niedziela, 1 grudnia 2019

(83) Żywoty Świętych: Abramius

Żywot Ś. Abramiusa,
pisany od ś. Efrema i Metafrasta. Żył około roku Pańskiego, 330. Surius Tom. 2.1

   Abramius rodziców uczciwych i bogobojnych, z młodu oświecony łaską Boską, im więtsze cnoty po sobie pokazował, tym więcej od rodziców był miłowan – których gdy podrósł, miłość wrodzona pobudzała, aby się z jego potomstwa cieszyli, a w małżeństwie go świętym prędko widzieli. 2Ale już on był sobie, abo raczej Duch Boży w nim, rzeczy świeckie obrzydził – iż mu się być jedną baśnią a komedią i cieniem wszytko tu na ziemi zdało – i nie miał wolej ani żoną, ani temi obchody świeckimi zabawiać żywota swego. Lecz długo proszony i z płaczem od rodziców – pomniąc iż czcić je Pan Bóg kazał – obrazić ich nie śmiejąc, małżonkę wziąć przyzwolił. Gdy już wesele kila dni trwało, dnia tego którego oblubienica do łożnice jego wprowadzona być miała – u stołu z oblubienicą w wielkim dostatku i hojności siedząc – widział na oko jakąś dziwną światłość, tak rozkoszną, i ku Boskim a niebieskim rzeczom myśl zapalającą – i inne mu wieczne wesele ukazującą – iż barzo z wielką tesknością końca obiadu doczekać mógł. 3Skoro się jedzenie skończyło, potajemnie się z domu wykradł – i trafiwszy na jednę chałupkę abo cellę blisko miasta, która mu pokój obiecowała, w niej się zataił – na swoje z światem i jego zabawami rozstanie. A pochwili zstanie się w domu ojca jego kłopot wielki – o młodzieńcu goście się wszyscy proszeni i przyjaciele pytają, a jego nie najdują – tak długo, aż wspomnią rodzicy na jego pierwsze przedsięwzięcie – a jako się nie z chucią do małżeństwa, ale więcej z prośby ich i usiłowania skłonił – i zrozumieją zaraz, iż zgoła gdzie na puste miejsca abo do klasztoru uszedł.
   Z pilnością szukając, ledwie go dnia siedmnastego naleźli w onej celli, samego jednego – w której aby pokojowi jego i upróżnieniu się na obmyślanie rzeczy Boskich nie przeszkadzali, użył w tym i rodziców i przyjaciół innych – 4a zamknąwszy się, i drzwi zaprawiwszy, jedno tylo okienko, na branie chleba i wody zostawując – przez dziesięć lat modlitwie, postom, i myślom niebieskim służył. Dziesiątego roku rodzicy jego umarli – i spadło nań niemałe dziedzictwo – które on jednemu przyjacielowi zleciwszy – prosił go aby więtszą część ubogim rozdał, a jego w tym ułacnił. Bo ni ocz się więcej nie starał, jedno aby wolną, a temi świata tego sprawami nie obciążoną myśl podnosić mógł na dobra one niebieskie przyszłe. Tak pięknie rozsiawszy dobra świeckie – sam się nawięcej w tej majętności kochał – nic nie mieć, jedno ubogą ciała żywność – wszytkie jego bogactwa były, płaszcz, włosiennica, i rogoża do sypiania, a kusz do wody brania. A im się więcej z majętności świeckiej obnażał – tym sobie więcej bogactwa dusznego przymnażał – nawięcej się na pokorę, i miłość, matkę cnót wszytkich zdobywając. 5Bliźniego zbawienie wielce miłował, a to co z ust jego wychodziło, słodziło dusze, i do cnót świętych je przywodziło – umiał mądrze jako ociec upominać, i w miłości karać – łaskawość wszytka i wdzięczność w nim kwitnęła, która wnętrzne jego postanowienie pokazowała. Przez pięćdziesiąt lat przed śmiercią, zacząwszy ostry żywot, nigdy nic z miary onej nie spuścił – i owszem sam się zawżdy wyścigał, pracej w pokucie sobie przyczyniając.
   Nie godziło się, ani tego P. Bóg dopuścił, aby taka pochodnia leżeć pod ławą a taić się miała – oznajmił go ludziom, i przywiódł do stanu kapłańskiego, i wojny męczeńskiej, takim obyczajem. W Helesponcie u Lampsaku było miasteczko jedno Tenia, w którym ludzie zaślepieni w pogaństwie, nie dali się do wiary Chrześciańskiej przywieść – nic im nie pomogło kazanie, i namowy wiela świętych, i uczonych kapłanów i mnichów – i pogróżki urzędowe sprawić w nich nic nie mogły. Przyszło na myśl Biskupowi onemu, aby do nich Abramiusa posłał, i ich go Apostołem uczynił – dufając łasce Bożej przy nim, iż one ludzie twarde do Pana Boga nawróci. 6Przyszedł sam Biskup z kapłany do jego chałupki – prosi aby kapłanem został, a on urząd pasterski na się przyjął. On się barzo biskupiego przyszcia do siebie wstydząc, prosił, mówiąc: com ja za nędznik przewielebny Biskupie – daj mi się napłakać za grzechy moje. A on mu mówił: używaj a nie zakopywaj darów Bożych – dałci P. Bóg naukę, wymowę, więtszą sobie łaskę u Pana Boga zjednasz, około dusz krwią Jego odkupionych robiąc. A on przedsię wołał: daj mi się za grzechy moje napłakać, na tak wielki urząd godzienem nie jest. 7Tedy go srodze gromić począł Biskup mówiąc: wiele masz cnót synu miły, i darów Boskich, opuściłeś świat, aleć jednej mym zdaniem, nawiętszej cnoty nie dostaje – to jest, abyś swą wolą i samego siebie opuścił, a posłuszeństwo, nawiętsze przykazanie Boże, wypełnił. A on dopiero płacząc, myśl swoję skłaniać do wolej Biskupiej i Bożej począł. A Biskup mu tym więcej przywodził, mówiąc: wielka jest wysługa u Boga, o bliźniego się też, nie tylo o swoje zbawienie starać – i to jest nawiętszy znak miłości ku Bogu, którego po Pietrze ś. Chrystus doznać chciał – 8bo na pokazanie miłości ku sobie, paść mu owce swoje, i starać się o zbawieniu bliźnich, rozkazał. Tedy go do miasta wziąwszy, kapłanem poświęcił, i one dusze złecił, tam go plebanem nad pogany czyniąc.
   Szedł tam z błogosławieństwem biskupim. A mając jeszcze nieco pieniędzy z ojczyzny swej u onego przyjaciela, któremu był rozdawanie jej na ubogie zlecił – 9naprzód w miasteczku onym piękny kościół zmurował wielkim kosztem. I dokonawszy go, prosił P. Boga, aby oświecił ludzie one, a zgromadził do onej owczarniej błędne, wlewając im Ducha swego świętego na wiarę. Ty wiesz, prawi, Panie mój, żemci dobrym sercem tu przyszedł, nic swego nie szukając, jedno czci Twojej. 10Uczyniwszy taką modlitwę, i żarliwością za Boga swego napełniwszy serce, szedł i rozmiatał, posiekał, rozproszył bałwany pogańskie w mieście onym. 11A pogaństwo ono, wiedząc iż to jego była sprawa – uderzyli nań, i wywlekli go z domu i kamieńmi utłukli, i za zabitego odeszli. A święty w pułnocy k sobie przyszedł – i mając za Bożą pomocą jeszcze z to siły, do kościoła zaszedł, i tam za one morderce swoje P. Bogu się modlił, i ofiarę czynił, mówiąc: Nie pomni Panie na grzechy ich – daj im uznanie imienia Twego.
   Po kila dni przyjdą oni pohańcy, oglądać on kościół pięknie zbudowany – i nalazszy Abramiusa ś. w nim, drugi raz go wywlekli, i ubili, i kijmi stłukli, i za umarłego także odeszli. A on wżdy o pułnocy k sobie przyszedł, i wrócił się do kościoła, i jeszcze tym więcej za nie gorącym sercem ręce one stłuczone podnosił, mówiąc: nie pogardzaj dziełem rąk Twoich, Panie – obraz Twój są ci, takżeś za nie krew swoję przelać i umrzeć raczył – użycz im światłości twarzy Twojej – aby Cię spólnie z nami poznawszy chwalili. Jeszcze i trzeci raz także przybieżeli nań, i ukołatali go, włócząc po mieście z wielkim gniewem i furią. A on one rany, kije, kamienie, wzgardy, przez trzy lata cierpiał, za ich się dobro ustawicznie Bogu korzył – a dla krzywdy swej, i zdrowia docześnego, zbawienia ich daleko droższego, i dusz ich nie opuścił, ani czartu ustąpił. Nigdy żadnemu za to źle nie myślił – ale na ich nienawiść kładł miłość – na ich gniew, łaskawość – na ich złorzeczenia, błogosławieństwo – na ich kamienie, modlitwy, jako plastr jaki, pod którym twarde guzy miękczeją.
   12Tak długo ich pięknie upominał, jako ociec syny, iż za darem Bożym czasu jednego, przypatrując się sprawom jego, i cierpliwości, wszyscy się skupiwszy rozmawiali: takeśmy wiele złego temu człowieku uczynili – a patrzcie jako to cierpi. Gdyby on jakiego Boga wiecznego i dobrego nie miał, który mu to płacić ma, dary bez pochyby wielkimi – nigdyby tego nie wytrwał ani cierpiał, aniby się tak o Boga swego zastawiał. A bogowie naszy, patrzcie jako się prędko obalić i zwojować dali, a żaden sobie sam nic nie pomógł. I zawołali spólnie wszyscy: pódźmy upadniem do nóg Abramiusa, a podajmy się nauce jego, i Bogu jego. Szli tedy hurmem wołając: chwała Tobie Jezu Chryste, któryś nam dał pasterza takiego, a oczyś nasze oświecił, od tych nas bałwanów niemych i mocy szatańskiej wybawiając. A on się temu barzo zdziwił – nigdy się tak hojnej łaski Bożej nie spodziewając. I przyjął ich jako ociec syny, i nauczał – i ochrzcił ich zaraz o tysiąc osób – i już jako na bujnej a tak nie rychło sprawionej ziemi, hojne pożytki i dobre żniwo zbierał. I co dzień lepiej je w wierze fundując, i w bogobojności, rok z nimi tak na onym pasterstwie przemieszkał.
   13Po roku bojąc się aby miedzy ludźmi bogomyślności swej nie utracił, a srogości zaczętej życia swego, prze krewkość człowieku wrodzoną nie odmienił – widząc iż już oni ludzie dobrze postanowieni są – cicho uciekł na pustynią. Ludzie w Niedzielę się zebrali, chcąc brać od swego pasterza błogosławieństwo – alić go nie najdą, i długo z smutkiem próżno go szukając, do biskupa bieżeli, żałość mu swoję i osierocenie oznajmując. A biskup także zafrasowany, szukać go kazał – a gdy nie nalazł, kapłanów swoich nabrawszy, służbę Bożą w mieście ich onym postanowił, pasterze im sadząc, i wszytko porządnie stanowiąc. O czym gdy się Abramius dowiedział, dopiero myśl jego ucichła – i ono troskliwe o duszach ludzi onych staranie z serca złożył. Lecz na pustyni onej srogie gabania czartowskie odnosił. 14Raz przyszedł do niego świetnie barzo i w wielkim majestacie, i rzecze mu: błogosławionyś starcze Abrami, nie masz nad cię w drodze Bożej nikogoż doskonalszego. Ale się oszukać pochlebstwem jego nie dał – zawołał nań srogo: stul gębę nieprzyjacielu, Chrystusci milczeć każe – jam jest proch i ziemia ze wszystkich nagrzeszniejszy. Potym i postrachy rozmaite nań puszczał – ale nigdy nic nie wygrał. Nakoniec zamilczeć się nie godzi jego Apostolskiego serca i dusz pragnienia, z których się jeszcze nakoniec popisał. Acz rzecz ma przodek smutny, ale wesołym dokonaniem ochłodzi czytelnika – która się tak ma.
   Brat jego rodzony umierając, zostawił jedyną córeczkę, na imię Mar, której też już była matka zeszła – tę przyjaciele przywiedli do ś. Abramiusa, jego ją opiece oddając – a dzieweczka siedm lat dopiero miała. On jej młodością i sieroctwem wzruszony, rozumiejąc iż ją miał P. Bogu na czysty i zakonny żywot pozyskać – aby też niebezpieczeństwa grzechów w stanie świeckim uszła, a zabawami świata tego młodości swej nie mazała – postąpił jej komórki nie daleko siebie. 15I tam ją zamknąwszy, przez okienko jej potrzeby duszne i cielesne opatrował. Nauczył ją Pisma Świętego, nabożeństwa, służby Bożej, i ćwiczenia zakonnego – i tak wychował, jako kokosz kurczę pod skrzydłem swym – a panienka brała we wszystkim dobrym prędki pochop – i nad lata rozum duchowny mając, starość swego stryja dobremi postępki uweselała. Gdy była w wielkim i u innych i u ś. Efrema podziwieniu, a lat doszła dwudziestu – jeden człowiek mnich po sukni, ale złośliwy wilk wewnątrz, nawiedzając Abramiusa, ujźrzał też tę synowicę jego, której urodą zraniony, do sprośnych ją myśli pobudził, i zwiódł – tak iż z onej komórki wyszła, i z onym przeklętym człowiekiem czystość swoję straciła, rozkoszą cielesną zwyciężona. Czego wnetże ciężko żałując, sama na się gorzko narzekała, mówiąc: Niestety mnie nędznej, mieszkanie i kościół Boży pomazałam – zmowem z Panem Bogiem rozsypała – i wszytkę przeszłą moję pracą za maluczką rozkosz utraciłam – com zbudowała, tom wszytko obaliła. Jako mam w niebo wejźrzeć? Jako usta na chwałę Bożą otworzyć? Jako mam na miłego stryja patrzyć? A co mi i płacz mój pomoże? 16I tak poczęła w rozpacz wpadać, a do pierwszego grzechu jeszcze więtszy przyczyniać. Bo pobieżała do miasta Esa, i tam się na sprośny i nierządny żywot, z urody i młodości swojej, niepoczciwego zysku i rozkoszy szukając, udała. Stryj jej gdy się dowiedział, a jej w onej komórce nie nalazł – wpadł w wielki smutek – a nie wiedząc o innej radzie, Pana Boga ustawicznie za n prosił, aby do końca nie zginęła, a do prawej kiedy skruchy i nawrócenia przyść mogła.
   A po dwu leciech dowiedział się o niej gdzie była – a jako na sprośnym warstacie nieczystości przy jednym gościńcu i karczmie zasiadła. 17Tedy nie pomniąc na stare lata swoje, porzuciwszy komórkę, i pustelnicze zabawy, i mniskie szaty, i posty, na wybawienie dusze onej, wziął świeckie żołnierskie odzienie, dostał pieniędzy – wsiadł na konia – i jachał do onego miasta, i do gospody onej. A nie mogąc inaczej ku jej rozmowie przyść (bo się uczciwych ludzi strzegła, a nieuczciwym miejsce dawała) wziął na się obraz grzesznika, jakoby grzechu szukać miał. I cicho powiedział gospodarzowi, iż u niego o takiej urodziwej białejgłowie słyszał, a iż dla niej przyjachał, pieniędzy nie żałując. Gospodarz patrząc na jego starość, na sercu się z niego śmiał – wszakże łakomy na pieniądze, wszytko mu obiecał – i uczyniwszy hojną wieczerzą, onę synowicę jego odzieniem zwodzicielskim przybraną, do niego przywiódł. Gdy ją ujźrzał, a ona go nie poznała – wielką na sercu zjęty boleścią, chcąc łzy hamować, aby jej nie odstraszył, nie mógł żadną miarą, aż na stronę się obracając, strumienie ony z oczu ocierał. A chcąc się lepiej zataić, używał słów do niej łagodnych, i żartów jej obyczajom służących. 18Siedząc podle niego, a ręce swoje na jego szyję kładąc – poczuła z czystych a niepokalanych onych członków, które się tak dawną służbą Boską poświęciły, moc i wonność niejaką duchowną – iż wspomnieć na swój zły żywot i gryźć się w sumieniu, i narzekać musiała, mówiąc na sercu: Niestety jako mnie teraz ziemia nie pożrze – tak iż jej gospodarz rzekł: Maria, jeszczem cię przez te dwie lecie smutniejszej nie widział. A ona rzecze: Boże bych była przed dwiema laty lepiej o sobie radziła. A ś. Abramius to słysząc, bał się aby go nie poznała, a prze wstyd i bojaźń, on ptak który już u sieci był, wspłoszony nie był – począł jej świecką a dobrą myśl czynić, bezpieczniejszych słów niż pierwej używając.
   I kazał przynosić potrawy – a on człowiek, który i pojźrzeć na niewiastę nie śmiał – a nigdy mięsa nie jadł, i wina nie pił – począł jeść i pić z nierządnicą dla pozyskania dusze jej – pomniąc iż i Paweł ś. dla tejże przyczyny i obmywał się po Żydowsku, i głowę golił, i Tymoteusza obrzezał.19 A po wieczerzy gdy z nią wszedł na pokój – zaparł ostrożnie drzwi, a widząc iż mu już uciec nie mogła, jąwszy ją za rękę, ukazał jej głowę swoję, i rzekł: 20Maria córko moja nie znasz m? Nie znasz stryja swego? Coć się stało? A gdzie one Anielskie mniskie szaty? Gdzie twój żywot i ciało z Chrystusem ukrzyżowane? Gdzie czystość twoja Bogu poświęcona? Gdzie on Anielski żywot? Gdzie ona chwała z ust twoich, i łzy skruszonego serca z oczu twoich? Z tak wysokich cnót, do tak głębokiego piekła wpadłaś. Czemuś mi o onym upadku swym pierwszym nie oznajmiła – a do prawej się skruchy i pokuty nie uciekła? Czemuś śmiała rozpaczyć w dobroci Bożej? Proszę wżdy się teraz sama nad sobą, a nad starością moją zmiłuj – niechciej tak mojej starości pożegnać, abych tak na ten sprośny żywot twój i potępienie dusze twej patrząc umarł – a sama chciej póki czas masz, z wiecznego piekła wyzwolić duszę twoję. A ona na te słowa spuściwszy oczy, jako słup jaki zdrewniała – stała bez mowy, ledwie się czując, iż żywa. A on jej rzecze: czemu nie mówisz namilsza synowico moja? U P. Boga tobie zgotowane odpuszczenie jest – ja grzechy twoje na się biorę – ja za cię liczbę Chrystusowi uczynię – jedno zemną pódź na pustynią do pierwszego mieszkania twego. 21A ona dopiero rzecze: jeśliż na twoję twarz, namilszy ojcze, patrzyć prze wstyd i hańbę nie mogę – a jako się przed P. Bogiem ukazać mam, prze taką sprośność moję? A on rzecze drugi raz: już grzechy twoje niechaj na mnie będą, jedno uczyń co radzę – ono i święty a mądry Efrem o to się frasuje – niechciej nas dalej zasmucać takiemi postępki twojemi. Tedy zatym upadła do nóg jego, jako ona Magdalena, i polewała je hojnymi łzami, i w prawej się skrusze do P. Boga nawróciła. Już świtało, a on jej kazał tajemnie wyniść za sobą – i one szaty, złoto i pościeli kosztowne porzucić. Wsadził ją na konia, a sam pieszo konia pod nią wiódł. I gdy przyszli do mieszkania pustelniczego – zamknął ją w komorze wnętrznej, a sam w przedniej przemieszkiwając, patrzył na dziwną i wielką pokutę jej – w której oczyściona, i cuda potym nad niemocnymi czyniła – tak z weselem żywota tego Abramius barzo zstarzały dokonał, roku P. 337. – a ona też w pięć lat po nim szczęśliwie duszę swoję P. Bogu oddała – któremu przez Jezusa Chrystusa, Pana i Boga naszego, wieczne panowanie i sława na wieki wiekom. Amen.

