czwartek, 26 grudnia 2013

Dwie dzikości

Dwa dzikie serca idą w nieznane
czują siebie bez przerwy skrycie
nie było jeszcze spojrzenia w oczy
dotyku rąk wymiany słów oceny postaw
one dwa dzikie drżą tylko w zachwycie
niepewne jutra niepomne siebie
niezdolne do najmniejszego kroku
drżą obok siebie patrząc w nieznane
nad sobą i w sobie się miłują
by raz w sobie spocząć i dzikość oswoić
spiekocie przynieść ochłodę
duszności wytchnienie

Błyski mrozów

Stojące piękno
staw pośród lodów
lustro odbijające błękity
to oczy Twoje
raz napotkane
na wieczność zbawiające

środa, 25 grudnia 2013

Pokarm duszy

Oko duchowe otrzymuje ze światła jakby siłę i pożywienie.

Ewagriusz z Pontu, „Traktat dla Eulogiusza mnicha” w Ewagriusz z Pontu, Pisma ascetyczne. Tom 2, TYNIEC Wydawnictwo Benedyktynów, Kraków 2005 (wyd. drugie), s. 92.

wtorek, 17 grudnia 2013

Cichy Znak

Niemy Mówca
jest najwymowniejszy

Nieruchomy Poruszyciel
na krzyżu wiszący
najmocniej porusza

znak bezwładu
przekonuje o Miłości

niedziela, 15 grudnia 2013

sobota, 14 grudnia 2013

Powściągliwe ciepło

Pełnia ciepła
skryła się w lodowcu
by zapałem nie zniszczyła
tych co nie strzymują ognia


w cichej tajemnicy czeka
na przyjęcie żaru
słów nie wypowiada
nie błyszczy nie oślepia
otwartemu sercu się objawia

czwartek, 12 grudnia 2013

Tak?

Czy tak
czy nie
łatwo przekonać się
gdy tak widać
nie daje się zaprzeczyć
jest oczywiste
to znak
jasne tak
niezaprzeczalnie czyste

niepewnyś?
to nie tak
nie nie
jeszcze nie to
niejasna rzecz
marne 
mamidło
uciekaj
byś nie wpadł w sidła
ułudnej znikomości

Pewna jasność

Jasne jest jasne
świeci

ciemne
nic a nic
zaledwie tli się

niedziela, 8 grudnia 2013

Określacz

Błądzi w nazywaniu
niewymowności
szuka imienia
dla bezimienności
przesłania szatą
czystość nagości
umysł schorzały
co nie zna Miłości

Nieokreślone zapalenie

Wstąpiłem w ogień
i zajął me ciało
dusza ożyła
rozum oślepł
gdzie wyjaśnienie?
wszystko jasne
bez osób
jeden ogień
jedna miłość
nietykalna
bo ciała już nie ma
w ogniu zgorzało

niedziela, 24 listopada 2013

sobota, 23 listopada 2013

Osoba szatan

Szatanie,
skoro jesteś już osobą
i masz swoją władzę,
bądź sobie kimś,
a ja zostanę niczym.

Bądź sobie kimś,
gdzieś poza mną,
w twoim urojonym świecie.
Tymczasem tutaj Bóg żyje,
u mnie,
w zwykłym niczym.

Boży język

Boska Myśl,
a ludzkie Słowo.
Boska treść,
a ludzki wyraz.
Oto język Boży
zrozumiały dla człowieka.

To treść istotna
w Bożym Słowie.
Boże Słowo
mówi językiem Bożym,
bo jest Boskiej treści.
Nie mówi z ziemi,
jak język ludzki,
lecz prosto z nieba,
z Boskiej treści.

