czwartek, 29 czerwca 2017

Znaczenie bezcelowości

   Bezcelowość to klucz dla odkrywania znaczeń przechodzących pojęcia. Bezcelowość to wejście w nadprzyrodzoność.
   Wiara żyje bezcelowością.
   Nic nie jest bez celu, ale dla wąskich umysłów jest wiele takich rzeczy, które wydają się bez celu. Wierząc więc, wykraczasz poza tę wąskość umysłu. Czyniąc to, co pozornie bezcelowe, dochodzisz do znaczeń przechodzących pojęcia – wchodzisz w nadprzyrodzoność.

Zobacz też moje niegdysiejsze Określenie wiary.

środa, 28 czerwca 2017

Radość Abrahama

   Widzę Abrahama otrzymującego obietnicę od Boga, jak pada na twarz, gdyż nie może posiąść się z radości. Pada raz i drugi (Rdz 17,3.17), i radość jego jest tak wielka, że aż jego syn ma być Uśmiechem (Izaak) (Rdz 17,19). Jakże to szczęśliwe – otrzymać błogosławieństwo Boga!
   Synowie i córki ludzkie, padajcie na twarz i tryskajcie radością, bo spełni się na was słowo Pana i staniecie się ojcami i matkami mnóstwa, jeśli tylko przyjmiecie Jego słowo! „Abram uwierzył i Pan poczytał mu to za zasługę” (Rdz 15,6). 
 

poniedziałek, 26 czerwca 2017

(65) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Prośba

   7 Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. 8 Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. 9 Gdy któregoś z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? 10 Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? 11 Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą. (Mt 7,7-11)

   9 I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a zostanie wam otworzone. 10 Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu zostanie otworzone. 11 Jeżeli któregoś z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? 12 Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? 13 Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą. (Łk 11,9-13)

   7 Αἰτεῖτε καὶ δοθήσεται ὑμῖν, ζητεῖτε καὶ εὑρήσετε, κρούετε καὶ ἀνοιγήσεται ὑμῖν· 8 πᾶς γὰρ ὁ αἰτῶν λαμβάνει καὶ ὁ ζητῶν εὑρίσκει καὶ τῷ κρούοντι ἀνοιγήσεται. 9 ἢ τίς ἐστιν ἐξ ὑμῶν ἄνθρωπος, ὃν αἰτήσει ὁ υἱὸς αὐτοῦ ἄρτον, μὴ λίθον ἐπιδώσει αὐτῷ; 10 ἢ καὶ ἰχθὺν αἰτήσει, μὴ ὄφιν ἐπιδώσει αὐτῷ; 11 εἰ οὖν ὑμεῖς πονηροὶ ὄντες οἴδατε δόματα ἀγαθὰ διδόναι τοῖς τέκνοις ὑμῶν, πόσῳ μᾶλλον ὁ πατὴρ ὑμῶν ὁ ἐν τοῖς οὐρανοῖς δώσει ἀγαθὰ τοῖς αἰτοῦσιν αὐτόν. (Mt 7,7-11)

   9 Κἀγὼ ὑμῖν λέγω, αἰτεῖτε καὶ δοθήσεται ὑμῖν, ζητεῖτε καὶ εὑρήσετε, κρούετε καὶ ἀνοιγήσεται ὑμῖν· 10 πᾶς γὰρ ὁ αἰτῶν λαμβάνει καὶ ὁ ζητῶν εὑρίσκει καὶ τῷ κρούοντι ἀνοιγ [ήσ]εται. 11 τίνα δὲ ἐξ ὑμῶν τὸν πατέρα αἰτήσει ὁ υἱὸς ἰχθύν, καὶ ἀντὶ ἰχθύος ὄφιν αὐτῷ ἐπιδώσει; 12 ἢ καὶ αἰτήσει ᾠόν, ἐπιδώσει αὐτῷ σκορπίον; 13 εἰ οὖν ὑμεῖς πονηροὶ ὑπάρχοντες οἴδατε δόματα ἀγαθὰ διδόναι τοῖς τέκνοις ὑμῶν, πόσῳ μᾶλλον ὁ πατὴρ [ὁ] ἐξ οὐρανοῦ δώσει πνεῦμα ἅγιον τοῖς αἰτοῦσιν αὐτόν. (Łk 11,9-13)

   Proście, a otrzymacie. Szukajcie, a znajdziecie. Pukajcie, a otworzą wam. Kto bowiem prosi – otrzymuje, kto szuka – znajduje, a kto puka do drzwi, ujrzy, jak się otwierają. Kiedy dziecko wyciąga do was rączkę, mówiąc: „Ojcze, chce mi się jeść”, czy podacie mu może kamień? Dacie mu węża, kiedy prosi o rybę? Z pewnością nie. Ponadto, dając chleb i rybę, dorzucicie pieszczotę i błogosławieństwo, bo przyjemnie jest ojcu karmić swe dziecko i widzieć jego szczęśliwy uśmiech. Skoro więc wy, istoty o sercach niedoskonałych, potraficie dawać dobre rzeczy waszym dzieciom jedynie z powodu miłości naturalnej – którą także zwierzę odczuwa do swego potomstwa – wasz Ojciec, który jest w Niebiosach, udzieli o wiele więcej proszącym Go o to, co pożyteczne i konieczne dla ich dobra. Nie lękajcie się prosić i nie bójcie się, że nie otrzymacie!
   Ostrzegam was jednak przed błędem, w który łatwo można wpaść. Nie postępujcie jak ludzie o słabej wierze i miłości, jak poganie prawdziwej religii. Istotnie bowiem pośród wierzących są poganie, których biedna religia stanowi gmatwaninę zabobonów i wiary, przebudowaną konstrukcję, w którą wdarły się pasożytnicze rośliny wszelkiego rodzaju, krusząc ją i przewracając. Ci – słabi i poganie – czują, że umiera ich wiara, gdy nie są wysłuchiwani.
   Prosicie. Wydaje się wam słuszne o coś prosić. Rzeczywiście, w danym momencie ta łaska nie byłaby bezużyteczna. Jednak życie nie kończy się z tą chwilą. A to, co jest dobre dziś, mogłoby takim nie być jutro. Wy tego nie wiecie, bo znacie jedynie obecną chwilę – i to jeszcze z łaski Bożej. Bóg jednak zna także przyszłość i często – dla zaoszczędzenia wam większej troski – nie wysłuchuje modlitwy. W ciągu roku Mojej publicznej działalności wiele razy słyszałem serca jęczące: „Jakże wiele cierpiałem, gdy Bóg mnie nie wysłuchał. Teraz zaś mówię: ‘Tak było dobrze, bo ta łaska przeszkodziłaby mi dojść do tej Bożej godziny’”. Słyszałem innych, którzy mówili i mówili do Mnie: „Dlaczego, Panie, nie wysłuchujesz mnie? Udzielasz innym, a nie mnie?” A jednak, choć cierpiałem na widok bólu, musiałem powiedzieć: „Nie mogę”. Wysłuchanie ich oznaczałoby przeszkodzenie im w dążeniu do życia doskonałego.
   Ojciec także mówi czasami: „Nie mogę”. To nie oznacza, że nie mógłby spełnić tego natychmiast. Odmawia, bo zna następstwa. Posłuchajcie. Małe dziecko cierpi na chorobę jelit. Matka wzywa lekarza, który mówi: „Aby wyzdrowieć, potrzebuje całkowitej diety”. Dziecko płacze, krzyczy, błaga, wydaje się umierać. Matka, zawsze pełna współczucia, dołącza swoje lamenty do dziecięcych. Całkowity zakaz [jedzenia] wydaje się jej nieczułością lekarza. Ma wrażenie, że post i łzy zaszkodzą jej dziecku. Jednak lekarz pozostaje nieubłagany. Na koniec mówi: „Niewiasto, ja wiem to, czego ty nie wiesz. Chcesz stracić dziecko czy mam je ocalić?” Matka krzyczy: „Chcę, aby żyło!” „Zatem – oświadcza lekarz – nie mogę mu pozwolić na jedzenie. To oznaczałoby śmierć”. Tak czasem mówi Ojciec. Wy – jak ta matka – litujecie się nad waszym „ja”. Nie chcecie, aby płakało z powodu odmówionej mu łaski. Bóg jednak mówi: „Nie mogę. To byłoby twoim nieszczęściem”. Nadejdzie dzień – może dopiero w wieczności – kiedy powiecie: „Dziękuję, mój Boże, że nie wysłuchałeś mojej niemądrej prośby!” (III (cz. 1-2), 32: 26 maja 1945. A, 5154-5171)