   22Pasterstwo dusz ludzkich, jako wielkiej miłości ku Bogu znakiem jest, tak też wielką z sobą zapłatę niesie – ale temu, kto na nie porządnie powołany, z dobrym prostym sercem idzie – żeby Bożego zysku a nie swego szukał. Ale kto dla prowentów i dobrego mienia, szafowanie dusz ludzkich bierze, a czego Boże uchowaj, jeszcze się go sam domaga – nie tylo Bożej miłości znaku w sobie nie ma, ale sprośnym najmitem i świętokradźcą się zstaje. Od czego odwodząc Piotr święty mówi:23 Paście trzodę Bożą opatrując ją, nie poniewolnie, ale dobrowolnie, nie dla sprośnego zysku.
   2. Ten Święty na tę pleban jakie prowenty miał? Dochochodziły go częste kamienie i kije, a jednak mu były miłe – zagasić jego miłości nie mogły – nieprzyjaciołom swoim dobrze czynił, i z serca je miłował. Taką cierpliwością i miłością zwyciężyli świat Apostołowie i potomkowie ich – na którą patrząc pogaństwo, jako tu widzisz, kruszyć się, a kamieniste rozpuszczać się ich serca musiały. By w nas takich cnót jakie cząstki były, obalićby się i kacerstwa musiały, a staćby długo nie mogły – a teraz w takim swym niestatku i matactwie, naszym tylo łakomstwem, i nie pilnym a nie prostym do straży dusz ludzkich sercem, stoją.
   3. Jeszcze się dziwuję, i barzo mi to pięknie zawoniało w tym Świętym – iż się kamieni, kijów, ran, u tych ludzi nie bał – a miłości się ich i życzliwości bał. Od bicia i prześladowania nie uciekł – a od przyjaźni ich uciekał. Rychlej się bał upadku, abo osłabienia dróg życia swego w pokoju, a niżli w onej wojnie. Znali Święci, iż nas rychlej miłość ludzka zepsuje – niżli nam nieprzyjaźń zaszkodzi. Przeto trzeba być ostrożnym. Wielka miłość ku bliźniemu tego Świętego, która go z pokoju wypędziła – ale wielka też i około siebie ostrożność, która go, gdy sprawił co miał sprawić, do komórki wpędziła. Piękny pałac, wielką pracą i krwią swoją zbudowawszy, innym go ku mieszkaniu oddał – winnicę wszczepiwszy, sam z niej jagód nie pożywał.24 Tak czynili Święci, na się prace, rany, kłopoty brali, aby bliźnim swym rzeczy spokojne oddali – a sami się u Pana Boga innej zapłaty upominać mogli.
   4. Kto swe posty, modlitwy, i inne nabożeństwa, nad zbawienną potrzebę bliźniego przekłada, patrz z tego przykładu, jako miłości Bożej i bliźniego mało w sobie ma.