sobota, 16 listopada 2013

Złość Boga

   Wybierzmy się w podróż z Bogiem Izraela. „Bóg jest Miłością” – powiedział Jezus. Mówiąc to, powoływał się na Tego, który od wieków już był ośrodkiem życia Izraela. Powoływał się na Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba – tego samego, którego czcił Mojżesz i który w krwawej bitwie przeprowadził Izraela przez pustynię. Nie było jednej wielkiej bitwy, ale wiele mniejszych i większych bitew, które wszystkie były w istocie walką Boga o swoje stworzenie – domaganiem się Miłości o powrót Jej dziedzictwa do swojej własności. Nie obyło się to bez przelania krwi niewinnych. Krwawy, bitewny Bóg Izraela tak daleki wydaje się od łagodnego Boga głoszonego przez Jezusa, że przez wielu nie jest uznawany za Boga. Łatwo im jest pojąć miłosierdzie Boże, ale trudno Jego surowość i sprawiedliwość.
   Czy Bóg Izraela objawiony Mojżeszowi był może szatanem? Czy też może Izrael tak bardzo był zaślepiony nienawiścią, że czyste Słowo Boże odebrał w zniekształcony sposób? Podstawowa sprawa w tym rozmyślaniu będzie dotyczyła tych zagadnień: Czy Bóg Izraela jest Dobrem, czy Złem? Czy Izrael w swym wojennym postępowaniu jest narodem sprawiedliwych, czy grzeszników?
   Bóg jaki pojawia się w Pięcioksięgu odsłania się Mojżeszowi pod imieniem Jestem (Jahwe). Według wiary Mojżesza jest to Ten sam Bóg, który objawił się Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi. Ten dziwny Bóg na początku pozostawał jakby bezimienny. Słyszymy o Nim ze sprawozdania jak stworzył świat, zwierzęta i ludzi (Rdz 1), dał nakaz człowiekowi (Rdz 2,16-17), którego ten nie posłuchał (Rdz 3,1-7) i tak człowiek został skazany na tułaczkę (Rdz 3,8-24). Ten Bóg przeniósł Henocha do nieba (Rdz 5,24), cieszył się darami Abla, a dary Kaina nie były mu miłe (Rdz 4,3-7), zalał potopem ziemię (Rdz 7; mowa o woli Bożej 7,4), kazał Abrahamowi złożyć w darze swego ukochanego syna Izaaka (Rdz 22,1-18), mocował się z Jakubem (Rdz 32,25-33), spuścił klęski na Egipcjan (Wj 7-12), podał prawo i zawarł przymierze z narodem Izraela (Wj 20-24), dał błogosławieństwa i przekleństwa (Kpł 26), i prócz całej dobroci do jakiej nawołuje, okazuje się też Bogiem karzącym swoje dzieci i szykującym oddziały wojskowe przeciw nieprzyjacielskim siłom. Pozornie więc wydaje się Bogiem sprzecznym z samym sobą, wewnętrznie skłóconym. Taki jest przynajmniej, gdy nie rozumie się Jego Istoty.
   Co możemy powiedzieć o Bogu? Jakie jest ogólne wyobrażenie o Nim? Jest to Ten, który wprowadza miłość i pokój. A co możemy powiedzieć o szatanie? To ten, który wprowadza nienawiść i zamęt. Mimo to, gdy patrzymy na Boga Izraela i Jego niepojęte zachowania, w sercu również może rodzić się niepokój i odruchowy sprzeciw. Dzikość i nieokiełznanie Boskiego działania budzą często wstręt w osobach nierozumiejących Boskiej Istoty i wydają się niewspółgrające z łagodnością i porządkiem.
   Kim właściwie jest Ten Bóg? Jest jakąś tajemniczą osobą, niewidzialną, dającą się poznać przez głos mówiący do duszy przez zmysły albo przez umysł. Jakaś tajemnicza osoba kierowała życiem pierwszych ludzi. Ta tajemnicza osoba miała stworzyć wszystko dobre. Była więc dobra. Chciała uchronić ludzi przed złem, więc zakazała im spożywania owocu poznania dobra i zła. Również w tym okazała się dobra. Skazując człowieka na tułaczkę, wydaje się zła, jednak również tutaj jest to sposób jej nauczania. Daje ona człowiekowi wolność. Dziecko-człowiek chciało zasmakować owocu, więc Bóg daje mu go w całej pełni, nie oszczędzając następstw jego spożycia. Dziecko skazane jest na tułaczkę niby syn marnotrawny z przypowieści Jezusa (Łk 15,11-32), ale w tej tułaczce może poznać co utraciło i wrócić do swojego Ojca. Dzięki temu dziecko jeszcze silniej utwierdza się w miłości Ojca. Poznaje nowe oblicze Boga – Tego, od którego się odwróciło. Poznaje Ojca Miłosiernego – Litującego się nad swym stworzeniem. Zatem również tutaj Bóg okazuje się dobry.
   Na jedne dary Bóg patrzy z upodobaniem, a na inne z obrzydzeniem (jak w opowieści o Ablu i Kainie), ale to znaczy tylko, że miłość Jego jest wymagająca i oczekuje prawdziwych i serdecznych owoców, szczerze dobrych. Również więc w tym zachowaniu Bóg nie jest złym albo niesprawiedliwym.
   Ta tajemnicza osoba Boga czuje zniechęcenie, obrzydzenie do swego stworzenia, gdy widzi jak odbiega ono od Jego zamysłu, jak oddaje się własnym pożądliwościom i czyni uczynki sprzeczne ze swym powołaniem. Więc wylewa Bóg wodę nienawiści i zatapia zabrudzoną ziemię, aby ją oczyścić i rozpocząć odnowienie. Wybiera sobie jednego, który ma ocalić wszystko (Noego). Również tutaj Bóg nie jest Złem, choć takim mógłby się wydawać. Zachowuje się jak doskonały twórca. Widząc niedoskonałość swego dzieła, gdy odbiega ono od pierwotnego zamysłu, niszczy je, by utworzyć je na nowo. Nie wyniszcza jednak wszystkiego. Z tego samego tworzywa bierze to, co zdatne, zachowuje to i ulepsza, nadając nowy kształt. Nie pozostawia ludzi bez wyboru. Przez głos swego zwiastuna, którym jest Noe, wzywa do ocalenia, ale wybór ocalenia pozostawia ostatecznie własnej woli tych, do których głos jest zwrócony.
   Ten Bóg, który Abrahamowi daje obietnice pełne nadziei, Ten, który jest opiekunem, doradcą i pocieszycielem Abrahama, nagle wymaga od niego złożenia w ofierze swego ukochanego syna. Abraham dosłownie bierze Słowo Boże do serca i udaje się na górę Moria, aby wykonać wyrok na swym synu i zarżnąć go jak ofiarnego baranka. W rozstrzygającej chwili Bóg jednak posyła swego anioła, który powstrzymuje Abrahama od dokonania czynu. Również tutaj Bóg nie jest Złem. Prosta wiara Abrahama przyjmuje głos Boży tak, jak do niego przychodzi, bez roztrząsania i wymówek. Przyjmuje ten głos tak, jak przychodzi do jego serca – tak, jak go rozumie. Nie cofa się przed dokonaniem czynu. Dopiero Bóg, który go prowadzi zwalnia go od tego i daje zastępstwo syna w postaci barana. Dzięki temu, że Abraham nie cofnął swego kroku, ani ręki, Bóg utwierdza go w błogosławieństwie i daje mu wzmocnienie na drogę. Bóg przekonuje Abrahama o swojej Miłości i Łaskawości. Niewątpliwie wiara Abrahama po tym dziwnym zdarzeniu zostaje wzmocniona i uszczęśliwiona.
   W tym zamyśle Bożym i całym zdarzeniu nie można doszukać się jakiegoś zła. Bóg chce ofiary swego stworzenia, Izaaka, syna Abrahama, więc widocznie ma ku temu powody. Dobro-Bóg widzi, że ta ofiara jest konieczna i skłania do niej serce Abrahama. Nie jest tutaj konieczne roztrząsać jakie są powody Boga. Mogła to być miłość ojca do rodzonego dziecka, która często przesłania oczy ojcom tak, że zapominają o Pierwszej Miłości Ojca na Niebie. Za tym zamysłem stać mogły różne powody, ale to nie jest tutaj istotne. Istotne jest, że Abraham nie zważał na powody, ale słuchał, szedł i zamierzał wykonać, i przez to wiara jego została nagrodzona.
   Nie pyta się Boga: czemu to robisz? Bo często zamysły Boże tak dalece przekraczają myśli ludzkie, że człowiek nie jest w stanie ich pojąć. Przypomina to kierownika w wielkiej firmie, który zleca wykonywanie różnych prac swoim podwładnym. Tym podwładnym, którzy są bliżej kierownika i mają udział w zarządzaniu firmy i jej decyzjach, kierownik wyjaśnia swoje zamysły (jeśli chce albo jeśli trzeba). Pozostałym zaś pracownikom, tym na niższym szczeblu – wykonawczym, kierownik nie objaśnia swoich zamysłów, ani sposobów działania, bo ani tego nie chcą, ani nie byłoby to potrzebne. Ci pracownicy nie byliby również w stanie pojąć tych zamysłów (ze względu na brak odpowiedniego wykształcenia), a nawet jeśli potrafiliby pojąć, to zwyczajnie nie są do tego przeznaczeni i takie dane nie są wcale potrzebne do ich pracy. Różne te dane, czy wiadomości mogłyby być nawet oporem i przeszkodą w sprawnym działaniu.
   Dalej w dziejach Izraela widzimy Boga jak mocuje się ze swoim stworzeniem, tak jakby był jakimś Bogiem upartym, nieprzejednanym i władczym, narzucającym się. W ludzkim rozumieniu Jego działanie wydaje się zupełnie niezrozumiałe i dzikie. Bóg pojawia się tutaj przez posłańca, ale nie daje żadnej wiadomości swego przyjścia, postępowania, ani nie wyjawia imienia. Zostawia tylko ślad na stawie biodrowym Jakuba i nadaje mu nowe imię, Upór Boży, to znaczy Izrael. Również tutaj niepojęte jest działanie Boga, ale nie można powiedzieć, że jest to działanie złe. Dla swego zamiaru Bóg przez posłańca zostawia znamię na życiu Jakuba i przemienia go w nowy lud. Jest to Boskie działanie dotykające bezpośrednio Jakuba, ale nie widać w nim, aby wywierało jakikolwiek (zgubny, czy zbawienny) wpływ na otoczenie. Dopiero w życiu Jakuba i jego potomków spełnia się zamysł Boży i odsłonięte zostają Boże prawdy i znaki, a ostatecznego wyjaśnienia udziela Jezus i Jego Święty Duch.
   Bóg Jestem, ta tajemnicza osoba, spuszcza też klęski na Egipcjan. Egipcjanie są narodem wśród którego osiedlili się Żydzi. Będąc ciemiężeni przez swych panów, Żydzi zanoszą głosy skarg do Boga i Ten ich wysłuchuje w osobie Mojżesza. Bóg daje proroka swemu ludowi, który ma go wyprowadzić z niewoli. Mojżesz staje się pośrednikiem między Bogiem a ludem Izraela – obwieszcza wolę Pana z wysoka i potwierdza ją przez cudowne znaki. Wolą Bożą jest, aby naród wyszedł na pustynię oddać cześć swemu Bogu. Zgodnie z prawem Izraelici mają poprosić swego ziemskiego pana, faraona, o pozwolenie na wyjście. Kiedy ten nie wysłuchuje ich prośby, Bóg spuszcza klęski na Egipcjan, ostatecznie zabijając wszystkie pierworodne dzieci z egipskiego narodu i pierworodne ich bydła. Wydaje się więc, że jest Bogiem złym, bo zadaje śmierć niewinnym.
   Cóż złego uczyniły dzieci egipskie, że spotkała ich taka kara? Niewątpliwie były wśród tych pierworodnych niczemu winne niemowlęta. Za cóż więc spotkała ich kara? Spotkała ich kara za rodziców i za złego pana. Faraon nie chciał wysłuchać Boga i postępował z Nim zatwardziale, więc Bóg uznał go za grzesznika i przestrzegł, a kiedy on nadal nie chciał słuchać, spuścił klęskę na niego i na całą jego własność. Odebrał faraonowi nawet najlepszą cząstkę – to, co pozostawało niewinne i żywe w jego własności. Niewinne dzieci spotkała więc kara należąca się ich panu, ale była to tylko kara odebrania im życia ciała, a nie odebrania życia duszy. Jeśli więc dusze tych dzieci były sprawiedliwe, to przeszły do otchłani w radosnym oczekiwaniu zbawienia, jakie miał dla nich przynieść Chrystus. Również więc tutaj Bóg nie jest Złem. Zadaje ból grzesznemu panu i grzesznym rodzicom w tym, co cielesne, ale w duszach przynosi odnowę. To wyzwolenie z ucisku egipskiego jest także powodem późniejszego uwielbienia, jakie Bóg otrzymuje od narodu izraelskiego. Służy więc ono dobrej sprawie.
   Cel wyższy wymusił zastosowanie okrutnych środków, ale skoro przyszło to z Bożej woli, środki te były konieczne. Zdarzają się położenia bez wyjścia, kiedy konieczne jest użycie przemocy dla odzyskania wolności. Gdy kiełek orzecha wyrasta, musi się przebić przez twardą łupinę, aby wyjść na powierzchnię. Naród izraelski mógł być tak uciśniony jak kiełek w łupinie orzecha i nie było innego dla niego wyjścia, jak tylko poddać się woli Rodziciela i przebić się z mocą przez łupinę. Również tutaj, tak jak w przypadku Abrahama, można by się doszukiwać różnych powodów w takim, czy innym działaniu Boga, ale to zbędne, ponieważ zamysł i cel są ukazane jasno – uwolnienie z niewoli i uwielbienie Boga.
   Ta tajemnicza osoba Bóg, nieprzewidywalna i niepojęta, daje później swemu ludowi szlachetne prawa odnoszące się do całego życia oraz do obrzędów oddawania czci Najwyższemu. Jedno z tych praw mówi: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Tylko Bogu swemu będziesz się kłaniał”. Inne mówi: „Nie będziesz zabijał”. Naród żydowski szukając jednak miejsca pobytu – tego miejsca, w którym mógłby się osiedlić – w swojej wędrówce napotyka ludy bezbożne, zepsute i zwyrodniałe, czczące różne bożki. W tej okoliczności więc Bóg nawołuje do wojny i zabijania, i przez swoje wojska – Izraela – zadaje srogą klęskę obcym ludom – tym, którzy Go nie znają i nie wykonują Jego przykazań. Czy takie działanie Boże jest złem? Czy jest może zło w takim Bożym zamyśle? Wydaje się, że Bóg występuje tutaj przeciw swojemu przykazaniu, które podał wcześniej: „Nie będziesz zabijał”. I jak to się teraz dzieje, że skłania do wojny i każe zabijać?
   Wydaje się, że tym razem to nie człowiek zabija, ale zabija sam Bóg – Ten, który dał życie i ma także prawo je odebrać. Jest Bogiem Wszechmogącym. Człowiek to jakby narzędzie w Jego rękach. Bóg jak chirurg odcina chore członki, mogące zarazić całe zdrowe ciało i doprowadzić je do śmierci. Bóg jest dobrą pielęgniarką swojego ludu, troszczy się o dobre miejsce dla niego, o pożywienie i zdrowe otoczenie – o separatkę, aby nie zaraził się od innych szkodliwymi wyziewami.
   Z tym okrutnym działaniem Boga w stosunku do ludów niewiernych jest podobnie jak z klęskami spuszczonymi na Egipcjan. Również w tym przypadku słuszne wydaje się wcześniejsze porównanie do łupiny orzecha i wystąpienie konieczności.
   Na takie, a nie inne działanie Boga musiały mieć też wpływ usposobienia ludzi i różne okoliczności. W późniejszych czasach, gdy znany był już Krzyż Chrystusa, wierzący w podobnych okolicznościach poddawaliby się uciskowi, a nie szukali ucieczki. Zamiast wojny trwaliby spokojnie wokół narodów pogańskich i zmieniali je swą łagodnością i uczciwością. Jednak w czasach Mojżesza Krzyż Chrystusa nie był jeszcze znany i człowiek nie był zdolny do podejmowania tak wielkich poświęceń. Zbawienie człowieka wahało się więc na szali. W tej okoliczności niemożności znoszenia ucisku i nieumiejętności spokojnego trwania wśród obcych, naród żydowski dla własnego zbawienia zmuszony był do zastosowania przemocy. Inaczej ich płomień mógłby bezpowrotnie wygasnąć wśród zalewu różnych bezbożności i bezeceństw.
   Bóg więc nakazał tak okrutne działania, patrząc na nędzny stan ludzi, ich niemożność do poświęceń i niezdolność wytrwania w dobru. Te okrutne działania nie były więc złem, a dobrem – Bożą roztropnością uwzględniającą wszelkie okoliczności w spełnieniu dobrego zamiaru.
   Nie sposób sobie wyobrazić jak wielkie cierpienia zostały zadane przez Izraelitów i trudno w tym ujrzeć wolę Bożą, aby Bóg chciał cierpienia swych dzieci. Jednak gdy spojrzymy okiem rozumu, ujrzymy, że także i to cierpienie miało swój początek w grzechu i nie było chcianym przez Boga. W istocie to człowiek był sprawcą całego tego cierpienia, a było ono zapłatą za pierwszy grzech podsunięty przez wroga ludzkości. Za ten pierwszy grzech przyszło człowiekowi płacić cierpieniem przez całe wieki i nawet niewinnym duszom nie zostało zaoszczędzone cierpienie tego grzechu, bo choć w istocie pozostawały niewinne, to cierpiały za winy innych, jak niemowlęta egipskie za winę faraona.
   Nie ma więc prawa, aby nazywać Boga szatanem albo złem wcielonym, bo od początku do końca okazuje się Mądrością, Roztropnością i Miłością. Tylko upór człowieka pobudzał Go do bojowego rozkazu i gniewnego działania.

piątek, 15 listopada 2013

Pieśń Boskiego Kwiatu

Śpiewam pieśni
wszędzie wokół
woń miłości
sieję wokół
pszczoły przybywajcie
i nektar spijajcie

Skurczone serca

W strachu
nasze miłości pękają
pociągające twarze
budzą grozę
w strachu
miłość ginie
brak powietrza
światła
śpiewu
w strachu
wzywam Ciebie
byś na nowo
otworzyła serce

i przyniosła światło

poniedziałek, 11 listopada 2013

Niezależna prawda

Miłość to prawdziwa wolność.
Chociaż kochający ludzie się wiążą,
wiążą się z wolnością.
Chociaż zdarza im się łudzić,
łudzą się prawdą.

czwartek, 7 listopada 2013

Skuteczność modlitwy

Dobry czyn
dowodzi skuteczności modlitwy.
Dobre czyny
nie biorą się znikąd.
Były uprawiane wcześniej modlitwą.
Kochające serce
myślało, wołało do nieba,
aż poruszyło ciałem,
zrobiło krok
i wyciągnęło pomocną rękę.
Dobry czyn
zasiany został w modlitwie.

sobota, 2 listopada 2013

Ciągłe dowodzenie

Szczyty zaprzeczenia
wymagają dowodzenia
dowodzenia bycia
dowodzenia życia

Powszechne oczywistości
nie przestają być wątpliwe
w oczach niedowiarków


poniedziałek, 28 października 2013

Skraje prostoty

Prostota
bliska jest prostactwu.
Najlepszy twórca
bliski jest banału.

Szacunek dla władz

Wszystkim zwierzchnikom należy się szacunek
przez zadanie jakie zostało im powierzone.
Należy się szacunek niezależnie od tego,
jak to zadanie jest przez nich wykonywane.

wtorek, 15 października 2013

środa, 2 października 2013

Istota Różańca

Odmawiać Różaniec
to wyrażać życie Jezusa.
Nie ma to być wyrażanie
samym tylko słowem,
ale myślą, mową i uczynkiem.
Myślą, mową i uczynkiem
wyrażać życie Zbawiciela
to istota Różańca.


Matka Boża nawołuje,
aby odmawiać go codziennie.
Wymaga Ona przez to,

aby człowiek żył duchem Zbawiciela.
Odmawianie słów Różańca
i obracanie paciorków
jest do tego pomocą,
ale nie jest istotą.
Istotą jest pamięć
i wejście w ducha Zbawiciela,
życie Miłością.

Odmawiajcie codziennie Różaniec –
żyjcie cały czas Miłością.

poniedziałek, 30 września 2013

Kąciki

Zacieniony kąt
stał się pełen światła
przez odsłonę serca tajemnicy
posłyszany śpiew
żarliwe utulenie
objawienie kącików twarzy

a drzewa falują kłębami
zieleniami różami błękitami
w żółć przechodzącymi
wiatrem ożywiane

i nikt nie dostrzega
jeden zakochany widz
niesiony w przestworza
gęstymi falami wiatrów

piątek, 13 września 2013

Wspomnienia zła i dobra

Wspominasz nazwę wroga
i wróg jak na wezwanie,
przychodzi z całym swoim wojskiem.
Ciężko złapać oddech.

Wspominasz imię Boga
i Bóg jak na wezwanie,
przychodzi z całym swym pokojem.
Oddycha się lekko.

wtorek, 3 września 2013

Bóg Bliski

We wszystkim mamy widzieć i słyszeć Najwyższego,
a dzięki zachwytowi nad pięknem rzeczy stworzonych
poznajemy Go jako Boga bliskiego stworzonej naturze,
poznajemy oblicze Łaskawego Taty.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Dowód Boga

mój Najlepszy Przyjaciel
nie dowiodę
że jest taki

doświadczyłem Jego przyjaźni
przekonałem się o niej
i teraz mogę o Nim powiedzieć
mój Najlepszy Przyjaciel

chciałbym dać Go poznać innym
ale nie każdy chce o Nim słyszeć
więc mówię tym którzy zechcą
albo zwyczajnie prowadzę ich
do Przyjaciela i zaznajamiam

wtedy mogą się zaprzyjaźnić
doświadczyć Jego przyjaźni
i przekonać się o niej

w końcu
doświadczenie przyjaźni dowodzi
że Najlepszy Przyjaciel rzeczywiście jest

zdobądź to doświadczenie

niedziela, 18 sierpnia 2013

Nieszkodliwe śnienie

Tysiące marzeń
jak świetlisty obłok
zasłona rzeczywistości
wieczna pieszczota
poza złem
jeden zachwyt
dziecinne śnienie

gdzieś tam
poza tym obłokiem
wciąż cierpienie
ból jęk
zgrzytanie zębów

kochający
przedziera się przez obłok
ze swoich pieleszy
żeby uszczęśliwić smutnych

sam widok wypoczętego
nieznużonego
przynosi ukojenie


sobota, 10 sierpnia 2013

Nieznane serca

Na nieznanych ziemiach
cudzych serc
zapraszamy siebie
i poznajemy słowami
słowami ciszy
dajemy sobie znaki

straszny świat
odległości i złudzenia
gaszą płomienie słów
dławią rześkie oddechy

nigdy nie lekceważ
cennych iskier słowa


uczul siebie
na wszystkie nieme znaki

Poznania słowne

Pierwsze miłości
niewinne słowa
szepty puszczane na wiatr
muskające uszy
dotykające serc
czekają na przyjęcie
i rozkwit
ufność
i odpowiedź
uśmiech
i pocałunek słońca

czwartek, 1 sierpnia 2013

Zamknięci pod lodem

w słońcu lody topnieją
mocarze lody łamią
cierpliwi czekają na wiosnę
pod lodem wstrzymują
resztkę oddechu

Z dala

Kto przebywa w wietrzystych miejscach,
prędzej czy później
weźmie na siebie właściwość wiatru.

Kto przebywa wśród wzburzonych ludzi,
prędzej czy później
weźmie na siebie własność wzburzenia.

Mądry człowiek szuka spokoju
z dala od wiatrów i wzburzeń.

Nawet wojownik,
co oswaja się z wiatrem i wzburzeniem,
nabiera siły w spokoju
z dala od wiatrów i wzburzeń.

wtorek, 30 lipca 2013

Znaczenie pokarmu

Pokarm ma służyć ciału,
a nie być celem dla ciała. 

Słowa Jezusa zapisane przez Marię Valtortę w Poemacie Boga-Człowieka IV,100. Jezus w wiosce Dekapolu (Katowice: Vox Domini 2004).

