poniedziałek, 21 maja 2018

Niepodważalnie

Wieczność mijała
stała w mym progu
pocałunek
tchnienie ust
tętno Jej serca
pozostawiła w mym sercu

Znów zawitała
przy podmuchu wiatru
z uśmiechem
przechodzącego zjawiska
które kątem oka
zerknęło w me życie
by w nim pozostać
w zachwycie
czuwającej obecności
co w Obecności się pieści

Wieczność mijała
gdy byłem przy Niej
mijała sielsko
nieznudzenie
potoczyście i promieniście
bo w Jej oddechu był mój
a w moim Jej tchnienie
i na nowo żyliśmy
w tej chwili trwającej
która właśnie mijała
i pozostanie na zawsze
niezapomniana

niedziela, 20 maja 2018

(46) Żywoty Świętych: Furzeusz

Żywot ś. Furseusza z Hiberniej,
o którym wielebny Beda szeroko
w historiej kościelnej wspomina, lib. 3. cap. 19. 
i z tego żywota słowo od słowa niektóre rzeczy kładzie.
Żył około roku 702.1

   Furseus rodzaju zacnego z Hiberniej, abo jako W. Beda mówi, z Szkocjej, z młodości w klasztorze miedzy ludźmi, żywota świątobliwością sławnemi, wychowany będąc; jako począł tak kończył święty i bez przygany żywot swój. Był urody krasnej, ciała czystego, serca nabożnego, mądry, wierny, i we wszytkim stateczny, pokory i cichości wielkiej, pełny uczynków dobrych. Rodzice i ojczyznę opuściwszy, Pisma się Świętego kila lat uczył. Nauką posilony, na jednym miejscu klasztor zbudował, do którego się wiele nabożnych mężów zbieżało, i niektórzy z jego powinowatych – których aby był więcej mógł pociągnąć – szedł do ojczyzny swej słowa Bożego tam sieci na połów dusz ludzkich chcąc rozmiatać. Tam będąc zachorzał – a gdy go w dom ojca jego chorego wprowadzili – źle się mając, leżeć w domu ojcowskim niechciał, ale chory indziej być chciał.
   2Na tej drodze z prędka tak omdlał, iż go do jednego domku za umarłego poniesiono. Baczył się na duszy i widział, a ono go dwa Aniołowie miedzy się wziąwszy, niosą – a trzeci zbrojny i straszliwy przed nimi idzie. Ci Aniołowie barzo byli jaśni, tak iż twarzy ich baczyć nie mógł, i prawie nic cielesnego, okrom jasności, nie widział. Oni trzej jednakiej jasności, dziwną pociechą serce jego ucieszyli – zwłaszcza gdy ich śpiewanie dziwne słyszał – 3gdy on wiersz z Psalmu śpiewali, a jeden zaczynał: Pójdą Święci z cnoty w cnotę – Bóg bogów w Syjonie oglądan będzie – słyszał też i drugą dziwną muzykę wiela tysięcy Aniołów, jedno śpiewania nie rozumiał, okrom tego słowa: i wyszli przeciw Chrystusowi. Jeden tedy z onych górnych Aniołów przyszedszy, rzekł onemu zbrojnemu, który przed onemi dwiema szedł – aby tego męża nazad prowadzili, żeby jeszcze w ciele pracował. Tedy oni trzej Aniołowie wracali się na zad. Na ten czas dopiero Furseus ś. poznał, iż z ciała był wyszedł i umarł. Tedy spytał onych swych wodzów, kędyby go prowadzić mieli. A święty na prawej stronie rzekł: musisz jeszcze swe własne ciało wziąć, aż słusznej pracej twej zapłaty się doczekasz. Rzecze mu Furseus: Jużbych nie rad się od was oddzielił – wrócim się do ciebie, rzekł Anioł, czasu swego – i śpiewali: Bóg bogów w Syjonie widzian będzie. 4Tedy w tej słodkości śpiewania, jako się dusza jego w ciało wróciła, baczyć nie mógł – jedno około kurów piania po północy, gdy śpiewanie Anielskie przestało, usłyszy około siebie płacz, i mówienie przyjaciół swoich, i jako ze snu ocknie się, i rzecze: Czemu tak wołacie? A oni mu powiedzieli, jako już był umarł. Siadszy Furseus, rozmyśla sobie ono dziwne a słodkie widzenie. 5I wspomniawszy sobie, iż poń przyść obiecali – frasować się pocznie, iż nie miał przy sobie nikogoż tak mądrego, któremuby się onego widzenia zwierzył – żeby go niegotowym powtóre Aniołowie nie naleźli. I posiliwszy się ciałem i krwią Pana naszego, był chorym przez dwa dni.
   6A trzeciego dnia o północy, gdy baczył, iż mu nogi zimnem prawie zdrewniały – ściągnąwszy na modlitwie ręce, z weselem śmierci czekał – bo pomniał na ono przesłodkie widzenie, które od takichże znaków poczynało – i padszy na łóżku jakoby miał zasnąć, usłyszy barzo straszliwe wielkiego wojska wołanie, którym go przymuszali aby wyszedł – i otworzywszy oczy, nie ujźrzał nikogo, jedno onych trzech śś. Aniołów, dwu po stronach, a trzeciego zbrojnego u głowy swej. I rzecze mu na prawicy Anioł: Nie bój się, masz obronę. A gdy go podnieśli Aniołowie, szli miedzy wrzeszczącemi i wołającemi diabły. A jeden tak wołał: Pódźmy przeciw jemu na wojnę. I ujźrzał przed sobą jako czarny obłok z lewej strony, a oni wojska szykują. A czarci w nim byli tak czarni, szpetni, wyschli, długoszyjawi i sprośni, głowy mając jako miednice. 7I puszczali strzały ogniste, ale Anioł on zbrojny tarczą wszytkie odbijał. I podlegali czarci, gdy Anioł na nie uderzył, i fukał je mówiąc: nie przeszkadzajcie drodze naszej, człowiek ten nie jest uczestnikiem skazy waszej.
   Rzekł przeciwnik czart bluźniąc: Nie słuszna rzecz jest Bogu, aby ten nic nie miał potępienia, który grzesznikom przyzwalał, ponieważ pisano: Nie tylo co czynią, ale i co przyzwalają, godni są śmierci. W tym gdy był od Anioła przekonany, czart jeszcze startą, jadowitą głowę podniósł, i rzekł: 8Często próżno mówił, nie ma wniść do żywota bez karania. Anioł rzekł: jeśli główniejszych grzechów nie powiesz, dla tych mniejszych nie zginie. Rzekł czart: jeśli nie odpuścicie ludziom grzechów ich, nie odpuści wam Ociec wasz niebieski grzechów waszych. Odpowie Anioł: ukaż gdzie się mścił, abo komu krzywdę uczynił? Diabeł powie: Nie pisano, kto się będzie mścił, ale kto z serca nie odpuści. Odpowie Anioł: w sercu on odpuszczał, ale w towarzystwo nie przijmował. Czart rzekł: jako złego nabył z towarzystwa, tak też ma wziąć pomstę od nawyższego Sędziego. Anioł rzekł: Pójdziem na sąd do Boga.
   Trzykroć porażony starszy czart, jeszcze się kusił, mówiąc: Jeśli Bóg jest sprawiedliwy, tedy ten do nieba nie wnidzie. Bo napisano: Jeśli się nie zstaniecie jako dziatki, wniść nie możecie – tego ten nie wypełnił. Rzecze Anioł: Pójdziem do Sędziego. Anioł tedy on bić począł czarty, i rozgromił wojsko ich. 9I usłyszał Furseus wielki triumf Anielski i dziwne śpiewanie ich w te słowa: Żadna praca ciężka, ani żadna przewłoka długa się zdać nie ma, dla chwały wiekuistej. Bo się wszystko weselem i słodkością nagradza.
   Słyszał też i drugą daleko jeszcze słodszą muzykę – ale jako barzo z daleka śpiewających: Święty, Święty, Święty Pan zastępów – której chcąc dłużej słuchać – rzecze mu Anioł – iż się do ciała twego jescze wrócić masz. Z tej nowiny będąc barzo zasmucony – ujźrzy dwu mężów Anielskiej okrasy z jego ziemie – którzy biskupi urząd trzymali w Hiberniej – to jest Boeana i Meldana, którzy już byli przedtym pomarli. Ci do niego przystąpiwszy, cieszyć go poczęli mówiąc: czego się boisz, jednegoć to dnia droga jest, którego robić będziesz? Nauczaj a opowiadaj wszytkim bliską pomstę Bożą. A nawięcej pasterze kościelne, i przełożone świeckie upominaj – aby się pilnie o polecone dusze starając, dobrym przykładem Kościół Boży budowali – i innych mu wiele nauk dawając odeszli. 10A Anioł do ciała się mu wrócić kazał. I porwał się jako ze snu, bacząc koło siebie powinowate, i kapłany, i ine ludzie i sąsiady – i dziwował się głupstwu ludzkiemu, i onemu tak trudnemu przeszciu, i wielkości zapłaty tych, którzy do onej wiecznej chwały się dostaną. I powiadał wszytko co widział, kazania czyniąc wszystkiej ziemi Szockiej. W czym miał dziwną wdzięczność i przyjemność i śmiałość, na nikogo się wielkość i stan nie oglądając, drogę zbawienia ukazował, i prawdę Bożą mawiał, pokutę w ludziech szczepił – czegoby był nigdy tak gorąco czynić nie mógł – gdyby był tego nie widział, co widział – i cudy tego potwierdzał, gdy diabły z ciał ludzkich wymiatał.
   A gdy rok wyszedł, a dzień przyszedł onego widzenia, pomniąc iż mu rzeczono: jeszcze jeden dzień drogi twej potrwa – mniemając, aby to tylo jeden rok miało się rozumieć – do śmierci się gotował. Ale tegoż dnia ujrzał zaś w widzeniu Anioła Bożego, który mu to wyłożył, iż jeszcze lat dwanaście na kazaniu się i nauce ludzkiej zabawić miał – i tak się zstało. Wiele dobrego czyniąc i inne P. Bogu pozyskując w Saskiej ziemi i we Francjej. Potym z Rzymu idąc, na drodze P. Bogu ducha oddał, za czasu króla francuskiego Klodowea – i pochowan we wsi Peronie – we cztery lata przeniesione ciało jego w tymże kościele na inne miejsce, tak świeże było, jakoby dziś umarło. I wiele się cudów u jego grobu dzieje, na cześć Bogu w Trójcy jedynemu – któremu pokłon na wieki wiekom. Amen.