1  XVIII. Martii. Marca.
Komedia i cień wszystko na ziemi.
Uciekł od oblubienice Abramius.
Dziesięć lat zamkniony rzeczy zbawienne obmyśla.
Pomoc bliźniemu w rozmowie dać umiał.
Na kapłaństwo z trudnością przyzwolił.
Posłuszeństwo, nawiętsze przykazanie Boże, w którym człowiek samego siebie, i swą wolą wzgardza.
Obmyślanie o duszach ludzkich, znak wielkiej miłości ku Bogu.
Kościół miedzy pogany murował.
10  Bałwany posiekał.
11  Męczeństwo Abramiusa.
12  Cierpliwością niewierne nawrócił.
13  Uciekł na puszczą nawróciwszy pogany.
14  Pochlebstwo czartowskie.
15  Synowicę na pustyni wychował.
16  Grzech za grzechem idzie.
17  Dla dusznego pozyskania patrzaj co czyni.
18  Członków świętych i czystych moc duchowna.
19  Dz 16; 21.
20  Oznajmił się synowicy swojej.
21  Jeśli się sprośny człowiek człowieka poczciwego tak barzo wstydzi – a cóż Pana Boga i Aniołów Jego na dzień sądny.
22  Obrok duchowny.
23  1 P 5.
24  1 Kor 9.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

piątek, 22 listopada 2019

(129) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Nielitościwy sługa

   23 Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. 24 Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. 25 Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać. 26 Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. 27 Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował. 28 Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” 29 Jego współsługa padł przed nim i prosił go: Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie. 30 On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. 31 Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. 32 Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. 33 Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” 34 I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu. 35 Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu. (Mt 18,23-35)

   23 Διὰ τοῦτο ὡμοιώθη ἡ βασιλεία τῶν οὐρανῶν ἀνθρώπῳ βασιλεῖ, ὃς ἠθέλησεν συνᾶραι λόγον μετὰ τῶν δούλων αὐτοῦ. 24 ἀρξαμένου δὲ αὐτοῦ συναίρειν προσηνέχθη αὐτῷ εἷς ὀφειλέτης μυρίων ταλάντων. 25 μὴ ἔχοντος δὲ αὐτοῦ ἀποδοῦναι ἐκέλευσεν αὐτὸν ὁ κύριος πραθῆναι καὶ τὴν γυναῖκα καὶ τὰ τέκνα καὶ πάντα ὅσα ἔχει, καὶ ἀποδοθῆναι. 26 πεσὼν οὖν ὁ δοῦλος προσεκύνει αὐτῷ λέγων· μακροθύμησον ἐπ’ ἐμοί, καὶ πάντα ἀποδώσω σοι. 27 Σπλαγχνισθεὶς δὲ ὁ κύριος τοῦ δούλου ἐκείνου ἀπέλυσεν αὐτὸν καὶ τὸ δάνειον ἀφῆκεν αὐτῷ. 28 ἐξελθὼν δὲ ὁ δοῦλος ἐκεῖνος εὗρεν ἕνα τῶν συνδούλων αὐτοῦ, ὃς ὤφειλεν αὐτῷ ἑκατὸν δηνάρια, καὶ κρατήσας αὐτὸν ἔπνιγεν λέγων· ἀπόδος εἴ τι ὀφείλεις. 29 πεσὼν οὖν ὁ σύνδουλος αὐτοῦ παρεκάλει αὐτὸν λέγων· μακροθύμησον ἐπ’ ἐμοί, καὶ ἀποδώσω σοι. 30 ὁ δὲ οὐκ ἤθελεν ἀλλ’ ἀπελθὼν ἔβαλεν αὐτὸν εἰς φυλακὴν ἕως ἀποδῷ τὸ ὀφειλόμενον. 31 ἰδόντες οὖν οἱ σύνδουλοι αὐτοῦ τὰ γενόμενα ἐλυπήθησαν σφόδρα καὶ ἐλθόντες διεσάφησαν τῷ κυρίῳ ἑαυτῶν πάντα τὰ γενόμενα. 32 Τότε προσκαλεσάμενος αὐτὸν ὁ κύριος αὐτοῦ λέγει αὐτῷ· δοῦλε πονηρέ, πᾶσαν τὴν ὀφειλὴν ἐκείνην ἀφῆκά σοι, ἐπεὶ παρεκάλεσάς με· 33 οὐκ ἔδει καὶ σὲ ἐλεῆσαι τὸν σύνδουλόν σου, ὡς κἀγὼ σὲ ἠλέησα; 34 καὶ ὀργισθεὶς ὁ κύριος αὐτοῦ παρέδωκεν αὐτὸν τοῖς βασανισταῖς ἕως οὗ ἀποδῷ πᾶν τὸ ὀφειλόμενον. 35 οὕτως καὶ ὁ πατήρ μου ὁ οὐράνιος ποιήσει ὑμῖν, ἐὰν μὴ ἀφῆτε ἕκαστος τῷ ἀδελφῷ αὐτοῦ ἀπὸ τῶν καρδιῶν ὑμῶν. (Mt 18,23-35)

