sobota, 27 lutego 2016

O wolnej woli: Księga trzecia (15)

Nie każda wada jest zawiniona

   XV–42.   Skoro więc ganiąc wady głosimy piękno i godność samych nawet wadliwych natur, o ileż większą chwałę powinien odbierać Bóg, stwórca wszystkich natur, nawet z powodu ich wad. Wszak od Niego otrzymały to, że są naturami. W takim stopniu są wadliwe, w jakim oddalają się od boskiego wzoru, według którego zostały stworzone. Nagany zaś o tyle mają słuszność, o ile ten, kto gani, widzi wzór, według którego powstały natury, i gani w nich to, czego nie widzi we wzorze.1 A jeżeli sam wzór, według którego wszystko zostało stworzone, to jest najwyższa i niezmienna mądrość Boża, jest prawdziwym i najwyższym bytem – a tak jest naprawdę – spójrz, dokąd zdąża to, co się od niej oddala. A jednak to oddalenie2 nie byłoby godne nagany, gdyby nie było dobrowolne. Proszę cię, zastanów się, czy masz rację ganiąc to, co jest takie, jakie powinno być. Nie sądzę. Ale na pewno słusznie ganisz to, co nie jest takie, jakie być powinno. Otóż nikt nie jest winien tego, czego nie otrzymał. A ten, kto jest winien, czy nie jest winien temu, od kogo otrzymał rzecz, którą ma zwrócić? Przecież i to, co zwracamy na ręce prawnych pełnomocników, wróci do tego, kto im dał pełnomocnictwo, i to, co zwracamy prawnym spadkobiercom wierzycieli, zwracamy faktycznie samym wierzycielom, po których spadkobiercy prawnie dziedziczą. W przeciwnym razie należałoby to nazwać prawnym ustąpieniem albo darem albo czymś podobnym, a nie zwrotem. Nie ma więc sensu mówić, że byty doczesne nie powinny ginąć.3 Przecież zajmują one takie miejsce w porządku ogólnym, że gdyby nie ginęły, przyszłość nie mogłaby następować po przeszłości i całe piękno świata doczesnego nie mogłoby się rozwinąć. Czas ich trwania jest proporcjonalny do otrzymanych sił żywotnych i w jakiej mierze posiadają istnienie, w takiej zwracają je temu, któremu są winne. Kto ubolewa nad tym, że giną, ten powinien zwrócić uwagę na swoją własną mowę, tę samą, w której wyraża swe skargi. Czy uważa, że jest słuszna i podyktowana przez roztropność? Dajmy na to, że ktoś ma jeden ulubiony dźwięk i nie chce, żeby on ustał i dał miejsce innym dźwiękom; a przecież cała mowa jest spleciona z kolejno ustępujących i następujących dźwięków. Taki człowiek z pewnością będzie miał opinię jakiegoś osobliwego maniaka.
   43.   Nikt więc nie ma racji, gdy krytykuje proces zaniku w tych stworzeniach, które giną dlatego, że nie dano im istnieć tak długo, żeby w czasie ich istnienia wszystko mogło dojść do skutku. Bo skoro jakaś istota nie była w stanie wyjść poza to, co otrzymała, nikt nie może powiedzieć, że powinna była nadal istnieć.
   Przejdźmy do stworzeń rozumnych, które wnoszą harmonijne wykończenie w piękno wszechświata bez względu na to, czy są grzeszne, czy niewinne. Tutaj możemy przypuścić trzy możliwości: albo stworzenia rozumne nie mają w ogóle grzechów, albo ich grzechów nie trzeba ganić. Oba twierdzenia są w najwyższym stopniu niedorzeczne. W pierwszym wypadku grzeszy przynajmniej ten, kto potępia jako grzech to, co nie jest grzechem.4 W drugim wypadku dojdzie do tego, że zaczniemy chwalić także złe czyny (wprowadzi to zamieszanie w nasze myśli i podkopie całe życie) albo będziemy ganić czyn spełniony tak, jak należy, a będzie to wprost odrażająca głupota, czy – mówiąc delikatniej – godne pożałowania omamienie. W trzecim wypadku – skoro zdrowy rozum zmusza, żeby ganić grzechy, i wszystko, co ganimy sprawiedliwie, ganimy dlatego, że nie jest takie, jakie powinno być – zastanów się, co winna jest grzeszna natura; przekonasz się, że winna jest dobrze czynić. Poszukaj dalej, komu jest to winna – zobaczysz Boga. On dał jej możność czynienia dobrze, gdy chce, i On także przeznaczył jej nieszczęście, jeżeli zaniedba dobro, a szczęście, jeżeli je spełni.
   44.   Ponieważ prawa wszechmocnego Stwórcy panują nad wszystkim, dusza nie ma innego wyjścia, jak zwrócić swoją należność. Zwraca albo w ten sposób, że robi dobry użytek z otrzymanych darów, albo traci to, z czego nie chciała dobrze korzystać. I tak odda przez cierpienie i nieszczęście to, czego nie chce zwrócić przez pełnienie sprawiedliwości. W obu wypadkach pobrzmiewa to słowo: należność. Tę samą myśl możemy przecież wyrazić jeszcze następująco: Jeżeli dusza nie zwraca należności przez spełnianie tego, co należy spełnić, zwróci ją, cierpiąc to, co należy wycierpieć. A te dwie okoliczności zachodzą jednocześnie, tak że dusza nie spełniając tego, co powinna, w tym samym czasie cierpi to, co powinna. Dzieje się tak w tym celu, żeby piękno wszechświata nie uległo zeszpeceniu nawet przez jedną chwilę z tego powodu, że kara nie przywróciła w duszy równowagi zachwianej przez grzech. Ale to, co teraz odbiera karę w zupełnym ukryciu, zostanie zachowane do przyszłego sądu, aby stało się jawne i żeby w ten sposób doprowadziło do szczytu poczucie nieszczęścia w duszy grzesznika. Przecież kto nie czuwa, ten śpi. Tak samo kto nie czyni tego, co powinien czynić, bez przerwy cierpi to, co powinien cierpieć, ponieważ szczęście, jakie daje sprawiedliwość, jest tak wielkie, że oddalenie od niej prowadzi wprost do nieszczęścia. A więc we wszystkich wypadkach, gdy zaczyna ubywać jakiegoś bytu, działa któraś z tych dwóch przyczyn. Albo bytom niszczejącym nie przeznaczono dłuższego istnienia i nie ma w tym ich winy (podobnie, gdy istnieją, nie ponoszą winy za to, że nie otrzymały istnienia w wyższym stopniu, niż mają), albo nie chcą być tym, czym dano im być, gdyby zechciały. A ponieważ takie przeznaczenie jest dobrem, ponoszą winę, jeżeli go nie chcą.

1  Wzorem tym są idee Boże; por. wyżej 3, 13, przyp. 1.
2  W oryg. defectus – ubytek, zepsucie, wada, polegająca właśnie na oddaleniu się od Bytu Najwyższego.
3  W oryg. deficere – doznawać ubytku, słabnąć, psuć się aż do zupełnego rozkładu i zaniku.
4  Myśl dość zawiła. Chodzi, zdaje się, o Boga, który potępia grzechy i karze grzeszników. Gdyby stworzenia rozumne naprawdę nie grzeszyły, kara za ich rzekome grzechy byłaby grzechem.

Z dzieła św. Augustyna (w trzech księgach).
Przekład: Anna Trombala.
Zamieszczono za zgodą SIW Znak sp. z o.o.

piątek, 26 lutego 2016

Zachwianie

Przyroda mnie zastała
ze swoim bezruchem
w tej bezwietrznej chwili
ja się chwieję
przez bezruch przyrody
co wprawił mnie w ruch
i w postoju zaskoczył

piątek, 19 lutego 2016

Sprawiedliwie potępiony

Około tego czasu – roku 1082 – był Brunon podobno świadkiem okropnego i przerażającego wydarzenia w Paryżu. Umarł tam był nagle sławny i ceniony z nieposzlakowanego żywota profesor, a przyjaciel Brunona. Gdy przed pogrzebem kapłani i klerycy przy otwartej trumnie kościelne śpiewali egzekwie, a w czwartej części pacierzy za zmarłych śpiewano te słowa „Responde mihi”, „Odpowiedz mi”, zmarły, podniósłszy się w trumnie, zawołał głosem donośnym: „Stawiony jestem na straszny Sąd Boży”. Przeraziło to wszystkich i odłożono z tego powodu nabożeństwo na dzień następny, w którym zgromadziło się jeszcze więcej osób, a gdy znowu powyższe słowa pacierzy odczytano, umarły jeszcze głośniej i jeszcze żałośniej się odezwał: „Sądzony jestem strasznym Sądem Bożym”. Przestrach był nadzwyczajny, więc postanowiono i tą razą nie robić pogrzebu. Trzeciego dnia katedra już tłumu ludzi pomieścić nie zdołała, a zmarły po raz trzeci po tychże słowach lekcyi brewiarzowej „odpowiedz mi” przeraźliwym głosem zawołał: „Potępiony jestem na wieki sprawiedliwym Sądem Bożym i żadne modlitwy już mi nie pomogą”. Jakie to wrażenie na wszystkich wywarło, łatwo sobie wystawić.

Z „Żywota świętego Brunona, Zakonodawcy” (Żył około roku Pańskiego 1101), na dzień 6-go października, w Żywoty Świętych Pańskich, Mikołów-Warszawa 1910 (wyd. szóste), s. 981-982.

Szukajmy rady i pomocy, uczył św. Brunon, u tych, którzy żyją bojaźnią Boga i drogami kroczą bożemi. Zwracajmy się mianowicie do wielkiego pośrednika swego u Boga Ojca, do Jezusa Chrystusa, który jest przebłaganiem i ofiarą za grzechy ludzkie. Słuchajmy, co mówi Zbawiciel: Czas się wypełnił, Królewstwo Boże się zbliżyło, czyńcie pokutę, wierzcie słowom ewangelii; jeśli się nie nawrócicie i w Moje nie wstąpicie ślady, w grzechach swych pomrzecie.

Z Żywotów Świętych Pańskich ułożonych przez ks. Władysława Hozakowskiego, Poznań (ok. 1908). Zaczerpnięte ze strony internetowej:

czwartek, 18 lutego 2016

Dopust

Kiedy Judasz już postanowił, a zły duch szarpał go ku zbrodni, nie dając spokojnie siedzieć przy wieczerzy, sam Jezus widząc, że dla niego nie ma już odwrotu, rzekł mu: „Co czynisz, czyń szybko” (J 13,27: „Ὃ ποιεῖς ποίησον τάχιον”). I w tym nie pogwałcił Bóg woli człowieka. Dopuścił i przyspieszył nawet złe i zgubne działanie, które w ostateczności okazało się zbawiennym dla świata. Niestety, nie zbawiennym dla Judasza – tego, który ze złej woli przyczynił się do zbrodni i nie okazał potem żadnej skruchy.

A tak to zdarzenie widziała Maria Valtorta:
«Nauczycielu, kto to jest?»
A Jezus bardzo łagodnie, całując jego włosy, mówi:
«Ten, któremu podam kawałek umoczonego chleba».
I biorąc chleb jeszcze cały – a nie resztę tego, który posłużył do Eucharystii – odrywa duży kęs, macza go w sosie baranka na półmisku, wyciąga ramię nad stołem i mówi:
«Weź Judaszu. Ty to lubisz».
«Dziękuję, Nauczycielu. Tak, lubię to» – i je ten kawałek chleba, nie wiedząc, czym on jest.
W tym czasie Jan, przejęty grozą, zamyka oczy, aby nie widzieć straszliwego uśmiechu Iskarioty, który swymi pięknymi zębami zjada oskarżycielski chleb.
«Dobrze! Idź teraz, gdy cię uszczęśliwiłem – mówi Jezus do Judasza – Tutaj (kładzie bardzo silny akcent na to słowo) wszystko jest dokonane. To, co jest do zrobienia jeszcze gdzie indziej, zrób szybko, Judaszu, synu Szymona».
(Maria Valtorta, Poemat Boga-Człowieka VI, 19 (Ostatnia wieczerza), Vox Domini, Katowice 1998, s. 198)

Słowa „co czynisz, czyń szybko” powtórzyła św. Dorota, gdy poddana była męce. Oto opowieść: „A starosta grozić jej mękami począł. Ona rzekła: «Świeckiej męki i śmierci się nie boją, którzy o innych piekielnych a wiecznych mękach i śmierci wiedzą». Tedy ją zawiesić i rozciągnąć na palach kazał. I gdy ją drapać i bić poczęto, rzekła: «Co mnie łechcesz? Czyń prędzej, co czynić masz, abym tego oglądała, któregom miłością zjęta. Twoich się tych okrucieństw nie boję»”.
(Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, przekł.: Piotr Skarga, Kraków 1605, s. 116. Pisownia uwspółcześniona)

wtorek, 16 lutego 2016

Zepsucie w dobrobycie

Bogactwa zmieniają obyczaje,
rzadko na lepsze.

Seneka Młodszy

Przekład z łaciny: Jakub Szukalski

O wolnej woli: Księga trzecia (14)

Nie każde zepsucie zasługuje na naganę

   XIV–39.   Trzeba zastanowić się i nad tym, czy słuszne jest twierdzenie, że jakaś natura ulega zepsuciu na skutek cudzej wady, nie mając własnej. Przecież natura, która zbliża się do drugiej, żeby ją zepsuć przez swoją wadę, nie osiąga tego, o ile nie znajduje w niej zepsutych skłonności. Jeżeli zaś znajdzie, dołącza jej wadę do swojej i tak dopełnia jej zepsucia. Natura słabsza nie może popsuć silniejszej, jeżeli ta nie chce. Jeżeli zaś chce, jest już zepsuta przez własną wadę, zanim zaszkodziła jej cudza wada. Tak samo jedna natura nie może popsuć drugiej natury wbrew jej woli, o ile obie są sobie równe.1 Bo gdy natura obarczona wadą zbliża się do natury wolnej od wady, aby ją popsuć, nie podchodzi jako równa właśnie z tego powodu, że osłabiła ją własna wada. Może zaś silniejsza psuć słabszą. I wtedy albo obie przyczyniają się do tego, każda przez swą wadę, o ile obie są pod wpływem złej pożądliwości, albo decyduje wada silniejszej, o ile jej natura jest tak doskonała, że nawet zepsuta przez wadę, wyprzedza naturę niższą, którą deprawuje. Kto miałby rację ganiąc płody ziemi za to, że ludzie, zepsuci przez swoje wady, nie używają ich dobrze, lecz niszczą je przez nadużycie, żeby zaspokoić żądzę zbytku? A jednak żaden człowiek rozumny nie może mieć wątpliwości, co jest doskonalsze i potężniejsze: wszystkie płody ziemi wolne od wady, czy natura ludzka, nawet spaczona przez wadę.2
   40.   Może zdarzyć się również, że natura potężniejsza psuje jakąś niższą naturę, mimo że obie są bez wady (wadą nazywamy właśnie to, co zasługuje na naganę). A chyba nikt nie odważy się ganić człowieka umiarkowanego, który w płodach ziemi szuka tylko środków podtrzymania swych sił fizycznych, tak jak nikt nie odważy się ganić samych tych płodów, że służąc człowiekowi jako pokarm, ulegają zepsuciu. Takiego bowiem zepsucia przez zużycie nie nazywamy zepsuciem, ponieważ tak nazywamy przede wszystkim wadę.
   Łatwo można zauważyć i takie zjawisko, że natura potężniejsza psuje często naturę niższą wcale nie po to, żeby zaspokoić swoje potrzeby. Dzieje się to w dwóch wypadkach: albo gdy karze winę w imię porządku nakazanego przez sprawiedliwość (na tej zasadzie opierają się słowa Apostoła: „A jeśli kto świątynię Bożą narusza, zatraci Go Bóg”),3 albo utrzymuje porządek wśród zmiennych rzeczy, które ustępują sobie nawzajem w kolejności odpowiedniej do stopnia trwałości, jaką każdej części wszechświata nadały zgodne prawa. Przypuśćmy, że blask słońca zniszczy oczy człowieka, który z natury ma tak słaby wzrok, że nie może znieść światła. Chyba nie można sądzić, że tę zmianę wywołało słońce, czy to z powodu swojej wady, czy to chcąc uzupełnić jakieś braki w swoim świetle. Nie można ganić nawet samych oczu, że posłuchały swego pana i otworzyły się na światło, a także, że dały się zniszczyć samemu światłu. A więc ze wszystkich rodzajów zepsucia na sprawiedliwą naganę zasługuje tylko to zepsucie, którego dokonuje wada. Innych zaś nawet nie można nazwać zepsuciem, a w każdym razie nie mogą zasługiwać na naganę, ponieważ nie wynikają ze złej skłonności. Utrzymuje się bowiem mniemanie, że sama nagana otrzymała swą nazwę od tego, że jest „parata”, to znaczy odpowiednia i należna samej tylko wadzie, czyli „vitio”, i stąd nazywa się po łacinie „vituperatio”.4
   41.   Wada zaś, jak już powiedziałem na początku, tylko dlatego jest złem, że sprzeciwia się naturze tej właśnie rzeczy, do której należy. Jasne więc, że ta sama rzecz, którą ganimy za jej wadę, zasługuje na pochwałę z powodu swojej natury. Wobec tego przyznajemy, że ganiąc wady chwalimy natury, oczywiście te, których wady ganimy. Ponieważ zaś wada sprzeciwia się naturze, tym bardziej rośnie jej złośliwość, im bardziej zmniejsza się doskonałość natury. Kiedy więc ganisz wadę, w rzeczywistości chwalisz tę rzecz, którą pragniesz widzieć w stanie doskonałym. A cóż to za rzecz jak nie natura? Przecież doskonała natura nie zasługuje na żadną naganę; przeciwnie, jest nawet godna swojego rodzaju chwały. A więc wadą nazywamy brak, jaki dostrzegłeś w doskonałości natury. W ten sposób dajesz świadectwo, że podoba się tobie natura, ganisz bowiem jej niedoskonałość, ponieważ chciałbyś widzieć ją doskonałą.5 

1  Por. wyżej 1, 20 ns.
2  Por. De moribus Manichaeorum 5 ns.
3  1 Kor 3,17.
4  Etymologia ta (vituperare z vitium i parare) jest mało prawdopodobna.
5  Ta argumentacja, skierowana przeciw manichejczykom, zbija jednocześnie plotyńską teorię materii jako źródła zła. Wydaje się jednak, że sam Augustyn o tym nie myślał. Por. F. J. Thondard, Oeuvres de saint Augustin 6 (Dialogues philosophiques), 3, 404, przyp. 1.

Z dzieła św. Augustyna (w trzech księgach).
Przekład: Anna Trombala.
Zamieszczono za zgodą SIW Znak sp. z o.o.

poniedziałek, 15 lutego 2016

Dobra Nowina

Oto Dobra Nowina:
Będziesz jęczał
będziesz skomlał
będziesz się bał

ale Ja przyjdę
i cię wskrzeszę
w dniu ostatnim

niedziela, 14 lutego 2016

Noszę z sobą Twoje serce

Noszę z sobą Twoje serce (noszę je w
moim sercu) nigdy bez niego nie jestem (gdziekolwiek
idę idziesz ty, moja kochana; i cokolwiek sam czynię
to Twoje czynienie, moja kochana)
                        żadnego losu      
się nie lękam (boś Ty mym losem, moja słodka) żadnego świata
nie pragnę (bo piękna Ty jesteś mym światem, moja szczera)
i Ty jesteś tym cokolwiek księżyc zawsze miał na myśli
i cokolwiek słońce będzie zawsze śpiewać to Ty

tu największa tajemnica nikomu nie znana
(tu korzeń korzenia i pęk pęku
i niebo nieba z drzewa zwanego życiem; co rośnie
wyżej niż dusza może się spodziewać czy umysł ukryć)
i to cud co trzyma gwiazdy w poniewierce

noszę Twe serce (w moim noszę Twe serce)

Edward Estlin Cummings, i carry your heart with me
 
Przekład z angielskiego: Jakub Szukalski

Nabożeństwa (14)

5. Zarzut.

O Boże, mój Boże, Twój Syn nie miał tego za chore ze strony Marty, iż gdy rzekł do niej, Twój brat Łazarz jeszcze wstanie,1 zarzucała Mu to tak bardzo, że odpowiedziała, Wiem, że wstanie jeszcze przy Zmartwychwstaniu, w ostatni dzień; ponieważ pragnąc go, była wówczas zasmucona. Nie miej u mnie tego, O mój Boże, za chore, że chociaż mianowałeś to błogosławieństwem, i dostojeństwem dla Twych ludzi, Że będą mieszkać sami, i nie będą zaliczani do Narodów,2 (bo powinni być ponad nimi) i że będą mieszkać sami bezpiecznie3 (wolni od najazdu wrogów), mimo to, żegnam się z Tobą, by przypomnieć sobie Ciebie, jak to też rzekłeś, iż Dwoje lepsi są od jednego; I, Biada temu, który jest sam, kiedy upada;4 a także, kiedy jest upadły, i leży w łożu choroby. Sprawiedliwość jest nieśmiertelna;5 wiem, że Twa mądrość tak rzekła; ale żaden Człowiek, choćby osłonięty sprawiedliwością Twego Syna, nie jest tak nieśmiertelny, ażeby nie umrzeć; bo Ten, który był samą Sprawiedliwością, umarł. Wiem, że Syn sprawiedliwości, Twój Syn, nie odmawiał, nieudawanej samotności, opuszczoności, wiele, wiele razy;6 lecz we wszystkich czasach, był zdolny rozkazywać więcej niż dwunastu zastępom Aniołów7 do swoich usług; a kiedy tak nie zrobił, był daleki od bycia sam; bo, nie jestem sam, powiada, lecz Ja, i Ojciec który Mnie posłał.8 Nie mogę się obawiać, o nic jak tylko o to, że mam być zawsze z Tobą, i z Nim; lecz czy ta choroba nie wyobcuje, i nie usunie mych przyjaciół, tak że będą stronić od mojej boleści, a krewni moi staną z daleka, tego nie mogę rzec. Nie mogę się obawiać, o nic jak tylko o to, że rozliczysz mnie z tej chwili, w której, przez łaskę, Ciebie widzę; czy owo zrozumienie, i owa wola, i owa pamięć, nie zanikną, aż do zniechęcenia, i chorego wyjaśnienia tych, którzy widzą tę ciężką zmianę we mnie, tego nie mogę rzec. To Twój błogosławiony, sam Twój potężny Syn, miał sam ugniatać prasę winną, a z Nim żaden z ludzi;9 nie potrafię przejść tego zmagania sam; sam bez Ciebie nie; Tyś jest Twym duchem; sam bez Twoich nie; Lekarze duchowi i docześni, są Twoimi; nie sami bez moich; Ci, których więzy krwi lub przyjaźni, uczyniły moimi, są moimi; I jeśli Ty, lub Twoi, lub moi, porzucicie mnie, będę sam, i biada mi, jeśli sam będę. Nawet Eliasz zasłabł od tej obawy, Oto zostałem sam;10 i Marta narzekała na to, i rzekła Chrystusowi, Panie, czy to Ciebie nie obchodzi, że moja siostra zostawiła mnie samą do posługi?11 Nawet Jeremiasz nie mógł wejść w swoje Lamentacje, z wyższego poziomu, a raczej powiedział, Jakże ostaje się miasto opuszczone, które było pełne ludzi.12 O mój Boże, to Trędowatego, skazałeś na życie w samotności; Czyż to taki mam Trąd w mojej Duszy, iż muszę umierać w samotności; w samotności bez Ciebie? Czyż to ma dojść aż do takiego trądu w mym ciele, iż muszę umierać w samotności? W samotności bez tych, którzy powinni mnie wspomagać, którzy powinni mnie pocieszać? Ale czy ten Zarzut nie zbliża się zbytnio do szemrania? Czy mam zakończyć tym, iż Mojżeszowi polecono zbliżyć się do Pana samemu?13 Ta samotność, zaniedbanie i odrzucenie przez innych, lepiej nas usposabia dla Boga, który towarzyszy nam przeważnie w samotności. Czyż mógłbym nie pamiętać i nie odnieść się do tego; że chociaż Bóg nie przyszedł do Jakuba, aż nie znalazł go samego, to gdy znalazł go samego, mocował się z nim i go okaleczył?14 Że kiedy w zaniedbaniu i zaniechaniu przyjaciół i Lekarzy, człowiek jest pozostawiony sam Bogu, Bóg może tak się mocować z tym Jakubem, z tym Sumieniem, że wywichnie mu staw, i tak mu się ukaże, że nie będzie śmiał spojrzeć na Niego twarzą w twarz, kiedy to jakby za sprawą przebłysku, w pociesze swych tymczasowych lub duchowych służebników, i obrządków stawia opór, jak gdyby tam byli? Ale wierny przyjaciel jest lekarstwem życia, i znajdą go ci, co boją się Pana.15 Dlatego Pan sprowadził mi dwóch w jednej osobie, tego Lekarza który jest wiernym przyjacielem.

Przypisy:
1  J 11,23. [Biblia Tysiąclecia: „Brat twój zmartwychwstanie”.]
2  Lb 23,9. [Biblia Tysiąclecia: „oto lud, który mieszka osobno, a nie wlicza się do narodów”.]
3  Pwt 33,28. [Biblia Tysiąclecia: „Izrael zamieszkał bezpiecznie”.]
4  Koh 4,10. [Biblia Tysiąclecia: „samotnemu biada, gdy upadnie”.]
5  Mdr 1,15 [podane błędnie 1,9 – przyp. tłum.]
6  Mt 14,23.
7  Mt 26,53 [podane błędnie 26,13 – przyp. tłum.]
8  J 8,16. [Biblia Tysiąclecia: „nie jestem sam, lecz ja i Ten, który Mnie posłał”.]
9  Iz 63,3. [Biblia Tysiąclecia: „Sam jeden wygniatałem je do kadzi, żadnego z narodów nie było ze Mną”.]
10  1 Krl 19,14 [podane błędnie 14,14 – przyp. tłum.; Biblia Tysiąclecia: „ja sam tylko zostałem”.]
11  Łk 10,40. [Biblia Tysiąclecia: „Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu?”]
12  Lm 1,1. [Wcześniejsze wydania podają tutaj Jr 1,1 – przyp. tłum. Biblia Tysiąclecia: „Jakże zostało samotne miasto tak ludne”.]
13  Wj 19,24. [Powinno być Wj 24,2: „Mojżesz sam podejdzie do Pana”. Przyp. tłum.]
14  Rdz 32,24. [Biblia Tysiąclecia (Rdz 32,25-26): „Gdy zaś Jakub pozostał sam jeden, ktoś zmagał się z nim aż do wschodu jutrzenki, a widząc, że nie może go pokonać, dotknął jego stawu biodrowego i wywichnął Jakubowi ten staw podczas zmagania się z nim”.]
15  Syr 6,16. [Biblia Tysiąclecia: „Wierny przyjaciel jest lekarstwem życia; znajdą go bogobojni”.]

Przekład z angielskiego: Jakub Szukalski
 
Źródła:
John Donne, Devotions Vpon Emergent Occaſions, and ſeuerall ſteps in my Sicknes, London 1624 
John Donne, Devotions Upon Emergent Occasions, Cambridge 1923

Jahwe, mój Boże...

Jahwe, mój Boże, niech moja modlitwa dotrze do Ciebie,
wysłuchaj naszego wołania o miłosierdzie i pomoc,
wybacz tym, którzy nie mają wiary w Ciebie, mój Boże,
ani ufności w Twą moc do zbawienia nas;

nie wydmuchuj świateł z naszych dni,
wysuszając przez to błyskawicznie ziemię;
ale w Twoim Ojcowskim Współczuciu,
ulituj się nad nami i wybacz nam;

nie dozwól złemu przelewać naszą krew jak wodę;
wybacz naszą winę, pohamuj swój gniew,
pomnąc na naszą słabość;

wstrzymaj Twe anioły zagłady,
dając nam jeszcze jedną możliwość wykazania się
bycia godnymi Twojej Życzliwości;

pokładam ufność w Tobie; amen

Modlitwa podana od Boga przez Vassulę Ryden 13 lutego 2016.  
Przekład z angielskiego: Jakub Szukalski.

sobota, 13 lutego 2016

Początki szatana

Lucyfer był aniołem, najpiękniejszym z aniołów, duchem doskonałym, niższym jedynie od Boga. Jednak w jego świetlistym bycie zrodził się opar pychy, której nie tylko nie rozproszył, lecz nawet ją umacniał, wysiadując ją. Z tego wylęgania zrodziło się Zło. Istniało przed człowiekiem. Bóg strącił z Raju przeklętego Wylęgającego Zło – tego, który kalał Raj. Pozostał on jednak wiecznym Wylęgającym Zło, który – nie mogąc już kalać Raju – skaził ziemię.

Słowa Jezusa w Poemacie Boga-Człowieka (I, 24. Nieposłuszeństwo pierwszej Ewy) Marii Valtorty, Vox Domini, Katowice bez roku, s. 102.

Uwaga:
Duch doskonały w języku włoskim Maria Valtorta zapisała spirito perfetto.
Tam, gdzie mowa o oparze pychy powinno być przetłumaczone, „którego nie tylko nie rozproszył, ale nawet go zagęszczał [albo skraplał: wł. condensò], wysiadując go”. Rzecz dotyczy bardziej oparu niż pychy. Choć tutaj i tak pycha złączona jest z oparem.

czwartek, 11 lutego 2016

O wolnej woli: Księga trzecia (13)