   11Jest u Wielebnego Bedy, równa temu, i barzo ku zbudowaniu wiernych służąca historia, Lib. 5. cap. 13. – której opuścić nie mogę. Temi czasy, powiada,12 zstał się cud pamięci godny, i starym podobny w Brytaniej. Jeden gospodarz w Nordan mieście, na imię Drychelmus, pobożny żywot wiodąc, umarł wieczór, a nazajutrz ożył, wstał, i wszytki około stojące zastraszył, tak iż uciekać musieli. Sama żona została, i k sobie przyszedszy, z strachem mu rzecze: Mężu miły umarłeś był. A on ciesząc ją pocznie powiadać, iżem był prawdziwie umarł – ale mi się jeszcze do ciała wrócić kazano, a czasu na pokutę użyczono – chcę go już lepiej strawić niż pierwej. I pobieżał do kościoła, cały dzień tam się modlił – a do domu się wróciwszy, majętność na trzy części rozdzielił – jednę żenie, drugą dzieciom, trzecią sobie, którą wnetże ubogim rozdał, i do klasztora, Mailros nazwanego, na pokutę poszedł. 13Gdzie w wielkiej i srogiej pokucie, i świętym żywocie, świata tego dokonał – tak iż po jego wielkiej skrusze znać było, iż coś dziwnego i straszliwego w tym zachwyceniu widział.14 By dobrze był usty milczał, sam jego żywot taki, to wyświadczał. Powiadał tedy nie lada komu, ani owym niedbalcom, o swe wieczne dobre – ale tym, którzy abo mękami przestraszeni, abo rozkoszą chwały wiecznej, do żywota lepszego pobudkę brać mogli.
   Prowadził mię, prawi, jakiś jasny w białych szatach – i szliśmy milcząc na puł letni wschód słońca, tak jako mi się zdało, i przyszliśmy na dół jakiś szeroki, głęboki, ale niezmiernie długi. Na jednej stronie były promienie straszliwe, na drugiej burzliwy grad i śnieg, i barzo wielkie zimno. Tam było pełno dusz ludzkich, które jako jakim mokrym wiatrem, na tę się i na owę stronę przemiatały. 15Bo gdy gorącości ognia onego znieść nie mogły, uciekały do zimna – a tam też odpoczynku nie najdując, zaś się w ogień on miotały. I tak w onej ustawicznej odmianie, dręczenie srogie cierpiały. I mniemałem by to było piekło. Ale mi wódz mój rzekł: nie jest to piekło, ale to jest miejsce tych, którzy spowiedź i pokutę swoję odwłóczą – a jednak przy śmierci, bez spowiedzi i pokuty nie schodzą. Ci na dzień sądny wszyscy w niebo wnidą. Wiele ich modlitwą, jałmużnami i posty wychodzą, a nawięcej przez Mszą, i ofiarę wybawione bywają.
   Tedy mię, powiada, barzo zastraszonego dalej prowadził, w wielkie jakieś cięmności, iżem nic widzieć nie mógł, jedno szaty bielejące się onego wodza mego. 16I ujźrzę płomień okrutny i straszliwy, z ziemie jako z jakiej głębokiej studniej wylatający, i zaś na dół upadający. Na tym miejscu, przewodnik on mój, odszedł ode mnie. Ja w wielkim strachu będąc, patrzałem gdy się on płomień podnosił, iż w nim dusze ludzkie jako iskry jakie i perzyna z dymem latały, i zaś tam jako w bezdnie i przepaść wpadały. Czułem i smród niewytrwany, który ono wszytko miejsce zaraża. Słyszałem zasię jakoby w tyle moim, wielkie narzekanie i płakanie, i przy tym śmiechy i wykrzykanie – i obróciwszy się poznaciem mógł, a ono dusze płaczące czarci prowadzą, a przez okno w przepaść onę z nimi wpadają. Do mnie się też przybliżać i straszyć mię srodze poczęli – ale dotknąć się mnie nie śmieli. Czekałem jakiej pomocy, aż w onych cięmnościach z daleka, jakoby gwiazdeczka świecić się mi pocznie im dalej tym więcej – i obaczę iż on mój przewodnik przyszedł do mnie, i wnet czarty one odpędził ode mnie – i powie mi iżem chodził pytać co się z tobą dziać ma – oznajmując mi, iż to jest piekło, i wieczne męki, z których źli na wiek wiekom nie wynidą.
   Potem mię wiódł z onej cięmności na jasność – szliśmy wedla jakiegoś długiego muru, któregom długości i wysokości przejrzeć nie mógł – i niewiem jakośmy na wierzchu onego muru stanęli – stamtądem widział pole wielkie i dziwnie wesołe, i uczułem wonią ziół i kwiatków kwitnących, i rozkoszy niewypowiedziane – aż mi on smród którym jeszcze czuł odszedł. Patrzyłem na taką jasność, iż z słoneczną zrównać się nie może. Tamem wiele wesołego ludu widział, jako na jakich godach – i mniemałem aby to było królestwo niebieskie o którymem słyszał. 17Lecz mi wódz on mój powiedział: nie jest to niebieskie królestwo, ale to jest miejsce tych, którzy z dobrymi uczynkami z ciała wyszli, ale nie są tak doskonali, aby zaraz do nieba wniść mogli, gdzie nie idą jedno doskonali – wszakże na dzień sądny na wesele niebieskie i widzenie Chrystusa pójdą. Tedy mię prowadząc przez ono wesołe a rozkoszne miejsce, i przez on lud młody i kwitnący, przywiódł mię tam gdzie już daleko wdzięczniejsza była światłość – gdziem usłyszał głosy śpiewania przesłodkiego, i woniam czuł niewymowną, tak, iż ona pierwsza maluczka mi się zdała przeciw tej – także i światłość ona pierwsza, jako coś barzo drobnego już mi się być widziała przyrównana do tej. I mniemałem abyśmy tam wniść mieli – ale przewodnik mój stanął, i nazad mię tąż drogą na ono pierwsze miejsce duchów wesołych przywiódł. I powiedział mi, iż to tam już niebo i wieczne Świętych mieszkanie – i rzecze mi: Ty się jeszcze w ciało wrócić masz, a jeśli się lepiej sprawować będziesz, i obyczajów, i mowy twej poprawisz, na te wesołe miejsca przijdziesz.
   Tedym się zasmucił to usłyszawszy – bo mi się z onego miejsca i od onego towarzystwa niechciało. A w tym niewiem jakom zasię do ciała przyszedł, i żyję jeszcze na tym świecie jako mię widzicie. Tom, powiada Wielebny Beda, usłyszał od kapłana Hemigila zakonnika, który jeszcze żyw, a sam w uszy swe to od tego Drychelma słyszał. I królowi Alfrydowi, człowieku wielkiej nauki, te swoje widzenia ten Drychelmus powiadał – których on tak pilnie słuchał, iż do niego często chodził. W pokucie takiej ciało swe dręczył, iż w rzekę aż po szyję wszedszy, modlitwę tam czynił, póty, póki wytrwać mógł, a to i zimie czynił. Gdy obmarzł a ledwie z lodu wyszedł, nigdy szat nie odmieniał, ani suszył, aż samy od jego ciała uschły. To często czynił. Gdy mu mówiono: jako tak wielkie zimno wytrwać możesz? odpowiadał: większem ja i sroższe widział. Tak aż do śmierci pokutował, a wielom ludziom przykładem, i słowem do zbawienia pomógł.
   Póty są słowa Wielebnego Bedy Doktora wszemu światu zaleconego. My takich pewnych i prawdziwych powieści i objawienia takiego (które Pan Bóg w osobliwości ludziom czyni, nie dla tych tylo, ale i dla nas) nie używamy na żadny dowód rzeczy tych które wierzym. Bo mamy dosyć na kazaniu Kościelnym i Pisma Świętego. A niewiernym i heretykom nie pomoże, jako Pan mówi:18 By dobrze i dziś zwróconego z tamtego świata i zmartwychwstałego widzieli, i takie jego kazanie słyszeli – ponieważ Mojzeszowi i Prorokom, to jest Kościelnej nauce nie wierzą. Lecz my takiego zjawienia, które Pan Bóg czyni komu chce, i w których nic przeciwnego wierze świętej Katolickiej nie masz, używamy ku wznieceniu i rozmnożeniu bojaźni Bożej – abyśmy się więtszym postrachem karania Bożego, i trudnych sądów Jego, ku pokucie pobudzali, i nadzieją więtszą cieszyli – oczekiwając za dobry żywot, w wierze świętej takiej pociechy i odpoczynienia. Trafia się wiele ludziom, iż i jednym snem o takowych rzeczach, gdy Pan raczy, więcej się pobudzą ku dobremu, niżli kazaniem i czytaniem, i bez pożytku na ono widzenie, chociaż przez sen wspomnieć nie mogą. Jako i o tym Furseusie dokłada tenże Wielebny Beda, iż gdy o tym mówił co widział, prze postrach i słodkość pocił się, a siły nań biły i w nawiętsze zimno. Rozmaite ma Pan Bóg drogi do wzbudzenia tej leniwej do duchownych rzeczy cielesności naszej. Boże abyśmy ich z wdzięcznością i pożytkiem zbawiennym używali.

1  XI. Febru. Lutego. Mart. R. 16. Ianua.
Zachwycenie Furseusza ś.
Śpiewanie Anielskie wiersza z Psalmu 83.
Wrócił się do ciała ś. Furseus.
Nie zwierzał się widzenia lada komu.
Umierał drugi raz Furseus.
Bitwa Anielska o dusze z czarty.
Wyliczanie grzechów od czarta.
Triumf Anielski w przijmowaniu dusz.
10  Wrócił się do ciała ś. Furseus.
11  Obrok duchowny.
12  U wielebnego Bedy lib. 5. cap. 13. Historiae Ecclesiasticae Anglorum.
13  Widzenie jednego umarłego.
14  Hi 24. [Nawiązanie jest wyraźniejsze w przekładzie łacińskim (Vulgata) w wierszu 23: Dedit ei Deus locum paenitentiae, tzn. „Dał mu Bóg miejsce skruchy”. Przyp. J.Sz.]
15  Z wielkiej gorącości do śniegowych wód przechodzić będą, mówi pismo, i Pan o zgrzytaniu zębów mówi.
16  Czyściec i piekło jako straszliwe.
17  Miejsce dusz śś. niedoskonałych.
18  Łk 16.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

czwartek, 10 maja 2018

Inny świadczący

Inny, o którym Jezus mówi we swojej mowie jako o swym świadku (J 5,32), okazuje się nie dotyczyć Ojca niebieskiego, ale Jana Chrzciciela. Wskazuje na to zażyłość, jaka jest między Jezusem a Ojcem. Zażyłość ta jest tak wielka, że Jezus pozostaje zawsze w Jego Obecności. Dlatego Ojciec mówi na głos o Jezusie „jesteś moim ukochanym Synem” (Mk 1,11, Łk 3,22), a Jezus mówi na głos „Ojcze” nawet w obecności ludzi (patrz Ewangelie). Także na krzyżu, w chwili wielkiego cierpienia i osamotnienia, Jezus nie przestaje wołać: „Ojcze, przebacz im” (Łk 23,34) oraz „Boże mój, Boże mój” (Mt 27,46, Mk 15,34). Świadomość Jezusa to „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10,30). Dlatego, przez tę wielką zażyłość i stałą wspólnotę, nieodpowiednie jest, aby myśleć, że Jezus w obecności swego Ojca mówił o Nim Inny. Także ludzkie dzieci nie mówią tak o swoich kochających rodzicach, kiedy przebywają w ich obecności i mają do nich odpowiednią miłość.

Potwierdza to również Poemat Boga-Człowieka, gdzie wyraźnie Jezus mówiąc inny, odnosi się do Jana Chrzciciela.

Pisałem o tym już wcześniej w Świadectwie człowieka. Tutaj chciałem powtórzyć i dodać jeszcze odniesienie do świadectwa Poematu Boga-Człowieka Marii Valtorty.