   I Jezus, którego otaczali jedynie apostołowie w miejscu zamkniętym przez krzewy, zwraca się do uczniów zgromadzonych z szacunkiem na uboczu, na polanie ozdobionej zbiornikiem pełnym przejrzystej wody. Uśmiech Jezusa jest jakby znakiem, że będzie przemawiał. I idzie [ku nim] Swym powolnym, długim krokiem, dzięki któremu – nie śpiesząc się – w niewielkim czasie pokonuje dużą odległość. Wszyscy się cieszą i otaczają Go kołem, jak dzieci [stojące] wokół kogoś, kto sprawia im radość. Jezus [ma wokół Siebie] wieniec uważnych twarzy. Znajduje miejsce i opierając się o drzewo zaczyna mówić.
   «To, co powiedziałem najpierw do ludu, [przedstawię] wam w doskonalszej [formie], bo jesteście wybranymi. Apostoł Szymon, syn Jony, zapytał Mnie: „Ile razy mam przebaczyć? Komu? Dlaczego?” Odpowiedziałem tylko jemu, a teraz powtórzę wszystkim Moją odpowiedź, gdyż powinniście ją odtąd znać.
   Posłuchajcie dobrze, ile razy i jak, i dlaczego trzeba wybaczać. Trzeba wybaczać, jak Bóg przebacza. On, wobec którego grzeszy się tysiące razy, [przebacza], jeśli [człowiek] nawraca się tysiące razy. Byle tylko widział, że u winnego nie ma pragnienia grzeszenia, poszukiwania tego, co skłania do grzechu, lecz przeciwnie – grzech jest tylko owocem ludzkiej słabości. Kiedy jednak [człowiek] chętnie1 trwa w grzechu, nie może być wybaczenia za znieważanie Prawa. Nawet jeśli czyjeś błędy zasmucają was osobiście, przebaczajcie. Przebaczajcie zawsze temu, kto was krzywdzi. Przebaczajcie, żeby uzyskać przebaczenie, gdyż i wy popełniacie błędy wobec Boga i waszych braci. Przebaczenie otwiera Królestwo Niebieskie tak człowiekowi otrzymującemu przebaczenie, jak i temu, który go udziela. To przypomina wydarzenie, do jakiego doszło pomiędzy królem i jego sługami.
   Pewien król chciał uregulować rachunki ze swymi sługami. Przywoływał jednego po drugim, rozpoczynając od tych, którzy byli najwyżsi rangą. Przybył jeden, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów, lecz nie miał z czego spłacić pożyczek danych mu przez króla na wybudowanie domów i [nabycie] różnych dóbr. Stało się tak, gdyż w rzeczywistości – z powodów mniej lub bardziej słusznych – nie używał ze zbytnią starannością sumy otrzymanej na [realizację] swych planów. Król-pan uniósł się gniewem z powodu jego lenistwa i niedotrzymania słowa. Nakazał, żeby sprzedano jego samego, jego żonę, dzieci i wszystko, co posiadał, aż zostanie spłacony dług. Sługa jednak rzucił się do stóp króla i prosił go ze łzami i z błaganiami: „Pozwól mi odejść. Miej jeszcze trochę cierpliwości, a oddam ci wszystko, co jestem ci winien, aż do ostatniego denara”. Król poruszony tak wielkim bólem – bo to był dobry król – nie tylko zgodził się na jego prośbę, ale dowiedziawszy się, że pomiędzy przyczynami jego braku pilności i niespłacenia [długu] były też choroby, darował mu dług.
   Poddany odszedł szczęśliwy. Wychodząc jednak stamtąd, spotkał na drodze innego poddanego, ubogiego, któremu pożyczył sto denarów z dziesięciu tysięcy talentów otrzymanych od króla. Przekonany przez [otrzymaną od] króla łaskę, że wolno mu wszystko, schwytał nieszczęśliwego za gardło i powiedział mu: „Oddaj mi natychmiast to, co mi jesteś winien”. Daremnie człowiek pochylał się, płacząc, całując jego stopy, jęcząc: „Miej nade mną litość, spotkało mnie tyle nieszczęść! Miej jeszcze trochę cierpliwości, a oddam ci wszystko aż do ostatniego pieniążka.” Bezlitosny sługa wezwał żołnierzy i kazał odprowadzić nieszczęśliwca do więzienia, żeby go zmusić do zapłacenia, grożąc mu utratą wolności, a nawet życia.
   O sprawie dowiedzieli się przyjaciele nieszczęśnika. Głęboko zasmuceni poszli donieść o tym królowi i panu. On zaś, dowiedziawszy się, co zaszło, rozkazał, żeby mu przyprowadzono nielitościwego sługę. Patrząc na niego surowo, rzekł mu: „Zły sługo, ja przedtem pomogłem ci, żebyś się stał miłosiernym. Uczyniłem cię bogatym i pomogłem ci jeszcze darując twój dług, kiedy tak bardzo prosiłeś mnie o cierpliwość. Ty nie miałeś litości nad jednym z twoich bliźnich, a ja, król, miałem ją dla ciebie. Dlaczego nie uczyniłeś tego, co ja zrobiłem dla ciebie?” I oburzony oddał go strażnikom więzienia, żeby go zatrzymali aż wszystko zapłaci. Powiedział: „Nie miał litości wobec kogoś, kto był mu winien bardzo mało, ja zaś, choć jestem królem, miałem dla niego tak wiele litości. Niech więc [teraz] i on nie korzysta z mojej litości.”
   W taki sam sposób Ojciec Mój postąpi wobec was, jeśli będziecie nielitościwi wobec waszych braci; jeśli, otrzymawszy od Boga tak wiele, staniecie się winnymi bardziej niż jakiś wierny. Pamiętajcie, że macie obowiązek być bez winy bardziej niż wszyscy inni. Pamiętajcie, że Bóg pożycza wam wielki skarb, lecz chce, żebyście się rozliczyli z niego przed Nim. Pamiętajcie, że bardziej niż inni powinniście praktykować miłość i przebaczenie. (III (cz. 3-4), 142: 17 września 1945. A, 6456-6466)

1  W tłumaczeniu polskim Ewy Bromboszcz podano błędnie „dobrowolnie”. Nie jest możliwe dobrowolne trwanie w grzechu, ponieważ grzech jest złem i trwanie w nim w sposób chętny nie jest dobrowolne, ale złowolne. Można sobie jeszcze wyobrazić dobrowolne poddanie się skutkom grzechu, jak Pan Jezus przez oddanie swego życia na krzyżu; lecz to nie ten przypadek chęci („dobrowolności”), o którym mowa jest tutaj. Przyp. Jakub Szukalski.

