piątek, 8 grudnia 2017

Niemaszynowo

Nie jesteśmy machinami na rzecz Boga
machinami na rzecz ludu
nic nie jest powiedziane
w tym co właśnie się wydarza
w Tym który właśnie się wydarza
na pytanie odpowiedź
na odpowiedź pytanie
wobec twierdzenia przeczenie
wobec przeczenia twierdzenie
właśnie puszczone
okazuje się rozwiązaniem

czwartek, 7 grudnia 2017

Najdojrzalsze prawo

   Stopień uproszczenia i jednoczesnej wyrazistości praw stanowi o dojrzałości obywateli stanowiących prawa i dojrzałości społeczeństwa, w których prawa obowiązują. Najdoskonalsza społeczność podlega najbardziej uproszczonemu i najwyrazistszemu prawu łaski.

środa, 6 grudnia 2017

Pozostałości (znaczenie relikwii)

I niskości
pragną dotknąć
wysokości
więc wysokość
pozostawia
niższą część
swej wysokości
tak by dotykaniem
całowaniem i pieszczeniem
wciągnąć na niebiosa
ziemię

wtorek, 5 grudnia 2017

Samarytańscy protestanci

   Czym byli niegdyś Samarytanie wobec Izraela, tym stał się Kościół protestancki wobec Kościoła katolickiego. Jezus nie pominął Samarytan pomimo tego, że odłączyli się od narodu wybranego.

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Nieodmowne wezwanie

Bóg wzywa Ciebie dzisiaj.
Jutro możesz już nie usłyszeć Jego wezwania.

Nie zatwardzaj serca,
jeśli dziś usłyszysz Jego głos.
(Por. Ps 95(94),7-8)

Choć Bóg nie męczy się czekaniem i wołaniem,
serca ludzi słabną i sztywnieją.

Duch człowieka nieraz chętny,
ale ciało mdłe.
(Por. Mt 26,41)

(79) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Wezwanie

   18 Gdy Jezus zobaczył tłum dokoła siebie, kazał odpłynąć na drugą stronę. 19 A przystąpił pewien uczony w Piśmie i rzekł do Niego: «Nauczycielu, pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz». 20 Jezus mu odpowiedział: «Lisy mają nory, a ptaki podniebne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć». 21 Ktoś inny spośród uczniów rzekł do Niego: «Panie, pozwól mi najpierw pójść i pogrzebać mojego ojca». 22 Lecz Jezus mu odpowiedział: «Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych!» (Mt 8,18-22)

   56 I udali się do innego miasteczka. 57 A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: «Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz». 58 Jezus mu odpowiedział: «Lisy mają nory i ptaki podniebne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć». 59 Do innego rzekł: «Pójdź za Mną». Ten zaś odpowiedział: «Panie, pozwól mi najpierw pójść pogrzebać mojego ojca». 60 Odparł mu: «Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże». 61 Jeszcze inny rzekł: «Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu». 62 Jezus mu odpowiedział: «Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego». (Łk 9,56-62)

   18 Ἰδὼν δὲ ὁ Ἰησοῦς ὄχλον περὶ αὐτὸν ἐκέλευσεν ἀπελθεῖν εἰς τὸ πέραν. 19 καὶ προσελθὼν εἷς γραμματεὺς εἶπεν αὐτῷ· διδάσκαλε, ἀκολουθήσω σοι ὅπου ἐὰν ἀπέρχῃ. 20 καὶ λέγει αὐτῷ ὁ Ἰησοῦς· αἱ ἀλώπεκες φωλεοὺς ἔχουσιν καὶ τὰ πετεινὰ τοῦ οὐρανοῦ κατασκηνώσεις, ὁ δὲ υἱὸς τοῦ ἀνθρώπου οὐκ ἔχει ποῦ τὴν κεφαλὴν κλίνῃ. 21 ἕτερος δὲ τῶν μαθητῶν [αὐτοῦ] εἶπεν αὐτῷ· κύριε, ἐπίτρεψόν μοι πρῶτον ἀπελθεῖν καὶ θάψαι τὸν πατέρα μου. 22 ὁ δὲ Ἰησοῦς λέγει αὐτῷ· ἀκολούθει μοι καὶ ἄφες τοὺς νεκροὺς θάψαι τοὺς ἑαυτῶν νεκρούς. (Mt 8,18-22)

   56 καὶ ἐπορεύθησαν εἰς ἑτέραν κώμην.
   57 Καὶ πορευομένων αὐτῶν ἐν τῇ ὁδῷ εἶπέν τις πρὸς αὐτόν· ἀκολουθήσω σοι ὅπου ἐὰν ἀπέρχῃ. 58 καὶ εἶπεν αὐτῷ ὁ Ἰησοῦς· αἱ ἀλώπεκες φωλεοὺς ἔχουσιν καὶ τὰ πετεινὰ τοῦ οὐρανοῦ κατασκηνώσεις, ὁ δὲ υἱὸς τοῦ ἀνθρώπου οὐκ ἔχει ποῦ τὴν κεφαλὴν κλίνῃ. 59 Εἶπεν δὲ πρὸς ἕτερον· ἀκολούθει μοι. ὁ δὲ εἶπεν· [κύριε,] ἐπίτρεψόν μοι ἀπελθόντι πρῶτον θάψαι τὸν πατέρα μου. 60 εἶπεν δὲ αὐτῷ· ἄφες τοὺς νεκροὺς θάψαι τοὺς ἑαυτῶν νεκρούς, σὺ δὲ ἀπελθὼν διάγγελλε τὴν βασιλείαν τοῦ θεοῦ. 61 Εἶπεν δὲ καὶ ἕτερος· ἀκολουθήσω σοι, κύριε· πρῶτον δὲ ἐπίτρεψόν μοι ἀποτάξασθαι τοῖς εἰς τὸν οἶκόν μου. 62 εἶπεν δὲ [πρὸς αὐτὸν] ὁ Ἰησοῦς· οὐδεὶς ἐπιβαλὼν τὴν χεῖρα ἐπ’ ἄροτρον καὶ βλέπων εἰς τὰ ὀπίσω εὔθετός ἐστιν τῇ βασιλείᾳ τοῦ θεοῦ. (Łk 9,56-62)

   Widzę Jezusa, który wraz z jedenastoma – ponieważ wciąż brakuje Jana – idzie w kierunku jeziora. Mnóstwo osób tłoczy się wokół Niego. Spośród nich wielu było na górze, zwłaszcza mężczyzn, którzy przyłączyli się do Niego w Kafarnaum, aby jeszcze słuchać Jego słów. Chcieliby Go zatrzymać, lecz On mówi:
   «Należę do wszystkich i wielu jest tych, którzy muszą Mnie posiąść. Powrócę. Przyłączycie się do Mnie, lecz teraz pozwólcie Mi odejść».
   Trudno Mu utorować sobie drogę przez tłoczący się na wąskiej ścieżce tłum. Apostołowie posługują się łokciami, umożliwiając Mu przejście. Wygląda to jednak tak, jakby zamierzali się na elastyczną substancję, natychmiast powracającą do poprzedniej formy. Denerwują się, wszystko – bezskuteczne.
   Znajdują się już przy brzegu, kiedy po gwałtownym przedzieraniu się [przez tłum] podchodzi do Nauczyciela mężczyzna w średnim wieku, wyglądający na wykształconego. Aby przyciągnąć uwagę Jezusa, chwyta Go za ramię. Jezus odwraca się i zatrzymuje, pytając:
   «Czego chcesz?»
   «Jestem uczonym w Piśmie, ale tego, co znajduje się w Twoich słowach, nie można nawet porównywać z zawartością naszych przepisów. Twoje słowa mnie zdobyły. Nauczycielu, już Cię nie opuszczę. Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz. Dokąd idziesz?»
   «Do Nieba».
   «Nie o tym mówię. Pytam, dokąd się udajesz. W jakich domach, poza tym [tutaj], mogę Cię odnaleźć?»
   «Lisy mają swe nory, a ptaki swe gniazda, lecz Syn człowieczy nie ma gdzie złożyć głowy. Moim domem jest świat; mój dom jest wszędzie, tam gdzie znajdują się dusze do pouczenia, nędze do usunięcia i grzesznicy potrzebujący odkupienia».
   «Zatem wszędzie...»
   «Jak rzekłeś. Ale czy ty, doktor Izraela, będziesz mógł uczynić to, co ci najmniejsi robią dla Mnie? Tu wymaga się ofiary, posłuszeństwa i miłości wobec wszystkich, ducha przystosowywania się we wszystkim do wszystkich. Wyrozumiałość bowiem przyciąga. Kto chce przynieść ulgę, musi pochylać się nad wszystkimi ranami. Potem będzie czystość Niebios. Tu jednak jesteśmy w błocie, po nim stąpamy i trzeba wyrywać z tego błota ofiary już w nim pogrążone. Nie można podwijać szat ani się oddalać, bo tam błoto jest większe. To w nas powinna być czystość. Trzeba być nią tak nasyconym, by już nic więcej nie mogło w nas wniknąć. Czy możesz to wszystko osiągnąć?»
   «Pozwól mi przynajmniej spróbować».
   «Spróbuj. Będę się modlił, abyś był do tego zdolny».
   Jezus udaje się w dalszą drogę, przyciągany przez dwoje śledzących Go oczu. Mówi do młodego, wysokiego i barczystego mężczyzny, który się zatrzymał, aby przepuścić pochód. Wydaje się on udawać w inną stronę:
   «Pójdź za Mną».
   Młody mężczyzna zrywa się, miesza się, mruży oczy, jakby oślepiony światłem. Otwiera usta, chcąc przemówić, lecz nie znajduje odpowiednich słów. W końcu mówi:
   «Pójdę za Tobą, lecz zmarł mój ojciec w Korozain i muszę go pochować. Pozwól mi to uczynić, a potem pójdę za Tobą».
   «Chodź za Mną. Pozostaw umarłym grzebanie ich umarłych. Ciebie już przyciągnęło Życie. Zresztą pragnąłeś tego. Nie opłakuj pustki, jakiej Życie dokonało wokół ciebie, by cię mieć za ucznia. Zranienie uczuć to korzenie dla skrzydeł, wyrastających człowiekowi zamienionemu w sługę Prawdy. Pozostaw psucie się swemu naturalnemu losowi i wznieś się ku Królestwu, w którym nie ma nic zepsutego. Znajdziesz tam niezniszczalną perłę twego ojca. Bóg wzywa i przechodzi. Jutro nie znajdziesz już twego dzisiejszego serca i zaproszenia Bożego. Chodź! Pójdź ogłaszać Królestwo Boże».
   Mężczyzna oparł się o murek i trwa tak z opuszczonymi rękoma, w których trzyma z pewnością worki wypełnione wonnościami i opaskami. Z pochyloną głową rozmyśla nad dwoma przeciwstawnymi miłościami: do Boga i do ojca.
   Jezus czeka i patrzy. Potem bierze na ręce dziecko, tuli je do serca i mówi:
   «Powiedz ze Mną: „Błogosławię Cię, Ojcze, i proszę o Twoje światło dla tych, którzy płaczą we mgle tego życia. Błogosławię Cię, Ojcze, i wzywam Twej mocy dla tego, kto jest jak dziecko potrzebujące kogoś, kto by je podtrzymał. Błogosławię Cię, Ojcze, i wzywam Twej miłości, abyś pozwolił zapomnieć o tym, co nie jest Tobą, wszystkim, którzy znaleźliby w Tobie – lecz nie potrafią w to uwierzyć – całe swe dobro tutaj i w Niebie”».
   Dziecko, może czteroletnie, powtarza swym głosikiem święte słowa. Ma rączki złożone do modlitwy w prawej dłoni Jezusa, który trzyma jego krągłe nadgarstki jak dwie łodyżki kwiatów.
   Mężczyzna podejmuje decyzję. Oddaje pakunki towarzyszowi i podchodzi do Jezusa, który błogosławi dziecko i stawia je na ziemi. Obejmuje młodzieńca i idzie tak z nim, by go pocieszyć i podtrzymać w wysiłku.
   Drugi mężczyzna mówi:
   «Ja także chciałbym iść z nim, ale zanim pójdę za Tobą, chciałbym pożegnać się z moimi krewnymi. Czy mi pozwolisz?»
Jezus patrzy na niego uważnie i odpowiada:
   «Wrosło w twoją ludzką naturę zbyt wiele korzeni. Wyrwij je, a jeśli ci się to nie uda, odetnij je. Na służbę Bożą trzeba przyjść z całkowitą wolnością ducha. Nic nie powinno wiązać tego, kto [jej] się oddaje».
   «Ależ, Panie, ciało i krew pozostają ciałem i krwią! Powoli będę dochodził do wolności, o której mówisz...»
   «Nie, nie. Nigdy byś do niej nie doszedł. Bóg jest wymagający jak również nieskończenie hojny w wynagradzaniu. Jeśli chcesz być uczniem, musisz ucałować krzyż i przyjść. Inaczej pozostaniesz w liczbie zwykłych wiernych. Droga sługi Bożego nie jest wysłana płatkami róż. Jest bezwzględna w swoich wymaganiach. Nikt – kto przykłada rękę do pługa, aby zaorać pole serc i rzucić w nie ziarno Bożej nauki – nie może oglądać się w tył, aby popatrzeć na to, co opuścił, co utracił, co mógł posiadać, idąc drogą powszechną. Kto tak działa, nie nadaje się do Królestwa Bożego. Pracuj nad sobą. Stań się mężniejszy. Potem przyjdź. Nie teraz».
   Dochodzą do brzegu. Jezus wchodzi do łodzi Piotra, mówiąc mu szeptem kilka słów. Widzę Jezusa, który się uśmiecha, i Piotra, który wydaje się zachwycony, lecz nic nie mówi. Wchodzi też młodzieniec, który nie poszedł pogrzebać swego ojca, lecz podążył za Jezusem. (III (cz. 1-2), 38: 2 czerwca 1945. A, 5231-5234)

   Vedo Gesù che si dirige coi suoi undici, perché manca sempre Giovanni, verso la riva del lago. Molta gente gli si affolla intorno: fra questi sono molti che erano sul Monte, per lo più uomini, che lo hanno raggiunto a Cafarnao per sentire ancora la sua parola. Vorrebbero trattenerlo.
   Ma Egli dice: «Io sono di tutti. E vi sono molti che mi devono avere. Tornerò. Mi raggiungerete. Ma ora lasciatemi andare».
   Stenta molto a camminare fra la folla che si pigia per la vietta stretta. Gli apostoli lavorano di spalle a fargli largo. Ma è come urtare in una sostanza molliccia che subito si riforma come era. Ci si inquietano anche, ma inutilmente. Sono già in vista della riva quando, dopo un'accanita lotta, un uomo di media età e di civile condizione si accosta al Maestro e per attirare la sua attenzione lo tocca sulla spalla. Gesù si volge e si ferma chiedendo: «Che vuoi?».
   «Sono scriba. Ma ciò che c'è nelle tue parole non è paragonabile a quanto è nei nostri precetti. Ed io ne sono conquistato. Maestro, io più non ti lascio. Ti seguirò dovunque andrai. Quale è la tua via?».
   «Quella del Cielo».
   «Non dico quella. Ti chiedo: dove vai? Dopo questa, quali sono le tue case perché io ti possa sempre trovare?».
   «Le volpi hanno delle tane e gli uccelli i nidi. Ma il Figlio dell'uomo non ha dove posare il capo. Mia casa è il mondo, là dovunque vi sono spiriti da istruire, miserie da sollevare, peccatori da redimere».
   «Da per tutto, allora».
   «Lo hai detto. Potresti tu fare ciò che questi minimi fanno per amor mio, tu, il dottore d'Israele? Qui ci vuole sacrificio e ubbidienza, e carità verso tutti, spirito d'adattamento, su tutto, con tutti. Perché la condiscendenza attira. Perché chi vuol curare deve curvarsi su ogni piaga. Dopo ci sarà la purezza del Cielo. Ma qui siamo nel fango e occorre strappare al fango, su cui posiamo i piedi, le vittime già sommerse. Non rialzare le vesti e scostarsi perché lì è più alto il fango. La purezza deve essere in noi. Saturi di essa in modo che nulla più possa entrare. Puoi tutto questo?».
   «Lasciami provare, almeno».
   «Prova. Io pregherò perché tu ne sia capace ». Gesù si rimette in moto e, attirato da due occhi che lo guardano, dice ad un giovane alto e robusto che si è fermato per lasciare passare il corteo, ma che sembra diretto altrove: «Seguimi».
   Il giovane sussulta, cambia colore, sbatte gli occhi come abbacinato da una luce e poi apre la bocca per parlare e non trova subito una risposta da dare.
   Infine dice: «Ti seguirò. Ma mi è morto il padre a Corozim e devo seppellirlo. Lascia che io lo faccia e poi verrò».
   «Seguimi. Lascia che i morti seppelliscano i loro morti. Tu sei già aspirato dalla Vita. Lo hai desiderato, d'altronde. Non piangere del vuoto che la Vita ti ha fatto intorno per averti suo discepolo. Le mutilazioni dell'affetto sono radici alle ali che nascono dall'uomo mutato in servo della Verità. Lascia la corruzione alla sua sorte. Alzati verso il Regno dell'incorrotto. Là troverai anche la perla incorruttibile del padre tuo. Dio chiama e passa. Domani non troveresti più il tuo cuore di oggi e l'invito di Dio. Vieni. Va' ad annunziare il Regno di Dio».
   L'uomo, addossato ad un muretto, sta con le braccia pendenti da cui pendono le borse, cariche certo di aromi e di bende; la testa china, pensa, in contrasto fra i due amori: di Dio e del padre.
   Gesù attende e lo guarda, poi afferra un piccolo e se lo stringe al cuore dicendo: «Di' con Me: "Io ti benedico, o Padre, ed invoco la tua luce per coloro che piangono fra le nebbie della vita. Io ti benedico, o Padre, ed invoco la tua forza per chi è come pargolo bisognoso di chi lo sostenga. Io ti benedico, o Padre, e invoco il tuo amore perché smemori da ogni altra cosa, che non sia Te, tutti coloro che in Te troverebbero, e non sanno crederlo, ogni loro bene, qui e nel Cielo"».
   E il bambino, un innocente sui quattro anni, ripete con la sua vocetta le parole sante con le manine tenute strette in preghiera dalla destra di Gesù, che le tiene al polso grassottello come fossero due steli di fiore. L'uomo si decide. Dà ad un compagno i suoi involti e viene a Gesù, che pone a terra il bambino dopo averlo benedetto e abbraccia il giovane procedendo così, per confortarlo e sostenerlo nel suo sforzo.
   Un altro uomo lo interroga: «Io pure vorrei venire come quello. Ma prima di seguirti vorrei accomiatarmi dai parenti. Me lo permetti?».
   Gesù lo guarda fisso e risponde: «Troppe radici sono conficcate nell'umano. Svellile, e se non ci riesci recidile. Al servizio di Dio si viene con spirituale libertà. Nulla deve fare laccio a chi si dona».
   «Ma, Signore. La carne e il sangue sono sempre carne e sangue! Giungerò lentamente alla libertà che dici...»
   «No. Non lo faresti mai più. Dio è esigente così come è infinitamente generoso nel premiare. Se vuoi essere discepolo, bisogna abbracciare la croce e venire. Altrimenti si sta nel numero dei semplici fedeli. Non è una via di petali di rose la via del servo di Dio. Ed è assoluta nelle sue esigenze. Nessuno che abbia messo la mano all'aratro, per arare i campi dei cuori e spargervi il seme della dottrina di Dio, può più volgersi indietro per osservare ciò che ha lasciato e ciò che ha perduto, ciò che poteva avere seguendo altra via comune. Chi così fa non è adatto al Regno di Dio. Lavora te stesso. Virilizza te stesso e poi vieni. Non ora».
   La riva è raggiunta. Gesù sale sulla barca di Pietro al quale mormora qualche parola. Vedo che Gesù sorride e Pietro fa un atto di meraviglia. Ma non dice nulla. Sale anche l'uomo che ha lasciato di andare a seppellire il padre per seguire Gesù. (3, 178)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

sobota, 2 grudnia 2017

(30) Żywoty Świętych: Jan Chryzostom

Żywot ś. Jana Chryzostoma abo Złotoustego, Doktora Kościelnego,
napisany od Metafrasta i Nicefora, i Palladiusza, i Cesarza Leona. Żył około roku Pańskiego, 406. – skończył 407.1

   Rodem z Antiochiej ś. Jan Chryzostom, syn Sekundego – żołnierską sławą znacznego, matkę jego zwano Antusa, oboje niewierni i Chrystusa nie znający. Dany na naukę, wielkim Retorem abo krasomówcą został – tak iż potym słusznie Złotoustym nazwany był. Młodym jeszcze będący, natchniony Duchem Świętym nad wolą rodziców swoich, do kościoła bieżał, i od biskupa Melecjusa, który na on czas Antiocheńskim był pasterzem, chrzest święty przyjął. Będąc w krasomówstwie barzo sławnym professorem – w Atenach miał wielce sławie swej zawisnego, zacnego drugiego, tegoż rzemięsła mistrza, Anteniusa poganina – który gdy o nim źle z szczerej zazdrości mówił – jawnie skarany był od Boga. Bo gdy uwłóczył świętemu, czart go opętał, i trząsł mizernie, i tłukł po ziemi – 2którego on proszony, swoją modlitwą, nie tylo na ciele ale i na duszy zleczył. Bo Antenius obaczywszy z jakiego niebezpieczeństwa wyszedł, a jaka jest moc Chrystusowa w sługach Jego – przepraszając Chryzostoma świętego, prosił aby go uczynił Chrześcianinem – i prowadzony do Biskupa, uwierzył i ochrzczony jest. I był tak ten zacny Retor, wielkim przykładem i powodem innym do wiary. Lecz Chryzostom naukami świeckimi opatrzony, udał się na żywot Anielski, zakonny, i pustelniczy. 3I w nim pokoju onego, do którego barzo tesknił, użył na srogości żywota i trudzeniu ciała swego, i na czytaniu Pisma Ś. – do którego mu P. Bóg głęboki rozum, kluczem łaski swej otwarzał. Tam napisał księgi o kapłańskiej dostojności – i o skruszeniu serca – i wielce się w cnoty żywota Chrześciańskiego wprawił.
   Będąc w onej zakonnej szkole cztery lata – na szczerej pustyni sam jeden, strawił zaś lat dwie – gdzie barzo ostry żywot wiódł, a bez ludzi, i wszystkich ludzkich wczasów, na bogomyślności czas trawił – i młodości swego ciała burzliwość, niewczasy i wielkiemi posty, niespaniem i zimnem, skrócił – tak iż jako zdrowia był zawżdy słabego, jeszcze więcej osłabiony był. 4Za czym musiał żywot on odmienić, a wrócić się do Antiochiej, tam gdzie go Duch Boży pędził – aby innym ludziom był pożyteczny. I był poświęcon na diakona – w którym urzędzie dobrze się sprawując pięć lat, 5potym od Flawiana Biskupa Antiocheńskiego na zacny i wielki urząd kapłański był podniesion. Na którym rzeką nauki swej, i słodkiej wymowy swojej, częstym kazaniem lud Boży polewać i ochładzać – i zbawienie ludzkie rozmnażać począł. 6Wielkim głośnym był dzwonem i trąbą nauki Bożej – którą ludzie z ust jego nigdy się ugasić a nasycić nie mogli, i przeto go tak Złotoustym nazwali.
   Jednego czasu białagłowa, gdy w głębokości Pisma brodził, nie rozumiejąc co mówił – przyganić mu śmiała, iż z jego kazania trudnego, pożytku nie odniosła. Z czego przestrzeżony, 7zawżdy się potym starał, aby jaśnie a ku pojęciu pospolitemu, otworzyście a prosto nauczał. Proszony barzo od jednej zacnej białejgłowy, imieniem Eukliej, aby jej syna już umierającego zleczył – gdy się długo wymawiał a zły żywot domu jej na oczy wymiatał, oni poprawę obiecali. 8Potym ś. Chryzostom wodą przeżegnaną krzyżem świętym, chorego polał i od przypadającej śmierci wybawił. Staroście Antiocheńskiemu, który był Marcjonista heretyk, i wiele złego Katolikom czynił, żona jego barzo chorą będąc, od swych ministrów pomocy szukała. Nad którą oni próżne modlitwy długo czynili – ale przeklęci, przeklętej błogosławieństwa dać nie mogli. Potrzeba ich ona do Katolików przypędziła, przynieść żonę swoję starosta przed Kościół Katolicki kazał – a nie śmiejąc do kościoła wniść, przyzwał Flawiana Biskupa i Chryzostoma jego kaznodzieje – prosi aby pomoc swemi świętymi modlitwami chorej dali. 9Oni się zdziwią, iż heretyk tak wielki, tak dobrze o Katolikach trzyma – spytają go: jako wy naszego błogosławieństwa uczestniki być chcecie, a wiary nie jesteście? Więcej sobie Marcjona ważycie, a niżli Chrystusa Boga naszego. Oni pokornie zarzec się kacerstwa onego obiecali. Tedy Chryzostom ś. wziął wodę i prosił aby ją krzyżem ś. Biskup Flawian poświęcił. 10Co gdy uczynił – polał chorą, i wnet zleczona była. I wstawszy, rozgrzeszenia od kacerstwa zaraz z mężem prosiła.
   Wielkie się wesele Katolikom w mieście onym zstało. A heretykowie czarnoksiężnikiem ś. Chryzostoma zowiąc – inne potwarzy nań po mieście rozgłaszali. A on im prędkim Bożym nad nimi skaraniem groził – które ich rychło potym potkało. 11Bo gdy przypadło trzęsienie ziemie w Antiochiej, obalił się dom ich abo kościół, gdzie schadzkę mieli – i tam wielką liczbę heretyków zgromadzonych przytłukł – a jedna namniejsza osoba Katolicka w onym trzęsieniu ziemie nie zginęła. Skąd nie tylo wiele heretyków, ale i z pogaństwa silna liczba do wiary świętej przystępowała. Kościołów wiele pogańskich burzono, i imię się Chrystusowe w ludzkim zbawieniu szerzyło – za nauką i wielkich cnót Chrześciańskich sławą Chryzostoma świętego.
   12Po śmierci Nektariusa Carogrodzkiego Biskupa, na tę stolicę Chryzostom ś. od Arkadiusa Cesarza i ludu wszystkiego obrany jest. Na którą Antiochianie prze miłość którą ku niemu mieli, i potrzebę nauki jego, puścić go, i na rozkazanie Cesarskie, z miasta niechcieli – i sam się tak wielkiego urzędu wzbraniał. Aż tajemnie na poły z mocą wykradziony był, i do Konstantynopola przeniesiony. Tam złe obyczaje wykorzeniając z stanów wszystkich, zwłaszcza z duchownych, nieczystość, łakomstwo – z świeckich, niesprawiedliwość, okrucieństwo, zwady, bluźnierstwa – a szczepiąc miłosierdzie, jałmużny, dziewictwo, miłość, i zgodę, wolnego onego swego języka i złotej wymowy używał. Szpitale opatrował – 13źle używanej kościelnej majętności, na miłosierne uczynki obracając. A starsze nad szpitalmi i jako dozorniki czynił te kapłany, którzy żon nigdy nie mieli – przydając i lekarze, którzyby zdrowie chorych ubogich opatrowali.
   14Na obiady do nikogoż, proszony, nie chodził. Przeto iż z młodości przyuczony postom i wielkiej mierności, na te ludzkie rozkoszy w potrawach, patrzyć nie mógł. A ktemu gdyby był do możniejszych szedł, a do inych nie szedł, przymówkiby był i obrażenia u wiela zbyć nie mógł. Czasu też, który się długim obiadom u ludzi daje, tracić niechciał. W Prorockim i Apostolskim Piśmie pilnie się obierał, a Pawła ś. pisanie i listy prawie jego żywotem i kochaniem były – wielce się a osobliwie w nich kochał – co ze wszytkich jego kazań każdy pozna. Gdy jego listy wykładał, prosił P. Boga pilnie, aby mu dał dość tego rozumienia, które Paweł Ś. miał, a od jego się myśli nie oddalał. I potwierdził to Pan Bóg cudem jednym. Bo gdy pilnie nad tym pismem siedział – po kila nocy, widział jego sługa Proklus, człowieka starego a barzo poważnego, 15i takiego jakiego on miał przed sobą na tablicy malowanego, przy nim – a on mu piszącemu do ucha coś przynosi. Gdy go potym pytał Proklus: kto tu z tobą po trzy nocy rozmawiał, o tych a tych godzinach? Powiedział, iż nikt nie był u mnie. 16A gdy mu człowieka onego, którego widział, opisował, poznał Jan ś. iż Pawłowi ś. wdzięczne było jego wykładanie – a iż ku rozumieniu myśli jego w pisaniu przyść mógł. Za co pilnie dziękował Panu Bogu, i ostatek ochotnie kończąc, skarb wielki pisma swego Kościołowi zostawił.
   Jeszcze Arianowie w Konstantynopolu mieli swoje schadzki, i to im wolno było. Upatrzywszy tedy czas na Cesarza, takim go podobieństwem do wygnania z miasta Arianów pobudził. Gdyby, powiada, kto miedzy te drogie kamienie, na twojej koronie, włożył sprośne jakie i proste – izaliby wszytkiej tej korony nie poszpecił i nie zelżył? Rzecze Cesarz: prawda, zelżyłby. A on rzecze: Tak zelżone jest to miasto, które będąc prawowierne, jeszcze w sobie ma niewierne Ariany. Jako ty o zeszpeconą koronę twoję gniewałbyś się – tak się Bóg wszechmogący o to miasto gniewa. A tak tobie przystoi, abo ich do jedności kościelnej przywieść – abo je z miasta wygnać. 17Tym wzruszony Cesarz, zwoławszy starszych ich, a upór zrozumiawszy – wygnał wszytkie na przedmieście. 18Potym chytro sobie zjednali, aby na wielkie święta w miasto ich processja z śpiewaniem wchodzić mogła. I czynili to, wierszyki śpiewając, w których Trójcy Ś. uwłóczyli. Co zrozumiawszy ś. Chryzostom, naczyniwszy Antyfon, także z processją chodzić, a śpiewać po mieście, sławiąc Trójcę Ś. Katolikom kazał. I schodziły się drugdy one processje z wielkim rozruchem, i na się ciskaniem, i mężobójstwem – strona się stronie sprzeciwiając. Tak iż raz jeden zacny Cesarzowej dworzanin Katolik kamieniem zraniony został. Od tego czasu zakazał Cesarz, aby nigdy Arianowie w miasto nie wchodzili, ani takich processji mieli.
   Gaina niejaki Arian, człowiek dzielny i wojenny, miał wielkie miejsce u Cesarza – i oglądał się nań Cesarz, i bał się go niejako dla odstępstwa jakiego. Ten prosił pilnie, i upominał się jako za wysługi swoje – aby jego sekcie dany był który kościół w mieście. Cesarz niewiedząc jako go zbyć miał, Chryzostoma się dołożył. A on radził, aby go miał przy tym, gdyby o ten kościół prosił. 19I nazajutrz prosi Gaina Cesarza, przy obecności ś. Chryzostoma o kościół. Rzecze Chryzostom: Cesarz do kościołów nic nie ma, jeśli bogobojnym chce być. Jeślić kościoła potrzeba, wnidź kiedy i do którego chcesz – wrotać otworzone. Rzecze Gaina: alem ja sekty inszej, a tego się też jako za wysługę upominam, abych miał kościół swój w mieście. Odpowie Chryzostom ś. – wysłużyłeś dosyć, iż z nędznika takimeś panem został – bądźże wdzięczny a wierny państwu Rzymskiemu – a rzeczy się Boskich, za świeckie służby twoje nie upominaj. On zawstydziwszy się zamilczał, i o kościół prosić napotym przestał. Trafił na takiego który tak umiał językiem, jako on mieczem. Potym ten Gaina, jawnym zdrajcą został – i od Cesarza odstąpił, i z wojskiem wielkim do Konstantynopola się brał. Cesarz nie mając przeciw jemu gotowego wojska, na ubłaganie jego, ś. Chryzostoma posłał – który wiedząc iż go rozgniewał, przedsię dla pokoju ludzkiego, gardło swe stawił, w ręce tyrannowi idąc. Lecz mu Bóg, dla którego to za owce swoje czynił, dopomógł. Poselstwo czyniąc złotą mową swoją, ze lwa owcę uczynił – i z Cesarzem go pojednał – acz potym w rychle na wojnie zabity zginął.
   Gdy taki w Kościele Bożym czynił pożytek ś. Chryzostom, a złe obyczaje, zwłaszcza łakomstwo przeklęte, wykorzeniał – onym swoim wolnym a słodkim językiem lecząc rany duszne – ci którzy w złości zatwardzeni byli, barzo się obrażać poczęli – 20a zwłaszcza Eudoksja Cesarzowa, która była niewolnica pieniędzy wielce łakoma, i czyniła jawne krzywdy poddanym. Na to wołał na kazaniu Chryzostom ś. nikogoż nie mianując – wszakże ona złym sumnieniem przeświadczona, rozumiała iż na nię samę była przymówka. I brała tajemne w sercu zajątrzenie przeciw ś. Janowi. Byli też i miedzy duchownemi tacyż, którzy przez nieukarane serce swoje leżąc w grzechu, z przymówek na kazaniu i z karania wedle praw kościelnych, wielką nienawiść przeciw jemu w sercu pokrywali. Przypadło ktemu, iż Teofilus Aleksandryjski Patriarcha nieprzyjaźni o mnichy Orygenisty z nim zaczął. Bo gdy się błędy Orygenesa miedzy mnichy Egiptu barzo szerzyły – Teofilus Aleksandryjski Patriarcha karał błędniki one, którzy wiarę ś. rozrywali. O co oni do Cesarza się do Carogrodu udając, ś. Chryzostoma potwarzami na Teofila zwiedli, iż się o nie zastawiał, i u wielu o to w złe domniemanie wpadał Jan ś. – jakoby przy Orygenesie stał, a zwłaszcza u onego ś. Epifaniusza Biskupa Cypru, i u ś. Jeronyma, i innych, którzy na ten czas mocnie wznowione błędy Orygenesa zbijali. Gdy tedy Chryzostom Teofila Aleksandryjskiego o one mnichy pisaniem troskał, o krzywdy ich tylo, nie o Orygenesa do niego pisząc, i Cesarską mu mocą pograżając – on się barzo rozgniewał, i wielką nienawiścią zjęty starać się chciał, aby Jan z Biskupstwa złożony i wygnany został. 21W tym czasie nowo się zajątrzyła Eudoksja z takiej przyczyny. Był ten tyrański zwyczaj w Konstantynopolu – gdy Cesarz z czyjej winnice jagody skusił, tym samym ją sobie przysądził – a panu jej odmianę jaką dał, abo trochę co pieniądzmi odprawił. Podobała się łakomej Eudoksjej winnica jednej wdowy Kallitrope nazwanej, i tym prawem kosztując jagód z niej, iż była w sąsiedztwie winnicom Cesarskim, odjęła ją – i w wielki kłopot i w ubóstwo wdowę nędzną wprawiła. O to się dziwnie mężnie zastawił ś. Chryzostom. I pisał do niej upominając, aby tego takiego tyrańskiego prawa nie używała, a winnicę wróciła. Lecz mu ona odpisała srogimi słowy – zowąc go burzliwym, a języka niepowściągliwego, a iż jej czci tej nie daje którą winien. 22On sam szedł do niej osobą swoją – i powiedział jej aby Jezabele w wydzieraniu tej winnice nienaśladowała – a tego się przeklęctwa, które ona odniosła, bała. Ale ona jako wściekła, dom wszytek rozwołała, grożąc ś. Janowi – iż ją tak zelżył, a do tej niepobożnej Jezabele przyrównał – obiecując się tego mścić. Jan ś. poszedł do domu, i rozkazał kościelnym odźwiernym, aby Cesarzowej do kościoła, gdyby przyszła, nie puszczali.
   23Na dzień tedy Krzyża ś. gdy wszytek lud na kazanie się świętego Chryzostoma zszedł, przyjdzie z wielką pompą Cesarzowa – drzwi zamkną, jej nie puszczą i wszytkiego dworu jej. Nie śmiała czynić bezprawia kościołowi – ale wołając, i przed wszytkim się ludem oświadczając, musiała się z sromotą wrócić. Rychło potym Teofilus z naprawy i pomocy Cesarzowej synod niemało Biskupów przyzwawszy w Carogrodzie uczynił. Przyjachał też był do Carogrodu on ś. Epifanius, mniemając aby Chryzostom Orygenistą był – i nie chciał społeczności z modlitwy z nim mieć – ale gdy pewnego nic nań wiedzieć nie mógł, synodu nie czekając, odjachał. Eudoksja przed onemi Biskupy, zwłaszcza przed Teofilem, na Chryzostoma się gorzko uskarżała, i prosiła aby go potępili i z Biskupstwa złożyli.
   24Tedy Teofilus zebrawszy Biskupy przed miastem w kościele, który Quercus zwano, sędzią się ś. Chryzostoma uczynił – i schadzkę onę synodem zowiąc – pozwał ś. Chryzostoma, aby się o niektóre rzeczy sprawował. 25On przez kilka biskupów wskazał, iż przed tymi stanąć nie mógł, którzy żadnej mocy sądowej nad nim nie mają – a jawnie jego nieprzyjaciele miedzy sobą mają – gdzie będzie Synod prawie i wedle Kanonów zebrany, od wszytkiego świata sądu uciekać niechcę. Oni na to niedbając, jego Anielski a niewinny żywot potępili, i z stolice złożyli. I do Cesarza przez Eudoksją onę wskazali – aby go wygnał jako przesądzonego. 26Cesarz z prostoty, kapłanom uwierzył, i wygnać go kazał. Chryzostom ś. uciekł się w krzywdzie swej do Papieża Innocencjusza, do którego listy o tym posłał. Lud też wszystek pospolity zań się wkładał, i inych czterdzieści biskupów przy nim było. Ale bojąc się, aby dla niego Kościół się Boży nie roztargnął – krzyż swój ochotnie podniósł, wszytkim Biskupom radząc, aby się do zgody a pokoju mieli, a jego krzywdy nie baczyli. I wyjechawszy z miasta, jeszcze ledwie był w Antjochiej – kiedy trzęsienie wielkie ziemie w Konstantynopolu wszytkich zastraszyło. I nie najdowali inszej przyczyny, onego gniewu Bożego, jedno wygnanie niewinne ś. Jana. Przetoż lud wszytek wołał na Cesarza, aby go wrócić na poratowanie tego miasta kazał – żebychmy, powiada, nie zginęli. 27I tak Cesarz uczynił. O z jaką go ochotą potym miasto wszystko przywitało. Był spokojny rok cały na swym biskupstwie.
   Ale zaś się szaleństwo a gniew Eudoksjej z takiej przyczyny wznowił. Blisko kościoła Zofiej, igrzyska pospolite były sprawowane, które kościelnemu pokojowi, i śpiewaniu przeszkadzały, i ludzie z kościoła wywabiały. Na to się oburzył Chryzostom ś. na kazaniu, to ganiąc, a upominając, aby się to tam nie działo. A iż na tym miejscu gdzie te igrzyska i gonitwy czyniono, był ryty obraz Cesarzowej Eudoksjej – wzięła to sobie za krzywdę – tak umysł ś. Jana źle wykładając, jakoby to jej na wzgardę czynił. Tedy znowu pobudziła Cesarza, i Biskupy, 28którzy go drugi raz heretyckim prawem i Ariańską ustawą potępili. Ta była od Arianów na ś. Anastazjusza uczyniona, iż kto raz złożony, winnie abo niewinnie, bez Synodowego dozwolenia wróci się na swoję stolicę – ten bez wszytkiego sądu potępiony jest. I namówili oni biskupi Cesarza, powiadając że to jest Kanon i prawo kościelne. A ono było Ariańskie nie kościelne na Sardyceńskim zborze potępione. 29A tak powtóre ś. Chryzostom z wielką mocą, i najazdem na kościół jego ręki żołnierskiej, i naprawy biskupów onych, w dzień prawie wielkonocny, wygnany jest. O czym sam do Papieża wypisał. I był zawiezion od żołnierzów aż do Ormiańskiej ziemie, do niejakiego miasteczka Kukussa.
   Jako wiele na tej drodze ucierpiał ś. Chryzostom, sam poczęści wypisuje. Miedzy inymi słowy, tak mówi pisząc do Konstancjusa kapłana: we dnie i w nocy musiałem w drodze być, a mając febrę ustawiczną, i słoneczne upalenia, i niewyspania cierpiąc, nie mam jednego któryby się o mię starał – więcej cierpię niżli ci którzy są na wieczne więzienie potępieni – abo co na kopanie kruszców zdani są. Do Cezareej przyjachawszy, tęm nawiętszą miał ochłodę, iżem czystą wodę pił, a chleb świeży jeść i w łaźni się obmyć mógł. 30Tym czasem oni Biskupi którzy przy świętym Chryzostomie stali, cierpiąc od przeciwnych onych Biskupów prześladowanie – do stolice się Rzymskiej uciekli – o wszystkim dając znać, a zwłaszcza o onej złości Teofila i o niewinności świętego Jana. Wyprawił posły swoje papież, Biskupa Benewentańskiego Emiliusza, i trzech kapłanów przy nim do Carogrodu, do Arkadiusa Cesarza – karząc złe postępki jego, a przywracając świętego Jana na jego stolicę – składając k temu Synod w Tessalonice. 31Gdy się o tych posłach dowiedziała Eudoksja, iż już blisko Carogrodu byli – starała się aby nie dojeżdżając miasta, posadzani do więzienia byli. I naprawiwszy na nie niejakiego Waleriusa, listy im wydrzeć i wszytkie pieniądze, które na strawę mieli, i majętność ich, pobrać kazała. Ledwie nazad odesłanie sobie wyprosili – aby im do Rzymu wolno się było wrócić.
   Będąc w onym nędznym wygnaniu święty Chryzostom, wiele pogaństwa do wiary świętej, którego tam było dosyć, pozyskał Panu Bogu – a żołnierze ci którzy go wiedli przenajęci byli, aby wytchnąć nigdziej świętemu Chryzostomowi nie dali – ale go prędzej włócząc i niewczasy zadając umorzyli. I czynili temu dosyć. Bo go z Kukussu do Pituuntu włócząc, a jego niemocy nie zgadzając, prawie umorzyli – iż nim tam dojachali, u Komanu miasta, święty Jan umierał. Przed śmiercią ukazał mu się ś. Bazyliszek, w którego się kościele niegdy nabożnie modlił – i opowiedział mu zeszcie jego. Jutro, powiada, będziewa społem, bądź dobrej myśli. Tedy na ten się czas gotując, a barzo chorym jako na śmierć będąc, prosił żołnierzów, aby ten dzień na miejscu zostali – ale oni niechcieli. I ujachawszy kila mil, błądzić poczęli, i niechcąc na ono się miejsce wrócili, gdzie był kościół świętego Bazyliszka. 32Tam święty Jan ciało Boże wziąwszy, i krzyżem się świętym przeżegnawszy, z ciężkiego więzienia ciała tego po wielkich pracach i mękach, na ochłodę wieczną poszedł. Innocencjus Papież gdy się wrócili posłowie, które był do Konstantynopola posłał – a sprawę dali o nieznośnej złości onej Eudoksjej – i jako nieludzko przyjęci byli, 33tedy wyklął Cesarza Arkadiusa, i onę żonę jego, i wszytkie Biskupy którzy na wygnanie świętego Jana zezwalali, taki list do nich posyłając – który w swej historiej Niceforus włożył.34 Głos, prawi, krwie brata mego Jana, woła na cię do Boga Cesarzu – jako niegdy Ablowa wołała przeciw Kaimowi mężobójcy – a bez pomsty żadną miarą być nie może. A nie tyloś to uczynił, aleś i czasu pokoju, wielkie prześladowanie na Boga i Kościół Jego podniósł. Wyrzuciłeś z stolice swej nieprzesądzonego wielkiego wszytkiego świata Doktora, i w nimeś zaraz Chrystusa ucisnął. I niżej – A tak ja namniejszy i grzeszny (któremu stolica wielkiego Apostoła Piotra zwierzona jest) odcinam cię Cesarzu i odmiatam i żonę twoję, od przyjmowania niepomazanych tajemnic Pana Chrystusa Boga naszego – i każdego Biskupa i kapłana, i kleryka Kościoła Bożego któryby je wam śmiał podać, od tego czasu gdy ten list klątwy mej przeczcicie, na to skazuję – aby taki swoję dostojność stracił. I niżej – Arsacjusza, któregoście na miejsce Jana wielkiego postawili, i po śmierci składam ze wszytkimi Biskupy którzy do niego przystali – aby imię jego w poczet Biskupów pisane nie było. Bo tego niegodzien, iż biskupstwo jakoby cudzołóstwem pomazał. A nad to cośmy Teofila (Patriarchę Aleksandryjskiego) złożyli – wyklinanie nań kładziemy, i wszystko przeklęctwo, i od Chrześciaństwa odcięcie. Póty święty Innocencjus. Taka jest moc Papieska, iż Patriarchy składać i karać, i same Cesarze wyklinać może. Której jego mocy od Boga danej, żaden przyganić nie śmiał – ale ją wszyscy prawowierni jako porządną i Bożą czcili. Dnia tego kiedy umarł święty Chryzostom, w Konstantynopolu wielki grad spadł, i wiele ludziom szkody poczynił. Ciało jego potym syn tego Cesarza Teodozjus, z wielką uczciwością, przepraszając Pana Boga o grzechy rodziców swoich, do Konstantynopola przyprowadził. Skąd potym do Rzymu przeniesione u świętego Piotra leży, na cześć Bogu w Trójcy jedynemu. Amen.

   Wiele innych rzeczy i te które się powiedziały, rozszerzone w Rocznychdziejach kościelnych najdziesz, a zwłaszcza w roku Pańskim 400. 403. 404. &c.

Nauka ś. Jana Chryzostoma o tych Artykułach,
na które dzisiejsze kacerstwa biją.

   Iż jest wielki i wzięty Doktor kościelny, świątobliwością żywota, nauką i starowiecznością, światu wszytkiemu zalecony – godziło się obaczyć jako uczył – Jeśli tak jako ta dzisiejsza nowa Wangelia – czyli jako stary święty Kościół Rzymski.

   351. Naprzód wyznaniem Boga w Trójcy jedynego, i Bóstwa prawego Pana naszego Jezusa, wszytkie księgi swe napełnił – a zwłaszcza te, które przeciw pogaństwu pisał – Contra gentes, quòd Christus sit Deus.
   362. Pochodzenie Ducha Świętego i od Syna, wyznawa, gdy tak mówi in Ioan. – Wszytko co Ociec ma, Syn też ma okrom Ojcostwa. A iż pochodzenie Ducha Świętego nie jest Ojcowstwo – pewnie Syn je ma także, jako Ociec.
   373. Zna iż prawdziwe jest Ciało Chrystusowe w Sakramencie – nie figurowane, ale istotne w rzeczy samej i prawdzie, gdy tak mówi: Homil. 60. ad populum, & 83. in Matth.Wszędzie wierzmy P. Bogu – by się dobrze smysłom i myślam naszym, rzecz nieprzystojna zdała, abo rozum nasz przechodziło słowo Jego – a zwłaszcza w Sakramencie tym to czyńmy. Nie tylo na to patrząc co przed oczyma jest, ale słowa się też Jego trzymajmy. Bo zmysły nasze omylić się barzo łacno mogą – ale na słowie Jego omyleni być nie możem. Bo nigdy fałszywe być nie mogą, a nasz zmysł często a często się myli. A iż on rzekł: To jest ciało moje – nic w tym nie wątpmy, ale wierzmy, a oczyma dusznemi na to patrzmy. I na innym miejscu: Homil. 2. ad populum 38Heliasz prawy płaszcz uczyniony zostawił – lecz sam Heliasz nagim został, ale Chrystus, i ciało nam swe zostawił – i toż mając, w nim w niebo wstąpił. I indziej: Homil. 24. in 1. Epist. ad Corint.39Temu ciału, mówi, trzej Królowie w jasłkach się pokłonili, z wielkim strachem i bojaźnią. A ty je widzisz nie we żłobie, ale na ołtarzu – nie u białejgłowy na ramionach, ale u kapłana. I niżej: Nie Anioła, ale Pana Aniołów ukazujęć – obacz iż to jest wielka rzecz, na ziemi Go nie tylo widzisz, ale się Go dotykasz, i Onego pożywasz, i wziąwszy Go, do domu idziesz. I o odmianie widomych żywiołów, to jest istności chleba i wina, której przą Luterani – tak mówi: in Matt. Homil. 83.Nie ludzkiej to siły (w Sakramencie) dzieło – Ten który je na onej wieczerzy uczynił, Ten je też i teraz sprawuje i czyni. My tylo jako słudzy stoim, ale On jest, co to poświęca i przemienia. I indziej: In Liturg.Widome (powiada) rzeczy, w ciało swe przemienia. Item in Matth. hom. 51.Ten co rzekł, powiada: To jest ciało moje, rzecz samę zaraz z słowem uczynił. I na wielu innych miejscach, wielce i jaśnie barzo dzisiejsze heretyki, Luterany i Zwingliany, potępia.
   404. O Ofierze Mszej ś. księgi, i modlitwy napisał: in Liturg. Gdzie często te słowa mianuje, ukazując na Sakrament: Przyjmi tę ofiarę, Panie, którą Tobie za ty a za ty ofiarujem, żywe i umarłe, &ć. I indziej: Homil. ad Timoth.tak mówi: Święta ofiara chociaż ją Piotr, chociaż Paweł, abo inny jakiejkolwiek zasługi kapłan, ofiaruje – jednaż jest, którą Chrystus podał uczniom swym, którą i teraz kapłani sprawują. Ta nic mniej nie ma, jedno jako ona. A czemu to? Bo jej nie ludzie poświącają, ale Chrystus, który też i onę pierwszą poświęcił. Bo jako słowa też są, które i teraz kapłani wymawiają, tak też i ta ofiara jest. I indziej: Sermone admonitorio de Eucharistia in EnceniisPatrz iż stół, powiada, tajemnicami przygotowany jest, Baranek Boży za cię się ofiaruje, kapłan się o cię frasuje, Aniołowie stoją, za cię się z kapłanem modląc – a ty się nie wstydzisz?
   415. O chrzcie dziatek, Homil. de Adam & Eva tak naucza: Kościół, powiada, Katolicki, wszędzie rozlany, tak uczy – iż dziatki chrzczone być mają, dla pierworodnego grzechu. I niżej: I na to patrzmy, powiada, iż Kościół święty po wszytkim świecie, 42gdy ma chrzcić dziatki abo młodzieńce, nie bez przyczyny nad nimi, niżli wnidą w tajemnicę odrodzenia, wyklinania czarta, i tchnienia używa, &ć.
   436. O Spowiedzi do ucha, tak mówi: Homil. 30 in Genes. – Iżeśmy do wielkich dni przyszli, teraz nawięcej postu przyczyniać i modlitw mamy, i uczynić pilną grzechów naszych spowiedź.
   447. O mocy i zacności kapłańskiej Nowego Zakonu, tak pisze: lib. 3 de Sacerdotio Tym co na ziemi mieszkają, zlecono aby tym szafowali, co jest w niebie – tym dał Pan Bóg taką moc, jakiej ani Aniołom, ani Archaniołom, zlecić niechciał. I niżej: Związka kapłańska, dusze dotyka, i do nieba idzie – tak, co tu nisko kapłan uczyni, to Pan Bóg na górze umacnia, i wyrok sług swoich potwierdza.45 Co nic innego nie jest, jedno iż im moc jest dana, na wszytkie rzeczy niebieskie. Bo którym, powiada,46 grzechy zatrzymacie, zatrzymane będą. A która moc więtszą być może? Ociec wszelką moc dał Synowi: Syn, widzę, iż im też wszytkę moc zlecił. I niżej: Naszym kapłanom, mówi, nie trąd cielesny, ale duszne nieczystości, dano, nie mówię rozeznawać, ale prawie oczyściać. Item homil. 4. de verbis Domini.O kapłańskiej dostojności tak mówi: Rzekł król Ozjasz, przywłaszczając sobie przodkowanie kapłańskie – chcę ofiarować kadzenie, bom jest sprawiedliwy. 47Ale zostań za swym płotem królu – inne są granice królewskie, inne kapłańskie. To królestwo więtsze jest niż ono – bo nie po tym co widzim – znać króla – nie po złocie, i drogich kamieniach. On sprawuje to co na ziemi jest, a kapłańskie prawo z nieba zstępuje. Co zwiążesz na ziemi, związane będzie w niebie.48 Królowi zlecono to co tu jest – a mnie, to jest kapłanowi, to, co w niebie jest – królowi ciała, kapłanowi dusze – 49król zmazy cielesne, a kapłan duszne odpuszcza, więtsze to jest przełożeństwo. Przeto król pod rękę kapłańską głowę swoję schyla – i wszędzie w piśmie starym, kapłani króle pomazowali.
   508. O postach cielesnych, i brakowaniu potraw, napisał wiele kazań. Homil. 1. in Genes.Toć są, powiada, prawe święta, gdzie jest dusz zbawienie, pokój, zgoda – gdzie świetckiego życia przyprawy odpędzone są – gdzie nie masz wołania, ani biegania kucharzów, ani zabijania bydła. Et hom. 2. in Genes.Post jest uspokojenie dusz naszych, starym uczciwość, młodym nauczyciel, powściągliwym mistrz – wszytkie lata i płeć oboję, jako jakim wieńcem ozdobi. Już dziś nie masz zabaw, wołania, mięsa siekania, kucharzów biegania, wszytko na stronę poszło.
   519. O wzywaniu Świętych, w Liturgiej abo we Mszej, często używa tych słów: Za modlitwą Panny tej, która ciebie porodziła, Bogarodzice zawżdy czystej Maryjej, i wszystkich Aniołów, i Jana Chrzciciela, i przechwalebnych Apostołów, i ś. Mikołaja: zmiłuj się a zachowaj nas.52 Item hom. 2. in Psal. 50. Obronię, powiada, to miasto, dla mnie, i dla Dawida sługi mego. Już był Dawid umarł, a jego przedsię wysługi kwitną. O dziwna rzecz – O niewysłowiona łaska Boże – człowiek umarły za żywym się wstawia. O jako i po śmierci niezwyciężeni są Święci. 53Toż mówi Homil. 27. in Matth. Item Homil. 66. ad populum Sług ukrzyżowanego groby, sławniejsze są, niżli królewskie dwory – nie wielkością, ani budowaniem, ani pięknością, (bo w tym królewskie przechodzą) ale chęcią tych co je nawiedzają. Bo i sami królowie idą i obłapiają groby ich, złożywszy pychę – i stoją wzywając Świętych, aby się za nimi do Boga przyczynili. 54A ten który w koronie chodzi, Rybakowi, i namiotów robotnikowi, którzy już umarli, modli się jako obrońcy swemu. A jakożby kto śmiał mówić, iż ten Pan umarł, którego słudzy chociaż umarli, obrońcą są świata wszystkiego? A nie tylo to w Rzymie się dzieje, ale i w Carogrodzie, bo syn wielkiego Konstantego, za wielką sobie cześć poczytał, iż jego ojca ciało u drzwi rybitwa (to jest u kościoła świętego Piotra) pogrzebione leży.
   5510. O kościach śś. mówi tamże Hom. 66. ad pop.Iż się ich boją diabli, i męczą się jemi, i dla nich z ciał ludzkich, które opętali, wychodzić muszą. A iż do nich i królowie pielgrzymowania i drogi czynią.
   5611. O obrazach tak trzymał co i dziś Kościół, bo pisze Metafrastes, jakoś w jego żywocie czytał, iż zawżdy miał przed sobą obraz Pawła ś. I indziej: Concil. 2. Nicæn. Acto. 6.Przywodzą na obrazy świadectwo świętego Chryzostoma, ex oratione funebri in Melecium Episc. Antioch. in sermone, qui inscribitur: Quod veteris & novi testamenti unus sit legislator.
   5712. O Krzyżu świętym, iż im zawżdy ludzie Chrześciańscy żegnali, tak pisze Hom. 50 in Matth. W komorach, na ścianach, na oknach, i na czoła i serca nasze z wielką chucią krzyż kładźmy. Bo to jest znak zbawienia i wyzwolenia pospolitego naszego, i łaski a pokory Pańskiej. Gdy się krzyżem żegnasz, wszytkę sobie przyczynę krzyża wspomni. I niżej: Kupieniście są kupnem, nie bądźcież niewolnicy ludzcy – kupno krzyż nazwał (Apostoł) który nie tylo palcem na ciele, ale i wielką wiarą na serce kłaść trzeba. Bo gdy się tak żegnać będziesz, zlęknie się ciebie czart, ujźrzawszy tę włócznią, którą przebodziony jest.
   5813. O jedności kościelnej tak naucza: Homil. 1. in Epist. ad Corint.Kościołem (lud Boży) Apostoł zowie, powiada, pokazując iż się w jedności skupić ma. Bo jeśli Kościół Boży jest – tedy jeden jest – nie tylo w Koryncie, ale po wszystkim świecie. Bo imię Kościelne nie brzmi rozerwania, ale zjednoczenia.
   5914. Iż ten Kościół Boży widomy jest (a nie jest niewidomy, jako kacerstwa plotą) tak mówi: Homil. 4. de verbis Esaiæ: Vidi Dominum Kościół korzenie swoje w niebie raczej ma puszczone, a niżli na ziemi. Lecz podobno pohaniec tą moją chlubą gardzi. Niechże poczeka aż to wywiodę. Niech pozna moc prawdy, iż rychlejby słońce kto zagasił, a niżliby Kościół zagasić miał. Daje znać iż tak jasny jest Kościół widomy, jako słońce.
   6015. O odszczepieństwie i rozdwojeniu Kościoła, (tudzież o kacerstwie) tak rozumiał: Homil. 11. in Epist. ad Ephe. Nic, powiada, tak barzo Pana Boga nie gniewa, jako rozdział kościelny. Byśmy dobrze niezliczone dobre uczynki czynili – przedsię nie mniej karani będziem, jedno jako oni co ciało jego drapali, jeśli zupełność i całość kościelną rozrywać będziem. I niżej: Rzekł jeden ś. (na Cypriana ś. ukazuje) co się zda śmiele być rzeczono, wszakże jest rzeczono. A cóż to takiego? iż ten grzech i krwią się męczeńską zgładzić nie może. Powiedz mi dla czego podejmujesz męczeństwo? izali nie dla czci Chrystusowej? A jakoż ty co żywot za Chrystusa dajesz, Kościół Jego, za który Chrystus dał żywot, prześladujesz? Słuchaj Apostoła Pawła: Nie jestem, powiada, godzien zwany być Apostołem. Bom prześladował Kościół Boży. I niżej: To mówię i świadczę się, iż kto Kościół Boży rozrywa, nie mniej grzeszy jedno jako ten co w heretyctwo wpadnie.
   6116. Iż osobę Kościoła wszystkiego noszą starszy kościelni, tak naucza Homil. 71. in Matth. Powiedz Kościołowi, to jest Biskupom i przełożonym kościelnym.
   6217. O Pietrze świętym i jego potomkach to trzyma Lib. 2. de sacerdotio Z której, powiada, przyczyny krew swoję roźlał? Pewnie dlatego aby owce te odkupił, o których staranie zlecił Piotrowi, i jego sukcessorom abo potomkom. Przeto słusznie mówił: a który jest sługa wierny i mądry, którego Pan postawił nad czeladką swoją? Piotra świętego, Homil. 87. in Ioannem – zowie usty Apostolskiemi, Książęciem i głową Apostołów wszytkich, którego powiada, nad inne Paweł ś. widzieć chciał – i któremu Chrystus wszytek świat zlecił.
   6318. O Rzymskim Biskupie trzymał, iż jest sędzią wszystkich na świecie Biskupów, gdy się w swych krzywdach do niego, jako do starszego uciekał. Jako się dało znać w żywocie – i z listu tego który Nicefor Greczyn w swej historiej położył.
   6419. Iż w Rzymie Piotr święty i Paweł umęczon, i tam ciała ich leżą – czytałeś w Artykule dziewiątym. A indziej: In Epistolam ad Rom.Ja Rzym przeto miłuję, prawi, aczkolwiek mógłbych go z inąd chwalić – to jest, iż wielki, stary, piękny, ludny, narodom rozkazujący, waleczny – ale to opuszczając, przeto go chwalę, iż Paweł święty pókiby był żyw, tak Rzymiany miłował – onych usty swemi nauczał – i u nich żywota dokonał, i oni ciało jego święte mają. I niżej: Nie tak się niebo świeci, gdy słońce promienie puszcza, jako miasto Rzymskie, ty dwie pochodnie na wszytek świat wypuszczając. Stamtąd wzięty będzie Paweł, stamtąd Piotr. Uważajcie i lękajcie się, co za widok ujźrzy Rzym. To jest ujźrzy Pawła z grobu onego z Piotrem zmartwychwstającego, gdy wynidą przeciwko Panu wzgórę. Jaką różą pośle Rzym Chrystusowi? Jakiemi dwiema koronami to miasto jest ozdobione? Jakie ma dwa złote łańcuchy? Jakie ma źrzódła? Przeto ja się temu miastu dziwuję, nie dla złota, nie dla słupów, ani dla inej rzeczy – jedno dla onych słupów kościelnych.
   6520. O podaniu abo tradycjach kościelnych okrom Pisma, tak naucza: in caput 2. Epist. 2 ad Tessa. Homil. 4. – na te słowa: Stójcie a trzymajcie podania. Stąd jawno jest, mówi, iż nie wszystko Apostołowie na piśmie dali, ale wiele okrom pisma. A tejże są wiary godne te rzeczy usty podane, jako i napisane. A tak podanie kościelne godne być wiary rozumiejmy. Gdy rzeką: Tak podano – nie pytajże się dalej.
   6621. O dziewictwie, iż chwalebne jest, i lepsze, kto je chowa i Bogu oddaje, niżli małżeństwo, napisał księgi Librum de Virginitate, czytaj, zwłaszcza Caput 10. 11. 40.
   22. O stanie zakonnym i mniskim napisał też księgi przeciw tym, którzy gi ganić śmieli. Libri tres contra Vituperatores vitæ Monasticæ.
   23. O tych co ślubowawszy Bogu czystość, w małżeństwo idą, to trzyma, iż cudzołóstwo ich jest a nie małżeństwo. Ad Theodorum lapsum Epist. 6.

1  XXVII. Ianuar. Stycznia. M. R. 27. eiusdem.
Nieprzyjacielowi dobrze czynić.
W Piśmie Ś. P. Bóg oświecał Chryzostoma ś.
Słabe zdrowie Chryzostoma ś.
Kapłanem został.
Dzwon i trąba głośna Chryzostom ś.
Kazanie Chryzostoma ś. łacne ku pospolitemu pojęciu.
Wodą żegnaną i krzyżem leczył cudownie.
Heretycy błogosławieństwa kościełnego uczestnicy być nie mogą.
10  Chorą święconą wodą zleczył.
11  Pomsta Boża nad heretykami Marcjonisty.
12  Carogrodzkim Biskupem został Chryzostom ś.
13  Kapłanom co żon nigdy niemieli Chryzostom ś. dufał.
14  Na obiady do nikogoż nie chodził.
15  Malowania jako dawno.
16  Paweł ś. przy Chryzostomie piszącym był widzian.
17  Ariany Cesarz z miasta wygnał.
18  Śpiewanie Ariańskie z processją.
19  Gaina Arian o kościół w mieście prosi.
20  Eudoksja Cesarzowa, nieprzyjaciółka ś. Chryzostoma.
21  Prawo niepobożne.
22  Eudoksją Cesarzową Chryzostom ś. upomina.
23  Cesarzowej w kościół nie puścił ś. Chryzostom.
24  Synod fałszywy przeciw Chryzostomowi ś.
25  Wedle kanonów Synod, to jest za wolą i złożeniem Biskupa Rzymskiego, na którego posły czekał ś. Chryzostom.
26  Wygnanie ś. Chryzostoma.
27  Przywrócony Chryzostom ś.
28  Prawa ariańskie.
29  Powtóre wygnany ś. Chryzostom.
30  Kościół Carogrodzki do Papieża się uciekł.
31  Posły Papieskie Eudoksja odegnać i złupić kazała.
32  Śmierć ś. Chryzostoma.
33  Papież wyklął Cesarza i z żoną, i Patriarchów dwu o ś. Chryzostoma.
34  Niceph. li. 13. c. 34.
35  1. O Trójcy Ś. i o Bóstwie Chrystusowym.
36  2. O pochodzeniu Ducha Ś. i od Syna.
37  3. O prawdziwym Chrystusowym ciele w Sakramencie.
38  Toż ciało Chrystus nam zostawił, i w tymże przecię w niebie króluje.
39  Ciało Boże to jest na ołtarzu któremu się kłaniali królowie.
40  O ofierze Mszej ś.
41  Chrzest dziatek.
42  Eksorcyzmy przy Chrzcie.
43  O spowiedzi.
44  O mocy kapłańskiej na odpuszczenie grzechów.
45  Mt 16.
46  J 20.
47  Kapłan więtszej zacności niżli król.
48  Mt 16.
49  Kapłan zmazy duszne odpuszcza.
50  O postach cielesnych.
51  O wzywaniu Świętych.
52  Iz 37.
53  Królowie wzywają śś. aby się przyczynili za nimi do P. Boga.
54  Święci umarli, obrońcy są wszytkiego świata, to jest – i Piotr i Paweł w Rzymie.
55  O kościach śś.
56  O obraziech.
57  O żegnaniu krzyżem ś.
58  O jedności kościelnej.
59  O widomym kościele Bożym.
60  O odszczepieństwie i rozdzieleniu Kościoła.
61  Osobę kościoła noszą starszy kościelni.
62  O Pietrze ś. iż mu i jego potomkom Chrystus świat wszytek zlecił.
63  Rzymski Biskup.
64  Piotr ś. i Paweł, w Rzymie leżą.
65  O podaniu okrom Pisma.
66  O dziewictwie.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski