poniedziałek, 20 listopada 2017

sobota, 18 listopada 2017

Puszczenie Słowa

Tak jak nasienie
nie wyda na świat życia,
jeśli nie będzie puszczone
i nie dostanie się do łona kobiety,
tak też i Słowo
nie zrodzi zbawienia,
jeśli nie będzie puszczone
i nie dostanie się do serca człowieka.

Puszczaj Słowo,
tak jak je otrzymałeś.

piątek, 17 listopada 2017

czwartek, 16 listopada 2017

Rozumne zabicie wiary

Zepsuli wiarę
nie jestem już człowiekiem
a podmiotem działającym
podmiotem wierzącym
racjonalizmem
czymś abstrakcyjnym
i niepojętym dla żywych

środa, 15 listopada 2017

(78) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Uzdrowienie sługi setnika

   5 Gdy [Jezus] wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, 6 mówiąc: «Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi». 7 Rzekł mu Jezus: «Przyjdę i uzdrowię go». 8 Lecz setnik odpowiedział: «Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. 9 Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: Idź! – a idzie; drugiemu: Przyjdź! – a przychodzi; a słudze: Zrób to! – a robi». 10 Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: «Zaprawdę, powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. 11 Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze wschodu i z zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim. 12 A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz w ciemność; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów». 13 Do setnika zaś Jezus rzekł: «Idź, niech ci się stanie, jak uwierzyłeś. I o tej godzinie jego sługa odzyskał zdrowie». (Mt 8,5-13)

   1 Gdy Jezus dokończył wszystkich tych mów do słuchającego [Go] ludu, wszedł do Kafarnaum. 2 Sługa pewnego setnika, szczególnie przez niego ceniony, chorował i bliski był śmierci. 3 Skoro setnik posłyszał o Jezusie, wysłał do Niego starszyznę żydowską z prośbą, żeby przyszedł i uzdrowił mu sługę. 4 Ci zjawili się u Jezusa i prosili Go usilnie: «Godzien jest, żebyś mu to wyświadczył – mówili – 5 miłuje bowiem nasz naród i sam zbudował nam synagogę». 6 Jezus przeto zdążał z nimi. A gdy był już niedaleko domu, setnik wysłał do Niego przyjaciół ze słowami: «Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. 7 I dlatego ja sam nie uważałem się za godnego przyjść do Ciebie. Lecz powiedz słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. 8 Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: Idź! – a idzie; drugiemu: Przyjdź! – a przychodzi; a mojemu słudze: Zrób to! – a robi». 9 Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się nad nim, i zwróciwszy się do tłumu, który szedł za Nim, rzekł: «Powiadam wam: Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu». 10 A gdy wysłańcy wrócili do domu, zastali sługę zdrowego. (Łk 7,1-10)

   5 Εἰσελθόντος δὲ αὐτοῦ εἰς Καφαρναοὺμ προσῆλθεν αὐτῷ ἑκατόνταρχος παρακαλῶν αὐτὸν 6 καὶ λέγων· κύριε, ὁ παῖς μου βέβληται ἐν τῇ οἰκίᾳ παραλυτικός, δεινῶς βασανιζόμενος. 7 καὶ λέγει αὐτῷ· ἐγὼ ἐλθὼν θεραπεύσω αὐτόν. 8 καὶ ἀποκριθεὶς ὁ ἑκατόνταρχος ἔφη· κύριε, οὐκ εἰμὶ ἱκανὸς ἵνα μου ὑπὸ τὴν στέγην εἰσέλθῃς, ἀλλὰ μόνον εἰπὲ λόγῳ, καὶ ἰαθήσεται ὁ παῖς μου. 9 καὶ γὰρ ἐγὼ ἄνθρωπός εἰμι ὑπὸ ἐξουσίαν, ἔχων ὑπ’ ἐμαυτὸν στρατιώτας, καὶ λέγω τούτῳ· πορεύθητι, καὶ πορεύεται, καὶ ἄλλῳ· ἔρχου, καὶ ἔρχεται, καὶ τῷ δούλῳ μου· ποίησον τοῦτο, καὶ ποιεῖ. 10 ἀκούσας δὲ ὁ Ἰησοῦς ἐθαύμασεν καὶ εἶπεν τοῖς ἀκολουθοῦσιν· ἀμὴν λέγω ὑμῖν, παρ’ οὐδενὶ τοσαύτην πίστιν ἐν τῷ Ἰσραὴλ εὗρον. 11 Λέγω δὲ ὑμῖν ὅτι πολλοὶ ἀπὸ ἀνατολῶν καὶ δυσμῶν ἥξουσιν καὶ ἀνακλιθήσονται μετὰ Ἀβραὰμ καὶ Ἰσαὰκ καὶ Ἰακὼβ ἐν τῇ βασιλείᾳ τῶν οὐρανῶν, 12 οἱ δὲ υἱοὶ τῆς βασιλείας ἐκβληθήσονται εἰς τὸ σκότος τὸ ἐξώτερον· ἐκεῖ ἔσται ὁ κλαυθμὸς καὶ ὁ βρυγμὸς τῶν ὀδόντων. 13 καὶ εἶπεν ὁ Ἰησοῦς τῷ ἑκατοντάρχῃ· ὕπαγε, ὡς ἐπίστευσας γενηθήτω σοι. καὶ ἰάθη ὁ παῖς [αὐτοῦ] ἐν τῇ ὥρᾳ ἐκείνῃ. (Mt 8,5-13)

   1 Ἐπειδὴ ἐπλήρωσεν πάντα τὰ ῥήματα αὐτοῦ εἰς τὰς ἀκοὰς τοῦ λαοῦ, εἰσῆλθεν εἰς Καφαρναούμ. 2 Ἑκατοντάρχου δέ τινος δοῦλος κακῶς ἔχων ἤμελλεν τελευτᾶν, ὃς ἦν αὐτῷ ἔντιμος. 3 ἀκούσας δὲ περὶ τοῦ Ἰησοῦ ἀπέστειλεν πρὸς αὐτὸν πρεσβυτέρους τῶν Ἰουδαίων ἐρωτῶν αὐτὸν ὅπως ἐλθὼν διασώσῃ τὸν δοῦλον αὐτοῦ. 4 οἱ δὲ παραγενόμενοι πρὸς τὸν Ἰησοῦν παρεκάλουν αὐτὸν σπουδαίως λέγοντες ὅτι ἄξιός ἐστιν ᾧ παρέξῃ τοῦτο· 5 ἀγαπᾷ γὰρ τὸ ἔθνος ἡμῶν καὶ τὴν συναγωγὴν αὐτὸς ᾠκοδόμησεν ἡμῖν. 6 ὁ δὲ Ἰησοῦς ἐπορεύετο σὺν αὐτοῖς. ἤδη δὲ αὐτοῦ οὐ μακρὰν ἀπέχοντος ἀπὸ τῆς οἰκίας ἔπεμψεν φίλους ὁ ἑκατοντάρχης λέγων αὐτῷ· κύριε, μὴ σκύλλου, οὐ γὰρ ἱκανός εἰμι ἵνα ὑπὸ τὴν στέγην μου εἰσέλθῃς· 7 διὸ οὐδὲ ἐμαυτὸν ἠξίωσα πρὸς σὲ ἐλθεῖν· ἀλλ’ εἰπὲ λόγῳ, καὶ ἰαθήτω ὁ παῖς μου. 8 καὶ γὰρ ἐγὼ ἄνθρωπός εἰμι ὑπὸ ἐξουσίαν τασσόμενος ἔχων ὑπ’ ἐμαυτὸν στρατιώτας, καὶ λέγω τούτῳ· πορεύθητι, καὶ πορεύεται, καὶ ἄλλῳ· ἔρχου, καὶ ἔρχεται, καὶ τῷ δούλῳ μου· ποίησον τοῦτο, καὶ ποιεῖ. 9 ἀκούσας δὲ ταῦτα ὁ Ἰησοῦς ἐθαύμασεν αὐτὸν καὶ στραφεὶς τῷ ἀκολουθοῦντι αὐτῷ ὄχλῳ εἶπεν· λέγω ὑμῖν, οὐδὲ ἐν τῷ Ἰσραὴλ τοσαύτην πίστιν εὗρον. 10 Καὶ ὑποστρέψαντες εἰς τὸν οἶκον οἱ πεμφθέντες εὗρον τὸν δοῦλον ὑγιαίνοντα. (Łk 7,1-10)

   Idąc od wsi, Jezus wchodzi do Kafarnaum. Z Nim jest dwunastu czy raczej jedenastu apostołów, bo nie ma Jana. Następują zwyczajowe pozdrowienia ludzi o bardzo zróżnicowanym wyrazie: od bardzo prostych, dziecięcych, do bardzo nieśmiałych, niewieścich, po ekstatyczne pozdrowienia cudownie uzdrowionych oraz ciekawskich lub ironicznych. Ich rodzaje są różne.
   Jezus odpowiada na wszystkie, zgodnie ze sposobem, w jaki jest pozdrawiany: głaska dzieci, błogosławi niewiasty, uśmiecha się do uzdrowionych, okazuje głęboki szacunek każdemu. Jednak tym razem do zwykłych pozdrowień dołącza się pozdrowienie miejscowego, jak sądzę, centuriona. Pozdrawia Go swoim:
   «Witaj, Nauczycielu!»
   Jezus odpowiada słowami:
   «Niech Bóg przyjdzie do ciebie».
   Tłum zbliża się, ciekawy, jaki przebieg będzie miało spotkanie. Rzymianin mówi:
   «Już od wielu dni czekam na Ciebie. Nie rozpoznajesz mnie, a ja byłem pomiędzy słuchającymi Cię na górze. Byłem ubrany po cywilnemu. Nie pytasz, po co przyszedłem?»
   «Nie. Czego chcesz ode Mnie?»
   «Mamy rozkaz pilnować tych, którzy gromadzą ludzi. Zbyt wiele razy Rzym pożałował, że zezwalał na spotkania szlachetne z pozoru. Patrząc jednak na Ciebie i słuchając Cię myślałem o Tobie jako o... jako o... Mam chorego sługę, Panie. Leży w moim domu na łożu, sparaliżowany z powodu choroby kości i straszliwie cierpi. Nasi lekarze nie potrafią go uzdrowić. Zaprosiłem waszych, żeby przyszli, bo są to choroby, pochodzące od zepsutego powietrza tych okolic, i oni potrafią je leczyć ziołami z rozpalonych brzegów, gdzie stoją wody, zanim pochłonie je piasek morski. Odmówili przyjścia. Sprawia mi to wielki ból, bo to wierny sługa».
   «Przyjdę i uzdrowię go».
   «Nie, Panie. Nie proszę Cię o tak wiele. Jestem poganinem, dla was – brudem. Jeśli hebrajscy lekarze obawiają się zanieczyszczenia wejściem do mojego domu, to o ileż bardziej zanieczyściłbyś się Ty, który jesteś boski. Nie jestem godzien, byś wszedł pod mój dach. Lecz jeśli powiesz jedno słowo z tego miejsca, mój sługa wyzdrowieje, bo Ty kierujesz wszystkim, co istnieje. Ja jestem człowiekiem mającym nad sobą wielu zwierzchników. Z nich pierwszym jest Cezar. Dla nich muszę robić, myśleć, działać, jak mi przykazano. Ja sam mogę z kolei wydawać rozkazy żołnierzom, których mam pod sobą. Jeśli mówię jednemu: „Idź”, drugiemu: „Przyjdź”, a słudze: „Zrób to”, pierwszy idzie tam, dokąd go posyłam, drugi przychodzi, bo go wzywam, trzeci robi to, co każę. Tobie, który jesteś Tym, który jest, choroba będzie natychmiast posłuszna i odejdzie».
   «Choroba to nie człowiek...» – zauważa Jezus.
   «Ty także nie jesteś człowiekiem, lecz Człowiekiem. Ty możesz więc rozkazywać nawet cząsteczkom i gorączkom, bo wszystko jest poddane Twojej władzy».
   Możni z Kafarnaum odciągają Jezusa na bok i mówią Mu:
   «To Rzymianin, lecz wysłuchaj go, bo to dobry człowiek. Szanuje nas i oddaje przysługi. Pomyśl, że to właśnie on pozwolił nam zbudować synagogę i utrzymuje żołnierzy w karności, aby nie wyśmiewali nas w szabat. Udziel mu tej łaski z miłości do tego miasta, żeby się nie zasmucił i nie rozgniewał i żeby jego życzliwość nie zamieniła się w nienawiść do nas».
   Po wysłuchaniu jednego, potem drugiego, Jezus odwraca się z uśmiechem do centuriona:
   «Idź przodem. Pójdę z tobą».
   Jednak centurion znowu mówi:
   «Nie, Panie. Powiedziałem Ci: to byłby dla mnie wielki zaszczyt, gdybyś wszedł pod mój dach, lecz nie zasługuję na tak wiele. Powiedz tylko jedno słowo, a mój sługa wyzdrowieje».
   «Niech więc tak będzie. Idź z wiarą. W tej chwili gorączka go opuszcza i życie powraca do jego członków. Postępuj tak, by i do twojej duszy wstąpiło Życie. Idź».
   Centurion żegna Go po wojskowemu, skłania się i odchodzi.
   Jezus patrzy, jak żołnierz odchodzi, a potem zwraca się do obecnych i mówi:
   «Zaprawdę, mówię wam, nie znalazłem tak wielkiej wiary w Izraelu. O, to prawda! „Lud kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką. Nad mieszkańcami mrocznej krainy śmierci, wzeszło Światło”. I jeszcze: „Mesjasz po wzniesieniu Swego sztandaru nad narodami zjednoczy je”. O! Moje Królestwo! Naprawdę ku tobie napłynie nieskończona liczba! Liczniejsi będą niż wszystkie wielbłądy i dromadery Madianu i Efy i niż tragarze złota i kadzidła Saby; bardziej liczni niż wszystkie stada Kedaru i barany Nebajotu będą ci, którzy przyjdą do ciebie. I serce Moje rozpłynie się z radości na widok przychodzących do Mnie ludów morza i potęgi narodów. Wyspy czekają na Mnie, by Mnie adorować, i synowie cudzoziemców wzniosą mury Mojego Kościoła, którego bramy będą zawsze otwarte, by przyjmować królów i moc narodów i aby je we Mnie uświęcić. To, co widział Izajasz,67 wypełni się! Mówię wam, że liczni przyjdą ze Wschodu i z Zachodu i zasiądą razem z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w Królestwie Niebieskim, podczas gdy synowie Królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz, w ciemności, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów».
   «Prorokujesz więc, że poganie będą równi synom Abrahama?»
   «Nie równi, lecz – wyżsi. Niech wam nie będzie przykro z tego powodu, bo to wasza wina. Nie Ja, lecz Prorocy to mówią, a znaki już to potwierdzają. Teraz niech kilku z was idzie do domu centuriona, aby stwierdzić, czy jego sługa jest uzdrowiony, jak wiara Rzymianina na to zasługiwała. Idźcie. Być może w domu są chorzy, którzy czekają na Moje przybycie».
   Jezus z apostołami i kilku innymi [osobami] idzie w kierunku domu, w którym zwykle przebywa, kiedy jest w Kafarnaum. Wielu ciekawych spieszy hałaśliwie do domu centuriona. (III (cz. 1-2), 37: 2 czerwca 1945. A, 5231-5234)

67  Por. Iz 60. (Przyp. wyd.)

   Venendo dalla campagna Gesù entra in Cafarnao. Sono con Lui solo i dodici, anzi gli undici apostoli, perché non c'è Giovanni. I soliti saluti della gente su una gamma molto varia di espressioni, da quelli che sono tutta semplicità dei bambini, a quelli un poco timidi delle donne, a quelli estatici dei miracolati, fino a quelli curiosi o ironici. Ce ne sono per tutti i gusti. E Gesù risponde a tutti, a seconda di come è salutato: con carezze ai piccoli, benedizioni alle donne, sorrisi ai miracolati, e rispetto profondo per gli altri. Ma questa volta alla serie si unisce il saluto del centurione del luogo, credo. Lo saluta col suo: «Salve, Maestro!» al quale Gesù risponde col suo: «Dio venga a te».
   Il romano prosegue, mentre la folla si accosta curiosa di vedere come va l'incontro:
   «Sono più giorni che ti aspetto. Tu non mi riconosci fra gli ascoltatori del Monte. Ero vestito da cittadino. Non mi chiedi perché ero venuto?».
   «Non te lo chiedo. Che vuoi da Me?».
   «L'ordine è di seguire coloro che tendono assembramenti, perché troppe volte Roma dovette pentirsi di avere concesso riunioni di apparenza onesta. Ma, vedendo e udendo, ho pensato a Te come a... come a... Ho un servo malato, Signore. Egli giace nella mia casa, nel suo letto, paralizzato da un male nelle ossa, e soffre terribilmente. I nostri medici non lo guariscono. I vostri, che ho invitato a venire perché sono mali che vengono dalle arie corrotte di queste regioni, e voi li sapete curare con le erbe del suolo febbricoso della sponda dove stagnano le acque prima di esser bevute dalle arene del mare, si sono rifiutati di venire. Ne ho dolore perché è un servo fedele».
   «Io verrò e te lo guarirò».
   «No, Signore. Non chiedo che Tu faccia tanto. Sono pagano, sudiciume per voi. Se i medici ebrei temono contaminarsi col porre piede nella mia casa, con più ragione essa è contaminazione a Te che sei divino. Io non sono degno che Tu entri sotto il mio tetto. Ma se Tu dici da qui una sola parola il mio servo guarirà, perché Tu comandi a tutto quanto è. Ora se io che sono un uomo sottoposto a tante autorità, la prima delle quali è Cesare, per cui devo fare, pensare, agire come mi è comandato, posso a mia volta comandare ai soldati che ho sotto il mio comando, e se dico ad uno: "Va'", all'altro: "Vieni", e al servo: "Fa' questo", uno va dove lo mando, l'altro viene perché lo chiamo, il terzo fa quello che dico, Tu, che sei Chi sei, sarai tosto ubbidito dalla malattia ed essa se ne andrà».
   «Non è un uomo la malattia...» obbietta Gesù.
   «Neppur Tu sei un uomo, ma sei l'Uomo. Puoi dunque comandare anche agli elementi e alle febbri perchétutto è soggetto al tuo potere».
   Dei maggiorenti di Cafarnao prendono in disparte Gesù e gli dicono: «Egli è romano, ma Tu ascoltalo perché è uomo dabbene che ci rispetta e ci aiuta. Pensa che ha fatto fabbricare proprio lui la nostra sinagoga e tiene in rispetto i suoi soldati perché non ci sbeffeggino nei sabati. Fàgli dunque grazia per amore della tua città, acciò egli non resti deluso ed irritato ed il suo amore non si volga in odio per noi».
   E Gesù, ascoltati questi e quello, si volge sorridendo al centùrione dicendo: «Va' avanti che vengo».
   Ma il centurione torna a dire: «No, Signore, io l'ho detto: molto onore sarebbe se Tu entrassi sotto il mio tetto, ma non merito tanto; di' solo una parola e il mio servo sarà guarito».
   «E sia. Va' con fede. In questo istante la febbre lo lascia e la vita torna alle membra. Fa' che alla tua anima pure venga la Vita. Va'».
   Il centurione saluta militarmente, e poi si inchina e se ne va. Gesù lo guarda andare e poi si rivolge ai presenti e dice: «In verità vi dico che non ho trovato tanta fede in Israele. Oh! è pur vero! "Il popolo che camminava nelle tenebre vide una gran luce. Sopra coloro che abitavano nell'oscura regione di morte la Luce è spuntata", e ancora: "Il Messia, alzata la sua bandiera sulle nazioni, le riunirà". Oh! Regno mio! Veramente a te affluiranno in numero sterminato! Più che tutti i cammelli e i dromedari di Madian e di Efa, e i portatori d'oro e incenso di Saba, più che tutti i greggi di Cedar e gli arieti di Nabaiot saranno numerosi coloro che verranno a te, ed il mio cuore si dilaterà di gioia vedendo venire a Me i popoli del mare e le potenze delle nazioni. Me aspettano le isole per adorarmi, e i figli degli stranieri edificheranno le mura della mia Chiesa della quale sempre staranno aperte le porte ad accogliere i re e la forza delle nazioni ed a santificarli in Me. Questo che Isaia ha visto, ecco si compirà! Io vi dico che molti verranno da oriente e occidente e sederanno con Abramo, Isacco e Giacobbe nel Regno dei Cieli, mentre i figli del Regno saranno gettati nelle tenebre esteriori, dove sarà pianto e stridor di denti».
   «Tu dunque profetizzi che i gentili saranno pari ai figli d'Abramo?».
   «Non pari: superiori. Non vi rincresca che perché ciò è vostra colpa. Non Io, ma i Profeti lo dicono, ed i segni già lo confermano. Ora alcuno di voi vada verso la casa del centurione per constatare che il suo servo è guarito come la fede del romano lo meritava. Venite. Forse nella casa vi sono malati che attendono la mia venuta».
   E Gesù, con gli apostoli e qualche altro, perche i piu si precipitano curiosi e schiamazzanti verso la casa del centurione, si dirige alla solita casa dove sosta nei giorni che è a Cafarnao. (3, 177)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

wtorek, 14 listopada 2017

(29) Żywoty Świętych: Polikarp ze Smyrny

Męczeństwo i żywot Ś. Polikarpa
Biskupa Smirneńskiego,
pisany od Euzebiusza w Kościelnej historiej lib. 4. cap. 14. 15. Wspomina go Ireneus lib. 2. cap. 3.
 Cierpiał około roku Pańskiego, 160. Umęczony roku 169.1

   Polikarpus, jako pisze Ireneus,2 nie tylo był uczeń Apostołów świętych, ale też i posłaniec ich do Azjej, aby tam Smirneńskim Biskupem był – którego w młodości swej widziałem, prawi, oczyma swemi, bo był długowieczny a stary – tego nauczając, co sam miał od Apostołów, toż też Kościołowi zostawując – co sama prawda jest. 3To świadczą wszystkie kościoły w Azjej, i Biskupowie, którzy szli następując po Polikarpie, który pewniejszy był bez pochyby i stateczniejszy świadek prawdy, niżli Walentyn abo Marcjon, i inny rodzaj tych, którzy tak wiele i tak jadowitych sekt przynieśli.
   Ten za czasu Aniceta Rzymskiego Kościoła Biskupa, do Rzymu przyszedszy – wiele ludzi od błędów kacerskich, o których mówim, odwiódł, i do Kościoła świętego i prawej wiary przywiódł – i jawnie nauczał, iż tę samę prawdę od Apostołów wziął, którą Kościół podaje. Są ci którzy od niego słyszeli – 4iż Jan ś. uczeń Pański, gdy w Efezie do łaźniej przyszedł, a Cherynta heretyka w niej ujźrzał – wnetże nazad wyszedł, i tych którzy z nim byli upominał: uciekajcie, mówi, a prędko, aby się ta łaźnia w której jest Cherynt nieprzyjaciel prawdy Bożej, wnetże nie zapadła. Tenże Polikarpus gdy się z nim Marcjon spotkał, i rzekł mu: poznaj mię proszę cię. A on odpowiedział: Znam cię iżeś pierworodny syn diabelski. 5Bo tak się Apostołowie i uczniowie ich heretyków strzegli, iż i gadać z takiemi niechcieli, którzy prawdę swemi zdradliwemi wymysły fałszowali. Jako i ś. Paweł upomina:6 Heretyckiego człowieka, chroń się potym, gdy go raz abo dwa przestrzeżesz, wiedząc iż przewrócony jest – i będąc swym sumnieniem potępiony, grzeszy. Jest i tego Polikarpa list do Filippensów pilnie napisany – z którego wiary, jego wyrażony obraz i przepowiadanie nauki, ci którzy chcą, a na swoje zbawienie baczność mają, obaczyć jawnie mogą. Póty są słowa Ireneuszowe.
   Mówi zaś Euzebius: Gdy Antonius Pius dwudziesty i wtóry rok państwa swego przeżył – syn jego M. Aurelius verusktórego też Antonim zwano, z bratem Lucjusem na państwo nastąpili. Tego czasu Polikarpus, gdy w Azjej wielkie prześladowania nawałności nastały, męczeństwem wiek swój skończył – o którego zeszciu, pismo jest aż do tego naszego czasu zachowane, Kościoła Smirneńskiego, którego był Biskupem Polikarpus, tymi słowy.
   Kościół Boży który jest w Smirnie, Kościołowi który jest w Filomeliej, i wszytkim świętym, i Katolickim kościołom, po wszytkim świecie miłosierdzie, pokój, i miłość Boga Ojca i Pana naszego Jezu Chrysta. Pisalichmy wam o męczennikach innych, i o ś. Polikarpie, który ogień prześladowania kościelnego, krwią swoją, przez męczeństwo wylaną, ugasił – wiele świętych męczenników niezwyciężone, żadnym morderstwem, serce pokazali. 7Drudzy tak długo bici byli, iż żyły i stawy wszytkie potargane w nich były – i wnętrzne członki daleko w ciele pokryte na oczy się wszytkim ukazowały. Drudzy na ostrych skorupach, i kamyczkach morskich dręczeni byli – i cokolwiek sposobów do męczenia wymyślone być mogły, te cierpieli. Drudzy okrutnym źwierzom i bestiom pomiatani byli. Gdy na jakie męstwo ich poganie patrzyli, niezmiernym podziwieniem zdumiewali się.
   8A miedzy inemi młodzieniec jeden Germanikus, prawie wielkością serca swego, i niezwyciężoną na śmierć, która jest z przyrodzenia straszliwa, statecznością, za pomocą Bożą pierwszym był. Namawiał go długo urząd aby pomniał na młode lata swoje, a na tak szkaradnej śmierci ich nie tracił. Lecz on skoro na się wywarte bestie ujźrzał, sam się na nie rzucił, i pobudkę im do swego męczeństwa i korony dawał. 9Ale niejaki z Frygiej Kwintus, gdy ujźrzał okrutny źwierz i ono straszliwe męczenie, serce stracił – i przelększy się, zbawienia swego odstąpił. Po czym się pokazało, iż niemądrą radą, i nie z prawego serca, ale upornie z nagłym wiatrem popędzony, na męczeństwo do sądu sam przyszedł. I dał jasny przykład, aby drudzy nieopatrznie w tę się rzecz tak wielką nie wdawali.
   Polikarpus gdy o tych męczeństwach słyszał, a dowiedział się, iż lud pospolity pogański, jawnie przy inych męczeństwach wołał na sędziego: szukaj Polikarpa a wygładzaj niezbożne – aczkolwiek miał wolą w mieście zostać, wszakże gdy go Chrześcianie prosili, aby uchodził, do wsi jednej uciekł, i tam kilka dni będąc, na modlitwie, pilnie o pokój Kościołowi (bo ten miał zwyczaj) P. Boga prosił. 10A trzeciego dnia przed pojmaniem swoim, miał takie przez sen widzenie. Zdało mu się iż wezgłówko pod jego głową znagła zapalone gorzało, i zaraz ocknąwszy się, do przytomnych rzecze: w ogniu za P. Jezusa Chrystusa spalon być mam, to mi takie widzenie ukazuje. I potym rychło oni którzy go z pilnością od urzędu szukali, do tej wsi, gdzie on był, przyszli – i pojmawszy dwoje chłopiąt, biczmi je przymusili, aby im Polikarpa ukazali. I ukazali go w jednej komorze na górze – 11z którego miejsca mogąc wnetże uciec, niechciał, mowiąc: niech się zstanie wola Boża. Gdy usłyszał iż poń słudzy idą, szczedł przeciw im po wschodziech, i mile je a wesoło przywitał. A słudzy którzy go przedtym nie widzieli, patrząc na siwiznę i zgrzybiałą starość jego, i na onę pokorną a cichą twarz jego, dziwując się, sami do siebie mówili: Trzebali było takiej skwapliwości w szukaniu starca tego? I kazał Polikarp stół dla nich nagotować – i prosił ich aby ochotnie jedli, a jemu jednej godziny na modlitwę użyczyli. Na co gdy mu zezwolili, gorąco się P. Bogu modlił, dziękując za wszytko co się około niego działo od młodości, za małe rzeczy i wielkie, sławne i niesławne – a Kościół Boży po wszystkim świecie rozszerzony pilnie Panu Bogu zalecał.
   Gdy już był czas do drogi, włożyli Polikarpa na osła i nieśli do miasta w dzień Sobotny Wielkonocny. Zajachali mu drogę dwa zacni Senatorowie Herodes i Nicetas, i wziąwszy go na wóz miedzy się, radzili mu tylo słowne wiary ś. odstąpienie. Azaż to wielka rzecz, mówili, wyrzec: Panie Cesarzu, i ofiarować, i tak śmierci uść. Na te słowa ś. Polikarpus milczał, aż kiedy nalegali, tedy rzekł: Nigdy tego co mi radzicie nie uczynię. 12A oni zwątpiwszy o nim, złe mu słowa zadając, z wozu go prędko zrzucili, tak iż sobie nogę obraził. Na onę ranę nic niedbał. Gdy był przywiedziony na sąd, lud krzyknął, radość dając znać, iż Polikarp pojman. A on inszy głos Pana naszego z nieba usłyszał w te słowa: Mężnym bądź Polikarpie, a wielkim sercem konaj. Ten głos i ini z naszych słyszeli. Tedy go spyta sędzia: Tyś jest Polikarpus? I gdy się wyznał – rzecze: użal się starości twej, a upamiętaj się a mów: zagub niezbożne. Tedy Polikarpus poważną twarzą, oczy w niebo podniózszy, a ręce na lud ściągnąwszy, rzekł: Zagub niezbożne. Rzecze mu sędzia dalej: przysięż, a przy się Chrystusa i łaj Jemu, a ja ciebie wypuszczę. 13Rzecze Polikarpus: Już Mu służę ośmdziesiąt lat i sześć, a nic mi złego nie uczynił – jakoż ja Króla mego który mię do tego czasu zachował bluźnić mam słowy niepoczciwemi? Daj mi z tym pokój – ja Chrześcianin jestem. Rzecze sędzia: Wypuszczę na cię okrutne bestie. Odpowie święty: Wypuść, ja swego nie odstąpię lepszego za gorsze. Rzecze sędzia: Dam cię spalić. Odpowie święty: Tym mi ogniem grozisz który gaśnie – a o onym niewiesz, w którym niezbożni i niewierni na wieki gorzeć będą. Nie mieszkaj – czyń co chcesz. Tedy zawołać woźnemu sędzia kazał: Polikarpus Chrześcianinem się być zna. Co słysząc Pogaństwo i Żydowie z nimi zawołają: Ten jest wszytkiej Azjej doktor, ociec Chrześciański, burzyciel bogów naszych – wołali aby żywego w ogień wrzucił.
   Gdy był nagotowany ogień – Polikarpus rozpasować się i suknią z siebie, nakoniec i trzewiki zdejmować począł. A katowie żelaza i gwoździe, któremi go przykować chcieli aby się na ogniu nie ruszył, gotowali. A święty zawoła na nich: Przykowywać mię nie trzeba – ten który mi cierpliwości w ogniowym płomieniu użyczy – ten mi też to da, iż się w nim na żadną stronę nie ruszę. Tedy go gwoźdźmi nie przybijali, ale tylo związali. I włożyli siwego starca, jako barana przewyborniejszego miedzy wszytką trzodą, związanego ku ofierze na drwa one, aby z niego wdzięczne Bogu ubłaganie było. 14I modlił się Polikarp, mówiąc: Dziękuję Panie, iżeś mię miedzy Twoje męczenniki i świadki poczytać raczył – iż piję kusz męki Chrystusa Twego, i boleścim Jego uczestnikiem, abym też i zmartwychwstania i żywota wiecznego był. Przyjmisz i tę ofiarę moję, za tłustą i wieczną oczom Twoim – jakoś Ty sam przejźrzał i naznaczył i spełnił, prawdziwy Bóg. Przetoż Cię sławię i chwalę, przez Jezusa Chrystusa Syna Twego wiecznego Biskupa, przez którego Tobie z Nim w Duchu Ś. cześć ninie i na wieki wieków. Amen.
   15Skoro rzekł, Amen – słudzy ogień podniecili – który gdy się wysoko ku górze płomieniem podniósł, cudo się zstało, na które wszyscy patrzyli. Bo ogień uczynił sobie jako sklep, ze wszystkich stron około ciała wydęty, jako płachty od wiatru stał. A on we śrzodku stanął, nie jako ciało zgorzeniu podległe, ale jako przeciścione w ogniu złoto. I owszem z onego ognia, takąśmy wonność czuli, która wszytkie drogie kadzenia przechodziła. Gdy to widziało Pogaństwo, krzyknęli na kata aby z bliska przystąpiwszy mieczem go przebił. Co gdy uczynił, tak wiele krwie wytoczył, iż wszytek ogień zalała. Co było w wielkim podziwieniu u pogaństwa, iż poznali jaka jest różność miedzy wiernemi a niewiernemi.
   Był ten Polikarpus przedniejszy człowiek czasów tych, Biskup kościoła Smirneńskiego Katolickiego, Doktor od Apostołów idący, i Prorok ś. Bo co rzekł, zstało się abo zstać musiało. Żydowie potym namówili starostę, aby nam jego ciała nie dawał, powiadając, będą go za Boga chwalić, jako i onego ukrzyżowanego. 16Niewiedzą nędzni, iż to być nie może, abyśmy my onego Chrystusa, który za wszytkiego świata zbawienie na krzyżu umarł, odstąpić, a innego kogo za Boga chwalić mieli. Bo onemu jako prawemu Synowi Bożemu, cześć dajem Boską – a męczenniki jako ucznie i naśladowce Pańskie, prze ich niewymowną miłość, którą własnemu Królowi i mistrzowi pokazali, słusznie obłapiamy – których w pobożności uczniami, a w chwale wiecznej uczestnikami być pragniem. 17Tedy setnik spalić ciało obyczajem pogańskim kazał, a myśmy kości jego, nad drogie kamienie kosztowniejsze, i nad złoto czystsze, z popiołu wybrawszy, na przystojne i uczciwe miejsce schowali. 18Gdzie dzień męczeństwa jego z weselem obchodzić będziem – i dla pamiątki tych, którzy taką dla Chrystusa pracę podjęli, i na posilenie i przyprawienie stateczności tych, którzy taką śmiercią Chrystusa wyznawać będą – któremu cześć i chwała na wieki. Amen.

   19Naśladują pogaństwo heretykowie, potwarzając nas, abyśmy Święte za bogi mieli, i Chrystusowi je równali bałwochwalstwo strojąc, że je tak wielce czcimy, i o modlitwę ich prosim. Przypatrz się tu tak dawnej około tego nauce kościelnej, a prawdzie Bożej. Obacz jako i kości Świętych w uczciwości z starodawna miano. Lecz to heretyctwo wszytko podeptać chce, i podeptali nie tylo kości Świętych, ale sam Przenaświętszy Sakrament. Prawdę Bożą z uporu poniżyć chcą – do tej ślepoty przyszli, i drudzy idą, iż to na się za pomstę, obalili, w czym Kościół Boży potwarzali. Bo Chrystusowe Nowochrzczeńcy jawnie bluźniąc Bóstwo, szczeremi są bałwochwalcy – w Chrystusa wierząc, a za Boga Go nie mając. I tak Boga się prząc w Trójcy jedynego, do pogaństwa z Turki i z Tatary idą. Tak chytro czart ich uporu i niepokalanej hardości używając, kończą to płótno, na które przez Lutra prząść począł – a oni się w tym niebożęta nie czują. 
 
1  XXVI. Ianuar. Stycznia. Mart. R. 26. Ianua.
2  Iren. li. 2. cap. 3.
Successją Biskupów stary Ireneus prawdy Katolickiej dochodzi.
Jan ś. w jednym domu z heretykiem być niechciał.
Heretyckiego towarzystwa jako się święci strzegli.
6  Tt 3.
Cierpliwość męczeńska.
Germanikus młodzieniec w mękach stały.
Kwintus wdający się sam w męczeństwo, wytrwać go nie mógł.
10  Widzenie Polikarpa ś. przez sen.
11  Gdy śś. o wolej Bożej na męczeństwo wiedzieli, nie uciekali.
12  Zrzucony z wozu ś. Polikarpus.
13  Nabożne i godne uważenia słowa.
14  Modlitwa ś. Polikarpa na spalenie położonego.
15  Cudo przy spaleniu ś. Polikarpa.
16  Nauka o czczeniu śś. której dzisiejszy heretykowie rozumieć nie chcą.
17  Kości śś. czczenie jako drogie kamienie.
18  Święta świętych.
19  Obrok duchowny.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

sobota, 11 listopada 2017