sobota, 7 września 2019

(2) Odsłony: Nadzieja w rodzicach

Odsłony Poematu Boga-Człowieka
czyli tej Ewangelii, która została objawiona Marii Valtorcie

   Zostają ukazane osoby ojca i matki Maryi oraz ich imiona. Imię Anny zostaje ujawnione w krótkiej wymianie zdań z przyjaciółką, która właśnie przychodzi, aby pomóc starszej kobiecie. Imię Joachima zostaje ujawnione, kiedy przychodzi on do domu po skończonej pracy. Wcześniej, przed wydaniem Poematu Boga-Człowieka, imiona te znane były już z dawnego podania chrześcijańskiego mówiącego o rodzicach Maryi, potwierdzonego najwcześniej w pisanym świadectwie obecnym w Protoewangelii Jakuba (140-170 r.). Oboje rodzice Maryi są wspominani imiennie po dziś dzień w Kościołach Wschodu i Zachodu. Imiona tych rodziców są także wymieniane w objawieniach z natchnionej wyobraźni Anny Katarzyny Emmerich (Żywot Jezusa) i Marii z Agredy (Mistyczne Miasto Boże).
   Joachim i Anna w widzeniu Marii Valtorty są już osobami starszymi, mającymi około pięćdziesięciu lat. Żyją w nastroju pokoju, radości i serdeczności, jednak w ich życiu da się też zauważyć pewien niedosyt i smutek, który później ujawnia się przy spotkaniu z małym chłopczykiem, Alfeuszem. Przyszli rodzice Maryi zachwycają się małym chłopcem – jego zachowaniem i wyglądem – i przy tym zachwycie wydają też swoje skryte westchnienia – nadzieję posiadania dziecka. Nie jest to nadzieja próżna, ponieważ jest położona w Bogu, a Bóg nie zawodzi, nawet jeśli nie wysłuchuje. Joachim pocieszając małżonkę, wypowiada słowa mądrości świadczące o wielkiej ufności: „Jeszcze trzeba mieć nadzieję. Bóg wszystko może. Póki się żyje, cud może się zdarzyć, zwłaszcza gdy się Go kocha i kocha się siebie nawzajem”.
   Nadzieja to ufność i otwartość na cud. Światowe nadzieje pokładane są w światowych rzeczach. Zawodzą i są próżne. Bywa, że się spełniają, ale okazują się wtedy tylko siecią złudzeń. Nie przynoszą oczekiwanego zadowolenia, a nawet jeśli przynoszą jakieś zadowolenie, to tylko chwilowo. Są ulotne i pozostawiają niedosyt. Nadzieja położona w Bogu, przeciwnie, choćby dotyczyła spraw światowych, przynosi zadowolenie i przepełnienie. Bóg darzy ponad miarę.
   Przyszli rodzice Maryi, jeszcze nieobdarzeni, mają nadzieję i dlatego mimo niespełnienia żyją w radości. Choć nie są spełnieni jako rodzice, są spełnieni jako Boże dzieci pokładające ufność w Ojcu. Choć nie mają daru posiadania dziecka, mają dar życia i wzajemnej miłości. Człowiek z nadzieją jest spełniony nawet w niespełnieniu, obdarzony nawet w nieobdarzeniu. Dlatego, gdy Anna płacze z powodu braku dziecka, Joachim pociesza ją mówiąc: „Nie płacz, Anno. Jesteśmy tak samo szczęśliwi. Przynajmniej ja, bo mam ciebie”. Anna odpowiada: „Ja także przez ciebie. Ale nie dałam ci dziecka... Myślę, że nie spodobałam się Panu, ponieważ wysuszył mi wnętrze...”
   Człowiek wiary sprawy przyrody odnosi do Boga. Sprawy przyrody, jak stan zdrowia i wydarzenia życia niezależne od woli człowieka. Odnosi te sprawy do Boga – rozumie je jako zrządzenia. Kiedy zaś jest oświecony i posiada nadzieję, chwilowe nieurodzaje widzi jako przygotowanie roli pod zasiew. Taki człowiek, przez to, że doświadcza dobroci w chwili obecnej za sprawą ciągłej ufności pokładanej w Bogu, pamięta o deszczu i jest przekonany, że deszcz przyjdzie pomimo trwającej właśnie suszy. Nawet gdyby całą planetę właśnie miały spalić płomienie, jest on przekonany, że Pan znajdzie dla niego miejsce ochłody.
   Na tym miejscu Anna okazuje się tracić nadzieję. Swój nieurodzaj widzi jako zrządzenie Boga wynikające z braku Jego upodobania w stosunku do siebie. W tym niedowidzeniu przychodzi z pomocą jej mąż, Joachim, odnawiając nadzieję i przypominając o dobroci Boga, wydobywając pamięć dawnych dziejów, kiedy Pan wyświadczył dobro, czyniąc płodnymi kobiety Izraela, takie jak Sara i Anna, żona Elkany.
   Joachim przywraca Annę do rozumu – do nadziei: „Moja żono! W czym miałabyś Mu się nie spodobać, Ty święta?” I wzmacnia jeszcze nadzieję: „Posłuchaj, pójdziemy jeszcze raz do świątyni. Właśnie po to. Nie tylko na Namioty [Sukkot]. Odprawimy długą modlitwę...” To dobra wieść nadziei. I zostaje ona przypieczętowana – przypieczętowana niewinnością oraz ślubem. Niewinność obecna jest w modlitwie dziecka, które Joachim chce zabrać na święto Namiotów, aby modliło się w imieniu Jego i małżonki. Zaś ślub zawiera się we wspólnym postanowieniu małżonków.
   Te dwa spoiwa nadziei czynią nadzieję owocną i żywą, czyli doprowadzają ją do skutku i podtrzymują ją. Należy jednak wiedzieć, że owocność czy skuteczność nadziei nie zawsze jest spełniana tu na ziemi. Wielekroć niewinne serca zanoszą modlitwy i podejmują święte zobowiązania, a nie dopinają swego celu na ziemi, ponosząc męczeństwo, prześladowanie, śmierć i urąganie. Ich zwycięstwa na ich obliczach, w ich spokojnej śmierci, w cudach za ich przyczyną. Spełnienie ich nadziei widać dopiero przez to, że swą osobą spełniają nadzieje innych. Jest to znakiem i potwierdzeniem czegoś, co przekracza ziemię. Dlatego też nadzieja tyczy się niebiańskości. Nie zawsze jest spełniana tu na ziemi, a jeśli bywa tu spełniana, to tylko dlatego, by być zadatkiem nieba – przedsmakiem wieczności i zapewnieniem Bożej pomocy i miłości.
   Dlaczego niewinność umacnia nadzieję? Ponieważ nie ogranicza działania Boga. Serce niewinnych jest otwarte w bezgranicznej ufności na pomoc Bożą. Przez swą czystość i prostotę ośmiela się prosić o to, co przekracza wyobrażenia. Serce winnego przeciwnie. Jest obciążone, zaćmione oparami z bagien błędu. Czynienie nieprawości, krzywdzenie innych, żywienie przewrotnych myśli czy niewłaściwe używanie języka zacieśniają przestrzeń serca i nie pozwalają widzieć jasno. Takie serce nie potrafi ufać bezgranicznie, a jeśli już Boga prosi, to brak w nim czystości i prostoty.
   Nie jest powiedziane, aby rodzicom Maryi brak było czystości i prostoty, jednak byli oni już osobami w podeszłym wieku, doświadczonymi przez brud i obłudę świata. Więc mimo wielkiej ufności pokładanej w Bogu nie dochodzili do bezgranicznej ufności dziecka. Dlatego też zechcieli zabrać ze sobą małego chłopca, aby ten modlił się razem z nimi. Przeczuwali, że jego modlitwa – modlitwa niewinnego – może wyjednać więcej. Nadzieja potrzebuje czystości spojrzenia i widoku nieba.
   Dalej, dlaczego umacnia nadzieję ślub? Ponieważ nadzieja wymaga stanowczego ruchu i ciągłego trwania w tym ruchu. Nadzieja bez ślubu jest jak strzała wykonana z wątłej trzciny. Nie doleci daleko. Nadzieja bez ślubu jest jak słowo bez dźwięku. Nie dojdzie do uszu. Nadzieja bez ślubu jest jak roślina wyrwana z ziemi. Szybko zwiędnie.
   Co znaczy ślub? To zobowiązanie się do pewnego działania, do trwania w zamiarze. Nadzieja łączy się z jakimś zamiarem. Aby zamiar ten był spełniony, konieczne jest ciągłe w nim trwanie. A żeby to trwanie było ciągłe, nadzieja nie może pozostawać w obszarze życzeń, myśli czy marzeń, ale musi przeradzać się w żywe działanie. Wszystkie czynności ludzkiego życia muszą być zakorzenione w powziętym zamiarze, potwierdzać go i nie ustępować od niego. Odstępowanie od zamiarów, łamanie ślubów, udaremnia skuteczność nadziei.
   Roślina nadziei wyrasta z korzenia pamięci i wzrasta na ziemi ślubu. Jest podlewana wodą niewinności i ogrzewana ogniem miłości. Joachim zasadza nadzieję w sercu Anny przez wspomnienie dziejów chwały Izraela – przez przywołanie nadzwyczajności – przez pokazanie możliwości. Nadzieja zostaje podtrzymana przez wzajemny ślub. Ślub staje się jakby ziemią dla trwania w nadziei. Anna wypowiada go z ochotą. Nie jest to próżna obietnica czy przemyślne wyrachowanie. Dotyczy to miłości i Tego, który jest jej Dawcą i Miłością samą. Anna mówi: „Złóżmy Panu ślub. Jego będzie, co się urodzi. Skoro tylko je pocznę… Och! Usłyszeć, jak nazywa mnie «mamo»!” Już w samych tych słowach zasiana jest radość i widok zwycięstwa.
   Miłość jest tu początkiem. Joachim i Anna żyją miłością i ona sprawia, że wspólne są ich dążenia i myśli – dążenia i myśli nieśmiałe, ośmielane wzajemną życzliwością przez dostrzeganie Boskości. Miłość pobudza małżonków do przekroczenia ludzkich możliwości – do oderwania się od ziemistości i spojrzenia w błękit nieba. Bo też w ich pamięci pozostała pamięć cudu – doświadczone dobrodziejstwo bycia w łonie Ojca i ponowne dobrodziejstwa przywracania łaski Bożych dzieci.
 