   Chiedete e vi sarà dato, cercate e troverete, bussate e vi sarà aperto. Perché chiunque chiede riceve, chi cerca trova, e verrà aperto a chi picchia. Quando un figlio vostro vi tende la manina dicendovi: "Padre, ho fame", gli date forse un sasso? Gli date un serpente se vi chiede un pesce? No, anzi che date pane e pesce, ma inoltre date carezza e benedizione, perché è dolce ad un padre nutrire la sua creatura e vederne il sorriso felice. Se dunque voi di imperfetto cuore sapete dare buoni doni ai vostri figli solo per l'amore naturale, comune anche all'animale verso la prole, quanto più il Padre vostro che è nei Cieli concederà a coloro che gliele chiedono le cose buone e necessarie al loro bene. Non abbiate paura di chiedere e non abbiate paura di non ottenere! Però (ecco che Io vi metto in guardia contro un facile errore) però non fate come i deboli nella fede e nell'amore, i pagani della religione vera – perché anche fra i credenti vi sono pagani la cui povera religione è un groviglio di superstizioni e di fede, un manomesso edificio in cui si sono infiltrate erbe parassitarie d'ogni specie, al punto che esso si sgretola e cade in rovina – i quali, deboli e pagani, sentono morire la fede se non si vedono esauditi. Voi chiedete. E vi pare giusto di chiedere. Infatti per quel momento non sarebbe neanche ingiusta quella grazia. Ma la vita non termina in quel momento. E ciò che è bene oggi può essere non bene domani. Voi questo non lo sapete, perché voi sapete solo il presente, ed è una grazia di Dio anche questa. Ma Dio conosce anche il futuro. E molte volte per risparmiarvi una pena maggiore vi lascia non esaudita una preghiera. Nel mio anno di vita pubblica più di una volta ho sentito dei cuori gemere: "Quanto ho sofferto allora, quando Dio non mi ha ascoltato. Ma ora dico: 'Fu bene così perché quella grazia mi avrebbe impedito di giungere a quest'ora di Dio'". Altri ho sentito dire e dirmi: "Perché, Signore, non mi esaudisci? A tutti lo fai, e a me no?". E pure, avendo dolore di veder soffrire, ho dovuto dire: "Non posso", perché l'esaudirli avrebbe voluto dire mettere un intralcio al loro volo alla vita perfetta. Anche il Padre delle volte dice: "Non posso". Non perché non possa compiere l'atto immediato. Ma perché non lo vuole compiere per conoscenza delle conseguenze future. Udite. Un bambino è malato alle viscere. La madre chiama il medico e il medico dice: "Per guarire occorre digiuno assoluto". Il bambino piange, strilla, supplica, parę languire. La madre, pietosa sempre, unisce i suoi lamenti a quelli del figlio. Le parę durezza del medico quel divieto assoluto. Le pare che possa nuocere al figlio quel digiuno e quel pianto. Ma il medico resta inesorabile. Infine dice: "Donna, io so, tu non sai. Vuoi perdere tuo figlio o vuoi che io te lo salvi?" La madre urla: "Voglio che egli viva!". "E allora", dice il medico, "io non posso concedere cibo. Sarebbe la morte". Anche il Padre dice così, delle volte. Voi, madri pietose del vostro io, non lo volete sentire piangere per negata grazia. Ma Dio dice: "Non posso. Sarebbe il tuo male". Viene il giorno, o viene l'eternità, in cui si giunge a dire: "Grazie, mio Dio, di non avere ascoltato la mia stoltezza!". (3, 172)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

niedziela, 25 czerwca 2017

Najlepsze ryzyko

Miłość jest największym ryzykiem
i największą nagrodą
musisz dla niej oddać wszystko
żeby zyskać wszystko

piątek, 23 czerwca 2017

Do mnie

Słowa, jakie mówił do Abrahama,
mówi do mnie.
Słowa, jakie mówił do Jezusa,
mówi do mnie.

Bądźcie doskonali,
jak wasz Ojciec w niebie.

czwartek, 22 czerwca 2017

(16) Żywoty Świętych: Lucjan z Antiochii

Żywot ś. Lucjana i dwojga dziatek męczenników,
pisany od Euzebiusza Cezaryjskiego, lib. 9. cap. 5. i ś. Hieronima, i Symeona Metafrasta. Żył około roku Pańskiego, 300.1

   Lucjan był rodem z Samosaty miasta Syriej,2 z rodziców Chrześciańskich – we dwanaście lat pogrzebszy ojca i matkę, majętność swoję ubogim rozdał – 3a sam się na srogość ostrego żywota i na naukę Pisma Ś. udał. Jeszcze z młodu wina nie pijał jedno samę wodę – raz tylo na dzień jadł, a drugdy cały tydzień postami się dręczył – więtszą część żywota na modlitwie i na płakaniu trawił, a błogosławieństwa płaczących szukał. Milczenie miłował, a serce bogomyślnością ustawiczną uweselając, na twarzy się zawżdy smutny zdał. Gdy było mówić potrzeba, Pismo Ś. w uściech zawżdy miał – w którym się tak kochał, iż ledwie spać mógł o nim myśląc. Częstokroć na samym chlebie przestawał, drugdy nic, co przez ogień przeszło nie jedząc.
   Za takim żywotem, w Antjochiej się naukom świętym przyuczywszy, i wielki w nich nad inne pochop wziąwszy, kapłanem został. I pomagając innym młodym do pobożności i nauki, szkoły otworzył i uczniów nie mało do ćwiczenia zebrał. 4Nawięcej się pisaniem, mając na to prędką i piękną rękę, żywił – i ubogie z tego karmił. A gdyby był pierwej sam prace swej pożywał a niżli ubogiego nasycił, za nieprzystojność to sobie miał.
   5Biblią już sobie na on czas ręką pisaną od pogaństwa i heretyków w języku Greckim napsowaną i sfałszowaną, z języka Żydowskiego naprawował. Gdy się tedy takimi rzeczami wsławił, a u ludzi barzo wziętym był, Maksymianus Cesarz Galerius nazwany, który na on czas na wschodnych królestwach nasławniejsze kapłany na wygubienie wiary Chrześciańskiej mordował, i już był Antyma Nikomedyjskiego i Piotra Aleksandryjskiego, Biskupy stracił – rozumiejąc gdy głowy pierwsze zginą, iż wiara z nimi upaść miała – tedy tego też Lucjana szukać i pojmać kazał. Ale się krył Lucjanus, aż go towarzysz jego, Pankracjus zły kapłan i heretyk, który sławie jego zajźrzał, ukazał i wydał. Wiedziono go tedy do Nikomediej na śmierć. Czasu tego ten okrutnik i dziatkom Chrześciańskim nie przepuścił – które gdy brać w usta tego, co i diabłom ofiarowano, z natchnienia Ducha Świętego niechciały, zabijać je kazał.
   6Trafiło się też dwoje pacholąt zacnie urodzonych (jednego ojca i matki dzieci) iż się nauczeni od rodziców, bałwochwalstwem brzydzili. I przyzwać ich kazał, i piękną im wnętę, słów i potraw dziecinnych dając, do pożywania ofiar diabelskich, z innemi rówienniki ich pobudzał. Ale one niechciały, mówiąc jako mogły – iż im tego rodzice zakazali, powiadając, że się o to P. Chrystus gniewa. Tedy je rózgami bić kazał – a dzieci niedbały, ani statku swego, mężom równi, nie mieniły. A jeden Zofista rzekł: sromota wielka, aby Cesarza Rzymskiego dzieci dopiero z pieluch wywiązane zwyciężyć miały – wnet ich ja do tego co chcemy przywiodę – i kazał z ostrej gorczyczki maść przyprawić, a ogoliwszy główki ich, mocną oną maścią namazał, i do gorącej łaźnie wsadził. Tedy się głowy ich rozgorzały, jakoby ogień na nich niecił, abo na nie piorun uderzył – i schylając się jako mogły na ziemię, przyrodzenie ich mdłe, onej okrutnej rzeczy nie wytrwało, młodszy padnie i skona. Co widząc starszy, iż brat jego umarł, jako mógł zawołał: 7Wygrałeś braciszku mój, wygrałeś, Bógci pomóż. I całując brata swego, z radością i ono drugie dziecko na nim skonało. To czyniono nad temi, nad których laty i niewinnością więtszą, więtsze pożałowanie Chrześciańskie serca rozdzierało. 8To było w Nikomediej. Lucjanus, gdy jadąc do Kappadocjej był przyprowadzon, swoim wymownym i zapalającym ku Panu Bogu językiem, żołnierze którzy w mękach usty się Chrystusa zaprzeli, karał, mówiąc: Jaka hańba i sromota wasza, iż wy ludzie rycerscy, którzy co dzień gardła swe na wojnie dla świeckiego pana niesiecie – a tu ich dla niebieskiego Króla Jezusa szanujecie i umykacie? Co tam zyskujecie, a co tu utracacie rozmyślcie się. Dla próżnej sławy, i żołdu nędznego, i urzędów które was często mijają, takie niebezpieczeństwa podejmujecie – a tu dla Pana swego, który dał krew za was, dla chwały i dobra wiecznego, która was pewnie nie minie, żałujecie się – głupie barzo czynicie – wstydźcie się dzieci i niewiast, które wam mężne serce pobrały, a ochotnie do tego najazdu idą. Co się z wami zstanie, gdy was teraz Chrystus pozowie na sąd swój? 9Oni to słysząc, znowu jako z pogoniej wracając się na męki bieżeli, i około czterdzieści osób, rzeczy swej, umierając za Chrystusa poprawili.
   Gdy już był do Nikomediej przyprowadzon – tam nalazł wiele znajomych Chrześcian i uczniów swoich. Powiadają że też niejaka Pelagia jego uczennica była – po którą gdy sędzia posłał, aby ją o wiarę w Chrystusa skarał – ona bojąc się aby czystości nie straciła (bo była w dziewictwie) z okna wysokiego skoczywszy, umarła, którą także za męczennicę poczytano. 10A iż Maksymian o Lucjanie słyszał, iż tak wdzięcznego pojrzenia, i języka słodkiego był, iż kto go mówiącego słyszał, z trudnością się odjąć mógł, aby Chrześcianinem nie został – z daleka i przez zasłonę z nim gadał. Pierwej mu wiele obiecował – ale gdy się on z tego śmiał – pogroził mu, iż go nowemi mękami mordować miał. Na co mu on śmiałe serce i niebojaźliwe ukazał. I dał go do więzienia, gdzie dziwnemi onemi mękami trapion był – miedzy inemi, wszytki członki jego z stawów wyciągnąwszy, na skorupach ostrych grzbiet jego położyli – i inych mu wiele morderstw zadawali – nakoniec głodem morzyli, i przez dni 14. na onych mękach i skorupach leżał.
   Przyszedł dzień Trzech Królów, na który barzo pragnęli Chrześcianie, żeby to święto z nimi święcił a służbę sprawował – wskazał do nich, iż chce z nimi święto obchodzić. Gdy się im to niepodobno zdało – on u P. Boga to sobie zjednał, iż za niebacznością straży, do niego się na on dzień do więzienia wiele Chrześcian zeszło – a nie mając ani miejsca, ani ołtarza ku sprawowaniu chwalebnych tajemnic – 11każąc się im około skupić, na swych piersiach Mszą miał (bo związany wznak leżeć musiał) i z nich ołtarz uczynił, mówiąc: Dufam P. Bogu, iż Mu się ołtarz ten, lepiej niżli ina materia, podobać będzie. I tak świętą onę Ofiarę odprawili – żadnych obrzędów i modlitw nie opuszczając, które ktemu służą. Tak i sam uczestnikiem się Ofiary zstał, i inym którzy nie byli, posłał. Nazajutrz dowiadował się Cesarz, jeśliby jeszcze żyw był. On ujrzawszy jego czeladź – trzykroć zawołał: jestem Chrześcianin. I to mówiąc, skonał.
   Ciało jego Maksymian, u prawej ręki kamień wielki uwiązawszy, w morze wrzucić rozkazał. I było przez dni czternaście w morzu, aż do dnia piętnastego, ukazał się swojemu uczniowi Gliceriuszowi – dając znać, aby szedł na brzeg morski. Gdy to uczynił, ujrzał do brzegu płynącego Delfina, rybę wielką morską, a ona na swym grzbiecie ciało umarłe niesie – które wyrzuciwszy na brzeg, ale bez ręki prawej – sama umarła. 12O tej ręce rozmaite było u Chrześcian rozumienie. Jedni mówili iż wiele w piśmie dla Chrystusa, pisząc ś. księgi robiła, osobną i skrytą cześć odniosła. Drudzy mienią iż potym do brzegu przypłynęła. Jakokolwiek jest, Chrześcianie wielkie dzięki P. Bogu za objawienie ciała jego którego długo po brzegach szukali, oddając, z uczciwością pogrzebli. Tam gdzie potym ś. Helena matka wielkiego Konstantego, temu męczennikowi ku pamiątce kościół zbudowała. Bogu w Trójcy jedynemu na cześć, którego jest sława i państwo na wiek wieków.

   13[1.] Nic ten żywot nie ma milszego – nic duszy smaczniejszego – żadna rzecz prędzej serca naszego od zamiłowania tego świata nie odwodzi – nic tak człowieka przeciw pokusom nie uzbraja – nic go tak prędko do dobrego nie pobudza – nic go tak cierpliwym nie czyni, jako nauka Pisma Ś. w którym się ten męczennik tak kochał. Do którego wyrozumienia, przykładem tego świętego – więcej potrzeba skruchy, niżli świeckiej mądrości – więcej płaczu, niżli disputacjej – więcej modlitwy, niżli czytania – więcej postów, niżli argumentów – więcej pokory, niżli filozofiej – więcej za grzechy żałości, niżli w rozumie biegłości. 14Ta nauka nic nie uczy, jedno miłości – nic nie gani, jedno świeckie i cielesne chciwości. Co k temu służy, jej to jest własne – co nie do tego wiedzie, porzucone jest i fałszywie jej przypisane. Tak ta nauka Pisma Ś. głęboka jest, mówi ś. Augustyn15 – bych się jej był od młodości aż do zgrzybiałości z wielką pilnością, z wielkim dowcipem uczył, przedsię tam gdziebych przestał, tamby mi dopiero począć potrzeba. Byś nadalej w niej zabieżał, jeszcze u kresu stoisz. Dziwna rzeka, Pismo Ś. – mówi ś. Grzegorz,16 i tak miałka, iż w niej baranek, to jest prosty i nieuczony, brodzić – i wielbłąd w niej, to jest uczony i doktor pływać, i zatopić się (pyszny heretyk) może. Pismo Ś. – mówi ś. Augustyn, trudnością, z pysznych się (heretyków) śmieje – głębokością, i pilnego straszy – hojnością, i wielce uczone karmi – łagodnością, i prostym obrok swój daje. Rozmiłuj się czytania Pisma Ś. a rozkoszy świeckie porzucisz.
   2. Przypatrz się, jako też to omylna rzecz jest, co mówi Ruś z swemi Grekami – iż Grecka Biblia od siedmdziesiąt tłumaczów wzięta, lepsza jest, niż z Żydowskiego języka, jakiej Łacinnicy używają, przełożona. Widzisz iż sam Metafrastes Greczyn o tym ś. Lucjanie pisze, iż Grecka już była popsowana i sfałszowana, a do Żydowskiej się uciekać musieli. Toż się i w Nowym Testamencie działo. 17Grecki jest od heretyków, których nawięcej od Grecjej było, tak zepsowany, iż się do Łacinników po naprawę uciekać musieli – gdzie cały dochowany jest Nowy Testament, gdzie takiej mocy kacerstwa nigdy niemiały.
   3. Nauczcie się i wy rodzicy tak dziateczki swoje z młodu do Zakonu Bożego, na przykład tych dwojga dziatek na wyznaniu Chrystusowym umorzonych przyuczać – żeby (czego Boże uchowaj) gdyby w pogańską abo heretycką rękę wpadły, zatrzymać się przy ś. wierze umiały – a posty wzięte od Katolickich rodziców zachowując, Chrystusa w niewinności wyznawały. 
 
1  VIII. Ianuar. Stycznia. Mart. R. 9. Ianuar.
2  D. Hier. in Cathalogo.
Chuć wielka do Pisma Świętego.
Z pisania się żywił i ubogie ś. Lucianus.
Biblia Grecka sfałszowana z Żydowskiego się pisma naprawowała. Patrz co się o tym mówi w obroku.
Dwojga dziatek męczeństwo.
Wielka stateczność dziatek.
Rzecz ś. Lucjana do żołnierzów którzy się w mękach zaprzeli Chrystusa.
Czterdzieści męczenników żołnierzów.
10  To czynili święci z osobnego objawienia Ducha ś. i z przywileju którego się naśladować nikomu nie godzi.
11  Ołtarz na piersiach swych uczynił ś. Lucjanus.
12  Rękę męczennika, która wiele pisała ku chwale Bożej, Pan Bóg osobną czcią obdarzył.
13  Obrok duchowny. Pisma Ś. czytanie, jakie ma pożytki.
14  Hugo de anima.
15  Augu. de doctrina Christia. Epist. 2. ad Volus. [wyd. 1598: „ad Velusianum”]
16  Grego. in Prologo Moralium 2. li. super Gene. 19.
17  Biblia Grecka sfałszowana, do Żydowskiej się ucieka.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

wtorek, 20 czerwca 2017

Ptasia sztuka i ludzkie pomysły

Na posągach z kamienia
przesiadują wciąż ptaki
i na twarze poważne
plamy śmieszne spuszczają

Dostojeństwa widoki
z ludzkich myśli ukute
nie zwyciężą żywości
niezmyślonej przyrody

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Ubranie

Zdejmij ze mnie, Panie,
człowieka starego
z jego śmierciami i czynami,
a ubierz mnie w człowieka nowego,
który został stworzony według Boga
w sprawiedliwości i świętości Prawdy.

Modlitwa z Mszału Rzymskiego. Przekład z języka łacińskiego: Jakub Szukalski.

sobota, 17 czerwca 2017

Cudowna mniejszość

Rozumiem siebie w stanie bycia
mniejszym od mrówki i od najlichszej bakterii,
i dopiero w tym stanie staję się kimś większym
dzięki Bożej Łasce.

piątek, 16 czerwca 2017

(64) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Modlitwa

   5 Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. 6 Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. 7 Modląc się, nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. 8 Nie bądźcie podobni do nich! Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, zanim jeszcze Go poprosicie. (Mt 6,5-8)

   5 Καὶ ὅταν προσεύχησθε, οὐκ ἔσεσθε ὡς οἱ ὑποκριταί, ὅτι φιλοῦσιν ἐν ταῖς συναγωγαῖς καὶ ἐν ταῖς γωνίαις τῶν πλατειῶν ἑστῶτες προσεύχεσθαι, ὅπως φανῶσιν τοῖς ἀνθρώποις· ἀμὴν λέγω ὑμῖν, ἀπέχουσιν τὸν μισθὸν αὐτῶν. 6 σὺ δὲ ὅταν προσεύχῃ, εἴσελθε εἰς τὸ ταμεῖόν σου καὶ κλείσας τὴν θύραν σου πρόσευξαι τῷ πατρί σου τῷ ἐν τῷ κρυπτῷ· καὶ ὁ πατήρ σου ὁ βλέπων ἐν τῷ κρυπτῷ ἀποδώσει σοι.
   7 Προσευχόμενοι δὲ μὴ βατταλογήσητε ὥσπερ οἱ ἐθνικοί, δοκοῦσιν γὰρ ὅτι ἐν τῇ πολυλογίᾳ αὐτῶν εἰσακουσθήσονται. 8 μὴ οὖν ὁμοιωθῆτε αὐτοῖς· οἶδεν γὰρ ὁ πατὴρ ὑμῶν ὧν χρείαν ἔχετε πρὸ τοῦ ὑμᾶς αἰτῆσαι αὐτόν. (Mt 6,5-8)

   Szczerości, dzieci! W słowie i w modlitwie. Nie czyńcie, jak obłudnicy. Kiedy się modlą, lubią wystawać w synagogach lub na rogach placów, aby ich ludzie widzieli i chwalili jako pobożnych i sprawiedliwych. Kiedy natomiast przebywają w swych rodzinach, obrażają Boga i bliźniego. Nie zastanawiacie się nad tym, że to jest podobne do krzywoprzysięstwa? Po co chcecie utrzymywać coś, co nie jest prawdą, aby zdobyć szacunek, na jaki nie zasługujecie? Celem modlitwy obłudnej jest powiedzenie: „Zaprawdę jestem święty. Przysięgam to na oczach tych, którzy mnie widzą modlącego się i nie mogą zaprzeczyć, że mnie widzieli, jak się modliłem”. To zasłona okrywająca istniejącą niegodziwość. Modlitwa odmawiana w takim celu staje się bluźnierstwem.
   Pozostawcie Bogu ogłoszenie was świętymi. Niech całe wasze życie woła o was: „Oto sługa Boga”. Wy zaś, wy – z miłości do samych siebie – milczcie. Nie dawajcie waszym językiem, pobudzonym pychą, powodu do zgorszenia w oczach aniołów. Lepiej by było, żebyście się stali niemi w jednym momencie, niż ogłosili się sami – z powodu nieumiejętności panowania nad pychą i językiem – sprawiedliwymi i miłymi w oczach Boga. Pozostawcie ludziom pysznym i zakłamanym tę nędzną chwałę! Zostawcie im tę przelotną nagrodę, tę biedną nagrodę! Oni jednak jej pragną i nie posiądą innej, bo nie można mieć więcej niż jedną: albo prawdziwa zapłata, pochodząca z Nieba – wieczna oraz sprawiedliwa – albo nagroda fałszywa, pochodząca z ziemi i trwająca tak długo jak ludzkie życie, a często jeszcze krócej. Po tym życiu dotknie ich bardzo uciążliwa kara, bo ta niesłuszna nagroda została im już wypłacona.
   Posłuchajcie, jak powinniście się modlić waszymi wargami, pracą, całą swoją osobą, porywem serca, które kocha Boga. Tak, widzieć w Nim Ojca, lecz pamiętać także, że On jest waszym Stwórcą, a wy – stworzeniem, które ma zachowywać się w Bożej obecności z pełną szacunku miłością – zawsze, czy się modli, czy coś robi, czy chodzi, czy wypoczywa, czy przyjmuje zapłatę, czy kogoś wynagradza. Porywem serca – powiedziałem. To pierwsza i podstawowa cecha, bo wszystko pochodzi z serca. Jakie jest serce, taka myśl, słowo, spojrzenie, działanie.
   To ze swego serca sprawiedliwy czerpie dobro, a im więcej go czerpie, tym więcej go znajduje, bo dobro, którego się udziela, rodzi nowe dobro. To jak krew, która się odnawia w krwiobiegu i powraca do serca, wciąż ubogacana nowymi składnikami, pochodzącymi z wchłoniętego tlenu lub sokami z przyjętych pokarmów. Człowiek zły, przeciwnie, może wydobywać ze swego serca mrocznego, wypełnionego oszustwem i jadem, tylko truciznę i kłamstwa, które coraz bardziej się rozwijają, umocnione gromadzonymi przewinieniami, podobnie jak nad dobrym gromadzą się Boże błogosławieństwa. Wierzcie też, że obfitość serca wylewa się przez usta i ujawnia w czynach.
   Miejcie serca pokorne, czyste, kochające, ufne i szczere. Kochajcie Boga miłością skromną, jaką dziewica darzy oblubieńca. Zaprawdę powiadam wam: każda dusza jest dziewicą zaślubioną Przedwiecznemu Oblubieńcowi, naszemu Panu, Bogu. Ta ziemia jest czasem zaręczyn, których duchowym swatem jest anioł dany każdemu człowiekowi jako stróż. A wszystkie godziny życia, wszystkie okoliczności życia są jak służące, przygotowujące małżeńską wyprawę. Godzina śmierci to czas dopełnienia zaślubin. Wtedy przychodzi poznanie, uściski, przenikanie. Ozdobiona szatą prawdziwej małżonki dusza może zdjąć zasłonę i rzucić się w objęcia swego Boga bez [obawy], że takie miłowanie Małżonka może kogoś zgorszyć.
   Na razie jednak – o dusze połączone z Bogiem więzami zaręczyn – kiedy chcecie rozmawiać z Oblubieńcem, wejdźcie do zacisza waszego domu, a przede wszystkim do spokoju waszej wewnętrznej siedziby i mówcie, [jak] cieleśni aniołowie wspierani przez waszych aniołów stróżów, mówcie do Króla aniołów. Mówcie do waszego Ojca w kryjówce waszego serca i wewnętrznego mieszkania. Pozostawcie na zewnątrz wszystko, co należy do świata: gorące pragnienie bycia zauważanym i dawania przykładu; staranie o długie modlitwy, pełne słów, słów i słów, monotonnych, letnich, pozbawionych miłości. Z miłości pozbądźcie się miar w modlitwie.
   Zaprawdę, są osoby, które trwonią bardzo wiele godzin na monologu powtarzanym samymi tylko wargami. To prawdziwy monolog i ten odgłos tak jest pusty, że nawet anioł stróż go nie słucha, lecz usiłuje mu zaradzić, pogrążając się spontanicznie w żarliwej modlitwie za głupca, którego strzeże. Zaprawdę, są osoby, które nie spędziłyby inaczej tych godzin, nawet gdyby Bóg się im ukazał, mówiąc: „Zbawienie świata wymaga, abyście porzucili to bezduszne gadulstwo i poszli po prostu zaczerpnąć wody ze studni, by zrosić nią ziemię – z miłości do Mnie i do waszych bliźnich”.
   Zaprawdę, są osoby, które uważają swój monolog za ważniejszy niż życzliwe przyjęcie gościa lub miłosierną pomoc udzieloną potrzebującemu. Te dusze wpadły w bałwochwalstwo modlitwy.
   Modlitwa jest aktem miłości. Można kochać zarówno wyrabiając chleb, jak modląc się, czuwając przy chorym, rozmyślając, pielgrzymując do Świątyni, troszcząc się o rodzinę, poświęcając jagnię, a nawet – ofiarowując swe słuszne pragnienia skupienia się w Panu. Wystarczy nasycić miłością całą swą istotę i całe działanie. Nie lękajcie się! Ojciec widzi. Ojciec rozumie. Ojciec słucha. Ojciec udziela tego, czego potrzeba. Iluż łask udziela za jedno miłosne westchnienie, prawdziwe, doskonałe! Jaka obfitość łask za ukrytą ofiarę spełnioną z miłością!
   Nie bądźcie jak poganie. Bóg nie potrzebuje, abyście Mu mówili, co ma uczynić. To wy tego potrzebujecie. Poganie mogą to mówić swym bożkom, które nie potrafią ich usłyszeć. Jednak wy nie postępujcie tak wobec Boga Prawdziwego, Duchowego, który jest nie tylko Bogiem i Królem, lecz także waszym Ojcem wiedzącym, zanim Go poprosicie, czego wam potrzeba. (III (cz. 1-2), 32: 26 maja 1945. A, 5154-5171)

