per questo Io sono venuto! Non
per gli onori! Tu, col consigliarmi alla superbia, alla disubbidienza
e al rigore senza carità, tenti sedurmi al Male. Và! Mi sei
scandalo! Tu non capisci che la grandezza sta non negli onori ma nel
sacrificio e che nulla è apparire un verme agli uomini se Dio ci
giudica angeli? Tu, uomo stolto, non capisci ciò che è grandezza di
Dio e ragione di Dio e vedi, giudichi, senti, parli, con quel che è
dell’uomo».
Il
povero Pietro resta annichilito sotto il rimprovero severo; si scansa
mortificato e piange… E non è il pianto gioioso di pochi giorni
prima. Ma un pianto desolato di chi capisce di avere peccato e di
avere addolorato chi ama.
E
Gesù lo lascia piangere. Si scalza, rialza le vesti e passa a guado
il ruscello. Gli altri lo imitano in silenzio. Nessuno osa dire una
parola. In coda a tutti è il povero Pietro, invano consolato da
Isacco e dallo Zelote.
Andrea
si volge più di una volta a guardarlo e poi mormora qualcosa a
Giovanni, che è tutto afflitto. Ma Giovanni scuote il capo con cenni
di diniego. Allora Andrea si decide. Corre avanti. Raggiunge Gesù,
chiama piano, con apparente tremore: «Maestro! Maestro!…».
Gesù
lo lascia chiamare più volte. Infine si volge severo e chiede: «Che
vuoi?».
«Maestro,
mio fratello è afflitto… piange…».
«Se
lo è meritato».
«E’
vero, Signore. Ma egli è sempre un uomo… Non può sempre parlare
bene».
«Infatti
oggi ha parlato molto male », risponde Gesù. Ma è già meno severo
e una scintilla di sorriso gli molce l’occhio divino.
Andrea
si rinfranca e aumenta la sua perorazione a pro del fratello. «Ma Tu
sei giusto e sai che amore di Te lo fece errare…».
«L’amore
deve essere la luce, non tenebre. Egli lo ha fatto tenebre e se ne è
fasciato lo spirito».
«E’
vero, Signore. Ma le fasce si possono levare quando si voglia. Non è
come avere lo spirito stesso tenebroso. Le fasce sono l’esterno. Lo
spirito è l’interno, il nucleo vivo. L’interno di mio fratello è
buono».
«Si
levi allora le fasce che vi ha messo».
«Certamente
che lo farà, Signore! Lo sta già facendo. Volgiti a guardarlo come
è sfigurato dal pianto che Tu non consoli. Perché severo così con
lui?».
«Perché
egli ha il dovere di essere “il primo” così come Io gli ho dato
l’onore di esserlo. Chi molto riceve molto deve dare…».
«Oh!
Signore! È vero, si. Ma non ti ricordi di Maria di Lazzaro? Di
Giovanni di Endor? Di Aglae? Della Bella di Corozim? Di Levi? A
questi Tu hai tutto dato… ed essi non ti avevano dato ancora che
l’intenzione di redimersi… Signore!… Tu mi hai ascoltato per la
Bella di Corozim e per Aglae… Non mi scolteresti per il tuo e mio
Simone, che peccò per amore di Te?».
Gesù
abbassa gli occhi sul mite che si fa audace e pressante in favore del
fratello come lo fu, silenziosamente, per Aglae e la Bella di
Corozim, e il suo viso splende di luce: «Và a chiamarmi tuo
fratello », dice «e portamelo qui».
«Oh!
grazie, mio Signore! Vado…», e corre via, lesto come una rondine.
«Vieni,
Simone. Il Maestro non è più in collera con te. Vieni, che te lo
vuole dire».
«No,
no. Io mi vergogno… Da troppo poco tempo mi ha rimproverato… Deve
volermi per rimproverarmi ancora…».
«Come
lo conosci male! Su vieni! Ti pare che io ti porterei ad un’altra
sofferenza? Se non fossi certo che ti attende là una gioia, non
insisterei. Vieni».
«Ma
che gli dirò mai? », dice Pietro avviandosi un poco recalcitrante,
frenato dalla sua umanità, spronato dal suo spirito che non può
stare senza la condiscendenza di Gesù e senza il suo amore. «Che
gli dirò?», continua a chiedere.
«Ma
nulla! Mostragli il tuo volto e basterà », lo rincuora il fratello.
Tutti
i discepoli, man mano che i due li sorpassano, guardano i due
fratelli e sorridono, comprendendo ciò che avviene.
Gesù
è raggiunto. Ma Pietro si arresta all’ultimo momento. Andrea non
fa storie. Con una energica spinta, uso quelle che dà alla barca per
spingerla al largo, lo butta avanti. Gesù si ferma… Pietro alza il
viso… Gesù abbassa il viso… Si guardano… Due lacrimosi
rotolano giù per le guance arrossate di Pietro…
«Qui,
grande bambino riflessivo, che ti faccia da padre asciugando questo
pianto», dice Gesù e alza la mano, sulla quale è ancora ben
visibile il segno della sassata di Giocala, e asciuga con le sue dita
quelle lacrime.
«Oh!
Signore! Mi hai perdonato? », chiede Pietro tremebondo, afferrando
la mano di Gesù fra le sue e guardandolo con due occhi di cane
fedele che vuole farsi perdonare dal padrone inquieto.
«Non
ti ho mai colpito di condanna…».
«Ma
prima…».
«Ti
ho amato. È amore non permettere che in te prendano radice
deviazioni di sentimento e di sapienza. Devi essere il primo in
tutto, Simon Pietro».
«Allora…
allora Tu mi vuoi bene ancora? Tu mi vuoi ancora? Non che io voglia
il primo posto, sai? Mi basta anche l’ultimo, ma essere con Te, al
tuo servizio… e morirci al tuo servizio, Signore, mio Dio!».
Gesù
gli passa il braccio sulle spalle e se lo stringe al fianco. Allora
Simone, che non ha mai lasciato andare l’altra mano di Gesù, la
copre di baci… felice. E mormora: «Quanto ho sofferto!… Grazie,
Gesù».
«Ringrazia
tuo fratello, piuttosto. E sappi in futuro portare il tuo peso con
giustizia ed eroismo. Attendiamo gli
altri. Dove sono?». (5, 346)
Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)
Zapis
grecki: wyd. Nestle-Aland 28
Przekład
polski Poematu
Boga-Człowieka napisanego
przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał
Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz.
1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6:
2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)
Zapis
włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo
come mi e' stato rivelato, Edizioni
Paoline, Pisa 2001
poniedziałek, 22 marca 2021
niedziela, 21 marca 2021
(102) Żywoty Świętych: Nicetas z Medikionu
Żywot
Ś. Nicety Opata,
pisany
od Teosterykta ucznia jego, położony u Metafrasta.
Żył około
roku Pańskiego, 780.
kiedy obrazobórskie kacerstwo zaczęte było.1
Niceta
urodzony w Bytyniej, skoro po śmierci matki swej, która ósmego
dnia na świat go wypuściwszy, umarła, będąc jedynakiem ojcu,
zaślubiony był na służbę Bożą – 2i
skoro z dzieciństwa wyrósł, sługom kościelnym oddany jest. Z
młodości nauk pilnował, dziecinnych się zabaw i igrania strzegł,
w młodym ciele męskie postępki po sobie pokazował, Psałterz
umiał, i w zakrystiej się około posług kościelnych latom swym
przystojnych, jako Samuel Prorok bawił. A potym prawdziwie świat i
rozkoszy jego opuszczając, do klasztora Medycyńskiego poszedł –
i od Nicefora, który na ten czas starszym tam był, na żywot
zakonny i doskonałość Ewangeliej ś. wyćwiczony był – tam
będąc, światu został, jako mówi Apostoł,3
ukrzyżowany, a świat też jemu – już nie żył sobie, ale
Chrystusowi i starszemu swemu – chęć wszytkę świecką w
niebieskich rzeczy pragnieniu umarzając. 4Trudność
onę która w nas jest ku szczeremu i uprzejmemu posłuszeństwu,
rychło w sobie wiarą wielką ułacnił – gdy to co mu starszy
rozkazał, za głos Boży sobie poczytał, a dworności żadnej i
wątpienia w tym co mu rozkazano nie przypuszczał, ale ochotnie
wypełniał. Myśl jego ustawicznie się na rozmyślaniu śmierci i
końca naszego bawiła. Brzuchowi swemu umiał rozkazować, mierne mu
tylo potrzeby dając, a nic zbytniego nie pozwalając. Czystość
cielesną tak chował, jakoby nie w ciele żył – gdy
nieskazitelnemu ciału to próchniejące podobne czyniąc, Anielski
żywot wiódł na ziemi. Popędliwości gniewliwej wiarował się
pilnie, a uprzejmość towarzyską miłując, nienawiść, zazdrość,
obmowy, posądzania, daleko od siebie oddalał – mowy próżnej i
żartownej się strzegł – nic nie umiał, jedno pismo ś.