   E Gesù, che era circondato dai soli apostoli in un chioschetto di bossi, si avvia verso i discepoli che sono invece rispettosamente aggruppati su uno spiazzo decorato di una vasca piena di limpide acque. Il sorriso di Gesù è come un segnale di parola. E mentre Lui va col suo passo lento e lungo, per cui percorre molto spazio in pochi momenti, e senza affrettarsi perciò, essi si rallegrano tutti e, come bambini intorno a chi li fa felici, si stringono in cerchio. Una corona di visi attenti, finché Gesù si mette contro un alto albero e inizia a parlare. «Quanto ho detto prima al popolo va perfezionato per voi che siete gli eletti fra esso. Dall'apostolo Simone di Giona mi è stato detto: "Quante volte devo perdonare? A chi? Perché?". Ho risposto a lui in privato ed ora a tutti ripeto la mia risposta in ciò che è giusto voi sappiate sin da ora. Udite quante volte e come e perché va perdonato. Perdonare bisogna come perdona Dio, il quale, se mille volte uno pecca e se ne pente, perdona mille volte. Purché veda che nel colpevole non c'è la volontà del peccato, la ricerca di ciò che fa peccare, ma sibbene il peccato è solo frutto di una debolezza dell'uomo. Nel caso di persistenza volontaria nel peccato, non può esservi perdono per le colpe fatte alla Legge. Ma per quanto queste colpe vi danno di dolore, a voi, individualmente, perdonate. Perdonate sempre a chi vi fa del male. Perdonate per essere perdonati, perché anche voi avete colpe verso Dio e i fratelli. Il perdono apre il Regno dei Cieli tanto al perdonato come al perdonante. Esso è simile a questo fatto che avvenne fra un re ed i suoi servi.
   Un re volle fare i conti coi suoi servi. Li chiamò dunque uno dopo l'altro cominciando da quelli che erano i più in alto. Venne uno che gli era debitore di diecimila talenti. Ma il suddito non aveva con che pagare l'anticipo che il re gli aveva fatto per potersi costruire case e beni d'ogni genere, perché in verità non aveva, per molti motivi più o meno giusti, con molta solerzia usato della somma ricevuta per questo. Il re-padrone, sdegnato della sua infingardia e della mancanza di parola, comandò fosse venduto lui, la moglie, i figli e quanto aveva, finché avesse saldato il suo debito. Ma il servo si gettò ai piedi del re e con pianti e suppliche lo pregava: "Lasciami andare. Abbi un poco di pazienza ancora ed io ti renderò tutto quanto ti devo, fino all'ultimo denaro". Il re, impietosito da tanto dolore – era un re buono – non solo acconsentì a questo ma, saputo che fra le cause della poca solerzia e del mancato pagamento erano anche delle malattie, giunse a condonargli il debito. Il suddito se ne andò felice. Uscendo di li, però, trovò sulla sua via un altro suddito, un povero suddito al quale egli aveva prestato cento denari tolti ai diecimila talenti avuti dal re. Persuaso del favore sovrano, si credette tutto lecito e, preso quell'infelice per la gola, gli disse: "Rendimi subito quanto mi devi". Inutilmente l'uomo piangendo si curvò a baciargli i piedi gemendo: "Abbi pietà di me che ho tante disgrazie. Porta un poco di pazienza ancora e ti renderò tutto, fino all'ultimo spicciolo".
   Il servo, spietato, chiamò i militi e fece condurre in prigione l'infelice perché si decidesse a pagarlo, pena la perdita della libertà o anche della vita. La cosa fu risaputa dagli amici del disgraziato i quali, tutti contristati, andarono a riferirlo al re e padrone. Questi, saputa la cosa, ordinò gli fosse tradotto davanti il servitore spietato e, guardandolo severamente, disse: "Servo iniquo, io ti avevo aiutato prima perché tu diventassi misericordioso, perché ti facessi una ricchezza, poi ti ho aiutato ancora col condonarti il debito per il quale tanto ti raccomandavi che io avessi pazienza. Tu non hai avuto pietà di un tuo simile mentre io, re, per te ne avevo avuta tanta. Perché non hai fatto ciò che io ti ho fatto?". E lo consegnò sdegnato ai carcerieri, perché lo tenessero finché avesse tutto pagato, dicendo: "Come non ebbe pietà di uno che ben poco gli doveva, mentre tanta pietà ebbe da me che re sono, così non trovi da me pietà".
   Così pure farà il Padre mio con voi se voi sarete spietati ai fratelli, se voi, avendo avuto tanto da Dio, sarete colpevoli più di quanto non lo è un fedele. Ricordate che in voi è l'obbligo di essere più di ogni altro senza colpe. Ricordate che Dio vi anticipa un gran tesoro, ma vuole che gliene rendiate ragione. Ricordate che nessuno come voi deve saper praticare amore e perdono. (4, 278)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

poniedziałek, 18 listopada 2019

(82) Żywoty Świętych: Ludger

Żywot ś. Ludgera Biskupa Monasterskiego, Apostoła Saskiego –
pisany od Mnichów Werduńskiego klasztoru,
który on naprzód fundował. Żył około roku Pańskiego, 780. Tritemius lib. 3. cap. 196.
Albertus Crancius in Metrop. Saxonum lib. 2. cap. 16.1