   Sincerità, figli. Nella parola e nella preghiera. Non fate come gli ipocriti che quando pregano amano stare a pregare nelle sinagoghe o sugli angoli delle piazze per essere visti dagli uomini e lodati come uomini pii e giusti mentre poi, nell'interno delle famiglie, sono colpevoli verso Dio e verso il prossimo. Non riflettete che questo è come uno spergiuro? Perché voi volete sostenere ciò che vero non è allo scopo di conquistarvi una stima che non meritate? La orazione ipocrita ha lo scopo di dire: "In verità io sono un santo. Lo giuro agli occhi di chi mi vede e che non possono mentire di vedermi pregare". Velo steso sulla malvagità esistente, la preghiera fatta con simili scopi diviene una bestemmia. Lasciate che Dio vi proclami santi, e fate che tutta la vostra vita gridi per voi: "Ecco un servo di Dio". Ma voi, ma voi, per carità di voi, tacete. Non fate della vostra lingua, mossa dalla vostra superbia, un oggetto di scandalo agli occhi degli angeli. Meglio sarebbe diveniste sull'istante muti se non avete la forza di comandare all'orgoglio e alla lingua, autoproclamandovi giusti e gradevoli a Dio. Lasciate ai superbi e ai falsi questa povera gloria! Lasciate ai superbi e ai falsi questa effimera ricompensa. Povera ricompensa! Ma è quale la vogliono, e non ne avranno altra perché più di una non se ne può avere. O quella vera, del Cielo, e che è eterna e giusta. O quella non vera, della terra, che dura quanto la vita dell'uomo e anche meno e che poi, essendo ingiusta, è pagata, oltre la vita, con una ben mortificante punizione. Udite come dovete pregare e col labbro e col lavoro e con tutto voi stessi, per impulso del cuore che ama, sì, Dio, e Padre lo sente, ma che anche sempre ricorda chi è il Creatore e che è la creatura, e sta con amore riverenziale al cospetto di Dio, sempre, sia che òri o che traffichi, sia che cammini o che riposi, sia che guadagni o che benefichi. Per impulso del cuore, ho detto. E’ la prima ed essenziale qualità. Perché tutto viene dal cuore, e come è il cuore tale è la mente, tale la parola, lo sguardo, l'azione. L'uomo giusto dal suo cuore di giusto trae fuori il bene, e più ne trae più ne trova, perché il bene fatto procrea novello bene, così come il sangue che si rinnovella nel circolo delle vene e torna al cuore arricchito di sempre nuovi elementi, tratti dall'ossigeno che ha assorbito e dal succo dei cibi che ha assimilato. Mentre il perverso dal suo buio cuore pieno di frode e di veleni non può che trarre frode e veleno, che sempre più si accrescono, corroborati come sono dalle colpe che si accumulano, come nel buono dalle benedizioni di Dio che si accumulano. Credete pure che è l'esuberanza del cuore quella che trabocca dalle labbra e si rivela nelle azioni. Voi fatevi un cuore umile e puro, amoroso, fiducioso, sincero; amate Dio col pudico amore che ha una vergine per lo sposo. In verità vi dico che ogni anima è una vergine sposata all'eterno Amatore, a Dio Signor nostro; questa terra è il tempo del fidanzamento nel quale l'angelo dato a custode di ogni uomo è lo spirituale paraninfo, e tutte le ore della vita e le contingenze della vita altrettante ancelle che preparano il corredo nuziale. L'ora della morte è l'ora delle nozze compiute e allora viene la conoscenza, l'abbraccio, la fusione, e con veste di sposa compiuta l'anima può alzare il suo velo e gettarsi nelle braccia del suo Dio senza che per amare così lo Sposo possa indurre altri allo scandalo. Ma per ora, o anime ancora sacrificate nel laccio del fidanzamento con Dio, quando volete parlare allo Sposo, mettetevi nella pace della vostra dimora, e soprattutto nella pace della vostra dimora interiore, e parlate, angelo di carne fiancheggiato dall'angelo custode, al Re degli angeli. Parlate al Padre vostro nel segreto del vostro cuore e della vostra stanza interiore. Lasciate fuori tutto quanto è mondo: e la smania di essere notati e quella di edificare, e gli scrupoli delle lunghe preghiere colme di parole, parole, parole e monotone, e tiepide e scialbe d'amore. Per carità! Liberatevi dalle misure nel pregare. In verità vi sono alcuni che sprecano più e più ore in un monologo ripetuto con le labbra sole, e che è un vero soliloquio perché neppur l'angelo custode lo ascolta, tanto è rumore vano che egli cerca di rimediare sprofondandosi di suo in ardente orazione per il suo stolto custodito. In verità vi sono alcuni che non userebbero quelle ore diversamente neppure se Dio apparisse loro dicendo: "La salute del mondo dipende dal tuo lasciare questa loquela senz'anima per andare, magari, semplicemente ad attingere dell'acqua ad un pozzo ed a spargere quell'acqua al suolo per amore di Me e dei tuoi simili". In verità vi sono alcuni che credono più grande il loro monologo all'atto cortese di accogliere un visitatore o a quello caritativo di soccorrere un bisognoso. Sono animi caduti nell'idolatria della preghiera. La preghiera è azione d'amore. E amare si può tanto orando che facendo il pane, tanto meditando che assistendo un infermo, tanto compiendo pellegrinaggio al Tempio che accudendo alla famiglia, tanto sacrificando un agnello quanto sacrificando i nostri anche giusti desideri di raccogliersi nel Signore. Basta che uno intrida tutto se stesso e ogni sua azione nell'amore. Non abbiate paura! Il Padre vede. Il Padre comprende. Il Padre ascolta. Il Padre concede. Quante grazie non sono date anche per un solo, vero, perfetto sospiro d'amore! Quanta abbondanza per un sacrificio intimo fatto con amore. Non siate simili ai gentili. Dio non ha bisogno che gli diciate ciò che deve fare perché voi ne abbisognate. Ciò possono dirlo i pagani ai loro idoli che non possono intendere. Non voi a Dio, al vero, spirituale Iddio che non è solo Dio e Re, ma è Padre nostro e sa, prima ancora che voi glielo chiediate, di che avete bisogno. (3, 127)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

czwartek, 15 czerwca 2017

środa, 14 czerwca 2017

Potrzeba Boga i Człowieka

Skoro Bóg potrzebuje tylko miłości, czegóż więcej potrzeba człowiekowi, który jest obrazem Boga?