poniedziałek, 29 lipca 2013

Ofiary ze zwierząt

   Bóg, Jestem (Jahwe), Wielki Rozum, przy stworzeniu dał wolność wszystkim bytom przez siebie stworzonym i wśród nich pojawił się też ten, który się wyłamał, stając się buntownikiem – duch pychy i zakłamania. Ten duch wszedł w otoczenie świata i skaził przyrodę, przez co jego własność udzieliła się też zwierzętom i ludziom. Stąd wśród zwierząt i ludzi pojawiła się pewna gwałtowność i skłonność do przemocy. Ta gwałtowność ujawniła się szczególnie w zwierzętach drapieżnych.
   Wielki Łaskawy przez to, że widział słabość w stworzeniu ulitował się nad nim i pozwolił mu żywić się tym pokarmem, który stworzenie uznawało za dobry. Więc nie wymagał na początku, aby stworzenie o niższych potrzebach doszło od razu do poznania Boga. Najwyższy widział, że niskie stworzenie nie jest jeszcze zdolne do wejścia na wysokości. Więc powoli karmił to stworzenie swoją miłością, dając mu to, czego potrzebowało. Swoją miłość ujawniał powoli. Wiedział, że człowiek jeszcze nie jest dojrzałym i doskonałym stworzeniem, ale dopiero raczkuje w poznawaniu praw Boga i świata. Dlatego też posyłał do ludzi proroków, którzy otrzymywali od Niego konieczne światło dla prowadzenia ludzi i ukazywania im skarbów mądrości. Na początku Bóg objawiał się przez cienie, później przez głosy i łagodne światła. Nie mógł dawać ludziom pełnego, jasnego objawienia, aby ich nie przerazić i nie odstraszyć swym niepojętym ogromem Miłości. Uczył ludzi jak dzieci.
   Ten sposób nauczania Boga jest widoczny w wielu zdarzeniach z dziejów Izraela. Tutaj w związku z ofiarą zwierząt wyjątkowe jest jedno. Bóg objawił się już szczególnie Mojżeszowi, wywiódł naród izraelski na pustynię, obronił przed wojskami egipskimi, ukazał mnogie cuda. Jednak większość narodu idzie za Mojżeszem jak nieme i głupie cielęta za poganiaczem bydła. Nie biorą przykazań do serca, ani nie są skłonni do rozmyślania nad cudami Bożymi. Bóg zaspokaja ich głód na pustyni, zsyłając im pokarm z nieba – mannę. Początkowo wszyscy są zachwyceni tak wielką łaską. Później jednak ożywa w nich stara skłonność i domagają się innego pożywienia. Pamiętają jeszcze smak mięsa. Bóg więc czyni kolejny cud i zsyła na obozowisko izraelskie stado przepiórek, aby najedli się do syta (Lb 11).
   W tym obrazie widzimy, że Bóg jest Tym, który zniża się do niskich potrzeb człowieka i daje mu to, o co prosi, mimo że często człowiek nie zasługuje na wysłuchanie, a jego prośby wynikają z niesłusznych pobudek. Okazuje się jednak, że wszyscy ci, którzy jedli z niezdrowym i pożądliwym duchem, zostali porażeni zarazą i umarli. Była to wielka liczba osób. Opowiadanie nie jest tutaj ścisłe. W każdym razie jest w tym zawarte znaczenie takie: ponieważ nie znali innego pokarmu i nie potrafili wytrwać w pokarmie danym przez Boga, zesłał im taki jaki był im znany. Jednak zachłanność nie mogła zostać wybaczona, gdyż uderzyła w Miłość Boga. Zapłonął On gniewem (Lb 11,33). To jest do rozważenia i oglądania.
   Druga sprawa. Człowiek grzeszący czy to myślą, czy czynem, dopuszcza do siebie niezdrowego ducha, który oddziałuje na całą osobę człowieka. Po złej myśli, słowie, czy czynie, w sumieniu człowieka pojawiają się wyrzuty, głos staje się zdławiony, a ciało spięte. Gdy człowiek poznaje ten swój nędzny stan i widzi, że dopuścił się winy, to jeśli jest szczery, przyznaje się do tego i szuka przebaczenia. Z tym szukaniem przebaczenia wiąże się także pragnienie zadośćuczynienia. Ponieważ drapieżni ludzie pierwszych wieków nie znali dobrego sposobu na odpokutowanie i wynagrodzenie win, składali w ofierze zwierzęta, co potrafiło uspokoić sumienie i rozładować napięcia powstałe w ciele. Ponieważ te zwierzęta były pokarmem, który spożywali, mogli je składać z miłością i wdzięcznością, myśląc, że dają Bogu coś wspaniałego, smacznego i pożywnego. Rodziła się w nich dobra myśl i wdzięczność dla Stwórcy. To były pierwsze spotkania Najwyższej Łaskawości z dzikim nieokrzesanym człowiekiem. Bóg jak czuły Ojciec patrzał z litością na próby wyrazu czci dawane przez człowieka i mógł patrzeć na to z miłością, bo zaglądał w serca i widział w nich dobrą wolę. A nie wymagał niczego ponad to. W istocie nigdy nie był Ojcem surowym i wymagającym, jak to się nieraz człowiekowi wydawało i nadal wydaje. 
   Tak więc pokrótce omówiłem znaczenie ofiar przebłagalnych i dziękczynnych – podstawowych. W nich zawierały się obrazy przyszłych wspanialszych ofiar.
Na zakończenie Psalm 50 (O prawdziwej czci Boga):

Psalm. Asafowy.

Przemówił Pan, Bóg nad bogami,
i zawezwał ziemię
od wschodu do zachodu słońca.
Bóg zajaśniał z Syjonu, korony piękności.
Bóg nasz przybył i nie milczy;
przed Nim ogień trawiący,
wokół Niego szaleje nawałnica.
Wzywa On z góry niebo
i ziemię, by lud swój sądzić.
«Zgromadźcie Mi moich umiłowanych,
którzy zawarli ze Mną przymierze przez ofiarę».
Niebiosa zwiastują Jego sprawiedliwość,
albowiem sam Bóg jest sędzią.

«Posłuchaj, mój ludu, chcę przemawiać
i świadczyć przeciw tobie, Izraelu:
Ja jestem Bogiem, twoim Bogiem.
Nie oskarżam cię z powodu twych ofiar,
bo twoje całopalenia zawsze są przede Mną.
Nie chcę przyjmować cielca z twego domu
ni kozłów ze stad twoich,
bo do Mnie należy cała zwierzyna po lasach,
tysiące zwierząt na moich górach.
Znam całe ptactwo powietrzne,
i do Mnie należy to, co się porusza na polu.
Gdybym był głodny, nie musiałbym mówić tobie,
bo mój jest świat i to, co go napełnia.
Czy będę jadł mięso cielców
albo pił krew kozłów?
Złóż Bogu ofiarę dziękczynną
i wypełnij swe śluby złożone Najwyższemu,
wtedy wzywaj Mnie w dniu utrapienia,
Ja cię uwolnię, a ty Mnie uwielbisz».

A do grzesznika Bóg mówi:
«Czemu wyliczasz moje przykazania
i masz na ustach moje przymierze
ty, co nienawidzisz karności
i moje słowa rzuciłeś za siebie?
Ty widząc złodzieja, razem z nim biegniesz
i trzymasz z cudzołożnikami.
W złym celu otwierasz usta,
a język twój knuje podstępy.
Zasiadłszy, przemawiasz przeciw swemu bratu,
znieważasz syna swojej matki.
Ty to czynisz, a Ja mam milczeć?
Czy myślisz, że jestem podobny do ciebie?
Skarcę ciebie i postawię ci to przed oczy.
Zrozumcie to wy, co zapominacie o Bogu,
bym nie rozerwał, a nie byłoby komu wybawić.
Kto składa Mi ofiarę dziękczynną, ten Mi cześć oddaje,
a postępującym bez skazy ukażę Boże zbawienie».

niedziela, 28 lipca 2013

Wojny

Nie wchodzić w przestrzeń wojen
pozostać na uboczu
aby świecić czysto

założyć mocną zbroję
dosiąść wierzchowca
i olśniewająco błyszczeć


Św. Brunon Bonifacy

Starcia niebieskie

Czarne zastępy przetaczają się po niebie
wojska czarne nacierają na niebieskie
wojna wielki zamęt wybuchy strzały ciosy
światła ciemnieją w dymie
groza pisk i krzyk


Pośród zamętu
trudno jest odróżnić
anioła od diabła

Powoli

Rośliny dojrzewają powoli,
a ludzie jeszcze wolniej.

piątek, 26 lipca 2013

Złe otoczenie

Wokół padliny
gromadzą się
muchy, robactwo, drapieżcy

Wokół człowieka bez Ducha
gromadzą się
złe uczucia, trucizna, wrogowie

Wystraszony pająk

Spójrzcie, jak pająk ucieka i kryje się.
Boi się silniejszego.
Także szatan boi się silniejszego.
A tym silniejszym jest Miłość.
 
Pouczenie Jezusa skierowane do apostołów w Poemacie Boga-Człowieka IV, 100. Cud zebrania kłosów na równinie (Katowice: Vox Domini 2004).

środa, 24 lipca 2013

Jezus Marnotrawny

Jezus
Nowy Syn Marnotrawny
rozdał wszystko ubogim
nie pozostawiając nic dla siebie

nie każdy skorzystał z tego daru
dla wielu przyjście Jego było na daremno

wtorek, 23 lipca 2013

Pełen Łaski

Ten, który przypisał wszystko Bogu
i nic sobie nie przyswoił,
stał się godnym otrzymania pełni łaski,
bo nie zatrzymał nic dla siebie,
nie zabił łaski,
ale rozdał wszystko darmo,
tak jak otrzymał.

wtorek, 16 lipca 2013

Sławna modlitwa

Modlitwa
słowa niesione do nieba
nie słowa krążące po głowie
nie słowa uciskające serce
pieśń niesiona wiatrem
dotykająca serca Boga

poniedziałek, 15 lipca 2013

niedziela, 14 lipca 2013

Ludzki płatek

Płatek malwy
leżał spokojnie
w pogodzie dnia
zerwał się wiatr
i uląkł się
pochwycił za poręcze
uświadomił sobie
że jest człowiekiem

Ewangelia wiary

Oto na ten rok wiary dwa rozdziały z dzieła Marii Valtorty o życiu Jezusa, zwanego Poematem Boga-Człowieka (wydanego w Katowicach przez Vox Domini, bez roku, s. 204-218).

Bez względu na to, czy się wierzy w przedstawioną opowieść, czy też nie, warto przeczytać i rozważyć.

56. POKŁON TRZECH MAGÓW130
Napisane 28 lutego 1944. A, 2091-2109

   Mój wewnętrzny informator mówi: «To rozważanie, które otrzymasz i które ci skomentuję, nazwij „Ewangelią Wiary”. Zostanie ono bowiem przedstawione tobie i innym po to, aby ukazać wam potęgę Wiary i jej owoce, ażeby utwierdzić was w wierze w Boga.»
   Widzę małe i białe [domki] Betlejem, zgromadzone jak pisklęta pod światłem gwiazd. Przecinają je na krzyż dwie główne drogi. Jedna z nich przebiega miejscowość od jednego krańca do drugiego, ale nie dalej. Druga biegnie z daleka przez całą okolicę i ciągnie się ku innej osadzie. Małą miejscowość przecinają inne wąskie i kręte uliczki. Nie ma najmniejszej prawidłowości w rozplanowaniu ulic, tak jak to występuje u nas. Dostosowują się one raczej do terenu i jego różnych poziomów oraz do położenia domów wybudowanych to tu, to tam, w zależności od kaprysu gruntu i jego właściciela. Jedne [dróżki] zwrócone są w lewo, inne – w prawo, a jeszcze inne [biegną] ukośnie w stosunku do drogi głównej. Wygląda ona jak wstęga, która – zamiast biec prosto od jednego punktu do drugiego, bez skręcania – rozwija się i pełna jest zawijasów. Od czasu do czasu widać albo mały placyk służący za targowisko, albo jest tu studnia, albo to reszta gruntu po budowach bez planu, tak krzywa, że już nic nie można na niej zbudować.
   W miejscu, w którym – jak sądzę – mam się koniecznie zatrzymać, jest właśnie jeden z takich niekształtnych placyków. Powinien być kwadratowy lub chociaż mniej więcej prostokątny. Tymczasem stał się trapezem tak dziwacznym, że wydaje się trójkątem ostrokątnym o ściętym wierzchołku. U najdłuższego boku, u podstawy tego trójkąta, stoi szeroka i niska budowla. Jest największa w okolicy. Od zewnątrz znajduje się gładka i naga ściana, w której znajdują się zaledwie dwie, teraz całkiem zamknięte bramy. Na pierwszym piętrze natomiast, od środka, w jej obszernym kwadracie, są liczne okna, a pod nimi ciągną się – zarzucone słomą i odpadkami – krużganki. Otaczają one podwórze, zaopatrzone w kadzie do pojenia koni i innych zwierząt. Proste kolumny krużganków mają kółka służące do przywiązywania zwierząt. Po jednej stronie [dziedzińca] mieści się obszerna wiata do przetrzymywania trzody i koni. Domyślam się, że to gospoda w Betlejem.
   Po obu stronach placu, jednakowej długości, stoją domy i domki. Przed jednymi są niewielkie ogrody, przed innymi ich nie ma. Jedne z nich bowiem stoją zwrócone fasadami w stronę placu, a inne są odwrócone tyłem. Po drugiej, znacznie krótszej stronie – naprzeciw gospody będącej miejscem postoju karawan – znajduje się jedyny domek z zewnętrznymi schodkami. Kończą się one w połowie fasady i prowadzą do izb mieszkalnych, które znajdują się na piętrze. Wszystkie okna są zamknięte, bo jest noc. Z powodu [późnej] pory nie widać także nikogo na ulicy.
   Dostrzegam wzrastającą nocną poświatę. Napływa ona z nieba pełnego gwiazd. Na orientalnym niebie są one piękne, tak jasne i ogromne, że zdają się tak bliskie, iż z łatwością można dosięgnąć i dotknąć te kwiaty błyszczące na aksamitnym nieboskłonie. Podnoszę oczy, żeby dostrzec źródło tego wzrastającego światła. Gwiazda o tak niebywałej wielkości, jakby mały księżyc, przesuwa się naprzód po niebie nad Betlejem. Inne wydają się gasnąć, żeby zrobić jej miejsce, jak dwórki na przejście królowej. Jej blask góruje nad nimi i sprawia, że znikają w [jej świetle]. Z tej kuli – zdającej się olbrzymim jasnym szafirem, rozpalonym od wewnątrz przez słońce – wypływa smuga, a w jej dominującą barwę jasnego szafiru, wtapiają się żółcie topazów i zielenie szmaragdów, opalizujący blask opali, krwawa czerwień rubinów i łagodne błyski ametystów. Wszystkie drogocenne kamienie ziemi są w tej smudze, która zamiata niebo szybkim, falującym ruchem, jakby była żywa. Jednak najintensywniejszym kolorem, wydobywającym się z kuli gwiazdy, jest rajski odcień bladego szafiru. Zstępuje on, zdobiąc lazurowym srebrem domy, drogę, ziemię Betlejem – kolebkę Zbawiciela. 
   Nie jest to już ubogie miasteczko, które dla nas byłoby mniejsze od wieśniaczej osady. To jakby zaczarowane miasto z bajki, w którym wszystko jest ze srebra. Nawet woda w studniach i zbiornikach wygląda jak płynny diament.
   Gwiazda, rozbłyskując żywszym blaskiem, zatrzymuje się nad małym domem, który znajduje się przy najkrótszym boku placyku. Ani jego mieszkańcy, ani inni Betlejemici nie widzą jej, gdyż śpią w pozamykanych domach. Gwiazda zaś wzmaga swe pulsowanie światłem [również przez swój] ogon, który drży i faluje mocniej, znacząc niemal półkola na niebie. Całe [niebo] goreje od mnóstwa iskier, które za sobą ciągnie, jakby w sieci pełnej klejnotów. Błyszczą one, malując najrozmaitszymi kolorami inne gwiazdy, jakby dla przekazania im radosnej wieści.
   Mały domek cały jest skąpany w tym płynnym ogniu klejnotów. Dach niewielkiego tarasu, stopnie z ciemnego kamienia, małe drzwi, wszystko jest jakby blokiem czystego srebra, pokrytym diamentowym pyłem i perłami. Żaden królewski pałac na ziemi nie miał i nie będzie miał nigdy schodów takich jak te, po których stąpali aniołowie i których używała ta Matka, która jest Matką Boga. Drobne stopy Niepokalanej Dziewicy mogą spoczywać na tej pięknej bieli – te Jej małe stopy, które są przeznaczone do wstępowania po stopniach Bożego tronu. Dziewica jednak nic o tym nie wie. Czuwa nad kołyską Syna i modli się. W Jej duszy jest większy blask niż ten, którym gwiazda ozdabia przedmioty.
   Główną drogą zbliża się orszak: konie w uprzęży, inne – prowadzone za uzdę. Dromadery i konie z jeźdźcami bądź z ładunkiem. Tętent kopyt to jakby odgłos wody spadającej na kamienie potoku. Po dotarciu do placu, wszyscy zatrzymują się. W promiennym świetle gwiazdy orszak nabiera nadzwyczajnego piękna. Przebogate ozdoby wierzchowców, ubiory jeźdźców, twarze, wyposażenie, wszystko to jaśnieje nadzwyczajnie. Blaskiem ożywia się też metal, skóra, jedwab, klejnoty i sierść. Świecą się oczy, śmieją usta, bo jeszcze inne piękno wstąpiło w serca: piękno nadprzyrodzonej radości.
   Podczas gdy słudzy ze zwierzętami udają się do miejsca postoju karawan, trzy dostojne osoby zsiadają z wierzchowców, które sługa zaraz odprowadza gdzie indziej. Oni zaś podchodzą pieszo do domu. Tam klękają, uderzają czołem o ziemię i całują proch. To trzej możni. Świadczą o tym ich przebogate stroje. Jeden, o bardzo ciemnej skórze, gdy tylko zsiadł z wielbłąda, owija się cały błyszczącym szalem131 z jasnego jedwabiu. Czoło i talię ściskają mu kosztowne obręcze. [U boku] ma sztylet lub miecz z gardą bogato zdobioną drogimi kamieniami. Drugi z tych, którzy zsiedli ze wspaniałych rumaków, ubrany jest w przepiękny prążkowany strój, w którym przeważa barwa żółta. [Jego szata] uszyta jest jak długie domino,132 przystrojone kapturem i sznurem, utkanym złotym haftem, wyglądającym jak misterna praca złotnika. Trzeci nosi jedwabną bufiastą koszulę oraz długie i szerokie, zmarszczone przy stopach spodnie. Owija się bardzo delikatną chustą, która wygląda jak kwitnący ogród, tak żywe są zdobiące ją kwiaty. Na głowie ma turban, przytrzymany łańcuszkiem ozdobionym diamentami.
   Po uczczeniu domu, w którym przebywa Zbawiciel, wstają i idą do zajazdu dla karawan. Tam słudzy już kołatali i otwarto im.
   Tu widzenie urywa się. W trzy godziny później rozpoczyna się sceną hołdu [składanego] Jezusowi przez Magów.
   Teraz jest dzień. Słońce świeci pięknie na popołudniowym niebie. Jeden ze sług trzech [Magów] przechodzi przez plac i wchodzi na schody małego domku. Wchodzi, potem wychodzi. Wraca do gospody. Wychodzą trzej Mędrcy, a za każdym z nich kroczy jego sługa. Przechodzą przez plac. Nieliczni przechodnie oglądają się, żeby spojrzeć na pełne dostojeństwa osobistości, kroczące wolno i uroczyście. Pomiędzy przybyciem sługi a nadejściem tych trzech mija dobry kwadrans, co dało mieszkańcom domu możność przygotowania się na przybycie gości.
   Przybysze są dziś jeszcze bardziej bogato odziani niż wczorajszego wieczora. Błyszczą jedwabie, połyskują klejnoty, a na głowie tego, który nosi turban, skrzy się i migoce olbrzymi pióropusz, składający się z drogocennych piór, usianych jeszcze cenniejszymi łuskami.
   Jeden ze sług niesie całkowicie pokrytą intarsją szkatułę, której metalowe wzmocnienia są wykonane ze złota. Drugi [ma ze sobą] misternej roboty kielich, zakryty rzeźbionym wieczkiem, cały ze złota. Trzeci [niesie] rodzaj szerokiej i niskiej amfory, także ze złota, zakorkowanej zamknięciem w kształcie piramidki, z osadzonym na wierzchołku brylantem. Przedmioty te zdają się ciężkie, słudzy bowiem niosą je z wysiłkiem, zwłaszcza – szkatułę.
   Wszyscy trzej idą po schodach. Wchodzą do izby prowadzącej od drogi na tyły domu. Przez okno otwarte na słońce widać ogródek. W bocznych ścianach znajdują się drzwi, przez które zagląda rodzina gospodarzy: mężczyzna, niewiasta i troje lub czworo dzieci w różnym wieku.
   Maryja siedzi z Dzieciątkiem na kolanach, a Józef stoi z boku. Na widok wchodzących trzech Magów Maryja wstaje i kłania się. Ubrana jest całkiem na biało. Jakaż jest śliczna w skromnej sukni, zakrywającej Ją od szyi do stóp, od ramion do delikatnych nadgarstków. Jakże piękną ma głowę otoczoną koroną jasnych warkoczy, z mocniej zarumienioną ze wzruszenia twarzą. Oczy uśmiechają się ze słodyczą, usta zaś wypowiadają słowa pozdrowienia:
«Niech Bóg będzie z wami.»
   Trzej zatrzymują się na chwilę, zaskoczeni. Potem podchodzą i upadają do stóp Maryi. Proszą, żeby usiadła. Sami nie chcą usiąść, chociaż Maryja o to prosi. Pozostają na kolanach, opuszczając się na pięty. Za nimi klęczą także trzej słudzy, którzy znajdują się tuż za progiem. Postawili przed sobą trzy przyniesione przedmioty i czekają.
   Trzej Mędrcy wpatrują się w Dzieciątko, które wydaje się mieć dziewięć miesięcy, może rok, takie jest silne i mocne. Siedzi teraz na kolanach Mamy i śmieje się, szczebiocząc jak ptaszek. Ubrane jest na biało, tak samo jak Mama, a na maleńkich stópkach ma sandałki. Szatka jest bardzo prosta. To koszulka, spod której wystają ruchliwe nóżki i pulchniutkie rączki, które chciałyby wszystkiego dotknąć. Nade wszystko śliczna jest Jego twarzyczka. Błyszczą ciemnoszafirowe oczy i śmieją się usteczka z dołeczkami, odsłaniając pierwsze, małe ząbki. Loczki zdają się złotym pyłem, tak są błyszczące i puszyste.
   Najstarszy z Mędrców odzywa się w imieniu wszystkich. Tłumaczy Maryi, jak to pewnej grudniowej nocy minionego roku zapłonęła na niebie nowa gwiazda o wyjątkowym blasku. Żadne mapy nieba nie pokazywały takiej gwiazdy ani nic o niej nie wspominały. Imię jej było nieznane, nie miała bowiem nazwy. Narodziła się więc z łona Boga i rozkwitła, ażeby oznajmić ludziom błogosławioną prawdę – Boży sekret. Ludzie jednak nie zwrócili na nią uwagi, gdyż w ich duszach było zepsucie. Nie wznosili oczu ku Bogu i nie umieli czytać słów, które On – niech będzie błogosławiony na wieki – kreśli ognistymi gwiazdami na sklepieniu nieba.
   Oni jednak ujrzeli ją i starali się pojąć jej wymowę. Wyrzekając się dobrowolnie odrobiny snu koniecznego dla ciała, zapominając o jedzeniu, zagłębiali się w badaniach Zodiaku. Układy gwiezdne, czas, pora roku, dawne obliczenia i astronomiczne kombinacje pozwoliły im znaleźć imię i ujawnić tajemnicę tej gwiazdy. Jej imię: „Mesjasz”. Jej sekret: „Żyje Mesjasz, który przyszedł na świat”. Wyruszyli więc w drogę, aby Go uczcić. Nic nie wiedzieli o sobie nawzajem. Podróżując nocą przez góry i pustynie, doliny i rzeki, dążyli ku Palestynie, bo gwiazda posuwała się w tym kierunku. Dla każdego z nich, wyruszającego z trzech odrębnych punktów ziemi, w taki sam sposób przesuwała się. Spotkali się nad Morzem Martwym. Wola Boża tam ich połączyła. Wyruszyli więc razem dalej, rozumiejąc się nawzajem, chociaż każdy z nich mówił swoim odmiennym językiem. Nie tylko mogli się nawzajem zrozumieć, lecz także – dzięki cudowi Wiecznego – mogli w tym kraju mówić jego językiem.
   Doszli razem do Jerozolimy. Wiedzieli bowiem, że Mesjasz miał być Królem Jerozolimy, Królem Żydów. Gwiazda jednak ukryła się na niebie ponad tym miastem. Oni więc, ze złamanymi bólem sercami, zaczęli badać siebie, żeby pojąć, w czym mogli Bogu uchybić. Uspokoiwszy się jednak w swoich sumieniach, zwrócili się do króla Heroda z zapytaniem, w jakim pałacu narodził się Król Żydów, któremu właśnie przybyli się pokłonić.
   Król [Herod] zwołał więc przedniejszych kapłanów i uczonych w Piśmie i zapytał ich o to, gdzie mógł narodzić się Mesjasz. Oni zaś odpowiedzieli: „W Betlejem judzkim”.
   Udali się więc w kierunku Betlejem, a gdy tylko opuścili Święte Miasto, gwiazda znowu ukazała się ich oczom. Poprzedniego wieczora wzmogła blask i całe niebo zapłonęło. Kiedy zaś zatrzymała się nad tym domem, połączyła w swoim płomieniu całe światło pozostałych gwiazd. Zrozumieli więc, że znajdują się tu, gdzie jest Boski Syn. Oddają Mu teraz chwałę i przynoszą skromne dary. Przede wszystkim zaś ofiarowują serca, które nigdy nie ustały w błogosławieniu Boga za otrzymaną łaskę i miłują Jego Syna, którego Święte Człowieczeństwo oglądali. Potem mają powrócić, żeby zdać sprawę królowi Herodowi. On bowiem także pragnie się Jemu pokłonić.
   «A oto tutaj jest złoto należne królowi; oto kadzidło, jakie należy się Bogu; a tu, o Matko, tutaj jest mirra. Twój Syn bowiem jest Człowiekiem, a nie tylko Bogiem. Pozna więc gorycz ciała i ludzkiego życia oraz nieuniknione prawo śmierci. Przez wzgląd na naszą miłość wolałbym tych słów nie wypowiadać. Wolałbym sądzić, że także w ciele jest wieczny, jak wieczny jest Jego Duch. Jednak, o Niewiasto – jeżeli nasze pisma, a zwłaszcza jeżeli nasze dusze się nie mylą – to On, Twój Syn, jest Zbawicielem, Bożym Chrystusem. Dlatego właśnie będzie musiał – dla zbawienia świata – przyjąć na Siebie zło tego świata... A jedną z kar za nie jest śmierć. Żywica ta przeznaczona jest właśnie na tę godzinę, aby Jego święte ciało nie zaznało zgnilizny rozkładu i zachowało doskonałość aż do zmartwychwstania. Niech przez wzgląd na ten dar pamięta o nas i niech zbawi Swoje sługi, dając im Swe Królestwo. Ty, Matko, powiedz Swemu Dziecku o naszej miłości, abyśmy zostali uświęceni. Obyśmy, całując Jego stopy, sprowadzili na siebie niebiańskie błogosławieństwo.»
   Maryja – przezwyciężając przerażenie spowodowane słowami Mędrca, pokrywając uśmiechem smutek powstały na myśl o pogrzebie – podaje Dziecię. Kładzie Je w ramiona najstarszemu, który Je całuje. Jezus go głaska. Potem podaje Dziecię innym. Jezus z uśmiechem bawi się łańcuszkami i frędzlami. Przygląda się z zaciekawieniem otwartej szkatule, pełnej czegoś żółtego i błyszczącego. Śmieje się widząc, jak słońce tworzy tęczę, padając na brylant pokrywy [naczynia] z mirrą.
   Później Mędrcy oddają Dziecię Matce i powstają. Maryja też wstaje. Najmłodszy nakazuje sługom wyjść i wszyscy kłaniają się po kolei. Trzej [Magowie] rozmawiają jeszcze przez chwilę. Nie potrafią opuścić tego domu. W oczach mają łzy wzruszenia. Zbliżają się w końcu do wyjścia, odprowadzani przez Maryję i Józefa.
   Dziecko chciało zejść na ziemię i podaje małą dłoń najstarszemu z trzech. Idzie, trzymane za rękę przez Maryję i jednego Mędrca, pochylonego, żeby Go podtrzymywać. Jezus stawia niepewne dziecięce kroczki. Śmieje się, dotykając nóżką smugi, rzucanej na posadzkę przez słońce.
   Dochodząc do progu – trzeba pamiętać, że izba ciągnie się przez całą długość domu – trzej żegnają się, klękając raz jeszcze, żeby ucałować stopy Jezusa. Maryja, pochylona nad Dzieciątkiem, ujmuje Jego rączkę i prowadzi ją, czyniąc znak błogosławieństwa nad głową każdego Maga. Jest to już znak krzyża,133 który kreślą prowadzone przez Maryję paluszki Jezusa.
   Trzej schodzą potem ze schodów. Na placu czeka karawana, gotowa do wymarszu. W zachodzącym słońcu lśnią ozdobne guzy przy wędzidłach koni. Na placyku tłoczą się ludzie, żeby zobaczyć niezwykłe widowisko.
   Jezus śmieje się, klaszcząc w rączki. Mama podniosła Go i oparła o szeroki parapet, ograniczający podest schodów. Obejmuje Jezusa ramieniem na wysokości Jego piersi, żeby nie spadł. Józef schodzi wraz z trzema, a gdy wsiadają na konie i wielbłąda, przytrzymuje każdemu strzemię.
   Teraz słudzy i panowie są już w siodłach. Dają hasło do wymarszu. Trzej [Mędrcy] chylą się w ostatnim ukłonie aż do karków wierzchowców. Józef kłania się, Maryja także i ponownie prowadzi rączkę Jezusa w geście pożegnania i błogosławieństwa.134


57. UWAGI NA TEMAT WIARY MAGÓW
Napisane tego samego dnia. A, 2109-2124

   Mówi Jezus:
   «A teraz? Co mam wam teraz powiedzieć, o dusze, które czujecie, że umiera wiara?
   Ci Mędrcy ze Wschodu nie posiadali niczego, co mogłoby ich umocnić w prawdzie. Niczego nadprzyrodzonego... Tylko obliczenia astronomiczne oraz swoje przemyślenia, które stały się doskonałe dzięki nieskazitelności ich życia.
   A jednak wierzyli. Wierzyli wszystkiemu: wierzyli nauce, wierzyli sumieniu, wierzyli dobroci Bożej. Dzięki wiedzy zawierzyli też znakowi gwiazdy – tej nowej, która mogła być tylko „tą” oczekiwaną od wieków przez ludzkość: Mesjaszem. Poprzez sumienie [mogli usłyszeć i] uwierzyć [wewnętrznemu] głosowi, który – jako niebiański „głos” – pouczał ich: „To jest gwiazda zwiastująca przyjście Mesjasza.” Wierząc dobroci ufali, że Bóg ich nie zdradzi. Ponieważ ich intencja była prawa, [dlatego sądzili, że Bóg] na różne sposoby będzie im pomagał dotrzeć do celu.
   I udało im się. Tylko oni, spośród bardzo wielu badających znaki, zrozumieli ten znak. Jedynie oni bowiem mieli w duszy dręczące pragnienie poznania słów Bożych i szlachetny zamiar natychmiastowego oddania samemu Bogu czci i chwały.
   Nie szukają własnej korzyści. Wprost przeciwnie. Idą na spotkanie, [narażając się] na zmęczenie i wydatki. Nie proszą w zamian za to o nic, co ludzkie. Proszą tylko, żeby Bóg pamiętał o nich i zapewnił im wieczne zbawienie. Ponieważ nie szukali żadnej przyszłej ludzkiej zapłaty, dlatego – udając się w podróż – nie mieli żadnych ludzkich oczekiwań. Wy poddalibyście się tysiącom obaw: „Jak odbędę podobną podróż, w [obcym] kraju i pośród ludzi mówiących innym językiem? Czy mi uwierzą? A może wtrącą mnie do więzienia jako szpiega? Jakiej pomocy mi udzielą w przejściu przez pustynie, rzeki i góry? A upał? A wiatry na płaskowyżach? A stałe gorączki pojawiające się w strefach bagiennych? A wezbrane deszczem rzeki? A odmienne pożywienie? A obcy język? A... a... a...” Tak wy rozumujecie. Oni tak nie myśleli. Powiedzieli ze szczerą i świętą śmiałością: „Ty, o Boże, czytasz w naszych sercach i widzisz, do jakiego celu dążymy. Oddajemy się ufnie w Twe ręce. Daj nam nadludzką radość adorowania Twojej Drugiej Osoby, która stała się Ciałem dla zbawienia świata”.
   Tylko tyle. I wyruszają w drogę z odległych Indii,135 z mongolskich pasm górskich, nad którymi szybują tylko orły i sępy, a Bóg przemawia przez szum wichrów i [szmer] potoków, wypisując tajemnicze słowa na bezkresnych stronicach [pokrytych] śniegiem. [Jeden wyrusza] z ziem, z których wytryska Nil i płynie żyłą zielonego lazuru do błękitnego serca Morza Śródziemnego. I ani góry, ani lasy, ani piaski wyschniętych oceanów i bardziej niebezpieczne od nich wody mórz nie powstrzymują ich marszu. Gwiazda jaśnieje nad nimi nocami, nie pozwalając im zasnąć. Gdy bowiem szuka się Boga, wtedy zwierzęce nawyki [ciała] muszą ustąpić przed niecierpliwością [serca] i nadludzkimi potrzebami.
   Gwiazda prowadzi ich z północy, ze wschodu i z południa i – dzięki cudowi Bożemu – idzie [przed] wszystkimi trzema do jednego punktu. W nim, po przebyciu tak wielu mil, gromadzi ich dzięki drugiemu cudowi. Dzięki nowemu [cudowi] udziela im, wyprzedzając mądrość Pięćdziesiątnicy, daru wzajemnego rozumienia się, tak jak jest w Raju, gdzie mówi się jednym językiem – Bożym.
   Tylko w jednej chwili ogarnia ich przerażenie: kiedy gwiazda znika. A wtedy oni, pokorni – bo są naprawdę wielcy – nie myślą, że mogło tak się stać z powodu zła kogoś innego, że to zepsuci ludzie z Jerozolimy nie zasługują na ujrzenie gwiazdy Bożej. Myśleli, że to oni sami przestali zasługiwać na Boga. Badali siebie z przerażeniem, już gotowi do [okazania] żalu i do proszenia o przebaczenie.
   Umacnia ich jednak własne sumienie. Dusze przyzwyczajone do rozważania mają sumienie nadzwyczaj wrażliwe, wyostrzone przez stałe trzymanie się na baczności, przez wnikliwy wgląd w siebie. I to właśnie uczyniło wnętrze mędrców zwierciadłem odbijającym najmniejsze cienie codziennych wydarzeń. Uczynili sumienie swoim nauczycielem, głosem, który ostrzega i krzyczy na najmniejszy... nie powiem: błąd, lecz na to co ma pozór błędu, na to, co tylko ludzkie, na zadowolenie swego „ja”. Dlatego, kiedy stają naprzeciw tego nauczyciela – tego zwierciadła surowego i czystego – wiedzą, że ono nie będzie kłamać. Teraz sumienie ich uspokaja, więc odzyskują siły.
   O, miła to rzecz odczuwać, że nic w nas nie jest przeciwne Bogu! Mieć przekonanie, że On patrzy z upodobaniem na duszę wiernego dziecka i mu błogosławi. Dzięki temu odczuciu zwiększa się wiara i zaufanie, nadzieja i siły, i cierpliwość. Teraz jest [czas] burzy, ale minie, gdyż Bóg mnie kocha. On wie, że i ja Go kocham. Bóg nie przestanie mi nadal pomagać.” Tak mówią ci, którzy odczuwają pokój pochodzący z prawego sumienia, będącego królem każdego ich czynu.
   Powiedziałem, że byli „pokorni, gdyż byli naprawdę wielcy”. A co dzieje się w waszym życiu? Nigdy nie jest pokorny ten, kto czyni się potężnym przez swój despotyzm i przez wasze głupie bałwochwalstwo, z którym się spotyka nie dlatego, że jest wielki, ale z powodu swego despotyzmu.
   Istnieją nieszczęśnicy, którzy – będąc jedynie zarządcami u jakiegoś władcy, odźwiernymi w jakimś urzędzie, urzędnikami, krótko mówiąc: sługami tego, który ich nimi uczynił – przyjmują pozy półbogów. Jakąż budzą litość!
   Trzej Mędrcy byli naprawdę wielcy. Po pierwsze, z powodu cnót nadprzyrodzonych; po drugie, z powodu wiedzy; po trzecie wreszcie, z powodu bogactwa. A jednak czuli się niczym: prochem na prochu ziemi w porównaniu z Bogiem Najwyższym, który Swoim uśmiechem stwarza światy i rozrzuca je jak ziarenka pszenicy, aby [widokiem] gwiezdnych naszyjników nasycić oczy aniołów.
   Czują się niczym w porównaniu z Najwyższym Bogiem, który stworzył planetę, na której żyją, czyniąc ją tak urozmaiconą. On jest Rzeźbiarzem Nieskończonym bezkresnego dzieła. Tu naciśnięciem kciuka umieścił wieniec łagodnych pagórków, tam – kościec szczytów i iglic, podobnych do kręgosłupa tego olbrzymiego ciała, którym jest ziemia. Żyłami [tego ciała] są rzeki, miednicami – jeziora, sercem – oceany, sukniami – lasy, welonami – chmury, ozdobami – lodowce z kryształu, klejnoty turkusów i szmaragdów, opale i beryle wszystkich wód, które śpiewają, tworząc z borami i wichrami wielki chór na chwałę swego Pana.
   Mędrcy czuli, że ich wiedza jest nicością wobec Najwyższego Boga, od którego pochodzi ich mądrość. Wiedzieli, że Bóg dał im oczy potężniejsze od dwóch źrenic, dzięki którym dostrzegają różne rzeczy. [Dał im bowiem] oczy duszy, potrafiące w rzeczach czytać słowa, które nie są zapisane ręką ludzką, lecz zostały wyryte Bożą myślą.
   Czuli, że ich bogactwo to naprawdę nicość, odrobinka wobec bogactw Posiadacza wszechświata. On bowiem rozmieszcza kruszce i szlachetne kamienie na gwiazdach i planetach. [On daje też] nadprzyrodzone bogactwa, [wkładając] niewyczerpaną ich obfitość w serca tych, którzy Go miłują.
   Przybywszy przed ubogi dom w najnędzniejszej mieścinie Judei, nie potrząsnęli głowami, mówiąc: „Niemożliwe”, lecz zgięli plecy i kolana, a zwłaszcza serca, i oddali cześć.
   Tam, za tymi biednymi murami [betlejemskiego domku], jest Bóg. Tego Boga zawsze wzywali, ale nigdy nie ośmielili się spodziewać, że będą Go mogli, choćby niewyraźnie, ujrzeć. Wzywali Go dla dobra całej ludzkości i dla „własnego” dobra wiecznego. O, jedynie tego sobie życzyli: móc Go widzieć, poznawać, posiadać w życiu, które nie zna już świtów ani zachodów!
   On jest tam, za biedną ścianą [tego domu]. Kto wie, może Jego dziecięce serce, które jest przecież zawsze sercem Boga, słyszy teraz te trzy serca, które pochylone w prochu drogi brzmią jak dzwony: „Święty, Święty, Święty! Błogosławiony Pan, Bóg nasz! Chwała Mu w Najwyższych Niebiosach i pokój Jego sługom! Chwała, chwała, chwała i błogosławieństwo!” Myślą tak z miłosnym niepokojem i przez całą noc i następny poranek najżarliwszą modlitwą przygotowują ducha na spotkanie z Bogiem-Dzieckiem. Do ołtarza – którym jest dziewicze łono noszące Boską Hostię – nie udają się tak, jak wy [to czynicie]: z duszą pełną ludzkich usilnych próśb.
   Zapominają o śnie i pokarmie. Jeśli ubierają najpiękniejsze szaty, to nie dla ludzkiego przechwalania się, lecz po to, aby oddać cześć Królowi królów. Na dwory królewskie władcy i dostojnicy wchodzą w najpiękniejszych strojach. A do tego Króla nie mieliby wejść w odświętnych szatach? Jakie święto może być dla nich większe od tego? O, w swoich odległych ziemiach wiele razy musieli przyozdabiać się dla ludzi podobnych sobie, aby ich uczcić i przyjąć okazale. Słusznie więc trzeba u stóp Najwyższego Króla uniżyć purpury i klejnoty, jedwabie i cenne pióropusze. Pod Jego stopy, pod te słodkie stopy trzeba położyć ziemskie tkaniny, klejnoty ziemi, pióropusze ziemi, metale ziemi. Są przecież Jego dziełami. Niechże więc i te ziemskie rzeczy uczczą swego Stwórcę. [Sami Mędrcy] byliby szczęśliwi, gdyby Dzieciątko nakazało im położyć się na ziemi, żeby uczynić sobie z nich dywan dla Swoich dziecięcych kroczków. [Napełniliby się radością], gdyby kroczył po nich Ten, który porzucił gwiazdy dla nich, będących prochem, prochem, tylko prochem.
   Są pokorni i szlachetni, i posłuszni „głosom” z Wysoka. One to nakazywały zanieść dary nowo narodzonemu Królowi. I przynoszą dary. Nie mówią: „On jest bogaty i nie potrzebuje ich. Jest Bogiem i nie zazna śmierci”. Są posłuszni. I są jednymi z pierwszych, którzy wspierają Zbawiciela w ubóstwie. Jakże pożyteczne stanie się złoto dla Tego, który jutro będzie uchodźcą! Jakże wiele znaczy mirra dla Tego, który wkrótce zostanie zabity! Jakże szlachetne jest to kadzidło dla Tego, który będzie musiał odczuwać smród ludzkiej rozwiązłości, kłębiący się wokół Jego nieskończonej czystości!
   Pokorni, hojni, posłuszni są pełni szacunku dla siebie nawzajem. Cnoty wciąż rodzą następne cnoty. Z cnót zwróconych ku Bogu [rodzą się] cnoty skierowane ku bliźniemu. Z szacunku rodzi się miłość.
   Najstarszy z Mędrców ma mówić w imieniu wszystkich i jako pierwszy ma otrzymać pocałunek Zbawiciela, potrzymać Jego rączkę. Pozostali będą mogli jeszcze Go zobaczyć. Ale on – nie. Jest starcem, zbliża się więc dzień jego powrotu do Boga. Zobaczy Chrystusa po Jego straszliwej śmierci i pójdzie w orszaku zbawionych za Nim, powracającym do Nieba. Ale na tej ziemi już Go nie zobaczy. Jako wsparcie na [ostatnią] drogę pozostanie mu ciepło małej rączki, która się powierza jego pomarszczonej już [dłoni].
   Inni wcale mu nie zazdroszczą. Nawet rośnie ich szacunek dla starego Mędrca. [Myślą, że] z pewnością zasłużył sobie [na to] bardziej niż oni, że zasługiwał na to od dłuższego czasu. Bóg-Dziecię to wie. Słowo Ojca jeszcze nic nie mówi, ale Jego gest jest Słowem. I niech będzie błogosławione Jego niewinne słowo [wyrażone gestem], wskazującym tego [starszego Mędrca] jako umiłowanego.
   Ale, o dzieci, są jeszcze dwa inne pouczenia [wynikające] z tej wizji. To postawa Józefa, który umie pozostawać na „swoim” miejscu. Obecny jest jako stróż oraz jako opiekun Czystości i Świętości. Nie przywłaszcza sobie jednak [przysługujących im] praw. To Maryja ze Swoim Jezusem przyjmuje hołd i słowa. Józef cieszy się z tego ze względu na Nią i nie martwi się, że sam stoi na uboczu. Józef jest sprawiedliwym człowiekiem, jest Sprawiedliwym. I zawsze kieruje się tym, co słuszne. Także w tej chwili. Opary [pychy] w tej uroczystej [chwili] nie uderzają mu do głowy. Pozostaje pokorny i sprawiedliwy.
   Jest szczęśliwy z [otrzymania] darów. Nie myśli jednak o sobie. Cieszy się, że dzięki nim będzie mógł uczynić bardziej wygodnym życie Małżonki i słodkiego Dziecka. Nie ma zazdrości w Józefie. Jest rzemieślnikiem, który nadal będzie pracować, ale niech „Oni” – jego dwie miłości – mają wygodę i wsparcie. Ani on, ani Mędrcy nie wiedzą jeszcze, że te dary będą użyteczne w czasie ucieczki i w życiu na wygnaniu. Zasoby te rozproszą się jednak jak obłoki gnane wichrami. Po powrocie do ojczyzny i po utracie wszystkiego, klientów i wyposażenia, zachowają się tylko ściany domu, strzeżonego przez Boga, gdyż tam On stał się Ciałem, zjednoczony z Dziewicą.
   Józef, stróż Boga i Matki Boga – Oblubienicy Najwyższego, jest pokorny do tego stopnia, że podtrzymuje strzemię tym sługom Bożym. Jest biednym cieślą, gdyż ludzka brutalność pozbawiła dziedziców Dawida ich królewskich dóbr. Zawsze jednak jest potomkiem królewskim i ma rysy królewskie. Także o nim powiedziano: „Był pokorny, gdyż był naprawdę wielki.”
   I jeszcze ostatnie słodkie pouczenie. Maryja bierze rękę Jezusa, która nie potrafi jeszcze błogosławić, i wodzi nią w świętym geście. To cały czas Maryja chwyta rękę Jezusa i nią kieruje. Także obecnie. Teraz Jezus potrafi błogosławić. Wiele razy jednak Jego zraniona ręka opada zmęczona i zniechęcona, bo wie, że błogosławieństwo jest bezowocne. Wy niszczycie Moje błogosławieństwo. Opada Moja wzgardzona ręka, bo Mnie przeklinacie. Wtedy Maryja odejmuje pogardę tej ręce, całując ją. O, pocałunek Mojej Matki! Któż mógłby się oprzeć temu pocałunkowi? A następnie Swoimi delikatnymi, ale bardzo nalegającymi palcami ujmuje z miłością przegub Mojej dłoni i przymusza Mnie do błogosławienia. Nie mogę odepchnąć Mojej Matki. Trzeba więc uciekać się do Niej, aby stała się waszą Orędowniczką.
   Ona jest Moją Królową, a nie tylko waszą. Jej miłość do was ma dla was taką pobłażliwość, jakiej nie zna nawet Moja [miłość]. Maryja – nawet bez słów, ale Swoim płaczem i wspomnieniem Mojego Krzyża, którego znak każe Mi kreślić w powietrzu – staje w waszej obronie i upomina Mnie: „Bądź Zbawicielem. Zbawiaj”.
   Oto, dzieci, „Ewangelia wiary” w wizji pokłonu Mędrców. Rozważajcie i naśladujcie. Dla waszego dobra.»
   Piątek, 3 marca 1944. Mówi Jezus:
   «Napisz jeszcze tylko to. Kilka dni temu powiedziałaś, że umierasz z gorącego pragnienia ujrzenia Miejsc Świętych. Tymczasem widzisz je takie, jakie były, kiedy Ja uświęcałem je Moją obecnością. Teraz – po dwudziestu wiekach znieważania spowodowanego nienawiścią lub [źle pojmowaną] miłością – nie są już takie, jakie były. Pomyśl więc, że ty je widzisz, a ten, kto udaje się do Ziemi Świętej, nie widzi ich. I nie martw się tym.
   Druga sprawa. Skarżysz się, że nawet książki, które mówią o Mnie, nie wydają ci się już ciekawe, chociaż wcześniej tak bardzo je lubiłaś. To jest spowodowane twoją obecną sytuacją. Jakże mogą ci się wydawać doskonałe dzieła ludzkie, skoro dzięki Mojemu dziełu znasz prawdę o wydarzeniach [z Mojego życia]? Coś takiego dzieje się z przekładami, nawet dobrymi: zawsze kaleczą trafność oryginalnego zwrotu. Ludzkie opisy miejsc, wydarzeń lub uczuć są [tylko] „tłumaczeniami”. Z tego powodu są one zawsze niepełne, niedokładne. A nawet jeśli wiernie przedstawiają słowa i wydarzenia, nie ukazują w pełni przeżyć. Dzieje się tak szczególnie teraz, kiedy racjonalizm wszystko bardzo wyjałowił. Dlatego też dla kogoś, kogo Ja unoszę, żeby widział i poznawał, każdy inny opis [dokonany bez podobnego Mojego uniesienia] będzie chłodny, pozostawi niedosyt i niezadowolenie.
   Po trzecie: jest piątek. Pragnę więc, abyś ponownie przeżywała Moje cierpienie. Chcę tego dzisiaj, byś je przeżyła ponownie w myślach i w swoim ciele. To tyle. Znoś cierpienia w pokoju i z miłością. Błogosławię cię.»

130  Zob. Mt 2,1-11.
131  Strój etiopski.
132  Domino – płaszcz z kapturem, noszony dawniej przez mnichów.
133  Tau. Zob. Ez 9,4 oraz 6; Ap 7,2n; 9,4.
134  Inna relacja z przybycia Mędrców, o których opowiada właściciel gospody w Betlejem, znajduje się w wydrukowanej przez „Vox Domini” Księdze II „Poematu” (wizja nr 38).
135  Jezus rzekł mi, że mówiąc Indie miał na myśli Azję Południową (Turkiestan, Afganistan, Persja).