poniedziałek, 22 maja 2017

(13) Żywoty Świętych: Makary Aleksandryjski

Żywot drugiego Makarego Aleksandryjskiego
i Marka niejakiego,
od tegoż Palladiusza napisany, którego on sam w ciele widział.
Żyli około roku Pańskiego, 403.1

   Co się drugiego Makarego Aleksandryjskiego dotycze – pisze tenże Palladius, iż sam z nim przez trzy lata mieszkał, i spraw jego dobrze był świadom, i drugich się od inych dowiedział. Ten niegdy do onego Antoniego wielkiego człowieka przyszedł – i ujrzał u niego piękne rózgi palmowe, których na ręczną robotę używał – i prosił go aby mu ich też dał jednę wiązankę. Rzekł ś. Antoni: pisano jest – nie pożądaj rzeczy bliźniego twego. A skoro to wymówił – wnet one różdżki poschły, jakoby je ogniem poparzył. Co widząc Antoni, powiedział: Oto Duch Ś. odpoczął na tobie – od tego czasu, dziedzicem moich cudów będziesz. I potem rychło czart go potkał na pustyni drogą już nie pomału strudzonego, i rzekł mu: wszak masz dary Boże, które Antoni ma – czemu swoich przywilejów nie używasz, a nie prosisz Boga, abyć dał pokarm ku posileniu na tę drogę? A on mu odpowie: 2Pan jest siła moja i sława moja, a ty nie kuś się o sługę Bożego. I uczynił mu czart obłudnego wielbłąda, na którym się zdało być żywności dosyć, który blisko ś. Makarego stanął – porozumiał iż to była obłuda (jakoż była) i począł czynić modlitwę, za którą wielbłąd on w ziemię przepadł.
   Raz się wezbrał do onego Makarego, o którym się mówiło – i będąc z sobą pospołu, gdy się mieli przez rzekę Nylus przewozić, wsiedli w tę łódkę, w której się wieźli dwa zacni Cesarscy urzędnicy, mając wóz miedziany, i uzdy na koniach złote, i czeladź pięknie w złote łańcuchy i pasy przybraną – Gdy ujźrzeli dwu tych sług Bożych, a oni w sukniach wytartych w kącie łódki siedzą – jeden dziwując się ich skromnemu i ubogiemu życiu, rzekł do nich: błogosławieniście wy, co się ze świata naśmiewacie. Odpowie jeden Makarius: My się z świata śmiejem, ale z was się świat śmieje. 3Tym słowem jeden on Pan uderzony w serce, skoro do domu przyjachał, żywot odmienił, i szaty pyszne zrzucił, i żywot sobie bogomyślny obrał, czyniąc wielkie jałmużny.
   4Jednego czasu, gdy temu Makaremu posłano pięknych winnych jagód, i chęć mu do nich przyszła, chcąc powściągliwości swojej doznać, posłał je bratu drugiemu mdlejszemu – lecz on także uczynił, chęć do smacznej potrawy umorzył, i drugiemu je bratu posłał – on trzeci także innemu, aż się wszyscy bracia onemi jagody obesłali, a nakoniec się do Makarego wróciły całe – każdy chciał na nich jako na pięknych i smacznych żądzą swoję i smaku rozkoszowanie umartwić. Ta rzecz Makaremu wielkie wesele przyniosła, iż bracią miał takiemi cnotami ozdobioną – nakoniec i sam ich pożywać nie chciał.
   Co jedno słyszał dobrego i doskonałego o kim, tego rad naśladował. Powiedziano mu, iż w jednym klasztorze przez wielki post nic nie jedzą coby przez ogień przeszło – 5wnet sobie postanowił, aby nic nie jadł przez siedm lat, coby się ognia dotkło – i nic przez on czas nie jadł, jedno surowe jarzyny wodą zmaczane. Co spełniwszy, na potym tego nie czynił. Słysząc o drugim, iż na dzień nie je jedno funt chleba – nadrobił sobie chleba w jeden dzban z ciasną szyją, chcąc nic więcej na dzień nie jeść, jedno coby mógł z niego raz garścią wyjąć. Potym nam śmiesznie powiadał – żem często, prawi, niemało w garść chleba zagarnął – ale z ciasnej onej dziury wszytkiego wynieściem nie mógł. To czynił przez trzy lata.
   6Chciał i sen w sobie zwyciężyć, dzień i noc na służbie Bożej trwając – i powiadał nam, iż przez dwadzieścia dni i nocy pod pokrytym miejscem nie postał – abych, powiada, sen zwyciężył, we dnie gorącość, a w nocy zimno cierpiąc. Lecz gdybych był, powiada, w dom jeszcze dłużej nie wszedł, ani przespał się – jużby mi tak był mózg usechł, żebych się był sam zapomniał. Z strony mej sen zwyciężony – ale z strony przyrodzenia które bez niego być nie może, ustąpiciem mu musiał. 7Niegdy cielesna pokusa przykra mu być poczęła – tedy się sam osądził, aby siedział sześć miesięcy przy błocie Scetis, w dzikiej barzo i bagnistej puszczy – gdzie komorowie są tak wielcy, iż się ossom równają, żądłami swemi i skórę na wieprzach przebić mogą – tedy go po wszystkim ciele tak skąsali, iż wiele ich mniemało, aby był strędowaciał.
   8Napadła go niekiedy chuć, jako nam sam powiadał, aby oglądać mógł na pustyni grób onych wielkich Czarnoksiężników, jeszcze za Mojzesza w Egyptcie będących, Janna i Jambra, którzy się Mojzeszowi sprzeciwili (jako mówi Apostoł)9 przy którym ogród z rozmaitego i osobnego drzewa wielce kosztowny byli zbudowali, i wielkie w nim skarby złożyli – tym się ciesząc, iż po śmierci w onym ogrodzie przebywać mieli – tak od czartów, którzy je zaraz do piekła ponieśli, zwiedzieni. Ale żeby tam nikt wniść nie mógł, srogimi czarty miejsce ono osadzili, iż do onego czasu za Makariusza żaden tam nigdy wniść nie mógł. Tam się tedy wezbrał Makarius, chcąc diabły one stamtąd wystraszyć, a nową wojnę z nimi zacząć. 10I puścił się w wielkie pustynie, po gwiazdach się tylo sprawując, a trzciny co mila w ziemię wtykając, żeby nazad idąc drogi nie uchybił. Po dziewiątym dniu, gdy już blisko był onego ogroda, po przespaniu, obaczy wszytkie one trzciny w głowach swoich, które szatanowie, chcąc mu myśl do wrócenia się nazad skazić, wybrali. Lecz on o to nie dbał, a w Bogu nie w trzcinach nadzieję posadził. Gdy się już do miejsca przybliżał, wielka horda czartów drogę mu zastąpiła, dziwnemi go widoki, i wrzaski, i słowy strasząc – i drzewiej go tam puścić niechcieli, aż im rzekł tam nie zostawać, ale rychło z onego ogroda wyniść. I wszedszy widział tam wszystko, i one skarby, i one drzewa już zstarzałe a od słońca wysuszone. I doznawszy mocy Chrystusowej przeciw onym czartom, cudownie się przez dni dwadzieścia nazad wrócił – u jednej dzikiej krowy (która mu nad zwyczaj i przyrodzenie, na rozkazanie Boże powolna była i za nim szła) mlekiem się posilając.
   11Słysząc o niejakich zakonnikach Tabenezjotach, iż dobrze P. Bogu pod sprawą niejakiego Pachoniusza służyli, których było na jednym miejscu tysiąc i cztery sta, szedł do nich jako nieznajomy – 12a bacząc iż jedni wielki post, raz w dzień jedząc, drudzy trzeciego, drudzy piątego dnia posilając ciało swoje, pościli, drudzy całą noc na modlitwie stali, a cały dzień robiąc siedzieli – on zmaczawszy sobie kilka rózg palmowych, stanął w kącie, i przez cały post, aż do Wielkiejnocy, chleba i wody nie skusił – nie poklęknął, nie siadł, nie legł, jedno w Niedzielę trochę liścia Crambes żwał, żeby go wżdy widzieli jedzącego, a żeby sam w jaką pychę, o sobie wysokiego rozumienia, nie wpadł. Jeśli szedł na potrzebę, wnet się wrócił do roboty, milcząc a modląc się – gdy się wszyscy zdziwili takiemu ćwiczeniu i darom Bożym – Pachomius go duchem prorockim poznał, iż to był Makarius, o którym wiele słyszał. I przywiódszy go do ołtarza, rzekł: Przydź sam uczciwy starce – bo wiem iżeś ty jest Makarius, próżnoś się zataił. Dziękujęć iżeś syny moje zbudował, a ich ukrócił, aby wiele o sobie nie rozumieli, gdy co dla Pana Boga czynią – ponieważ twej cierpliwości nie dojdą. Idźże z Bogiem na swe miejsce, a proś za nas Pana Boga.
   13Powiadał nam, iż miedzy inemi życia doskonałego postępki, wzięła mię chuć przez pięć dni tak się sprawić, żeby myśl moja żadnej rzeczy, okrom P. Boga, nie przypuściła – i zamknąłem się w celli, aby nikt zemną nie gadał – i stanąłem od wtórej począwszy, rozkazując sercu swemu, a mówiąc: patrz abyś z nieba nie śmiało zstąpić – masz Anioły, masz Archanioły, Mocarstwa, Cherubiny, Serafiny, masz Boga wszego tego twórcę – tamże się baw, a pod niebo nie zstępuj, ani się na świata tego widomego przypatrowanie obracaj. Gdym w tym dwa dni i dwie nocy przetrwał – takem tym pobudził czarta, iż się zstał ognistym, i popalił mi wszytko w celli – nakoniec i rogożą na którejem stał, palić począł, i mniemałem abych i sam zgorzeć miał – i z bojaźni musiałem dnia trzeciego przestać. Bom myśli mej nie mógł tak zatrzymać, iżby zstąpić do myśli tych niskich nie miała. Bóg podobno tak chciał, abych się tym w pychę nie podniósł. 
   Gdym ja niegdy do celle jego przyszedł, (mówi Palladius) nalazłem jednego ze wsi kapłana, a on przed jego cellą leży, głowę wszytkę miał prawie skancerowaną, tak iż się kość wszytka na wierzchu głowy ukazowała, przyszedł był do ś. Makariusza, aby go zleczył – a on z nim i gadać niechciał – jam się za nim wstawiał, mówiąc: zmiłuj się nad nim, żebyś wżdy przynamniej co z nim rozmówił. A on mi odpowiedział: nie jest tego godzien aby był zleczon. 14Chceszli aby był zdrów, namów go, aby napotym nigdy Sakramentów ś. nie sprawował. Bo nieczystość spłodziwszy, śmiał ś. Mszą mieć – i przeto skarany jest od Boga. Ale jeśli tym przestraszony, przestanie tego sprawować, czym tak sprośnie wzgardził – tedy go P. Bóg uzdrowi. Co gdy obiecał pod przysięgą, iż dalej więcej sprawować Mszej ś. niechciał. Spytał go Makarius: Wierzysz w Boga, przed którym się nic zataić nie może? Odpowie: I barzo. A jakoś mógł P. Boga oszukać – rzecze Makarius: znaszli twój grzech, i karanie zań, i jeśli się polepszyć chcesz? A on się swego grzechu spowiadając, obiecał iż się dalej w urzędy kapłańskie wdawać nie miał, ale z laikami przestawać miał. I przez kilka dni zleczony, chwalił Pana Boga, i ś. Makaremu wielkie dzięki oddawał.
   Czynił ten ś. i innych cudów, w wyganianiu czartów i leczeniu niemocy bez liczby. 15Czasu jednego naszła go myśl próżna, aby dla pewnych przyczyn szedł do Rzymu, a tam czynił te cuda i te dobrodziejstwa chorym – i barzo go tym czart i długo trapił – on upadszy u progu swej celle, wypuścił z niej nogi, i rzekł do czartów: Ciągnicie wy mnie sami i szarpajcie, ja o swoich nogach tam nie pójdę i będę tu aż do wieczora leżał – a jeśli mię nie wywleczecie, już was nie usłucham. I leżąc długo, wstał. 16W nocy zasię też go myśli napadną – tedy dwa wory piasku nasypał, i wziąwszy na ramiona, chodził tak po puszczy – i potka go niejaki Teozebius, i rzecze: co nosisz ojcze tak ciężkiego? Włóż na mię ten ciężar, a nie trudź się. A on rzecze: Trudzić będę tego co mię trudzi. Bo będąc ten mój osieł leniwym i nikczemnym, chce się mu biegać po świecie, niechże się nabiega. I tak strapiwszy ciało, myśl onę i pokusę zwyciężył.
   17Rzekłem mu raz: Ojcze Makary, biedzę się z myślami – wszytko mi mówią – a co tu czynisz, oto próżnujesz w zakonie? A on mi powiedział: Powiedz tak myślom twoim: dla Chrystusa ścian tych strzegę.
   Powiadał mi, iż przy rozdawaniu Naświętszego Sakramentu, Markowi niejakiemu nigdy Sakramentu nie podawał – ale mu Anioł z ołtarza dawał. Jam tylo, powiada, palca zajźrzeć mógł u tej ręki, która mu dawała. 18Ten Marek będąc młodszy, mógł mówić z pamięci wszytek Nowy i Stary Testament. Gdy już był star barzo, mając lat sto, i zęby wszytkie wypadałe, przyszedłem do jego celle, i siedząc przy drzwiach, usłyszę a on się sam z sobą i czartem swarzy, i mówi: Czegóż jeszcze chcesz zły starcze? Jużeś pił i wino, i olejuś używał – czegóżci jeszcze nie dostaje obżerco? Żółtobrzuchu, złotrzyłeś się na starość? A do czarta mówił: 19Dajże mi już pokój czarcie, zstarzałeś się już zemną w tych swarach – zemdliłeś mi ciało, i na winoś mię namówił i na olej, czyniąc mię rozkosznikiem. A jeszczeż ze mnie korzyść mieć chcesz? Już nie najdziesz nic u mnie, cobyś mi ukraść miał, pódźże już precz odemnie ludzki nieprzyjacielu. I tak się sam hańbiąc, mówił: Cóż będziesz czynił mataczu, obżerco w starości, i pijanico w zgrzybiałości twojej? Póty Palladius o żywocie tych świętych.
 
   20[1.] Tak się sami nienawidzieli, wedle nauki Pańskiej,21 święci Boży – daleko kochanie przyrodzone, którym się każdy sam i swe postępki miłuje i obmawia, oddalali od siebie – tak wielkiej świątobliwości będąc, i towarzystwo Anielskie mając, taką pokorę przed Bogiem zachować umieli, jakoby byli nagrzeszniejszy – i tam gdzie grzechu nie było, grzechu się bali, a sami się sobą brzydzili. Co był za grzech w tym bezzębnym i stoletnym starcu, iż wino prze mdłość przyrodzoną pić musiał, nie jako zwyczajny napój, ale jako lekarstwo zgrzybiałości swej potrzebne? A wżdy się tak o to frasował, i za rozpuszczenie i osłabienie zaczętego żywota sobie poczytał. A drudzy w wielkich zbytkach, w jedzeniu i w piciu, i myślić o tym niechcą, jako ciała swe obciążają, i do złego pobudzają – i jako wiele niepotrzebnie tracą, z czego jałmużny czyniąc, zyskowaćby sobie dary niebieskie mogli. Dostatek który im dał Pan Bóg na kupowanie pałaców niebieskich, na brzuch i sprośny gnój, i robactwo, które się z tego ścierwu naszego rodzi, swym marnotrawstwem obracają. Boże daj nam z takich przykładów więtszą o zbawieniu czujność.
   222. To skaranie kapłana, w nieczystości Mszą straszliwą sprawującego, mogłoby onę księżą przestraszyć, którzy podejźrzane niewiasty mając, i w grzechu się najdując, śmieją iść do niepokalanych tajemnic, i one sprawować, takiej się pomsty Bożej nie bojąc. Wymawiać się umieją, iż idą w pokucie i za spowiedzią. A ono takie białegłowy, w domach swoich zostawując, pokazują, iż żadnej w sobie prawej skruchy i pokuty nie mają – ale serce i zła chuć do grzechu zostaje, i wrócić się w toż błoto mają wolą – pewnie prawa skrucha przyczyny i powodu do grzechu, w oczach nie cierpi – ale jej jako nieprzyjaciela i czarta z domu i z oczu zbywa. 23Przeto spowiedź i pokuta takich nizacz jest, a miasto oczyścienia, więtsze potępienie odnoszą – i ci co takie rozgrzeszają, źle i z gniewem Bożym tym Sakramentem szafują, i uczestnicy są grzechów cudzych, wedle Apostoła. Acz na takie kapłany przykładów srogości Bożej dosyć – jednak zamilczeć niechcę osobnej a straszliwej przygody, która się czasu naszego tu w Wilnie przytrafiła, Roku P. 1572.
   24Kapłan tu był jeden przy kościele ś. Stanisława na zamku, w nieczystości, jako było słychać, i złym sumnieniu często straszliwą służbę Bożą Mszej ś. sprawujący. W wielką Śrzodę śpiewając Passją, tak błądził, i od siebie odchodził, na znak niegodności swojej, do brania w usta straszliwego imienia Bożego, i czystych słów ś. Ewangeliej – i na znak prędkiej już pomsty od Boga, na zatwardziałość jego. Był też jeden pachołek służebny, urodziwy i mężny, który u heretyka służąc, a przez siedmnaście lat grzechów się swoich nie spowiadając – myślił o spowiedzi – i chciał się w wielki Czwartek spowiadać, ale mu coś przeszkodziło. Nazajutrz w wielki Piątek słuchając kazania, tamże na zamku, gdy kaznodzieja pojmanie Pana naszego rozczytając, przywodzi one słowa z Psalmu:25 Powrozy grzechów zwichłały mię – on człowiek tak wyć i łkać jako bezrozumny począł, iż go z kościoła wyprowadzić musiano. Gdy mu mówiono: pomni się co czynisz – powiadał: pomnię com czynił grzesząc przeciwko Bogu. Wychodząc ze drzwi kościelnych – potkał onego kapłana nieczystego we drzwiach stojącego – a iż z nim miał trochę znajomości, pięknie się pozdrowili, i rozeszli. 26Gdy on pachołek przyszedł na most, który jest ku miastu przez Wilnę rzekę – głos jakiś szatański nań przypadł, mówiąc mu: wróć się – on na tak okrutną myśl jako w zachwyceniu i od rozumu odeściu, posłuchał głosu diabelskiego – i czarta przed sobą jako jakie czarne dziecię idącego widział – i wracając się nazad, najdzie onego kapłana na onymże miejscu stojącego, a kazania nie słuchającego – i obłapiwszy go, począł go w twarz jako pies zębami kąsać – 27gdy kapłan uciekać pocznie, szable dobywszy, puści się za nim w kościół, i palce mu pierwej u ręku, któremi się niegodnie ciała Bożego dotykać śmiał, poodcinał – iż je potym po kościele zbierano. Ludzie wszyscy, i wiele rycerskich, z kazania się porwawszy, bronić kapłana chcieli – ale żadną miarą nie mogli – posiekał go srodze i zabił, nie daleko kazalnice – z taką szatańską furią, iż mu żaden odporu dać nie mógł. A jednak żadnego innego nie zranił. Skoro to zbroił, wnet słabym został, pojmać się dał, wołając aby go wiązali, iż jeszcze czuł coś złego przy sobie. Gdy ku sobie prawie przyszedł, wszytko powiedział, jako bez żadnej winy, jedno czarta posłuchawszy, zabił onego księdza. 28To przykładał, iż moje grzechy Pan Bóg, powiada, skarać chciał, tym grzechem tak wielkim – 29a zwłaszcza iżem się dawno nie spowiadał. I gdy prosił przed urzędem o kapłana Katolickiego, posłano po tegoż kaznodzieję którego rano słuchał, przed którym z wielką a dziwną skruchą grzechów się swoich Panu Bogu sprawując, barzo ochotnie śmierci pragnął. Na którą tegoż dnia idąc, ludzi upominał (przy czym też było wielu heretyków) aby spowiedzi świętej nie odwłóczyli, a za odwłoką ciężkich na się grzechów nie obalali. I ochotnie śmierć onę za grzechy swe przyjmując, szyję pod miecz ściągnął. Mianować imiony obudwu niechcę – bo jest rzecz świeża, i w dobrej pamięci ludzkiej – a tu się wspomina, aby taki srogi przykład i dziwny w zapomnienie nie poszedł – a kapłanom nieczystym, a kazania nie słuchającym, i laikom spowiedź świętą a pokutę odwłóczającym, ku przykładu a postrachu położony był. Dziwne sprawy Boże – kapłan przez pokuty nagle zabit – a ten świetcki w pokucie i z dobrą nadzieją zszedł. Znać iż kapłańskie grzechy więtsze – i gorsza rzecz być nie może, jako duchowny, gdy stan swój niedbale sprawuje, a w grzechy się wdawać pocznie. Jako z nalepszego wina, gdy kwaśnieć pomału pocznie, najadowitszy się ocet zstaje.
 
1  X. Ianuar. Stycznia. Mart. R. 2. Ianuar.
2  Ps 28(27). [U Skargi: „Ps 30”. Przyp. J.Sz.]
Patrz, moc słowa jednego z ust świętych.
Wielki przykład powściągliwości w smakowaniu.
Post bez ognia.
Wojnę z niespaniem wiódł Makarius Ś.
Cielesną pokusę czym zwyciężył Makarius Ś.
Grób Janna i Jambra.
9  2 Tm 3.
10  Znać iż w Egiptcie we dnie gwiazdy widzieć.
11  Tysiąc i czterysta zakonników na puszczy w jednym klasztorze.
12  Post wielki jako pościł ś. Makarius.
13  Żeby myśl z nieba nie zstępowała przez kila dni, jaka to trudność.
14  Straszliwy to przykład na kapłany nieczyste – Patrz co się o tym mówi w Obroku.
15  Patrz jako z myślami o próżnej chwale u ludzi walczył ten ś.
16  Lekarstwo na próżne bieguny.
17  Osobliwa nauka zakonnikom na czarta gdy je z zakonu wyrugować chce.
18  Żywot Marka.
19  Wzgarda samego siebie.
20  Obrok duchowny.
Pokora śś. Bożych.
21  Łk 14.
22  Nieczystość kapłańska jaką ma pomstę.
23  Prawa skrucha wymiata z domu do grzechu podniatę.
24  Straszliwy sąd Boży i pomsta nad nieczystym kapłanem w Wilnie.
25  Ps 119(118).
26  Na te kapłany co kazania nie radzi słuchają.
27  Palce któremi się kapłan nieczysty niegodnie ciała Bożego dotykał, poobcinano.
28  Grzech się więtszym grzechem karze.
29  Spowiedź odwłaczać jaka zbawieniu utrata.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