Zapis wcześniejszy w języku angielskim:
 
If God needs only love, what more is there to need for human who is an image of God?

wtorek, 13 czerwca 2017

(15) Żywoty Świętych: Edward Wyznawca

Żywot ś. Edwarda króla Angielskiego,
pisany przez Alreda Opata Cystercjeńskiego.
Żył około roku Pańskiego, 1020.1

   Acz w każdym stanie, cny Chrześciański i doskonały żywot, jako ma wiele potu i pracej, tak ma słuszną sławę od Boga i od ludzi – wszakże na wielkich, Pańskich i Królewskich stanach, osobliwe ma podziwienie, i więtsze ludu Bożego zbudowanie. 2Bo trudniejsza im droga, gdy dostatek, rozkoszy, pieniędzy, i ine lepy do złego, i sieci do grzechu w ręku mają – i użyć ich skoro zechcą mogą. Przeto jako rzeczy rzadkiej i wielkiej, Pismo się Ś. dziwuje:3 Błogosławiony, powiada, bogaty (nie lada który, ale ten), który się bez zmazy nalazł, a za złotem się nie puścił, ani nadzieje w pieniądzach, i kochania swego w skarbach nie położył. A który się takim najdzie, a chwalić go będziem? Bo czynił dziwy w żywocie swym. Mógł przestąpić, a nie przestąpił – mógł złe czynić a nie czynił. Przetoż ustalone jest dobro jego w Panie, a jałmużny jego sławić wszytek Kościół świętych będzie. Sławi wszytek Kościół i buduje się więcej z wielkich stanów. Bo są jaśniejsze postępki ich – a nic tajemnego być nie może, co się w wielkich stanach dzieje. Sławmy i my wielkiej świątości króla Edwarda, a od poczęcia i od młodości jego poczniemy. Bo jako ś. Ambroży mówi:4 Pan Bóg święte swoje i rodzenie sławi, i ludziom je ku podziwieniu podaje.
   5Jeszcze się był nie urodził król Edwardus, syn Etelreda króla Angielskiego, a już w żywocie matki swej, mimo ine dwa braty podrosłe, za króla po ojcu swym obrany był. Jeszcze na ziemię nie wyszedł, a już ziemskim panem został – już mu panowie przysięgają, a jeszcze jeśli się narodzi niewiedzą. Wychowanie miał w świętej wierze Katolickiej, a naprzód się w nim chuć ku P. Bogu w wielkim jego młodych leciech nabożeństwie, jako fundament cnót inych pokazała. Bo żaden cnót ś. mieć nie może, który dawcy cnót wszystkich nie służy. 6W kościele rad wytrwał, i długo w modlitwie gęstej kochanie miał. Mszej zawżdy słuchał, klasztory nawiedzał, nabożniejsze zakonniki w towarzystwo z młodu brał. Dziecinnym igrzyskom nie przywykał, i od tych, które się pospolicie w dzieciach najdują, przygan, próżen był. Na ciele czysty, w mowie skąpy, w uprzejmości i prostocie serca chwalebnym się stawił.
   7Za jego młodzieństwa, miecz Duńskich Panów, okrutnie Anglią wojował i burzył – kościoły rozsypował, klasztory niszczył, domy i majętności ludzkie wydzierał – i wielką a nieznośną srogość pokazował. Niezgoda Anglików więcej złego przyczyniła. Bo niektórzy z Duńczyki się bracili, i niewiernemi ojczyznie i swej krwi zdrajcy zostawali. Nakoniec zdradziwszy, i wybiwszy pany swoje, Króle własne, i potomstwo ich wykorzeniwszy, i bracią tego Edwarda, Etmunda i Alfreda, potraciwszy – Kanuta Duńskiego, za króla sobie wzięli, dawszy mu za żonę matkę tego ś. Edwarda – do którego ini wszyscy przystali. Edwardus sam z domu i krwie starych przyrodzonych królów Angielskich został, który uchodząc z gardłem, na wygnaniu daleko od swej ojczyzny mieszkał.
   I widząc swoje, i ojczyzny swej srogie osierocenie, w ludzkiej pomocy zwątpiwszy – bojąc się też, aby samego swoiż nie zdradzili, abo go nieprzyjaciołom domu jego nie przedali – do P. Boga się uciekł, i uczynił taki ślub na pokornej modlitwie swojej. 8Oto miły Panie pomocy nie mam – w sieroctwie moim, powinni moi odstąpili mię – Ociec umarł, bracia od zdradziec poginęli, ich potomstwo pobite, matka nieprzyjacielowi domu naszego za żonę dana jest – na kogóż inego opieka mojego sieroctwa przyszła okrom Ciebie? 9Tobie został ubogi, a sierocie Ty pomocnikiem zstaniesz się. 10Jeśli zemną będziesz, i przywrócisz mi królestwo ojca mego – służyć Tobie w czystości będę – a Piotra ś. za patrona mego wezmę – którego przenaświętsze kości i grób w Rzymie nawiedzić, za Twoją pomocą obiecuję. Po takim ślubie, zstał się ochotniejszy w nadziei ku P. Bogu, i czekając, czekał pomocy świętej Jego.
   Aż rychło on Kanutus i z swym potomstwem umarł, a Anglikowie Duńskiego niewolstwa zbywszy, Edwarda z wielką czcią na królestwo pomazali. 11Z nim wszytko się dobre Angliej wróciło. Nabożeństwo i wiara ś. w kapłaniech i w ludu kwitnęła – a zakonnicy się w służbie Bożej pomnażali – ziemia lepiej rodziła, powietrze zdrowsze, i morze spokojniejsze było. Królowie wszyscy pokój z nim uczynili. Tylo Duńczykowie jeszcze się na Anglią przegrażali. 12Król ś. za takim szczęściem w pychę się żadną nie podniósł – ale raczej domownikom swym, prawie równym, kapłanom pokornym, ludziom wdzięcznym, strapionym a ubogim, hojnym się stawił. Bez brakowania osób, ubogich broniąc, sprawiedliwie sądził – tak iż ojcem sierotom, a obrońcą wdowom był nazwan. Kto o co słusznie prosił, dał – kto mu co brał, milczał. A nade wszytko pieniądzmi gardził – gdy ginęły, nie smucił się, gdy ich przybywało, nie weselił się.
   Jednego czasu, gdy na łóżku swym leżał – komornik jeden skrzynki, gdzie były pieniądze, zamknąć zapomniał. To gdy jeden towarzysz jego obaczył – nabrał niemało worków i poszedł – a mniemając, iż król śpi, wrócił się drugi raz, i brać abo raczej kraść począł drugi raz one pieniądze. 13Milczał król – aż gdy trzeci raz przyszedł, zawołał nań i rzekł: Nie trafiłeś na czas – radzę z tym coś wziął, uciekaj – bo już Ugolin nadchodzi (tak tego podskarbiego zwano) musisz mu wszytko wrócić. I uciekł – a podskarbi wnetże przyszedszy, i kradzież obaczywszy, narzekać pocznie. Król spyta, o co się frasujesz? Gdy rzekł, iż pieniądze pokradzione są – powiedział król: milcz, podobno ich temu więcej było potrzeba, a niżli nam. Daj mu pokój, przestaniem na tym, co nam zostawił.
   Rada i panowie jego, na potomka się oglądając, i radząc mu aby się ożenił – trudność wielką i trwogę mu zadali. 14Bo mając ślub czystości, złamać go żadną miarą nie mógł – a powiedzieć o nim nikomu niechciał, ani tego objawiać – bez czego być nie mogło, jeśliby się był z małżeństwa wymawiał – pojąwszy też żonę, w pokusy i w niebezpieczeństwo czystości swojej wdać by się był musiał. O tym troskliwie myśląc, nakoniec w nadzieję Boskiej pomocy, której dufał, iż go i w małżeństwie czystym zachować mogła – na małżeństwo przyzwoliwszy, taką się modlitwą Panu Bogu poruczył. 15Dobry Jezu, Tyś troje dziatek w ogniu bez upalenia zachował16 – zachowaj mię niepokalanego w tym ogniu małżeńskim, i chuci cielesnej. Przymuszony, w takie się niebezpieczeństwo wdawam. Tyś Józefa w ręku nierządnice czystego zachował.17 Z Twoją obroną Zuzanna stateczna, starce niepowściągliwe pokonała.18 Proszę obroń mię sługi Twego, abych Sakrament Małżeński przyjął, a czystości w nim obiecanej nie stracił. Wysłuchał Pan Bóg modlitwy jego. Wziął za małżonkę córkę Godwina chytrego i podejrzanego a burzliwego człowieka, który prawie na on czas wszytkim władnął – wiele królestwu szkodził, i bracia królewscy za jego przyczyną potraceni byli. Z tego tak złego ojca, P. Bóg jemu świętą małżonkę naznaczył. 19Wyszła róża z ciernia, z złego ojca wielka czystość, i cnót inych miłośnica – która barzo rada w ten ślub i węzeł czystości świętej, w tajemnym postanowieniu, wstąpiła – i oboje sobie przed samym Bogiem przyrzekli, małżonkami sobie być, sercem i wiarą, nie ciałem. I była wielka miedzy nimi, bez skazy cielesnej, miłość, bez stradania dziewictwa małżeństwo. Król żonę miłował, ale się jej nie dotykał – miłowała ona męża, ale jako Abisag nowa zagrzewała Króla,20 cnót wdzięcznością, a nie cielesną pożądliwością.
   Czasu jednego klęcząc nabożnie przy Mszej w godzinę podniesienia ciała Bożego, Król się wesoło uśmiechnął, powagę jednak królewską zachowując. Po Mszy spytali go, czemu się nad zwyczaj śmiał, gdyż innych czasów raczej płakać zwykł, przy tak straszliwych tajemnicach? 21Rzekł prosto: Król się Duński z wielką mocą wyprawił wojować nas, i królestwo nasze, mniemając aby tego szczęścia miał użyć, którego używał gdy Pan Bóg za grzechy nasze nas karał. Już na tę wojnę wsiadając, a przestępując w jeden okręt z drugiego, wpadł w morze i utonął. 22To mi P. Bóg objawił, przy najświętszej Mszy, wierzę iż tak jest, i tak się dziś zstało, i przetom się rośmiał – bo mi Pan mój śmieszną rzecz uczynił – a oboj lud, jednego śmiercią, od grzechu i niebezpieczeństwa wybawił. Nie wierzycieli, prędko kogo aby się dowiedział wyprawcie. Posłali panowie, i dana jest sprawa, iż się tak tego dnia zstało.
   Gdy mu P. Bóg dał już pokój zewsząd i bezpieczeństwo – rozumiał, iż miał czas jachać do Rzymu, a śluby swe u grobu ś. Piotra P. Bogu oddać i wypełnić – na dziękowanie takiego dobrodziejstwa. Zzowie pany wszytkie i radę – opowie im to – każe radzić, jakoby bez szkody królestwa jachać do Rzymu mógł, i uiścić się P. Bogu i ś. Piotrowi. Oni żadną miarą na to przyzwolić niechcieli – prosząc aby tego nie czynił, a Korony w niebezpieczeństwo nie wdawał – aby jeden dobry uczynek pełniąc, insze się lepsze nie utraciły. Tedy król odkładając drogę swoję, posłał prędkie posły do Rzymu do Papieża Leona – radząc się go co z tym czynić miał. 23Papież widząc niebezpieczne jego z królestwa odjechanie, i burzliwe do odmiany poddane – rozgrzeszył go i wypuścił z tego, mocą sobie od Boga daną. A za pokutę, pieniądze, które na drodze strawić miał, ubogim rozdać, i klasztor zakonnikom ś. Benedykta zbudować, i fundować, abo więc stary jaki skażony naprawić, i okrasić kazał, w którymby za grzechy jego, ustawiczna modła na wieki była.
   To król z chucią uczynił, Tornejacki klasztor zstarodawna od Pana Boga cudy niektóremi osłachciony, i Piotrowi ś. przypisany, kosztownym wielce budowaniem ozdobił, i imiony nadał – i taki list do Papieża Mikołaja potomka Leona napisał: 24Najwyzszemu powszechnego Kościoła Ojcu Mikołajowi, Edwardus z łaski Bożej król Angielski, powinną poddaność i posłuszeństwo. Chwalę Pana Boga, iż Kościół swój po dobrym pasterzu, wybornym potomkiem opatrzyć raczył. Przystało mi to, abych ja na opoce waszej, swoje sprawy ostrzył – a jeśli są dobre, doświadczał, ku wiadomości je waszej przynosząc, a prosząc, abyście te przywileje, które mi są od przodka waszego dane, potwierdzili, i onych przyczynili. Rozkazał nam był za posłuszeństwo i pokutę, dla ślubu drogi mej do ś. Piotra, abych klasztor ś. Piotra zbudował, i nadał, na odpuszczenie grzechów moich – tom ja uczynił. Proszę tedy abyście przywileje tego miejsca potwierdzili, i ich przyczynili. 25A ja też potwierdzam i przymnażam darowne i zwyczajne pieniądze, które ma ś. Piotr w Angliej – i te które są zebrane wam posyłam, z inemi królewskiemi dary – prosząc abyście za mię i za królestwo moje Panu Bogu modły swoje ofiarowali – i ustawiczną pamiątkę wszytkiej Angliej, przed ciałem Piotra świętego, czynili.
   Potym Pan Bóg świątobliwość jego wielkimi cudy wsławić raczył. Jednego czasu gdy był w kościele świętego Piotra – powiedzą mu, iż sam przyszedł jeden chromy, który obiedwie nodze za sobą włóczy – powiadając iż był u grobu świętego Piotra, chcąc zdrowie uprosić – a Piotr ś. tak mu w widzeniu rzec miał: Idź do króla Edwarda, niechaj cię swemi rękoma na swoich ramionach do kościoła niesie, a zdrów będziesz. 26Skoro mu to powiedziano, poszedł król do chromego prędko, i porwał go na ramiona swe królewskie, jako mocny a Boży osieł. Wisiał na królu plugawy oszarpaniec, a one piersi i ramiona królewskie, sprośne nogi i ciężkie ciało ubogiego nosiły. Śmiało się z tego wiele ich, i prostocie królewskiej urągali, jakoby się żebrakowi dał zwieść. Lecz on posłuszeństwa swego i pokory w prostocie, wielką cześć odniósł. 27Bo wnet one skurczone żyły, gdy był niesion, rozchodzić się, a ropę i krew szkodliwą na szatę królewską wypuszczać, i czyścić się poczęły. Już to widząc oni, co się śmiali, wołać poczęli: Już go królu złóż na ziemię – już uzdrowiony jest, niechciej się już taką krwią mazać. Lecz on za okrasę, krwie i ropy onej zmazanie, sobie przyczytając – słuchać ich niechciał – ale tam gdzie mu kazano niósł – aż w kościele przed ołtarzem onę ofiarę z ramion złożył, i Piotrowi świętemu oddał. Wstał zdrów chromy jako znowu narodzony, moc Bożą sławiąc, którą przez swoje święte nad nim pokazował.
   28Czasu jednego u ołtarza ś. Trójce Mszej słuchając, wespołek z Leofrykiem Komesem – ujźrzeli obadwa, tak jako ludzkie oko widzieć mogło, Pana naszego Jezusa u ołtarza, a On króla, ręką prawą czyniąc krzyż, błogosławi. Król pokornie głowę skłoni i chwałę da – a Leofrykus mniemając, aby król tego co on nie widział – chcąc królowi powiedzieć, usłyszał od niego: daj pokój Leofryce, widzę ja to, co ty widzisz. 29Kila ślepym swoją wodą, którą twarz umywał, wzrok przywrócił.
   Jednego czasu z Godwinusem onym złym człowiekiem, ojcem żony swej, siedząc za stołem, jeden się dworzanin na jednę nogę potknąwszy potoczył – ale się drugą podparł iż nie upadł. To widząc Godwinus, rzekł: noga nogę, a brat brata podpiera. Król zatym rzecze: Takby był brat mój mnie uczynił, by był Godwinus dopuścił (bo za jego przyczyną bracia królewscy byli zginęli) zlękł się Godwinus, i począł się sprawować, iż nigdy zdrajcą królewskim nie był, ani jest – i przysięgając się na Boga, wziął sztukę chleba, i rzekł: 30Bodajbych tego chleba nie przełknął, a im był udawion. I tak się zstało: chcąc przełknąć, został chleb w gardle jego, i udawiony skonał – na objawienie zdrady jego, i pomsty Bożej. Król to widząc, stojącym rzekł: wywleczcie psa tego. Wiedział król o jego złych i zdradliwych Rzeczypos. Sprawach – lecz milczał jako mądry i taił, aż czas pomsty Bożej nad nim przyszedł.
   31Król ten ś. nigdy się nie wymówił, gdy kto u niego w imię ś. Jana Ewangelisty jałmużny prosił. Czasu jednego nie mając przy sobie podskarbiego, jednemu ubogiemu w to imię pilnie a z uprzykrzeniem proszącemu, gdy nie miał co inego dać, pierścień z ręki zjąwszy, dał. Potym się trafiło, iż dwa Anglikowie do grobu się Bożego do Jeruzalem wezbrali. Gdy byli w dalekiej drodze, dnia jednego drogę stracili – i po lasach i po polach błądzące noc zaszła – a niewiedząc co czynić, gdy się P. Bogu polecali, ujźrzeli jednego starego człowieka, który je do miasta doprowadził, i w gospodzie hojnie uczcił. Nazajutrz gdy wychodzili z miasta, rzekł im on starzec: bracia mili, wiedzcie o tym, iż się zdrowo do domu wrócić macie – 32Bóg wam pomoże, i ja dla Króla waszego pieczą o was mieć będę – bom ja jest Chrystusów Apostoł, Jan, Króla waszego prze czystość jego, miłośnik. Któremu ten pierścień, który mi w osobie pielgrzymowej dał, wróćcie i oddajcie – powiadając mu bliską śmierć jego. A ja go po sześci miesiącach nawiedzę, aby zemną Baranka naśladował, gdziekolwiek pójdzie. Z tym zniknął oddawszy im on pierścień. A oni wróciwszy się, wszytko zupełnie i porządnie Królowi powiedzieli. Prędko potym król zachorzał. I już na pościeli śmiertelnej, wiele złego Angielskiemu Królestwu prorokował. 33Czego słuchał Stygandus (który śmiał pomazać łoże ojca swego Roberta, gdy na jego Biskupstwie Kantuaryjskim za jego żywota siedział – który potym wyklęty od Papieża, jako Judasz przepukł się i skonał nagle, gdy wypadły trzewa jego) ten, mówię, śmiał się, gdy było trzeba płakać. 34Bo w tym proroctwie nawięcej Król na złe kapłany narzekał – prze których łakomstwo P. Bóg miał nieodproszoną plagą Anglią pokarać. Gdy miał skonać, kazał pierwej na rynku swoję śmierć obwołać – aby prędkie za duszę jego modlitwy były. I pożegnał prawy Król i sługa Chrystusów, pełny dni i dobrych uczynków – Roku Pańskiego, 1030. Królował 23. lata. Cudy wielkimi grób jego sławny jest. Od Aleksandra trzeciego Papieża, kanonizowan jest ten świety Król – Roku Pańskiego, 1063.