środa, 9 maja 2018

(93) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Uzdrowienie przy sadzawce Betesda

   1 Potem było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. 2 W Jerozolimie zaś jest przy Owczej [Bramie] sadzawka, nazwana po hebrajsku Betesda, mająca pięć krużganków. 3 Leżało w nich mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych [którzy czekali na poruszenie się wody. Anioł bowiem zstępował w stosownym czasie i poruszał wodę. A kto pierwszy wszedł po poruszeniu się wody, doznawał uzdrowienia niezależnie od tego, na jaką cierpiał chorobę.] 5 Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. 6 Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już dłuższy czas, rzekł do niego: «Czy chcesz wyzdrowieć?» 7 Odpowiedział Mu chory: «Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. W czasie kiedy ja dochodzę, inny wstępuje przede mną». 8 Rzekł do niego Jezus: «Wstań, weź swoje nosze i chodź!» 9 Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje nosze i chodził.
   Jednakże dnia tego był szabat. 10 Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: «Dziś jest szabat, nie wolno ci dźwigać twoich noszy». 11 On im odpowiedział: «Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje nosze i chodź». 12 Pytali go więc: «Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź?» 13 Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu.
   14 Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: «Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło». 15 Człowiek ów odszedł i oznajmił Żydom, że to Jezus go uzdrowił. 16 I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że czynił takie rzeczy w szabat. 17 Lecz Jezus im odpowiedział: «Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam». 18 Dlatego więc Żydzi tym bardziej usiłowali Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu.
   19 W odpowiedzi na to Jezus im mówił: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. 20 Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili. 21 Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. 22 Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, 23 aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. 24 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie pod sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. 25 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą. 26 Jak Ojciec ma życie w sobie samym, tak również dał to Synowi: mieć życie w sobie. 27 Dał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym. 28 Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, kiedy wszyscy, co są w grobach, usłyszą głos Jego: 29 i ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie do życia; ci, którzy pełnili złe czyny na zmartwychwstanie do potępienia. 30 Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Sądzę tak, jak słyszę, a sąd mój jest sprawiedliwy; szukam bowiem nie własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał.
   31 Gdybym Ja wydawał świadectwo o sobie samym, świadectwo moje nie byłoby prawdziwe. 32 Jest ktoś inny, kto wydaje świadectwo o Mnie; a wiem, że świadectwo, które o Mnie wydaje, jest prawdziwe. 33 Wysłaliście poselstwo do Jana, i on dał świadectwo prawdzie. 34 Ja nie zważam na świadectwo człowieka, ale mówię to, abyście byli zbawieni. 35 On był lampą, co płonie i świeci, wy zaś chcieliście radować się krótki czas jego światłem.
   36 Ja mam świadectwo większe od Janowego. Są to dzieła, które Ojciec dał Mi do wypełnienia; dzieła, które czynię, świadczą o Mnie, że Ojciec Mnie posłał. 37 Ojciec, który Mnie posłał, On dał o Mnie świadectwo. Nigdy nie słyszeliście ani Jego głosu, ani nie widzieliście Jego oblicza; 38 nie macie także Jego słowa, trwającego w was, bo wyście nie uwierzyli Temu, którego On posłał. 39 Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo. 40 A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie. 41 Nie odbieram chwały od ludzi, 42 ale poznałem was, że nie macie w sobie miłości Boga. 43 Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście Mnie. Gdyby jednak przybył ktoś inny we własnym imieniu, to byście go przyjęli. 44 Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga? 45 Nie sądźcie jednak, że to Ja was oskarżę przed Ojcem. Waszym oskarżycielem jest Mojżesz, w którym wy pokładacie nadzieję. 46 Gdybyście jednak wierzyli Mojżeszowi, to byście i Mnie wierzyli. O Mnie bowiem on pisał. 47 Jeżeli jednak jego pismom nie wierzycie, jakżeż moim słowom będziecie wierzyli?» (J 5)

   1 Μετὰ ταῦτα ἦν ἑορτὴ τῶν Ἰουδαίων καὶ ἀνέβη Ἰησοῦς εἰς Ἱεροσόλυμα.
   2 Ἔστιν δὲ ἐν τοῖς Ἱεροσολύμοις ἐπὶ τῇ προβατικῇ κολυμβήθρα ἡ ἐπιλεγομένη Ἑβραϊστὶ Βηθζαθὰ πέντε στοὰς ἔχουσα. 3 ἐν ταύταις κατέκειτο πλῆθος τῶν ἀσθενούντων, τυφλῶν, χωλῶν, ξηρῶν. [4 αγγελος γαρ κατα καιρον κατεβαινεν εν τη κολυμβηθρα και εταρασσε το υδωρ· ο ουν πρωτος εμβας μετα την ταραχην του υδατος υγιης εγινετο ω δηποτε κατειχετο νοσηματι] 5 ἦν δέ τις ἄνθρωπος ἐκεῖ τριάκοντα [καὶ] ὀκτὼ ἔτη ἔχων ἐν τῇ ἀσθενείᾳ αὐτοῦ· 6 τοῦτον ἰδὼν ὁ Ἰησοῦς κατακείμενον καὶ γνοὺς ὅτι πολὺν ἤδη χρόνον ἔχει, λέγει αὐτῷ· θέλεις ὑγιὴς γενέσθαι; 7 ἀπεκρίθη αὐτῷ ὁ ἀσθενῶν· κύριε, ἄνθρωπον οὐκ ἔχω ἵνα ὅταν ταραχθῇ τὸ ὕδωρ βάλῃ με εἰς τὴν κολυμβήθραν· ἐν ᾧ δὲ ἔρχομαι ἐγώ, ἄλλος πρὸ ἐμοῦ καταβαίνει. 8 λέγει αὐτῷ ὁ Ἰησοῦς· ἔγειρε ἆρον τὸν κράβαττόν σου καὶ περιπάτει. 9 καὶ εὐθέως ἐγένετο ὑγιὴς ὁ ἄνθρωπος καὶ ἦρεν τὸν κράβαττον αὐτοῦ καὶ περιεπάτει.
   Ἦν δὲ σάββατον ἐν ἐκείνῃ τῇ ἡμέρᾳ.
10 ἔλεγον οὖν οἱ Ἰουδαῖοι τῷ τεθεραπευμένῳ· σάββατόν ἐστιν, καὶ οὐκ ἔξεστίν σοι ἆραι τὸν κράβαττόν σου. 11 ὁ δὲ ἀπεκρίθη αὐτοῖς· ὁ ποιήσας με ὑγιῆ ἐκεῖνός μοι εἶπεν· ἆρον τὸν κράβαττόν σου καὶ περιπάτει. 12 ἠρώτησαν αὐτόν· τίς ἐστιν ὁ ἄνθρωπος ὁ εἰπών σοι· ἆρον καὶ περιπάτει; 13 ὁ δὲ ἰαθεὶς οὐκ ᾔδει τίς ἐστιν, ὁ γὰρ Ἰησοῦς ἐξένευσεν ὄχλου ὄντος ἐν τῷ τόπῳ. 14 μετὰ ταῦτα εὑρίσκει αὐτὸν ὁ Ἰησοῦς ἐν τῷ ἱερῷ καὶ εἶπεν αὐτῷ· ἴδε ὑγιὴς γέγονας, μηκέτι ἁμάρτανε, ἵνα μὴ χεῖρόν σοί τι γένηται. 15 ἀπῆλθεν ὁ ἄνθρωπος καὶ ἀνήγγειλεν τοῖς Ἰουδαίοις ὅτι Ἰησοῦς ἐστιν ὁ ποιήσας αὐτὸν ὑγιῆ. 16 καὶ διὰ τοῦτο ἐδίωκον οἱ Ἰουδαῖοι τὸν Ἰησοῦν, ὅτι ταῦτα ἐποίει ἐν σαββάτῳ.
   17 Ὁ δὲ [Ἰησοῦς] ἀπεκρίνατο αὐτοῖς· ὁ πατήρ μου ἕως ἄρτι ἐργάζεται κἀγὼ ἐργάζομαι· 18 διὰ τοῦτο οὖν μᾶλλον ἐζήτουν αὐτὸν οἱ Ἰουδαῖοι ἀποκτεῖναι, ὅτι οὐ μόνον ἔλυεν τὸ σάββατον, ἀλλὰ καὶ πατέρα ἴδιον ἔλεγεν τὸν θεὸν ἴσον ἑαυτὸν ποιῶν τῷ θεῷ.
   19 Ἀπεκρίνατο οὖν ὁ Ἰησοῦς καὶ ἔλεγεν αὐτοῖς· ἀμὴν ἀμὴν λέγω ὑμῖν, οὐ δύναται ὁ υἱὸς ποιεῖν ἀφ’ ἑαυτοῦ οὐδὲν ἐὰν μή τι βλέπῃ τὸν πατέρα ποιοῦντα· ἃ γὰρ ἂν ἐκεῖνος ποιῇ, ταῦτα καὶ ὁ υἱὸς ὁμοίως ποιεῖ. 20 ὁ γὰρ πατὴρ φιλεῖ τὸν υἱὸν καὶ πάντα δείκνυσιν αὐτῷ ἃ αὐτὸς ποιεῖ, καὶ μείζονα τούτων δείξει αὐτῷ ἔργα, ἵνα ὑμεῖς θαυμάζητε. 21 ὥσπερ γὰρ ὁ πατὴρ ἐγείρει τοὺς νεκροὺς καὶ ζῳοποιεῖ, οὕτως καὶ ὁ υἱὸς οὓς θέλει ζῳοποιεῖ. 22 οὐδὲ γὰρ ὁ πατὴρ κρίνει οὐδένα, ἀλλὰ τὴν κρίσιν πᾶσαν δέδωκεν τῷ υἱῷ, 23 ἵνα πάντες τιμῶσιν τὸν υἱὸν καθὼς τιμῶσιν τὸν πατέρα. ὁ μὴ τιμῶν τὸν υἱὸν οὐ τιμᾷ τὸν πατέρα τὸν πέμψαντα αὐτόν.
   24 Ἀμὴν ἀμὴν λέγω ὑμῖν ὅτι ὁ τὸν λόγον μου ἀκούων καὶ πιστεύων τῷ πέμψαντί με ἔχει ζωὴν αἰώνιον καὶ εἰς κρίσιν οὐκ ἔρχεται, ἀλλὰ μεταβέβηκεν ἐκ τοῦ θανάτου εἰς τὴν ζωήν. 25 ἀμὴν ἀμὴν λέγω ὑμῖν ὅτι ἔρχεται ὥρα καὶ νῦν ἐστιν ὅτε οἱ νεκροὶ ἀκούσουσιν τῆς φωνῆς τοῦ υἱοῦ τοῦ θεοῦ καὶ οἱ ἀκούσαντες ζήσουσιν. 26 ὥσπερ γὰρ ὁ πατὴρ ἔχει ζωὴν ἐν ἑαυτῷ, οὕτως καὶ τῷ υἱῷ ἔδωκεν ζωὴν ἔχειν ἐν ἑαυτῷ. 27 καὶ ἐξουσίαν ἔδωκεν αὐτῷ κρίσιν ποιεῖν, ὅτι υἱὸς ἀνθρώπου ἐστίν. 28 μὴ θαυμάζετε τοῦτο, ὅτι ἔρχεται ὥρα ἐν ᾗ πάντες οἱ ἐν τοῖς μνημείοις ἀκούσουσιν τῆς φωνῆς αὐτοῦ 29 καὶ ἐκπορεύσονται οἱ τὰ ἀγαθὰ ποιήσαντες εἰς ἀνάστασιν ζωῆς, οἱ δὲ τὰ φαῦλα πράξαντες εἰς ἀνάστασιν κρίσεως.
   30 Οὐ δύναμαι ἐγὼ ποιεῖν ἀπ’ ἐμαυτοῦ οὐδέν· καθὼς ἀκούω κρίνω, καὶ ἡ κρίσις ἡ ἐμὴ δικαία ἐστίν, ὅτι οὐ ζητῶ τὸ θέλημα τὸ ἐμὸν ἀλλὰ τὸ θέλημα τοῦ πέμψαντός με.
   31 Ἐὰν ἐγὼ μαρτυρῶ περὶ ἐμαυτοῦ, ἡ μαρτυρία μου οὐκ ἔστιν ἀληθής· 32 ἄλλος ἐστὶν ὁ μαρτυρῶν περὶ ἐμοῦ, καὶ οἶδα ὅτι ἀληθής ἐστιν ἡ μαρτυρία ἣν μαρτυρεῖ περὶ ἐμοῦ. 33 ὑμεῖς ἀπεστάλκατε πρὸς Ἰωάννην, καὶ μεμαρτύρηκεν τῇ ἀληθείᾳ· 34 ἐγὼ δὲ οὐ παρὰ ἀνθρώπου τὴν μαρτυρίαν λαμβάνω, ἀλλὰ ταῦτα λέγω ἵνα ὑμεῖς σωθῆτε. 35 ἐκεῖνος ἦν ὁ λύχνος ὁ καιόμενος καὶ φαίνων, ὑμεῖς δὲ ἠθελήσατε ἀγαλλιαθῆναι πρὸς ὥραν ἐν τῷ φωτὶ αὐτοῦ.
   36 Ἐγὼ δὲ ἔχω τὴν μαρτυρίαν μείζω τοῦ Ἰωάννου· τὰ γὰρ ἔργα ἃ δέδωκέν μοι ὁ πατὴρ ἵνα τελειώσω αὐτά, αὐτὰ τὰ ἔργα ἃ ποιῶ μαρτυρεῖ περὶ ἐμοῦ ὅτι ὁ πατήρ με ἀπέσταλκεν. 37 καὶ ὁ πέμψας με πατὴρ ἐκεῖνος μεμαρτύρηκεν περὶ ἐμοῦ. οὔτε φωνὴν αὐτοῦ πώποτε ἀκηκόατε οὔτε εἶδος αὐτοῦ ἑωράκατε, 38 καὶ τὸν λόγον αὐτοῦ οὐκ ἔχετε ἐν ὑμῖν μένοντα, ὅτι ὃν ἀπέστειλεν ἐκεῖνος, τούτῳ ὑμεῖς οὐ πιστεύετε. 39 ἐραυνᾶτε τὰς γραφάς, ὅτι ὑμεῖς δοκεῖτε ἐν αὐταῖς ζωὴν αἰώνιον ἔχειν· καὶ ἐκεῖναί εἰσιν αἱ μαρτυροῦσαι περὶ ἐμοῦ· 40 καὶ οὐ θέλετε ἐλθεῖν πρός με ἵνα ζωὴν ἔχητε.
   41 Δόξαν παρὰ ἀνθρώπων οὐ λαμβάνω, 42 ἀλλ’ ἔγνωκα ὑμᾶς ὅτι τὴν ἀγάπην τοῦ θεοῦ οὐκ ἔχετε ἐν ἑαυτοῖς. 43 ἐγὼ ἐλήλυθα ἐν τῷ ὀνόματι τοῦ πατρός μου, καὶ οὐ λαμβάνετέ με· ἐὰν ἄλλος ἔλθῃ ἐν τῷ ὀνόματι τῷ ἰδίῳ, ἐκεῖνον λήμψεσθε. 44 πῶς δύνασθε ὑμεῖς πιστεῦσαι δόξαν παρὰ ἀλλήλων λαμβάνοντες, καὶ τὴν δόξαν τὴν παρὰ τοῦ μόνου θεοῦ οὐ ζητεῖτε;
   45 Μὴ δοκεῖτε ὅτι ἐγὼ κατηγορήσω ὑμῶν πρὸς τὸν πατέρα· ἔστιν ὁ κατηγορῶν ὑμῶν Μωϋσῆς, εἰς ὃν ὑμεῖς ἠλπίκατε. 46 εἰ γὰρ ἐπιστεύετε Μωϋσεῖ, ἐπιστεύετε ἂν ἐμοί· περὶ γὰρ ἐμοῦ ἐκεῖνος ἔγραψεν. 47 εἰ δὲ τοῖς ἐκείνου γράμμασιν οὐ πιστεύετε, πῶς τοῖς ἐμοῖς ῥήμασιν πιστεύσετε; (J 5)