Napisał Jakub Szukalski.

poniedziałek, 2 września 2019

Przez szyby

Ludzie odbijający się w szybach
zjawy niby-ludzkie
które w swoim czasie
mogą okazać się człowiekiem

Ludzie za szybami
ciała ludzkie
które w swoim czasie
mogą okazać się zjawami

Któremu dajesz żyć?

niedziela, 25 sierpnia 2019

Wydany Miłości

   Został wydany światu dla ludzi, żeby pokazać im Miłość i dać życie w Miłości. Wydał Go na śmierć nie Bóg, lecz świat. Świat śmierć Mu zadał, nie przyjmując daru życia. Pan dobrowolnie wydał się w ręce ludzi z Miłości, tak dalece, że poczuł się w tym opuszczony przez samego Boga. Jednak mimo poczucia opuszczenia, oddał swój ostatni oddech w ręce swego Ojca w Miłości i tak powrócił do życia jako Wieczny Zwycięzca.

środa, 7 sierpnia 2019

Nieskażone

Widok jest tak czysty,
że nie zauważam smug na szybie.
Twoja twarz tak piękna,
że nie szpecą jej plamy narzucanych cieni.

piątek, 2 sierpnia 2019

(1) Odsłony: Odnowiona czystość stworzenia

Odsłony Poematu Boga-Człowieka
czyli tej Ewangelii, która została objawiona Marii Valtorcie

   Zaczyna się od słowa, od wezwania: „weź całkiem nowy zeszyt”. Aby przyjąć Życie Boga-Człowieka – przyjąć Ewangelię – trzeba się odrodzić, zacząć na nowo (por. J 3,7) – z niczym, z pustą kartką, to znaczy z sercem wolnym od przywiązań, wolnym od utartego sposobu myślenia. „Czyste serce stwórz we mnie, Boże, i stałego ducha odnów we mnie” (Ps 51[50],12).
   „W tej księdze będzie się mówić o Niej”. W nowym życiu nie można pominąć osoby Matki, która przyjęła w siebie Życie i Je urodziła.
   Osoba pisząca o Niej, mówi nam o sobie w prostym zdaniu: „Słucham i przepisuję”. Słucha nakazu Jezusa, bo wcześniej jej nakazał. Przepisuje obrazy i słowa, jakich staje się świadkiem. Jest więc wierna – wypełnia Prawo, a przez to wypełnianie Prawa, daje nam życie – obraz życia Syna Bożego.
   Na początku nie ma obrazów. Bóg bierze w posiadanie na początku swej drogi, przed swymi dziełami (por. Prz 8,22), kiedy ziemia jest jeszcze nędzą i próżnią (por. Rdz 1,1). Tutaj nie ma widoków. Tę drogę rozpoczynasz od wiary, a wiarę masz ze słuchu (por. Rz 10,17).
   Wsłuchując się w słowo, które Jezus poleca zapisać, rodzi się wiara, ale nie bez szukania zrozumienia. Słuchanie i szukanie zrozumienia rodzi wiarę. Słuchanie i szukanie zrozumienia to właśnie wsłuchiwanie się. Wsłuchiwać się to też wczytywać się. Czytanie i szukanie zrozumienia to właśnie wczytywanie się. Czytanie jest słuchaniem, ponieważ nastawia umysł na odbiór treści, tak jak ucho nastawione jest na odbiór dźwięku przy słuchaniu.
   Wsłuchiwanie się czy wczytywanie jest czynnością, której można się oddawać bez szkody dla zdrowia duszy i umysłu, niezależnie od tego, w co się wsłuchuje; ponieważ szukając zrozumienia, szukaniem zanosi się modlitwę przed dostojeństwo Boga, który widząc osobiste starania, zsyła odpowiednie zrozumienie, dzięki któremu rozpoznaje się słowa prawdziwe i błędne.
   Więc niezależnie od tego, jakiego pochodzenia są słowa, warto się w nie wsłuchać, aby zdobyć zrozumienie i przez to zrozumienie wejść w jeszcze głębszą więź z Bogiem. To zrozumienie przychodzi jeszcze łatwiej, gdy słowa wypływają z ducha miłości i w takim duchu są przyjmowane lub rozważane. Więc się przysłuchaj. Może znajdziesz w tym miłość.
   Jezus na początku mówi, że „czystość ma tak wielką wartość, że łono stworzenia było zdolne ogarnąć Nieogarnionego”. Tak jest też z każdym ludzkim sercem, kiedy bez podejrzliwości słucha słowa i szuka zrozumienia. Takie serce jest łonem zdolnym ogarnąć Boga, ponieważ odzyskuje ono największą czystość, jaką może mieć Boże stworzenie.
   Ta księga rozpoczyna się od wcielenia Słowa – od życia Świętej Trójcy zamieszkującego w dziewiczej duszy i rodzącego się w ludzkim ciele. Osoba przyjmująca Słowo Boże rozszerza przestrzeń swego serca aż do uczynienia jej niebem. Wtedy Osoby Trójcy Świętej odsłaniają się z tym, co je wyróżnia. Bóg staje się widoczny, gdy przyjmujesz Jego Słowo. Jest to Ojciec i Syn i Duch Święty.
   Tutaj Bóg zostaje ukazany przez odniesienie do osoby Maryi, ale w istocie to, co powiedziano o Niej, może stać się też rzeczywistością każdej wiernej duszy. Więc wierny słuchający słysząc „Maryja”, niech odnosi to do własnej duszy. Nie wywyższa się w ten sposób, ale wraca do stanu chrzcielnego, gdzie był obmyty z grzechu. W pokorze uczy się na nowo być dzieckiem Bożym albo jeśli już dorosły i nie musi się uczyć, wraca do tego stanu, by odnowić świeżość i czystość pierwszego spotkania.
   Tu właśnie Ojciec na nowo staje się Stwórcą stworzenia, bierze w posiadanie prawdziwe dziecko – córkę czy syna – i tu jest ono godne, doskonale do Niego podobne. Wracaj więc do tego zdroju Życia. Tu otrzymasz wyraźny odcisk Boga.
   Kiedy już otrzymało się poznanie, że życie własnej duszy obmytej wodami chrztu należy odnieść do życia Przenajświętszej Matki Boga, należy się zachwycić Tą, która jest Najczystsza i Przepiękna, a przez ten zachwyt ujrzeć Tego, który Ją wypełnia – który zachowuje Ją w czystości i obdarza pięknem. Przez patrzenie zaś na Niego – otrzymać niegasnące Życie, najwspanialszą Miłość, wyrażającą się w dawaniu Życia.
   Przez Maryję zostaje uwidoczniony Ojciec: (1) ponowny Stwórca stworzenia, (2) Rodziciel Córki prawdziwej, godnej, doskonale do siebie podobnej – mogącej być nazwaną Jego „Drugorodną”, (3) Rodziciel Jednorodzonego Syna Ojca – znanego jako Pierworodny całego stworzenia (Kol 1,15), (4) Ten, który w swej wiecznej Myśli odwiecznie cieszył się Tą, którą urodził jako Drugą.
   Przez Maryję zostaje uwidoczniony Syn: (1) Syn Boży będący też Synem Maryi, (2) Nauczyciel swej prawdy i Mądrości dla Maryi już od samego pobytu w Jej łonie, przez tajemnicę łaski.
   Przez Maryję zostaje uwidoczniony Duch Święty: (1) Ukazujący się w czasie łaski, czyli w przysłowiowej Pięćdziesiątnicy („Pięćdziesiątnicy uprzedzającej”, bo łaska wylała się na matkę we wcieleniu Bożego Syna, zanim Ten wylał ją na ludzkość; „Pięćdziesiątnicy przedłużającej się”, bo łaska w Niej pozostała i wzrastała), (2) Miłość w „Tej, która kochała”, (3) Pociecha dla ludzi przez owoc Jej łona, (4) Uświęcenie przez bycie matką Świętego.
   W tym świetle – w świetle Trójcy – Maryja jawi się jako Ta, która nie zaznała grzechu. Jest nowostworzoną, doskonale podobną do Boga, radującą Boga, matką Boga, uczennicą Boga, widzącą Boga, kochającą, przynoszącą pocieszenie i uświęcenie dla ludzi. Jawi się więc jako przeciwieństwo Ewy, która mimo że żyła w świecie czystym, „chciała z własnej woli się zepsuć”. Maryja chociaż „żyła w świecie zepsutym, nie chciała naruszyć swej bieli nawet myślą o grzechu”. Mimo widzenia grzechu, nie zaznała grzechu. Grzech ją dotknął przez widzenie. Widziała nawet najstraszniejsze – bogobójstwo. Ale to widzenie nie wywołało w niej skutku grzechu – nie przyjęła trucizny w siebie – nie skaziła swojej woli. „Poznała to, żeby odpokutować i żeby być na wieki Tą, która ma litość nad grzesznikami i modli się o ich odkupienie”. Zobacz, doświadczasz grzechu w świecie, ale nie musisz go przyjmować, tak jak zrobiła to Najlepsza Matka.
   To wyjaśnienie niech będzie wstępem dla dalszych, które tylko przyjdą na myśl dzięki Bożej miłości.
 
Napisał Jakub Szukalski.

sobota, 27 lipca 2019

(78) Żywoty Świętych: Ekwicjusz

Żywot ś. Ekwicjusa Opata,
pisany od ś. Grzegorza Papieża, Lib. 1. Dialog. cap. 4. słowo od słowa. Żył około roku Pańskiego, 520.1

   Z powieści Fortunata wielebnego męża, Opata klasztoru, który zową łaźnią Cyceronową, i z innych ludzi zacnych, zrozumiałem to co powiem. Prześwięty mąż na imię Ekwicjus, w krainie Waleria nazwanej, był z cnoty swej i żywota u wszystkich w wielkim podziwieniu – któremu ten to Fortunatus był barzo towarzyskim. Ten wedle wielkości świątobliwości swojej, wiela klasztorów w tej tam stronie ojcem był. 2Gdy go czasu młodości jego zapalenie cielesne, i pobudki nieczyste barzo gabały – pokusy one i niebezpieczeństwa uczyniły go w modlitwie gorącym i pilnym. A gdy ustawicznie na one niepokoje pomocy Boskiej wzywał – nocy jednej stanął przy nim Anioł, i kazał go rzezać – i zdało mu się przez ono widzenie, iż prawie takim już był. 3Po tym widzeniu tak się uczuł wolnym od wszytkiego zapalenia złej żądzej, jakoby prawie płci męskiej na sobie nie nosił. Tym darem Bożym posilony, za pomocą Bożą, jako mężczyznę, tak i niewiasty rządzić, i w służbie Bożej sprawować począł. 4Wszakże ucznie swoje upominał – aby sobie w tej mierze za jego przykładem nie ufali – a bez daru Bożego, któregoby nie wzięli, w takie się posługi dla upadku nie wdawali. Tego czasu którego w Rzymie czarnoksiężniki pojmane karano Bazyliusz niejaki, pierwszy czarnoksiężnik, w mniszym odzieniu do Waleriej uciekł, i udawszy się do Kastoriusza Amirtenieńskiego Biskupa, prosił aby go do klasztoru Ekwicjusa ś. wprawił. Tedy przyszedł Biskup z onym Bazyliuszem do ś. Ekwicjusa, prosząc aby go miedzy swoje zebranie przyjął. 5Gdy go skoro ujźrzał ś. Ekwicjus, rzekł: tego którego mi, ojcze, zalecasz – nie widzę go być mnichem, ale diabłem. Rzekł Biskup: Szukasz przyczyny abyś tego o co proszę nie uczynił. Odpowiedział sługa Boży: Jać tym go być oznajmuję czym go widzę – ale żebyś nie rzekł, iż cię słuchać niechcę, oto uczynię co każesz. I przyjął go do klasztoru. Po małym czasie, gdy sługa Boży, na pobudzanie wiernych ku niebieskim żądzom, daleko od klasztoru swego zabieżał – trafiło się iż w klasztorze panieńskim, który też miał w poruczeniu swym, jedna panna, która wedle spróchniałości ciała tego, piękną się być zdała, gorączkę cierpieć, w której barzo sobie tesknić i wołać straszliwie poczęła, mówiąc: Teraz umrę jeśli mnich do mnie Bazyliusz nie przyjdzie, a zdrowia mego nie opatrzy, i mnie nie zleczy. Lecz w niebytności starszego żaden mnich wniść do klasztoru panieńskiego nie śmiał – a daleko mniej nowy on, którego żywota bracia nie doznali. Tedy wnetże go wysłali za świętym Ekwicjusem, to mu oznajmując, jako w wielkiej gorączce jest, a o nawiedzenie onego mnicha troskliwie prosi. Co usłyszawszy mąż święty, w gniewie się rośmiał, a rzekł: wszakem wam powiadał iż to diabeł jest a nie mnich – idźcie a wyrzućcie go z klasztora – a o służebnicę Bożą nie frasujcie się, od tej godziny i febra ją minie, i o Bazylim myślić nie będzie. 6Wrócił się brat on, i poznał iż tej godziny zdrową została, której ono słowo mówił Ekwicjus – który mocą Mistrza swego, Jego też przykład wyraził,7 gdy P. Jezus proszony od królika, samym słowem sługę jego uzdrowił. Tedy go wnetże wszyscy mniszy z klasztora wyrzucili. A on wychodząc wyznawał – iżem często mym rzemięsłem komórkę Ekwicjusa, na powietrzu zawieszał – a żadnegom z jego domowników obrazić nie mógł. 8Ten złoczyńca rychło potym w Rzymie za gniewem ludu Chrześciańskiego o rzeczy Boskie, spalony w ogniu zginął.
   Szlachcic jeden na imię Feliks z powiatu Nursjej, ociec tego Kastoriusa, który teraz w Rzymie z nami mieszka – bacząc iż ten Ekwicjus, żadnego święcenia kapłańskiego nie mając, po miasteczkach i wsiach nauczał, i kazał – szedł do niego, i rzekł mu: Jako ty, nie mając od Rzymskiego Biskupa, pod którym żyjesz, żadnego na kazanie dozwolenia, śmiesz nauczać ludzie, a ten na się urząd brać? Powiedział na jego pytanie mąż święty, jako moc na powiadanie słowa Bożego wziął, tym obyczajem. 9Jednej nocy, powiada, ukazał mi się piękny młodzieniec, i puszczadłem w język mój uderzywszy, krew mi z niego puścił, i rzekł: otom słowa moje włożył w usta twoje, wynidźże na kazanie – od onego dnia, bych dobrze chciał, o P. Bogu milczeć nie mogę. Petrus. Radbych usłyszał jakie uczynki tego były, który taki dar od Boga miał. Gregorius. Uczynki, Pietrze, z daru Bożego są, a nie dar Boży z uczynków – bo inaczej łaska nie byłaby łaską. Bo dar Boży uprzedza uczynki, aczkolwiek za rostącymi na nim uczynkami darów się też Bożych przyczynia. Ale żebyś o jego żywocie wiadomość miał – dobrze go świadom był przewielebny mąż Albinus Reateński Biskup, i drudzy jeszcze żywi są którzy nań patrzyli. Ale co więcej o dobrych uczynkach jego się pytasz? Ponieważ czystość jego żywota, zgadzała się z jego kazania pilnością. 10Miał tak gorącą ochotę ku pozyskaniu dusz Panu Bogu – iż chociaż klasztory sprawował, jednak po wsiach i zamkach chodził, od kościoła do kościoła, i po domach wszędzie, serca wiernych ku miłości niebieskiej i ojczyźnie zapalając. Barzo był w odzieniu wzgardzony, i tak na pojźrzeniu podły – iż kto go potkał a nie znał, i na pozdrowienie jego nie odpowiedział. A gdy gdzie drogę czynił, wsiadł na osła nachudszego w domu – a ogłowi, miasto uzdy używał – a skórę baranią, miasto siodła kładł – w worku tylo księgi Pisma Ś. nosząc na obu stronach. A gdziekolwiek przyszedł, Pisma Ś. źrzódło wypuszczał, a pokrapiał serca wiernych.
   Sława jego kazania doszła do Rzymu, i niektórzy z księżej pochlebcy (którzy swym językiem słuchacze swe głaszcząc zabijają je) Biskupowi Stolice Apostolskiej pochlebując, skarżyli się na tego świętego mówiąc: Co to za chłop, który sobie władzą do kazania przywłaszczył, a nieumiejętny, śmie na się brać urząd Pana naszego Apostolskiego? Niechby kto poń posłany był, a tu go stawił, żeby poznał jaki jest kościelny porządek i karanie. 11A jako to więc bywa u ludzi zabawionych, prędko się pochlebstwo wkradnie – gdy od drzwi serdecznych zaraz odepchnione nie będzie – przyzwolił na to Papież, aby do Rzymu przyzwany, a doświadczony był. I posłał poń Juliana Defensora, który potym był Biskupem Sabińskim, rozkazując, aby go ze czcią co nawiętszą przyprowadził – aby mąż Boży prze ono gabanie krzywdy żadnej nie miał. 12Tedy przyjachał do klasztoru jego – i samego nie zastając, nalazł pisarze starych ksiąg, piszące – i spytał gdzieby był starszy. Powiedzieli, iż za tym bliskim pagórkiem siano kosi. Miał ten Julianus barzo zuchwałe pacholę, i pyszne – iż go ledwo samego słuchało – tego posłał aby go tym rychlej przyzwał. Skoro on chłopiec ujźrzał Ekwicjusa, barzo się bać i mdleć począł, iż ledwo prze drżenie przystąpił – i upadszy do nóg jego, kolana całując, oznajmił iż go pan jego czeka. 13A on rzecze: Nabierz świeżego siana dobytkom, na którycheście przyjachali – a ja dokosiwszy (bo już troszka zostaje) pójdę za tobą. Gdy ujźrzał Julianus pacholę swoje ono zuchwałe, a on siano niesie – rozgniewał się nań mówiąc: Nie po sianom ja ciebie, ale po człowieka posłał. Powie, iż idzie za mną. I ujźrzy a on idzie z kosą na ramieniu, w kowanych wiejskich trzewikach – i pytając jeśliby ten był, z daleka nań patrząc, gardzić im począł. 14Ale gdy blisko przyszedł, drżeć i lękać się począł także Julianus, iż ledwie co prze on strach wymówić mógł, to, po co był posłan. I poniżywszy się jemu do kolan jego upadł, prosząc go o modlitwę – a iż ociec jego, Apostolski Biskup, widzieć go pragnął. Dziękował Panu Bogu Ekwicjus, iż go P. Bóg łaską swoją przez nawyższego Biskupa nawiedził. 15I wnet tej godziny rozkazał braciej, aby mu dobytek nagotowali – i sam posła upominał, aby rychło wyjechali. Rzecze Julianus – iż to dziś być nie może, bom się z drogi spracował. On powiedział: o smutek mię przywodzisz synu – bo jeśli dziś nie wyjedziem, jutro już nie pojedziem. I został poseł w klasztorze na onę noc. A nazajutrz o świtaniu prędki poseł do Juliana z listem przybieżał od Papieża – aby nie śmiał sługi Bożego z klasztoru jego ruszać. 16Gdy pytał czemu się taka odmiana zstała? zrozumiał iż nocy tej, której był Julianus wysłany, Papież był zastraszony widzeniem, o to, iż po onego człowieka świętego posyłał. I wnet się wezbrał na drogę Julianus, modlitwie się słudze Bożemu zalecając, a mówiąc: Prosi cię ociec nasz, abyś się nie trudził a został. Co usłyszawszy Ekwicjus, zasmucony rzekł: wszakem wczora powiedział, jeśli zaraz nie wyjedziem już jutro zostaniem. I trzymał go nieco w klasztorze, podróżną pracą jego, acz poniewolnemu nagradzając. 17Obaczże Pietrze (mówi Grzegorz ś. w rozmowie) w jakiej strażej Bożej ci są, którzy sami sobą gardzić umieją. W jakiej czci, i w jakim poczcie tajemnie policzeni bywają, którzy się w oczach ludzkich wzgardzonymi być nie sromają. A przeciwnym obyczajem w oczach Bożych podłemi zostawają, którzy się u ludzi chciwością próżnej chwały nadymają. Przeto i niektórym prawda mówi: Wy jesteście którzy się przed ludźmi usprawiedliwiacie, a Bóg widzi serce wasze. Bo co u ludzi jest wysokiego, to brzydkie jest u Pana Boga.
   Petrus. Dziwuję się iż się na tym mężu nawyższy Biskup omylił. Gregorius. Co się dziwujesz, Pietrze, iż się mylim, ponieważ ludzie jesteśmy? 18Aza nie pomnisz, iż Dawid który miewał Ducha Prorockiego, niewinnego syna Jonaty potępił, słuchając kłamliwych słów sługi jego. A iż się to przez Dawida zstało, wierzym iż wedle tajemnego sądu Bożego sprawiedliwie się zstało – a jednak wedle rozumu ludzkiego niewiemy jako to usprawiedliwić. A cóż za dziw gdy się ludzkim kłamliwym ustom uwieść damy, my którzy Prorokami nie jesteśmy. Wiele na tym iż każdego Biskupa wielkość trudności umysł zabawia – a gdy się myśl do wiela spraw rozrywa, do żadnej w osobności potężna nie bywa – i tym się rychlej w każdej oszukiwa, im się około wiela zabawia. Petrus. Wielką prawdę mówisz.
   Gregorius. Nie zamilczę com o tymże mężu słyszał od onego Opata, wielebnego Walentyna, iż gdy jego ciało w kościółku ś. Wawrzyńca położone było, wieśniak jeden na jego grobie skrzynię z zbożem położył, nie bacząc jaki tam człowiek leżał. Tedy wicher z powietrza, innych rzeczy zaniechawszy, skrzynię onę samę wyniósł, i daleko zarzucił – iż każdy poznać mógł, jakiej był zacności u Boga ten, co tam leży. Powiedał mi też tenże Fortunatus, który mi się barzo i laty, i obyczajmi, i prostotą podobał – gdy Longobardowie w onę stronę przyszli. Mniszy do grobu ś. Ekwicjusa uciekli. Wpadli w klasztor nieprzyjaciele, i mnichy z kościoła wywłóczyć poczęli – jeden zawołał: Ach ś. Ekwicy podobaćli się to, iż nas tak wywłóczą, a bronić nas niechcesz? Tedy wnet duch nieczysty Longobardy napadł, i tak je długo trapił, aż się wszyscy o tym, co przed kościołem byli, dowiedzieli, i zakazali, aby miejsca poświęconego nie mazali. Tak ten święty mąż i uczniów swoich bronił, i wielom innym tam się po lekarstwo uciekającym pomógł – przez Jezusa Chrystusa Pana naszego, któremu z Ojcem i z Duchem Ś. chwała na wieki. Amen.

   19Aczkolwiek sam ś. Grzegorz wiele nauk w tym żywocie daje – wszakże ja tylo jednę przypomnię. W kazanie się wdawać, bez kościelnego poruczenia, rzecz jest nieprzystojna i świętokradzka. Bo Pismo mówi:20 a jako kazać mają, jeśli ich nie poślą? Kościół pospolicie via ordinaria posyła – to jest, starszy kościelny na miejsca Apostolskie wstępujący. 21Wszakże jeśli kogo extraordinarie, to jest z osobliwego przywileju P. Bóg sam przez się, a nie przez ludzie posyła – tedy to cudy potwierdza, które jeśli prawe są, to przy nich jest, iż się taki Kościołowi i starszym podaje, i ono powołanie swoje, i cuda, rozsądkowi Kościelnemu poleca. Taki był ten Ekwicjus, który się na examen kościelne wnetże porwał, i pewnie kazaniaby był przestał, by mu był Papież zakazał. Ale niepodobna rzecz, aby się w tej mierze Papieska i Kościelna wola z Bożą nie zgadzała – w której jeden Duch jest. 22I widzisz chocia na przodku Papież Ducha w nim Bożego nie poznał – jednak potym P. Bóg Papieżowi objawił, że to wola Jego była, aby on kazał, i nauczał. Po tym znać, kto z Ducha Bożego mówi, gdy się z Kościołem Bożym zgadza, i do niego odzywa. Tak Pawła ś. Duch Boży wiódł do Apostolskiej jedności – tak Korneliusza objawienie Boskie do Piotra prowadziło. To znak swej wolej i ducha nieczystego w tych ministrach, iż oni mieniąc się posłańcy Bożymi, ani mocy od Kościoła, ani cudów od Boga ukazać nie mogą – a od posłuszeństwa Kościelnego i urzędu hardości swej tak uciekają, jako czarci od ś. Krzyża. Rozumiejże jacy to i czyi są kaznodzieje.

1  XIII. Martii. Marca. Mart. R. 11. Augu.
Pokusy jako cielesne ugasił.
Dar czystości, dar Boży.
Sprawowanie białych głów niebezpieczne.
Prorockiego ducha miał.
Cudowne zleczenie i czartów odegnanie.
7  J 4.
Czarnoksiężniki w Rzymie palono.
Na urząd kaznodziejski jako posłany był.
10  Poratowanie ludzkich dusz własne jest świętym.
11  Pochlebstwo się prędko wkradnie.
12  Poseł Papieski do ś. Ekwicjusa.
13  Siano kosił ś. Ekwicjus.
14  Święci ubodzy jako straszliwi.
15  Posłuszeństwo świętych jako gotowe.
16  Widzenie i zjawienie Papieżowi.
17  Nauka ś. Grzegorza.
18  Papież około potocznych rzeczy omylić się może, ale około wiary nigdy.
19  Obrok duchowny.
20  Rz 10.
21  Kogo Bóg sam przez ludzi na kazanie posyła, cuda mu w rękę daje.
22  Od Boga posłany urząd.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

sobota, 20 lipca 2019

(124) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Skarb w niebie 2

   19 Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. 20 Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. 21 Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. (Mt 6,19-21)

   33 Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę. Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. 34 Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze. (Łk 12,33-34)

   19 Μὴ θησαυρίζετε ὑμῖν θησαυροὺς ἐπὶ τῆς γῆς, ὅπου σὴς καὶ βρῶσις ἀφανίζει καὶ ὅπου κλέπται διορύσσουσιν καὶ κλέπτουσιν· 20 θησαυρίζετε δὲ ὑμῖν θησαυροὺς ἐν οὐρανῷ, ὅπου οὔτε σὴς οὔτε βρῶσις ἀφανίζει καὶ ὅπου κλέπται οὐ διορύσσουσιν οὐδὲ κλέπτουσιν· 21 ὅπου γάρ ἐστιν ὁ θησαυρός σου, ἐκεῖ ἔσται καὶ ἡ καρδία σου. (Mt 6,19-21)

   33 Πωλήσατε τὰ ὑπάρχοντα ὑμῶν καὶ δότε ἐλεημοσύνην· ποιήσατε ἑαυτοῖς βαλλάντια μὴ παλαιούμενα, θησαυρὸν ἀνέκλειπτον ἐν τοῖς οὐρανοῖς, ὅπου κλέπτης οὐκ ἐγγίζει οὐδὲ σὴς διαφθείρει· 34 ὅπου γάρ ἐστιν ὁ θησαυρὸς ὑμῶν, ἐκεῖ καὶ ἡ καρδία ὑμῶν ἔσται. (Łk 12,33-34)

   Sprzedajcie wasze dobra, dajcie je na jałmużnę, jeśli jesteście sami. [Jeśli zaś macie rodzinę] zapewnijcie jej środki do życia, które jej wynagrodzą to, że opuściliście dom, aby iść za Mną. Sprawiedliwość bowiem wymaga, by nie zabierać chleba dzieciom i współmałżonkom.
   Jeśli nie możecie poświęcić bogactw pieniężnych, poświęćcie bogactwa uczuć. One także są monetą cenioną przez Boga za to czym są: złotem czystszym niż wszystko inne, perłami kosztowniejszymi niż te, które zostały wyrwane morzom, i rubinami rzadszymi niż te, które znajdują się we wnętrznościach ziemi. Rezygnacja z rodziny dla Mnie to miłość doskonalsza od złota nie zanieczyszczonego ani jednym atomem. To perła z łez, rubin – z krwi, która się sączy z serca rozdartego przez rozdzielenie z ojcem i matką, z małżonką i dziećmi.
   Tak [napełnione] trzosy nie niszczą się, ten skarb nigdy się nie umniejsza. Złodzieje nie wdzierają się do Nieba. Robak nie niszczy tego, co tam jest złożone. Miejcie więc Niebo w sercu, a serce w Niebie, przy waszym skarbie. Serce bowiem – w dobrym lub w złym – jest tam, gdzie jest to, co wam wydaje się waszym drogim skarbem. Skoro więc serce będzie tam, gdzie jest skarb (w Niebie), a skarb będzie tam, gdzie jest serce (w was), to skarb będzie w sercu, a ze skarbem świętych będzie w sercu Niebo świętych. (III (cz. 3–4), 140: 10 i 14 września 1945. A, 6428-6444)

   Vendete i vostri beni, fatene elemosina se siete soli. Date ai vostri il viatico del vostro abbandono della casa per seguire Me, perché è giusto non levare il pane ai figli e alle spose. E, se non potete perciò sacrificare le ricchezze di denaro, sacrificate le ricchezze di affetto. Anche queste sono monete che Dio valuta per quello che sono: oro più puro d'ogni altro, perle più preziose di quelle rapite ai mari, e rubini più rari di quelli delle viscere del suolo. Perché rinunciare alla famiglia per Me è carità perfetta più di oro senza atomo impuro, è perla fatta di pianto, e rubino fatto di sangue che geme dalla ferita del cuore, lacerato dal distacco da padre e madre, sposa e figli. Ma queste borse non si logorano, questo tesoro non viene mai meno. I ladri non penetrano in Cielo. Il tarlo non corrode ciò che là è depositato. E abbiate il Cielo nel cuore e il cuore in Cielo presso il vostro tesoro. Perché il cuore, nel buono o nel malvagio, è là dove è ciò che vi sembra vostro caro tesoro. Perciò, come il cuore è là dove è il tesoro (in Cielo), così il tesoro è là dove è il cuore (ossia in voi), anzi il tesoro è nel cuore e col tesoro dei santi è nel cuore il Cielo dei santi. (4, 276)

Por. Skarb niebiański.

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001