   Ludgerus z Fryzjej rodem, rodzice miał zacne i Chrześciańskie – dziad jego pierwszym był w domu jego Chrześcianinem, na imię Wurysyngus. Matka jego była Liafburga, którą P. Bóg skoro się urodziła, z dziwnego niebezpieczeństwa wybawić, dla tego owocu żywota jej, raczył. Bo baba jej niewierną będąc – gniewała się o to, iż matka jej dziewki wszytko rodziła – 2przetoż skoro ta Liafburga matka ś. Ludgera na świat wyszła, utopić ją służebnicy kazała. Gdy ją topiła w cebrze wody – dzieciątko dopiero urodzone, rączkami się u wierzchu cebra uwiesiło, iż się z nim biedzić ona niewiasta poczęła – a w tym sąsiada przybieży, zawoła na nię, i odjęła jej ono dzieciątko – któremu skusić trochy miodu dała, dla bezpieczności zdrowia jej – bo ono pogaństwo miało ten obyczaj – iż tego dziecięcia zabić i gubić już nie mogli, które narodziwszy się, czego skusiło – i tak od śmierci wybawiona, a potym matce wrócona – gdy szła za mąż, urodziła tego to Ludgera świętego. 3Z dzieciństwa zaraz od Pana Boga na stan duchowny naznaczony był. Żadnego jego igrania innego nie było, jedno książki, które ze skóry drzewianej czynił, i lada czym po nich kreślił. A gdy go spytano: coś dziś robił? Nie rzekł, jedno iżem pisał, abo czytał. A gdy go spytano: kto cię nauczył? Odpowiadał, Pan Bóg – prawie Duchem to Bożym mówiąc. Przetoż skoro podrósł, w mniejszych się szkołach początków nauk nauczywszy, do wielkich się szkół prosił. 4I pierwej u Grzegorza niejakiego w Trajektońskim kościele – a potym u onego zacnego Doktora Alkwina w klasztorze Eboraceńskim w Angliej w Piśmie Świętem wyćwiczony był. Świecką się Filozofią nie bawił – to tylo do serca niósł, i w uściech miał, co ku czci Bożej, i rozumieniu Pisma, a do potwierdzenia wiary Katolickiej i żywota pobożnego służyło.
   Alkwinowi był tak miłym uczniem, iż go namilszym synem swym zwał. Bo człowiek był wielkich cnót, i barzo do miłości ludzkiej udatny, tak żywotem, jako obcowaniem i rozmową. U tego Alkwina pułpięta się lata ucząc, nie tylo wykładaniu się Świętego Pisma przypatrzył, i niektóre z nim świeckie księgi przeczytał – ale się też u niego Reguły mniskiej nauczył, i żywota ich doskonale dostąpił. Gdy został diakonem, Biskup Trajekteński Albrykus, widząc cny żywot i nauki jego, używać go począł na szczepienie wiary miedzy pogaństwem w Fryzyjskiej i Saskiej ziemi. 5I naprzód go posłał do Fryzjej – tam gdzie też przedtym Wulfranus wiarę Chrystusowę rozsiewał, aby tam bałwochwalską i szatańską służbę psował, a Boską znajomość szczepił. Co on z wielką ochotą, na to zdrowie swoje ważąc, uczynił. I poszczęścił Pan Bóg, iż w Fryzjej tak sobie śmiało poczynał – iż ich bałwany i bogi obalał, psował, rozmiatał – złoto z nich i śrebro łupił, a ubogim dawał, gdy samoż pogaństwo na to patrzyło – a nikt mu żadnej przykrości uczynić nie śmiał. Tak cześć Bożą miłującego, ręka Boża mocna broniła, i postrach na serca pogańskie puściła.
   Przyzwał go potym Biskup Albrykus do siebie, i kapłanem go poświęciwszy, Doktorowską mu katedrę do czasu poruczył. 6Potym gdy Saskie Książę poganin Windekindus Fryzją opanował, a Fryzowie się zasię do starego pogaństwa obrócili (kaznodziej jednak i kapłanów nie zabijał, precz im tylo wychodzić kazał) ś. Ludgerus żałując iż męczeńskiej korony odnieść nie mógł, do Rzymu poszedł, i tam od Leona papieża uczczon, i kościami świętymi obdarowan, szedł do klasztoru Benewentańskiego – gdzie Reguła ś. Benedykta statecznie kwitnęła. I tam dwie lecie sam się u drugich żywota doskonałego uczył – i drugie zakonniki wielkim a dziwnym swym przykładem naprawował. Bo to, co w regule mieli, to wszytko w jego obyczajach widzieć mogli. Lecz w klasztorze nie mogła się długo ta świeca taić – 7gdy Alkwina Karolus wielki pierwszy z Francjej Cesarz, do siebie przyzwał, za radą jego po ś. Ludgera pisał, aby mu na opatrowanie Kościoła Bożego przybył. Bo ten cesarz gorące barzo o rozmnożenie wiary Chrześciańskiej staranie czynił. Acz nie rad pokój klasztorny opuścił – wszakże prze miłość ku Alkwinowi mistrzowi swemu – a naprzód, aby innym dla P. Boga pożyteczny był, jachał do Cesarza. Gdy do rozmowy przyszedł – pytał Cesarz czegoby się podjąć wolał – jeśli wielki klasztor białychgłów, czyli mniejszy mężczyzny, w którym byli Kanonicy, sprawować? On mądrze powiedział: wielkim wielkie, mnie małemu mały męski niech dany będzie, gdy to wola Boża jest. 8Trudniejsze jest sprawowanie białychgłów, i pokusy więtsze, i obmowy – ja na męskim, powiada, przestanę. I polecił mu klasztor, Lotuse nazwany, gdzie bracią w wielkiej pokorze i usługowaniu im w Bogu sprawował – nic nie rozkazując, czegoby sam pierwej nie wypełnił.
   9Potym gdy pięć miast w Fryzjej dobrowolnie się Karolusowi poddało – tam miedzy pogany Ludgera ś. posłał. On tam szedszy, wiarę ś. szczepił, bałwany obalał, kościoły budował, i nauką Chrześciańską serca ludzkie napełniał – do żywota ich bogobojnego przyprawując. A z ochotą ku czci Chrystusowej, i do innych pogan, którzy jeszcze Karolusowi poddani nie byli, wyciekał. A potym gdy Karolus Saską ziemię opanował, jego tam na takież wiary świętej szczepienie posłał. I był na biskupstwie Monasterskim, wszystkie Apostolskie posługi czyniąc, i Saski naród do wiary ś. z pogaństwa przywodząc. Acz długo bez biskupiego poświęcenia lud on sprawował, pracą sobie biorąc, a czci biskupiej nie pragnąc – wszakże potym prawie przymuszony od Gildebalda Arcybiskupa Koleńskiego, poświęcenie biskupie wziął. Wielkiej pracej użył około ludu onego, który nie tylo nauką, ale i cudy wielkimi ku Chrystusowi przywodził. Takie o jego świątobliwości ludzie mniemanie mieli, iż mu raz ślepego jednego, który im pieśni o wojnach cudnie śpiewał, przywiedli – prosząc aby mu wzrok u P. Boga uprosił. 10Spytał ślepego jeśli się spowiadać, a za grzechy swoje pokutę czynićby chciał. On gdy na to zezwolił, kazał mu przyść nazajutrz do siebie. Ślepy on nie zamieszkał – a Ludgerus święty odwiódszy się z nim na stronę, spowiedzi go wysłuchał, i do pokuty go przywiódł, i krzyżem ś. jemu wzrok przywrócił. Był potym z tego oświeconego dobry człowiek, i miły ś. Ludgerowi – tak iż go tajemnie do Fryzjej, która była od wiary świętej odstąpiła, w domy pogańskie, którzy się go jako znajomego nie strzegli, posyłał – aby niewiasty skłonniejsze do nabożeństwa tajemnie namawiał – 11żeby dzieci swoje prostą wodą chrzciły, mówiąc: ja ciebie chrzczę, w imię Ojca, i Syna, i Ducha Ś. Co uczynił ten oświecony, i wiele tak dzieci P. Bogu pozyskał. Tak czynili święci gdy w dorosłe zbawienia wmówić nie mogli – na dzieciach się cieszyli, z nich Panu Bogu chwałę zbierając.
   Raz mu niewiasta rodzajem szlachetna, ale nierządnie z powinowatym w małżeństwie mieszkająca, miodu przyniosła – aby jej z mężem nie rozwodził. On miodu wziąć niechciał – a kapłani jego tajemnie gi od niej wzięli – a nie mając gdzie indziej, pod ołtarz włożyli. Gdy tego dnia Mszą miał Ludgerus na onym ołtarzu, a modlitwę zaczął, naczynie się z onym miodem rozpukło, i wszytek miód z niego wyciekł. Tak on nieczysty dar i łakomstwo swoich potępił, i moc swej modlitwy pokazał. Gdy swoję parafią nawiedzał – w obiad ślepy jeden wołał u okna, aby się nad ślepym zmiłował – dano mu jałmużnę – a on powie: nie tego mi trzeba, prowadź mię do biskupa. I gdy go prowadzono, rzekł: proszę cię księże biskupie, ja ubogi ślepy, uczyń to dla Boga abych przejźrzeć mógł. A biskup rzecze: przejźrzy dla Boga. Na to słowo dał mu Pan Bóg wnetże wzrok, iż z nimi dobrze widzący za stołem siedział. I jednego też umarłego wskrzesił. I drugiego gdy wieśniacy w Niedzielę wiesili, a on się do tego trafił – prosił ich aby go dla niego wypuścili, abo wżdy na inszy czas to karanie odwlekli, a tym czasem do kościoła na Mszą szli. 12A oni go przedsię obiesili. Gdy się zań we Mszej święty Ludgerus modlił – on obieszony rano, przyszedł wieczór do biskupa, który już był po obiedzie sześć mil z onego miejsca ujachał – dziękując mu za dobrodziejstwo, że go wybawił od śmierci. On go pytał: jakoś jest wybawion, wszak cię byli obiesili? A on rzekł: dwa jacyś mężowie drewno mi, na którymem stać mógł, podłożyli – aż gdy się ludzie rozeszli, a ku wieczoru się skłaniało, odwiązawszy mię, ciebie mi gonić, a za takie dobrodziejstwo dziękować kazali. Wielki to cud był, i jako zatrzyman, i jako odwiązan i tak daleką drogę uszedł. Wiele cudów innych czynił P. Bóg przezeń, które się opuszczają.
   Był w nauce Pisma Świętego barzo biegły, co z niektórego jego pisania znać. Wypisał żywot Bonifacjusza męczennika, także Grzegorza i Albryka nauczycielów swoich. W którym piśmie i wielki dowcip jego, i osobliwa wymowa się pokazuje. Uczniom swoim zawżdy w nawiętszym zabawieniu Pismo Święte, tajemnice jego otwarzając, wykładał. Kapice dla tego nie nosił, iż nigdy był professjej abo obietnice żadnej na zakon nie uczynił, ale w kanoniczym ubierze chodząc, zakonniczy żywot doskonale wypełnił. Włosiennicę tajemnie przez cały żywot swój nosił, ciało swoje posty, niespanim, modlitwą dręcząc. Pewnych czasów mięso jadał – ale się nigdy pokarmem ani piciem nie obciążał. Do stołu swego jako biskup, drugdy i bogatych i ubogich wzywał – ciała ich potrawami a dusze świętemi rozmowami karmiąc.
   Wolności swej przed pany i Cesarzem nigdy nie tracił. Jednego czasu Karolus Cesarz poń dla pewnych spraw i rady posłał – skoro przyjachał a stanął w gospodzie, komornika poń posłał, aby się z Cesarzem widział. 13On godziny swe w ten czas odprawował, i zaraz iść nie mógł. Drugi raz także posłał, przedsię iść aż po skończeniu pacierzy niechciał. Co drudzy źle wykładali, i tym go Cesarzowi hydzili. Po służbie Bożej gdy przyszedł, Cesarz go pytać począł, czemu zaraz nie przyszedł? Odpowiedział: więtszemum Panu służył, niżli ty – i za cięm P. Boga prosił – ja rozkazanie twoje wielce sobie ważę, ale Boskie więcej. 14Oną wolną mową nic się Cesarz bogobojny nie obraził, ale raczej rzekł: To com o tobie zawżdy trzymał, takimem cię być prawdziwie poznał – a na potym nic o tobie powiadać sobie nie dam. Tak zazdrościwi ludzie, skąd go obrzydzić chcieli, stąd go Cesarzowi milszym uczynili – a dobre jego serce i w Bogu postępki uprzejme, tracić mu i na tym nie dały. 15Ojczyznę swoję, którą miał, na zbudowanie klasztoru Werdeńskiego, i na uczynienie miejsca uczciwego onym kościom świętym, które z Rzymu miał, obrócił – i on klasztor nadał. Zachorzawszy na drodze, na której Diocezją swoję objeżdżał, gdy sam czytać Pisma Świętego nie mógł – czytać przed sobą kazał, a przedsię w onej niemocy mało nie co dzień Mszą miewał. Na której ostatnie lud pożegnawszy, kapłanów do siebie przyzwał – i o jutrzejszym swoim z tego świata zeszciu opowiedział – prosząc, aby go w Werdunie w klasztorze przed kościołem pochowali. Oznajmując im iż tego lud nie dopuści – aż Cesarz sam rozkaże – i po tym poznacie, powiada, iż to wola Boża, abych tam dnia sądnego czekał. A iż cesarz na to zezwoli, po tym poznacie, gdy po śmierci mojej nieco krwie z nosa mego ciekącej obaczycie. Co się wszytko tak zstało, gdy szczęśliwie do chwały niebieskiej z ciała się przeniósł, roku Pańskiego 809. Po śmierci jego wielkie się cuda na ludzkie dobrodziejstwa działy – do których wyczytania czytelnika odsyłam – aby zemną chwaląc Pana nad pany, a tego się świętego modlitwie polecając, pokłon dał Bogu – przez Pana naszego Jezusa, który z Ojcem i z Duchem Świętym w jednym Bóstwie rozkazuje na wieki, Amen.

   16Iż się dziś do niejakiej Saskiej wiary głupie dosyć, niektórzy odzywają – niech czytają jaka wiara i od jakich ludzi, Saskiej ziemi, od sześciset lat przyniesiona jest. A tą, którą niedawno diabelski posłaniec, i ślubów Bogu uczynionych gwałtownik, cielesny i rozpustny Luter przyniósł – a nie tylo jej cudy nie potwierdził, ale ją sprośnym żywotem pomazał – niech się słusznie brzydzą. Bo nie jest wiara Chrystusowa – ale tajemne, i do pogaństwa wiodące bałwochwalstwo.

1  XVII. Martii. Marca. Mart. R. 26. Mart.
Pogańskie okrucieństwo nad dziatkami.
Naznaczony od P. Boga z dzieciństwa na stan duchowny.
Alkwinus zacny Doktor, którego jest glosa ordinaria na Biblią.
Posłany miedzy pogany na szczepienie wiary do Fryzjej.
Fryzowie Chrześciańską wiarę porzucili.
Karolus wielki uczone a dobre ludzie na rozszerzenie wiary Chrześciańskiej zbierał.
Trudniejsze rządzenie białychgłów niżli mężczyzny.
Posłany miedzy pogany drugi raz.
10  Spowiedź do ucha kapłańskiego.
11  Pogańskie niewiasty chrzciły dzieci swe z naprawy ś. Ludgera.
12  Obieszonego cudownie wyzwolił abo wskrzesił.
13  Do Cesarza od godzin iść swych niechciał.
14  Wolności swojej u Panów i Cesarzów nie tracił.
15  Ojczyznę na uczczenie kości ś. i zbudowanie klasztorów obrócił.
16  Obrok duchowny.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

sobota, 9 listopada 2019

(128) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Przebaczanie

   21 Wtedy Piotr podszedł do Niego i zapytał: Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy? 22 Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. (Mt 18,21-22)

   21 Τότε προσελθὼν ὁ Πέτρος εἶπεν αὐτῷ· κύριε, ποσάκις ἁμαρτήσει εἰς ἐμὲ ὁ ἀδελφός μου καὶ ἀφήσω αὐτῷ; ἕως ἑπτάκις; 22 λέγει αὐτῷ ὁ Ἰησοῦς· οὐ λέγω σοι ἕως ἑπτάκις ἀλλ’ ἕως ἑβδομηκοντάκις ἑπτά. (Mt 18,21-22)

   Piotr jest zamyślony. Jezus widzi to i pyta go o przyczynę. Piotr wyjaśnia:
   «Zastanawiam się, do jak wielkiego zadania jesteśmy przeznaczeni i boję się. Obawiam się, że nie będę umiał dobrze tego zrobić».
   «Istotnie, Szymon, syn Jony, ani Jakub, syn Alfeusza, ani Filip czy ktoś inny nie potrafiłby tego dobrze zrobić. Jednak kapłan Piotr, kapłan Jakub, kapłan Filip czy Tomasz będą umieli to zrobić, gdyż będą działali razem z Boską Mądrością».
   «A... ile razy powinniśmy przebaczyć braciom? Ile razy, jeśli zgrzeszą wobec kapłanów? I ile razy – jeśli zgrzeszą wobec Boga? Jeśli bowiem będzie tak, jak teraz, to z pewnością będą grzeszyć wobec nas, gdyż tak wiele razy grzeszą przeciw Tobie. Powiedz mi, czy powinienem zawsze przebaczyć czy tylko ileś razy. Siedem razy czy na przykład jeszcze więcej?»
   «Nie mówię ci siedem razy, lecz siedemdziesiąt razy siedem. To liczba nieograniczona, bo Ojciec Niebieski przebaczy wam wiele razy, wielką ilość razy – wam, którzy powinniście być doskonali. I jak On zachowuje się wobec was, tak wy powinniście się zachowywać, gdyż reprezentujecie Boga na ziemi». (III (cz. 3-4), 142: 17 września 1945. A, 6456-6466)

   Pietro è pensieroso. Gesù lo vede e gliene chiede ragione. E Pietro spiega: «Penso a che gran dovere siamo destinati. E ne ho paura. Paura di non sapere fare bene».
   «Infatti Simone di Giona o Giacomo di Alfeo o Filippo e così via non saprebbero fare bene. Ma il sacerdote Pietro, il sacerdote Giacomo, il sacerdote Filippo, o Tommaso, sapranno fare bene perché faranno insieme alla divina Sapienza».
   «E... quante volte dovremo perdonare ai fratelli? Quante, se peccano contro i sacerdoti; e quante, se peccano contro Dio? Perché, se succederà allora come ora, certo peccheranno contro di noi, visto che peccano contro di Te tante e tante volte. Dimmi se devo perdonare sempre o se un numero di volte. Sette volte, o più ancora, ad esempio?».
   «Non ti dico sette, ma settanta volte sette. Un numero senza misura. Perché anche il Padre dei Cieli perdonerà a voi molte volte, un numero grande di volte, a voi che dovreste essere perfetti. E come Egli fa con voi, così voi dovete fare, perché voi rappresenterete Dio in Terra». (4, 278)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001