   35[1.] Czynił zaprawdę ten dziwy, jako Ś. Pismo mówi, ten bogaty, za żywota swego. Acz ono wielkie, chrome leczyć, i ślepe oświecać – ale to więtsze, w wysokim majestacie zwierzchnie królować, a niską pokorę na sercu zachować – bogactwa mieć, a jemi gardzić – w rozkoszach opływać, a jemi się nie mazać – młodym być, a starych umartwienie na ciele nosić – żonę mieć, a jej się nie dotykać. To są prawe i wielkie cuda, któremi się święty żywot Chrześciański przed Bogiem i przed ludźmi wsławić może. Jako też z drugiej strony, w ubóstwie hardość, w żebraninie myśl łakoma, w niedostatku hojne używanie, w starości chuć wszeteczna, brzydka barzo jest rzecz przed Bogiem i przed ludźmi.
   362. Obacz jeszcze z tego żywota, jako święci starzy Królowie Chrześciańscy Papieżowi, jako nawyższemu pasterzowi dusz swoich, i Chrystusowemu na ziemi namiestnikowi, posłuszeństwo oddawali. Tym znając, iż słudzy są Chrystusowi, i od Niego królestwo wzięli, i wedle Jego wolej królować, i poddane sprawować chcą, ku obronie prawosławnej wiary i czci Chrystusowej, i ku zgodzie Chrześciańskiej, a pohańbieniu pogaństwa. 37Doznana rzecz jest, przez te pułtora tysiąca lat, iż żadne królestwo Chrześciańskie nie upadło, które się od posłuszeństwa Papieskiego nie oddaliło. I teraz które trwają, tym trwają. Bo Chrystus obroną ich mocną jest – gdy się na skale Jego Piotra budując, za owce się Jego być znają, a rozkazania Jego około jedności, i posłuszeństwa nie przestępują. O Kościele Bożym rzeczono w proroctwie, królestwo i naród który tobie służyć nie będzie, zaginie, i lud ten pustynia zwojuje. To znać na wschodnych Syryjskich, Arabskich, Ormiańskich, Greckich, i innych królestwach popustoszałych, i już w pogaństwo obróconych. I ty nędzna Anglia, któraś tak święte króle Papieżom i w nich Chrystusowi posłuszne miała, odstąpiwszy od Pasterza twego, potraciłaś króle twoje, i wpadłaś w ręce niewiasty, która tobie rozkazując, od Chrystusa cię odwiodła, i wszytkich tobie kacerstw dopuszcza – upadku swego, jeśli się nie nawrócisz do Boga ojców twoich, czekaj.

1  XII. Ianuar. Stycznia. Mart. R. 5. Ianuar.
Bogatym trudniej doskonały żywot przychodzi.
3  Syr 31.
4  In Luc.
Ś. Edwardus w żywocie królem obrany.
Zachowanie w młodości.
Duńczykowie opanowali Anglią.
Ślub czystości ś. Edwarda, który uczynił Panu Bogu.
9  Ps 10(9B).
10  Nabożeństwo ku ś. Piotrowi i ślub pielgrzymowania do Rzymu.
11  Z dobremi królmi wszytko dobre na królestwo idzie.
12  Pokora w powodzeniu.
13  Dziwna cierpliwość nad złodziejem.
14  Rada o ożenieniu ś. Edwarda.
15  Modlitwa o czystość w małżeństwie.
16  Dn 3.
17  Rdz 39.
18  Dn 13.
19  Ślub czystości w małżeństwie.
20  1 Krl 1.
21  Duch Prorocki w królu.
22  Objawienie przy Mszy ś.
23  Papieska moc.
24  List królewski do Papieża. Poddaność i posłuszeństwo Papieżowi od króla Angielskiego.
25  Świętopietrze w Angliej.
26  Pokora wielka i posłuszeństwo ś. Edwarda ku ś. Piotrowi.
27  Cudo Boże za pokorą i posłuszeństwem.
28  Widzenie P. Jezusa na ołtarzu.
29  Ślepi wodą z twarzy królewskiej zleczeni.
30  Zdrajca królewski chlebem się udawił, i sam się przeklął.
31  Z jałmużny w imię ś. Jana król się nigdy nie wymówił.
32  Jan ś. Ewangelista w osobie ubogiego od króla jałmużnę wziął.
33  Sroga pomsta nad fałszywym Biskupem wyklętym.
34  Król umierając na złe kapłany narzekał.
35  Obrok duchowny. Cuda żywota Chrześciańskiego.
36  Posłuszeństwo królów ku stolicy Papieskiej co znaczy.
37  Każde królestwo Chrześciańskie upadło, które się od posłuszeństwa Papieskiego oddaliło.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski