środa, 9 czerwca 2021

(105) Żywoty Świętych: Termesa i Ferbuta

Męczeństwo śś. dwu białychgłów,
Termesy i Ferbuty sióstr rodzonych,
i służebnice ich,

wypisane od Metafrasta –
jest i u Zozomena w kościelnej Historiej
lib. 2. cap. 12.1

   2Po męczeństwie i śmierci Symeona Biskupa w ziemi Perskiej, gdy królowa Perska zachorzała – Żydowie nieprzyjaciele Chrześcijańscy (których królowa w ich niedowiarstwie naśladowała i życzliwa im była) z nieprzyjaźni i z złości powiedzieli królowej, iż jej truciznę dały siostry Symeona Biskupa, przezwiskiem Jompafeusa, chcąc się mścić śmierci jego, którą był nie dawno dla Chrystusa podjął. Te jego siostry zwano Termesa i Ferbuta3 – które zaraz są pojmane z jedną sługą swoją – a ta Termesa była barzo ćwiczona w rzeczach Boskich, i w czystości za oblubienicę Chrystusowi oddana była – i owszem wszytki trzy były wierne i mądre służebnice Pana naszego Jezusa. Wysadzony był na sąd ich niejaki Maupta Magus, z innymi dwiema wojewodami – przed które gdy były przywiedzione panienki one, obaczywszy jako ta Termesa była wielce urodziwa i piękna – wszyscy serca swe jej wdzięcznością w pożądliwości zranili – a jeden tego przed drugim taił. Tedy rzekli do nich: czemuście panią i królową ziemie otruć chciały? Odpowiedziała Termesa: czemu to na nas kłaść śmiecie, czegośmy nigdy winne nie są? Jeśli krwie naszej pragniecie, bez takiej potwarzy pić ją możecie. I jużeście ją ręce swe, tak wiele świętych zabijając, napełnili – i nam białogłowam przepuścić niechcecie. Ale my wolimy pierwej umrzeć, niżli Boga naszego, który jest żywotem naszym, odstąpić – a jako nas zakon naucza, abyśmy się jednemu samemu Bogu prawemu kłaniali, (jakoż to i czynim) tak też nam rozkazuje P. Bóg, abyśmy się czarów i złoczyństwa strzegli. Obojga nam Bóg nasz zakazał, i śmiercią wieczną pogroził – a my się do tego co jest nad zakazanie Boga, nieba i ziemie stworzyciela, skłonić nigdy nie możem – nie daj Boże tego.
   Słuchali mądrej panny radzi oni sędziowie – i dziwując się urodzie i rozmowie jej, prawie zaniemieli – każdy z nich to na sercu miał: będę króla prosił, aby je wolne uczynił, a tę sobie wezmę za żonę. Potym rzecze Mauptas: Dobrześ rzekła iż się wam truć nikogo nie godzi – aleście to uczyniły chcąc się śmierci braterskiej mścić. Odpowiedziała Termesa: bratu naszemu nic się tak złego nie zstało, żebyśmy dla tego Pana Boga naszego gniewać i od niego się dzielić miały – bo chociaście go wy złością waszą niewinnie zabili – jednak on w niebie żyje, i weseli się na wieki w królestwie tym, które moc i państwo wasze zepsuje. To słysząc, do więzienia je posadzić kazali. A Mauptas posłał do Termesy wskazując, jeśliby żoną jego być chciała, postarałbych się aby wolną od śmierci była –
4a panienka mężna powiedziała: zatkaj tę gębę psie nieczysty, Boży nieprzyjacielu i prawdy jego – a tych nieczystych słów nie przynoś więcej do uszu moich – bo ja i na myśl tego nie przypuszczę – razem ja czystość moję memu Panu Chrystusowi poślubiła – jemu wiary dochować chcę, który mię wyrwać z nieczystych rąk waszych może – umrzeć się nie boję, ani mię która męka od tego odstraszy – pójdę przez śmierć do brata mego miłego Symeona, i tam boleści i ciężkości, którychem prze męczeństwo jego użyła, pociechę i ochłodę odniosę. Także i oni drudzy dwa do niej z osobna posłali – ale w też im słowa odpowiedziała. Gdy się baczyli być od niej wzgardzonymi, fałszywie króla sprawili, jakoby one panny czarownice być miały – i skaźń król uczynił, aby zabite były – jeśliby się słońcu pokłonić niechciały. Co gdy im przełożono było, statecznie odpowiedziały, iż tego żadną miarą uczynić nie mogą, aby cześć która samemu Bogu służy, stworzeniu jego miały oddawać. Zatym król je gubić tą śmiercią kazał, którąby oni wojewodowie wynaleźli – i tak skazali oni sędziowie: nie może, powiadając, królowa zdrową zostać, aże te złośnice, które ją otruć chciały, napoły przerzezane będą, żeby miedzy ciała ich królowa przejść mogła. Na taką tedy okrutną mękę wiedziono panienki one. A Mauptas jeszcze do ś. Termesy posłał, mówiąc: i ona i inne wolne będą, jedno niechaj moją być żoną przyzwoli – a ona już głosem zawołała: nieczysty psie, nie mów mi tego, czego i słuchać nie mogę. Kwapię się ja do Pana mego, abych z nim żyć wiecznie mogła – nie daj Boże, abyśmy dla takiego krótkiego żywota, wieczny on utracić miały. 5Tedy je wyprowadziwszy z miasta, po obu stron drogi słupy wkopali trzy a trzy – i uwiązawszy je za szyję i za nogi, piłą ich ciała święte na poły przetarli – i przetarwszy, na palach po połowicy ciał ich z tej strony i z owej zawiesili – i miedzy nimi królową chorą z wielką pompą prowadząc, ku zdrowiu ją takim czarowaniem okrutnicy i potwarce, Poganie i Żydowie przywieść chcieli – z czego jednak Bogu cześć w cierpliwości ich, i wierze świętej sława, a im korona niebieska urosła na wieki wiekom. Amen.

VIIII. April. Kwietnia.
Żydowie Chrześcijańscy nieprzyjaciele.
Drudzy ją zowią Tarbula.
Mężna obrona czystości.
Okrutne męczeństwo.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598

Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

+

sobota, 5 czerwca 2021

(149) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Stopniowe uzdrowienie wzroku

   22 Potem przyszli do Betsaidy. Tam przyprowadzili Mu niewidomego i prosili, żeby się go dotknął. 23 On ujął niewidomego za rękę i wyprowadził go poza wieś. Zwilżył mu oczy śliną, położył na niego ręce i zapytał: «Czy coś widzisz?» 24 A gdy [ten] przejrzał, powiedział: «Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa». 25 Potem znowu położył ręce na jego oczy. I przejrzał on zupełnie, i został uzdrowiony; wszystko widział teraz jasno i wyraźnie. 26 Jezus odesłał go do domu ze słowami: «Tylko do wsi nie wstępuj!» (Mk 8,22-26)

   22
Καὶ ἔρχονται εἰς Βηθσαϊδάν. Καὶ φέρουσιν αὐτῷ τυφλὸν καὶ παρακαλοῦσιν αὐτὸν ἵνα αὐτοῦ ἅψηται. 23 καὶ ἐπιλαβόμενος τῆς χειρὸς τοῦ τυφλοῦ ἐξήνεγκεν αὐτὸν ἔξω τῆς κώμης καὶ πτύσας εἰς τὰ ὄμματα αὐτοῦ, ἐπιθεὶς τὰς χεῖρας αὐτῷ ἐπηρώτα αὐτόν· εἴ τι βλέπεις; 24 καὶ ἀναβλέψας ἔλεγεν· βλέπω τοὺς ἀνθρώπους ὅτι ὡς δένδρα ὁρῶ περιπατοῦντας. 25 εἶτα πάλιν ἐπέθηκεν τὰς χεῖρας ἐπὶ τοὺς ὀφθαλμοὺς αὐτοῦ, καὶ διέβλεψεν καὶ ἀπεκατέστη καὶ ἐνέβλεπεν τηλαυγῶς ἅπαντα. 26 καὶ ἀπέστειλεν αὐτὸν εἰς οἶκον αὐτοῦ λέγων· μηδὲ εἰς τὴν κώμην εἰσέλθῃς. (Mk 8,22-26)

   Idą pierwszą uliczką Betsaidy, między ogrodami pełnymi świeżej zieleni. Piotr, wraz z innymi mieszkańcami Betsaidy, właśnie prowadzi do Jezusa jakiegoś niewidomego człowieka. Margcjama nie ma. Z pewnością został, żeby pomóc Porfirei. Z ludźmi z Betsaidy i z rodzicami niewidomego jest wielu uczniów, którzy przybyli do Betsaidy z Szikaminon oraz z innych miast. Pomiędzy nimi znajduje się Szczepan, Hermas, kapłan Jan oraz uczony w Piśmie Jan i wielu innych. Mam wielki kłopot z zapamiętaniem [ich imion]! Jest ich tak wielu.
   «Przyprowadziłem Ci go, Panie. Czekał tutaj od wielu dni» – wyjaśnia Piotr, podczas gdy niewidomy i jego krewni nie przestają zawodzić: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nad nami!»
   «Połóż rękę na oczach mojego syna, a przejrzy!»
   «Miej litość nade mną, Panie! Wierzę w Ciebie!»
   Jezus bierze niewidomego za rękę i odchodzi z nim na odległość kilku kroków, żeby stanąć w cieniu, a nie w słońcu, które zalewa teraz ulicę. Ustawia go plecami w stronę domu, całego okrytego liśćmi. To pierwszy dom osady. Sam staje naprzeciw niego. Ślini Swoje palce wskazujące i pociera jego powieki wilgotnymi palcami. Potem przykrywa mu oczy dłońmi. Czubki palców ma we włosach nieszczęsnego. Modli się w tej [postawie], potem odejmuje dłonie i pyta: «Co widzisz?»
   «Widzę ludzi... to z pewnością są ludzie. Tak wyobrażałem sobie drzewa okryte kwiatami. Ale to są na pewno ludzie, bo się poruszają i podchodzą do mnie».
   Jezus na nowo kładzie mu dłonie na oczach, a potem odejmuje je i mówi: «A teraz?»
   «O! Teraz widzę dobrze różnicę pomiędzy drzewami wrośniętymi w ziemię i tymi ludźmi, którzy na mnie patrzą... I widzę Ciebie! Jaki jesteś piękny! Twoje oczy przypominają niebo, a Twoje włosy są jak promienie słońca... a Twoje spojrzenie i uśmiech są od Boga. Panie, uwielbiam Ciebie!»
   I klęka, żeby ucałować kraj Jego szaty.
   «Wstań i idź do twojej matki, która przez tak wiele lat była dla ciebie światłem i pociechą. Znasz jedynie jej miłość».
   Bierze go za rękę i prowadzi do matki, która klęczy w odległości kilku kroków, uwielbiając Jezusa tak samo, jak przedtem Go błagała.
   «Wstań, niewiasto. Oto twój syn. Widzi światło dnia. Niech jego serce zechce iść za Światłością wieczną. Wróćcie do domu. Bądźcie szczęśliwi i święci z wdzięczności dla Boga. Ale przechodząc przez wioski, nie mówcie nikomu, że to Ja go uzdrowiłem. Tłum bowiem pospieszyłby tutaj i przeszkodziłby Mi udać się tam, gdzie powinienem pójść, żeby zanieść umocnienie wiary, światła i radości innym dzieciom Mojego Ojca».
   Małą ścieżką przez ogrody żwawo kieruje się ku domowi Piotra. Wchodzi tam, pozdrawiając Swym słodkim powitaniem Porfireę. (IV [cz. 1-2], 35: 1 grudnia 1945. A, 7164-7170)

   Entrano nella prima via di Betsaida, fra ortaglie piene di verde novello. Pietro, con altri di Betsaida, sta conducendo a Gesù un cieco. Marziam non c’è. Certo è rimasto ad aiutare Porfirea. Con quelli di Betsaida e i parenti del cieco sono molti discepoli venuti a Betsaida da Sicaminon e altre città, fra i quali Stefano, Erma, il sacerdote Giovanni e Giovanni lo scriba e molti altri. (Ormai a tenerli a mente è un bel pasticcio. Sono tanti).
   «Te l’ho condotto, Signore. Era qui in attesa da più giorni », spiega Pietro mentre il cieco e i parenti fanno una nenia di: «Gesù, Figlio di Davide, pietà di noi», «poni la tua mano sugli occhi del figlio mio ed egli vedrà», «abbi pietà di me, Signore! Io credo in Te!».
   Gesù prende per mano il cieco e retrocede con lui di qualche metro per metterlo al riparo dal sole che innonda ormai la via. Lo addossa al muro fronzuto di una casa, la prima del paese, e gli si pone di fronte. Si bagna i due indici di saliva e gli strofina le palpebre con le dita umide, poi gli preme le mani sugli occhi, con la base della mano nell’incavo delle occhiaie e le dita sperse fra i capelli dell’infelice. Prega così. Poi leva le mani: «Che vedi?», chiede al cieco.
   «Vedo degli uomini. Certo sono uomini. Ma così mi figuravo gli alberi vestiti di fiori. Ma certo sono uomini perché camminano e si agitano verso di me».
   Gesù impone nuovamente le mani e poi le torna a levare dicendo: «Ed ora?».
   «Oh! ora vedo bene la differenza fra gli alberi piantati nella terra e questi uomini che mi guardano… E vedo Te! Come sei bello! I tuoi occhi sono uguali al cielo e i tuoi capelli sembrano raggi di sole… e il tuo sguardo e il tuo sorriso sono da Dio. Signore, io ti adoro!», e si inginocchia a baciargli l’orlo della veste.
   «Alzati e vieni da tua madre, che per tanti anni ti è stata luce e conforto e della quale tu conosci solo l’amore».
   Lo prende per mano e lo conduce alla madre, che è inginocchiata a qualche passo di distanza in adorazione come prima lo era in supplicazione.
   «Alzati, donna. Ecco tuo figlio. Egli vede la luce del giorno, e voglia il suo cuore seguire la Luce eterna. Và a casa. Siate felici. E siate santi per riconoscenza a Dio. Ma passando dai villaggi non dite a nessuno che Io ti ho guarito, acciò la folla non si precipiti qui per impedirmi di andare dove è giusto che Io vada a portare conferma di fede e luce e gioia ad altri figli del Padre mio».
   E rapido, per un sentierino fra gli orti, scantona andando verso la casa di Pietro, nella quale entra salutando Porfirea col suo dolce saluto. (5, 347)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)


Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28


Przekład polski 
Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)


Zapis włoski: Maria Valtorta, 
L’Evangelo come mi e' stato rivelato, 
Edizioni Paoline, Pisa 2001


wtorek, 18 maja 2021

Maksym Wyznawca

   Maksym Wyznawca żył w latach 580-662. W młodości był pierwszym sekretarzem cesarza Herakliusza i posiadał znaczne wpływy na jego dworze. Później porzucił dwór cesarski (630) i osiadł w klasztorze chryzopolitańskim (w dzisiejszym Scutari, naprzeciw Konstantynopola). Wkrótce potem został obrany opatem tego klasztoru i poświęcił się szczególnie obronie wiary.
   Wsławił się obroną prawowiernej nauki o dwóch wolach, występując przeciw błędnemu pojmowaniu Osoby Chrystusa jako złożonej z dwóch natur stopionych w jedną, Boską (tzw. monoteletyzm). Maksym był jednym z najbardziej wnikliwych duchownych Wschodniego Kościoła, wielce płodnym i uznanym pisarzem Kościoła greckiego, poczytnym ze względu na swe przekonywające i duchowe myśli.
   Jego prace można podzielić na pięć działów: (1) wyjaśnienia (egzegezy), (2) zapiski (scholia, komentarze), (3) zdania i spory (pisma dogmatyczne i polemiczne), (4) obyczaj i pokuta (etyka i asceza), (5) różne.

   Nauka św. Maksyma Wyznawcy rozwinęła treści przedstawione przez św. Dionizego Areopagitę i znalazła swoich naśladowców w osobach św. Jana z Damaszku i Jana Szkota Eriugeny. Pierwszy rozprzestrzenił ją w Kościele greckim, a drugi w zachodniej Europie.
   Wedle Maksyma grzech nie jest jakością dodatnią (pozytywną), ale raczej wrodzoną skazą w stworzeniu. Ta skaza jest wykupiona w Chrystusie. W Nim udzielone jest nowe życie i władza słuchania woli Bożej. Wcielenie jest zatem Boską odtrutką na straszliwe następstwa grzechu, jakimi są utrata swobodnej skłonności ku dobru i utrata nieśmiertelności. Łaska przychodzi do człowieka za sprawą dzieła Chrystusa. To nie sama Boska natura, ale zarazem i ludzka, jest zasadą łaski pokuty i zbawienia. Bóg jest źródłem wszelkiego bycia i życia, początkiem i końcem stworzenia. Jest On Głową królestwa łaski przez swoje Wcielenie. Chrystus jest w pełni człowiekiem, a nie tylko w pełni Bogiem. Taka jest tajemnica Wcielenia.
   Przeciwstawiając się monofizytom i monoteletom, Maksym wykorzystał całą swą pomysłowość, by udowodnić, że różnica natur w Chrystusie wymaga dwóch wól – woli ludzkiej i Boskiej – nieoddzielonych i niezmieszanych, lecz spójnych. Dwie wole zakładają dwie natury i dwa działania – Boskie i ludzkie. Chrystus był zrodzonym z Ojca od wieczności, a z Dziewicy w czasie. Dziewica zaś stała się prawdziwą Matką Boga. Wola Chrystusa była zwyczajną, ludzką wolą – jedną z sił jego ludzkiej natury. Zjednoczenie Bóstwa i człowieczeństwa w Chrystusie przypomina obraz ludzkiej duszy kształtowanej przez Ducha Świętego. Boże życie rozpoczyna się w wierze, rządzi się miłością i dochodzi do najwyższego rozwoju w życiu kontemplacyjnym. Chrześcijanin spełnia przykazanie nieustannej modlitwy przez stałe zwracanie swej myśli ku Bogu w prawdziwej pobożności i szczerym pragnieniu. Wszystkie rozumne istoty powinny w końcu pojednać się z Bogiem. Ostateczne wywyższenie Boga nastąpi przez zupełne unicestwienie wszelkiego zła. Św. Maksym w pismach swoich zauważa także, że niewolnictwo jest wprowadzonym przez grzech rozpadem pierwotnej jedności ludzkiej natury i zaprzeczeniem pierwotnej godności człowieka stworzonego na obraz Boga.

Na podstawie:
Philip Schaff, History of the Christian Church. Volume IV: Mediaeval Christianity. A.D. 590-1073, Oak Harbor, WA: Logos Research Systems, Inc. 1997. Wzorowany na wydaniu Charles Scribner’s Sons z 1910 r., sporządzonym przez The Electronic Bible Society, Dallas, Texas 1998
Encyklopedja Kościelna (podług teologicznej encyklopedji Wetzera i Weltego...). Tom XIV, wyd. X. Michał Nowodworski, Warszawa 1881

poniedziałek, 3 maja 2021

(104) Żywoty Świętych: Symeon bar Sabba

Męczeństwo ś. Symona Biskupa,
i Ustazana Eunucha, i wiela innych,

pisane od Zozomena w kościelnej historiej lib. 2. cap. 8. 9. 10. 11. Niceph. lib. 8. cap. 36. Żyli około roku Pańskiego 350. za Konstancjusa Cesarza.1


   Gdy się za czasem Chrześcijanie w Persjej rozmnożyli, i kościoły już swoje, Biskupy, kapłany, i diakony mieli – barzo ta rzecz Magi, którzy z starodawna zawżdy idąc po krwi, stróżmi i wodzami nabożeństwa Perskiego byli, obraziła – tudzież i Żydy przyrodzone Chrześcijanom nieprzyjaciele zazdrość wzruszyła, iż się z Magami zmówiwszy, o złe Chrześcijańskie postarali. A począwszy od starszych głów, Symeona Biskupa Selewcjej i Ktesyfontu miasta w Persjej pierwszego, do króla Sapora, w matactwie odnieśli – jakoby on Rzymskiemu Cesarzowi przyjacielem będąc, króla Perskiego zdradzał, a do niego wydawał. Król pierwej podatkami wielkimi i nieznośnymi, i złemi a nielutościwymi urzędniki trapić Chrześcijany począł – a potym jawnie kapłany i przełożone ich zabijać, kościoły rozmiatać, skarby w nich pobrać, i tego Symeona Biskupa Sompafeusa nazwanego pojmać, i do siebie przywieść rozkazał. 2Przywiedziony w żelaznych okowach przed króla, nie tylo się nic nie przelękł – ale i pokłonić się królowi niechciał. Czym niepomału obruszony król, spytał go: czemuby się teraz nie kłaniał, ponieważ innych czasów to czynił? A on powiedział: pierwej mię przed cię tak na odstąpienie Boga mego nie wodzono, i przetom powinną cześć królowi czynił – teraz mi to nie przystoi, gdy mi o wiarę moję i o Boga mego idzie – i namawiał go król, aby się słońcu pokłonił, obiecując mu wiele – i tym go strasząc, iż wszytkie Chrześcijany z państwa swego wygubić chciał. Ale ś. Symeon powiedział, iż tego nigdy nie uczynię – i kazał go do więzienia prowadzić w tę nadzieję, iż się upamiętać miał.
   3Wychodząc z pałacu, potkał go Ustazanes rzezaniec stary, ten który króla z dzieciństwa wychował, pierwszy na wszytkim dworze jego, i ukłonił się nisko ś. Symeonowi, łaskawie go witając. A ś. Symeon ofuknął go słowy gniewliwymi, wołając nań, i twarz od niego odwracając – o to, iż mało przed tym będąc Chrześcijaninem, z przymuszenia królewskiego słońcu się pokłonił. To słysząc Ustazanes, płakał i ciężko się frasował, i zrzuciwszy szatę drogą z siebie, oblókł się w czarną podłą, i siedząc u drzwi pokoju królewskiego, narzekał i łykał płacząc, a mówiąc: Ach mnie nędznemu, jakim mi się P. Bóg postawi, iżem się go zaprzeć śmiał? Oto i Symeon tak swoję twarz odwrócił odemnie. Dowiedział się król, iż się tak barzo smęci, przyzwał go i spytał: co cię tak smutnego w domu mym królewskim potkało? A on powie: w tym domu twym żadnegom nieszczęścia nigdy nie odniósł, jednobym był wolał wszytkie na świecie ciężkości i nieszczęścia cierpieć, niżli że mię ta jedna rzecz potkać miała, której ja żałuję, żem jej doczekał, iżem tak stary będąc pierwej nie umarł, iż patrzę na to słońce, któremum się ja jako Bogu tobie kwoli pokłonił – nie z serca ani z chęci mej, ale tylo to tak przed tobą pokazując – i zasłużyłem z obu stron wielkie karanie, żem i Chrystusa Boga mego zdradził, i na mą szędziwość obłudniem się przed tobą stawił – ale świadczę Bogiem nieba i ziemie stworzycielem, iż tego więcej czynić nie będę. Zdziwił się król tak prędkiej odmianie, i tym się więcej przeciw Chrześcijanom żarzyć począł, czarom to ich wielkim przyczytając – a starca onego swego jako ojca prosił, aby mu tej zelżywości i bogom jego nie czynił, a takim był jakim się pierwej pokazał. Potym i pogróżkami rozmaitymi zwyciężyć serce jego kusił się – ale Ustazanes mówił: nigdy na swą starość tak głupim nie będę, abych miał opuściwszy stworzyciela, stworzeniu się kłaniać. Tedy po długich z nim takich i owakich postępkach, nakoniec kazał mu głowę uciąć.
   Gdy był wiedzion na śmierć, zawołał na wiernego przyjaciela swego komory królewskiej rzezańca, prosząc go aby te słowa królowi od niego odniósł: Królu, jakom od młodości mej ojcu twemu i tobie służył, i jakom wiarę, pilność, i uprzejmość ku tobie pokazował, aż do tej szedziwości mojej, samym tobą świadczę. 4Za wszytki posługi moje i życzliwości ku tobie i domu twemu, niech to sobie u ciebie uproszę, aby wszyscy wiedzieli dla czego umieram – iż nie dla żadnej zdrady ani złoczyństwa mego przeciw tobie tę hańbę odnoszę. Każ woźnemu wołać, iż Ustazanes głowę traci, nie przeto aby się w pałacu i pokoju królewskim źle zachował, a w czym złym doznan był – ale iż Chrześcijaninem będąc, Boga się swego kwoli królowi zaprzeć niechciał. Powiedziano to królowi – a król rad to uczynił, i wołał woźny tak jako Ustazanes chciał. Rozumiał król iż tym wołaniem Chrześcijanie przestraszeni być i od Boga swego rychlej odstępować mieli – gdy im nadzieja na tak wielkim starym a zasłużonym przyjacielu, i wychowalniku królewskim, do miłosierdzia ginęła. Lecz P. Bóg inaczej obrócił – i Ustazanes dla tego to sobie upraszał – aby tak jako był wielu Chrześcijan gdy się słońcu kłaniał wzgorszył i zastraszył, śmiercią je też swoją naprawił, i ku wielkości serca a umieraniu dla Chrystusa posilił. Tak Ustazanes chwalebnie dokonał.
   O jego śmierci dowiedziawszy się Symeon, niewypowiedzianą radością chwalił Boską dobroć. Był jeszcze przyzwany drugi raz do króla – i przed nim wiele mężnie i wolnie mówił o świętej wierze Chrześcijańskiej, i kłaniać się słońcu i królowi niechciał. 5Tedy król w dzień męki Pana naszego, kazał sto innych Chrześcijan z więzienia wywieść (miedzy którymi byli kapłani, diakoni, i inni klerycy) aby w oczach Symeona zabici, a sam z nimi na końcu ścięty był. Gdy je przed nim związane na śmierć wiedziono – przełożony nad Magami pytał jeśliby żyć który, a z królem słońcu się kłaniać chciał? Żaden się na to nie odezwał, aby żyć z takim grzechem miał – a Symeon jako ich głowa i Arcybiskup idąc za swemi owcami na onę pożądaną śmierć, mądrymi z pisma ś. i mocnymi słowy pobudkę im i kazanie czynił, mówiąc: 6Tak nam umierać, dar jest Boży a żywot prawy – nie daj Boże, abyśmy się Boga naszego przeli, dopierobyśmy prawie umarli. Śmierć przyjść musi, a zły się jej tak jako i dobry nie uwiaruje – ale to co po śmierci będzie, jaki sąd, jaka zapłata, na to nam oko mieć trzeba. A czym możem więcej miłość ku Panu i Bogu naszemu pokazać, i wszytko co on miłującym się obiecał sobie zjednać, jedno gdy dla niego umieramy? Tymi i innymi słowy zapaleni, ochotnie szli wszyscy pod miecz – a gdy miłe ucznie i owce swoje posłał, sam też za nimi szyję ściągnął, i ścięty jest. Tamże Abedechaluam i Ananiasz kapłani kościoła jego, już starzy będąc, z nim zaraz pojmani, zabici są.
   7Tegoż czasu Pusyka przełożony nad wszytkimi rzemięśniki królewskimi, gdy widział iż Ananiasz stary kapłan pod miecz idąc drżeć począł, zawołał nań: nie bój się starcze, a zamkni oczy miły ojcze, wnetże światłość Bożą oglądasz. O to słowo pojmany jest, i stawiony przed króla – gdzie iż wolnie Chrystusa wyznał, a o niewinną się śmierć męczenników na króla przed królem żałował – kazał go król nie już ścinać, ale osobliwą jaką a naokrutniejszą śmiercią zabić. Tedy mu oni katowie przez szyję język wywłócząc, srogim go męczeństwem umorzyli – także i córkę jego panienkę, która przy nim obżałowana była. Roku zaś przyszłego, na tenże dzień męki Pańskiej, tenże król uczynił wyrok straszliwy a okrutny po wszytkiej ziemi Perskiej – aby wszytkich którzyby się znali być Chrześcijany, zabijano. 8Niezliczony poczet Chrześcijan w ten czas pogubili Magowie – którzy ich na to po wszytkich kątach i tajemnych miejscach szukali, i na srogą śmierć wywłóczyli. A inni szli dobrowolnie, sami się dla miłości Pana Boga swego wydając. Wiele i na dworze królewskim zacnych ludzi pomordowano. Miedzy nimi gdy Azades rzezaniec królewski zabit był, iż go wielce król miłował, żałując go ciężko, kazał onego rozboju przestać – a same tylko kapłany i Biskupy i diakony zabijać – którzy mężnie umierając, świadectwo Chrystusowej czci i prawdzie Jego dawali – wieczne sobie królestwo jednając, w którym chwalą Jezusa Chrystusa Pana naszego na wieki wiekom. Amen.

   9Za obrok położę słowa Konstantyna wielkiego, które do Sapora króla Perskiego, gdy także Chrześcijany gubił, napisał:10 Zalecamci, prawi, pilnie Chrześcijany – i obiecujęć za to zawżdy dziękować, gdy się ludzkie przeciw im w królestwie twoim stawisz. Nie najdziesz nic w wierze i obyczajach ich coby przygany godnego było – ofiarami niekrwawemi Boga błagają, krwawych zaniechywając – w czystym się sercu kochają, a cnoty i pobożności wszelakiej pilnują – i chwalić się słusznie mają ci co tak wierzą. A ze mnie się naucz, iż za to co łaski uczynisz Chrześcijanom, szczęścić cię Pan Bóg i państwo twoje będzie – bom ja za pomocą Boską, wiarę w Chrystusa mając, światem wszytek od morza zachodnego i państwo Rzymskie opanował – i takem wiele bitew wygrał i tyrannów skruszył, żadnych ofiar i czarów nie strojąc – ale znak Krzyża świętego przed wojski memi nosząc, i czystą modlitwę czyniąc. A ci którzy Chrześcijany prześladowali, jakim był Galerius towarzysz mój – który jawnie Boską ręką skarany, i w moc Persom dany jest – i inni także źle zginęli. Tak pisze on wielki Konstantyn. Oby na to pomnieli królowie, jako tym państwa ich stoją, gdy chwałę Boską mnożą, a wiary świętej Katolickiej bronią – pilniejszyby byli ku straży jej – teraz zwłaszcza, gdy kacerstwa niezbożne zaślepiwszy ludzie, do pogaństwa je wiodą – i wiarę świętą psując, gotują Antychrystowi drogę.

1  VII. April. Kwietnia. Mart. R. 21. April.
Pokłonić się królowi czemu na ten czas niechciał.
Ustazanes jako z grzechu powstał, i upadek swój nagrodził.
Przed śmiercią tyranna prosi aby sławę jego oczyścił.
Sto Chrześcijan z Symeonem ścinano.
Upominanie słodkie do śś. Męczenników.
Pusyka ś. męczennik starego kapłana posilał do śmierci.
Niezliczony poczet Chrześcijan w Persjej mordowany.
9  Obrok duchowny.
10  Zozomenus lib. 2. cap. 15. List Konstantyna do Króla Perskiego za Chrześcijany.


Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

+

sobota, 1 maja 2021

(148) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Własny krzyż

   24 Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: «Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. 25 Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. 26 Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? 27 Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi i wtedy odda każdemu według jego postępowania. 28 Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego przychodzącego w królestwie swoim». (Mt 16,24-28)

   34
Potem przywołał do siebie tłum razem ze swoimi uczniami i rzekł im: «Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. 35 Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z powodu Mnie i Ewangelii, zachowa je. 36 Cóż bowiem za korzyść stanowi dla człowieka zyskać świat cały, a swoją duszę utracić? 37 Bo cóż może dać człowiek w zamian za swoją duszę? 38 Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi przed tym pokoleniem wiarołomnym i grzesznym, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w chwale Ojca swojego razem z aniołami świętymi».
   1
Mówił im także: «Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże przychodzące w mocy». (Mk 8,34-9,1)

   23
Potem mówił do wszystkich: «Jeśli ktoś chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje. 24 Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. 25 Bo cóż za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie? 26 Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów. 27 Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą królestwo Boże». (Łk 9,23-27)

   24
Τότε ὁ Ἰησοῦς εἶπεν τοῖς μαθηταῖς αὐτοῦ· εἴ τις θέλει ὀπίσω μου ἐλθεῖν, ἀπαρνησάσθω ἑαυτὸν καὶ ἀράτω τὸν σταυρὸν αὐτοῦ καὶ ἀκολουθείτω μοι. 25 ὃς γὰρ ἐὰν θέλῃ τὴν ψυχὴν αὐτοῦ σῶσαι ἀπολέσει αὐτήν· ὃς δ’ ἂν ἀπολέσῃ τὴν ψυχὴν αὐτοῦ ἕνεκεν ἐμοῦ εὑρήσει αὐτήν. 26 τί γὰρ ὠφεληθήσεται ἄνθρωπος ἐὰν τὸν κόσμον ὅλον κερδήσῃ τὴν δὲ ψυχὴν αὐτοῦ ζημιωθῇ; ἢ τί δώσει ἄνθρωπος ἀντάλλαγμα τῆς ψυχῆς αὐτοῦ; 27 μέλλει γὰρ ὁ υἱὸς τοῦ ἀνθρώπου ἔρχεσθαι ἐν τῇ δόξῃ τοῦ πατρὸς αὐτοῦ μετὰ τῶν ἀγγέλων αὐτοῦ, καὶ τότε ἀποδώσει ἑκάστῳ κατὰ τὴν πρᾶξιν αὐτοῦ. 28 Ἀμὴν λέγω ὑμῖν ὅτι εἰσίν τινες τῶν ὧδε ἑστώτων οἵτινες οὐ μὴ γεύσωνται θανάτου ἕως ἂν ἴδωσιν τὸν υἱὸν τοῦ ἀνθρώπου ἐρχόμενον ἐν τῇ βασιλείᾳ αὐτοῦ. (Mt 16,24-28)

   34 Καὶ προσκαλεσάμενος τὸν ὄχλον σὺν τοῖς μαθηταῖς αὐτοῦ εἶπεν αὐτοῖς· εἴ τις θέλει ὀπίσω μου ἀκολουθεῖν, ἀπαρνησάσθω ἑαυτὸν καὶ ἀράτω τὸν σταυρὸν αὐτοῦ καὶ ἀκολουθείτω μοι. 35 ὃς γὰρ ἐὰν θέλῃ τὴν ψυχὴν αὐτοῦ σῶσαι ἀπολέσει αὐτήν· ὃς δ’ ἂν ἀπολέσει τὴν ψυχὴν αὐτοῦ ἕνεκεν ἐμοῦ καὶ τοῦ εὐαγγελίου σώσει αὐτήν. 36 τί γὰρ ὠφελεῖ ἄνθρωπον κερδῆσαι τὸν κόσμον ὅλον καὶ ζημιωθῆναι τὴν ψυχὴν αὐτοῦ; 37 τί γὰρ δοῖ ἄνθρωπος ἀντάλλαγμα τῆς ψυχῆς αὐτοῦ; 38 ὃς γὰρ ἐὰν ἐπαισχυνθῇ με καὶ τοὺς ἐμοὺς λόγους ἐν τῇ γενεᾷ ταύτῃ τῇ μοιχαλίδι καὶ ἁμαρτωλῷ, καὶ ὁ υἱὸς τοῦ ἀνθρώπου ἐπαισχυνθήσεται αὐτόν, ὅταν ἔλθῃ ἐν τῇ δόξῃ τοῦ πατρὸς αὐτοῦ μετὰ τῶν ἀγγέλων τῶν ἁγίων.
   1 Καὶ ἔλεγεν αὐτοῖς· ἀμὴν λέγω ὑμῖν ὅτι εἰσίν τινες ὧδε τῶν ἑστηκότων οἵτινες οὐ μὴ γεύσωνται θανάτου ἕως ἂν ἴδωσιν τὴν βασιλείαν τοῦ θεοῦ ἐληλυθυῖαν ἐν δυνάμει. (Mk 8,34-9,1)

   23 ὁ δὲ Ἰησοῦς εἶπεν αὐτῷ· τὸ εἰ δύνῃ, πάντα δυνατὰ τῷ πιστεύοντι. 24 εὐθὺς κράξας ὁ πατὴρ τοῦ παιδίου ἔλεγεν· πιστεύω· βοήθει μου τῇ ἀπιστίᾳ. 25 Ἰδὼν δὲ ὁ Ἰησοῦς ὅτι ἐπισυντρέχει ὄχλος, ἐπετίμησεν τῷ πνεύματι τῷ ἀκαθάρτῳ λέγων αὐτῷ· τὸ ἄλαλον καὶ κωφὸν πνεῦμα, ἐγὼ ἐπιτάσσω σοι, ἔξελθε ἐξ αὐτοῦ καὶ μηκέτι εἰσέλθῃς εἰς αὐτόν. 26 καὶ κράξας καὶ πολλὰ σπαράξας ἐξῆλθεν· καὶ ἐγένετο ὡσεὶ νεκρός, ὥστε τοὺς πολλοὺς λέγειν ὅτι ἀπέθανεν. 27 ὁ δὲ Ἰησοῦς κρατήσας τῆς χειρὸς αὐτοῦ ἤγειρεν αὐτόν, καὶ ἀνέστη. (Łk 9,23-27)

   Jezus ma wciąż rękę na ramieniu Piotra i mówi:
   «Przez to, co się stało, pojęliście, że sprawą poważną jest być na Mojej służbie. To do niego odnosił się wyrzut, lecz był przeznaczony dla was wszystkich. Te same bowiem myśli były w sercach większości z was: albo dobrze już uformowane, albo [dopiero] kiełkujące. Rozproszyłem je w ten sposób. Ten zaś, kto jeszcze je hoduje, ujawnia niezrozumienie Mojej Nauki, Mojej Misji i Osoby.
   Przyszedłem, żeby być Drogą, Prawdą i Życiem. Daję wam Prawdę przez to, czego nauczam. Wyrównuję dla was Drogę przez Moją ofiarę, wytyczam ją dla was i wskazuję [ją wam]. Ale Życie daję wam przez Moją śmierć. I pamiętajcie, że kto odpowiada na Moje wezwanie i staje w Moich szeregach, chcąc współdziałać w odkupieniu świata, ten musi być gotowy umrzeć, żeby dać innym Życie. Podobnie każdy, kto chce iść w Moje ślady, musi być gotowy wyrzec się i zaprzeć się swego starego ‘ja’ – z jego namiętnościami, skłonnościami, przyzwyczajeniami, nawykami, myślami – żeby iść za Mną ze swym nowym ‘ja’.
   Niech każdy weźmie swój krzyż, jak Ja go wezmę. Niech go weźmie, nawet jeśli wydaje mu się zbyt haniebny. Niech pozwoli, żeby ciężar krzyża przygniótł jego ludzkie ‘ja’, dla uwolnienia jego ‘ja’ duchowego. Krzyż go bowiem nie przeraża. Przeciwnie, jest punktem oparcia i przedmiotem czci, gdyż duch wie i pamięta. I niech idzie za Mną ze swoim krzyżem. ...U kresu drogi czeka go haniebna śmierć, jak Mnie czeka? Nieważne. Niech się nie smuci. Przeciwnie, niech się cieszy, gdyż ziemska hańba zamieni się w wielką chwałę w Niebiosach. Przyczyną zaś [autentycznej] hańby będzie nikczemność wobec duchowych herosów. Nie przestajecie powtarzać, że chcecie iść za Mną nawet na śmierć. Idźcie więc za Mną. Poprowadzę was do Królestwa drogą uciążliwą, lecz świętą i chwalebną. Na jej końcu osiągniecie Życie, które pozostanie niezmienne przez wieczność. To będzie [znaczyło:] „żyć”. Przeciwnie, iść drogami świata i ciała – to „umrzeć”. Tak więc ten, który chce ocalić swe życie na ziemi, straci je. A kto straci swe życie na ziemi z powodu Mnie i z miłości do Mojej Ewangelii, ocali je. Rozważcie też: na cóż się przyda człowiekowi zyskanie całego świata, jeśli następnie utraci swą duszę?
   I jeszcze [jedno]: strzeżcie się bacznie, teraz i w przyszłości, żeby się nie wstydzić Moich słów i Moich czynów. To również oznaczałoby „umrzeć”. Istotnie, zostanie osądzony przez Syna Człowieczego ten, kto będzie się wstydził Mnie i Moich słów przed tym pokoleniem głupim, cudzołożnym i grzesznym, o którym mówiłem... Ten, kto licząc na ochronę i korzyści, będzie mu schlebiał, a wyprze się Mnie – Mnie i Mojej Nauki – i rzuci słowa, jakie posiadł, w nieczyste gardziele świń i psów, żeby jako pieniądz otrzymać odpłatę odchodów.... [Zostanie osądzony], kiedy Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Swego Ojca, z aniołami i świętymi, żeby sądzić świat. Zawstydzi się wtedy z powodu tych rozwiązłych cudzołożników, niegodziwców i lichwiarzy. Wypędzi ich ze Swego Królestwa, bo nie ma w Niebieskim Jeruzalem miejsca dla cudzołożnych, niegodziwych, nierządnych, bluźnierców i złodziei.
   I zaprawdę powiadam wam: są tutaj pośród obecnych tacy, którzy są Moimi uczniami, a którzy nie zakosztują śmierci, zanim nie ujrzą, jak się buduje Królestwo Boże, z jego Królem, który otrzyma koronę i namaszczenie».50
   Podejmują na nowo marsz i rozmawiają z ożywieniem. Słońce powoli zachodzi na niebie… (IV [cz. 1-2], 34: 30 listopada 1945. A, 7146-7164)

50  Być może jest to aluzja Chrystusa do wizji Niebiańskiego Jeruzalem, jakich dozna i jakie zapisze św. Jan w Apokalipsie. (Przyp. tłum.)


   Gesù, tenendo sempre la mano sulla spalla di Pietro dice: «Da quanto è avvenuto voi avete compreso che è cosa severa essere al mio servizio. L’ho dato a lui il rimprovero. Ma era per tutti. Perché gli stessi pensieri erano nella maggioranza dei cuori, o ben formati o solo in seme. Così Io ve li ho stroncati, e chi ancora li coltiva mostra di non capire la mia Dottrina, la mia Missione, la mia Persona.
   Io sono venuto per essere Via, Verità e Vita. Vi do la Verità con ciò che insegno. Vi spiano la Via col mio sacrificio, , ve la traccio, ve la indico. Ma la Vita ve la do con la mia Morte. E ricordate che chiunque risponde alla mia chiamata e si mette nelle mie file per cooperare alla redenzione del mondo deve essere pronto a morire per dare agli altri la Vita. Perciò chiunque voglia venire dietro a Me deve essere pronto a rinnegare se stesso, il vecchio se stesso con le sue passioni, tendenze, usi, tradizioni, pensieri, e seguirmi col suo nuovo se stesso.
   Prenda ognuno la sua croce come Io la prenderò. La prenda se anche gli sembra troppo infamante. Lasci che il peso della sua croce stritoli il suo se stesso umano per liberare il se stesso spirituale, al quale la croce non fa orrore ma anzi è oggetto di appoggio e di venerazione perché lo spirito sa e ricorda. E con la sua croce mi segua. Lo attenderà alla fine della via la morte ignominiosa come Me attende? Non importa. Non si affligga, ma anzi giubili, perché l’ignominia della Terra si muterà in grande gloria in Cielo, mentre sarà disonore l’essere vili di fronte agli eroismi spirituali.
   Voi sempre dite di volermi seguire fino alla morte. Seguitemi allora, e vi condurrò al Regno per una via aspra ma santa e gloriosa, al termine della quale conquisterete la Vita senza mutazione in eterno. Questo sarà “vivere”. Seguire, invece, le vie del mondo e della carne è “morire”. Di modo che se uno vorrà salvare la sua vita sulla Terra la perderà, mentre colui che perderà la vita sulla Terra per causa mia e per amore al mio Vangelo la salverà. Ma considerate: che gioverà all’uomo guadagnare tutto il mondo se poi perde la sua anima?
   E ancora guardatevi bene, ora e in futuro, di vergognarvi delle mie parole e delle mie azioni. Anche questo sarebbe “morire”. Perché chi si vergognerà di Me e delle mie parole in mezzo alla generazione stolta, adultera e peccatrice, di cui ho parlato, e sperando averne protezione e vantaggio la adulerà rinnegando Me e la mia Dottrina e gettando le perle avute nelle gole immonde dei porci e dei cani per averne in compenso escrementi al posto di monete, sarà giudicato dal Figlio dell’uomo quando verrà nella gloria del Padre suo e cogli angeli e i santi a giudicare il mondo. Egli allora si vergognerà di questi adulteri e fornicatori, di questi vili e di questi usurai e li caccerà dal suo regno, perché non c’è posto nella Gerusalemme celeste per gli adulteri, i vili, i fornicatori, bestemmiatori e ladri. E in verità vi dico che ci sono alcuni dei presenti fra i miei discepoli e discepole che non gusteranno la morte prima di avere veduto il Regno di Dio fondarsi (il Regno di Dio ebbe inizio il Venerdì Santo, per i meriti del Cristo, e si affermò poi con la Chiesa costituita. Ma non tutti videro questo affermarsi sempre più), col suo Re incoronato e unto».
   Riprendono ad andare parlando animatamente, mentre il sole cala lentamente nel cielo… (5, 346)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)


Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28


Przekład polski 
Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)


Zapis włoski: Maria Valtorta, 
L’Evangelo come mi e' stato rivelato, 
Edizioni Paoline, Pisa 2001


sobota, 24 kwietnia 2021

Człowiek wobec życia: zapłodnienie pozaustrojowe – rozważania


Chwałą Bożą jest człowiek żyjący.

(św. Ireneusz, Adversus haereses IV. 20, 7)


   Człowieka ujmujemy jako całość – ciało z duszą. Ta więź ciała z duszą jest już obecna w zalążku, gdzie zaczyna się tworzyć osobowy charakter człowieka. Wynikiem zapłodnienia jest utworzenie komórki zwanej zygotą, posiadającej właściwy sobie kod genetyczny, powstały ze zlania się genów ojca z genami matki.1 Te geny rodziców tworzą nowy program genetyczny zwany genomem. Genom taki należy już do nowego człowieka, niepowtarzalnego i różnego od rodziców.
   Osoby ukierunkowane na życie materialistycznie i konformistycznie zwykły pomijać ten osobowy charakter człowieka obecny już od chwili poczęcia. Niektórzy dochodzą nawet do tak znacznej przewrotności, że nie uznają osobowej godności w człowieku dorosłym, ale i jego traktują jako rzecz, narzędzie zysku albo przedmiot zmysłowej rozkoszy. Przy takiej postawie wyrazić musimy jawny sprzeciw i przypomnieć o szczególnym charakterze człowieka jako istoty wolnej, czułej i rozumnej. Wszelkie działania traktujące tę istotę rzeczowo z pomijaniem jej godności osobowej trzeba stanowczo potępić.
   Człowiek jest jednym z bytów i jako byt posiada właściwą sobie wartość, której nikt nie może lekceważyć albo poniżać. Należy ją uznać taką, jaką właśnie jest, zgodnie z porządkiem przyrody. „W porządku dóbr materialnych można zauważyć pewną hierarchię: są dobra niższego i wyższego rzędu, bardziej i mniej wartościowe. Niewątpliwie, wegetatywne życie ludzkie jest bardziej wartościowe od wegetatywnego życia zwierząt czy roślin z tej racji, że jest „wtopione” w osobowe życie człowieka, podporządkowane dobru osobowemu, że nie jest dobrem poza jednością ludzkiej osoby”.2 Nawet więc patrząc na człowieka jako organizm żywy, zauważamy jego szczególny charakter, czyniący go wyższym od innych organizmów. Tym szczególnym charakterem jest powiązanie ludzkiej fizyczności z osobowym życiem człowieka. Człowiek jest nie tylko jakimś organizmem, ale osobą – bytem obdarzonym wolną wolą i rozumem.3
   W organizmach żywych obok cech rozrodczych zauważamy także cechy samozachowawcze, tzn. takie, które służą nie tylko przedłużeniu gatunku, ale jego podtrzymaniu. Ten instynkt samozachowawczy obecny jest u większości zwierząt. Wyraża się on nie tylko w trosce o zachowanie własnego życia, ale także w trosce o własne potomstwo. Niektóre ze zwierząt, jak na przykład ptaki, troszczą się nawet o potomstwo nierozwinięte, będące w stanie zarodkowym, w skorupie jaja. Potomstwo takie wykluwa się i matka nie widzi, ani nie jest świadoma tego, czym właściwie jest to, co wykluwa, ale odruchowo opiekuje się jajem, zapewnia mu ciepło i często broni przed zagrożeniami ze strony drapieżników. Później, po wykluciu się matka nie przestaje opiekować się dzieckiem, aż do czasu jego dojrzałości (czasu różnego w zależności od gatunku zwierzęcia).
   U zwierząt widzimy więc pewną troskę o życie, obecną nie tylko w odniesieniu do życia własnego, ale także do życia innych. Podobna troska widoczna jest także w życiu człowieka i jego działalności. Człowiek jednak odznacza się troskliwością szczególną. Znacznie większa jest odpowiedzialność, jaka została mu powierzona.4 Człowiek będąc bytem nie tylko cielesnym – zmysłowym – ale i moralnym oraz duchowym, ma za zadanie opiekę także nad wartościami wyższymi. Nie jest mu powierzone tylko ciało i zaspokajanie potrzeb zmysłowych, ale zadbanie także o właściwy rozwój sfery moralnej i duchowej. Mimo tego wielkiego powołania i uzdolnienia,5 człowiek nieraz upada niżej od zwierząt i nie potrafi roztoczyć nawet właściwej opieki nad tym, co cielesne (fizyczne). Bo używając płodów, część z nich uśmierca, część wyrzuca jak śmieci, podczas gdy nierozumny ptak troszczy się o swe jaja i nie pozwala im zginąć.
   Człowiek roztaczając swą opiekę nad życiem, troszczy się nie tylko o przetrwanie własnego gatunku, ale dba także o ziemię, rośliny i zwierzęta, czego wyrazem są chociażby różne powstające organizacje ekologiczne. Ale i na tej płaszczyźnie człowiek skłonny jest do przesady, bo nieraz wartość zwierząt, roślin, czy przyrody stawia wyżej niż wartość człowieka, a także potrafi protestować i walczyć w obronie praw przysługujących zwierzętom, czy roślinom, ale nie wymaga szanowania tych samych praw względem człowieka albo milczy i pozostaje głuchym na ich łamanie.
   W jaki sposób łamane są te ludzkie prawa? Łamane są już „w samym zarodku”. Odbiera się godność życiu poczętemu. Poniża się wartość życia, traktując je jako rzecz i dokonując na nim różnych manipulacji, jakby było ono samą tylko substancją chemiczną. Postępuje się w ten sposób zwłaszcza przy sztucznym zapłodnieniu, czy sztucznej inseminacji. „W wielu przypadkach wytwarza się większą liczbę embrionów, niż to jest konieczne dla przeniesienia któregoś z nich do łona matki, a następnie te tak zwane „embriony nadliczbowe” są zabijane lub wykorzystywane w badaniach naukowych, które mają rzekomo służyć postępowi nauki i medycyny, a w rzeczywistości redukują życie ludzkie jedynie do roli „materiału biologicznego”, którym można swobodnie dysponować”.6
   W ten sposób człowiek upada niżej od zwierząt, gdyż dopuszcza się czynów haniebnych, obcych naturze istot żywych, wykazujących się troską o życie. Zapomina człowiek o podstawowej wartości życia i gwałtem uzurpuje sobie prawo do władania przyrodą. Ten, który pierwotnie wyróżniał się szczególnym poszanowaniem życia we wszelkich przejawach, odarty z rozumu staje się niszczycielem i gwałcicielem. Miał być opiekunem życia, a przez nierozumność i złą wolę staje się zabójcą. Docenia wartość rzeczy, ale zapomina o wartości życia.
   Jakie są czynniki sprzyjające tak łatwemu dopuszczaniu się zabójstwa na ludzkich zarodkach? (1) Zarodki są małe, nierozwinięte, wyglądające dla fizycznego oka jak zwykłe płyny organiczne, przez co nie przypominają człowieka. Bardzo łatwo jest usunąć coś, co wydaje się nie mieć znaczenia. Trudno natomiast usunąć to, co zaczyna przypominać byt osobowy. (2) Dla krótkowzrocznych osób, nie myślących o czynach i ich skutkach, zabójstwo na zarodkach okazuje się nie mieć żadnej szkodliwości społecznej. Nie widać, aby kogoś dotkliwie przez to krzywdzono, a zamiast tego widzimy wielką radość matki oczekującej spełnienia swego macierzyństwa. (3) Wielka chęć posiadania dziecka przez rodziców nie mających takiej możliwości w zwyczajnych okolicznościach (z powodu chorób, czy bezpłodności), również przyczynia się do rozpowszechniania sztucznych zapłodnień.
   Zapłodnienie pozaustrojowe pozornie nie szkodzi życiu wiecznemu, bo oddziałuje na cielesność, a więc nie dotyka bezpośrednio duszy. Jednak przez przyjęcie postawy rozporządzania życiem, prowadzi nieubłaganie do wyrobienia w człowieku nawyku do nieposzanowania życia w jego istocie – mianowicie do pomijania sfery duchowej i traktowania płodów jak rzeczy albo towarów. To w przyszłości może prowadzić do ogólnego zapomnienia o godności człowieka. Dopiero wyrobienie właściwych odruchów w stosunku do życia czyni człowieka pełniejszym człowiekiem. Pomijanie duchowości w postrzeganiu ludzkich zarodków na pewno nie dopomoże człowiekowi w wyrobieniu właściwej postawy w stosunku do życia.
   (4) Innym jeszcze czynnikiem sprzyjającym zabijaniu poczętego życia może być mylne pojęcie, jakoby usunięcie zalążka nie miało zgubnego wpływu na niewinną duszę (dziecka). Należy zauważyć, że w dziele zapłodnienia uczestniczy ludzka dusza, obecna już w zarodku (embrionie). Choć sama ona w swej istocie pozostaje niezależna od ciała i uśmiercenie zarodka nie jest uśmierceniem duszy,7 to jednak zabicie zalążka tego ciała, które jest miejscem rozwoju dla duszy, prowadzi niechybnie do pogwałcenia świętości życia. Zabijając dziecko w zarodku, nie daje się możliwości na rozwój duszy w świecie, bezczeszcząc w ten sposób świętość ciała, które ma być miejscem dla Ożywczego Ducha.
   Przypatrzmy się ludziom – jak traktują rzeczy, własne otoczenie, środowisko ożywione i nieożywione, i porównajmy, czy jest to współmierne z tym, jak traktowane są ludzkie zarodki. Dom, który człowiek zamieszkuje, utrzymywany jest mozolną pracą, wykańczany solidnymi materiałami i ozdabiany różnymi środkami. Tymczasem lekceważy się dom dla duszy, jakim jest zarodek, a później rozwinięte, ludzkie ciało. Zakłada się na to ciało wygodne i kosztowne ubrania, aby uchronić je przed chorobami, aby dać mu swobodę i sposób na wyraz własnej osoby. Tymczasem zapomina się o tym, aby dać swobodę rozwoju i sposób na wyrażenie się duszy, jaka rozwija się w małym zarodku.
   Człowiek szanuje też rzeczy codziennego użytku. Niektóre z nich ceni tak bardzo, że stale je odnawia, nawet kiedy ulegają zniszczeniu albo zepsuciu. Embrion natomiast nie otrzymuje nawet szacunku rzeczy, choć jest czymś więcej niż tym, co ma służyć. Człowiek darzy wielkim szacunkiem przyrodę. Troszczy się o właściwy rozsiew i uporządkowanie roślin bardziej lub mniej użytecznych. Wycięcie drzewa grozi poniesieniem wysokiej grzywny. Masowe marnowanie płodów rolnych uchodziłoby za przejaw wielkiej głupoty. Tymczasem bezkarnie traktuje się marnowanie licznych ludzkich płodów i odcinanie drzewa życia, jakim jest człowiek w zarodku. Płód ludzki traktowany jest na równi ze śmieciem. Śmieci wyrzuca się na wysypisko, poza miasto. Niektóre z nich, dające się jeszcze użyć, przerabia się i tworzy z nich nowe materiały (tzw. recykling, czy utylizacja). Pozostałe przeznacza się do zupełnego zniszczenia i unieszkodliwienia. Podobnie czyni się z płodami – wybiera się silniejsze, a słabsze odrzuca (eugenika) i przeznacza do zupełnie niczego.
   Człowiek czci bezduszne kamienie, zbiera klejnoty. Ale nie docenia klejnotu człowieka, który ma duszę rozumną. Człowiek tworzy dzieła sztuki, poświęca swe siły i umiejętności, aby doskonalić sztukę wytwarzania pięknych dzieł zachwycających zmysły i duszę. Nie potrafi jednak poświęcić swych sił i umiejętności, aby udoskonalić dzieło, jakim jest sam człowiek – bardziej zachwycające od wszystkiego, co stworzone i dające obraz tego, co niestworzone.
   Wywyższane są także zwierzęta. Zwierzęta służące za pokarm mają prawo przynajmniej narodzić się i dojrzeć. Ludziom odbiera się to prawo, przyrównując ich do ptasich jaj, które jednak przysłużą się jeszcze posileniu człowieka, a odrzucony embrion niczemu już nie posłuży; chociaż nie do pomyślenia jest, aby życie, jakim jest embrion traktować w sposób służalczy (byłoby to kolejnym pogwałceniem ludzkiej godności). Są jeszcze zwierzęta pomagające ludziom w pracach, zwierzęta służące za pociesznych towarzyszy oraz groźne zwierzęta drapieżne. Wszystkim im pozwala się na rozwój i dba się o ochronę ich życia. Takiej ochrony nie otrzymują zalążki człowieka.
   Wobec tego człowiek okazuje się niezwykłym okrutnikiem uśmiercającym własny gatunek. Takie stwierdzenie byłoby mimo wszystko niesłuszne. Opiekuje się człowiek człowiekiem – wychowuje dzieci, troszczy się o bliskich, opieką otacza ludzi starszych, a szczególnie osoby schorowane i upośledzone; szanuje i popiera ludzi dobrych, stara się naprawić ludzi szkodliwych. Nie jest więc okrutną bestią, choć nie można tego powiedzieć o wszystkich. Znajdują się bowiem wśród ludzi jednostki wybitnie okrutne i zbrodnicze, które z człowieka mają tylko nazwę.
   Skoro nie okrutnik, to jak moglibyśmy określić taką osobę, która popiera usuwanie płodów albo sama dopuszcza się takiego działania? Moglibyśmy powiedzieć, że jest to człowiek ślepy, pozbawiony wyobraźni, nie rozumiejący znaczenia życia i jego wartości. Ale takie określenie nie posłuży niczemu poza uświadomieniem do jak wielkiej ułomności człowiek dobrowolnie się doprowadza. Człowiek ślepy, jak wiadomo, jest w dużej mierze ograniczony. Napotyka na różnorakie trudności związane z przemieszczaniem się, z porozumiewaniem, doświadczaniem, zdobywaniem wiadomości. Z kolei człowiek pozbawiony wyobraźni nie jest zdolny do przewidywania – jest osobą jałową, pustą, zachowującą się jak dzikie zwierzę zdane na siłę popędów albo jak elektroniczna maszyna sterowana zamontowanym w niej programem. Człowiek nie rozumiejący znaczenia życia, lekceważy je, szkodzi sobie i innym, puszcza się w wir namiętności i bezrozumności, znajdując upodobanie w tym, co śmiertelne. W końcu człowiek nie rozumiejący wartości życia, traktuje wszystko mechanicznie i przedmiotowo. Sam jeden uznaje siebie za pana i manipuluje innymi dla własnej korzyści. Do wyrobienia takich właśnie postaw prowadzić może uznawanie zapłodnienia pozaustrojowego. Pewne jest, że społeczeństwo przyjmujące takie postawy nie zaprowadzi pokoju w swoim otoczeniu i będzie popadało w coraz większe spory i wojny. Było tak już nieraz, kiedy te błędne wzorce odradzały się w myśli człowieka. Niedaleki, wyraźny przykład takich postaw mamy w mordach, jakich dokonano w czasie II Wojny Światowej. Wtedy również, podobnie jak w przypadku segregacji embrionów, upatrzono sobie jednostki silniejsze i słabsze, i ośmielono się usunąć te słabsze w imię bytu jednostek silniejszych (określanych tak bez żadnego słusznego prawa, czy powodu).
   Jak wobec tego człowiek, stworzenie Boże, będzie mógł stanąć przed swoim Stwórcą w dniu ostatecznym – w dniu rozrachunku za czyny? Jawne jest, że każdy doświadcza w sobie prawa moralnego, poza jednostkami nieświadomymi i upośledzonymi, a także tymi, którzy głos prawa dobrowolnie w sobie zagłuszyli. Jednak on, choć zagłuszany, nie przestaje wołać, ponieważ nie jest to głos żywiołów albo jakiegoś stworzenia przelatującego po niebie, ale głos prawdy – niemożliwy do zatarcia, ani obalenia. Jak zatem w chwili ostatecznego stanięcia przed prawdą przedstawi się człowiek, który wcześniej prawdą wzgardził? Te zagadnienia rozstrzyga nauka wiary.
   Uświadomić sobie musimy, że „każde zagrożenie godności i życia człowieka głęboko wstrząsa samym sercem Kościoła”8, który stoi na straży wiary. Nie godzi się zabijać pod żadnym pozorem. Niszcząc istnienie, odbierając życie, zadajemy cios Bogu, który jest źródłem istnienia, źródłem życia i wszelkiego dobra.9 Dopuszczanie się więc jakiejkolwiek krzywdy prowadzi do utraty dobra.10
   „„Krew jest życiem” (por. Pwt 12,23), życie zaś, zwłaszcza ludzkie, należy wyłącznie do Boga: kto podnosi rękę na życie człowieka, podnosi niejako rękę na samego Boga.11 „Tracąc wrażliwość na Boga, traci się także wrażliwość na człowieka, jego godność i życie”.12 Człowiek dla człowieka jest zbawieniem.13 Bóg przychodzi do nas w postaci człowieka.14 Jakże więc można powstrzymywać to przychodzące zbawienie, jakim jest człowiek? Jak można dopuszczać do usuwania płodów, z których każdy na swój sposób jest stworzony by być człowiekiem – by spełnić zadanie zbawienia – zadanie miłości? Zabicie płodu jest nie tylko zabiciem organizmu żywego, nie tylko zabiciem człowieka, ale zabiciem samego Boga.15 Jest ono odrzuceniem Miłości (odrzuceniem Ducha Świętego), i jako takie będzie bardzo brzemienne w swych skutkach (por. Łk 12,10). „Kain zostaje przeklęty przez Boga, ale również przez ziemię, która odmówi mu swoich plonów (por. Rdz 4, 11-12). (…) Zabójcza przemoc całkowicie odmienia środowisko życia człowieka”.16
   Zrozumiała jest chęć rodziców, zwłaszcza matek, do posiadania dzieci. To w ten sposób mają oni możliwość spełnienia własnego powołania małżeńskiego. Jednak mimo że uzasadnione jest to wielkie pragnienie, nie należy przyzwalać, aby było ono przesadne i wykraczało przeciwko rozsądkowi. Nie jest złą rzeczą pragnąć życia, ale pragnąć we właściwej mierze. Przesadne pragnienie, ponad miarę, za wszelką cenę, jest pogwałceniem świętości życia, które zawsze jest darem i powinno być przyjmowane i oczekiwane jako dar. Dlatego Pan Jezus uczył świętej modlitwy: „Ojcze nasz, ...bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi” (Mt 6,9-10); abyśmy wszelkie nasze pragnienia powierzali Bogu i oczekiwali tego, aby spełniły się Jego niezmierzone, a nie nasze ograniczone zamysły.
   Słuchanie własnego popędu, kierowanie się wyłącznie własnymi zachciankami, prowadzi ostatecznie do zabójstw, cudzołóstw, kłamstw, kradzieży i innych haniebnych czynów. Dlatego niezmiernie ważne jest okiełznanie własnego popędu, choćby zmierzał on do rzeczy sprawiedliwych, słusznych i zdrowych. Wymuszanie własnej woli, przemoc, czy gwałt, niechybnie prowadzą do zguby. „Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa” (Łk 9,24), jak powiedział Pan Jezus, samo Życie.

Jakub Szukalski (napisane w 2014 r.)


Bibliografia:
Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu (wyd. V), Pallottinum, Poznań 2007
Jan Paweł II, Evangelium vitae
Patrologia Latina 64, wyd. J.-P. Migne, Paryż 1891
Mieczysław A. Krąpiec, Ja-człowiek. Zarys antropologii filozoficznej, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1974
T. W. Sadler, Langman's Medical Embryology (wyd. XII), Wolters Kluwer/Lippincott Williams & Wilkins, Philadelphia 2012 (wyd. I: 2001)

1  „Zygota stanowi nowy związek chromosomów różny od obu rodziców”. Por. T. W. Sadler, Langman's Medical Embryology (wyd. 12), Wolters Kluwer/Lippincott Williams & Wilkins, Philadelphia 2012 (wyd. 1: 2001), s. 37.
2  M.A. Krąpiec, Ja-człowiek, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1974, s. 298.
3  Według powszechnie przyjętego określenia Boecjusza „osoba to niepodzielna istota o własności rozumnej” albo inaczej: „indywidualna substancja natury racjonalnej” (Persona est naturæ rationalis individua substantia). Manlius Severinus Boetius, „Liber de persona et duabus naturis...” c. III w Patrologia Latina 64, wyd. J.-P. Migne, Paryż 1891, s. 1343.
4  Powierzona przez Boga, albo mówiąc inaczej, przez moc samego Bytu Osobowego (bo pochodząca z Bytu moc w człowieku zakłada celowość, zdolność zakłada spełnienie, zamysł – przeznaczenie). „Każdy człowiek jest „stróżem swego brata”, ponieważ Bóg powierza człowieka człowiekowi”. Jan Paweł II, Evangelium vitae 19, 1995.
5  Mowa o uzdolnieniu, jakim jest kierowanie się sumieniem i rozumem (czyli o zdolności odczuwania i pojmowania duchowego).
6  Jan Paweł II, Evangelium vitae 14, 1995.
7  „Jeśli istnienie przysługuje bezpośrednio duszy, a ciału tylko i wyłącznie poprzez duszę, to zniszczenie ciała nie pociąga za sobą zniszczenia samoistnej substancji, jaką jest ludzka dusza-jaźń” (M.A. Krąpiec, Ja-człowiek, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1974, s. 405).
8  Jan Paweł II, Evangelium vitae 3.
9  „Wszystko, co istnieje, istnieje na mocy partycypacji w Absolucie, czyli wszystko, co jest – jest pochodne od Niego, jest realizacją Jego myśli i Jego pragnień” (M.A. Krąpiec, Ja-człowiek, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1974, s. 360).
10  A „życie zawsze jest dobrem”. Jan Paweł II, Evangelium vitae 34, 1995. „Śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się z zagłady żyjących” (Mdr 1,13).
11  Jan Paweł II, Evangelium vitae 9, 1995.
12  Jan Paweł II, Evangelium vitae 21, 1995.
13  „W bliźnim — mężczyźnie czy kobiecie — można dostrzec odbicie samego Boga, ostatecznego celu i zaspokojenia każdego człowieka”. Jan Paweł II, Evangelium vitae 35, 1995.
14  „Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz.
Na obraz Boży go stworzył:
stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1,27).
„Życie, które Bóg daje człowiekowi, jest inne i odrębne od życia wszystkich innych stworzeń żyjących, jako że człowiek, choć jest spokrewniony z prochem ziemi, jest w świecie objawieniem Boga, znakiem jego obecności, śladem jego chwały”. Jan Paweł II, Evangelium vitae 34, 1995.
Człowiek zostaje obdarzony najwyższą godnością, która jest zakorzeniona w wewnętrznej więzi łączącej go ze Stwórcą: jaśnieje w nim odblask rzeczywistości samego Boga”. Tamże.
15  „Życie, którym Bóg obdarza człowieka, jest czymś więcej niż tylko istnieniem w czasie. Jest dążeniem ku pełni życia; jest zalążkiem istnienia, które przekracza granice czasu: „bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka — uczynił go obrazem swej własnej wieczności” (Mdr 2,23)”. Jan Paweł II, Evangelium vitae 34, 1995.
16  Jan Paweł II, Evangelium vitae 9, 1995.

sobota, 17 kwietnia 2021

(103) Żywoty Świętych: Ryszard de Wyche

Żywot Ś. Rycharda Biskupa Cycestreńskiego,
szeroko wypisany od Radulfa Cycestriusa,
i od innych krótcej summowany. Surius Tom. 2.
Żył około roku Pańskiego, 1243.1


   Świętej i wiecznej pamięci Rychardus, rodem Anglik, z powiatu Wigornieńskiego, rodzice miał nie bogate – z młodości żaden go nigdy do grania, ani do tańców namówić nie mógł – pilnował nauk, na które był dany – i w nich, a nawięcej w stateczności obyczajów, inne rówienniki przechodził. Osierociały po rodzicach, brata z młodu miał w niewolą pojmanego – który gdy się w wielkim ubóstwie i prawie nagi wrócił – nie mając go ś. Rychardus czym zapomóc (bo sam nic nie miał) z miłości ku bratu, zaniechawszy nauk, na robotę się jego ręczną oddał – 2i nosił u brata grube prace, orząc, włócząc, wożąc, robiąc, i co jedno było potrzeba, jako napodlejszy czeladnik jego. Widząc brat on starszy wierną jego i uprzejmą służbę – wszytkę mu swoję część roli zapisał. Potym Rychardowi przyjaciele myślili o żenie – i zmówili zań pannę nie ubogą, z którą mieć się dobrze mógł – co widząc brat, iż mu się tak powiodło – żałować począł że mu część swoję zapisał. A ś. Rychardus zrozumiawszy to, rzekł do brata: nie frasuj się namilszy bracie, jakoś ty przeciw mnie szczodrobliwości swej użył, tak ja też przeciw tobie braterskiej miłości użyć chcę – zapisci i rolą wracam, i tę oblubienicę, jeśli przyjaciele jej przyzwolą, tobie oddaję – bom ja jeszcze i nigdy jej nie całował.
   3I tak opuściwszy brata, rolą, oblubienicę, przyjacioły, i wszytko – poszedł do Akademiej Oksonijskiej na naukę, i potym do Paryża. Tak wielką chęć miał do nauki, iż o żywności, coby jeść miał i w czym chodzić, myślić zapominał – a P. Bóg go, któremu się polecał, i dla którego tak światem gardził, dziwnie karmił. 4Powiadał sam, iż nas w Paryżu trzej w jednej komorze mieszkało, tak ubogich studentów, i tak zgodnych – iżeśmy tylo jeden płaszczyk do wychodzenia mieli – a gdy w nim jeden na lekcją poszedł – dwa doma siedzieć musieli, aże koleją onego się płaszczyka drugiemu dostało, toż dopiero słuchać lekcjej wychodził. Chleb tylo z trochą wina a jarzynę jaką ogrodną jedli – mięsa i ryb ledwo kiedy w niedzielę używali – i to przy przyjaciołach abo towarzyszach – a powiadał mąż święty, iż nigdy żywota wdzięczniejszego i milszego nie miał, jako na ten czas w onym ubóstwie. Prędko mistrzem uczonym został, a potym w Bononiej siedm lat prawa się ucząc, u mistrza swego w wielkiej wadze był – tak iż w chorobie jego puł roka zań czytał – i córkę swoję jedyną do małżeństwa mu ofiarował. Lecz go P. Bóg na coś innego wzywał – bo rychło potym ś. Edmundus Kantuarieński Biskup, kanclerzem go swym uczynił. 5Na tym urzędzie bogobojnie się sprawował, ręce od podarków czyste, serce ku wszytkim jednakie, łaskawą ku każdemu twarz, mądre rozprawy, i sprawiedliwe sądy zachowując. A gdy się na ś. Edmunda król Henryk, o kościelne prawa rozgniewał, tak iż na wygnaniu być musiał – i nieszczęścia mu także jako i szczęścia pomagał.
   6Po śmierci Edmunda w klasztorze Aureliańskim Teologiej się uczył – nie uchem i umiejętnością – ale sercem tajemnice Boskie czerpając – i ku uczynkom się świętym i gorącej miłości ku swemu stworzycielowi zapalając. Tamże kapłanem został, i do swych owiec, mając jednę Plebanią, pojachał – aby uprzejmie o ludzkie się zbawienie starając, sam swe naleźć mógł – a owce Chrystusowe pasąc, sam też od niego w łasce jego głodu nie marł. 7Tam będąc, obrany jest Biskupem Cycestreńskim – czego gdy się Król dowiedział – przeto iż niegdy był u ś. Edmunda kanclerzem, za swego nieprzyjaciela go miał, i w Biskupstwie wszytko konfiszkować i pobrać kazał. Upominał się u króla za przyczyną innych Biskupów, aby mu rzeczy kościelne wrócone były – ale nic otrzymać nie mogąc, do Papieża się Innocentego czwartego uciekł – gdzie już był król przez swe posły jego obżałował. Ale Papież stron przesłuchawszy, Biskupstwo mu przysądził, i sam go ręką swoją poświęcił.
   Powiadają to, iż drugiego także poświącając Biskupa – gdy przyszło do krzyżma, ledwie którą kroplę oleju wycisnąć z niego Papież mógł – a gdy ś. Rycharda pomazować miał, hojnie się olej z naczynia puścił. 8I rzekł jeden: prawieć ten zupełność Ducha ś. odniósł. Wróciwszy się z Rzymu do ojczyzny, wszystko Biskupstwo zwojowane i złupione nałazł – a król jawnie wywołać był kazał – aby Rychardowi żaden nic i pożyczyć nie śmiał. Mieszkał w cudzym domu nędzny Biskup, i jeść co nie mając, cudzym się chlebem ile mogło być i żebraniną tajemną żywił – a jednak chodził po wszytkim swym Biskupstwie nauczając, i Sakramenty świętymi szafując, gdzie było trzeba. Nadchodził i do dworu, królowi się ukazując a prosząc – aby kościelne wrócenie było – ale nigdy nic i za przyczyną wszytkich Biskupów nie sprawił. 9Kanonicy jego i Prełaci już sobie tesknili i oń się smucili – ale je on wesołą twarzą cieszył mówiąc: weselmy się z Apostoły, iżeśmy godnymi się zstali wzgardę i niecześć dla Chrystusa ucierpieć. To wam obiecuję, iż te kłopoty z łaski Bożej w dobry się i ucieszny koniec obrócą. Gdy o swej nędzy i królewskim uporze Papieżowi dał znać, wielce się go Papież użalił – 10i pisał do dwu Biskupów Angielskich, aby króla upomnieli – żeby do tego a tego czasu wrócił rzeczy kościelne – a jeśliby niechciał, aby upominanie i listy Papieskie po wszytkim królestwie obwołali.
   Tym dopiero zastraszony król, Biskupstwo po dwu leciech mu wrócił. Na którym przystojnie a wielce się pobożnie sprawował – samego siebie gęstszymi i pilniejszymi modlitwami i trudzenim ciała swego obwarowawszy, w kościelnych rzeczach czujnym, i dusz ludzkich zbawienia pragnącym się wielce stawił. Na ubogie hojną rękę rozciągał, o których się po Diocezjej swej jeżdżąc pytał – a nie czekał aby go proszono, ale sam w nie swoje dobrodziejstwa wmawiał, i mówił: jeśli nas Pan Bóg uprzedza w błogosławieństwie, czemu i my uprzedzać prośby bliźnich naszych nie mamy? Drogo u ludzi kupuje, kto za prośbę kupuje. 11Gdy go brat jego, który kościelne dochody sprawował, upominał – aby mierniej rozdawał, powiadając iż dochodów nie zstanie – powiedział: izali to przystoi, abyśmy my na srzebrze jedli i ze złotych kubków pili, a Chrystus w ubogich głód mrzeć miał? Mogę się ja na glinianych miskach najeść, a z drewnianej czaszki napić, jako i ociec mój – jeśli dochodów innych nie zstaje, pobierz bracie to srebro, poprzedaj złoto, a ubodzy niechaj mają co jeść. I koń na którym jeżdżę nazbyt drogi, przedaj go a kup mi tańszego, a co zbędzie niech mają ubodzy. Odziewał i nagie, i umarłe ręką swoją grzebł – szpital na chore kapłany osobny założył, żywnością je i odzieniem opatrując. Po kilakroć Pan Bóg jego jałmużnie błogosławił – iż z jednego chleba wiele się ich nad nadzieję najadło, i jeszcze wiele zostało. 12Włosiennicę i pancerz żelazny na gołym ciele swym nosił – odzienia miernego ani barzo plugawego, ani też barzo ochędożnego używał. W karaniu kościelnym był ostry i stateczny. Księdza jednego nieczystego, który klasztorną panienkę zwiódł, wyklął – i z sromotą Plebanią, którą w jego Biskupstwie miał, jemu odjął. A na to się nigdy użyć nie dał, aby go do swych owiec sprawowania przypuścić miał – toż innym trzem o niewiasty podejźrzane, których opuścić niechcieli, uczynił.
   Zgorzało mu raz jedno gumno i z dworem, i wielka się szkoda zstała – płakała czeladź jego, a on wesołą twarzą rzekł: nie smućcie się, gdyż jeszcze nam Pan Bóg pożywienie zostawił – 13a to dla tego odjął, iżeśmy na ubogie nie tak jako trzeba hojnymi byli – rozkazuję wam, abyście na nie na potym lepsze baczenie mieli. O mężne serce, które i w niedostatku się nie boi, a z szkody świeckiej, duchowne sobie skarby, cnót świętych jednać umie. Urzędniki swe zaklinał na imię Boże, aby nic nad prawo na poddanych nie wyciągali. 14Powinowatym swym nigdy Plebanij, i kościelnych urzędów nie zlecał, ani ich na to przypuścić chciał – powiadając iż Pan nasz Jezus Chrystus nie Jana, któremu był wedle ciała powinny – ale Piotra Pasterzem owiec swoich uczynił.15 W godzinach kościelnych gdy się dobrze a przystojnie odprawowały, wielce się kochał – i sam je nabożnie piał – a tego był znak, iż gdy który zakonnik do niego przyszedł, usta jego rad całował, mówiąc: 16Dobrze te usta całować, z których kadzenie wdzięczne, modlitew nabożnych Panu Bogu ofiarowanych, wonieje. Tego się był u błogosławionego Edmunda swego nauczył.
   Nie tylko w swojej, ale i w innych Biskupstwach, wiele kazań czynił, spowiedzi słuchał, radę dobrą dawał, rozpaczne i smutne pocieszał, wątpliwe potwierdzał, i inne niezliczone dobre uczynki, świeckie i duchowne ustawicznie czynił. Kazanie na podniesienie krzyża ś. przeciw Turkom, o grób Boży, które mu zlecił papież, ochotnie po wszytkiej Pomorskiej stronie, aż do miasta Kantuaryjskiego czynił – i tak na sprawowaniu urzędów Biskupich sercem gorącym i uprzejmą pracą zdrowie swoje strawił. Chorzejąc szedł w niedzielę do kościoła, i tam śpiewając a Mszej słuchając, upadł – skoro go do domu doniesiono – powiedział swym niektórym, iż już umrzeć miał, a dzień swego zeszcia wiedząc. 17Krucyfiks sobie przynieść już przy śmierci kazał, i obłapiając go i całując rany, tak jakoby Pana dla nas umierającego widział, mówił: Dziękuję Bóstwu twemu za te sromotne męki, któreś dla mnie podjąć raczył, i za wszytkie dobrodziejstwa którycheś mi użyczył – ty wiesz Panie, iżemci gotów dla ciebie męki wszytkie i śmierć podjąć – a jako ty widzisz serce moje iż to z prawdy mówię – tak się zmiłuj nademną – boć tobie ducha mego polecam – i te w uściech słowa wszytko miał – wzdychał też do przeczystej matki Bożej, sercem i usty do niej wołając, onym wierszykiem kościelnym: Maria mater gratiae, Matko miłosierdzia i matko łaski, broń nas od nieprzyjacielskiej porażki. A czasu naszej śmierci godziny, racz nas przyjąć do wiecznej dziedziny. I prosił swych kapellanów aby te słowa mówili, i tym mu uszy, gdyby odszedł od pamięci nabijali. Tak miedzy kapłanami swymi szczęśliwie skonał, roku żywota swego pięćdziesiątego szóstego, Urbanus 4. Papież miedzy święte go policzył – żył na Biskupstwie lat dziewięć – pogrzebiony jest w Cycestriej, gdzie się wielkie cuda dzieją, na chwałę Jezusowi Synowi Bożemu – któremu z Ojcem i z Duchem świętym równe państwo i chwała trwa na wieki wiekom. Amen.

  18Jaką miłość ku bratu niedostatecznemu, nie mając mu inszej pomocy dać, pokazał – jest się czemu podziwować, a ku naśladowaniu brać – zaniechawszy nauki i szkoły, z dobrej wolej swej, z samej uprzejmości braterskiej, pracą mu swoję i ręczną robotę na wszytkie posługi, jako niewolnikiem się jego zstając, oddał – sam na się i na swe potrzeby nic nie pomniąc. O jako to rzadka miedzy bracią miłość. Za którą dawał mu Pan Bóg i tę świecką nagrodę, tak bogatą mu małżonkę jednając – ale święty młodzieniec, z obrażeniem i zazdrością niejaką brata swego mieć jej niechciał – i owszem i szczęścia mu onego z wielkiej ku niemu chęci ustąpił – którą miłość lepszymi już dobry Pan Bóg jemu nagradzać począł – bo odegnawszy żądzą od niego ku oblubienicy cielesnej, dał mu chuć i miłość ku mądrości niebieskiej – 19której się jako małżonki rozmiłowawszy, mówił z pismem:20 nad urodę wszelaką i zdrowie, zamiłowałem mądrość – i wszytki bogactwa opuściłem dla niej – złoto, srebro, i kamienie drogie, przyrównane z nią zdały mi się jako drobny piasek, a wszytko dobre z nią mię potkało, którejem się w prostocie nauczył, i bez zazdrości jej użyczam. Dobrze było znać, gdy oblubienicę świecką opuścił, jaką mu P. Bóg dał chuć ku zofiej, to jest ku mądrości i nauce, dla której tak wielkie ubóstwo cierpiał, a ubóstwa prze miłość, jako on Jakob dla Rachele służąc, nie czuł – której dostawszy, i tu na świecie stanem Biskupim uczczony, i po wszem świecie wsławiony aż do tego czasu, na ziemi w ludzkiej barzo wonnej pamięci cnót swoich żyje – i w niebie królestwa i niewymownej zapłaty używa.
   2. Acz ten Święty, jako czytasz, jałmużny wielkie czynił – wszakże gdy go szkoda od ognia na majętności potkała, skąpemu to szafowaniu na ubogie przyczytał. By się w tym ludzie majętni czuli, jako im wiele dobra daremnie ginie i ginąć prędko może rozmaitymi przygodami, tak iż z tego nic jedno smutek, a drugdy rozpacz mają, byliby do czynienia jałmużny ochotniejszy – bo dwójby pożytek mieli, i z tego coby dali utrat onych nie czekając, skarby sobie po śmierci zbierali – i dobre mienie świeckie, lepiejby przeciwko przygodom opatrzyli, i ono rozmnożyli – ale czego na miłosierne uczynki i wysługę nieba żałujem – to marnie w przygodach bez użytku tracim.

1  VI. April. Kwietnia. Mart. R. 3. Aprilis.
Dziwna braterska miłość.
Oblubienicę i rolą dla zachowania braterskiej miłości opuścił.
Wielkie ubóstwo i zgoda studentów.
Urzędy prawego Kanclerza.
Prawa Teologia.
Na Biskupstwie prześladowanie miał od Króla.
Krzyżma oleju cudownie przybyło.
Wesele w nieszczęściu.
10  Królowie Angielscy jako Papieża słuchali.
11  Jałmużny i nauka o dochodach kościelnych.
12  Żelazny pancerz na ciele gołym nosił.
13  Czemu Pan Bóg majętność ludziom bierze.
14  Krewnym urzędów kościelnych nie dawał.
15  J 21.
16  Usta kapłańskie rad całował.
17  Krucyfiks przy śmierci.
18  Obrok duchowny.
19  Za świecką małżonkę mądrość mu P. Bóg za żonę dał.
20  Mdr 7.


Źródło:

Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

+