sobota, 20 maja 2017

Przepis na szczęście

To teraz weź szczyptę radości
posyp swoje życie
i zjedz w całości
później połóż się
wydal wstań
wyjdź na dwór
i podziel się radością
odciążonego brzucha
rozweselonego serca
niezadymionej głowy

Przekład angielski:

So now take a pinch of joy
sprinkle your life
and eat it whole
then lie down
excrete get up
go outside
and share the joy
of unburden belly
rejoiced heart
unsmoked head

piątek, 19 maja 2017

(61) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Przestroga przed krętaczami

   15 Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. 16 Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? 17 Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. 18 Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców. 19 Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostaje wycięte i wrzucone w ogień. 20 A więc: poznacie ich po ich owocach. (Mt 7,15-20)

   15 Προσέχετε ἀπὸ τῶν ψευδοπροφητῶν, οἵτινες ἔρχονται πρὸς ὑμᾶς ἐν ἐνδύμασιν προβάτων, ἔσωθεν δέ εἰσιν λύκοι ἅρπαγες. 16 ἀπὸ τῶν καρπῶν αὐτῶν ἐπιγνώσεσθε αὐτούς. μήτι συλλέγουσιν ἀπὸ ἀκανθῶν σταφυλὰς ἢ ἀπὸ τριβόλων σῦκα; 17 Οὕτως πᾶν δένδρον ἀγαθὸν καρποὺς καλοὺς ποιεῖ, τὸ δὲ σαπρὸν δένδρον καρποὺς πονηροὺς ποιεῖ. 18 οὐ δύναται δένδρον ἀγαθὸν καρποὺς πονηροὺς ποιεῖν οὐδὲ δένδρον σαπρὸν καρποὺς καλοὺς ποιεῖν. 19 πᾶν δένδρον μὴ ποιοῦν καρπὸν καλὸν ἐκκόπτεται καὶ εἰς πῦρ βάλλεται. 20 ἄρα γε ἀπὸ τῶν καρπῶν αὐτῶν ἐπιγνώσεσθε αὐτούς. (Mt 7,15-20)

   Strzeżcie się fałszywych proroków i tych, którzy nauczają błędu. Przychodzą do was jak baranki, a są drapieżnymi wilkami. Przychodzą do was w szacie świętości, a szydzą z Boga. Mówią, że kochają prawdę, a karmią się kłamstwami. Przypatrzcie się im dobrze, zanim pójdziecie za nimi.
   Człowiek ma język do mówienia, oczy do patrzenia, a ręce – do wykonywania gestów. Lecz jest inna rzecz, która świadczy w sposób bardziej prawdziwy o tym, jaki jest rzeczywiście: jego czyny. Czymże są dwie ręce złożone do modlitwy, jeśli człowiek następnie kradnie i cudzołoży? Czym dwoje oczu, które wywracają się, niby w natchnieniu, na wszystkie strony, a następnie, gdy komedia się kończy, potrafią pożądliwie patrzyć na kobietę lub wroga, z pragnieniem rozwiązłości lub zabójstwa? I czymże język, nucący fałszywe hymny pochwalne i zwodzący słodkimi słowami, a następnie – za plecami – oczerniający was i zdolny do krzywoprzysięstwa, byle tylko ukazać was jako ludzi godnych pogardy? Na cóż język wypowiadający długie obłudne przemowy, a zaraz potem zabijający dobrą opinię bliźniego lub wykorzystujący jego ufną wiarę? Język taki jest odrażający! Obrzydliwością są oczy i ręce obłudne. Natomiast działania ludzkie, prawdziwie ludzkie – to znaczy [dobry] sposób postępowania w rodzinie, w handlu, wobec bliźniego i sług – daje świadectwo: „Ten oto jest sługą Pana”. Działania bowiem święte są owocem prawdziwej religijności.
   Dobre drzewo nie daje złych owoców, a złe drzewo nie daje dobrych owoców. Czy te cierniste krzewy wydadzą kiedykolwiek smaczne winogrona? A czy na tych jeszcze bardziej kłujących ostach mogą dojrzeć kiedykolwiek miękkie figi? Nie. Zaprawdę, na pierwszych zbierzecie jedynie kilka cierpkich jagód. Niejadalne owoce powstają z tych kwiatów – bo chociaż kolczaste, są to jednak kwiaty. Człowiek niesprawiedliwy będzie mógł wywoływać szacunek tylko przez swój wygląd. Także ten podobny do puchu oset wydaje się kłębuszkiem srebrzystych delikatnych nitek, przyozdobionych przez rosę diamentami. Jeśli jednak przez nieuwagę go dotkniecie, okaże się, że ten puszek to tylko masa kolców, wywołujących wasze cierpienie i szkodzących owcom. Pasterze wyrywają je z pastwisk i wrzucają do rozpalonego nocą ognia, aby nawet nasiona nie ocalały. Słuszny i przezorny środek. Ja wam nie mówię: „Zabijajcie fałszywych proroków i obłudnych wiernych”. Mówię wam raczej: „Pozostawcie ich Bogu”. Jednak powiadam wam: „Miejcie się na baczności, unikajcie ich, aby was nie zatruły ich soki”. Wczoraj powiedziałem wam, jak należy kochać Boga. [Dziś] kładę nacisk na sposób, w jaki powinno się kochać bliźniego. (III (cz. 1-2), 31: 25 maja 1945. A, 5145-5154)

   Guardatevi dai falsi profeti e dai dottori d'errore. Essi vengono a voi in veste d'agnelli e lupi rapaci sono, vengono in veste di santità e sono derisori di Dio, dicono di amare la verità e si pascono di menzogne. Studiateli prima di seguirli. L'uomo ha la lingua e con questa parla, ha gli occhi e con questi guarda, ha le mani e con esse accenna. Ma ha un'altra cosa che testimonia con più verità del suo vero essere: ha i suoi atti. E che volete che sia un paio di mani congiunte in preghiera se poi l'uomo è ladro e fornicatore? E che due occhi che volendo fare gli ispirati si stravolgono in ogni senso, se poi, cessata l'ora della commedia, si sanno fissare ben avidi sulla femmina, o sul nemico, per lussuria o per omicidio? E che volete che sia la lingua che sa zufolare la bugiarda canzone delle lodi e sedurvi con i suoi detti melati, mentre poi alle vostre spalle vi calunnia ed è capace di spergiurare pur di farvi passare per gente spregevole? Che è la lingua che fa lunghe orazioni ipocrite e poi veloce uccide la stima del prossimo o seduce la sua buona fede? Schifo è! Schifo sono gli occhi e le mani menzognere. Ma gli atti dell'uomo, i veri atti, ossia il suo modo di comportarsi in famiglia, nel commercio, verso il prossimo ed i servi, ecco quello che testimoniano: "Costui è un servo del Signore". Perché le azioni sante sono frutto di una vera religione. Un albero buono non dà frutti malvagi e un albero malvagio non dà frutti buoni. Questi pungenti roveti potranno mai darvi uva saporita? E quegli ancora più tribolanti cardi potranno mai maturarvi morbidi fichi? No, che in verità poche e aspre more coglierete dai primi e immangiabili frutti verranno da quei fiori, spinosi già pur essendo ancora fiori. L'uomo che non è giusto potrà incutere rispetto con l'aspetto, ma con quello solo. Anche quel piumoso cardo sembra un fiocco di sottili fili argentei che la rugiada ha decorato di diamanti. Ma se inavvertitamente lo toccate, vedete che fiocco non è, ma mazzo di aculei, penosi all'uomo, nocivi alle pecore, per cui i pastori lo sterpano dai loro pascoli e lo gettano a perire nel fuoco acceso nella notte perché neppure il seme si salvi. Giusta e previdente misura. Io non vi dico: "Uccidete i falsi profeti e gli ipocriti fedeli". Anzi vi dico: "Lasciatene a Dio il compito". Ma vi dico: "Fate attenzione, scostatevene per non intossicarvi dei loro succhi". Come debba essere amato Dio, ieri l'ho detto. Insisto a come debba essere amato il prossimo. (3, 171)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

czwartek, 18 maja 2017

(1) Imprimatur i Nihil obstat „Prawdziwego Życia w Bogu”

   Tego dnia, 13 maja 2017 chciałbym poświęcić uwagę dzisiejszemu stanowisku Kościoła katolickiego wobec profetycznych objawień Boga otrzymanych przez Vassulę Rydén, zawartych w publikacji Prawdziwe Życie w Bogu. To dzisiejsze stanowisko streszcza się w następujących pięciu punktach:

1) Profetyczne objawienia Prawdziwego Życia w Bogu cieszą się Imprimatur i Nihil Obstat Magisterium – urzędowymi, kościelnymi pieczęciami zatwierdzenia.

2) Imprimatur i Nihil Obstat w Kościele jest wykonywaniem Magisterium.

3) Kościół wymaga od chrześcijańskich wiernych trwania „w religijnej uległości ducha”1 wobec Magisterium Kościoła, które jest szczególnie wykonywane przez tych biskupów, którzy nauczają w jedności z papieżem.

4) Nauczanie tych biskupów w jedności z papieżem i wykonywanie Magisterium2 udzieliło profetycznym objawieniom Prawdziwego Życia w Bogu nadmienionych pieczęci zatwierdzenia (28.11.2005 Nihil Obstat i Imprimatur), które niniejszego dnia pozostają w pełnej mocy.

5) Na mocy nadania przez Magisterium Imprimatur i Nihil Obstat dla profetycznych objawień Prawdziwego Życia w Bogu, chrześcijanom zabrania się występowania w roli sędziów tych objawień oraz potępiania ich publicznie.3 Przeciwnie, na tyle, na ile wszyscy chrześcijanie mają „zgadzać się ze zdaniem swojego biskupa w sprawach wiary i moralności” i „trwać przy tym zdaniu i Magisterium „w religijnej uległości ducha”,4 profetyczne objawienia Prawdziwego Życia w Bogu wymagają od wiernych chrześcijan nadmienionej religijnej uległości.

Poniżej rozwijam te pięć punktów.

[Na obecnym blogu to rozwinięcie pojawi się później.]

Ks. J.L. Iannuzzi, Ph.B., STB, STL, STD

Obecny artykuł ukazał się w całości dzięki stronie True Life in God (Prawdziwe Życie w Bogu): tlig.net
Jest on udostępniany i rozpowszechniany na prośbę Vassuli.

Przekład z angielskiego: Jakub Szukalski

Lumen gentium 25 w Sobór Watykański II. Konstytucje, dekrety, deklaracje, Pallottinum, Poznań 2002, s. 127
Katechizm Kościoła Katolickiego 892, Pallottinum, Poznań 2002, s. 227. Tam „nauczanie zwyczajne” odpowiada łac. „Magisterium ordinarium”.
3  Kard. P. Lambertini, De servorum dei beatificatione et canonizatione III, rozdział 53, n. 15, Aldima, Prato 1840.
Lumen gentium 25. Dz. cyt.



Polskie wydanie książki
True Life in God (Prawdziwe Życie w Bogu)
dostępne przez wydawnictwo Vox Domini;
także do czytania w internecie

Języki

Poznając obce języki, podróżujemy do odległych krain, przenosimy się w czasie i poznajemy nieznanych ludzi. Przez język ojczysty i macierzysty porozumiewamy się ze swoimi. Przez język serca możemy rozmawiać z Bogiem. Ale to wszystko dzieje się za sprawą wyczucia rzeczywistości Słowa.

środa, 17 maja 2017

Wiara niemowląt

   Czy rzeczywiście niemowlę nie jest w stanie posiadać zbawiającej wiary? Musimy tu wniknąć w istotę duszy. Jeśli zapytalibyśmy niemowlę, nic by nam nie powiedziało. Chcąc więc cokolwiek tutaj stwierdzić, musimy wniknąć w istotę duszy. Wielu będzie uważać, że niemowlę nie jest w stanie posiadać zbawiającej wiary na podstawie tego, że nie wyznaje ono swojej wiary ustami. Takie jednak uzasadnienie byłoby dość prostackie. My tutaj chcąc cokolwiek powiedzieć o posiadaniu zbawiającej wiary, nie ograniczamy się tylko do ust – do wyznania wiary ustami, ale wnikamy głębiej do duszy, w której dokonuje się czyn wiary.
   Czy możemy stwierdzić w niemowlęciu wiarę? Nie ma żadnych słów ani znaków ze strony dziecka, które wyznawałyby wiarę jawnie. Ale widzimy, że dziecko żyje – potrafi się poruszać, wydawać głosy, a w jego oczach i zachowaniu rozpoznajemy działalność umysłu. Stwierdzamy więc, że dzieciątko ma duszę – to, co ożywia każdego człowieka. Ta dusza pochodzi od Boga, który zechciał, aby żyła ona w Jego świetle, aby karmiła się Jego życiem. Już w samym zamyśle stworzenia duszy przez Boga obecna jest wola Boża, aby dusza żyła właśnie dla Niego i w Nim. Ta wola jest więc zaszczepiona w samej duszy. I odkrywamy, że każda dusza, która chce żyć, wyraża w sobie to pragnienie Boga do życia w Bogu – bo żyć to Chrystus (Flp 1,21).
   Pomyśl, jak to możliwe, że dusza żyje w ciele, że utrzymuje się przy życiu. Jest w tym wola Boga, ale i wola samej duszy, która odpowiada swoim „chcę” na Boże „chcę”. Bo Bóg stwarza byty wolne – takie, które własną, nieprzymuszoną wolą odpowiadają na Jego pragnienia. Ale tu jest nawet coś więcej. Mamy nie tylko wolę Boga i duszy stworzonej, ale i wolę rodziców, którzy powołali duszę do życia przez swoją miłość. Ta dusza pragnąc prawdziwego życia, pragnie w istocie chrztu. Więc rodzice prosząc o chrzest dla swego dziecka, wyrażają skryte pragnienia duszy dziecka. Można powiedzieć, że to pragnienie obecne jest we wszystkich duszach, bo „stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych” (Rz 8,19). Jedynie dusze zepsute – takie, które zagłuszyły w sobie głos Łaski – wymazały to pragnienie życia w Bogu.
   Więc chrzest należy się dziecku przez wrodzone pragnienie duszy do życia w Bogu (przez posiadanie „zbawiającej wiary”). Tak wnioskujemy przez badanie istoty duszy. Możemy jednak zejść niżej z tego poziomu duchowego na poziom celowości, jeśli dla kogoś spostrzeżenia duchowe nie są wystarczające i poszukuje bardziej rzeczowego uzasadnienia. W tym przypadku mamy do czynienia z duszą dziecka w znaczeniu życia i nie jesteśmy w stanie nic powiedzieć o istocie tej duszy – nie wchodzimy wyżej, na poziom duchowy. Jest więc życie dziecka i pragnienie rodziców, którzy chcą ochrzcić swoje dziecko. Nie dostrzegamy żadnych pragnień dziecka poza zwyczajnym pragnieniem pokarmu i ciepła fizycznego. Czy w tym przypadku możemy powiedzieć, że „niemowlę nie jest w stanie posiadać zbawiającej wiary”? Nawet w tym przypadku nie możemy tak powiedzieć, ponieważ dzieciątko otrzymuje wiarę dzięki opiece rodziców. Otrzymuje wiarę wraz z mlekiem matki, wraz z ciepłem ciała rodziców tulących je do serca, wraz z ubrankami chroniącymi je przed zimnem. Rodzice chrześcijańscy ubierają swe dzieci nie tylko w szatę materialną, ale też w tę duchową, jaką jest Chrystus. Dlatego też wymownym znakiem jest przyodzianie niemowlaka w białą szatkę i słowa: „Stałeś się nowym stworzeniem i przyoblekłeś się w Chrystusa”.
   Dziecko więc posiada wiarę, bo otrzymuje ją od rodziców. Nie ma widzialnych znaków takiej wiary poza znakami rodziców. Jeśli jednak wnikamy w istotę tej wiary, a jest to wiara chrześcijańska – to widzimy, że jest to wiara, która jest przekazywana, a nie zachowywana w ciemnicy jakiegoś odosobnionego życia. Więc ten, kto żyje razem z wierzącym, otrzymuje wiarę od wierzącego, bo wiara chrześcijańska w swej naturze się szerzy – przelewa się na innych. Jeśli więc mamy dziecko i wzrasta ono w rodzinie chrześcijańskiej, to wzrasta ono w powietrzu wiary, w nastroju wiary i otrzymuje wiarę tak samo, jak wiedzę odnośnie języka, świata, podtrzymywania życia i posługiwania się rzeczami użytku.
   Takie jednak wyjaśnienie również może być niewystarczające dla osób nie rozumujących na sposób Ducha. Spojrzeć więc możemy na dziecko tak, jak na życie. Dziecko jest życiem. Z Objawienia wiemy, że wszelkie życie pochodzi od Boga i jest chcianym przez Boga. Rodzice więc otrzymując życie w postaci dziecka, otrzymują dar Boży i świadomość tego daru powinni potwierdzić przez poświęcenie dziecka Bogu, bo w istocie stworzone zostało przez Boga dla Boga i przez Boga dla ludzi. Wierni rodzice mają więc obowiązek, aby wyznać, że ten dar, który otrzymali, rzeczywiście pochodzi od Boga. Tym wyznaniem Bożej przynależności jest właśnie chrzest. Kiedyś było to obrzezanie, jeszcze dziś stosowane w wierze żydowskiej i niektórych innych wyznaniach, a dziś w chrześcijaństwie jest to chrzest.
   Życie dziecka nie należy do rodziców – jest własnością Boga – ale do rodziców należy już los tego życia. Dlatego mają oni jak najbardziej prawo (a także obowiązek) do poświęcenia dziecka Bogu i ochrzczenia go. Jest to zresztą robione podobnie, jak niegdysiejsze obrzezanie, kiedy to oddawano Bogu jeszcze niemowlaki.

wtorek, 16 maja 2017

Korzeń cnót

Każda cnota rozkwita z Miłości, Miłość jest korzeniem dla każdej cnoty;

True Life in God (Prawdziwe Życie w Bogu), November 13, 1987 (13.11.1987). Przekład z angielskiego: Jakub Szukalski