Wszelka natura jest dobra

   XIII.   Dobra jest wszelka natura,1 która może stać się mniej dobra; a każda staje się mniej dobra, gdy ulega zepsuciu. Zepsucie bowiem może nie szkodzić jej, a wtedy ona mu nie ulega; jeżeli zaś ulega zepsuciu, ono jej szkodzi. I jeżeli szkodzi jej, odejmuje jakąś część z jej dobroci i czyni ją mniej dobrą. Bo gdy zepsucie wyzuje ją zupełnie z wszelkiego dobra, to, co pozostanie w niej, nie będzie się mogło popsuć. Wskutek tego zepsucie, nie mając już czego odebrać, nie będzie mogło jej szkodzić. Czemu zaś zepsucie nie może szkodzić, to nie psuje się. A dalej: natura, która nie psuje się, jest odporna na zepsucie. A więc wynika z tego niedorzeczny wniosek, że przez zepsucie uodporniła się przeciwko zepsuciu. Prawdziwe zatem jest powiedzenie, że każda natura jako natura jest dobra. Jeżeli bowiem opiera się zepsuciu, jest lepsza od tej, która mu ulega; jeżeli zaś jest mu poddana, niewątpliwie jest dobra, ponieważ psując się ponosi uszczerbek w dobroci. Istnieją zaś tylko dwie kategorie natur: na jedne działa zepsucie, wobec drugich jest bezsilne. A więc wszystkie natury są dobre. Przez naturę zaś rozumiem to, co zazwyczaj nazywamy także substancją. Wobec tego każdy byt jest albo Bogiem, albo pochodzi od Boga, ponieważ każde dobro albo jest Bogiem, albo pochodzi od Boga.
   37.   Ustaliliśmy te prawdy, które mają posłużyć nam jakby za punkt wyjścia w rozumowaniu. A teraz uważaj, co powiem. Każdej rozumnej naturze, obdarzonej władzą wolnej woli, na pewno należy się pochwała, jeżeli wytrwale cieszy się najwyższym dobrem. Trzeba chwalić także i tę, która dąży do takiej trwałej radości. Ale musimy ganić każdą naturę, która nie jest zjednoczona z dobrem i nie stara się o to. I musimy ganić ją w takim stopniu, w jakim nie dąży do tego zjednoczenia. Jeżeli więc rozumne stworzenie otrzymuje pochwałę, nikt nie wątpi, że należy chwalić jego Stwórcę; jeżeli wywołuje naganę, każdy przyzna, że sama nagana stworzenia jest pochwałą oddaną Stwórcy. Przecież kiedy ganimy je dlatego, że nie chce cieszyć się najwyższym i niezmiennym dobrem, to jest swoim Stworzycielem, niewątpliwie głosimy chwałę Tego, kto je stworzył. Jakże więc wielkim dobrem jest Bóg, Stwórca wszystkiego, jak niewymownie powinny wychwalać Go i czcić wszystkie języki i wszystkie myśli, skoro zarówno pochwały, jak nagany, które nas spotykają, przyczyniają się do Jego chwały! Tylko dlatego można nas ganić za oddalenie się od Niego, że łączność z Nim jest naszym najwyższym i najpierwszym dobrem. A dlaczego? Ponieważ On sam jest dobrem niewypowiedzianym. Jakże można ganić Go z powodu naszych grzechów, skoro ganiąc nasze grzechy oddajemy Mu chwałę?
   38.   Po co mówić? Przecież nawet w rzeczach, które ganimy, nagana dotyka tylko tego, co jest w nich wadliwe. A ganimy wadliwość rzeczy tylko w tym wypadku, gdy pochwalamy jej naturę. Kiedy bowiem objaw, który ganimy, jest zgodny z naturą, wtedy nie jest wadą. I nie to trzeba poprawiać, co ganisz bez powodu, lecz raczej ciebie, żebyś nauczył się ganić sprawiedliwie. Jeżeli zaś to, co ganimy, jest wadą, musi być, jako wada, sprzeczne z naturą, aby mogło zasłużyć na naganę. Z pewnością każda wada z samej swojej istoty sprzeciwia się naturze. Nie jest wadą, jeżeli nie szkodzi naturze. Jeżeli zaś jako wada szkodzi naturze, jest przez to samo sprzeczna z naturą. Niesprawiedliwie ganimy naturę, która jest zepsuta na skutek cudzej wady a nie swojej. Trzeba zbadać, czy tamta natura nie jest zepsuta przez swoją wadę, która potrafiła popsuć przez nią obcą naturę. Ale czy wadliwy to nie taki, który jest zepsuty na skutek wady? A dalej: natura, która nie jest wadliwa, jest wolna od wady. Z pewnością zaś natura ma wadę, jeżeli jej wada doprowadza do zepsucia inną naturę. A więc ta natura, która przez swą wadę może popsuć także drugą naturę, pierwsza jest wadliwa i pierwsza jest zepsuta przez swoją wadę. Stąd wniosek, że każda wada jest sprzeczna z naturą nawet tej rzeczy, do której należy. W każdej rzeczy ganimy nie co innego, tylko jej wadę, a istotą wady jest sprzeczność z naturą tej rzeczy, która ją posiada. Dlatego tylko wtedy mamy prawo ganić wadę jakiejś rzeczy, kiedy pochwalamy jej naturę. I tylko dlatego czujemy słuszną odrazę do wady, że psuje ona to, co podoba się nam w naturze.2

1  Terminu „natura” używa tu Augustyn równoznacznie ze słowem „substancja” i określa nim byty stworzone. W dalszym ciągu niniejszego dialogu oraz w innych dziełach (np. „O naturze dobra”) termin ten zbliża się znaczeniowo do pojęcia istoty rzeczy.
2  Por. De moribus Manichaeorum 2 ns; P. Alfaric, dz. cyt. 508.

Z dzieła św. Augustyna (w trzech księgach): De libero arbitrio libri tres.
Przekład: Anna Trombala.
Zamieszczono za zgodą SIW Znak sp. z o.o.