sobota, 3 czerwca 2023

(161) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Najlepsza cząstka

   38 W dalszej ich drodze zaszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go w swoim domu. 39 Miała ona siostrę, imieniem Maria, która usiadłszy u nóg Pana, słuchała Jego słowa. 40 Marta zaś uwijała się około rozmaitych posług. A stanąwszy przy Nim, rzekła: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła». 41 A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, 42 a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona». (Łk 10,38-42)

  
38 Ἐν δὲ τῷ πορεύεσθαι αὐτοὺς αὐτὸς εἰσῆλθεν εἰς κώμην τινά· γυνὴ δέ τις ὀνόματι Μάρθα ὑπεδέξατο αὐτόν. 39 καὶ τῇδε ἦν ἀδελφὴ καλουμένη Μαριάμ, [ἣ] καὶ παρακαθεσθεῖσα πρὸς τοὺς πόδας τοῦ κυρίου ἤκουεν τὸν λόγον αὐτοῦ. 40 ἡ δὲ Μάρθα περιεσπᾶτο περὶ πολλὴν διακονίαν· ἐπιστᾶσα δὲ εἶπεν· κύριε, οὐ μέλει σοι ὅτι ἡ ἀδελφή μου μόνην με κατέλιπεν διακονεῖν; εἰπὲ οὖν αὐτῇ ἵνα μοι συναντιλάβηται. 41 ἀποκριθεὶς δὲ εἶπεν αὐτῇ ὁ κύριος· Μάρθα Μάρθα, μεριμνᾷς καὶ θορυβάζῃ περὶ πολλά, 42 ἑνὸς δέ ἐστιν χρεία· Μαριὰμ γὰρ τὴν ἀγαθὴν μερίδα ἐξελέξατο ἥτις οὐκ ἀφαιρεθήσεται αὐτῆς. (Łk 10,38-42)

   Pojmuję, że wciąż chodzi o postać Marii Magdaleny,
1 gdyż to ją najpierw widzę w prostej szacie, liliowej jak kwiat malwy. Żadnej kosztownej ozdoby. Włosy są po prostu splecione w warkocz na karku. Wydaje się młodsza niż wtedy, gdy była cała prawdziwym arcydziełem wyglądu. Nie ma już ani spojrzenia bezwstydnego z czasu, gdy była grzesznicą, ani upokorzonego wzroku z chwili, gdy słuchała przypowieści o zabłąkanej owcy, ani zawstydzonego, skąpanego łzami z tego wieczoru, kiedy była w sali faryzeusza... Teraz ma spojrzenie spokojne. Stało się ono ponownie przejrzyste jak u dziecka. Jaśnieje w nim pełen pokoju uśmiech.
   Opiera się o drzewo na granicy posiadłości Betanii i spogląda ku drodze. Czeka. Następnie wydaje radosny okrzyk. Potem kieruje się ku domowi i krzyczy głośno, aby ją usłyszano. Woła swym wspaniałym, aksamitnym i pełnym uczucia głosem, jedynym:
   «Nadchodzi!... Marto, dobrze nam powiedzieli. Rabbi jest tutaj!»
   I biegnie, aby otworzyć ciężką skrzypiącą bramę. Nie daje czasu sługom na zrobienie tego. Wychodzi na ulicę, z ramionami wyciągniętymi jak dziecko idące do mamy z okrzykiem czułej radości.
   Woła: «O mój Rabbuni!»
   I pada Jezusowi do stóp, całując je w pyle drogi.
   «Pokój tobie, Mario. Przychodzę wypocząć pod twoim dachem».
   «O, mój Nauczycielu!» – powtarza Maria, podnosząc twarz z wyrazem szacunku i miłości, tak wiele mówiącą... Jest w niej podziękowanie, błogosławieństwo, szczęście. Jest zachęta do wejścia i radość, bo On wchodzi...
   Jezus położył jej rękę na głowie, jakby ją jeszcze rozgrzeszał. Maria wstaje i u boku Jezusa wchodzi w obręb posiadłości. W tym czasie przybiegli słudzy i Marta. Słudzy podają amfory i kubki, Marta ma jedynie swą miłość, ale jest ona bardzo wielka.
   Zgrzani apostołowie piją orzeźwiające napoje, jakie słudzy im podają. Chcieliby je ofiarować najpierw Jezusowi, ale Marta ich uprzedziła. Wzięła kubek mleka i podaje go Jezusowi. Musi wiedzieć, że On to lubi. Kiedy uczniowie ugasili pragnienie, Jezus odzywa się do nich:
   «Idźcie uprzedzić wiernych. Dziś wieczorem będę przemawiał».
   Apostołowie wychodzą od razu z ogrodu, rozchodząc się w różnych kierunkach. Jezus idzie prosto, z Martą i Marią.
   «Chodź, Nauczycielu – mówi Marta. – Czekając na Łazarza posil się i odpocznij».
   Wchodzą do chłodnego pomieszczenia, z którego wychodzi się na zacieniony krużganek. Maria, która oddaliła się pospiesznie, powraca z dzbanem wody. Za nią idzie sługa niosący misę. Ale to Maria chce obmyć nogi Jezusowi. Zdejmuje zakurzone sandały i oddaje je słudze, aby je poszedł wyczyścić; również – płaszcz, aby go otrząsnął z kurzu. Potem zanurza stopy Jezusa w wodzie z wonnościami, które czynią ją lekko różową, wyciera je, całuje. Następnie zmienia wodę i ofiarowuje Jezusowi czystą – do rąk. Czekając, aż sługa przyniesie sandały, przykucnęła na dywanie u stóp Jezusa, głaska je i zanim włoży sandały, całuje je raz jeszcze, mówiąc:
   «Święte stopy, które tak wiele chodziły, żeby mnie odszukać!»
   Marta – bardziej praktyczna w swej miłości – myśli o tym, co jest pożyteczne po ludzku. Pyta:
   «Nauczycielu, kto przyjdzie oprócz Twoich uczniów?»
   Jezus odpowiada: «Nie wiem jeszcze dokładnie, ale możesz przygotować dla pięciu [osób], poza apostołami».
   Marta wychodzi.
   Jezus idzie do zacienionego i chłodnego ogrodu. Ma na Sobie jedynie ciemnoniebieską szatę. Płaszcz, który Maria starannie poskładała, został na kamiennej ławie. Maria wychodzi z Jezusem. Idą zadbanymi alejkami, między kobiercami kwiatów, aż do stawu, który wygląda jak zwierciadło pomiędzy zielenią.
   Woda jest bardzo przejrzysta. Porusza się trochę – to tu, to tam – bo podskakuje jakaś ryba lub spadają krople strumyczka, wpadającego do niej z wysokości, pośrodku. Przy obszernym zbiorniku są miejsca do siedzenia. Wydaje się on małym jeziorem, z którego wychodzą małe nawadniające kanały. Myślę nawet, że jeden z nich zasila staw, a inne, mniejsze, służą do nawadniania. Jezus siada na miejscu, które się znajduje dokładnie na brzegu zbiornika. Maria siada u Jego stóp, na zielonej, zadbanej trawie. Na początku nie rozmawiają. Jezus w sposób widoczny cieszy się ciszą i odpoczynkiem w chłodzie ogrodu. Maria jest szczęśliwa, wpatrując się w Niego. Jezus bawi się przejrzystą wodą zbiornika. Zanurza palce. Przesuwa dłoń, tworząc na wodzie bruzdy, potem zanurza ją całą w chłodnej wodzie:
   «Jaka piękna jest ta przejrzysta woda!» – mówi.
   «Tak Ci się podoba, Nauczycielu?» – pyta Maria.
   «Tak, Mario, bo jest tak bardzo przejrzysta. Spójrz. Nie ma śladu błota. To woda... lecz jest tak czysta, że wygląda, jakby nic tu nie było, jakby nie była żywiołem lecz duchem. Moglibyśmy wyczytać na dnie słowa, jakie do siebie mówią małe rybki...»
   «Jak czyta się je w głębi czystych dusz, prawda Nauczycielu?» – Maria wzdycha ze skrytym żalem.
   Jezus zauważa to tłumione westchnienie i wyczytuje żal, przysłaniany uśmiechem. Od razu uzdrawia troskę Marii:
   «Gdzież są, Mario, czyste dusze? Łatwiej jest górze przenieść się na inne miejsce niż stworzeniu wytrwać w czystości, [chroniąc się] od trzech nieczystości. Zbyt wiele spraw porusza dorosłego i fermentuje wokół niego. I nie zawsze może on im przeszkodzić przeniknąć do jego wnętrza. Tylko dzieci mają dusze anielskie, dusze zachowane przez swą niewinność od wiedzy, która może je zamienić w błoto. To dlatego tak je kocham. Widzę w nich odbicie nieskończonej Czystości. Jedynie one noszą w sobie wspomnienie Nieba.
   Moja Mama to Niewiasta o duszy dziecka. Więcej jeszcze: Ona jest Niewiastą o duszy anielskiej. Taką była Ewa, gdy wyszła z rąk Ojca. Wyobrażasz sobie, Mario, czym był pierwszy kwiat lilii, rozkwitły w ogrodzie ziemskim? Tak samo piękne są te nad wodą. Ale pierwsza [lilia], która wyszła z rąk Stwórcy!... Czy to był kwiat, czy diament? Czy to były płatki, czy też listki najczystszego srebra? Otóż Moja Matka jest bardziej czysta od tej pierwszej lilii, która nasyciła swym zapachem wiatry. I Jej zapach nienaruszonej Dziewicy napełnia Niebo i ziemię. I to za Nią pójdą ci, którzy będą dobrzy, przez wszystkie wieki.
   Raj jest światłem, zapachem, harmonią. Ale radość Raju byłaby pomniejszona o połowę, gdyby Ojciec nie rozkoszował się kontemplowaniem w nim Całej Pięknej, która z ziemi czyni Raj; gdyby Raj w przyszłości nie posiadał żyjącej Lilii, w której znajdują się trzy słupki ognia Boskiej Trójcy: światło, woń i harmonia. Czystość Matki będzie klejnotem Raju. Raj jednak nie posiada granic! Cóż byś powiedziała o królu, który miałby tylko jeden klejnot w swym skarbcu? Nawet gdyby to był klejnot wspaniały?
   Kiedy otworzę bramy Królestwa Niebios – nie wzdychaj, Mario, to po to przyszedłem – wejdzie tam wielu sprawiedliwych i dzieci: jasna smuga za purpurą Odkupiciela. Ale to będzie jeszcze mało dla zaludnienia Niebios klejnotami i uformowania mieszkańców wiecznego Jeruzalem. A potem... kiedy Nauka Prawdy i Uświęcenia zostanie poznana przez ludzi, kiedy Moja śmierć przywróci ludziom Łaskę, czy dorośli będą mogli osiągnąć Niebo, skoro biedne ludzkie życie jest stałym błotem, które zanieczyszcza? Czy Mój Raj będzie należał tylko do dzieci? O, nie! Trzeba umieć stać się jak dziecko... ale także dla dorosłych jest otwarte Królestwo.
   Jak dzieci... Oto czystość. Widzisz tę wodę? Wydaje się tak przejrzysta, lecz spójrz: wystarczy, że poruszę jej dno tą trzciną, aby się zmąciła. Brud i błoto ukazują się na powierzchni. Jej kryształ staje się żółtawy i nikt by się już jej nie napił. Jeśli jednak wyjmę trzcinę, spokój powróci. Woda odzyska powoli przejrzystość i piękno. Trzcina to grzech. Tak samo jest z duszami. Skrucha, wierz Mi, jest tym, co oczyszcza dusze...»
   Nadchodzi całkiem zdyszana Marta: «Mario, jeszcze tu jesteś? A ja tak się martwię!... Jest coraz później. Wkrótce przyjdą zaproszeni i jest tyle do zrobienia. Służące są przy chlebie. Słudzy kroją i pieką mięso. Ja przygotowuję obrusy, stoły, napoje. Trzeba jednak jeszcze nazbierać owoców i przygotować wodę z miętą i z miodem...»
   Maria słucha, lecz jakby nie słyszy rozpaczliwych słów siostry. Ze szczęśliwym uśmiechem nadal patrzy na Jezusa, nie ruszając się z miejsca. Marta przywołuje Jezusa na pomoc:
   «Nauczycielu, spójrz, jak jestem zgrzana. Czy, według Ciebie, godzi się, żebym sama musiała tyle przygotować? Powiedz jej, żeby mi pomogła».
   Marta jest naprawdę rozgniewana. Jezus spogląda na nią z uśmiechem, na wpół łagodnym, a na wpół pełnym litości, czy raczej: żartobliwym. Marta, nieco urażona, mówi:
   «Mówię poważnie, Nauczycielu. Spójrz, jak ona jest leniwa. Kiedy ja pracuję, ona siedzi tu i patrzy...»
   Jezus poważnieje: «To nie jest lenistwo, Marto. To miłość. Próżnowanie było przedtem. I sama tak wiele płakałaś z powodu tego niegodnego próżnowania. Dzięki twoim łzom Mój krok stał się jeszcze szybszy, aby ją ocalić dla Mnie i oddać ją twemu szlachetnemu uczuciu. Chcesz przeszkadzać miłości, jaką ona darzy swego Zbawiciela? Wolałabyś więc, żeby była daleko stąd, aby nie widziała, że pracujesz, i także daleko ode Mnie? Marto, Marto! Czy muszę ci jeszcze powiedzieć, że ona (Jezus kładzie [Magdalenie] rękę na głowie), przybyła z tak daleka i przewyższyła cię w miłości? Czy mam powiedzieć, że ta, która nie znała ani jednego słowa dobra, teraz jest pouczana mądrością miłości? Zostaw ją w jej spokoju! Ona była tak bardzo chora! Teraz powraca do sił i zdrowia, pijąc umacniające ją napoje. Była tak udręczona... Teraz, po wyjściu z koszmaru, rozgląda się, patrzy na siebie i odkrywa, że jest odnowiona, i odkrywa nowy świat. Pozwól jej odzyskać poczucie bezpieczeństwa. To dzięki temu „nowemu” musi zapomnieć o przeszłości i zdobyć wieczność... Pochłonie ją nie tylko praca, ale też adoracja. Dostanie nagrodę ten, kto da chleb apostołowi lub prorokowi, lecz podwójną nagrodę otrzyma ten, kto zapomni nawet o posileniu się, aby Mnie kochać. On bowiem będzie miał ducha przewyższającego ciało, ducha, który przekrzyczy ludzkie potrzeby, nawet godziwe. Troszczysz się o wiele rzeczy, Marto. Dla niej – jest tylko jedna. Ale to ta wystarczająca jej duchowi, a przede wszystkim jej Panu, który jest również twoim Panem. Zostaw rzeczy niepotrzebne. Naśladuj swą siostrę. Maria wybrała najlepszą część. Taką, która nigdy nie zostanie jej odebrana. Kiedy przeminą różne uzdolnienia, niepotrzebne już mieszkańcom Królestwa, jedynym, co pozostanie, będzie Miłość. Ona pozostanie na zawsze. Jedyna. Królewska. Maria ją wybrała, wzięła ją jako swój puklerz i laskę podróżną. Dzięki niej – jak na skrzydłach aniołów – dojdzie do Mojego Nieba...»
   Marta, udręczona, spuszcza głowę i odchodzi.
   «Moja siostra bardzo Cię kocha i zadaje sobie tyle trudu, aby Cię uczcić...» – mówi Maria, żeby ją usprawiedliwić.
   «Wiem o tym i otrzyma za to nagrodę. Ale ona potrzebuje oczyszczenia ze swego ludzkiego sposobu myślenia, tak samo jak się oczyszcza ta woda. Spójrz, jak woda stała się znowu czysta podczas naszej rozmowy. Marta oczyści się dzięki słowom, które jej powiedziałem. Ty zaś... ty – przez szczerość swej skruchy...»
   «Nie, przez Twoje przebaczenie, Nauczycielu. Moja skrucha nie wystarczyłaby, aby mnie obmyć z mojego wielkiego grzechu...»
   «Wystarczyłaby i wystarczy wszystkim twoim siostrom, które będą cię naśladować... Wszystkim biednym chorym duchowo... Szczera skrucha to oczyszczający filtr. Miłość potem staje się substancją zachowującą od wszelkiego nowego brudu. Oto przyczyna, dla której ci, których życie uczyniło dorosłymi i grzesznikami, będą mogli stać się ponownie niewinnymi jak dzieci i wejść jak one do Mojego Królestwa. Chodźmy teraz do domu. Niech Marta nie zostaje zbyt długo w swym bólu. Zanieśmy jej nasz uśmiech Przyjaciela i siostry». (IV, cz. 2, 67: 14 sierpnia 1944. A, 3328-3336)


1  Wizję tę otrzymała M. Valtorta po trzech innych obrazach związanych z jej nawróceniem.


   Comprendo subito che si è ancora intorno alla figura della Maddalena, perché la vedo per prima cosa in una semplice veste di un rosa lilla come è il fiore della malva. Nessun ornamento prezioso, i capelli sono semplicemente raccolti in trecce sulla nuca. Sembra più giovane di quando era tutta un capolavoro di toletta. Non ha più l'occhio sfrontato di quando era la «peccatrice», e neppure lo sguardo avvilito di quando ascoltava la parabola della pecorella, e quello vergognoso e lucido di pianto di quando era nella sala del Fariseo... Ora ha un occhio quieto, tornato limpido come quello di un bambino, e un riso pacato vi risplende.
   Ella è appoggiata ad un albero presso il confine della proprietà di Betania e guarda verso la via. Attende. Poi ha un grido di gioia. Si volge verso la casa e grida forte per essere udita, grida con la sua splendida voce vellutata e passionale, inconfondibile: «Giunge!... Marta, ci hanno detto giusto. Il Rabbi è qui!», e corre ad aprire il pesante cancello che stride. Non dà tempo ai servi di farlo e esce sulla via a braccia tese, come fa un bambino verso la mamma, e con un grido di gioia amorosa: «O Rabboni mio!», (io scrivo "Rabboni" perché vedo che il Vangelo porta così. Ma tutte le volte che ho sentito la Maddalena chiamarlo, mi è parso dicesse "Rabbomi", con l'emme e non l'enne), e si prostra ai piedi di Gesù, baciandoglieli fra la polvere della via.
   «Pace a te, Maria. Vengo a riposare sotto il tuo tetto».
   «O Maestro mio! », ripete Maria levando il volto con una espressione di riverenza e d'amore che dice tanto… E' ringraziamento, è benedizione, è gioia, è invito ad entrare, è giubilo perché Egli entra...
   Gesù le ha messo la mano sul capo e pare l'assolva ancora. Maria si alza e, a fianco di Gesù, rientra nel recinto della proprietà. Sono corsi intanto i servi e Marta. I servi con anfore e coppe. Marta col suo solo amore. Ma è tanto.
   Gli apostoli, accaldati, bevono le fresche bevande che i servi mescono. Vorrebbero darla a Gesù per il primo. Ma Marta li ha prevenuti. Ha preso una coppa piena di latte e l'ha offerta a Gesù. Deve sapere che gli piace molto.
   Dopo che i discepoli si sono ristorati, Gesù dice loro: «Andate ad avvertire i fedeli. A sera parlerò loro».
   Gli apostoli si sparpagliano in diverse direzioni non appena fuori dal giardino.
   Gesù inoltra fra Maria e Marta. «Vieni, Maestro», dice Marta. «Mentre giunge Lazzaro, riposa e prendi ristoro».
   Mentre prendono piede in una fresca stanza che dà sul portico ombroso, ritorna Maria che si era allontanata apasso rapido. Torna con una brocca d'acqua, seguita da un servo che porta un bacile. Ma è Maria che vuole lavare i piedi di Gesù. Ne slaccia i sandali polverosi e li dà al servo, perché li riporti puliti insieme al mantello, pure dato perché fosse scosso dal polverume. Poi immerge i piedi nell'acqua, che qualche aroma fa lievemente rosea, li asciuga, li bacia. Poi cambia l'acqua e ne offre di monda a Gesù, per le mani. E mentre attende il servo coi sandali, accoccolata sul tappeto ai piedi di Gesù, glieli accarezza e, prima di mettergli i sandali, li bacia ancora dicendo: «Santi piedi che avete tanto camminato per cercarmi!».
   Marta, più pratica nel suo amore, va all'utile umano e chiede: «Maestro, oltre i tuoi discepoli chi verrà?».
   E Gesù: «Non so ancora di preciso. Ma puoi preparare per altri cinque oltre gli apostoli».
   Marta se ne va.
   Gesù esce nel fresco giardino ombroso. Ha semplicemente la sua veste azzurro cupo. Il mantello, ripiegato con cura da Maria, resta su una cassapanca della stanza. Maria esce insieme a Gesù.
   Vanno per vialetti ben curati, fra aiuole fiorite, sin verso la peschiera che pare uno specchio caduto fra il verde. L'acqua limpidissima è appena rotta, qua e là, dal guizzo argenteo di qualche pesce e dalla pioggiolina dello zampillo esilissimo, alto e centrale. Dei sedili sono presso l'ampia vasca che pare un laghetto e dalla quale partono piccoli canali di irrigazione. Credo anzi che uno sia quello che alimenta la peschiera e gli altri, più piccoli, quelli di scarico adibiti ad irrigare.
   Gesù siede su un sedile messo proprio contro il margine della vasca. Maria gli si siede ai piedi, sull'erba verde e ben curata. In principio non parlano. Gesù gode visibilmente del silenzio e del riposo nel fresco del giardino. Maria si bea di guardarlo.
   Gesù gioca con la vasca limpida della vasca. Vi immerge le dita, la pettina separandola in tante piccole scie e poi lascia che tutta la mano sia immersa in quella pura freschezza. «Come è bella quest'acqua limpida. Guarda. Non ha una traccia di fango. Vi è acqua, ma è tanto pura che pare non vi sia nulla, quasi non fosse elemento ma spirito. Possiamo leggere sul fondo le parole che si dicono i pesciolini...».
   «Come si legge in fondo alle anime pure. Non è vero, Maestro?», e Maria sospira con un rimpianto segreto.
   Gesù sente il sospiro represso e legge il rimpianto velato da un sorriso, e medica subito la pena di Maria.
   «Le anime pure dove le abbiamo, Maria? E' più facile che un monte cammini che una creatura sappia mantenersi pura delle tre purità. Troppe cose intorno ad un adulto si agitano e fermentano. E non sempre si può impedire che penetrino nell'interno. Non vi sono che i bambini che abbiano l'anima angelica, l'anima preservata, dalla loro innocenza, dalle cognizioni che possono mutarsi in fango. Per questo li amo tanto. Vedo in loro un riflesso della Purezza infinita. Sono gli unici che portino seco questo ricordo di Cieli.
   La Mamma mia è la Donna dall'animo di bambino. Più ancora. Ella è la Donna dall'anima di angelo. Quale era Eva uscita dalle mani del Padre. Lo pensi, Maria, cosa sarà stato il primo giglio fiorito nel terrestre giardino? Tanto belli anche questi che fanno guida a quest'acqua. Ma il primo, uscito dalle mani del Creatore! Era fiore o era diamante? Erano petali o fogli d'argento purissimo? Eppure mia Madre è più pura di questo primo giglio che ha profumato i venti. E il suo profumo di Vergine inviolata empie Cielo e Terra, e dietro ad esso andranno i buoni nei secoli dei secoli. Il Paradiso è luce, profumo e armonia. Ma se in esso non si beasse il Padre nel contemplare la Tutta Bella che fa della Terra un paradiso, ma se il Paradiso dovesse in futuro non avere il Giglio vivo nel cui seno sono i tre pistilli di fuoco della divina Trinità, luce, profumo e armonia, letizia del Paradiso, sarebbero menomati della metà. (Non per il grado di beatitudine [che consiste nel possesso e nella contemplazione di Dio, e in quanto tale è inalterabile] ma per la preziosità del popolo dei beati, che sono come gemme le quali, tutte insieme, valgono quanto la gemma che è la Vergine Madre di Dio) La purezza della Madre sarà gemma del Paradiso.
   Ma è sconfinato il Paradiso! Che diresti di un re che avesse una gemma sola nel suo tesoro? Anche fosse la Gemma per eccellenza? Quando Io avrò aperto le porte del Regno dei Cieli... – non sospirare, Maria, per questo Io sono venuto – molte anime di giusti e di pargoli entreranno, scia di candore, dietro alla porpora del Redentore. Ma saranno ancora pochi per popolare di gemme i Cieli e formare i cittadini della Gerusalemme eterna. E dopo... dopo che la Dottrina di verità e santificazione sarà conosciuta dagli uomini, dopo che la mia Morte avrà ridato Grazia agli uomini, come potrebbero gli adulti conquistare i Cieli, se la povera vita umana è continuo fango che rende impuri? Sarà dunque allora il mio Paradiso solo dei pargoli? Oh! no! Come pargoli occorre saper divenire. Ma anche agli adulti è aperto il Regno. Come pargoli... Ecco la purezza.
   Vedi quest'acqua? Pare tanto limpida. Ma osserva: basta che Io con questo giunco ne smuova il fondale che ecco si intorbida. Detriti e fango affiorano. Il suo cristallo si fa giallognolo e nessuno ne beverebbe più. Ma se Io levo il giunco, la pace ritorna e l'acqua torna a poco a poco limpida e bella. Il giunco: il peccato. Così delle anime. Il pentimento, credilo, è ciò che depura...».
   Sopraggiunge Marta affannata: «Ancora qui sei, Maria? Ed io che mi affanno tanto!... L'ora passa. I convitati presto verranno e vi è tanto da fare. Le serve sono al pane, i servi scuoiano e cuociono le carni. Io preparo stoviglie, mense e bevande. Ma ancora sono da cogliere le frutta e preparare l'acqua di menta e miele...».
   Maria ascolta si e no le lamentele della sorella. Con un sorriso beato continua a guardare Gesù, senza muoversi dalla sua posizione.
   Marta invoca l'aiuto di Gesù: «Maestro, guarda come sono accaldata. Ti pare giusto che sia io sola a sfaccendare? Dille Tu che mi aiuti». Marta è veramente inquieta.
   Gesù la guarda con un sorriso per metà dolce e per metà un poco ironico, meglio, scherzoso.
   Marta ci si inquieta un poco: «Dico sul serio, Maestro. Guardala come ozia mentre io lavoro. Ed è qui che vede...».
   Gesù si fa più serio: «Non è ozio, Marta. E' amore. L'ozio era prima. E tu hai tanto pianto per quell'ozio indegno. Il tuo pianto ha messo ancor più ala al mio andare per salvarmela e rendertela al tuo onesto affetto. Vorresti tu contenderla di amare il suo Salvatore? La preferiresti allora lontana da qui per non vederti lavorare, ma lontana anche da Me? Marta, Marta! Devo dunque dire che costei (e Gesù le pone la mano sul capo), venuta da tanto lontano, ti ha sorpassata nell'amore? Devo dunque dire che costei, che non sapeva una parola di bene, è ora dotta nella scienza dell'amore? Lasciala alla sua pace! E' stata tanto malata! Ora è una convalescente che guarisce bevendo le bevande che fortificano. E' stata tanto tormentata... Ora, uscita dall'incubo, guarda intorno a sè e in sè, e si scopre nuova e scopre un mondo nuovo. Lascia che se ne faccia sicura. Con questo suo "nuovo" deve dimenticare il passato e conquistarsi l'eterno... Non sarà conquistato questo unicamente col lavoro, ma anche con l'adorazione. Avrà ricompensa chi avrà dato un pane all'apostolo e al profeta. Ma doppia ne avrà chi avrà dimenticato anche di cibarsi per amarmi, perché più grande della carne avrà avuto lo spirito, il quale avrà avuto voci più forti di quelle degli anche leciti bisogni umani. Tu ti affanni di troppe cose, Marta. Costei di una sola. Ma è quella che basta al suo spirito e soprattutto al suo e tuo Signore. Lascia cadere le cose inutili. Imita tua sorella. Maria ha scelto la parte migliore. Quella che non le sarà mai più tolta. Quando tutte le virtù saranno superate, perché non più necessarie ai cittadini del Regno, unica resterà la carità. Essa resterà sempre. Unica. Sovrana. Ella, Maria, ha scelto questa, e questa si è presa per suo scudo e bordone. Con questa, come su ali d'angelo, verrà nel mio Cielo».
   Marta abbassa la testa mortificata e se ne va.
   «Mia sorella ti ama molto e si cruccia per farti onore...», dice Maria per scusarla.
   «Lo so, e ne sarà ricompensata. Ma ha bisogno di esser depurata, come si è depurata quest'acqua, del suo pensare umano. Guarda, mentre parlavamo, come è tornata limpida. Marta si depurerà per le parole che le ho detto. Tu... tu per la sincerità del tuo pentimento...».
   «No, per il tuo perdono, Maestro. Non bastava il mio pentirmi a lavare il mio grande peccato...».
   «Bastava e basterà alle tue sorelle che ti imiteranno. A tutti i poveri infermi dello spirito. Il pentimento sincero è filtro che depura; l'amore, poi, è sostanza che preserva da ogni nuova inquinazione. Ecco perciò che coloro che la vita fa adulti e peccatori potranno tornare innocenti come pargoli ed entrare come essi nel Regno mio. Andiamo ora alla casa. Che Marta non resti troppo nel suo dolore. Portiamole il nostro sorriso di Amico e di sorella». (6, 377)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

środa, 24 maja 2023

(8.2) Odsłony: Piękno Matki: Usprawiedliwienie stworzenia

Odsłony Poematu Boga-Człowieka
czyli tej Ewangelii, która została objawiona Marii Valtorcie

Och! zasługiwało stworzyć człowieka i pozwolić mu żyć i postanowić mu przebaczyć, aby mieć Dziewicę piękną, Dziewicę świętą, Dziewicę niepokalaną, Dziewicę zakochaną, Córkę umiłowaną, Matkę najczystszą, Małżonkę rozkochaną!

   Bóg w Swoim przejrzeniu ujrzał tę Piękną Dziewicę i dzięki temu zechciał stworzyć człowieka. Ujrzał, że zasługującym jest go stworzyć, skoro Ona, Piękna, przyjdzie kiedyś na świat i zachwyci Go swoim pięknem – pięknem istoty stworzonej, ale świętej i nieskalanej, istoty zakochanej. Dlatego też stała się dla niego umiłowaną. Stała się umiłowaną, ponieważ zachowała w sobie piękno i świętość istoty stworzonej, taką jaką była Ewa przed skalaniem grzechu.
   Maryja była niepokalaną i w Bogu zakochaną. Przez to Bóg szczególnie Ją Sobie upodobał. Umiłował Ją szczególnie, bo On kocha się w tym, co piękne i święte. Dlatego też stała się dla Niego Matką najczystszą. Ona Boga przyjęła, Boga w sobie nosiła i Boga Samego porodziła. Było to najczystsze, z Boga Samego zaczęte i bez zastrzeżeń przez Nią przyjęte. Jakże zadziwiające! Tak z Bogiem się zespoliła, że stała Mu się też Żoną.
   Gdzie pojmie to rozum? Dziewica, córka, matka i małżonka zarazem. Że jest dziewicą i córką, zrozumiałe. Ale że dziewicą i matką? Jakże może pozostawać dziewicą, skoro stała się matką? Jakże może być dla Boga matką, skoro jest Jego córką? W stosunkach ludzkich być zarazem matką i córką to kazirodztwo, ale tu mamy stosunki Boskie i nowe, czyste rodzenie. Podobnie z byciem zarazem córką i małżonką. To, co między ludźmi uchodziłoby za związek nieczysty, tutaj między Bogiem a człowiekiem jest pięknym i czystym małżeństwem duchowym. Podobnie i z tym, że ta Matka jest zarazem Małżonką. Wśród ludzi uchodziłoby to za związek nieczysty, a dla Boga i człowieka jest to czyste małżeństwo. Ale że jest zarazem córką, matką i małżonką? Jak to pojąć? Mamy tu coś niespotykanego w świecie. Żeby dla jednego mężczyzny była jakaś kobieta, która byłaby dla niego córką, która tego samego mężczyznę urodziła i która dla tego samego mężczyzny stała się żoną – czy widziano coś podobnego?
   Oto Żona Męża, którym jest Bóg, dla którego wszystko jest możliwe. Niech rozum osłupieje, serce zadrży, duch się rozpali na widok tej Pięknej Dziewicy, Rodzicielki Jedynego Boga. On patrząc na Nią w Swojej Myśli, pozostawił przy życiu człowieka, mimo że ten zaciągnął dług śmierci. On patrząc na Nią, zechciał człowiekowi przebaczyć, przymrużyć Swoje Boskie oczy na brzydotę grzechu, aby podziwiać piękno Cnotliwej i dać światu Zbawiciela, który przywróci Swym dzieciom piękno.


Napisał Jakub Szukalski.
Powyższe tłumaczenie zdań Poematu Boga-Człowieka
z języka włoskiego: Jakub Szukalski.


sobota, 20 maja 2023

(7) List do Kościoła w Koryncie: Pokój wszechświata i pokój między ludźmi

Pokój wszechświata i pokój między ludźmi


  
(2) Skoro więc mamy udział w tych niezliczonych, wielkich i chwalebnych dziełach,
76 skierujmy teraz znowu wszystkie nasze wysiłki ku pokojowi, który jest od początku wskazanym nam celem. Utkwijmy wzrok w Ojcu i Stwórcy całego wszechświata i nie pozwólmy sobie wydrzeć Jego wspaniałych a bezcennych darów, Jego dobrodziejstw, jakich w pokoju nam użycza. (3) Patrzmy na Niego w myśli i oglądajmy oczyma duszy Jego wielką cierpliwość w urzeczywistnianiu swoich zamysłów, pomyślmy jak pobłażliwy jest dla wszystkich swoich stworzeń!
  
20. (1) Niebiosa obracają się pod Jego ręką i w pokoju są Mu posłuszne. (2) Dzień i noc odbywają drogę przez Niego im wyznaczoną
77 nigdy sobie wzajemnie nie przeszkadzając. (3) Słońce, księżyc i chóry [s. 34:] gwiazd biegną w zgodzie po wytyczonych im orbitach i ani na chwilę z nich nie zbaczają. (4) Ziemia brzemienna we właściwych porach rodzi zgodnie z Jego wolą przeobfite pożywienie dla ludzi, zwierząt i wszystkich istot, jakie na niej żyją, nie buntuje się, ani nie próbuje zmieniać tego, co On postanowił. (5) W niezgłębionych otchłaniach przepaści i niezbadanych krainach podziemia te same rządzą prawa. (6) Bezkresne morza, mieszcząc się w ogromnej czaszy, jaką dla niego ukształtował, nie przekracza granic, w których je zamknął, ale jak mu rozkazał, tak postępuje. (7) Rzekł bowiem: „Dotąd dojdziesz, a fale twoje będą rozbijać się w tobie”.78 (8) Ocean nieprzebyty dla człowieka i znajdujące się w nim światy słuchają tych samych rozkazów Pana. (9) Kolejne wiosny, lata, jesienie i zimy w pokoju jedne drugim ustępują miejsca. (10) Wiatry w czasie stosownym opuszczają swoje mieszkania wypełniając bezbłędnie swoją służbę. Wiecznie bijące źródła, stworzone dla przyjemności i dla zdrowia ludzi, pozwalają im bez chwili przerwy czerpać życie ze swoich piersi. Najmniejsze nawet zwierzęta spotykają się w zgodzie i pokoju.
  
(11) Wielki Pan i Stwórca wszechświata chciał, aby w zgodzie i pokoju żyło wszystko, wszystkim też stworzeniom czyni dobrze, a przeobficie obdarza zwłaszcza nas, którzy uciekamy się do Jego miłosierdzia przez Pana naszego Jezusa Chrystusa. (12) Jemu chwała i majestat na wieki wieków. Amen.
  
21. (1) Zwróćmy baczną uwagę umiłowani moi, aby te dobrodziejstwa nie stały się dla nas potępieniem, jeśli nie będziemy postępować w sposób godny Pana, czyniąc zawsze w zgodzie to, co jest dobre i miłe w Jego oczach. (2) Mówi bowiem Pismo Święte: „Duch Pański jest lampą, której światło przenika aż do głębi serca”.
79
   (3) Rozważmy, jak blisko jest nas, a wzroku Jego nie ujdzie nic z naszych myśli ani z naszych zamierzeń. (4) Słuszną jest zatem rzeczą, abyśmy nie uchylali się jak dezerterzy od pełnienia Jego woli. (5) Gdy mamy do czynienia z ludźmi bezrozumnymi i bezmyślnymi, co wynoszą się ponad innych i przechwalają dumnymi słowami, bądźmy gotowi raczej ich niźli Boga obrazić. (6) Czcijmy Pana Jezusa Chrystusa, którego krew została za nas wylana, szanujmy naszych zwierzchników, poważajmy starszych, młodych wychowujmy w bojaźni Bożej, a żony nasze kierujmy ku dobremu. (7) Niechaj będą one dla wszystkich zwierciadłem czystości obyczajów, niech dowodzą, że szczerze dążą do łagodności, niech swym milczeniem świadczą o wstrzemięźliwości języka, a miłością, nie kształtowaną ludzkimi skłonnościami, obejmują na równi wszystkich, którzy żyją w bojaźni Boga. (8) Niech dzieci nasze uczestniczą w wychowaniu [s. 35:] w Chrystusie. Niechaj się uczą, jak ogromną ma się wobec Boga pokora, ile może u Boga czysta miłość, jak piękna i wielka jest bojaźń Boża, zdolna zbawić każdego, kto żyje w niej święcie szczerym sercem. (9) Bóg przenika bowiem nasze myśli i pragnienia, złożył w nas swego ducha i zabierze go, kiedy zechce.
  
22. (1) Wszystko to poręcza nam wiara w Chrystusie. On bowiem sam zaprasza nas przez Ducha Świętego: „Pójdźcie synowie, słuchajcie mnie, nauczę was bojaźni Pana. (2) Jakim jest człowiek, co miłuje życie i pragnie dni, by zażywać szczęścia? (3) Powściągnij swój język od złego, a twoje wargi od słów podstępnych. (4) Odstąp od złego, czyń dobro. (5) Szukaj pokoju, ścigaj go. (6) Oczy Pana przeciw źle czyniącym, by pamięć o nich wygładzić z ziemi. (7) Zawołał sprawiedliwy, a Pan go wysłuchał i uwolnił od wszelkich przeciwności.
80 (8) Liczne są udręki grzesznika, lecz tych, co ufają w Panu, osłoni Jego miłosierdzie”.81
   23. (1) Wszechmiłosierny i pełen dobroci Ojciec lituje się nad wszystkimi, którzy się Go boją, łaskawie i życzliwie udziela swoich łask wszystkim, którzy ze szczerym sercem przychodzą do Niego. (2) Dlatego też nie wahajmy się i nie snujmy różnych urojeń w duszy tam, gdzie chodzi o tak wielkie i chwalebne Jego dary. (3) Niechaj nigdy nie odnoszą się do nas te słowa Pisma: „Nieszczęśliwi ci, co się wahają i wątpiąc w duszy mówią: Obietnice te słyszeliśmy już i za czasów ojców naszych, a oto dożyliśmy starości i zestarzeliśmy i nic z tego się nam nie wydarzyło. (4) Głupcy, porównajcie się do drzewa!82 Weźcie [na przykład] winorośl: najpierw traci liście, potem rodzą się pączki, później liście, kwiaty, później jeszcze zielone jagody, a dopiero na koniec pełne grona”.83 Widzicie: w krótkim czasie owoc drzewa osiągnął swoją dojrzałość. (5) Zaiste, szybko i nieoczekiwanie spełni się wola Boża, jak świadczy o tym także Pismo Święte: „Szybko przyjdzie i nie będzie zwlekał”,84 oraz „Nagle przybędzie do swej świątyni Pan i Święty, którego wy oczekujecie”.85


*


  
2. Πολλῶν οὖν καὶ μεγάλων καὶ ἐνδόξων μετειληφότες πράξεων ἐπαναδράμωμεν ἐπὶ τὸν ἐξ ἀρχῆς παραδεδομένον ἡμῖν τῆς εἰρήνης σκοπὸν καὶ ἀτενίσωμεν εἰς τὸν πατέρα καὶ κτίστην τοῦ σύμπαντος κόσμου καὶ ταῖς μεγαλοπρεπέσι καὶ ὑπερβαλλούσαις αὐτοῦ δωρεαῖς τῆς εἰρήνης εὐεργεσίαις τε κολληθῶμεν. 3. Ἴδωμεν αὐτὸν κατὰ διάνοιαν καὶ ἐμβλέψωμεν τοῖς ὄμμασιν τῆς ψυχῆς εἰς τὸ μακρόθυμον αὐτοῦ βούλημα· νοήσωμεν, πῶς ἀόργητος ὑπάρχει πρὸς πᾶσαν τὴν κτίσιν αὐτοῦ.
  
20. 1. Οἱ οὐρανοὶ τῇ διοικήσει αὐτοῦ σαλευόμενοι ἐν εἰρήνῃ ὑποτάσσονται αὐτῷ. 2. Ἡμέρα τε καὶ νὺξ τὸν τεταγμένον ὑπ’ αὐτοῦ δρόμον διανύουσιν, μηδὲν ἀλλήλοις ἐμποδίζοντα. 3. Ἥλιός τε καὶ σελήνη, ἀστέρων τε χοροὶ κατὰ τὴν διαταγὴν αὐτοῦ ἐν ὁμονοίᾳ δίχα πάσης παρεκβάσεως ἐξελίσσουσιν τοὺς ἐπιτεταγμένους αὐτοῖς ὁρισμούς. 4. Γῆ κυοφοροῦσα κατὰ τὸ θέλημα αὐτοῦ τοῖς ἰδίοις καιροῖς τὴν πανπληθῆ ἀνθρώποις τε καὶ θηρσὶν καὶ πᾶσιν τοῖς οὖσιν ἐπ’ αὐτῆς ζῴοις ἀνατέλλει τροφήν, μὴ διχοστατοῦσα μηδὲ ἀλλοιοῦσά τι τῶν δεδογματισμένων ὑπ’ αὐτοῦ. 5. Ἀβύσσων τε ἀνεξιχνίαστα καὶ νερτέρων ἀνεκδιήγητα κρίματα τοῖς αὐτοῖς συνέχεται προστάγμασιν. 6. Τὸ κύτος τῆς ἀπείρου θαλάσσης κατὰ τὴν δημιουργίαν αὐτοῦ συσταθὲν εἰς τὰς συναγωγὰς οὐ παρεκβαίνει τὰ περιτεθειμένα αὐτῇ κλεῖθρα, ἀλλὰ καθὼς διέταξεν αὐτῇ, οὕτως ποιεῖ. 7. Εἶπεν γάρ· «Ἕως ὧδε ἥξεις, καὶ τὰ κύματά σου ἐν σοὶ συντριβήσεται.» 8. Ὠκεανὸς ἀπέραντος ἀνθρώποις καὶ οἱ μετ’ αὐτὸν κόσμοι ταῖς αὐταῖς ταγαῖς τοῦ δεσπότου διευθύνονται. 9. Καιροὶ ἐαρινοὶ καὶ θερινοὶ καὶ μετοπωρινοὶ καὶ χειμερινοὶ ἐν εἰρήνῃ μεταπαραδιδόασιν ἀλλήλοις. 10. Ἀνέμων σταθμοὶ κατὰ τὸν ἴδιον καιρὸν τὴν λειτουργίαν αὐτῶν ἀπροσκόπως ἐπιτελοῦσιν· ἀέναοί τε πηγαί, πρὸς ἀπόλαυσιν καὶ ὑγείαν δημιουργηθεῖσαι, δίχα ἐλλείψεως παρέχονται τοὺς πρὸς ζωῆς ἀνθρώποις μαζούς· τά τε ἐλάχιστα τῶν ζῴων τὰς συνελεύσεις αὐτῶν ἐν ὁμονοίᾳ καὶ εἰρήνῃ ποιοῦνται. 11. Ταῦτα πάντα ὁ μέγας δημιουργὸς καὶ δεσπότης τῶν ἁπάντων ἐν εἰρήνῃ καὶ ὁμονοίᾳ προσέταξεν εἶναι, εὐεργετῶν τὰ πάντα, ὑπερεκπερισσῶς δὲ ἡμᾶς τοὺς προσπεφευγότας τοῖς οἰκτιρμοῖς αὐτοῦ διὰ τοῦ κυρίου ἡμῶν Ἰησοῦ Χριστοῦ· 12. ᾧ ἡ δόξα καὶ ἡ μεγαλωσύνη εἰς τοὺς αἰῶνας τῶν αἰώνων. Ἀμήν.
  
21. 1. Ὁρᾶτε, ἀγαπητοί, μὴ αἱ εὐεργεσίαι αὐτοῦ αἱ πολλαὶ γένωνται εἰς κρίμα ἡμῖν, ἐὰν μὴ ἀξίως αὐτοῦ πολιτευόμενοι τὰ καλὰ καὶ εὐάρεστα ἐνώπιον αὐτοῦ ποιῶμεν μεθ’ ὁμονοίας. 2. Λέγει γάρ που· «Πνεῦμα κυρίου λύχνος ἐρευνῶν τὰ ταμιεῖα τῆς γαστρός.» 3. Ἴδωμεν, πῶς ἐγγύς ἐστιν, καὶ ὅτι οὐδὲν λέληθεν αὐτὸν τῶν ἐννοιῶν ἡμῶν οὐδὲ τῶν διαλογισμῶν ὧν ποιούμεθα. 4. Δίκαιον οὖν ἐστὶν μὴ λειποτακτεῖν ἡμᾶς ἀπὸ τοῦ θελήματος αὐτοῦ. 5. Μᾶλλον ἀνθρώποις ἄφροσι καὶ ἀνοήτοις καὶ ἐπαιρομένοις καὶ ἐγκαυχωμένοις ἐν ἀλαζονείᾳ τοῦ λόγου αὐτῶν προσκόψωμεν ἢ τῷ θεῷ. 6. Τὸν κύριον Ἰησοῦν Χριστόν, οὗ τὸ αἷμα ὑπὲρ ἡμῶν ἐδόθη, ἐντραπῶμεν, τοὺς προηγουμένους ἡμῶν αἰδεσθῶμεν, τοὺς πρεσβυτέρους τιμήσωμεν, τοὺς νέους παιδεύσωμεν τὴν παιδείαν τοῦ φόβου τοῦ θεοῦ, τὰς γυναῖκας ἡμῶν ἐπὶ τὸ ἀγαθὸν διορθωσώμεθα· 7. τὸ ἀξιαγάπητον τῆς ἁγνείας ἦθος ἐνδειξάσθωσαν, τὸ ἀκέραιον τῆς πραΰτητος αὐτῶν βούλημα ἀποδειξάτωσαν, τὸ ἐπιεικὲς τῆς γλώσσης αὐτῶν διὰ τῆς σιγῆς φανερὸν ποιησάτωσαν, τὴν ἀγάπην αὐτῶν μὴ κατὰ προσκλίσεις, ἀλλὰ πᾶσιν τοῖς φοβουμένοις τὸν θεὸν ὁσίως ἴσην παρεχέτωσαν. 8. Τὰ τέκνα ἡμῶν τῆς ἐν Χριστῷ παιδείας μεταλαμβανέτωσαν· μαθέτωσαν, τί ταπεινοφροσύνη παρὰ θεῷ ἰσχύει, τί ἀγάπη ἁγνὴ παρὰ θεῷ δύναται, πῶς ὁ φόβος αὐτοῦ καλὸς καὶ μέγας καὶ σῴζων πάντας τοὺς ἐν αὐτῷ ὁσίως ἀναστρεφομένους ἐν καθαρᾷ διανοίᾳ. 9. Ἐρευνητὴς γάρ ἐστιν ἐννοιῶν καὶ ἐνθυμήσεων· οὗ ἡ πνοὴ αὐτοῦ ἐν ἡμῖν ἐστίν, καὶ ὅταν θέλῃ, ἀνελεῖ αὐτήν.
  
22. 1. Ταῦτα δὲ πάντα βεβαιοῖ ἡ ἐν Χριστῷ πίστις· καὶ γὰρ αὐτὸς διὰ τοῦ πνεύματος τοῦ ἁγίου οὕτως προσκαλεῖται ἡμᾶς· «Δεῦτε, τέκνα, ἀκούσατέ μου, φόβον κυρίου διδάξω ὑμᾶς. 2. Τίς ἐστιν ἄνθρωπος ὁ θέλων ζωήν, ἀγαπῶν ἡμέρας ἰδεῖν ἀγαθάς; 3. Παῦσον τὴν γλῶσσάν σου ἀπὸ κακοῦ καὶ χείλη σου τοῦ μὴ λαλῆσαι δόλον. 4. Ἔκκλινον ἀπὸ κακοῦ καὶ ποίησον ἀγαθόν. 5. Ζήτησον εἰρήνην καὶ δίωξον αὐτήν. 6. Ὀφθαλμοὶ κυρίου ἐπὶ δικαίους, καὶ ὦτα αὐτοῦ πρὸς δέησιν αὐτῶν· πρόσωπον δὲ κυρίου ἐπὶ ποιοῦντας κακά, τοῦ ἐξολεθρεῦσαι ἐκ γῆς τὸ μνημόσυνον αὐτῶν. 7. Ἐκέκραξεν ὁ δίκαιος, καὶ ὁ κύριος εἰσήκουσεν αὐτοῦ, καὶ ἐκ πασῶν τῶν θλίψεων αὐτοῦ ἐρύσατο αὐτόν.» 8. «Πολλαὶ αἱ μάστιγες τοῦ ἁμαρτωλοῦ, τοὺς δὲ ἐλπίζοντας ἐπὶ κύριον ἔλεος κυκλώσει.»
  
23. 1. Ὁ οἰκτίρμων κατὰ πάντα καὶ εὐεργετικὸς πατὴρ ἔχει σπλάγχνα ἐπὶ τοὺς φοβουμένους αὐτόν, ἠπίως τε καὶ προσηνῶς τὰς χάριτας αὐτοῦ ἀποδιδοῖ τοῖς προσερχομένοις αὐτῷ ἁπλῇ διανοίᾳ. 2. Διὸ μὴ διψυχῶμεν, μηδὲ ἰνδαλλέσθω ἡ ψυχὴ ἡμῶν ἐπὶ ταῖς ὑπερβαλλούσαις καὶ ἐνδόξοις δωρεαῖς αὐτοῦ. 3. Πόρρω γενέσθω ἀφ’ ἡμῶν ἡ γραφὴ αὕτη, ὅπου λέγει· «Ταλαίπωροί εἰσιν οἱ δίψυχοι, οἱ διστάζοντες τῇ ψυχῇ, οἱ λέγοντες· Ταῦτα ἠκούσαμεν καὶ ἐπὶ τῶν πατέρων ἡμῶν, καὶ ἰδού, γεγηράκαμεν, καὶ οὐδὲν ἡμῖν τούτων συνβέβηκεν. 4. Ὦ ἀνόητοι, συμβάλετε ἑαυτοὺς ξύλῳ· λάβετε ἄμπελον· πρῶτον μὲν φυλλοροεῖ, εἶτα βλαστὸς γίνεται, εἶτα φύλλον, εἶτα ἄνθος, καὶ μετὰ ταῦτα ὄμφαξ, εἶτα σταφυλὴ παρεστηκυῖα.» Ὁρᾶτε, ὅτι ἐν καιρῷ ὀλίγῳ εἰς πέπειρον καταντᾷ ὁ καρπὸς τοῦ ξύλου. 5. Ἐπ’ ἀληθείας ταχὺ καὶ ἐξαίφνης τελειωθήσεται τὸ βούλημα αὐτοῦ, συνεπιμαρτυρούσης καὶ τῆς γραφῆς, ὅτι· «Ταχὺ ἥξει καὶ οὐ χρονιεῖ», καί· «Ἐξαίφνης ἥξει ὁ κύριος εἰς τὸν ναὸν αὐτοῦ, καὶ ὁ ἅγιος, ὃν ὑμεῖς προσδοκᾶτε».
 

Przypisy:
1  Świętość wielkich postaci Starego Testamentu jest uważana za dziedzictwo, do którego ma prawo pokolenie ludzi żyjących aktualnie, pod warunkiem jednak, że będzie kontynuowało tę samą linię duchowego rozwoju.
2  Por. Rdz 1,5n.
3  Hi 38,11.
4  Prz 20,27.
5  Ps 34(33),12-18.20.
6  Ps 32(31),10.
7  Por. Mt 24,32.
8  Cytat nieznanego pochodzenia.
9  Iz 13,22; Ha 2,3; por. Hbr 10,37.
10  Ml 3,1.
 
Źródło:

Przekład polski:
Święty Klemens [Klemens Rzymski], List do Kościoła w Koryncie, w: Ojcowie apostolscy, tłum. Anna Świderkówna, seria Pisma starochrześcijańskich pisarzy, t. 45, Warszawa 1990.

Wydanie greckie:
Clément de Rome, Épìtre aux Corinthiens, w: Sources chrétiennes 167, Paris 1971.

Przepisanie:
Jakub Szukalski (zapis polski), A. Jaubert (zapis grecki)

 

+

niedziela, 7 maja 2023

(125) Żywoty Świętych: Witalis i Waleria

Żywot i Męczeństwo ś. Witalisza
i żony jego Waleriej,

wyjęte z kazania Piotra Damiana, i innych ksiąg męczeńskich. Żyli około roku Pańskiego, 70.1


   Witalisz rodem z Mediolanu ziemie Włoskiej, w rycerskim stanie pokrywał długo wiarę Chrześcijańską –
2w której żonę Walerią postanowiwszy, i syny one zacne a drogie męczenniki, Protazjusa i Gerwazjusa, wychowywając, i bojaźni ich Bożej nauczając, sam Cesarzom służył – i wojennych posług Rzeczypospolitej pilnował. W którym stanie trudnym, a do uwiarowania grzechu barzo śliskim – dziwną straż około siebie czynił, aby nic nikomu nie wydzierał, mocą nic u ludzi nie brał – a jako Ewangelia święta uczy,3 przestawał na żołdzie i dochodzie swoim, który z skarbu Cesarskiego miał. Nie kochał się i w roźlewaniu krwie ludzkiej – na urzędownym boju i Rzeczypospolitej posłudze był mężny, a miedzy swemi pokorny. Krzywdę od towarzyszów wziętą znosił – ale się o pospolitą i Pańską gniewał. Częstokroć nad białymigłowami pojmanymi, broniąc czystości ich, politowanie miał, a ze złych je ręku wyjmował. Czystości swej małżeńskiej, odjachawszy od domu swego, z wielką pilnością przestrzegał – a od wszytkich pokus, jako się w tym stanie trafia, obronić ją za pomocą Bożą umiał. 4Do potkania z nieprzyjacielem pierwszy się prosił – dufając dobremu sumnieniu, które mężne i wielkie serce czyni. Bo nad Chrześcijanina a co może być mężniejszego, gdy w rzeczy sprawiedliwej a pospolitej mając dobre sumnienie, do bitwy jako do męczeństwa i korony niebieskiej idzie, wierząc iż posługę jego, w której posłuszeństwo urzędowi Bożemu czyni, i o dobre się pospolite przeciw niesprawiedliwości zastawuje, i na to zdrowie swoje niesie, Pan Bóg wiecznym królestwem płacić mu będzie – ponieważ to nie dla pieniędzy i korzyści świeckiej, ale pierwej z miłości czci Boskiej i sprawiedliwości jego czyni. Tak się sprawując święty Witalis, godnym się zstał dla Chrystusa umrzeć, ten który i dla Rzeczypospolitej zdrowia swego nastawiał – i nie godziło się na tym być mężniejszym, niżli na onym. Gdy tedy z Paulinem sędzią w rocie swej do Rawenny miasta Włoskiego wyjachał – widział iż Paulinus wiele Chrześcijan zabija, i patrząc na nie i na ich wielką cierpliwość, wzdychał w sercu – sam też sobie takiego końca życząc w takiej rzeczy i Chrystusowym świadectwie. Chodził tajemnie do więzienia, posilając i serce czyniąc świętym męczennikom, i niektórym towarzyszom swoim.
   Aż czasu jednego, gdy zacnego Medyka abo doktora lekarskiego Ursycyna, o wyznanie jednego Boga i pokłon Chrystusowi Panu naszemu, jawnie męczono, a do tego aby się zaprzał Boga swego, przymuszano – trwał za pomocą Bożą długo on lekarz – ale gdy już wiedzion był na śmierć, począł drżeć i lękać się śmierci – stała mu w oczach straszliwa śmierć, żona, dziatki płakały, przyjaciele pogańscy serce psowali – okrutność męki onej, którą zginąć miał, myśl jego targała, i srogi nań zewsząd przestrach puściła.
5Patrząc ś. Witalisz na człowieka tak przestraszonego – już dla zbawienia jego, bojąc się aby się nie wrócił a Chrystusa nie zaprzał – wdał się sam w niebezpieczeństwo i krzyknął nań głosem wielkim: Ursycynie lekarzu, tyś drugie leczył – patrzajże abyś się sam wieczną śmiercią nie zabił – i innymi słowy gromić go począł, aby k sobie przyszedł, a nie bał się tych co ciało zabijając, dusze zabić nie mogą – a których ręka niedaleko sięga, i niedługo moc ich trwa (póty tylko, póki dusza w ciele) ażeby pomniał na onę wieczną srogość Boską i rękę nieuwiarowaną, która trwa i tu, i po śmierci na wieki wiekom. Jego słowy mocnymi i gorącymi ożył prawie on bojaźliwy Doktor – a jako mdlejący, gdy go wodą poleją, siłę bierze – tak on po tych słowiech spuszczoną i melancholiczną myśl strząsnął i z weselem rzekł: wiedzcie a czyńcie co wam roskazano – ja sługa Chrystusów wyznawać Pana mego nie przestanę. I tak on Ursycynus pokrzepiony, ochotnie ostrym żelazom ciała nastawił i skończył – a jednym cięciem koronę niebieską osięgnął.
   Widząc Paulinus jaką szkodę czartu uczynił Witalisz – a jako owcę lwowi z paszczeki wytrącił, i pociechy mu nie dał nad onym, z którego się już radować, i którym inne zwodzić Chrześcijany chciał – srodze się nań rozjadł, i pojmać go roskazał. On wyznał się być sługą tegoż Pana, za którego Ursycynus umarł – a iż się także brzydzi służbą bałwochwalską. Kazał mu Paulinus ofiary czynić bogom, grożąc mu ogniem i mieczem – ale rzekł żołnierz Chrystusów: jeśli dla świeckiego króla śmiertelnego, niosłem tę głowę do boju, a odstraszyciem się nie dał żadnemu nieprzyjacielowi Cesarskiemu, abych nie miał mężnie sobie z nim poczynać – daleko tu więcej zdrowie moje, za Pana i Króla i Boga mego nieśmiertelnego, położyciem winien – a nic mię od takiej posługi nie odstraszy. Kazał go tedy okrutnie ciągnąć a palić boki jego – ale on takimże był a jednoż mówił: Żołnierz Chrystusów jestem, odstąpić mi się Boga mego nie godzi. Widząc sędzia nieodmienną myśl jego – a znając go zawżdy mężnym i statecznym, uczynił nań skaźń śmierci, aby wrzucony w dół głęboki, kamieńmi przytłuczony i żywo zakopany był.
6Tak oną cięszką i okrutną męką, wepchniony na szyję, i wielkimi kamieniami utłuczony i zagrzebiony żołnierstwem swym lepszym, Chrystusowi dosłużył – lepszą też i niewysławioną koronę i zapłatę odniósł.
  
7Waleria żona jego z dwiema synmi w sieroctwie zostając w Mediolanie, z miłości ku mężowi, po ciało ś. męczennika do Rawenny jachała, chcąc je w domu swym na pociechę sieroctwa swego pochować. Ale Chrześcijanie w Rawennie, tego jej dopuścić nie chcieli – z takiego skarbu sami się weseląc. Gdy się do domu wracała, na drodze wpadła na pogaństwo, którzy Sylwanowi bogowi ofiary czynili – którzy wedle swego zwyczaju, goście mięsem diabłu ofiarowanym częstując – onę też do jedzenia wzywali. 8Ale niewiasta święta męża też swego miłego naśladując, bałwochwalstwem się brzydziła, i Chrześcijanką się być wyznała. A oni ją zaraz kijmi tłukli, i na poły żywą zostawili – która od przyjaciół i synów do Mediolanu zawieziona, trzeciego dnia skonała – z radością się do męża kwapiąc – którego towarzyszką jako w żywocie, tak w koronie męczeńskiej szczęśliwie została. Toż miłym synom swym Gerwazjusowi i Protazjusowi polecała, aby dla Chrystusa i wiary Chrześcijańskiej krwie swej nie żałowali. Co oni jako miły testament rodziców swoich czasu swego spełnili. Na cześć Jezusowi ukrzyżowanemu Bogu naszemu – którego z Ojcem i z Duchem świętym panowanie na wieki. Amen.

1  XXIIX. April. Kwietnia. Mart. R. ibidem.
Ociec Protazjusa i Gerwazjusa, o których masz 19. dnia Czerwca.
3  Łk 3.
Dobre sumnienie, mężne serce czyni.
Posiłek dał Ursycynowi, w mękach za Chrystusa bojaźliwemu.
Wkopany i kamieńmi przytłuczony.
Żona po ciało jachała.
Waleria żona ś. Witalisza umęczona.
 
Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski


+

sobota, 6 maja 2023

Nabożeństwa (25)

9. Medicamina scribunt.1                                          Przy swej Poradzie
                                                                                                        przepisują.

9.
Rozważanie.


Widzieli mnie, i mnie usłyszeli, oskarżyli mnie w tych kajdanach, i otrzymali
dowód; pokroiłem swoją Anatomię, rozciąłem siebie, a oni poszli o mnie czytać. O jakże rzeczą wieloraką, i zawiłą, ależ, jakże rzeczą bujną i różnorodną jest zguba i zniszczenie? Bóg przedstawił Dawidowi trzy rodzaje, Wojnę, Głód i Zarazę; Szatan je opuścił, a sprowadził, ognie z nieba, i wiatry z pustyni. Tak jakby nie było zguby a choroba, widzimy, Mistrzowie tej Sztuki, zaledwie mogą zliczyć, czy nazwać wszystkie choroby; każda rzecz która zaburza zdolność, i jej czynność to choroba: nie będą im służyły nazwy, które nadane są od zarażonego miejsca, takie jest Zapalenie Opłucnej; ani od skutku który ona wywołuje, taka jest padaczka; nie mogą mieć wystarczających nazw, od tego co sprawia, ani tego gdzie jest, ale muszą wydzierać nazwy od tego jaka jest, co przypomina, ale i w niektórych jedną rzecz, albo inaczej będzie im brakowało nazw; bo taki jest Wilk, i Rak, i Polip; a to zagadnienie, czy jest więcej nazw czy rzeczy, jest w chorobie tak poplątane, jak we wszystkim innym; poza tym że z tej strony byłoby łatwe do rozwiązania, że jest więcej chorób niż nazw. Gdyby zguba została zawężona do tego jednego sposobu, że Człowiek nie mógłby zginąć w żaden sposób jak tylko przez chorobę, to jego zagrożenie byłoby jednak nieskończone; i gdyby choroba została zawężona do tego jednego sposobu, że nie byłoby choroby jak tylko gorączka, to sposób jednak byłby nadal nieskończony; bo przeważyłby on, i przytłoczył wszelki zwyczajny nieporządek, i rozczłonkował wszelką sztuczną Pamięć, aby dostarczyć nazw niektórych gorączek; jakże powikłaną mają pracę ci, którzy poszli się radzić, która z tych chorób jest moją, a potem która z tych gorączek, a potem co ona sprawi, a potem jak można jej się przeciwstawić. Jednak nawet u chorego, jest stopniem dobra, kiedy zło dopuści poradę. W wielu chorobach, to co jest tylko wypadkiem, tylko objawem głównej choroby, jest tak gwałtowne, że Lekarz musi posłużyć się na to lekarstwem, aczkolwiek pomija (aż do wyminięcia) lekarstwo na samą chorobę. Czyż nie tak jest też w Państwach? czasami bezczelność tych którzy są wielcy, doprowadza ludzi do wstrząsów; wielką chorobą, i największym niebezpieczeństwem dla Głowy, jest bezczelność wielkich; a jednak, przeprowadzają stan Wojenny, prowadzą kaźnie nad ludem, którego wstrząs był w rzeczy samej tylko objawem, tylko przypadkiem głównej choroby; ten objaw jednak, tak gwałtownie rozrośnięty, nie dopuściłby czasu na poradę. Czyż nie jest tak również w przypadkach chorób naszego umysłu? Czyż nie jest tak jawnie w naszych uczuciach, w naszych namiętnościach? Jeśli choleryk będzie gotowy uderzyć, czy muszę się podejmować oczyszczenia jego cholery, czy przerwania ciosu? Tam jednak gdzie jest przestrzeń dla porady, sprawy nie są rozpaczliwe. Radzą się; więc nie ma niczego robionego pochopnie, nierozważnie; a potem oni przepisują, piszą, więc nie ma niczego robionego skrycie, potajemnie, niejawnie. Nie zawsze tak jest w chorobach cielesnych; czasami, póki tylko stopa Lekarza jest w gabinecie, jego nóż jest w ramieniu pacjenta; choroba nie dopuściłaby chwilowego wstrzymywania się od krwi, ani przepisywania innych środków zaradczych. W Państwach i sprawie rządowej też tak jest; są nieraz zaskoczeni takimi przypadkami, tak że Urzędnik nie pyta co można zrobić według prawa, lecz robi to, co musi być koniecznie zrobione w tej sprawie. Jest jednak stopień dobra, w złu, stopień który niesie w nim nadzieję i pokrzepienie, kiedy możemy mieć odwołanie się do tego co zapisane, i że postępowania mogą być jawne, i otwarte, i szczere, i oświadczone, ponieważ to daje zaspokojenie, i zgodę. Ci którzy otrzymali moją Anatomię mnie samego, radzą się, i kończą swoje radzenie się na przepisywaniu, i to przepisywaniu Lekarstwa; właściwego i odpowiedniego środka zaradczego: bo jeśliby mieli znowu wejść, i mnie strofować, za jakieś zaburzenie, które spowodowało, i wywołało, albo które przyspieszyło i pobudziło tę chorobę, albo jeśli mieliby teraz zacząć wypisywać zasady dla mojej diety, i ćwiczenie gdy miałem się dobrze, wyprzedziłoby to, lub przedawniło ich Poradę, nie dałoby to Lekarstwa. Byłoby raczej drażnieniem, niż ulgą, powiedzieć skazanemu więźniowi, mógłbyś żyć gdybyś to zrobił; a skoro możesz otrzymać przebaczenie, powinieneś sprawować się dobrze, żeby obrać później ten, lub ten tor. Cieszę się że oni wiedzą (niczego przed nimi nie ukryłem) cieszę się że się radzą, (nie ukrywają przed sobą niczego) cieszę się że piszą (nie ukrywają niczego przed światem) cieszę się że zapisują i przepisują Lekarstwo, że są środki zaradcze na obecny przypadek.

Przypis:
Przepisują leki (przyp. tłum.).


Przekład z angielskiego: Jakub Szukalski

Źródła:
John Donne, Devotions Vpon Emergent Occaſions, and ſeuerall ſteps in my Sicknes, London 1624
John Donne, Devotions Upon Emergent Occasions, Cambridge 1923

+