rozmyślać, a ochotną modlitwę P. Bogu czynić – na okazowanie
też i próżnej u ludzi czci pragnienie, nic nie czynił – a
pokorą niezmyśloną każdemu się poniżał, i napodlejszemu
posłuszeństwo i poddaność ukazując – pochlebstwa żadnego z
miłości ku samemu sobie nie przypuszczał – chędogiej sukniej
nie szukał – ale ciałem swym gardząc, o to się starał, aby je
tylo czyste P. Bogu ofiarował.
Gdy
się tak długo i statecznie zachował, kapłanem został, i starszym
go klasztoru onego uczyniono. Czego acz nie rad przyjął, ale iż
się już był nauczył, niwczym się starszym swym nie sprzeciwił,
i mając to za wolą Bożą, na tym przestał. I pilnie trzodę onę
sprawując, prędko klasztor on w liczbie sług Bożych i w cnotach
doskonałości rozmnożył. Bo na sławę jego wiele ich świat
opuszczało a do niego szło. A miedzy innymi niejaki Atanazjus,
którego ociec tego jednego mając, a zacnym i bogatym będąc, z
klasztora mocą wziął, i szaty na nim mniskie drapając, drogiemi
go przyodział. 5Lecz
Atanazjus one drogie podrapał – a gdy był srogo od ojca bity,
umysłu nie mienił, tak długo aż ociec się obaczył, i
przepraszając syna, do onego klasztoru ś. Nicety ze czcią odesłał.
6Wielce
był ten Atanazjus pomocny ś. Nicecie do sprawowania braciej – bo
miłując się barzo spólnie, wiernie sobie pomagali do tego, aby
bracia we wszytkich cnotach Chrześcijańskich kwitnęli. Jeden był
barzo łaskawy, a drugi trochę surowszy – jeden na gromienie
niedbałych i występnych, a drugi na pociechę i pobudkę
bojaźliwych i stroskanych, swych darów używał. Na te też którzy
inne w postępku duchownym wybiegali, dobre oko mieli, aby w pychę i
rozumienie o sobie nie upadli. Miłość wielką miedzy bracią, jako
miedzy ucznie Chrystusowe szczepili. Mieli też tajemne swe widze,
którzy im odnosili, gdy bracia ich co sobie okrom oczu starszych
nieprzystojnie poczynali. Sam ś. Niceta upominaniem spólnym do
wszytkich, i osobliwie w komórce swej, osobnym rozmawianim, bojaźń
Bożą i doskonałe cnoty w serca ich szczepił, polewał, do wzrostu
i pożytku duchownego pomagał – jako wierny robotnik Pańskiej
winnice, i rolej Bożej. 7Zwłaszcza
gdyż ich tak nauczał, aby każdy z swoją pokusą, ciężkością,
tesknością, sumnieniem, wątpieniem, roztargnieniem, do niego
bieżał – a jemu się wszytkiej niemocy swej duchownej, jako
umiejętnemu lekarzowi, zwierzał. Z twarzy też drugdy i smutku
poznał upadek jaki, i ludzkiej natury ułomność – i wzywając
brata do komórki swej, przystojną mu radę i naukę do serca
włewał.
Potym,
jako mówi pismo: kto mnie czci, mówi Pan Bóg, uczczon też ode
mnie będzie – dał mu P. Bóg moc na czynienie ludziom niebieskich
dobrodziejstw w cudach i leczeniu rozmaitych niemocy. Niememu
młodzieńcowi znakiem krzyża ś. mowę przywrócił – od rozumu
odchodzącego brata, pomazaniem oleju świętego, ku pierwszemu
zdrowiu przywiódł – czarta od drugiego, który do zakonu wniść
chciał, modlitwą i krzyżem ś. odpędził. 8Za
czasów jego wszczęło się ono niezbedne kacerstwo Obrazobórskie,
które z kościołów Bożych obrazy z starodawna jeszcze od czasów
Apostolskich stawiane, wymiatało – czci Bogu i świętym jego w
obrazach uwłócząc. Gdyż cześć którą obrazowi czynim, na tego
się którego obraz jest, ściąga i wlewa.
Tego
kacerstwa powód był od samychże Cesarzów i Monarchów państwa
Rzymskiego. 9Bo
naprzód Leo trzeci, Isaurykus nazwany, nie pomniąc na Pana, który
mu królestwo dał, podniósł się przeciw jemu – i wymiatał
obrazy Chrystusowe, mówiąc: nie godzi się Chrystusa malować. A k
myśli swej nalazł onego złego Patriarchę Carogrodzkiego, który
mu tej niezbożności pomagał. 10A
po śmierci tego Cesarza nastał syn jego Konstantyn piąty, Kopronim
nazwany, jeszcze daleko gorszy – który nie tylo obrazy wymiatał,
ale i świętych świętymi zwać zakazał – ich kościami gardził
i za nic ich nie miał – i krótko mówiąc, zwierzchu był
Chrześcijaninem, a Żydem wewnątrz. Bo i przeczystą Matkę Bożą,
która nad wszytko stworzenie uczczona, i obroną a ucieczką jest
światu wszytkiemu, gardzić i z kościoła jej imię wyrzucić śmiał
– a przyczyny jej, którą się świat wspiera, ani wspomnieć
kazał – i na jej wzgardę ukazował mieszek z pieniądzmi, i
mówił: a drogi to mieszek? Odpowiedział ktokolwiek: tak drogi ile
w nim pieniędzy. A potym wysypawszy z niego pieniądze, pytał: a
teraz drogi jest? Powiadali: nic nie waży. 11A
on potym mówił: tak też Panna Maryja, póki miała w żywocie swym
Chrystusa, póty była ważną i drogą – ale skoro go porodziła,
staniała, a nic nie jest od innych różna. O niepoczciwe usta a
bluźnienie na Matkę Bożą nieznośne. Izali królowa syna
królewskiego porodziwszy, synowskiej czci już nie ma? Izali matka
póty tylo czci godna jest, póki w żywocie nosi? A co ten
bluźnierca od Żydów był różny? I nie mając na tym dosyć,
ktokolwiek tak czynić i trzymać z nim niechciał, abo go z ziemie
wywołał, abo mękami srogimi zabił, 12abo
w więzieniu gnoił, ścinał, ćwiertował, na pale wbijał święte
Boże wyznawce, którzy się o obrazy zastawiali, i onego Szczepana,
onemu drugiemu pierwszemu Szczepanowi podobnego, srodze zamordował.
Kryli się wierni po górach, po jaskiniach – a drudzy
przestraszeni przyzwalali – drudzy zwiedzieni w tenże błąd
upadali – drudzy się w mękach prawdy przeli – drudzy dla
rozkoszy, urzędów, panowania (jakich było więcej) niezbożnenu
onemu panu pochlebowali.
Starał
się ten zły pan o to nawięcej, aby zakonne ludzie i mnichy
wykorzenił i wszytki wygubił. 13Ten
to był Cesarz, którego gdy maluczkim dziecięciem chrzczono, wodę
w której był chrzczony, łajny swymi splugawił – wnet prorokował
Germanus Biskup Carogrodzki, iż miał Chrzest swój splugawić, i w
kościół Boży smród puścić – i tak się zstało. Po śmierci
tego tyranna syn jego krótko żyjąc Leo czwarty, tak złym się nie
pokazał – aż gdy i ten umarł, i nastąpiła Irene Cesarzowa z
maluczkim synem Konstantynem szóstym, ta wszytko za pomocą Bożą
naprawiła, 14i
o pokój Kościołowi Bożemu i naprawę jego, i przywrócenie
obrazów, przez zbór siódmy w Nicejej uczyniony, wiernie się
postarała. Potym nastał Leo piąty Cesarz, Armenikus nazwany, który
onego Leona trzeciego sprośnego wynalaźcę kacerstwa
obrazobórskiego i syna jego naśladując, błędy wznowił, i
wielkie rozerwanie w kościele uczynił, prawowierne srodze
prześladując. Nalazł swej myśli służących wiele, i w radzie
swej i miedzy kapłany, Jana niejakiego diabelskie naczynie, i miedzy
mnichy Leoncjusa niejakiego i Zozyma.
Ten
tedy Cesarz, chcąc to kacerstwo wznowić i po wszytkim państwie
swym rozsiać – zezwał do pałacu swego Biskupy i mnichy ze
wszytkiego Państwa swego – 15i
chciał aby z jego onymi heretyki przed nim dysputowali – a
zataiwszy heretyki w jednym pałacu swym, sam pierwej mówił z
Katolikami, czyniąc się przed nimi Katolikiem – i wyrwał obraz z
zanadrza, i mówił do Biskupów: ja też także jako i wy trzymam, i
obrazy czczę – ale muszę też i drugiej strony słuchać, a przy
kim prawdę być uznam, za tym pójdę – przeto chciejcie z nimi
rozmówić a onych też wysłuchać. 16Lecz
Patriarcha Niceforus i inni wszyscy Biskupi na to przyzwolić
niechcieli, aby ich na oczy puścić, a o to z nimi mówić mieli –
gdyż byli już od ś. Zboru Niceńskiego potępieni, a wiedzieli też
iż za nimi Cesarz stoi. I mówili wolnie Cesarzowi: Takie rzeczy
święte i kościelne nie na pałacu Cesarskim, ale na miejscu swym
przystojnym odprawować się mają. A Cesarz mówił: ale ja was
zgodzić i pojednać chcę – dajcie jedno im miejsce, iż ich
wysłuchamy co też mówią. Powiedzieli mu: jeśli nas zgodzić
chcesz – czemu jednej stronie pomagasz, one przechowywasz,
Katolikom usta po wielu miejscach zamykasz, i nauczać wolnie nie
dopuszczasz? Nie czyni tego jednacz, ale ten który już do jednej
strony przystał. 17Rzecze
Cesarz: przeto z nimi gadać niechcecie, iż wam pisma i prawdy
przeciw im nie zstaje. Odpowiedzieli przez Teofilakta
Nikomedyjskiego: mamy Cesarzu miły, świadek Chrystus, świadectwa i
pisma dosyć przeciw im – ale oni są ci, którzy mając uszy nie
słyszą, i oczy mając nie widzą. Im nic nie pomożem, a zwłaszcza
gdy nas twoja świecka ręka przyciska. Bo gdy im ty pomagasz, by
dobrze i Manicheusza heretyka tu teraz przywiódł – pewnie za
pomocą twoją na tym gadaniu wygra – a nam prawda żadna nie
pomoże.
I
powiedział Eutymius Sardeński Biskup: słuchaj Cesarzu – obrazy
jeszcze od wieków Apostolskich Kościół czci i onych używa –
jeśli podanie Apostolskie trzymać Apostoł każe – bądź tego
pewien, by i Anioł z nieba zstąpił a inaczej uczył, wyklęty u
nas będzie – a zwłaszcza iż święty Zbór Niceński, nie dawno
takie kacerstwo potępił. Ten Zbór sam Chrystus palcem swoim
napisał, dając Ojcom świętym taką zgodę i ducha jedności.
Nakoniec powiedział Teodorus zacny nauczyciel kościelny i ostry
kaznodzieja: Cesarzu nie wdawaj się w rzeczy kościelne i rządu ich
nie przewracaj – słuchaj co mówi Apostoł:18
Postawił Pan Bóg w Kościele naprzód Apostoły, potym Proroki,
potym Pasterze i Doktory na doskonałość świętych, a Królów
nigdziej nie wspomina – 19tobie
Cesarzu świeckie państwo i wojsko zlecone jest – tegoż ty pilnuj
– a sprawy kościelne Pasterzom i Doktorom pozostaw – a jeśli
niechcesz, wiedz iż około rzeczy już w wierze ś. postanowionych
nie tylo ciebie, ale i z nieba przychodzącego, nie posłuchamy.
20Zwątpiwszy
Cesarz o ich przełomieniu – wypędziwszy je niepoczciwie z pałacu,
wszytkich z ziemie
wywołał – Patriarchę
Nicefora wygnał, innego swego błędu uczestnika Teodora postawił –
i wielkie na kościół
prześladowanie puścił – i uczynił Żydowski
zbór, zebrawszy heretyckie
Biskupy,
którzy ojce
prawowierne
potępili – sami potępienie na głowy swoje kując.
Mnichy
także do swego kacerstwa pierwej łagodną namową Cesarz,
potym
mocą przyciągał – 21a
gdy mocnego serca ich przekonać nie mógł, wszytki na wygnanie
potępił.22
Ledwie byli pięć dni mniszy
oni na wygnaniu, a już kazał je
zasię nazad do Carogrodu, z takąż nędzą i trudnością
przyprowadzić – aby je
namową
ułowić, abo okrutnymi
mękami zniewolić mógł. I wsadzono je
w ciemne więzienie, tak jako chodzili, trudząc je
niewyspanim, zimnem i głodem – trochę im tylko chleba
spleśniałego a
wody śmierdzącej podając. Wszakże tym
zakonni oni ludzie zwyciężyć się nie dali, i umrzeć zaprawdę
radzi chcieli – aż
innę
na nie
samołówkę nalazł Cesarz
– wskazując do nich, iż nic innego po nich nie pragnie, jedno
żeby z Teodorem Patriarchą
Carogrodzkim
od niego postanowionym, uczestnictwo przyjęli, a do swych klasztorów
spokojnie poszli. 23I
tak zwiedzieni
oni mniszy,
niebacznie w grzech wpadli – przyzwolili, poszli do swych
klasztorów – acz potym
błędu swego żałując, poprawili.
24Lecz
Niceta na to żadną miarą zezwolić niechciał, wiedząc iż
uczestnictwo z heretykiem brać, nic
było innego,
jedno na jego błędy zezwalać, i z nim zaraz wyklętym być a
prawdy odstąpić. Wszakże gdy go namawiali oni starzy ojcowie, aby
wyszedł z nimi z więzienia, a mądrze nieco Cesarzowi
ustąpił, aby wszytkiego nie stracił – namówić się dał. I
wyszedł z nimi – i w kościele gdzie jeszcze było po staremu
malowanie, z innymi rękę dał Patriarsze
Teodorowi. 25Poszli
inni do swych klasztorów – a Niceta
się w serce uderzył, i zaraz żałować srodze swego upadku począł.
I chcąc się za pokutę na wieczne wygnanie, uciekaniem z państwa
heretyckiego, potępić – puścił się morzem do Prokonesu. Lecz
gdy mu tam przyszło na myśl, iż gdzie kto zgrzeszy tam też
pokutować ma, wrócił się do Carogrodu – gdzie wolnie chodząc,
prawdę i naukę Katolicką
o obraziech
sławił. Dowiedział się Cesarz
i przyzwać go do siebie kazał, pytając: czemuby
z innymi do swego klasztoru nie poszedł? A on mu powiedział: iżem
dlatego tu się wrócił Cesarzu,
abych tego żałował – iżem się starym onym towarzyszom uwieść
dał, a w tymem
ich posłuchał, biorąc z heretyki uczestnictwo. Wiedzże iż przy
starej ojcowskiej drodze stoję, dla której święci Biskupi
wygnani są od ciebie, i nigdy na ten błąd twój nie przyzwolę, by
mi gardło wziąć i męki wszytki zadawać miał.
Tedy
go Cesarz
do ciężkiego barzo więzienia do zamku Masselona dać, i trudzić
głodem i niewczasy
kazał.
26W
których przez sześć lat jako męczennik bez krwi trwając i długie
męczeństwo cierpiąc, śmierci się tyranna
onego doczekał – którego P. Bóg haniebną zgubą skarał. Bo
żołnierze wzburzywszy się, na pałac jego uderzyli – 27a
gdy do kościoła uciekł, a
przy ołtarzu śmierci ujść chciał – niegodny był od kościoła
pomocy, ten który kościoły burzył, i sługi kościelne męczył.
Po nim nastał Michał Cesarz,
który wszytki Biskupy
i mnichy
z wygnania i
z więzienia wyzwolił i pokój kościołowi
uczynił. Wyzwolony też był ten ś. Nicetas,
i obrawszy sobie jeden
wysep,
na nim
Anielski
żywot prowadził, i krótko tam żyjąc, zmorzony onym
więzieniem długim, rychło umarł. Taki był żywot tego
niebieskiego męża, którego P. Bóg uczcić i wsławić po śmierci
cudami raczył – jemuż
pokłon i służba wiekuista od wszytkiego stworzenia, na wieki
wiekom.
Amen.
28Oto
masz, wierny Czytelniku,
Obrazobórskie
kacerstwo – to jest tych którzy z kościołów obrazy wymiatali,
przed siedmią
set lat i dalej, na siódmym powszechnym zborze w Nicejej
potępione – które acz długo miedzy
Greki za powodem złych Cesarzów
i niektórych Patriarchów
Carogrodzkich
trwało – wszakże upaść jako fałsz i niezbożność musiało.
Gdy wiele męczenników miedzy
Katolickimi
synmi dla tego samego artykułu, woleli krew swoję
dać onym tyrannom
Cesarzom
Carogrodzkim
rozlewać, (jako niżej jeszcze o niektórych przeczytasz) a niżli
tego co jest
około
stawienia obrazów w kościele od Apostołów podano, i zwyczajem
starodawnym i koncyliami
ze wszystkiego świata zebranymi
potwierdzono, odstępować. Ci ludzie, co obrazów kościelnych i
znaku Krzyża
świętego nie radzi widzą ani czczą – dwie rzeczy własne
nieprzyjaciołom dusznym i pogaństwu po sobie pokazują. Pierwsza,
aby Bóg czci nie miał tam gdzie ją mieć może – bo
kto obraz czci, nie obraz, ale tego czyj jest obraz, czci – a kto
uprzejmie kogo częstuje – nie tylo obraz jego, ale i suknią,
jako ona krwią płynąca niewiasta,29
i cień nakoniec, jako Piotrów niektórzy, i ślad jego nóg,30
jako o wiernych Izajasz mówi,31
wielce
sobie waży. Druga, iż z serca ludzkiego wspominanie gęstsze na
Boga, i rozważanie dobrodziejstw jego,
wykraść i wybić chcą.
Bo kto tego nie widzi, iż co z oczu, to z serca – a na co chcemy
często wspominać, to sobie abo na piśmie, abo na znakach jakich w
oczu
stawim – zwłaszcza my ludzie ciałem obłożeni, którzy rzeczy
duchowne i niewidome wnet w zapomnienie puścim, a pojąć ich jedno
przez smysły
cielesne nie możem – i po widomych a cielesnych, niewidomych się
i cielesnych dopytywamy. Przetoż i obraz z widzenia, jako i nauka z
słuchania, do poznania nas
niewidomego
Boga wiedzie. Takich obrazów nigdy Pan Bóg nie zakazał, które do
niego
wiodą jako i nauka – i owszem świat ten wszytek, niebo i ziemię
postawił,32
jako tablice i obraz i księgi wszechmocności swej, i malowanie
niejakie a ślad Bóstwa swego niewidomego – po którym do jego
znajomości przychodzić mamy. Lecz tych obrazów zakazał, które
się właśnie bałwanami zowią, to jest, na których człowiek
przestaje, tak żeby bogami jego były – i ucieka się do nich,
prosząc bałwana, wedle
słów Prorockich:33
wybaw
mię, boś ty Bóg mój jest – czego
gdy w obraziech
prawowierni nie czynią, ale się raczej z obrazu malowanego,
o niewidomym
Bogu
naszym
Panie
Jezusie
pytają, i nań wspominają – słusznie i potrzebnie w Kościele
świętym jako jedno pismo prostych, postawione są.
2.
Obacz
obyczaje heretyckie – w
ten
czas na dysputacje wyzywają,
gdy świeckie
pany
po sobie mają – a tam gdzie temu miejsce na Koncylium
powszechne, w oczy świata wszytkiego nie idą. Uciekają od
światłości, aby się jasnością prawdy fałsz ich nie objawił –
szukają ciemnych kątów, aby przed prostymi a świeckimi i
niećwiczonymi ludźmi,
którzy zdrady ich rozeznać nie umieją, uczonymi się być
pokazali.
1 V. April. Kwietnia. Mart.
R. 3. Aprilis.
2 Poślubiony od ojca na służbę
Bożą.
3 Ga 6.
4 Trudność w posłuszeństwie
szczerym jako zwyciężał.
5 Atanazjus o zakonny żywot wiele
od ojca ucierpiał.
6 Różne natury i dary Boże do
sprawowania braciej.
7 Pokusy oznajmione starszym być
mają.
8 Kacerstwo obrazy wymiatające.
9 Cesarz Leo trzeci obrazobórca.
10 Obrazobórcy świętymi gardzili
i kościami ich, Bogarodzice nie czcili, i przyczyny jej.
11 Bluźnierstwo Kopronima Cesarza
na Bogarodzice.
12 Męczeństwo o obrazy i
prześladowanie.
13 Kopronimus abo Konstantyn V.
Cesarz Chrzest splugawił.
14 Siódme Koncilium przywróciło
obrazy.
15 Chytrość heretycka w
dysputacjach.
16 Katolicy o rzeczach raz na
koncylium potępionych dysputować z heretykami, gdy Cesarz heretyk
sędzią był, niechcieli.
17 Słowa heretyckie około
dysputacjej.
18 1 Kor 12.
19 Świecki urząd stanowić nie
może rzeczy duchownych.
20 Wygnani Biskupi dla obrazów.
21 Mniszy o obrazy wygnani i posadzani.
22 To zdanie („a gdy mocnego serca…”) nieobecne w wydaniu z 1598
roku. Natomiast obecny tam taki opis: „miedzy którymi ten to też
Nicetas do smrodliwego więzienia posadzony był. Potym go na
wygnanie zimie do zamku Masselona posłał – na którym wiele
złego ten Chrystusów wyznawca ucierpiał, od zimna, głodu, od
żołnierzów, którzy go prowadzili, i prędkim dróg dalekich
przebieżenim trudzili – jako też i inne tejże prawdy
Katolickiej uczestniki” (s. 286). Przyp. JS.
23 Mniszy niebacznie od Cesarza ułowieni.
24 Uczestnictwo z heretykiem co jest.
25 Zachowanie ś. Nicety i poprawa.
26 Sześć lat więzienie dla obrazów cierpiał.
27 Śmierć sroga Cesarza heretyckiego Leona.
28 Obrok duchowny. Kacerstwo obrazobórskie dawno potępione.
29 Mt 9.
30 Dz 5.
31 Iz 60.
32 Ps 104(103).
33 Iz 44.
Źródło:
Ks.
Piotr Skarga, Żywoty
Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły
rok,
Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja
typu „B”: Jakub Szukalski
środa, 3 marca 2021
Za was i za wielu
W liturgii Kościoła od wczesnych wieków, przy poświęceniu wina i przy jego przemianie w krew Boga, słyszymy słowa o tym, że krew jest przelewana „za was i za wielu” (np. w liturgii aleksandryjskiej, por. The Greek Liturgies, Cambridge 1884, s. 52-53). Jest to połączenie zapisu słów Jezusa obecnych w Ewangelii według św. Mateusza (Mt 26,28), Ewangelii według św. Marka (Mk 14,24) i Ewangelii według św. Łukasza (Łk 22,20). Jak rozumieć to szczególne wyrażenie „za was i za wielu”?
„Za was” oznacza Kościół, ponieważ Pan Jezus mówiąc tak, zwracał się do Apostołów obecnych przy Nim. Ci Apostołowie stanowią obraz Kościoła. W ten sposób wyrażenie „za wielu” w towarzystwie tego wcześniejszego „za was” okazuje się oznaczać cały świat, czyli tych, którzy nie należą do Kościoła. Określenie „za wielu” może nawiązywać do rozszczepienia obecnego w świecie, który wyznaje wielu bogów. Słowo „was” zaznacza jedność, a słowo „wielu” – różność. Jest to więc świat chrześcijański i świat pogański. Nie należy rozumieć tego „wielu” tak, jakby ktoś miał być z tego wyłączony. Zbawienie jest otwarte dla wszystkich, mimo że niewielu chce je przyjąć.
