środa, 3 marca 2021

Za was i za wielu

   W liturgii Kościoła od wczesnych wieków, przy poświęceniu wina i przy jego przemianie w krew Boga, słyszymy słowa o tym, że krew jest przelewana „za was i za wielu” (np. w liturgii aleksandryjskiej, por. The Greek Liturgies, Cambridge 1884, s. 52-53). Jest to połączenie zapisu słów Jezusa obecnych w Ewangelii według św. Mateusza (Mt 26,28), Ewangelii według św. Marka (Mk 14,24) i Ewangelii według św. Łukasza (Łk 22,20). Jak rozumieć to szczególne wyrażenie „za was i za wielu”?
   „Za was” oznacza Kościół, ponieważ Pan Jezus mówiąc tak, zwracał się do Apostołów obecnych przy Nim. Ci Apostołowie stanowią obraz Kościoła. W ten sposób wyrażenie „za wielu” w towarzystwie tego wcześniejszego „za was” okazuje się oznaczać cały świat, czyli tych, którzy nie należą do Kościoła. Określenie „za wielu” może nawiązywać do rozszczepienia obecnego w świecie, który wyznaje wielu bogów. Słowo „was” zaznacza jedność, a słowo „wielu” – różność. Jest to więc świat chrześcijański i świat pogański. Nie należy rozumieć tego „wielu” tak, jakby ktoś miał być z tego wyłączony. Zbawienie jest otwarte dla wszystkich, mimo że niewielu chce je przyjąć.

wtorek, 2 marca 2021

Bezużyteczność obmowy

   Drążenie w życiu innych ludzi, wyszukiwanie ich słabości, a później ogłaszanie tego wszystkiego, żeby odebrać tym ludziom dobre imię i szacunek, nie pomaga ani temu, kto drąży, ani temu, kto jest znieważany. Żeby pomagać społeczeństwu, potrzebna jest wzajemna miłość i poszanowanie, rozmowa w prawdzie, a nie rzucanie oszczerstw. Nawet jeśli ktoś upadł i jest godny bardziej pożałowania aniżeli szacunku, powiedz mu to w cztery oczy i zrób to z miłością.

sobota, 27 lutego 2021

Obrażenie Miłości

   Obrażać Miłość to znieważać Miłość, udaremniać Jej działanie przez własny opory, błędy, oziębłość, niechęć, nienawiść. Obrażanie Miłości przypomina gaszenie ognia albo tłumienie głosu. Bóg, który jest Miłością, nie jest obraźliwy, nie chowa urazy, ale można Go obrazić przez odrzucanie Jego Miłości. To obrażenie jednak nie przypomina obrażenia człowieka. To obrażenie jest sprawieniem, że Bezmierna i Doskonała Miłość staje się bezskuteczna. Można to porównać do człowieka, który pragnie obdarzyć jakąś smutną osobę radością, a ta smutna osoba nie przyjmuje tej radości, więc radość nie dociera do niej – staje się nieskuteczna. Radość więc jest w tym wypadku kulawa, nieskuteczna, co można nazwać obrażeniem. Tej radosnej osobie jest przykro, ale to nie odbiera jej wewnętrznej radości ani nie czyni jej mniej skuteczną w dawaniu radości.

piątek, 26 lutego 2021

(146) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Znaczenie znaku Jonasza

   Mowa o znaku Jonasza została wygłoszona już wcześniej w Poemacie Boga-Człowieka (3, 132). Tutaj pojawia się jej rozwinięcie i wyjaśnienie. Ustępy Ewangelii przytoczone zostaną ponownie, aby ułatwić dokonanie porównania.

   38
Wówczas rzekli do Niego niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów: «Nauczycielu, chcielibyśmy zobaczyć jakiś znak od ciebie». 39 Lecz On im odpowiedział: «Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. 40 Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi. 41 Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je, ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili; a oto tu jest coś więcej niż Jonasz. 42 Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon». (Mt 12,38-42)


   11
Nadeszli faryzeusze i zaczęli z Nim rozprawiać, a chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku. 12 On zaś westchnął w głębi duszy i rzekł: «Czemu to plemię domaga się znaku? Zaprawdę, powiadam wam: żaden znak nie będzie dany temu plemieniu». 13 A zostawiwszy ich, wsiadł z powrotem do łodzi i odpłynął na drugą stronę. (Mk 8,11-13)


   29
A gdy tłumy się gromadziły, zaczął mówić: «To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. 30 Jak bowiem Jonasz stał się znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. 31 Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. 32 Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz». (Łk 11,29-32)


   38
Τότε ἀπεκρίθησαν αὐτῷ τινες τῶν γραμματέων καὶ Φαρισαίων λέγοντες· διδάσκαλε, θέλομεν ἀπὸ σοῦ σημεῖον ἰδεῖν. 39 ὁ δὲ ἀποκριθεὶς εἶπεν αὐτοῖς· γενεὰ πονηρὰ καὶ μοιχαλὶς σημεῖον ἐπιζητεῖ, καὶ σημεῖον οὐ δοθήσεται αὐτῇ εἰ μὴ τὸ σημεῖον Ἰωνᾶ τοῦ προφήτου. 40 ὥσπερ γὰρ ἦν Ἰωνᾶς ἐν τῇ κοιλίᾳ τοῦ κήτους τρεῖς ἡμέρας καὶ τρεῖς νύκτας, οὕτως ἔσται ὁ υἱὸς τοῦ ἀνθρώπου ἐν τῇ καρδίᾳ τῆς γῆς τρεῖς ἡμέρας καὶ τρεῖς νύκτας. 41 Ἄνδρες Νινευῖται ἀναστήσονται ἐν τῇ κρίσει μετὰ τῆς γενεᾶς ταύτης καὶ κατακρινοῦσιν αὐτήν, ὅτι μετενόησαν εἰς τὸ κήρυγμα Ἰωνᾶ, καὶ ἰδοὺ πλεῖον Ἰωνᾶ ὧδε. 42 βασίλισσα νότου ἐγερθήσεται ἐν τῇ κρίσει μετὰ τῆς γενεᾶς ταύτης καὶ κατακρινεῖ αὐτήν, ὅτι ἦλθεν ἐκ τῶν περάτων τῆς γῆς ἀκοῦσαι τὴν σοφίαν Σολομῶνος, καὶ ἰδοὺ πλεῖον Σολομῶνος ὧδε. (Mt 12,38-42)


   11
Καὶ ἐξῆλθον οἱ Φαρισαῖοι καὶ ἤρξαντο συζητεῖν αὐτῷ, ζητοῦντες παρ’ αὐτοῦ σημεῖον ἀπὸ τοῦ οὐρανοῦ, πειράζοντες αὐτόν. 12 καὶ ἀναστενάξας τῷ πνεύματι αὐτοῦ λέγει· τί ἡ γενεὰ αὕτη ζητεῖ σημεῖον; ἀμὴν λέγω ὑμῖν, εἰ δοθήσεται τῇ γενεᾷ ταύτῃ σημεῖον. 13 καὶ ἀφεὶς αὐτοὺς πάλιν ἐμβὰς ἀπῆλθεν εἰς τὸ πέραν. (Mk 8,11-13)


   29
Τῶν δὲ ὄχλων ἐπαθροιζομένων ἤρξατο λέγειν· ἡ γενεὰ αὕτη γενεὰ πονηρά ἐστιν· σημεῖον ζητεῖ, καὶ σημεῖον οὐ δοθήσεται αὐτῇ εἰ μὴ τὸ σημεῖον Ἰωνᾶ. 30 καθὼς γὰρ ἐγένετο Ἰωνᾶς τοῖς Νινευίταις σημεῖον, οὕτως ἔσται καὶ ὁ υἱὸς τοῦ ἀνθρώπου τῇ γενεᾷ ταύτῃ. 31 βασίλισσα νότου ἐγερθήσεται ἐν τῇ κρίσει μετὰ τῶν ἀνδρῶν τῆς γενεᾶς ταύτης καὶ κατακρινεῖ αὐτούς, ὅτι ἦλθεν ἐκ τῶν περάτων τῆς γῆς ἀκοῦσαι τὴν σοφίαν Σολομῶνος, καὶ ἰδοὺ πλεῖον Σολομῶνος ὧδε. 32 ἄνδρες Νινευῖται ἀναστήσονται ἐν τῇ κρίσει μετὰ τῆς γενεᾶς ταύτης καὶ κατακρινοῦσιν αὐτήν· ὅτι μετενόησαν εἰς τὸ κήρυγμα Ἰωνᾶ, καὶ ἰδοὺ πλεῖον Ἰωνᾶ ὧδε. (Łk 11,29-32)


   Taras coraz bardziej napełnia się ludźmi. Wchodzą cały czas i tłoczą się, gdzie tylko jest miejsce. Jezus siedzi w otoczeniu dzieci, które patrzą na Niego w zachwycie swymi niewinnymi oczami. Zwraca się więc plecami do stołu i uśmiecha się do nich, choć podejmuje tak poważny temat. Wydaje się, że z ich niewinnych twarzyczek wyczytuje słowa prawdy, o której wyjaśnienie Go proszą.
  
«Posłuchajcie. Obiecałem dać przewrotnym znak Jonasza. Wam także go obiecuję, ale nie dlatego, że jesteście źli. [Wy otrzymacie go po to], żeby dojść do doskonałości wiary, kiedy ujrzycie jak się wypełnia. Oto ten znak:
   Jak Jonasz pozostał trzy dni w brzuchu morskiego potwora, a potem został oddany ziemi, żeby nawrócić i ocalić Niniwę, tak samo będzie z Synem Człowieczym. Dla uspokojenia wielkiej szatańskiej burzy wielcy z Izraela uznają za pożyteczne złożenie ofiary z Niewinnego. Lecz doprowadzą jedynie do jeszcze większego niebezpieczeństwa, gdyż oprócz nękającego ich szatana będą mieli Boga, który ich ukarze po tej zbrodni. Mogliby uniknąć szatańskiej burzy, gdyby uwierzyli we Mnie, lecz oni tego nie czynią. Widzą bowiem we Mnie przyczynę swych udręk, lęków, zagrożeń i zaprzeczenie ich nieszczerej świętości. Kiedy jednak nadejdzie godzina, wtedy nienasycony potwór – jakim jest brzuch ziemi, który pochłania umierającego człowieka – otworzy się, żeby przywrócić Światło światu, który się go wyparł.

   Oto [wyjaśnienie]: tak samo jak Jonasz był dla mieszkańców Niniwy znakiem mocy i miłosierdzia Pana, tak Syn Człowieczy będzie nim dla tego pokolenia. Jest jednak różnica: Niniwa się nawróciła, a Jerozolima się nie nawróci. Jest bowiem pełna złego pokolenia, o jakim mówiłem. Dlatego Królowa z Południa powstanie w dniu Sądu przeciw ludziom tego pokolenia i potępi je. Ona bowiem, w swej epoce, przybyła z krańców ziemi, żeby posłuchać mądrości Salomona. Tymczasem to pokolenie, które Mnie posiada, nie chce Mnie słuchać i prześladuje Mnie. Przegania Mnie jak trędowatego i grzesznika – Mnie, kogoś o wiele większego od Salomona. Mieszkańcy Niniwy także powstaną w dniu Sądu przeciw temu złemu pokoleniu, które się nie nawraca do Pana, swego Boga. Oni bowiem nawrócili się, słysząc przemawiającego człowieka. Ja zaś jestem kimś więcej niż człowiek, którym był Jonasz czy jakiś inny prorok.

   Dam więc ten znak Jonasza temu, kto wymaga znaku: znak niezaprzeczalny. Ten jeden jedyny znak dam tym, którzy nie chcą pochylić swego zuchwałego czoła przed danymi już dowodami: życia, które wielokrotnie powróciło dzięki Mojej woli. Dam różne znaki. I znak ciała w rozkładzie, które powraca do życia żywe i nietknięte,46 i znak Ciała, które samo z Siebie się wskrzesza, gdyż Jego Duchowi dana jest wszelka władza. Ale nie będą to łaski [dla wymagających znaku]. To bowiem nie sprawi, że ich sytuacja będzie mniej uciążliwa tu, [na ziemi,] czy też w wiecznych księgach. Co jest napisane, to jest napisane. I zostaną zgromadzone dowody jak kamienie na bliskie ukamienowanie. Przeciw Mnie, aby Mi zaszkodzić, lecz daremnie. Przeciw nim, bo ich powali na wieki potępienie Boże, przygotowane niedowierzającym niegodziwcom.

   Oto znak Jonasza, o którym mówiłem. Czy chcecie jeszcze o coś zapytać?» [– pyta na koniec Jezus.]

   «Nie, Nauczycielu. Doniesiemy o tym przewodniczącemu naszej synagogi, który był bardzo bliski prawdy w swym zrozumieniu obiecanego znaku».
   «Maciej jest sprawiedliwy. Prawda ujawnia się sprawiedliwym, jak się ukazuje tym niewinnym, którzy lepiej od wszystkich innych wiedzą, kim jestem. Zanim was pożegnam, pozwólcie Mi usłyszeć, jak uwielbiają miłosierdzie Boże aniołowie na ziemi. Chodźcie tu, dzieci» [– prosi Jezus.]
   Dzieci, które z trudem zachowywały spokój, teraz podbiegają do Niego. [Jezus mówi do nich:]
   «Powiedzcie Mi, dzieci bez podstępu, co dla was jest Moim znakiem?»
   «Że jesteś dobry».
   «Że uzdrowiłeś Swoim Imieniem moją mamę».
   «Że kochasz bardzo wszystkich ludzi».
   «Że jesteś najpiękniejszy z ludzi».
   «Że czynisz dobrym nawet kogoś, kto był zły jak mój ojciec».
   Każda dziecięca buzia ogłasza słodką cechę Jezusa i ujawnia troski, które Jezus przemienił w uśmiechy.
   Jednak najmilszy ze wszystkich jest malec, może czteroletni, który wspina się na kolana Jezusa i obejmuje Go za szyję, mówiąc:
   «Twój znak jest taki, że Ty kochasz wszystkie dzieci i że dzieci bardzo Ciebie kochają. One tak Cię kochają...»
   I otwiera swoje pulchne ramionka i ze śmiechem tuli się do szyi Jezusa. Pociera swym dziecięcym policzkiem policzek Jezusa, który go tuli, pytając: «Ale dlaczego Mnie kochasz? Przecież nigdy przedtem Mnie nie widziałeś?»
   «Bo wydajesz się Aniołem Pana» [– odpowiada chłopiec.]
   «Nigdy go nie widziałeś, Mój mały...» – mówi Jezus z uśmiechem, żeby go wypróbować.
   Dziecko pozostaje przez chwilę bez słowa, ale potem się śmieje, ukazując swe małe ząbki, i mówi:
   «Ale moja dusza już go widziała! Mama mówi, że dusza jest we mnie... ona jest tutaj i Bóg ją widzi... i dusza widziała Boga i aniołów... i ona ich widzi. I moja dusza Ciebie zna, bo Ty jesteś Panem».
   Jezus całuje malca w czoło mówiąc: «Niech przez ten pocałunek wzrasta [mądrość] twego umysłu».
   I stawia go na ziemi. Dziecko biegnie w podskokach ku swemu ojcu i wyciąga rękę, wskazując na swoim czole miejsce pocałowane [przez Jezusa], i woła:
   «Do mamy, do mamy! Niech też pocałuje to samo miejsce, co Pan, a powróci jej głos i już nie będzie płakać».
   Wyjaśniają Jezusowi, że chodzi o niewiastę, która odczuwa ból gardła i pragnie cudu, ale uczniowie jej nie uzdrowili. Nie mogli tej choroby dosięgnąć, bo jest zbyt głęboko.
   «Zostanie uzdrowiona przez najmniejszego ucznia, swego synka. Idź w pokoju, mężu. I miej wiarę jak twój syn» – mówi Jezus, żegnając się z ojcem [chłopca].
   Całuje pozostałe dzieci, które też pragną otrzymać pocałunek w czoło, i żegna mieszkańców. (IV [cz. 1-2], 32: 28 listopada 1945. A, 7123-7138)

46  Aluzja do wskrzeszenia Łazarza. (Przyp. tłum.)


   La terrazza è invasa di gente, e sempre ne entra e si accalca negli spazi liberi.
   Gesù è seduto fra una corona di bambini che lo guardano estatici coi loro occhioni innocenti. Volge le spalle alla tavola e sorride a questi fanciulli che parlano del grave argomento. Sembra che legga sulle faccine innocenti le parole della verità richiesta.
   «Udite. Il segno di Giona che ho promesso ai malvagi e che prometto anche a voi (Vol 4 Cap 269 e Vol 5 Cap 342), non perché siete malvagi, ma anzi perché possiate raggiungere la perfezione del credere quando lo vedrete compito, è questo.
   Come Giona rimase tre giorni nel ventre del mostro marino e poi fu reso alla terra per convertire e salvare Ninive, così ugualmente sarà per il Figlio dell’uomo. Per calmare i marosi di una grande e satanica tempesta, i grandi di Israele crederanno utile sacrificare l’Innocente. Non faranno che aumentare i loro pericoli, perché oltre satana conturbatore avranno Dio punitore dopo il loro delitto. Potrebbero vincere la tempesta di satana credendo in Me. Ma essi non lo fanno perché vedono in Me la ragione dei loro turbamenti, paure, pericoli e smentite alla loro insincera santità. Ma quando sarà l’ora, il mostro insaziabile che è il ventre della Terra, che inghiotte ogni uomo che muore, si riaprirà per restituire la Luce al mondo che l’ha rinnegata.
   Ecco dunque che, come Giona fu segno per i Niniviti della potenza e della misericordia del Signore, così il figlio dell’uomo lo sarà per questa generazione. Con la differenza che Ninive si convertì, mentre Gerusalemme non si convertirà, perché piena della generazione malvagia di cui ho parlato. Perciò la Regina del Mezzogiorno sorgerà nel Giorno del Giudizio contro gli uomini di questa generazione e li condannerà. Perché ella venne, ai suoi giorni, dai confini della Terra per udire la sapienza di Salomone, mentre questa generazione che mi ha fra mezzo ad essa non vuole udirmi e mi perseguita e caccia come un lebbroso e un peccatore, Io che sono assai più di Salomone. Anche i Niniviti sorgeranno nel dì del Giudizio contro la generazione malvagia che non si converte al Signore Iddio suo, essi che si convertirono alla predicazione di un uomo. Io sono da più di un uomo, fosse egli pure un Giona o un qualunque altro Profeta.
   Perciò darò il segno di Giona a chi chiede un segno senza possibili equivoci. Uno e un segno darò a chi non piega la fronte proterva davanti alle prove già date di vite che tornano per mio volere. Darò tutti i segni. E quello di un corpo disfatto che torna vivo e integro, e quello di un Corpo che da Sé si risuscita perché al suo Spirito è dato ogni potere. Ma non saranno grazie codeste. Non saranno alleggerimento della situazione. Né qui, né nei libri eterni. Ciò che è scritto è scritto. E come pietre per una prossima lapidazione, le prove si accumuleranno. Contro di Me per nuocermi senza riuscirvi. Contro di loro per travolgerli in eterno sotto la condanna di Dio agli increduli malvagi.
   Ecco il segno di Giona di cui ho parlato. Avete altro da chiedere?».
   «No, Maestro. Lo riporteremo al nostro sinagogo, che era molto vicino alla verità nel giudicare il segno promesso».
   «Mattia è un giusto. La verità si svela ai giusti come si svela a questi innocenti che meglio di ogni altro sanno chi Io sono. Lasciatemi, prima di congedarvi, che Io senta lodare la misericordia di Dio dagli angeli della Terra. Venite, fanciulli».
   I bambini, che erano stati fermi con pena fino a quel punto, corrono a Lui.
   «Ditemi, creature senza malizia, per voi quale è il mio segno?».
   «Che Tu sei buono».
   «Che fai guarire la mamma col tuo Nome».
   «Che vuoi bene a tutti».
   «Che sei bello non come può esserlo un uomo».
   «Che fai buono anche chi era cattivo come mio padre».
   Ogni bocchina infantile o fanciulla annuncia una dolce proprietà di Gesù e denuncia pene che Gesù ha mutato in sorrisi.
   Ma più caro di tutti è un frugolo di quattro anni, che si arrampica sul grembo di Gesù e gli si stringe al collo dicendo: «Il tuo segno è che vuoi bene a tutti i bambini e che i bambini ti vogliono bene. Un bene grande così…», e spalanca le braccette grassottelle e ride, per poi stringersi di nuovo al collo di Gesù strofinando la guancia infantile alla guancia di Gesù lo bacia chiedendo: «Ma perché mi volete bene se non mi avete mai visto prima d’ora?».
   «Perché sembri l’angelo del Signore».
   «Tu non lo hai visto, piccino…», tenta Gesù sorridendo.
   Il bambino resta un momento interdetto. Ma poi ride scoprendo tutti i dentini e dice: «Ma lo ha ben visto la mia anima! Lo dice la mamma che ce l’ho, ed è qui, e Dio la vede, e l’anima ha visto Dio e gli angeli, e li vede. E la mia anima ti conosce perché sei il Signore».
   Gesù lo bacia sulla fronte dicendo: «Ti si aumenti per questo bacio la luce nell’intelletto», e lo depone a terra, e il bambino corre saltellando dal padre, tenendosi la mano premuta sulla fronte dove è stato baciato e grida: «Dalla mamma, dalla mamma! Che baci qui dove ha baciato il Signore e le torni la voce e non pianga più».
   Spiegano a Gesù che è una sposa malata nella gola, desiderosa di miracolo e non miracolata dai discepoli, che non hanno potuto guarire quel male intoccabile tanto è profondo.
   «La guarirà il più piccolo discepolo, il figlioletto suo. Và in pace, uomo. E abbi fede come tuo figlio», dice congedando il padre del fanciullino.
   Bacia gli altri bimbi, che sono rimasti vogliosi dello stesso bacio sulla fronte, e congeda i cittadini. (5, 344)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)


Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28


Przekład polski 
Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)


Zapis włoski: Maria Valtorta, 
L’Evangelo come mi e' stato rivelato, 
Edizioni Paoline, Pisa 2001


poniedziałek, 22 lutego 2021

Bojaźń Boga

    Bojaźń Boga to szacunek do Niego, przejęcie się Jego Wielkością, zauważenie własnej ograniczoności wobec Jego Bezmiaru, to osłupienie przed Tym, który jest niewyobrażalny, niewymowny i niepojęty.
    W prostym znaczeniu bojaźń Boga to pamiętanie o Bogu i unikanie takich czynności, które są Mu niemiłe – unikanie grzechu, żeby nie być doświadczonym później ciężkimi cierpieniami. Gdy człowiek jest bardziej dojrzały, zaczyna unikać grzechu już nie ze względu na ciężkie następstwa, ale przez to, żeby nie obrażać Miłości, którą jest Bóg. To unikanie grzechu też bywa nazywane bojaźnią Boga. Zważa się tutaj na to, że On jest stale Obecny.
    Bojaźń Boga jest nazywana także początkiem mądrości (Ps 111[110],10; Syr 1,14). To dlatego, że przez zauważenie własnej głupoty i przejęcie się własną nieświadomością wobec Wszechwiedzącego Boga, zaczyna się szukać drogi mądrości.
    Bojaźń Boga nie ma nic wspólnego z poczuciem bycia zastraszonym. Człowiek wobec Boga ma stać wyprostowany, śmiały i pogodny, a bojaźń ma być pełnym godności szacunkiem, powagą wobec Jego Świetlistej Osoby.
    Człowiek też korzy się przed Bogiem, poznając swoją nicość i wspominając na swoje błędy, ale z tego ukorzenia ma powstawać oczyszczony i odnowiony przez dobrotliwość Boga, przed którym się ukorzył. Także to korzenie nie ma nic wspólnego z poczuciem bycia zastraszonym. Ono wynika bardziej z poczucia własnej nicości, słabości, bezradności, i jest proszeniem o wsparcie.

niedziela, 21 lutego 2021

(101) Żywoty Świętych: Franciszek z Paoli

Żywot ś. Franciszka z Paule,
wybrany z listu kanonizacjej jego od Leona Papieża dziesiątego. Żył około roku Pańskiego, 1464.1


   Paula jest miasteczko w królestwie Neapolitańskim, w powiecie Brucyjskim, z którego ten święty Franciszek z uczciwych rodziców Chrześcijańskich, wielka świeca i jasna pochodnia kościoła Bożego, poszedł. Bo jako nigdy żadnego wieku Pan Bóg nie opuści, aby osobnych a znacznych robotników do swej winnicy posyłać nie miał, tak też i w te sto lat wieku naszego pięćsetnego nad tysiącznego, dał wielkimi cudy swemi uczczonego człowieka, który zasługami swemi, i przykłady świętymi kościół Boży ozdobił, i dusz wiele obojej płci Panu Bogu pozyskał. Skoro z młodu znaki przyszłej jego świątobliwości taić się w nim nie mogły. Bo dziecię było dziwnie do modlitwy, i postów skłonne, a już się w miejscach oddzielonych, dla modlitwy kochał.
2Co bacząc w nim rodzicy jego, poślubili go Panu Bogu – i gdy lat miał trzynaście, do klasztoru go ś. Franciszka w mieście ś. Marka oddali, gdzie rok przemieszkawszy, a żadnego ślubu ani professjej nie uczyniwszy – przyzwał do siebie swoich rodziców, i prosił ich, aby mógł kości ś. Franciszka w Asysu, i inne one święte tam miejsca nawiedzić. Rodzicy jego nie tylo mu tego radzi pozwolili – ale i sami z nim na onę drogę poszli. Z której gdy się wracał on młodzieniec, osobną miłością Boską, i nowym duchem jego za przyczyną ś. Franciszka wzbudzony i opatrzony – niewiedząc jeszcze do którego końca Pan Bóg jego sprawy prowadził – został w domu miedzy sąsiady swemi, żyjąc ciasnym i ostrym żywotem – poszcząc ustawicznie i modląc się, a ręczną robotą młode członki swoje trudząc – i chodząc po Kalabriej, nigdy bota ani trzewika żadnego na nogach nie nosił, ale przez kamienie, śniegi, góry, lasy, ciernia, bosych nóg używał, a nigdy nic obrażon na nie nie był.
   A tak rano i tak młodo, ten żywot zacząwszy, póki tu na ziemi mieszkał, aż do zgrzybiałości swej, nic nie spuścił – ale zawżdy jednakim statkiem, ostrość onej pokuty wykonywał.
3A nie będąc nigdy od młodości grzechami wielkimi pomazany – tak się dla miłości Boskiej nam wielkimi grzechami obłożonym, ku pobudce i przykładu nie żałował. Gdzie się kolwiek obrócił on święty młodzieniec, wszędzie o bojaźni Bożej, o pełnieniu wolej jego świętej, o wzgardzie tego odmiennego świata, ludzkie serca, z którymi rozmawiał, pobudzał. 4I miał na to od Pana Boga, który wszytko ku pożytku i potrzebie nam grzesznym w swych świętych czynić raczy, dar osobny – iż w rozmowie był barzo wdzięczny, ludzki, i użyty – tak iż żaden słodkiego jego języka słuchając, i gorące one słowa ku Panu Bogu i rzeczom Boskim, do uszu przyjmując, bez pociechy duchownej nie odchodził.
   5Potym wzbudzony Duchem ś. nie mając na to żadnych pieniędzy ani dostatku, w miasteczku swym Pauli, budować Panu Bogu kościół umyślił – i nic nie mieszkając, sam okresiwszy miejsce, fundamenty kopać swoją ręką począł. Sąsiedzi tego się dowiedziawszy (jakoż już miał niemałą i u postronnych swego żywota tak świętego sławę) wnetże się rzucili, ten cegłę, ten wapno, ten piasek, jako kto mógł, woził. I gdy już nieco fundamentów osadzili – przyszedł do niego jeden zakonnik ś. Franciszka, fukając nań, iż tak mały kościół zakładał – i ukazował mu określenie jako wielki miał być. A święty z Paule rzekł: iż na tak wielkie nakłady nam nie zstanie. On mu odpowiedział: Nie zejdzieć na łasce Bożej, jedno tak uczyń – i wnet one mury, które były już wyszły, rozwaliwszy, zniknął. Dziwował się święty z Paule – lecz gdy nazajutrz jeden zacny człowiek i bogaty z Kusuntu przyszedł, i wielką mu summę złota i śrebra na budowanie podał – 6poznał, iż to ś. Franciszek z Asysu był, który mu kościół więtszy budować kazał – i wnet wedle jego zamierzenia znowu budował. Sam rękoma swymi ile jedno czasu miał od modlitwy wolnego, kamienie, wapno, i inną materią nosił – aż się szczęśliwie wszytko budowanie skończyło.
   Przy tym kościele on P. Bogu w onym zaczętym żywocie służąc, a uprzejmym sercem, do pokuty ludzie przykładem i rozmową przywodząc, co dzień się więcej u ludzi wsławiał – a zwłaszcza gdy go Pan Bóg i cudami wielkimi znacznym chciał mieć. 7Bo wiele czartów z ciał ludzkich wyganiał, i niemocy ludzkich niezliczonych wiele leczył, odchodzące od rozumu naprawował, chromym, głuchym, niemym i ślepym cudownie pomagał, i niektóre, abo umarłe, abo za umarłe już poczytane, ku żywotu przywracał. Sławą takich cudów poruszony Papież Pius wtóry – posłał swego komornika do Arcybiskupa Kusyneńskiego, w którego Diocezjej był – 8aby się o tym pewnej rzeczy dowiedział, a jemu sprawę dał nieomylną. Arcybiskup przydawszy swego sługę, radził onemu komornikowi Papieskiemu, aby sam tam jachał, do tego człowieka, a sam się dowiedział, a Papieża o tym sprawił. Jachał on komornik, i witając świętego z Paule, chciał jego rękę całować – 9a on mu umknął ręki, mówiąc: ja mam twoję całować – boś ty już kapłanem i komornikiem Papieskim trzydzieści i trzy lata – wspomniał sobie iż tak było jako on duchem Prorockim powiedział – i przelększy się, szedł z nim do komórki jego – i tam zamknąwszy się, pytał, jako tak srogi żywot i ciężki, będąc młodym i słabym, wytrwać mógł? A święty przystąpiwszy do ognia, wziął rozpaloną głownią w gołe ręce, i rzekł: którzy służą prawym i doskonałym sercem Panu swemu, nic im nie ciężko, a wszystko im stworzenie powolne jest. A on się cudem onym jeszcze więcej przestraszywszy, nogi jego całować chciał. Lecz święty nie dopuścił – i z wielką uczciwością odchodząc – sprawił Papieża o tym na co i sam patrzył.
   Jakub z Tarsjej zacny człowiek w tymże Kusyneńskim Biskupstwie miał na kolenie nieuleczony wrzód barzo bolący i szkodliwy – kazał się wieść do tego świętego z wielką trudnością. Gdy obaczył onę srogą plagę, na przodku się i samemu ś. Franciszkowi zdało, iż jest rzecz niezleczona – ale przedsię potym pocieszył go, upominając aby wiarę wielką i pewną miał w Panu Bogu, obiecując mu uzdrowienie – 10i posłał po jakiś list brata jednego na ogród, i wziąwszy proch jakiś, upadł przed Krucyfiksem, prosząc za onego chorego – i wstawszy, sam onę ranę prochem posypał, i on list przyłożył, obwinął, i do domu jachać z pewną nadzieją choremu kazał. Skoro wyjachał, rzekł do żony: zda mi się iż się lepiej mam, i zsiadszy z konia, nogą chorą w ziemię bił, i poznał iż był doskonale uzdrowiony. Także i drugi Marcellus de Cardilla, mając ręce i nogi skurczone, i ciało trądem zarażone – niesiony do świętego z Paule, po krótkiej modlitwie, skoro się go rękoma swemi dotknął, uzdrowionym został. 11Niemego rodzicy u kościoła który budował, położyli – rzekł do nich święty z Paule: wołajcie zemną wielkim głosem Jezus trzy kroć, a on z nami też wołać będzie – skoro to uczynili, on też niemy zawołał Jezus, i od tego czasu mówić począł. Ślepej dzieweczce Juliej, córce Antoniego Kalatyna z Paule, ziółko jakieś krzyżem świętym przeżegnawszy, a na jej oczy włożywszy, wzrok przywrócił.
   Antonius niejaki Bernardyn uczony, i dobrego żywota człowiek, jawnie przeciw temu świętemu i na kazaniu mówił – iż będąc prostym a nieumiejętnym laikiem, śmie niewstydliwie z ziółek lada jakich, zdrowie ludziom obiecować. Posłali go starszy do niego, aby sam z nim mówił. 12Gdy do rozmowy tego świętego przyszedł, srodze go fukał i lżył, nieumiejętność mu i niewstyd wymiatając. Co słysząc święty, namniej się nie obruszył – ale do ognia przystąpiwszy, rozżarzoną głownią w ręce gołe wziął i ścisnął, ukazując mu, iż mocą Bożą wszytko się zstać może. A on jako mądry a nieuporny, poznał świętego wiarę i wielką w Bogu prostotę, i sprawy w nim Ducha Bożego – i upadł do nóg jego przepraszając go – i pierwej wstać niechciał, aż jego błogosławieństwo odniósł. Potym jawnie na kazaniu, nie tylo omylenie swe odwołał – ale wielce świątobliwość jego przed wszytkim ludem sławił. W Paternie dwu człowieku robotników mur obalony przytłukł – uciekli się do świętego – on sam tam bieżał – a gdy kazał kamienie odmiatać, żywo są nalezieni.
   Takiemi cudami i innemi rozlicznemi, gdy Pan Bóg jego świątobliwość objaśnił – wiele się ludzi zbierać do niego, i żywot jego naśladować, i w naukę onę życia ubogiego i doskonałości świętej Ewangeliej, polecać mu się poczęli. 13Gdy ich już było niemało, trojakie ustawy i reguły z Ducha Bożego napisał – jedne samej mężczyźnie, drugie samej płci niewieściej, trzecie pospolite mężom i niewiastom służące. I z temi do Papieża Piusa wtórego szedszy, otrzymał potwierdzenie reguły swojej, którą też potym Sykstus, Innocencjus, i Aleksander pochwalił. To mając, klasztorów niemało w rozmaitych stronach obojej płci fundował, i chwalebny im obyczaj służby Bożej, i wzgardy świata tego, i wojny z szatanem, światem i ciałem, skarb im przykładów swoich zostawując, podał.
   14Król Francuski Lodwik jedennasty, słysząc o tym świętym mężu – wielce go widzieć pragnął, i pisał do Papieża Sykstusa czwartego, prosząc aby mu go posłał. Tak uczynił – szedł jako posłuszny syn – i przyjął go Król z wielkim nabożeństwem i czcią – prosząc o jego błogosławieństwo sobie i domowi swemu – i przypatrując się świątobliwości jego, jemu i towarzyszom jego w Turonu dał swój Królewski pałac, i kościół zbudował. Raz jednego umarłego, jako mniemali, łowcy w polu zimie naleźli – i z miłosierdzia ciało jego do pogrzebu nieśli – którego ujźrzawszy święty z Paule, zasmuciwszy się nad nim, rzekł: dla Boga, żyw ten jest człowiek. I obróciwszy się do niego, zawołał: wstań a chodź. 15I wnet się już nad grobem porwał, i pomału k sobie przychodząc posilony pokarmem, do domu poszedł. W tymże miasteczku Pauli, na kościół wapno rzemieślnicy paląc, powiedzą świętemu, iż się nam od ognia piec psuje, a wnet się podobno obali – a on rzekł: idźcie jeść, a ja piec opatrzę – skoro uszli, święty wlazł w piec, w którym był ogień, poprawił, i cało wyszedł. Takiemi dziwnemi cudami wielką a gorącą wiarę jego czcił P. Bóg, na pokazanie świętego żywota jego.
   Był niewypowiedzianej powściągliwości w postach i trudzeniu cielesnym, tak jakoby wszytek nie z ciała, ale z ducha spojony był. 16Widząc iż już jego czas przychodzi, a o swej godzinie wiedząc – gdy już miał dziewięćdziesiąt lat – w wielki czwartek w kościele przy Mszej wielkiej, ciało Pańskie z pokorą i z płaczem wziąwszy, przy wielkim poczcie braciej swej, którzy się byli z rozmaitych Królestw zjachali, wrócił się o swych nogach z kościenkiem do komórki swej. A nazajutrz przyzwał braciej, i do miłości ich spólnej i braterskiego pokoju, słodkimi słowy upominając – dał im swe błogosławieństwo – 17i wszytki Sakramenty przyjąwszy, gdy Passją przed sobą czytać kazał – prawie o tej godzinie, o której Pan nasz na krzyżu skonał, i w ten dzień, jako kościół obchodził, żegnając się często, a Krucyfiks całując, mówił: w ręce twe Panie polecam ducha mego – tak czerstwo, iż żadnej boleści i stękania znać po nim nie było, tłomoki ciała tego złożył. Umarł roku Pańskiego, 1507 – wtórego dnia Kwietnia. Po śmierci nie mniej jako za żywota, dobrodziejstwy rozlicznymi, które w niebie ludziom jedna, uczczony od Pana Boga jest. Leo dziesiąty Papież z wielką inkwizycją, z której ten żywot wybrany jest, miedzy święte Boże ludziom go kościelnym poczytanym być oznajmił – na chwałę nieogarnionego Boga w Trójcy jedynego, którego państwo na wieki wiekom. Amen.

   18Po wszytki wieki wzbudza Pan Bóg w kościele swym wielkie pochodnie, do pokuty z grzechów, i żywota Chrześcijańskiego ludziom ukazujące, i mocne słupy i podporce nauki Katolickiej – która się i cudy ich Apostolskimi, jeśliby i tego było potrzeba, potwierdza. Już się był Marcin Luter przeklęty, głowa dzisiejszych kacerstw, urodził – gdy ten wielki człowiek, tak jako kościół święty Rzymski podaje, ucząc, i w posłuszeństwie kościelnym pokornie żyjąc, takie cuda czynił, które się innym wielkim świętym równają. W dziesięć lat po śmierci jego, Luter fałszywą swoję naukę przyniósł – która iż była nowa, a od kościoła starożytnego od Apostołów po liniej idącego, różna, cudy ją było wżdy jakiemi potwierdzić potrzeba.19 Ukaż głupi i ślepy narodzie za Lutrem idący, cuda proroka twego? Nie ukażesz żadnego. Raz mu opętaną niewiastę przywiedziono – prosząc aby z niej czarta wygnał – długo się wymawiał – bo wiedział iż czart czarta nie wygania aż gdy przyjaciele nalegali mówiąc: iż to ku potwierdzeniu jego nauki służyć ma – zniewolony, w kaplicy jednej eksorcyzmy nad nią począł czynić. Lecz czart rzucił się do drzwi, i ludzie wypędziwszy a zamknąwszy kaplicę, tak Lutra przestraszył – iż wołając na ludzie, aby drzwi i kraty wyłamali, ledwie po odłamaniu zamku, z onego postrachu wyszedł. A nie tylo jego żywota ścisłego, doskonałego, a na wzór Chrystusów, ubogiego, czystego, i posłusznego, ukazać – ale i pospolitego poczciwego, nie mogą. Bo jako cnemu, nie tylo Chrześcijaninowi, ale i poganinowi w rozumie przyrodzonym nie przystało, wiarę Bogu i ludziom poprzysiężoną złamał – mniszkę Bogu w czystości poświęconą, nad prawo Boskie i świeckie, za nałożnicę jawnie wziął – w rozkoszy cielesnej i brzuchowym kochaniu żywot strawił – diabła Mszą mu ganiącego (jako sam zeznawa jaśnie) posłuchał – i podpojony dobrze, legszy tej nocy nagle duszę stracił. Takie mają cuda swego ojca mizerni ludzie, które już nie nauka zwodzi – ale grzechy ślepią – a złości jako jaki kamień z góry do upadku je spychają – tak iż im i cuda Katolickie pomocy żadnej dać nie mogą – jako oni Farużowie, potwarzają je i czartu przyczytają, i grzech ciężki przeciw Duchowi świętemu pełnią. Boże Boże bądź im miłościw, bądź im miłościw.


1  IV. April. Kwietnia. Mart. R. 2. Aprilis.
Z klasztoru przed professją poszedł na pielgrzymowanie.
Młodzi a niewinni nas w grzechach dostałe do pokuty przykładem swym budzą.
Upominanie jego do ludu.
Kościół budować swą ręką począł.
Ś. Franciszek z Asysu ukazał mu się.
Cuda jego.
Papież o jego cudach dowiadować się kazał.
Duch Prorocki i cudo.
10  Wrzód niezleczony zleczył listkiem.
11  Wołaniem imię Jezus, niemego uzdrowił.
12  Fukanie jako wytrwał, a niewinność swoję ukazał.
13  Bracią zebrał i regułę trojaką napisał.
14  Król Francuski poń posłał.
15  Umarłego wskrzesił.
16  Śmierć jego jaka.
17  Passja czytana przy śmierci.
18  Obrok duchowny.
19  Staphilus lib. Apol. 2.


Źródło:
Ks. Piotr Skarga,
Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski


+