   Jezus jest w Jerozolimie, a dokładnie w okolicach [twierdzy] Antonia. Są z Nim wszyscy apostołowie z wyjątkiem Iskarioty. Wielki tłum śpieszy do Świątyni. Wszyscy są w szatach odświętnych – tak apostołowie jak i inni pielgrzymi – i dlatego myślę, że są to dni Pięćdziesiątnicy. Wielu żebraków miesza się z tłumem. Lamentują nad swoimi utrapieniami pobożnymi narzekaniami i kierują się ku lepszym miejscom, blisko bram Świątyni lub na skrzyżowania, przez które tłum idzie w jej kierunku. Jezus przechodzi obdarowując biedaków, którzy nie tylko opowiadają o swoich utrapieniach, lecz usiłują je ukazać. Mam wrażenie, że Jezus już był w Świątyni. Słyszę bowiem, jak apostołowie mówią o Gamalielu, który udaje, że ich nie widzi, chociaż Szczepan – jeden ze słuchających go – pokazał mu przechodzącego Jezusa. Słyszę też, że Bartłomiej pyta towarzyszy:
   «Co chciał wyrazić ten uczony w Piśmie mówiąc: „Grupa baranów na nikczemną rzeź”?»
   «Chyba mówił o jakichś swoich sprawach» – odpowiada Tomasz.
   «Nie, on nas pokazywał palcem. Dobrze widziałem. Potem zaś drugie zdanie potwierdziło pierwsze: „Wkrótce Barankiem stanie się i On, ostrzyżony i zaprowadzony do rzeźni”».
   «Tak, ja też to słyszałem» – potwierdza Andrzej.
   «Dobrze! Mnie zaś pali pragnienie, żeby się wrócić i zapytać towarzyszącego uczonemu w Piśmie, co wie o Judaszu, synu Szymona...» – mówi Piotr.
   «Ależ on nic nie wie! Tym razem nie ma Judasza, bo jest rzeczywiście chory. Wiemy o tym. Może zbytnio cierpiał z powodu podróży, jaką odbyliśmy? My jesteśmy bardziej odporni, on zaś żył tutaj, w wygodach. Łatwo się męczy» – odpowiada Jakub, syn Alfeusza.
   «Tak, o tym wiemy. Lecz ten uczony w Piśmie rzekł: „W grupie brak kameleona”. Czy kameleon nie jest zwierzęciem dowolnie zmieniającym swój kolor?» – dopytuje się Piotr.
   «Tak, Szymonie. Ale z pewnością mówił o jego wciąż nowych szatach. On przywiązuje do tego taką wagę. Jest młody. Trzeba mu wybaczyć...» – odzywa się pojednawczym tonem Zelota.
   «To też prawda. A jednak!... Dziwne słowa!» – kończy Piotr.
   «Zawsze się wydaje, że oni nam grożą» – mówi Jakub, syn Zebedeusza.
   «To dlatego, że czujemy się zagrożeni i widzimy groźby nawet tam, gdzie ich nie ma...» – zauważa Juda Tadeusz.
   «I widzimy grzechy nawet tam, gdzie ich nie ma» – kończy Tomasz.
   «To prawda! Podejrzenie to straszna rzecz... Kto wie, jak się dziś miewa Judasz? Cieszy się rajem i obecnością tamtych aniołów... Byłoby mi miło też się rozchorować, aby posiadać wszystkie te radości!» – mówi Piotr, a Bartłomiej na to:
   «Miejmy nadzieję, że szybko wyzdrowieje. Trzeba skończyć wędrówkę, bo przynagla nas ciepła pora roku».
   «O! Nie brak mu starania, a poza tym... Gdyby coś się stało, Nauczyciel o to zadba...» – zapewnia Andrzej.
   «Miał wysoką gorączkę, kiedy go pozostawiliśmy. Nie wiem, jak się jej nabawił, tak...» – odzywa się Jakub, syn Zebedeusza.
Mateusz mu odpowiada:
   «Jak przychodzi gorączka! Przychodzi, bo przyjść musi. Ale to nic. Nauczyciel wcale się tym nie przejmuje. Gdyby coś mu groziło, nie opuściłby pałacu Joanny».
   Rzeczywiście, Jezus wcale się nie niepokoi. Rozmawia z Margcjamem oraz Janem i idzie naprzód, rozdając jałmużnę. Z pewnością wyjaśnia wiele rzeczy dziecku, bo widzę, jak pokazuje mu ten czy tamten szczegół.
   Podchodzi do samych murów Świątyni w północno-wschodnim narożniku. Znajduje się tam wielki tłum, udający się do miejsca, w którym są krużganki – przed Bramą, o której słyszę, że nazywają ją „Owczą”.
   «To miejsce obmywania zwierząt składanych w ofierze – sadzawka Betesda. Popatrz teraz dobrze na wodę. Widzisz, że teraz jest nieruchoma? Za chwilę zobaczysz ją, jakby się poruszała, i podniesie się, dotykając tego wilgotnego znaku. Widzisz go? Wtedy zstępuje Anioł Pański, woda to odczuwa i czci go, jak potrafi. On przynosi wodzie rozkaz uleczenia człowieka gotowego zanurzyć się w niej. Widzisz tych ludzi? Ale wielu jest nieuważnych i nie widzą pierwszego poruszenia wody; albo też mocniejsi – bez miłości – odpychają słabszych. Nie trzeba nigdy rozpraszać się w obliczu znaków Bożych. Trzeba mieć duszę zawsze czuwającą, bo nigdy nie wiadomo, kiedy Bóg się ukaże lub wyśle Swojego Anioła. Nie można też być egoistą, nawet jeśli chodzi o zdrowie. Wielokrotnie – z powodu sprzeczania się o to, kto ma dotknąć pierwszy lub kto tego najbardziej potrzebuje – ci nieszczęśnicy tracą dobrodziejstwo [płynące z] przyjścia anielskiego».
   Jezus cierpliwie wyjaśnia Margcjamowi, który patrzy na Niego oczyma uważnymi, otwartymi szeroko. Równocześnie spogląda na wodę.
   «Gdybym tak mógł zobaczyć Anioła, byłbym zadowolony».
   «Lewi, pasterz w twoim wieku, widział go. Patrz dobrze i ty i bądź gotów go wychwalać».
   Dziecko już niczym innym się nie zajmuje. Kieruje oczy to na wodę, to ponad wodę i już nic więcej nie słyszy ani nie widzi. Jezus tymczasem patrzy na ten mały tłum czekających chorych, niewidomych, kalekich, sparaliżowanych. Także apostołowie obserwują uważnie. Słońce wywołuje błyski światła na wodzie i wdziera się po królewsku w pięć ciągów krużganków otaczających sadzawki.
   «O! O! – woła Margcjam – woda się podnosi, porusza, błyszczy! Jakie światło! Anioł!...»
   Dziecko upada na kolana. Istotnie, w czasie ruchu woda w sadzawce wydaje się zwiększać swą objętość przez gwałtowną i potężną falę, która podnosi się i uderza o brzeg. Woda błyszczy jak zwierciadło w słońcu. Przez chwilę trwa ten olśniewający błysk. Jeden chromy rzuca się pośpiesznie do wody i w chwilę potem wychodzi z nogą, na której widać wielką, doskonale zagojoną bliznę. Inni uskarżają się i kłócą z uzdrowionym mężczyzną. Mówią mu, że wreszcie będzie mógł pracować, a oni – nie. I kłótnia trwa dalej. Jezus rozgląda się wokół Siebie i widzi na noszach jakiegoś paralityka, który cicho płacze. Podchodzi do niego, pochyla się, głaska go mówiąc: «Płaczesz?»
   «Tak. Nikt nigdy nie pomyśli o mnie. Jestem tutaj... jestem tu i wszyscy zdrowieją, a ja – nigdy. Leżę tak już trzydzieści osiem lat. Wydałem wszystkie [pieniądze]. Moja rodzina umarła. Teraz zajmuje się mną daleki krewny. Przynosi mnie tu rano i zabiera wieczorem... Ale jakie to dla niego uciążliwe! O! Chciałbym umrzeć!»
   «Nie rozpaczaj. Miałeś tak wiele cierpliwości i wiary! Bóg cię wysłucha».
   «Mam nadzieję... ale przychodzą na mnie chwile zwątpienia. Ty jesteś dobry, ale inni... Ten uzdrowiony mógłby przez wdzięczność dla Boga pozostać tutaj, aby dopomóc biednym braciom...»
   «Rzeczywiście mógłby to uczynić. Ale nie żyw urazy. Oni o tym nie myślą, ale nie ze złej woli. Radość z powodu uzdrowienia czyni ich samolubnymi. Wybacz im...»
   «Ty jesteś dobry. Nie zachowujesz się tak. Usiłuję przy pomocy rąk przesunąć się aż do tamtego miejsca, kiedy woda w sadzawce się porusza. Jednak zawsze ktoś mnie ubiega, a nie mogę pozostać na brzegu, gdyż by mnie zadeptali. A nawet gdybym tam pozostał, któż by mi pomógł zejść na dół? Gdybym Cię wcześniej ujrzał, poprosiłbym Cię o to...»
   «Rzeczywiście chcesz być zdrowy? Zatem wstań, weź swoje łoże i chodź!» – Jezus prostuje się, aby wypowiedzieć to polecenie. Wydaje się, że kiedy wstaje, podnosi też paralityka, który prostuje się, a następnie wykonuje jeden, dwa, trzy kroki – jakby nie wierzył – za Jezusem, który odchodzi. Ponieważ rzeczywiście chodzi, wydaje okrzyk, który sprawia, że wszyscy się odwracają.
   «Ale kimże Ty jesteś? W Imię Boga, powiedz mi! Być może jesteś Aniołem Pana?»
   «Jestem więcej niż aniołem. Moje Imię jest Litość. Idź w pokoju».
   Wszyscy się gromadzą. Wszyscy chcą widzieć. Wszyscy chcą mówić. Chcą doznać uzdrowienia. Przybiegają jednak strażnicy świątynni. Sądzę, że strzegą też sadzawki i rozpraszają groźbami to hałaśliwe zgromadzenie.
   Paralityk bierze nosze, czyli dwa drążki przyczepione do dwóch par kół i zniszczone płótno, przymocowane do drążków. Odchodzi szczęśliwy, wołając do Jezusa:
   «Znajdę Cię. Nie zapomnę Twego imienia ani Twojej twarzy».
   Jezus wmieszał się w tłum i idzie w drugą stronę, ku murom. Jednak jeszcze nie minął ostatnich krużganków, a już przybywają w grupie, gnani jakby wściekłym wiatrem, żydzi z najbardziej wrogich ugrupowań. Pali ich pragnienie znieważenia Jezusa. Szukają, patrzą, obserwują. Nie udaje się im jednak pojąć, o co chodzi, i Jezus oddala się, podczas gdy oni, zawiedzeni, po zasięgnięciu informacji u strażników atakują biednego uzdrowionego i szczęśliwego paralityka. Wyrzucają mu: «Dlaczego niesiesz to posłanie? To szabat. Nie wolno ci tego robić!»
   Mężczyzna patrzy na nich i mówi:
   «Ja nic nie wiem. Wiem tylko, że ten, który mnie uzdrowił, powiedział do mnie: „Weź swoje łoże i chodź”. Tyle tylko wiem».
   «Z pewnością był to demon, skoro nakazał ci łamanie szabatu. Jak wyglądał? Kto to był? Żyd? Galilejczyk? Prozelita?»
   «Nie wiem. Był tutaj. Zobaczył, że płaczę, i podszedł do mnie. Rozmawiał ze mną. Uzdrowił mnie. Odszedł, trzymając za rękę dziecko. Sądzę, że to był Jego syn, bo mógłby mieć syna w tym wieku».
   «Dziecko? A więc to nie był On!... Jak się nazywa, co ci powiedział? Nie zapytałeś Go o to? Nie kłam!»
   «Powiedział mi, że nazywa się: Litość».
   «Jesteś głupcem! To nie jest imię!»
   Mężczyzna wzrusza ramionami i odchodzi.
   «To z pewnością był On. Uczeni w Piśmie Aniasz i Zacheusz widzieli Go w Świątyni».
   «Ale On nie ma dzieci!»
   «A jednak to On. Był ze Swymi uczniami».
   «Jednak Judasza tam nie było. Jego znamy dobrze. Inni... to mogą być jacyś tam ludzie».
   «Nie, to byli oni».
   I dyskusja toczy się nadal, podczas gdy chorzy wypełniają krużganki...
   Jezus wchodzi do Świątyni inną stroną, zachodnią. Naprzeciw niej jest miasto. Apostołowie idą za Nim. Jezus rozgląda się wokół Siebie. W końcu dostrzega tego, którego szuka: Jonatana, który też rozgląda się za Nauczycielem.
   «Już z nim lepiej, Nauczycielu. Gorączka go opuszcza. Twoja Matka mówi, że ma nadzieję przybyć na przyszły szabat».
   «Dziękuję, Jonatanie. Byłeś punktualny».
   «Nie bardzo. Zatrzymał mnie Maksymin Łazarza. Szuka Cię. Poszedł do portyku Salomona».
   «Znajdę go. Pokój z tobą i zanieś Mój pokój Matce i uczennicom, a także – Judaszowi».
   Jezus odchodzi szybkim krokiem w kierunku portyku Salomona, gdzie istotnie znajduje się Maksymin.
   «Łazarz wiedział, że tu jesteś. Chce się z Tobą widzieć, żeby powiedzieć Ci coś ważnego. Przyjdziesz?»
   «Bez wątpienia i bez zwlekania. Możesz mu przekazać, żeby czekał na Mnie w tym tygodniu».
   Po kilku słowach Maksymin odchodzi.
   «Chodźmy się jeszcze pomodlić, skoro tu wróciliśmy» – mówi Jezus i odchodzi na dziedziniec Hebrajczyków.
   Jednak blisko niego spotyka uzdrowionego paralityka, który wrócił podziękować Panu. Uzdrowiony widzi Jezusa pośrodku tłumu, pozdrawia Go radośnie i opowiada Mu, co się wydarzyło przy sadzawce po Jego odejściu. Kończy słowami:
   «Ktoś zdziwiony, widząc mnie tutaj w dobrym zdrowiu, powiedział mi, kim jesteś. Jesteś Mesjaszem. Czy to prawda?»
   «Jestem nim. Ale nawet gdyby cię uzdrowiła woda lub inna moc, zawsze miałbyś to samo zobowiązanie wobec Boga: obowiązek posługiwania się twoim zdrowiem dla czynienia dobra. Jesteś uzdrowiony. Idź więc z dobrymi zamiarami. Podejmij na nowo życiową aktywność i już nigdy więcej nie grzesz. Oby Bóg nie musiał cię jeszcze bardziej ukarać. Żegnaj. Idź w pokoju».
   «Jestem stary... nic nie wiem... Chciałbym iść za Tobą, aby Ci służyć i aby posiąść wiedzę. Chcesz mnie?»
   «Nikogo nie odrzucam. Zastanów się jednak, nim przyjdziesz. Jeśli się zdecydujesz, przyjdź».
   «Dokąd? Nie wiem, gdzie idziesz...»
   «Poprzez świat. Wszędzie znajdziesz uczniów, którzy cię zaprowadzą do Mnie. Niech Pan oświeci cię w tym, co najlepsze».
   Jezus idzie na miejsce i modli się... Nie wiem, czy uzdrowiony poszedł specjalnie odnaleźć żydów lub też oni, stojąc na czatach, zatrzymali go i zapytali, czy ten, z którym rozmawiał to ten, który go uzdrowił. Widzę tylko, że mężczyzna rozmawia z żydami, a potem odchodzi. Oni zaś idą ku schodom, którymi Jezus musi zejść, aby udać się na inne dziedzińce i wyjść ze Świątyni. Kiedy nadchodzi, mówią bez powitania Go:
   «Będziesz więc nadal gwałcił szabat, pomimo wszystkich zarzutów, jakie zostały Ci postawione? I Ty chcesz, aby Cię szanowano jako wysłannika Boga?»
   «Wysłannika? Więcej jeszcze: Syna. Bóg bowiem jest Moim Ojcem. Jeśli nie chcecie Mnie szanować, powstrzymajcie się od tego, Ja jednak nie zaprzestanę z tego powodu wypełniać Mojej misji. Nie ma ani chwili, w której Bóg przestawałby działać. Także obecnie Ojciec Mój działa i Ja też działam, bo dobry syn, czyni to, co robi jego ojciec, i ponieważ przyszedłem, by działać na ziemi».
   Ludzie zbliżają się, aby słuchać dyskusji. Wśród nich są osoby, które znają Jezusa – takie, które zostały przez Niego uzdrowione oraz inne, które widzą Go po raz pierwszy. Jedni Go kochają, inni – nienawidzą. Wielu jest niezdecydowanych. Apostołowie tworzą jedną grupę z Nauczycielem. Margcjam niemal się boi, a jego buzia jest bliska płaczu. Żydzi, mieszanina uczonych w Piśmie, faryzeuszy, saduceuszów, krzyczą głośno, zgorszeni:
   «Ty masz śmiałość! O! Nazywasz się Synem Bożym! Świętokradztwo! Bóg jest Tym, Który Jest, i nie ma synów! Zawołajcie Gamaliela! Zawołajcie Sadoka! Zgromadźcie rabinów, niech posłuchają i niech to obalą».
   «Nie unoście się. Zawołajcie ich, a powiedzą wam – jeśli jest prawdą, iż wiedzą – że Bóg jest Jeden w Trójcy: Ojciec, Syn i Duch Święty, i że Słowo, to znaczy Syn Myśli, przyszedł zgodnie z tym, co zostało przepowiedziane, ażeby wybawić Izraela i świat z grzechu. Ja jestem Słowem. Jestem przepowiedzianym Mesjaszem. Nie ma zatem żadnego świętokradztwa, jeśli nadaję Ojcu imię Ojca Mojego.
   Niepokoicie się, bo czynię cuda i przez to przyciągam do Mnie tłumy i je przekonuję. Oskarżacie Mnie, że jestem demonem, gdyż dokonuję cudów. Ale Belzebub jest na świecie od wieków i, zaprawdę, nie brakuje mu oddanych wielbicieli... Dlaczego zatem oni nie czynią tego, co Ja czynię?»
   Tłum szemrze:
   «To prawda! To prawda! Nikt nie robi tego, co On».
   Jezus mówi dalej: «Powiadam wam: to dlatego, że Ja wiem to, czego on nie wie, i mogę to, czego on nie może. Jeśli Ja spełniam dzieła Boga, to dlatego że jestem Jego Synem. Od siebie nikt nie może nic uczynić, tylko to, co widział, jak się czyni. Ja, Syn, mogę czynić tylko to, co widziałem u działającego Ojca, będąc z Nim Jedno od wieków, nie różniąc się pod względem natury ani mocy. Wszystko, co czyni Ojciec, i Ja to czynię, bo jestem Jego Synem. Ani Belzebub, ani inni nie umieją uczynić tego, co Ja czynię, gdyż Belzebub i inni nie potrafią tego, co Ja potrafię.
   Ojciec kocha Mnie, Swego Syna, a miłuje Mnie bezmiernie, tak jak i Ja Go kocham. Dlatego ukazał Mi i pokazuje wszystko, co czyni, abym i Ja czynił to, co On czyni: Ja na ziemi, w tym czasie Łaski, On – w Niebie, zanim jeszcze zaistniał Czas dla ziemi. I będzie Mi ukazywał dzieła coraz większe, abym i Ja je wykonywał i abyście wy się nimi zdumieli. Myśl Jego jest niewyczerpana w myśleniu. Ja Go naśladuję, będąc niewyczerpanym w spełnianiu tego, co Ojciec myśli i wraz z myślą – chce. Wy jeszcze nie wiecie, co Miłość stwarza, nie wyczerpując się. My jesteśmy Miłością. Dla Nas nie ma ograniczeń ani nie ma niczego, czego nie moglibyśmy uczynić dla trzech sfer człowieka: niższej, wyższej i duchowej.
   Istotnie, tak jak Ojciec wskrzesza umarłych i przywraca im życie, tak również Ja, Syn, mogę dawać życie tym, którym chcę, a nawet, ze względu na nieskończoną miłość, którą Ojciec ma do Syna, jest Mi udzielone nie tylko przywracać życie części niższej, ale także [przywracać] życie [części] wyższej, wyzwalając umysł człowieka i jego serce z błędów rozumowych i ze złych pożądliwości. W sferze duchowej zaś mogę przywracać duchowi wolność od grzechu.
   Ojciec nie sądzi nikogo, lecz wszelki sąd przekazał Synowi. Jest to bowiem Ten Syn, który Swoją własną ofiarą wykupił Ludzkość, aby ją wyzwolić. A czyni to Ojciec ze sprawiedliwości, bo słuszne jest, ażeby dać Temu, który płaci swą monetą; i ażeby Syn był czczony tak, jak już czczony jest Ojciec. Wiedzcie, że jeśli oddzielacie Ojca od Syna lub Syna od Ojca i nie pamiętacie o Miłości, nie kochacie Boga tak, jak powinien być kochany: prawdziwie i z mądrością. Popełniacie błąd, bo oddajecie kult jednemu tylko, podczas gdy On jest cudowną Trójcą. Kto bowiem nie oddaje czci Synowi, to tak jakby nie czcił Ojca. Ojciec bowiem, Bóg, nie akceptuje, żeby jedna tylko Osoba była otaczana kultem, lecz chce, aby była czczona Całość. Kto nie oddaje czci Synowi, nie czci też Ojca, który Go posłał dzięki doskonałej myśli miłości. Nie uznaje zatem, że Bóg potrafi wykonywać dzieła słuszne.
   Zaprawdę powiadam wam: kto słucha Mojego słowa i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie jest winien potępienia, lecz przechodzi ze śmierci do życia. Wierzyć bowiem w Boga i przyjmować Moje słowo znaczy wzbudzić w sobie Życie, które nie umiera.
   Nadchodzi godzina – a nawet dla wielu już nadeszła – kiedy umarli usłyszą głos Syna Bożego i ten, który go usłyszy, rozbrzmiewający i ożywiający we wnętrzu serca, będzie żył.
   I cóż na to powiesz, uczony w Piśmie?» – [pyta Jezus, przerywając Swoją wypowiedź.]
   «Mówię, że umarli nic już nie słyszą i że Ty jesteś szalony».
   «Niebo cię przekona, że tak nie jest i że twoja wiedza jest niczym w porównaniu z wiedzą Bożą. Do tego stopnia uczyniliście czymś naturalnym to, co nadprzyrodzone, że nadajecie słowom tylko znaczenie ziemskie i bezpośrednie. Nauczaliście Haggady165 przy pomocy niewzruszonych formuł – waszych, nie wysilając się, żeby zrozumieć prawdę alegorii. Teraz więc w waszych duszach, zmęczonych z powodu nacisku tym, co ludzkie, a co tryumfuje nad duchem, nie wierzycie już nawet w to, czego nauczacie. I to jest powód, dla którego nie potraficie już walczyć z tajemnymi mocami.
   Śmierć, o której mówię, nie jest śmiercią ciała, lecz ducha. Przyjdą tacy, którzy usłyszą uszami Moje słowo i przyjmą je do serca, i wprowadzą w czyn. Nawet jeśli są martwi duchowo, będą ponownie mieć życie, bo Moje Słowo jest Życiem, które jest wlewane. A Ja mogę je dać komu zechcę, gdyż we Mnie jest doskonałość Życia.
   Albowiem jak Ojciec ma w Sobie Życie doskonałe, tak również Syn ma od Ojca Życie, w Sobie samym: [życie] doskonałe, pełne, wieczne, niewyczerpane i możliwe do przekazania.
   A wraz z Życiem Ojciec dał Mi władzę sądzenia, gdyż Syn Ojca jest Synem Człowieczym i może, i powinien sądzić człowieka.
   I nie dziwcie się z powodu tego pierwszego zmartwychwstania duchowego, którego dokonuję Moim słowem. Zobaczycie je jeszcze, bardziej wymowne dla waszych ociężałych zmysłów. Zaprawdę bowiem powiadam wam, że nie ma nic większego od niewidzialnego, ale realnego zmartwychwstania ducha. Wkrótce nadejdzie godzina, kiedy groby przeniknie głos Syna Bożego i wszyscy, którzy w nich się znajdują, usłyszą go. Ci, którzy czynili dobro, wyjdą z nich, ażeby pójść na zmartwychwstanie Życia wiecznego; a ci, którzy popełniali zło, na zmartwychwstanie wiecznego potępienia.
   Nie mówię, że uczynię to od Siebie samego, z Mojej tylko woli, lecz z woli Ojca zjednoczonego ze Mną. Ja mówię i sądzę według tego, co usłyszałem, i Mój sąd jest sprawiedliwy, bo nie szukam Mojej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał. Nie jestem odłączony od Ojca. Ja jestem w Nim, a On jest we Mnie. Ja znam Jego Myśl i ją przekładam na słowo i czyn.
   Tego, co mówię, aby dać świadectwo Sobie samemu, nie może przyjąć wasz nie wierzący duch, który chce we Mnie widzieć jedynie człowieka podobnego do was wszystkich.
   Jest także ktoś inny, kto daje świadectwo o Mnie. Mówicie, że czcicie go jako wielkiego proroka. Wiem, że jego świadectwo jest prawdziwe. Ale wy – wy którzy mówicie, że go czcicie – nie przyjmujecie jego świadectwa, bo różni się ono od waszej myśli, która jest Mi wroga. Wy nie przyjmujecie świadectwa człowieka sprawiedliwego, ostatniego Proroka Izraela, bo w tym, co się wam podoba mówicie, że on jest tylko człowiekiem i może pobłądzić.
   Posłaliście [ludzi], aby wypytywali Jana. Mieliście bowiem nadzieję, że powie o Mnie to, co chcielibyście usłyszeć; to, co wy o Mnie myślicie; to, co wy o Mnie chcecie myśleć. Ale Jan dał świadectwo o prawdzie i wy nie mogliście jej przyjąć. Ponieważ jednak Prorok mówi, że Jezus z Nazaretu jest Synem Bożym, wy – w skrytości serca, gdyż boicie się tłumów – mówicie, że Prorok jest szalony, podobnie jak Chrystus.
   Ja jednak nie otrzymuję świadectwa człowieka, choćby to był najświętszy z Izraela.
   Powiadam wam: on był lampą płonącą i jaśniejącą, ale wy mało chcieliście się radować jej światłem. Kiedy to światło Mnie oświetliło, aby dać wam poznać Chrystusa, Kim jest, wy pozwoliliście, aby lampę postawiono pod korcem, a wcześniej, jeszcze wcześniej, wznieśliście między nią a wami mur, ażeby nie widzieć w jej świetle Chrystusa Pańskiego. Wdzięczny jestem Janowi za jego świadectwo i wdzięczny mu jest za nie Ojciec. Jan otrzyma wielką nagrodę za to świadectwo. [Będzie] pierwszym słońcem, które wam zajaśnieje pośród wszystkich ludzi tam w górze, płonąc tak, jak płoną wszyscy ci, którzy byli wierni Prawdzie i spragnieni Sprawiedliwości.
   Ja mam jednak świadectwo większe od Janowego. Tym świadectwem są Moje czyny. Albowiem dzieła, które Ojciec Mi dał do spełnienia, te dzieła Ja wykonuję i one świadczą, że Ojciec Mnie posłał, dając Mi wszelką władzę.
   I tak daje świadectwo na Moją korzyść Ten, który Mnie posłał: sam Ojciec. Wy nigdy nie słyszeliście Jego Głosu ani nie widzieliście Jego Oblicza. Ale Ja widziałem je i widzę; Ja Go słyszałem i słyszę. Wy nie macie – trwając w sobie – Jego Słowa, bo nie wierzycie w tego, którego On posłał.
   Badacie Pisma, bo sądzicie, że otrzymacie – dzięki poznaniu ich – Życie wieczne. I nie zauważacie, że to właśnie Pisma mówią o Mnie?
   Dlaczegóż więc wciąż nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć Życie? Mówię wam: to dlatego że odrzucacie to, co jest sprzeczne z waszymi zakorzenionymi poglądami. Brak wam pokory. Nie potraficie powiedzieć: „Pomyliłem się. Ten [człowiek] lub ta księga mówi dobrze i ja jestem w błędzie”. Tak postąpiliście z Janem, tak z Pismem Świętym, tak ze Słowem, które do was mówi. Nie potraficie już widzieć ani rozumieć, bo opasuje was pycha i ogłuszają wasze głosy.
   Uważacie, że mówię tak, bo oczekuję waszego uwielbienia? Nie, wiedzcie to: Ja nie szukam i nie przyjmuję chwały od ludzi. Szukam i pragnę tylko waszego wiecznego zbawienia. Takiej chwały szukam. To Moja chwała Zbawiciela. Nie mogłoby jej być, gdybym nie miał zbawionych, a powiększa się ona, im więcej mam zbawionych. Powinna Mi być ona oddawana przez duchy zbawione i przez Ojca, Ducha Najczystszego. Ale wy nie będziecie zbawieni. Poznałem was, jacy naprawdę jesteście.
   Wy nie macie w sobie miłości Bożej. Jesteście bez miłości. I dlatego nie przychodzicie do Miłości, która do was mówi, i nie wejdziecie do Królestwa Miłości. Tam was nie znają. Nie zna was Ojciec, bo wy nie znacie Mnie, który jestem w Ojcu. Nie chcecie Mnie znać.
   Przyszedłem w imię Ojca Mojego, a wy Mnie nie przyjmujecie. Jesteście za to gotowi przyjąć każdego, kto przychodzi we własnym imieniu, byle tylko mówił to, co wam się podoba. Mówicie, że jesteście duchami wiary. Nie. Nie jesteście nimi.
   Jakże możecie wierzyć, wy którzy żebrzecie o chwałę jedni u drugich, a nie szukacie chwały Niebios, która od Boga jedynie pochodzi? [Nie szukacie tej] chwały, która jest Prawdą, a nie grą interesów ograniczających się jedynie do ziemi i pieszczących tylko występną naturę ludzką upadłych synów Adama.
   Ja was nie będę oskarżał przed Ojcem. Nie myślcie tak. Jest ktoś, kto was oskarża. To Mojżesz, w którym pokładacie nadzieję. On was zgani za to, że nie mu wierzycie, bo nie wierzycie we Mnie, a przecież on o Mnie napisał, wy jednak Mnie nie rozpoznajecie według tego, co on o Mnie napisał.166 Nie wierzycie w słowa Mojżesza, który był kimś wielkim, na którego przysięgacie.
   Jakże więc możecie wierzyć w Moje słowa, słowa Syna Człowieczego, w którego nie wierzycie? Po ludzku mówiąc to logiczne. Tu jednak jesteśmy na płaszczyźnie ducha i wasze dusze są badane. Bóg je obserwuje w świetle Moich działań i porównuje czyny – których dokonujecie – z tym, czego Ja przyszedłem nauczyć. I Bóg was osądza.
   Odchodzę. Przez dłuższy czas Mnie nie znajdziecie. Wierzcie jednak, że to nie jest tryumf, ale – kara. Chodźmy».
   Jezus przechodzi przez tłum, którego część osłupiała, a część wyszeptuje swe poparcie, które strach przed faryzeuszami utrzymuje na poziomie szeptu. Odchodzi. (III (cz. 3-4), 87: 21 lipca 1945. A, 5722-5749)

165 Haggada: wszystkie rodzaje objaśnień Pisma Świętego. Początkowo przekazywane ustnie, w postaci pouczeń w synagogach, potem spisane (midrasze). Miały nauczyć właściwego rozumienia Boga, świata i człowieka oraz doprowadzić do właściwego postępowania w każdej sytuacji życiowej.
166 Pwt 18,18nn.

   Gesù è in Gerusalemme e precisamente nei pressi dell'Antonia. Con Lui sono tutti gli apostoli meno l'Iscariota. Molta folla si affretta al Tempio. Sono in veste di festa tutti, tanto gli apostoli come gli altri pellegrini, e penso perciò siano i giorni di Pentecoste. Molti mendicanti si mescolano alla gente, lamentando le loro miserie con delle nenie pietose e dirigendosi ai posti migliori, presso le porte del Tempio o ai crocevia da cui la folla viene verso di esso. Gesù passa beneficando questi miserabili, dei quali è cura fare l'esposizione integrale delle loro miserie oltre che la narrazione delle stesse. Ho l'impressione che Gesù sia già stato al Tempio, perché sento che gli apostoli parlano di Gamaliele che ha fatto mostra di non vederli, nonostante che Stefano, uno dei suoi uditori, gli segnalasse il passaggio di Gesù.
   Sento anche che Bartolomeo chiede ai compagni: «Che avrà voluto dire quello scriba con la frase: "Un gruppo di montoni da basso macello"?».
   «Avrà parlato di qualche suo affare » risponde Tommaso.
   «No. Indicava noi. L'ho visto bene. E poi! La seconda frase era conferma della prima. Ha detto sarcastico: "Fra poco l'agnello sarà lui pure da tosa e poi da macello" Sì, ho sentito io pure » conferma Andrea.
   «Già! Ma a me brucia la voglia di tornare indietro e chiedere al compagno dello scriba che cosa sa di Giuda di Simone» dice Pietro.
   «Ma nulla sa! Questa volta Giuda non c'è perché veramente ammalato. Noi lo sappiamo. Forse ha realmente troppo sofferto del viaggio fatto. Noi siamo più robusti. Lui è vissuto qui, comodo. Si stanca» risponde Giacomo di Alfeo.
   «Sì, noi lo sappiamo. Ma quello scriba ha detto: "Manca il camaleonte al gruppo". Il camaleonte non è quello che cambia colore tutte le volte che vuole?» chiede Pietro.
   «Sì, Simone. Ma certo hanno voluto dire per i suoi abiti sempre nuovi. Ci tiene. E’ giovane. Va compatito...» concilia lo Zelote.
   «E’ vero anche questo. Però!... Che frasi curiose!» conclude Pietro.
   «Sembra sempre che minaccino» dice Giacomo di Zebedeo.
   «E che noi sappiamo di essere minacciati e sentiamo minacce anche dove non ce ne sono...» osserva Giuda Taddeo.
   «E vediamo colpe anche dove non esistono» termina Tommaso.
   «Eh! già! Il sospetto è brutto... Chissà come sta oggi Giuda? Intanto si gode quel paradiso, con quegli angeli... Ci starei anche io ad ammalarmi per avere tutte quelle delizie!» dice Pietro, e Bartolomeo gli risponde: «Speriamo che guarisca presto. E’ necessario terminare il viaggio perché il caldo incalza».
   «Oh! le cure non gli mancano, e poi... ci pensa il Maestro se mai» assicura Andrea.
   «Aveva molta febbre quando lo abbiamo lasciato. Non so come gli sia venuta, così...» dice Giacomo di Zebedeo, e Matteo gli risponde: «Come viene la febbre! Perché deve venire. Ma non sarà nulla. Il Maestro non è per nulla impensierito. Se avesse visto del brutto non avrebbe lasciato il castello di Giovanna».
   Infatti Gesù non è per nulla impensierito. Parla con Marziam e con Giovanni, andando avanti e dando elemosine. Certo spiega al bambino molte cose, perché vedo che gli indica questo e quello. È diretto verso la fine delle mura del Tempio all'angolo nord-est. Là vi è molta folla che si dirige verso un luogo molto porticato, che precede una porta che sento chiamare "del Gregge". «Questa è la Probatica, la piscina di Betseida. Ora guarda bene l'acqua. Vedi come è ferma ora? Fra poco vedrai che ha come un movimento e si alza, toccando quel segno umido. Lo vedi? Allora scende l'angelo del Signore, l'acqua lo sente e lo venera come può. Egli porta l'ordine all'acqua di guarire l'uomo pronto a tuffarsi in essa. Vedi quanta gente? Ma troppi si distraggono e non vedono il primo movimento dell'acqua; oppure i più forti, senza carità, respingono i più deboli. Non ci si deve mai distrarre davanti ai segni di Dio. Occorre tenere l'anima sempre vigilante, perché non si sa mai quando Dio si mostri o mandi il suo angelo. E non si deve mai essere egoisti, neanche per salute. Molte volte, per stare a litigare su chi tocca prima o chi ne ha maggiore bisogno, questi infelici perdono il beneficio della venuta angelica». Gesù spiega paziente a Marziam, che lo guarda coi suoi occhi ben spalancati, attenti, e intanto tiene d'occhio anche l'acqua.
   «Si può vedere l'angelo? Mi piacerebbe».
   «Levi, pastore della tua età, lo vide. Guarda bene anche tu e sii pronto a lodarlo». Il bambino non si distrae più. I suoi occhi sono sull'acqua e sopra l'acqua, alternativamente, e non sente più nulla, non vede più altro. Gesù intanto guarda quel piccolo popolo di infermi, ciechi, storpi, paralitici, che aspettano. Anche gli apostoli osservano attentamente. Il sole fa giuochi di luce sull'acqua e invade da re i cinque ordini di portici che circondano le piscine.
   «Ecco, ecco!» trilla Marziam. «L'acqua cresce, si muove, splende! Che luce! L'angelo!»... e il bambino si inginocchia. Infatti nel moto del liquido nella vasca, che pare accrescersi per un flutto subitamente immesso che lo gonfi, elevandolo verso il bordo, l'acqua splende come uno specchio messo al sole. Un bagliore abbacinante per un attimo. Uno zoppo è pronto a tuffarsi nell'acqua per uscirne dopo poco con la gamba, già rattratta da una grande cicatrice, perfettamente guarita. Gli altri si lamentano e litigano col risanato, dicendo che infine lui non era impossibilitato al lavoro mentre loro sì. E la zuffa continua.
   Gesù si volge intorno e vede un paralitico sul suo lettuccio che piange piano. Gli va vicino, si curva e lo carezza domandandogli: «Piangi?».
   «Sì. Nessuno pensa mai a me. Sto qui, sto qui, tutti guariscono, io mai. Sono trentotto anni che giaccio sul dorso, ho consumato tutto, mi sono morti i miei, ora sono di peso ad un parente lontano che mi porta qui al mattino, mi riprende alla sera... Ma come gli pesa farlo! Oh! vorrei morire!».
   «Non ti desolare. Tanta pazienza e fede hai avuto! Dio ti esaudirà».
   «Lo spero... ma vengono momenti di sconforto. Tu sei buono. Ma gli altri... Chi è guarito potrebbe, in ringraziamento a Dio, stare qui a soccorrere i poveri fratelli...»
   «Dovrebbe farlo, infatti. Ma non avere rancore. Essi non ci pensano. Non è malanimo il loro. E’ la gioia di essere guariti che li rende egoisti. Perdonali...»
   «Tu sei buono. Tu non faresti così. Io mi sforzo a trascinarmi con le mani fino là, quando la vasca è mossa. Ma sono sempre preceduto da un altro, e presso l'orlo non ci posso stare; sarei calpestato. E anche stessi là, chi mi calerebbe? Se ti avevo visto prima lo chiedevo a Te...»
   «Vuoi proprio guarire? Allora alzati! Prendi il tuo letto e cammina!». Gesù si è rialzato per dare il comando e pare che, alzandosi, alzi anche il paralitico, perché questo sorge in piedi e poi fa uno, due, tre passi, quasi incredulo, dietro a Gesù che se ne va, e visto che cammina proprio ha un grido che fa volgere tutti.
   «Ma chi sei? In nome di Dio, dimmelo! L'angelo del Signore, forse?».
   «Io sono da più di un angelo. Il mio nome è Pietà. Va' in pace».
   Tutti si affollano. Vogliono vedere. Vogliono parlare. Vogliono guarire. Ma accorrono le guardie del Tempio, che credo sorvegliassero anche la piscina, e respingono quel vociante assembramento minacciando castighi. Il paralitico prende la sua barellina – due stanghe su due paia di piccole ruote e un telo sdruscito inchiodato sulle stanghe – e se ne va felice, urlando a Gesù: «Ti ritroverò. Non dimenticherò il tuo nome e il tuo volto». Gesù, mescolandosi alla folla, se ne va in un altro senso, verso le mura. Ma non ha ancora superato l'ultimo portico che giungono, come spinti da una furia di vento, un gruppo di giudei delle caste peggiori, tutti accumunati nel desiderio di dire insolenze a Gesù. Cercano, guardano, scrutano. Ma non riescono a capire bene di che si tratta, e Gesù se ne va mentre questi, delusi, dietro indicazioni delle guardie, assalgono il povero e felice risanato e lo rimproverano:
   «Perché porti via questo letto? È sabato. Non ti è lecito».
   L'uomo li guarda e dice: «Io non so niente. So che quello che mi ha guarito mi ha detto: "Prendi il tuo letto e cammina". Questo so».
   «Sarà certo un demonio, perché ti ha ordinato di violare il sabato. Come era? Chi era? Giudeo? Galileo? Proselite?».
   «Non lo so. Era qui. Mi ha visto piangere e mi è venuto vicino. Mi ha parlato. Mi ha guarito. Se ne è andato con un bambino per mano. Credo suo figlio, perché è in età di avere un figlio di quel tempo».
   «Un bambino? Allora non è Lui!... Come ha detto di chiamarsi? Non glielo hai chiesto? Non mentire!».
   «Mi ha detto che si chiama Pietà».
   «Sei uno stolto! Quello non è un nome! ». L'uomo si stringe nelle spalle e se ne va. Gli altri dicono: «Era certo Lui. Lo hanno visto nel Tempio gli scribi Ania e Zaccheo».
   «Ma Lui non ha figli!».
   «Eppure è Lui. Era coi discepoli».
   «Ma Giuda non c'era. E’ quello che conosciamo bene. Gli altri... possono essere gente qualunque».
   «No. Erano loro». E la discussione continua mentre i portici si riaffollano di malati... Gesù rientra nel Tempio da un altro lato, quello del lato ovest che è quello che fronteggia il più della città. Gli apostoli lo seguono. Gesù si guarda intorno e vede finalmente ciò che cerca, Gionata, che a sua volta lo cerca. «Sta meglio, Maestro. La febbre cala. Tua Madre dice che spera potere venire entro il prossimo sabato».
   «Grazie, Gionata. Sei stato puntuale».
   «Non molto. Mi ha trattenuto Massimino di Lazzaro. Ti sta cercando. E andato al portico di Salomone».
   «Vado a raggiungerlo. La pace sia con te, e porta la mia pace alla Madre e alle discepole, oltre che a Giuda».
   E Gesù va svelto verso il portico di Salomone, dove infatti trova Massimino.
   «Lazzaro ha saputo che sei qui. Ti vuol vedere per dirti una grande cosa. Verrai?».
   «Senza dubbio. E presto. Puoi dire che mi attenda in settimana».
   Anche Massimino arriva dopo poche altre parole. «Andiamo a pregare ancora, poiché siamo tornati fin qui» dice Gesù e va verso l'atrio degli Ebrei. Ma presso il medesimo incontra il paralitico guarito, che è andato a ringraziare il Signore. Il miracolato lo scorge fra la folla e lo saluta con gioia, e gli racconta quanto è accaduto alla piscina dopo la sua partenza.
   E termina: «Mi ha poi detto uno, che si è stupito di vedermi qui sano, chi Tu sei. Tu sei il Messia. E vero?».
   «Lo sono. Ma anche tu fossi stato guarito dall'acqua, o da un altro potere, avresti sempre lo stesso dovere verso Dio. Quello di usare la salute per buone opere. Tu sei guarito. Va' dunque con buone intenzioni a riprendere le attività della vita. E non peccare mai più. Che Dio non ti abbia a punire più ancora. Addio. Va' in pace».
   «Io sono vecchio... non so nulla... Ma vorrei seguirti per servirti, e per sapere. Mi vuoi?».
   «Non respingo nessuno. Pensaci però prima di venire. E se sei deciso vieni».
   «Dove? Non so dove vai...».
   «Per il mondo. Dovunque troverai dei discepoli che ti guideranno a Me. Il Signore ti illumini per il meglio».
   Gesù ora va al suo posto e prega... Non so se il guarito vada spontaneamente dai giudei o se questi, essendo alla posta, lo fermino per chiedergli se quello che gli ha ora parlato è colui che lo ha miracolato. So che l'uomo parla coi giudei e poi se ne va, mentre questi vengono presso la scala da dove deve scendere Gesù per passare negli altri cortili e uscire dal Tempio.
   Senza salutarlo, quando Gesù giunge gli dicono: «Dunque Tu continui a violare il sabato, nonostante tutti i rimproveri che ti vengono fatti? E vuoi che ti si rispetti come inviato di Dio?».
   «Inviato? Più ancora, come Figlio. Perché Dio mi è Padre. Se non mi volete rispettare, astenetevene. Ma Io non cesserò di compiere la mia missione per questo. Non c'è un attimo in cui Dio cessi di operare. Anche ora il Padre mio opera, ed Io pure opero, perché un buon figlio fa ciò che fa il padre suo, e perché per operare sulla terra Io sono venuto». Della gente si avvicina per udire la disputa. Fra essa vi sono persone che conoscono Gesù, altre che ne sono state beneficate, altre che lo vedono per la prima volta; alcuni lo amano, altri lo odiano, molti sono incerti. Gli apostoli fanno nucleo col Maestro. Marziam ha quasi paura e fa un visetto prossimo al pianto. I giudei, una mescolanza di scribi, farisei e sadducei, gridano alto il loro scandalo: «Tu osi! Oh! Si dice Figlio di Dio! Sacrilegio! Dio è Colui che è, e non ha figli! Ma chiamate Gamaliele! Ma chiamate Sadoc! Adunate i rabbi, che odano e confutino».
   «Non vi agitate. Chiamateli e vi diranno, se è vero che sanno, che Dio è uno e trino: Padre, Figlio e Spirito Santo, e che il Verbo, ossia il Figlio del Pensiero, è venuto, secondo che era profetizzato, per salvare Israele e il mondo dal Peccato. Il Verbo sono Io. Sono il Messia predetto. Nessun sacrilegio perciò se do al Padre il nome di Padre mio. Voi vi inquietate perché Io faccio miracoli, perché con ciò attiro a Me le folle e le convinco. Voi mi accusate di essere un demonio perché opero prodigi. Ma Belzebù è per il mondo da secoli e, in verità, non gli mancano gli adoratori devoti... Perché allora egli non fa ciò che Io faccio?».
   La gente bisbiglia: «È vero! È vero! Nessuno fa ciò che Egli fa».
   Gesù continua: «Io ve lo dico: è perché Io so ciò che egli non sa e posso ciò che egli non può. Se Io faccio opere di Dio è perché Io sono suo Figlio. Da sé uno non può arrivare a fare se non ciò che ha veduto fare. Io, Figlio, non posso fare se non ciò che ho veduto fare dal Padre essendo Uno con Lui nei secoli dei secoli, non dissimile nella natura né nel potere. Tutte le cose che fa il Padre le faccio Io pure che sono suo Figlio. Né Belzebù né altri possono fare ciò che Io faccio, perché Belzebù e gli altri non sanno ciò che Io so. Il Padre ama Me, suo Figlio, e mi ama senza misura così come Io lo amo. Perciò mi ha mostrato e mi mostra tutto quanto Egli fa, acciò Io faccia ciò che Egli fa, Io sulla terra, in questo tempo di Grazia, Egli in Cielo, da prima che il Tempo fosse per la terra. E mi mostrerà opere sempre maggiori acciò Io le faccia e voi ne restiate meravigliati. Il suo Pensiero è inesauribile nel pensare. Io lo imito essendo inesauribile nel compiere ciò che il Padre pensa e col pensiero vuole. Voi ancora non sapete quanto l'Amore crei inesauribilmente. Noi siamo l'Amore. E non vi è limitazione per Noi, né vi è cosa che non possa essere applicata sui tre gradi dell'uomo: l'inferiore, il superiore, lo spirituale. Infatti, così come il Padre risuscita i morti e rende loro la vita, ugualmente Io, Figlio, posso dare la vita a quelli che voglio, e anzi, per l'amore infinito che il Padre ha per il Figlio, mi è concesso non solo di rendere vita alla parte inferiore, ma bensì anche vita alla superiore liberando il pensiero dell'uomo e il suo cuore dagli errori mentali e dalle male passioni, e alla parte spirituale rendendo allo spirito la sua libertà dal peccato, perché il Padre non giudica nessuno, ma ha rimesso ogni giudizio al Figlio, essendo il Figlio Colui che col proprio sacrificio ha comperato l'Umanità per redimerla; e ciò il Padre fa per giustizia, perché a Colui che paga con sua moneta è giusto sia dato, e perché tutti onorino il Figlio come già onorano il Padre. Sappiate che, se separate il Padre dal Figlio o il Figlio dal Padre e non vi ricordate dell'Amore, voi non amate Dio come va amato, con verità e sapienza, ma commettete un'eresia perché date culto a uno solo mentre Essi sono una mirabile Trinità. Perciò chi non onora il Figlio è come non onorasse il Padre, perché il Padre, Dio, non accetta che una sola parte di Sé sia adorata, ma vuole sia adorato il suo Tutto. Chi non onora il Figlio non onora il Padre che lo ha mandato per pensiero perfetto di amore. Nega dunque che Dio sappia fare opere giuste. In verità vi dico che chi ascolta la mia parola e crede in Colui che mi ha mandato ha la vita eterna e non è colpito da condanna, ma passa da morte a vita, perché credere in Dio e accettare la mia parola vuol dire infondere in sé la Vita che non muore. Sta venendo l'ora, anzi per molti è già venuta, in cui i morti udranno la voce del Figlio di Dio, e chi l'avrà sentita risuonare vivificatrice in fondo al cuore vivrà. Che dici, tu, scriba?».
   «Dico che i morti non odono più nulla, e che Tu sei folle».
   «Il Cielo ti persuaderà che così non è, e che il tuo sapere è nullo rispetto a quello di Dio. Voi avete talmente umanizzato le cose soprannaturali che non date più alle parole altro che un significato immediato e terreno. Avete insegnato l'Haggadda su formule fisse, vostre, senza sforzarvi a comprendere le allegorie nella loro verità, e ora, nel vostro animo stanco di essere pressato da una umanità trionfante sullo spirito, non credete più neppure a ciò che insegnate. E questa è la ragione per cui non potete più lottare contro le forze occulte. La morte di cui Io parlo non è quella della carne, ma dello spirito. Verranno coloro che odono con le orecchie la mia parola e l'accolgono nel loro cuore e la mettono in pratica. Costoro, anche se morti nello spirito, riavranno vita, perché la mia Parola è Vita che si infonde. Ed Io la posso dare a chi voglio, perché in Me è perfezione di Vita, perché come il Padre ha in Sé la Vita perfetta così pure il Figlio ebbe dal Padre la Vita, in Se stesso, perfetta, completa, eterna, inesauribile e trasfondibile. E con la Vita il Padre mi ha dato il potere di giudicare, perché il Figlio del Padre è il Figlio dell'uomo, e può e deve giudicare l'uomo. E non vi meravigliate di questa prima risurrezione, quella spirituale, che Io opero con la mia Parola. Ne vedrete di più forti ancora, più forti per i vostri sensi pesanti, perché in verità vi dico che non vi è cosa più grande della invisibile ma reale risurrezione di uno spirito. Presto viene l'ora in cui i sepolcri saranno penetrati dalla voce del Figlio di Dio e tutti quelli che sono in essi la udranno. E coloro che fecero il bene ne usciranno per andare alla risurrezione della Vita eterna, e quanti fecero il male alla risurrezione della condanna eterna. Questo Io non dico di fare e non farò da Me stesso, per mio solo volere, ma per volere del Padre unito al mio. Io parlo e giudico secondo che ascolto, e il mio giudizio è retto perché non cerco il mio volere, ma il volere di Colui che mi ha mandato. Io non sono separato dal Padre. Io sono in Lui ed Egli è in Me, ed Io conosco il suo pensiero e lo traduco in parola ed in azione. Quanto Io dico per rendere testimonianza a Me stesso non può essere accettabile al vostro spirito incredulo, che non vuole vedere in Me altro che l'uomo simile a voi tutti. Anche un altro ve ne è che testifica per Me, e che voi dite di venerare come grande profeta. Io so che la sua testimonianza è vera. Ma voi, voi che dite di venerarlo, non accettate la sua testimonianza perché è disforme al vostro pensiero che mi è nemico. Voi non accettate la testimonianza dell'uomo giusto, del Profeta ultimo di Israele perché, in ciò che vi piace, dite che egli non è che un uomo e può sbagliare. Voi avete mandato ad interrogare Giovanni, sperando che dicesse di Me ciò che voi desideravate, ciò che di Me voi pensate, ciò che voi di Me volete pensare. Ma Giovanni ha reso testimonianza di verità e voi non l'avete potuta accettare. Poiché il Profeta dice che Gesù di Nazaret è il Figlio di Dio, voi, nel segreto dei cuori, perché temete le folle, dite che il Profeta è un folle come lo è il Cristo. Io pure, però, non ricevo testimonianza dall'uomo, sia pure il più santo di Israele. Io vi dico: egli era la lampada ardente e luminosa, ma voi avete per poco voluto godere della sua luce. Quando questa luce si è proiettata su Me, per farvi conoscere il Cristo per ciò che Egli è, voi avete lasciato che la lampada fosse messa sotto al moggio, e prima ancora avevate drizzato fra essa e voi un muro, per non vedere nella sua luce il Cristo del Signore. Io sono grato a Giovanni della sua testimonianza, e grato gliene è il Padre. E Giovanni avrà gran premio per questa sua testimonianza, ardendo anche per questo in Cielo, il primo sole che vi splenderà di tutti gli uomini lassù, ardendo come arderanno tutti quelli che sono stati fedeli alla Verità e affamati di Giustizia. Ma Io però ho una testimonianza maggiore a quella di Giovanni. E questa testimonianza sono le mie opere. Perché le opere che il Padre mi ha dato da compiere, quelle opere Io faccio, ed esse testificano che il Padre mi ha mandato dandomi ogni potere. E così è il Padre stesso che mi ha mandato, Colui che rende testimonianza in mio favore. Voi non ne avete mai sentito la Voce, né visto il Volto. Ma Io l'ho visto e lo vedo, l'ho udita e la odo. Voi non avete dimorante in voi la sua Parola, perché non credete a Colui che Egli ha mandato. Voi investigate la Scrittura perché credete di ottenere, per la sua conoscenza, la Vita eterna. E non vi accorgete allora che sono proprio le Scritture che parlano di Me? E come mai allora continuate a non volere venire a Me per avere la Vita? Io ve lo dico: è perché quando qualche cosa è contraria alle vostre inveterate idee voi la respingete. Vi manca l'umiltà. Non potete giungere a dire: "Ho sbagliato. Costui, o questo libro, dice giusto e io sono in errore". Così avete fatto con Giovanni, così con le Scritture, così con il Verbo che vi parla. Non potete più vedere e capire perché siete fasciati di superbia e rintronati dalle vostre voci. Credete voi che Io parli così perché Io voglia essere da voi glorificato? No, sappiatelo, Io non cerco e non accetto gloria dagli uomini. Quello che Io cerco e voglio è la vostra salvezza eterna. Questa è la gloria che cerco. La mia gloria di Salvatore, che non può esserci se Io non ho dei salvati, che aumenta più salvati Io ho, che mi deve essere data dagli spiriti salvati e dal Padre, Spirito purissimo. Ma voi non sarete salvati. Vi ho conosciuto per quello che siete. Voi non avete in voi amore di Dio. Siete senza amore. E perciò non venite all'Amore che vi parla e non entrerete nel Regno dell'Amore. Là voi siete degli sconosciuti. Non vi conosce il Padre, perché voi non conoscete Me che sono nel Padre. Non mi volete conoscere. Io sono venuto in nome del Padre mio e voi non mi ricevete, mentre siete pronti a ricevere chiunque viene in nome proprio, purché dica ciò che a voi piace. Dite di essere spiriti di fede? No. Non lo siete. Come potete credere, voi che mendicate la gloria gli uni dagli altri e non cercate la gloria dei Cieli che da Dio solo procede? La gloria che è Verità, non giuoco di interessi che si fermano sulla terra e carezzano solo l'umanità viziosa dei degradati figli di Adamo. Io non vi accuserò al Padre. Non ve lo pensate. Vi è già chi vi accusa. Quel Mosè in cui voi sperate. Egli vi rimprovererà di non credere in lui poiché non credete in Me, perché egli di Me ha scritto e voi non mi riconoscete secondo quanto egli di Me ha lasciato scritto. Voi non credete alle parole di Mosè che è il grande su cui giurate. Come potete allora credere alle mie, a quelle del Figlio dell'uomo, nel quale non avete fede? Umanamente parlando ciò è logico. Ma qui siamo nel campo dello spirito, e sono in confronto le vostre anime. Dio le osserva alla luce delle mie opere e confronta le azioni che fate con ciò chè Io sono venuto a insegnare. E Dio vi giudica. Io me ne vado. Per molto non mi troverete. E credete pure che questo non è un trionfo. Ma è un castigo. Andiamo».
   E Gesù fende la folla, in parte muta, in parte bisbigliante approvazioni che la paura dei farisei trattiene a bisbiglio, e se ne va. (3, 225)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001