poniedziałek, 31 października 2016

Spostrzeżenia o dwóch wizjonerskich żywotach Jezusa

Dzieło Anny Katarzyny Emmerich to wyobrażenie wynikające z głębokiego zatopienia w tajemnicy życia Jezusa. Takie wyobrażenie nie jest pozbawione prześwitów rzeczywistości, będąc zakorzenionym w czystej duchowości.

Dzieło Marii Valtorty to wyraźne widzenie życia Jezusa dzięki łasce Bożej i słyszenie słów dzięki pomocy Tajemniczego Tłumacza. Opis bieżący i dość dokładny, sprawiający wrażenie bardziej dokładnego od tego, jaki został pozostawiony w czterech Ewangeliach.

sobota, 29 października 2016

Wolna wola w pierwszym człowieku

   Nie jest tak, jakoby ludzie w raju nie mieli wolnej woli. Przed drzewem życia dostał przecież Adam duszę żyjącą, a przed drzewem poznania – rozum, co nie jest wprost powiedziane, ale Bóg daje mu ponazywać wszystkie zwierzęta, które chce mu dać jako pomoc. I Adam je nazywa. Ma więc rozum – to czego nie otrzymało żadne ze zwierząt. Może żadne poza wężem, który zwiódł Ewę – ten mówi i nazywa po swojemu – ma swój przewrotny rozum.
   Wielu uczonych dzieli tę opowieść z Księgi rodzaju na dwie. Mowa o drzewach pojawia się w opowieści drugiej. I tam jest powiedziane o tym, że Adam stał się duszą żyjącą czy istotą żywą, ale nie ma mowy o tym nazywaniu zwierząt. Jednak zamiast tego poleca Bóg Adamowi uprawianie i doglądanie ogrodu, a to zadanie, jak powszechnie wiadomo, wymaga rozumu. Więc nawet wtedy, jeszcze zanim wyrzekł Bóg słowo zakazujące spożywania z drzewa poznania, miał już Adam rozum, dzięki któremu miał uprawiać ziemię. Miał poznanie dobra. Nie był głupiutkim i niesfornym chłoptasiem odpowiadającym na każde słowo Boga „tak, Tatusiu, tak, tak jak Ty chcesz”. Bóg go usamodzielnił już na samym początku. Miał więc wolę i rozum. Był w końcu człowiekiem! Nie nazwano go kukłą albo pajacykiem, rzeźbą glinianą w ręku Wszechmocnego Stwórcy, ale człowiekiem.1 Miał już tę samą godność co i my, ale jeszcze dostojniejszą, bo nie skażoną grzechem.
   Adam był człowiekiem, więc nie mógł posiadać pełnej świadomości siebie, jaką tylko Bóg może posiadać, ale posiadał nieskażoną świadomość dobra. Mogę to powiedzieć na podstawie świadomości chrzcielnej i znajomości Niepokalanego Serca Maryi. 
 
1  Zauważ, że nie jest nawet nazwany dzieckiem. „Mężczyzną i kobietą ich uczynił”, co można ponoć tłumaczyć nawet „samcem i samicą ich uczynił”.

piątek, 28 października 2016

(35) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Wielki połów

   4 Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów!» 5 A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i nic nie ułowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci». 6 Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. 7 Skinęli więc na współtowarzyszy w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały. 8 Widząc to, Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Wyjdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny». 9 I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali; 10 jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. A Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił». 11 I wciągnąwszy łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim. (Łk 5,4-11)

   4 Ὡς δὲ ἐπαύσατο λαλῶν, εἶπεν πρὸς τὸν Σίμωνα· ἐπανάγαγε εἰς τὸ βάθος καὶ χαλάσατε τὰ δίκτυα ὑμῶν εἰς ἄγραν. 5 καὶ ἀποκριθεὶς Σίμων εἶπεν· ἐπιστάτα, δι’ ὅλης νυκτὸς κοπιάσαντες οὐδὲν ἐλάβομεν· ἐπὶ δὲ τῷ ῥήματί σου χαλάσω τὰ δίκτυα. 6 καὶ τοῦτο ποιήσαντες συνέκλεισαν πλῆθος ἰχθύων πολύ, διερρήσσετο δὲ τὰ δίκτυα αὐτῶν. 7 καὶ κατένευσαν τοῖς μετόχοις ἐν τῷ ἑτέρῳ πλοίῳ τοῦ ἐλθόντας συλλαβέσθαι αὐτοῖς· καὶ ἦλθον καὶ ἔπλησαν ἀμφότερα τὰ πλοῖα ὥστε βυθίζεσθαι αὐτά. 8 Ἰδὼν δὲ Σίμων Πέτρος προσέπεσεν τοῖς γόνασιν Ἰησοῦ λέγων· ἔξελθε ἀπ’ ἐμοῦ, ὅτι ἀνὴρ ἁμαρτωλός εἰμι, κύριε. 9 θάμβος γὰρ περιέσχεν αὐτὸν καὶ πάντας τοὺς σὺν αὐτῷ ἐπὶ τῇ ἄγρᾳ τῶν ἰχθύων ὧν συνέλαβον, 10 ὁμοίως δὲ καὶ Ἰάκωβον καὶ Ἰωάννην υἱοὺς Ζεβεδαίου, οἳ ἦσαν κοινωνοὶ τῷ Σίμωνι. καὶ εἶπεν πρὸς τὸν Σίμωνα ὁ Ἰησοῦς· μὴ φοβοῦ· ἀπὸ τοῦ νῦν ἀνθρώπους ἔσῃ ζωγρῶν. 11 καὶ καταγαγόντες τὰ πλοῖα ἐπὶ τὴν γῆν ἀφέντες πάντα ἠκολούθησαν αὐτῷ. (Łk 5,4-11)

   Jezus zwraca się do Szymona:
   «Zawołaj dwóch pozostałych. Wypłyniemy na jezioro zarzucić sieci».
   «Nauczycielu, mam przemęczone ręce od zarzucania i podnoszenia przez całą noc sieci. Wszystko to było na nic. Ryby są w głębinach, nie wiadomo gdzie» [– sprzeciwia się Piotr.]
   «Rób, co ci mówię, Piotrze. Słuchaj zawsze Tego, kto cię kocha».
   «Uczynię, jak mówisz, z szacunku dla Twego słowa».
   Piotr woła głośno dwóch wspólników oraz Jakuba i Jana:
   «Płyniemy na połów. Nauczyciel tak chce».
   Kiedy odpływają, Piotr mówi do Jezusa:
   «A jednak, Nauczycielu, zapewniam Cię, że to nie jest właściwy czas. O tej porze... Któż wie, gdzie odpoczywają sobie ryby!...»
   Jezus, usiadłszy na dziobie łodzi, uśmiecha się i milczy. Zataczają półokrąg na jeziorze, a potem zarzucają sieci. Po kilku minutach oczekiwania [odczuwają] dziwny wstrząs łodzi: dziwny – bo słońce jest już wysoko i jezioro jest gładkie jak stopione szkło.
   «Ależ to ryby, Nauczycielu!» – woła Piotr wytrzeszczając oczy.
   Jezus uśmiecha się i milczy.
   «Podnoście! Podnoście!» – wydaje Piotr rozkaz wspólnikom. Jednak łódź przechyla się w stronę sieci.
   «O! Jakubie! Janie! Szybko! Płyńcie! Wiosłujcie! Szybko!»
   Dopływają i dzięki wysiłkom rybaków udaje się im podnieść sieć bez uszkodzenia połowu. Łodzie dobijają do brzegu. Są dokładnie jedna przy drugiej. Jeden kosz, dwa, pięć, dziesięć: wszystkie wypełnione zaskakującym połowem. W sieci jest jeszcze bardzo dużo trzepoczących się ryb: srebrne i brunatne, żywe, ruszają się, chcąc wymknąć się śmierci. Nie ma już innego rozwiązania, jak wyrzucić całą resztę [ryb] z sieci na dno łodzi. Robią to i wtedy następuje drganie zamierającego życia. Rybacy mają nogi zanurzone aż po kostki w tej niezwykłej obfitości, a zanurzenie łodzi przekracza linię wodnicy – z powodu nadmiernego obciążenia.
   «Na ląd! Obrót! Naprężyć żagle! Uwaga na dno! Przygotujcie tyki, aby uniknąć wstrząsu. To zbyt duży ciężar!»
   Podczas manewru Piotr nie zastanawia się, ale kiedy cumują, otwiera oczy i pojmuje. Jest przerażony.
   «Nauczycielu, Panie! Odejdź ode mnie! Jestem człowiekiem grzesznym. Nie jestem godzien znajdować się przy Tobie!»
   Klęczy na wilgotnym brzegu. Jezus spogląda na niego i uśmiecha się:
   «Wstań! Chodź za Mną! Już cię nie wypuszczę. Odtąd będziesz łowił ludzi. Wraz z tobą będą to czynić ci oto, twoi towarzysze. Nie lękajcie się już więcej niczego. Wzywam was, chodźcie!»
   «Już, Panie. Wy tam, zajmijcie się łodziami. Zanieście wszystko do Zebedeusza i do mojego szwagra. Chodźmy, wszystko dla Ciebie, Jezu! Niech Przedwieczny będzie błogosławiony za ten wybór». (II, 28: 10 listopada 1944. A, 3979-3984)

   Gesù dice a Simone: «Chiama anche gli altri due. Andiamo sul lago a gettare la rete».
   «Maestro, ho le braccia rotte dall'aver gettato e rialzato la rete per tutta la notte, e per nulla. Il pesce è nel profondo e chissà dove».
   «Fa' quel che ti dico, Pietro. Ascolta sempre chi ti ama».
   «Farò quel che Tu dici, per rispetto alla tua parola» e chiama forte i garzoni e anche Giacomo e Giovanni.
   «Usciamo alla pesca. Il Maestro lo vuole». E mentre si allontanano dice a Gesù: «Però, Maestro, ti assicuro che non è ora propizia. A quest'ora i pesci chissà dove sono a riposo!... »
   Gesù, seduto a prora, sorride e tace.
   Fanno un arco di cerchio sul lago e poi gettano la rete. Pochi minuti di attesa e poi la barca riceve scosse strane, dato che il lago è liscio come di vetro fuso sotto il sole ormai alto.
   «Ma questo è pesce, Maestro!» dice Pietro ad occhi spalancati.
Gesù sorride e tace.
   «Issa! Issa!» ordina Pietro ai garzoni. Ma la barca piega di bordo dal lato della rete. «Ohè! Giacomo! Giovanni! Presto! Venite! Coi remi! Presto!».
   Quelli corrono, e gli sforzi delle due ciurme riescono ad issare la rete senza sciupare la preda.
   Le barche accostano. Sono proprio unite. Un cesto, due, cinque, dieci. Sono tutti pieni di preda stupenda, e ce ne sono ancor tanti di pesci guizzanti nella rete: argento e bronzo vivo che si muove per sfuggire alla morte. Allora non c'è che un rimedio: rovesciare il resto nel fondo delle barche. Lo fanno, e il fondo è tutto un agitarsi di vite in agonia. La ciurma è dentro a questa dovizia sino a oltre il malleolo, e le barche affondano oltre la linea di immersione per il peso eccessivo.
   «A terra! Vira! Forza! Di vela! Attenti al fondale! Pertiche pronte per riparare l'urto! È troppo il peso!».
   Finché dura la manovra, Pietro non riflette. Ma giunti a terra lo fa. Capisce. Ne ha sgomento. «Maestro Signore! Allontanati da me! Io sono uomo peccatore. Non son degno di starti presso!». È in ginocchio sul greto umido.
   Gesù lo guarda e sorride. «Alzati! Seguimi! Più non ti lascio! D'ora in poi tu sarai pescatore d'uomini, e con te questi tuoi compagni. Non temete più nulla. Io vi chiamo. Venite!».
   «Subito, Signore. Voi occupatevi delle barche. Portate tutto a Zebedeo e a mio cognato. Andiamo. Tutti per Te, Gesù! Sia benedetto l'Eterno per questa elezione». (1, 65)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

czwartek, 27 października 2016

Początkowe nauczanie katechizmu: Część trzecia (16)

[s. 37>]

CZĘŚĆ TRZECIA
Praktyczne przykłady dłuższego i krótszego przygotowania katechumenów.

XVI.

24   Przypuśćmy już tedy, że przyszedł ktoś do nas, który chce być chrześcijaninem i jest ze stanu prostego, ale nie wiejskiego, lecz miejskiego, jakich wielu bez wątpienia możesz poznać w Kartaginie.
   Gdy go tedy zapytasz, czy ze względu na jaką doczesnego życia korzyść, lub czy ze względu na pokój po tem życiu spodziewany pragnie zostać chrześcijaninem – a on odpowie, że ze względu na przyszły pokój, wtedy taką mniej więcej, pouczyłbyś go przemową:
   Dzięki Bogu, bracie. Wielce mi jest miło złożyć ci życzenia, i cieszę się tobą, żeś wśród tak wielkich i tak niebezpiecznych burz tego świata pomyślał o jakiemś prawdziwem i pewnem swem zabezpieczeniu. Albowiem ludzie i w tem życiu, wśród wszelkich mozołów szukają pokoju i bezpieczeństwa, ale przez złe skłonności nie znajdują. Chcą bowiem znaleźć odpoczynek w przedmiotach niespokojnych i nietrwałych, a ponieważ czas je zabiera i przemijają, dlatego obawy i boleści takimi ludźmi miotają i nie dozwalają im zażywać pokoju.
   Jeśli bowiem w bogactwach szuka człowiek zaspokojenia – staje się raczej pyszny, niż bezpieczny. Czyż nie widzimy również, jak wielu rychło je straciło, wielu także przez nie zginęło, gdy je albo mieć pragną, albo z niemi, przez większych chciwców gwałtem zabranemi, tracą nawet życie? [s. 38>] A choćby one przez całe życie z człowiekiem przetrwały i nie opuściły miłośnika swego, to on przez samą śmierć je opuści. Jak długie bowiem jest życie człowieka, choćby się i zestarzał? Albo gdy ludzie życzą sobie starości, czegóż innego sobie życzą, jak nie długiej słabości? Podobnie i zaszczyty tego świata czemże są, jeśli nie odurzeniem, próżnością i niebezpieczeństwem zagłady? Bo tak Pismo św. mówi: „Wszelkie ciało trawa, a wszelka chwała człowieka, jako kwiat polny. Uschła trawa i opadł kwiat, lecz słowo Pana naszego trwa na wieki”.1 A zatem kto pragnie prawdziwego pokoju i prawdziwej szczęśliwości, oderwać powinien swą nadzieję od rzeczy znikomych i przemijających, a pokładać ją w słowie Pańskiem, aby lgnąc do tego, co trwa na wieki, sam także z tem trwał na wieki.
25   Bywają też ludzie, którzy ani bogactw nie szukają ani do czczej okazałości zaszczytów dojść nie usiłują, lecz chcą bawić się i znaleźć pokój w karczmach i porubstwach, w teatrach i marnych widowiskach, jakie w wielkich miastach mają zadarmo. Ale w ten sposób nawet sami dopełniają przez rozpustę miary swego ubóstwa, albo następnie z nędzy przerzucają się do kradzieży i włamań, a niekiedy także do zbójectwa, przyczem znagła ogarniają ich mnogie i wielkie strachy, a ci, którzy na krótki czas przedtem w karczmie śpiewali, już w snach przeżywają więzienne narzekania. Przez namiętne zaś upodobanie w widowiskach stają się podobni do złych duchów, bo krzykami swemi podniecają ludzi,2 aby się wzajemnie zabijali – i by, nie mając do siebie nawet żadnej urazy, zawzięte walki z sobą prowadzili, byle tylko podobać się szalonemu tłumowi. Jeśliby zaś spostrzegli, że przeciwnicy się zgadzają, wtedy ich nienawidzą i prześladują i, chociaż w walkach czynnego udziału nie biorą, jednak wołają, by tamtych siec rózgami, a co więcej, nawet zmuszają [s. 39>] sędziego, mściciela krzywd, aby właśnie rozkazał uczynić tę krzywdę. Jeśli zaś poznają, że okropną nawzajem nieprzyjaźnią pałają tak zwani zapaśnicy, czyto zażarci rozbójnicy, czyto aktorzy, czy muzykanci, czy woźnice, czy ci nieszczęśliwi ludzie, których nietylko z ludźmi, lecz także ze zwierzętami puszczają do zapasów i walki, czyli im większy wyczuwają w nich szał niezgody, tem bardziej ich kochają i nimi się rozkoszują i wzburzonym sprzyjają, a sprzyjając podburzają. W ten sposób sami widze jeden ponad drugiego więcej przeciw sobie samym szaleją, aniżeli owi, których szaleństwo szaleni wywołują, ale szałem opętani, pragną się im napatrzyć.
   W jakiże więc sposób zdrowy spokój może zachować ten duch, który karmi się waśniami i walkami? Albowiem każdy ci to powie, że jaki twój pokarm, takie twoje zdrowie.3
   Wkońcu, aczkolwiek niezdrowe radości nie są radościami, jednak jakiekolwiek są i jak wielce bawiłyby chełpliwość z bogactw i szumne zaszczyty i nory karczemne i teatralne zapaśnictwo i nieczystość porubstwa i łazien lubieżność – to wszystko zabiera jedna niepozorna gorączka i jeszcze żyjącym całą fałszywą szczęśliwość niweczy; pozostaje czcze i poranione sumienie, mające poznać Boga jako sędziego, którego nie chciało mieć jako stróża, i mające znaleźć surowego Pana, do którego dążeniem i miłością, jako do słodkiego Ojca, wzgardziło. Ty zaś, ponieważ szukasz prawdziwego pokoju, jaki po tem życiu jest dla chrześcijan przyobiecany, także tu już zakosztujesz miłego i przyjemnego szczęścia, pośród najbardziej gorzkich utrapień tego życia, jeśli umiłujesz przykazania Tego, który pokój przyobiecał. Wnet bowiem doznasz, że słodsze są owoce sprawiedliwości, niż nieprawości, i że prawdziwiej i przyjemniej cieszy człowieka dobre sumienie wśród utrapień, aniżeli złe wśród rozkoszy. Bo nie poto przyszedłeś połączyć się z Kościołem Bożym, aby szukać w nim jakiej korzyści doczesnej.

XVI. Przykład przemowy katechety. Zaczerpnięcie początku od chwalebnego postanowienia przyjęcia religii chrześcijańskiej przez wzgląd na przyszły pokój. Pokoju nie należy szukać w przedmiotach niepokoju. Nie w bogactwach ani zaszczytach. Poszukiwacze pokoju w rozkoszach ciała i widowiskach.
1  Iz 40,6nn.
2  Tzw. gladjatorów.
3  W przekładzie W. Budzika chyba przez omyłkę: „taki twój pokarm, takie twoje zdrowie”. Tymczasem u Augustyna wyraźnie jaki..., takie...” („Qualis enim cibus sumitur, talis valetudo consequitur”.) [Przyp. J. Szukalski.]

Z dzieła św. Augustyna: De Catechizandis redibus
Przekład: ks. Władysław Budzik
Wydanie: Jan Jachowski, Poznań 1929

środa, 26 października 2016

Niezależność Osób

   Nie jest tak, jakoby nie było wolności jako takiej. Taką wolnością jest Bóg – Bóg sam w sobie. Jego imię Zbawiciel, ale i Zbawienie. W języku używamy rzeczywiście słowa wolność w znaczeniu wolności od czegoś. Czy można by to przyłożyć do Boga? Tak, Bóg jest Rzeczywistą Wolnością – Wolnością od Zła, Wolnością od Grzechu, Wolnością od Błędu, ale nie tak, jakoby On stał przed wyborem zła, grzechu czy błędu, ale tak, że w Nim nie ma tego w ogóle. A ponieważ jest sam w sobie niezależny i Osoby Boskie są niezależne, wznieśmy się wyżej i zobaczmy jak dokonują się w Bogu wybory między dobrami. W świętej wymianie miłości, jaka zachodzi w Bogu, Ojciec jest niezależny w swych postanowieniach, Syn niezależny w swoich przebaczeniach, Duch Święty niezależny w swoich prośbach. Wszyscy Trzej są w niezależności, ale nie w takiej, jaką pojmują ludzie. Trójca Święta polega na sobie wzajemnie, ale w wolnym wyborze – od poszczególnych Osób wychodzą poszczególne myśli i pragnienia, które w Świętej Trójcy pozostają w jedności, to znaczy w zgodności, bo wszystkie Trzy Osoby cieszą się wzajemnie miłością. Przypominam naukę o woli Ojca i woli Syna i o Bosko-ludzkiej woli Syna, a do tego zachęcam jeszcze do spojrzenia na wolę Świętego Ducha, którą pominięto w wielu rozważaniach.
   I tak samo ze zbawieniem. Każda z Trzech Osób Boskich zachowuje swoją tożsamość czy odrębność, więc zachowują siebie od siebie nawzajem. Są zbawieni nie tylko od zła światowego (o tym już tutaj nie mówię, bo jesteśmy wyżej), ale zbawiają siebie od siebie, to znaczy pozwalają sobie wzajemnie na własne bycie, a przy tym wzajemnie siebie obdarowują, bo jedność i miłość zasadza się na wymianie dóbr. To cud niepojęty, bo nie tylko zachowują swoją tożsamość, ale i tożsamości się zbywają. Taka zabawa, rozkosz niebiańska. I na jednym z synodów słyszymy dziwne słowa: „Ojciec jest tym samym, co Syn, Syn tym samym, co Ojciec, Duch Święty tym samym, co Ojciec i Syn, to znaczy jednym Bogiem co do natury” (Synod Toledański XI (675): DS 530; tłum. za KKK 253). Słowa nie dziwne dla tych, którzy osłuchali się już w nauce chrześcijańskiej i uszy im już od tego więdną, ale w sercach nadal nie pojmują. Dla ludzkiego umysłu jednak to nauka zawsze zadziwiająca i wprawiająca w osłupienie, jeśli próbuje się w nią wnikać.

wtorek, 25 października 2016

(34) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Nauczanie z łodzi

   1 Znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej, na jeziorze, a cały tłum stał na brzegu jeziora. 2 Nauczał ich wiele w przypowieściach... (Mk 4,1-2)

   1 Pewnego razu – gdy tłum cisnął się do Niego, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret – 2 zobaczył dwie łodzie stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci. 3 Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. (Łk 5,1-3)

   1 Καὶ πάλιν ἤρξατο διδάσκειν παρὰ τὴν θάλασσαν· καὶ συνάγεται πρὸς αὐτὸν ὄχλος πλεῖστος, ὥστε αὐτὸν εἰς πλοῖον ἐμβάντα καθῆσθαι ἐν τῇ θαλάσσῃ, καὶ πᾶς ὁ ὄχλος πρὸς τὴν θάλασσαν ἐπὶ τῆς γῆς ἦσαν. 2 καὶ ἐδίδασκεν αὐτοὺς ἐν παραβολαῖς πολλὰ καὶ ἔλεγεν αὐτοῖς ἐν τῇ διδαχῇ αὐτοῦ· (Mk 4,1-2)

   1 Ἐγένετο δὲ ἐν τῷ τὸν ὄχλον ἐπικεῖσθαι αὐτῷ καὶ ἀκούειν τὸν λόγον τοῦ θεοῦ καὶ αὐτὸς ἦν ἑστὼς παρὰ τὴν λίμνην Γεννησαρὲτ 2 καὶ εἶδεν δύο πλοῖα ἑστῶτα παρὰ τὴν λίμνην· οἱ δὲ ἁλιεῖς ἀπ’ αὐτῶν ἀποβάντες ἔπλυνον τὰ δίκτυα. 3 ἐμβὰς δὲ εἰς ἓν τῶν πλοίων, ὃ ἦν Σίμωνος, ἠρώτησεν αὐτὸν ἀπὸ τῆς γῆς ἐπαναγαγεῖν ὀλίγον· καθίσας δὲ ἐκ τοῦ πλοίου ἐδίδασκεν τοὺς ὄχλους. (Łk 5,1-3)

   Jezus błogosławi i wychodzi. Idzie na próg, gdzie znajduje się chory cierpiący na wysoką gorączkę.
   «Nauczycielu, okaż dobroć!»
   «Ty także. Oddaj sprawiedliwości odzyskane siły».
   Jezus głaska go i wychodzi. Idzie na brzeg. Za Nim i przed Nim postępują ludzie w wielkiej liczbie. Błagają Go:
   «Nie mogliśmy Cię usłyszeć. Nie udało nam się wejść. Mów także do nas».
   Jezus daje znak, że się zgadza i kiedy tłum tłoczy się wokół Niego – tak że mógłby Go zadusić – wchodzi do Piotrowej łodzi. To jednak nie wystarczy. Idą za Nim aż do łodzi. [Jezus mówi do Piotra:]
   «Wypłyń łodzią i oddal się nieco od brzegu». (II, 27: 9 listopada 1944)

   Widzę kontynuację [poprzedniej] wizji. Rozpoczyna się od słów Jezusa:
   «Kiedy na wiosnę wszystko jest w kwiatach, rolnik mówi zadowolony: „Będzie wiele owoców”. Nadzieja ta napełnia radością jego serce. Jednak od wiosny do jesieni, od miesiąca kwiatów do miesiąca owoców [mija wiele] dni. Nadchodzi wiatr, deszcz i słońce, gwałtowne zawieruchy. A potem [przychodzi] wojna lub okrucieństwo mocnych, choroby roślin i choroby wieśniaków. Wtedy roślinność nie jest już okopywana, obsypywana, podlewana, podpierana, pielona. Drzewa, które zapowiadały wiele owoców, karłowacieją i całkiem umierają lub tracą swe płody!
   Idziecie za Mną. Kochacie Mnie. Jak rośliny na wiosnę strojni jesteście dobrymi intencjami, gorącymi uczuciami. To prawda: o świcie Mojego apostolstwa Izrael przypomina nasze słodkie wioski w promiennym miesiącu Nisan. A jednak, posłuchajcie... Jak [rośliny] pali susza, tak wy ujrzycie szatana przychodzącego wysuszyć was zazdrosnym tchnieniem. Potem ludzie swoim lodowatym wiatrem sprawią, że zmarzną wasze kwiaty. Przyjdą gwałtowne wichry burzliwych uczuć i odraza podobna do rzęsistego deszczu. Wszyscy Moi i wasi wrogowie przyjdą, by zniszczyć wszelkie owoce pragnień rozkwitłych w Bogu.
   Uprzedzam was o tym, bo Ja wiem. Czy więc wszystko zostanie stracone, gdy Ja, jak chory rolnik – więcej niż chory: umarły – nie będę już mógł dawać wam słów ani cudów? Nie. Ja sieję i uprawiam tak długo, jak długo trwa Mój czas, a potem w was [dokona się] wzrost i dojrzewanie, jeśli będziecie tego strzec.
   Popatrzcie na ten figowiec przy domu Szymona, syna Jony. Ten, kto go posadził, nie znalazł miejsca odpowiedniego i dobrego. Posadzony blisko wilgotnego muru, od strony północnej, obumarłby, gdyby sam nie zaczął się ochraniać, by żyć. Szukał słońca i światła. Teraz jest powyginany, lecz – mocny i dumny. Pije słońce od świtu i produkuje dzięki niemu sok dla setek, dla wielu setek swoich jakże słodkich owoców. Sam się obronił. Powiedział: „Stworzyciel chciał, abym dawał człowiekowi radość i pożywienie. Chcę do Jego woli dołączyć swoją!” Zwykły figowiec! Niema roślina! Bez duszy!
   A wy, synowie Boga, synowie ludzcy, czyż będziecie gorsi od tego drzewa? Strzeżcie się, by wydawać owoce życia wiecznego. To Ja was uprawiam i na koniec dam wam taki sok, że mocniejszy nie może już istnieć. Nie pozwólcie, by szatan śmiał się szyderczo na ruinach Mojej pracy, Mojej ofiary i waszych dusz. Szukajcie światła. Szukajcie słońca. Szukajcie siły. Szukajcie życia. Ja jestem Życiem, Siłą, Słońcem, Światłem tego, kto kocha. Jestem tu, by was poprowadzić tam, skąd przyszedłem.
   Mówię to tutaj, aby was wszystkich wezwać i ukazać wam Prawo Dekalogu dającego życie wieczne. Daję wam nakaz miłości: „Kochajcie Boga i bliźniego”. To pierwszy warunek, aby wypełnić wszystko, co dobre. To najświętsze z dziesięciu przykazań: miłujcie. Ci, którzy będą miłować Boga i dla których Bóg stanie się Panem, będą mieć na ziemi i w Niebiosach pokój. Będzie on dla nich namiotem i koroną».
   Po błogosławieństwie Jezusa ludzie oddalają się z żalem. Nie ma chorych ani ubogich. (II, 28: 10 listopada 1944. A, 3979-3984)

   Gesù benedice e passa. Va sulla soglia dove è il malato di gran febbre.
   «Maestro! Sii buono!».
   «E tu pure. Usa la salute nella giustizia». Lo carezza ed esce.
   Torna sulla riva, seguito, preceduto, benedetto da molti che supplicano: «Noi non ti abbiamo udito. Non potevamo entrare. Parla a noi pure».
   Gesù fa cenno di si e, siccome la folla lo stringe sino a soffocarlo, monta sulla barca di Pietro. Non basta. L'assedio è incalzante. «Metti la barca in mare e scostati alquanto».
   La visione cessa qui. (1, 64)

   «Quando a primavera tutto fiorisce, l'uomo del campo dice, contento: "Avrò molto frutto". E giubila in cuor suo per questa speranza. Ma dalla primavera all'autunno, dal mese dei fiori a quello delle frutta, quanti giorni, quanti venti, e piogge, e sole, e burrasche hanno da passare, e talora guerra o crudeltà di potenti, e malattie delle piante, e talora malattia dell'uomo del campo, per cui – non più scalzate e rincalzate, irrigate, potate, sorrette, pulite – le piante, promettenti gran frutto, intristiscono e muoiono o totalmente o nel loro raccolto!
   Voi mi seguite. Voi mi amate. Voi, come piante a primavera, vi ornate di propositi e di amore. Veramente Israele in quest'alba del mio apostolato è come le nostre dolci campagne nel luminoso mese di nisam. Ma udite. Come arsione di siccità, verrà Satana a bruciarvi col suo alito che mi invidia. Verrà il mondo col suo vento gelato a ghiacciare il vostro fiorire. Verranno le passioni come burrasche. Verrà il tedio come pioggia ostinata. Tutti i nemici miei e vostri verranno per isterilire ciò che dovrebbe venire da questa santa vostra tendenza a fiorire in Dio. Io ve ne avverto, perché so.
   Ma tutto allor sarà perso, quando Io, come agricoltore malato – più che malato, morto – più non potrò dare a voi parole e miracoli? No. Io semino e coltivo sinché è il mio tempo. Poi su voi crescerà e maturerà, se voi farete buona guardia.
   Guardate quel fico della casa di Simone di Giona. Chi lo piantò non trovò il punto giusto e propizio. Messo a dimora presso l'umido muro di settentrione, sarebbe morto se, da sé stesso, non avesse voluto tutelarsi per vivere. Ed ha cercato sole e luce. Eccolo là, tutto piegato, ma forte e fiero, che beve dall'aurora il sole, e se ne fa succo per i suoi cento e cento e cento dolci frutti. Si è difeso da sé. Ha detto: "Il Creatore m'ha voluto per dar gioia e cibo all'uomo. Io voglio che il suo volere abbia a compagno il mio!". Un fico! Una pianta senza parola! Senza anima! E voi, figli di Dio, figli dell'uomo, sarete da meno della legnosa pianta?
   Fate buona guardia per dar frutti di vita eterna. Io vi coltivo, e per ultimo vi darò un succo che più potente non ne esiste. Non fate, non fate che Satana rida sulle rovine del mio lavoro, del mio sacrificio e della vostra anima. Cercate la luce. Cercate il sole. Cercate la forza. Cercate la vita. Io sono Vita, Forza, Sole, Luce di chi mi ama. Qui sono per portare voi là da dove Io sono venuto. Qui parlo per chiamarvi tutti e additarvi la Legge dai dieci comandi che danno la vita eterna. E con consiglio d'amore vi dico: "Amate Dio e il prossimo". Condizione prima per compiere tutto ogni altro bene. Il più santo dei dieci comandi santi. Amate. Coloro che ameranno in Dio, Dio e prossimo, e per il Signore Iddio, avranno in terra e in Cielo la pace per loro tenda e per loro corona».
   La gente si allontana a fatica dopo la benedizione di Gesù. Non ci sono malati né poveri. (1, 65)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

sobota, 22 października 2016

Kochane niepytanie

Nie pyta czemu
kto kocha
moja kochana
kochanie
to nie rozumienie
tajemnica
zapatrzenie
w ciszy ukojenie
kto kocha
moja ukochana
tajemnicą się cieszy
z tajemnicą nie zrywa
aby kochanie
ciągle było
samym tylko kochaniem

Wolna wola w Bogu

   Nie sprzeczam się z naukami Augustyna i Anzelma [o wolnej woli], ale je uzupełniam. W świecie jako takim należy uwzględnić jeszcze wolną wolę w znaczeniu wyboru między dobrami, a nie tylko wyboru między dobrem a złem. Dlaczegóż to? Bo wiemy, że także Bóg ma wolę, a Bóg nie czyni nic złego i nigdy nie wybiera między dobrem a złem, a raczej między dobrem a dobrem. Wejdźmy wyżej, do Bożego Życia. Bóg jest Bogiem Żywym, Tętniącym. To znaczy, że w Jego Bycie następuje wzrost, rozrost, ruch, wymiana, ale to wszystko w dobru, z dobra w dobro, od dobra do dobra, między dobrami. W Jego Życiu jest obecny stosunek osobowy i stąd możliwości wyboru dóbr między dobrami i wielka zabawa, niezmierzona miłość.
   Warto pamiętać, że Augustyn i Anzelm w tym ujęciu używali określenia liberum arbitrium. Samo arbitrium oznacza (1) wyrok sędziowski, (2) wolne zdanie, sąd, lub jak tłumaczy Bobrowski (3) „obecność, świadectwo czyje, który co słyszy albo widzi”, (4) „wola, władza działania podług woli, upodobania” (niektórzy jeszcze tłumaczą jako panowanie, władza). Nie jest to więc zupełnie to samo, co voluntas (wola), ale w naszej rozmowie bliskoznaczne.
   Zauważ jeszcze, że Bóg dopuszcza rozmowę z człowiekiem upodlonym. I na tym poziomie następuje wymiana. W tym miejscu pojawia się sprawa zła. Tutaj człowiek wszedł w pewną zależność od zła i jego rozmowa z Bogiem nie jest nieskażona wpływami zła. Mówię o zwykłych ludziach, nie o świętych. Ale nawet w modlitwach świętych ciągle pojawia się sprawa zła, jako tego, przeciw czemu się przeciwstawiają. Nawet w ustach najświętszego Pana Jezusa słyszymy „zbaw nas ode złego”. Stąd też kiedy Bóg mówi, że stwarza ciemności i niedolę (Iz 45,7), to są to ciemności i niedola w ludzkim pojęciu, a nie rzeczywiste zło; gdyż On nie czyni niczego złego – nie ma w nim wyboru między dobrem a złem, ale między dobrem a dobrami. Możemy Go prosić o różne dobra, a On wysłucha i doświadczymy Jego dobroci. Da nam też to, czego się nie spodziewamy i co przerasta nasze oczekiwania. Zasieje też w naszym sercu pokój i niepokój, ale wszystko będzie dobrem i będzie bardzo dobre, jednak nie wszystko takie w naszym zawężonym ludzkim pojęciu. Dlatego pomylone ludzkie umysły doświadczając zła, wołają nieraz do nieba: „Boże, cóżeś mi uczynił?”

piątek, 21 października 2016

(33) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Uzdrowienie paralityka

   1 On wsiadł do łodzi, przeprawił się z powrotem i przyszedł do swego miasta. 2 A oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Ufaj, synu! Odpuszczone są ci twoje grzechy». 3 Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: «On bluźni». 4 A Jezus, znając ich myśli, rzekł: «Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? 5 Cóż bowiem łatwiej jest powiedzieć: Odpuszczone są ci twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań i chodź! 6 Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów» – rzekł do paralityka: «Wstań, weź swoje łoże i idź do swego domu!» 7 On wstał i poszedł do domu. 8 A tłumy ogarnął lęk na ten widok, i wielbiły Boga, który takiej mocy udzielił ludziom. (Mt 9,1-8)

   1 Gdy po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszano, że jest w domu. 2 Zebrało się zatem tylu ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę. 3 I przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. 4 Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili nosze, na których leżał paralityk. 5 Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Dziecko, odpuszczone są twoje grzechy». 6 A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: 7 «Czemu On tak mówi? [On] bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, prócz jednego Boga?» 8 Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: «Czemu myśli te nurtują w waszych sercach? 9 Cóż jest łatwiej: powiedzieć paralitykowi: Odpuszczone są twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje nosze i chodź? 10 Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów» – rzekł do paralityka: 11 «Mówię ci: Wstań, weź swoje nosze i idź do swego domu!» 12 On wstał, wziął zaraz swoje nosze i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga, mówiąc: «Nigdy jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego». (Mk 2,1-12)

   17 Pewnego dnia, gdy nauczał, siedzieli faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy przyszli ze wszystkich miejscowości Galilei, Judei i z Jeruzalem. A była w Nim moc Pańska, tak że mógł uzdrawiać. 18 Wtem jacyś mężczyźni, niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim. 19 Nie mogąc w żaden sposób go przenieść z powodu tłumu, weszli na płaski dach i przez powałę spuścili go wraz z łożem na sam środek, przed Jezusa. 20 On, widząc ich wiarę, rzekł: «Człowieku, odpuszczone są ci twoje grzechy». 21 Na to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli się zastanawiać i mówić: «Kimże on jest, że wypowiada bluźnierstwa? Któż może odpuścić grzechy prócz samego Boga?» 22 Lecz Jezus przejrzał ich myśli i w odpowiedzi [na nie] rzekł do nich: «Co za myśli nurtują w sercach waszych? 23 Cóż jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczone są ci twoje grzechy, czy powiedzieć: Wstań i chodź? 24 Otóż żebyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów» – rzekł do sparaliżowanego: «Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu!» 25 I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do swego domu, wielbiąc Boga. 26 Wtedy zdumienie ogarnęło wszystkich; wielbili Boga i pełni bojaźni mówili: «Przedziwne rzeczy widzieliśmy dzisiaj». (Łk 5,17-26)

   1 Καὶ ἐμβὰς εἰς πλοῖον διεπέρασεν καὶ ἦλθεν εἰς τὴν ἰδίαν πόλιν.
   2 καὶ ἰδοὺ προσέφερον αὐτῷ παραλυτικὸν ἐπὶ κλίνης βεβλημένον. καὶ ἰδὼν ὁ Ἰησοῦς τὴν πίστιν αὐτῶν εἶπεν τῷ παραλυτικῷ· θάρσει, τέκνον, ἀφίενταί σου αἱ ἁμαρτίαι. 3 Καὶ ἰδού τινες τῶν γραμματέων εἶπαν ἐν ἑαυτοῖς· οὗτος βλασφημεῖ. 4 καὶ ἰδὼν ὁ Ἰησοῦς τὰς ἐνθυμήσεις αὐτῶν εἶπεν· ἱνατί ἐνθυμεῖσθε πονηρὰ ἐν ταῖς καρδίαις ὑμῶν; 5 τί γάρ ἐστιν εὐκοπώτερον, εἰπεῖν· ἀφίενταί σου αἱ ἁμαρτίαι, ἢ εἰπεῖν· ἔγειρε καὶ περιπάτει; 6 ἵνα δὲ εἰδῆτε ὅτι ἐξουσίαν ἔχει ὁ υἱὸς τοῦ ἀνθρώπου ἐπὶ τῆς γῆς ἀφιέναι ἁμαρτίας– τότε λέγει τῷ παραλυτικῷ· ἐγερθεὶς ἆρόν σου τὴν κλίνην καὶ ὕπαγε εἰς τὸν οἶκόν σου. 7 καὶ ἐγερθεὶς ἀπῆλθεν εἰς τὸν οἶκον αὐτοῦ. 8 ἰδόντες δὲ οἱ ὄχλοι ἐφοβήθησαν καὶ ἐδόξασαν τὸν θεὸν τὸν δόντα ἐξουσίαν τοιαύτην τοῖς ἀνθρώποις. (Mt 9,1-8)

   1 Καὶ εἰσελθὼν πάλιν εἰς Καφαρναοὺμ δι’ ἡμερῶν ἠκούσθη ὅτι ἐν οἴκῳ ἐστίν. 2 καὶ συνήχθησαν πολλοὶ ὥστε μηκέτι χωρεῖν μηδὲ τὰ πρὸς τὴν θύραν, καὶ ἐλάλει αὐτοῖς τὸν λόγον. 3 Καὶ ἔρχονται φέροντες πρὸς αὐτὸν παραλυτικὸν αἰρόμενον ὑπὸ τεσσάρων. 4 καὶ μὴ δυνάμενοι προσενέγκαι αὐτῷ διὰ τὸν ὄχλον ἀπεστέγασαν τὴν στέγην ὅπου ἦν, καὶ ἐξορύξαντες χαλῶσιν τὸν κράβαττον ὅπου ὁ παραλυτικὸς κατέκειτο. 5 καὶ ἰδὼν ὁ Ἰησοῦς τὴν πίστιν αὐτῶν λέγει τῷ παραλυτικῷ· τέκνον, ἀφίενταί σου αἱ ἁμαρτίαι. 6 Ἦσαν δέ τινες τῶν γραμματέων ἐκεῖ καθήμενοι καὶ διαλογιζόμενοι ἐν ταῖς καρδίαις αὐτῶν· 7 τί οὗτος οὕτως λαλεῖ; βλασφημεῖ· τίς δύναται ἀφιέναι ἁμαρτίας εἰ μὴ εἷς ὁ θεός; 8 καὶ εὐθὺς ἐπιγνοὺς ὁ Ἰησοῦς τῷ πνεύματι αὐτοῦ ὅτι οὕτως διαλογίζονται ἐν ἑαυτοῖς λέγει αὐτοῖς· τί ταῦτα διαλογίζεσθε ἐν ταῖς καρδίαις ὑμῶν; 9 τί ἐστιν εὐκοπώτερον, εἰπεῖν τῷ παραλυτικῷ· ἀφίενταί σου αἱ ἁμαρτίαι, ἢ εἰπεῖν· ἔγειρε καὶ ἆρον τὸν κράβαττόν σου καὶ περιπάτει; 10 ἵνα δὲ εἰδῆτε ὅτι ἐξουσίαν ἔχει ὁ υἱὸς τοῦ ἀνθρώπου ἀφιέναι ἁμαρτίας ἐπὶ τῆς γῆς – λέγει τῷ παραλυτικῷ· 11 σοὶ λέγω, ἔγειρε ἆρον τὸν κράβαττόν σου καὶ ὕπαγε εἰς τὸν οἶκόν σου. 12 καὶ ἠγέρθη καὶ εὐθὺς ἄρας τὸν κράβαττον ἐξῆλθεν ἔμπροσθεν πάντων, ὥστε ἐξίστασθαι πάντας καὶ δοξάζειν τὸν θεὸν λέγοντας ὅτι οὕτως οὐδέποτε εἴδομεν. (Mk 2,1-12)

   17 Καὶ ἐγένετο ἐν μιᾷ τῶν ἡμερῶν καὶ αὐτὸς ἦν διδάσκων, καὶ ἦσαν καθήμενοι Φαρισαῖοι καὶ νομοδιδάσκαλοι οἳ ἦσαν ἐληλυθότες ἐκ πάσης κώμης τῆς Γαλιλαίας καὶ Ἰουδαίας καὶ Ἰερουσαλήμ καὶ δύναμις κυρίου ἦν εἰς τὸ ἰᾶσθαι αὐτόν. 18 καὶ ἰδοὺ ἄνδρες φέροντες ἐπὶ κλίνης ἄνθρωπον ὃς ἦν παραλελυμένος καὶ ἐζήτουν αὐτὸν εἰσενεγκεῖν καὶ θεῖναι [αὐτὸν] ἐνώπιον αὐτοῦ. 19 καὶ μὴ εὑρόντες ποίας εἰσενέγκωσιν αὐτὸν διὰ τὸν ὄχλον, ἀναβάντες ἐπὶ τὸ δῶμα διὰ τῶν κεράμων καθῆκαν αὐτὸν σὺν τῷ κλινιδίῳ εἰς τὸ μέσον ἔμπροσθεν τοῦ Ἰησοῦ. 20 καὶ ἰδὼν τὴν πίστιν αὐτῶν εἶπεν· ἄνθρωπε, ἀφέωνταί σοι αἱ ἁμαρτίαι σου. 21 καὶ ἤρξαντο διαλογίζεσθαι οἱ γραμματεῖς καὶ οἱ Φαρισαῖοι λέγοντες· τίς ἐστιν οὗτος ὃς λαλεῖ βλασφημίας; τίς δύναται ἁμαρτίας ἀφεῖναι εἰ μὴ μόνος ὁ θεός; 22 ἐπιγνοὺς δὲ ὁ Ἰησοῦς τοὺς διαλογισμοὺς αὐτῶν ἀποκριθεὶς εἶπεν πρὸς αὐτούς· τί διαλογίζεσθε ἐν ταῖς καρδίαις ὑμῶν; 23 τί ἐστιν εὐκοπώτερον, εἰπεῖν· ἀφέωνταί σοι αἱ ἁμαρτίαι σου, ἢ εἰπεῖν· ἔγειρε καὶ περιπάτει; 24 ἵνα δὲ εἰδῆτε ὅτι ὁ υἱὸς τοῦ ἀνθρώπου ἐξουσίαν ἔχει ἐπὶ τῆς γῆς ἀφιέναι ἁμαρτίας– εἶπεν τῷ παραλελυμένῳ· σοὶ λέγω, ἔγειρε καὶ ἄρας τὸ κλινίδιόν σου πορεύου εἰς τὸν οἶκόν σου. 25 καὶ παραχρῆμα ἀναστὰς ἐνώπιον αὐτῶν, ἄρας ἐφ’ ὃ κατέκειτο, ἀπῆλθεν εἰς τὸν οἶκον αὐτοῦ δοξάζων τὸν θεόν. 26 καὶ ἔκστασις ἔλαβεν ἅπαντας καὶ ἐδόξαζον τὸν θεὸν καὶ ἐπλήσθησαν φόβου λέγοντες ὅτι εἴδομεν παράδοξα σήμερον. (Łk 5,17-26)

   Przybiegły dzieci z krzykiem:
   «To Nauczyciel! Nauczyciel! To Jezus, to Jezus!»
   Lgną do Niego, a On głaska je, rozmawiając dalej z uczniami:
   «Szymonie, idź do domu. Ty i inni idźcie powiedzieć, że przybyłem, a potem przyprowadźcie Mi chorych».
   Uczniowie rozchodzą się szybko w różnych kierunkach. O tym jednak, że Jezus przybył wie [już] – dzięki dzieciom – całe Kafarnaum. Wydają się pszczołami, które wyfrunęły z ula ku kwiatom. Są nimi dla nich domy, ulice, place. Biegają tam i z powrotem – radosne, niosące dobrą nowinę mamom, przechodniom, starcom siedzącym na słońcu. Następnie powracają, by dać się jeszcze pogłaskać Temu, który je kocha. Jedno z nich, śmiały [chłopczyk], mówi:
   «Mów do nas, mów do nas dzisiaj, Jezu. Bardzo Cię kochamy, wiesz, i jesteśmy lepsi niż dorośli».
   Jezus uśmiecha się do małego psychologa i obiecuje:
   «Będę mówił do was».
   Jezus wraz z podążającymi za Nim dziećmi idzie do domu [i wchodzi] ze Swoim pozdrowieniem pokoju: «Pokój temu domowi».
   Ludzie licznie się zgromadzili w pomieszczeniu z tyłu [domu], przeznaczonym na sieci, liny, kosze, wiosła i zapasy. Widać, że Piotr oddał to pomieszczenie do dyspozycji Jezusa. Wszystko ułożył w kącie, aby zrobić miejsce. Nie widać stąd jeziora, słychać jedynie lekki plusk fal. Można natomiast dostrzec zielonkawy murek ogrodu ze starą winoroślą i gęsto ulistnionym figowcem. Ludzie znajdują się nawet na drodze, wylewając się z izby do ogrodu, a stamtąd – na drogę.
   Jezus zaczyna mówić. W pierwszym rzędzie [znajduje się] pięć osób wysokich rangą. Zajęły to miejsce dzięki władczym gestom i dzięki lękowi, jaki budzą w innych, prostych ludziach. Ich szerokie płaszcze, bogate szaty i pycha – wszystko wskazuje, że są to faryzeusze i uczeni. Jezus jednak pragnie mieć przy Sobie dzieci. Wieniec małych niewinnych twarzyczek o jasnych oczach i anielskich uśmiechach unosi się, by Go kontemplować. Jezus mówi. W trakcie mówienia, nie robiąc przerw, od czasu do czasu głaska kędzierzawą główkę dziecka, które ze skrzyżowanymi ramionami usiadło u Jego stóp i opiera głowę o Jego kolana. Jezus przemawia, siedząc na wielkim stosie sieci i koszy.
   «„Miły mój zszedł do swego ogrodu, ku grzędom balsamicznym, aby się nasycić w ogrodach i zbierać lilie... on syci się wśród lilii.”34 To są słowa Salomona, syna Dawida, od którego Ja pochodzę: Ja, Mesjasz Izraela.
   Mój ogród! Jakiż ogród jest piękniejszy i bardziej godny Boga niż Niebiosa, których kwiatami są aniołowie stworzeni przez Boga? A jednak nie [o ten ogród tu chodzi]. To innego ogrodu pragnął jedyny Syn Ojca, Syn Człowieczy. Dlatego dla człowieka przyoblekłem się w ciało, bez którego nie mogłem odkupić win ludzkiego ciała. Ogród ten byłby [jedynie] trochę niższy od niebieskiego, gdyby z ziemskiego Raju wyszli – jak pszczoły z ula – synowie Adama, synowie Boga, aby zaludniać ziemię [narodem] świętym, przeznaczonym w całości do Nieba. Jednak Nieprzyjaciel zasiał ciernie i kolce w sercu Adama i stąd na ziemi rozszerzyły się ciernie i kolce. To już nie jest ogród, lecz dziki i okrutny las, w którym panuje gorączka i gnieździ się wąż.
   A jednak Umiłowany Ojca ma jeszcze ogród na tej ziemi, na której panuje Mamona. Ogród, do którego idzie, aby nasycić się Swoim niebieskim pokarmem: miłością i czystością; kwietnik, z którego zbiera najdroższe Mu kwiaty, na którym nie ma plam zmysłowości, pożądliwości, pychy. Oto [Mój ogród]. (Jezus głaska tyle dzieci, ile zdoła, muskając dłonią małe uważne główki. Ta jedna pieszczota, która je dotyka, sprawia, że śmieją się z radości.) Oto Moje lilie.
   Salomon – przy całym swym bogactwie – nie miał szaty piękniejszej niż lilia ogarniająca wonią dolinę. Nie miał też diademu o pięknie bardziej nieuchwytnym i wspanialszym niż [piękno] lilii z jej kielichem w kolorze perły. A jednak dla Mojego serca nie ma lilii, która miałaby większą wartość niż jedno z tych małych [dzieci]. Nie ma kwietnika, nie ma ogrodu bogaczy – [nawet jeśliby] uprawiano w nim tylko lilie – który byłby wart tyle co jedno z tych czystych, niewinnych, szczerych i prostych dzieci.
   O mężowie! O niewiasty izraelskie! Wy, wielcy i niscy ze względu na majątek i pozycję, posłuchajcie! Wy – którzy jesteście tu, aby Mnie poznać i pokochać – dowiedzcie się, jaki jest pierwszy warunek, aby należeć do Mnie. Nie mówię do was trudnych słów. Nie daję wam też jeszcze trudniejszych przykładów. Mówię wam: „Bierzcie z nich przykład”.
   Któż z was nie ma syna, bratanka, młodszego brata, który jest jeszcze dzieckiem, jeszcze całkiem małym dzieckiem w domu? Czyż nie jest on odpoczynkiem, pociechą, więzią pomiędzy małżonkami, pomiędzy krewnymi, pomiędzy przyjaciółmi? [Czyż nie jest odpoczynkiem] jedno z tych niewinnych, którego dusza jest czysta jak pogodny świt, którego oblicze rozprasza chmury i pozwala zrodzić się nadziei, mogącej swymi pieszczotami osuszyć łzy i wlać życiodajną siłę? Dlaczego jest w nich taka moc – w nich: słabych, bezbronnych, jeszcze nieświadomych? Bo mają Boga, siłę i mądrość Bożą – prawdziwą mądrość: [dzieci] potrafią kochać i wierzyć. Potrafią wierzyć i miłować. Potrafią żyć w tej miłości i wierze. Bądźcie jak one: proste, czyste, kochające, szczere, wierzące.
   Nie ma w Izraelu mędrca, który byłby większy niż najmniejsze z nich. Ich dusze należą do Boga. Do nich należy Jego królestwo. Błogosławione Ojca, umiłowane przez Syna Ojca, kwiaty Mojego ogrodu, niech Mój pokój będzie nad wami i nad tymi, którzy z miłości do Mnie będą was naśladować».
   Jezus skończył mówić.
   «Nauczycielu! – woła Piotr z tłumu – Są tu chorzy. Dwóch może czekać aż wyjdziesz, lecz ten tu jest zablokowany przez tłum... i nie może sam stać, a my nie możemy z nim przejść. Czy mam go odesłać?»
   «Nie. Spuśćcie go przez dach».
   «Dobrze, zaraz tak zrobimy».
   Słychać kroki na dachu pomieszczenia, które właściwie nie stanowi części domu, nie posiada więc tarasu z cementu, lecz rodzaj pokrycia z chrustu. Na nim znajduje się coś, co przypomina łupki. Nie wiem, co to może być za kamień. Wykonują otwór i przy użyciu lin opuszczają łoże z chorym. Opuszczają go tuż przed Jezusa. Tłum tłoczy się jeszcze bardziej, aby lepiej widzieć.
   «Masz wielką wiarę – ty sam oraz ci, którzy cię tu przynieśli».
   «O! Panie! Jakże nie wierzyć w Ciebie?»
   «Dobrze, zatem mówię ci: „Synu (mężczyzna jest młody), odpuszczone są ci wszystkie twoje grzechy».
   Mężczyzna patrzy na Niego, płacząc... Być może jest trochę zawiedziony, bo miał nadzieję na fizyczne uzdrowienie. Faryzeusze i uczeni szepczą między sobą. Nosami, czołami i ustami czynią pogardliwe grymasy.
   «Skąd te szemrania – jeszcze silniejsze w waszych sercach niż na wargach? Czy – według was – łatwiej jest powiedzieć paralitykowi: „Odpuszczone są ci grzechy”, czy raczej: „Wstań, weź swoje łoże i idź”? Myślicie, że tylko Bóg może odpuszczać grzechy. Nie potraficie jednak odpowiedzieć, co jest większe. Człowiek ten utracił władzę w całym ciele i wydał majątek, a nikt go nie uzdrowił. To może mu dać tylko Bóg. Zatem, abyście wiedzieli, że Ja wszystko mogę, abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy posiada moc nad ciałem i duszą – na ziemi i w Niebiosach – Ja mówię do niego: Wstań, weź swoje łoże i idź. Idź do domu i bądź święty».
   Mężczyzna porusza się, wydaje okrzyk, powstaje, rzuca się do stóp Jezusa, całuje Go i głaska, płacze i śmieje się równocześnie – a z nim i jego krewni oraz tłum, który zaraz się rozstępuje, by mógł przejść tryumfalnie. Idą za nim, aby to uczcić. Tłum, lecz nie – tych pięciu zawziętych, którzy odchodzą, wyniośli i nieugięci jak pale. (II, 27: 9 listopada 1944)

34  Por. Pnp 6,2-3. (Przyp. wyd.)

   Dei bambini sono accorsi gridando: «C'è il Maestro! C'è il Maestro! Ecco Gesù, ecco Gesù!» e si stringono a Lui, che li carezza pur parlando coi discepoli.
   «Simone, entro nella tua casa. Tu e voi andate a dire che Io sono venuto e poi portatemi i malati».
   I discepoli vanno rapidi in direzioni diverse. Ma che Gesù sia giunto tutta Cafarnao lo sa, per merito dei piccini che paiono api sciamanti dall'alveare ai diversi fiori: le case, in questo caso, le vie, le piazze. Vanno, vengono festosi, portando l'annuncio alle mamme, ai passeggeri, ai vecchi seduti al sole, e poi tornano a farsi accarezzare ancora da Colui che li ama, e uno, audace, dice: «Parla a noi, per noi, Gesù, oggi. Ti vogliamo bene, sai, e siamo meglio degli uomini».
   Gesù sorride al piccolo psicologo e promette: «Parlerò proprio per voi». E seguito dai piccoli va alla casa ed entra salutando col suo saluto di pace: «La pace sia a questa casa».
   La gente si affolla nello stanzone posteriore adibito alle reti, canapi, ceste, remi, vele e provviste. Si vede che Pietro l'ha messo a disposizione di Gesù, ammucchiando tutto in un angolo per fare posto. Il lago non si vede da qui. Se ne ode solo il fiotto lento. E si vede invece solo il muretto verdastro dell'orto, dalla vecchia vite e dal fico fronzuto. Gente è persino nella strada, traboccando dalla stanza nell'orto e da questo alla via.
   Gesù comincia a parlare. In prima fila – si sono fatti largo con prepotenza di gesto e in grazia del timore che la folla popolana ha di loro sono cinque persone... altolocate. Paludamenti, ricchezza di vesti e superbia li denunciano per farisei e dottori. Gesù però vuole avere intorno i suoi piccoli. Una corona di visetti innocenti, di occhi luminosi, di sorrisi angelici, alzati a guardare Lui. Gesù parla, e nel parlare carezza di tanto in tanto la testolina ricciuta di un bambinello che gli si è seduto ai piedi e che gli tiene la testa appoggiata sulle ginocchia, sul braccino ripiegato. Gesù parla seduto su un gran mucchio di ceste e reti.
   «"Il mio diletto è disceso nel suo giardino, all'aiuola degli aromi, a pascersi tra i giardini e a cogliere gigli... egli che si pasce fra i gigli", dice Salomone di Davide da cui vengo (Cantico dei cantici 6, 2-3), Io, Messia d'Israele.
   Il mio giardino! Quale giardino più bello e più degno di Dio, del Cielo dove sono fiori gli angeli creati dal Padre? Eppure no. Un altro giardino ha voluto il Figlio unigenito del Padre, il Figlio dell'uomo perché per l'uomo Io ho carne, senza la quale non potrei redimere le colpe della carne dell'uomo. (Non perché fosse indispensabile l’incarnazione per redimere, ma perché essa corrisponde alla volontà del Padre cui aderisce l’ubbidienza del Figlio: ciò si deduce dall’intero contesto dell’opera valtortiana. La realtà dell’incarnazione del Verbo è affermata, per esempio, al Vol 3 Cap 207 e al Vol 9 Cap 587; e la sua ragione d’essere è spiegata al cap 69, nel Vol 2 Cap 96 (il redentore non poteva essere un angelo), Cap 126, Vol 3 Cap 167, Vol 4 Cap 281, Vol 7 Cap 444-487-498, Vol 9 Cap 567. Ben diverso significato ha l’incarnazione di cui tratteremo in nota al Vol 9 Cap 587) Un giardino che avrebbe potuto esser di poco inferiore al celeste, se dal Paradiso terrestre si fossero effusi, come dolci api da un'arnia, i figli di Adamo, i figli di Dio, per popolare la terra di santità destinata tutta al Cielo. Ma triboli e spine ha seminato il Nemico nel cuore di Adamo, e triboli e spine da esso cuore sono traboccati sulla terra. Non più giardino, ma selva aspra e crudele in cui stagna la febbre e si annida il serpe.
   Ma pure il Diletto del Padre ha ancora un giardino in questa terra su cui impera Mammona. Il giardino in cui va a pascersi del suo cibo celeste: amore e purezza; l'aiuola da cui coglie i fiori a Lui cari, in cui non è macchia di senso, di cupidigia, di superbia. Questi. (Gesù carezza quanti più piccoli può, passando la sua mano sulla corona di testoline attente, un'unica carezza che li sfiora e fa sorridere di gioia). Ecco i miei gigli.
   Non ebbe Salomone, nella sua ricchezza, veste più bella del giglio che profuma la convalle, né diadema di più aerea e splendida grazia di quello che ha il giglio nel suo calice di perla. Eppure al mio cuore non vi è giglio che valga un di questi. Non vi è aiuola, non vi è giardino di ricchi, tutto a gigli coltivato, che mi valga quanto un sol di questi puri, innocenti, sinceri, semplici pargoli.
   O uomini, o donne d'Israele! O voi, grandi ed umili per censo e per carica, udite! Voi qui siete per volermi conoscere e amare. Or dunque sappiate la condizione prima per essere miei. Io non vi dico parole difficili. Non vi do esempi più difficili ancora. Vi dico: "Prendete questi ad esempio".
   Quale fra voi che non abbia un figlio, un nipote, un piccolo fratello nella puerizia, nella fanciullezza, per casa? Non è un riposo, un conforto, un legame fra sposi, fra parenti, fra amici, un di questi innocenti, la cui anima è pura come alba serena, il cui viso fuga le nubi e mette speranze, e le cui carezze asciugano le lacrime e infondono forza di vita? Perché in loro tanto potere? In loro: deboli, inermi, ignoranti ancora? Perché hanno in sé Dio, hanno la forza e la sapienza di Dio. La vera sapienza: sanno amare e credere. Sanno credere e volere. Sanno vivere in questo amore e in questa fede. Siate come essi: semplici, puri, amorosi, sinceri, credenti.
   Non vi è sapiente in Israele che sia maggiore al più piccolo di questi, la cui anima è di Dio e di essa è il suo Regno. Benedetti dal Padre, amati dal Figlio del Padre, fiori del mio giardino, la mia pace sia su voi e su coloro che vi imiteranno per mio amore».
   Gesù ha finito.
   «Maestro» grida Pietro di fra la calca «qui vi sono i malati. Due possono attendere che Tu esca, ma questo è pigiato fra la folla e poi... non può più stare. E passare non possiamo. Lo rimando?».
   «No. Calatelo dal tetto».
   «Dici bene. Lo facciamo subito».
   Si sente scalpicciare sul tetto basso dello stanzone che, non essendo vera parte della casa, non ha sopra la terrazza cementata, ma solo un tettuccio di fascine coperte da scaglie simili a lavagna. Non so che pietra fosse. Si forma un'apertura, e a mezzo di corde viene calata la barellina su cui è l'infermo. Viene proprio calata davanti a Gesù. La gente si aggruppa più ancora per vedere.
   «Hai avuto gran fede e con te chi ti ha portato!».
   «Oh! Signore! Come non averla in Te?».
   «Orbene, Io ti dico: figlio (l'uomo è molto giovane), ti sono rimessi tutti i tuoi peccati».
   L'uomo lo guarda piangendo... Forse resta un poco male perché sperava guarire nel corpo.
   I farisei e dottori bisbigliano fra loro arricciando naso, fronte e bocca con sdegno.
   «Perché mormorate, più ancor nel cuore che sul labbro? Secondo voi è più facile dire al paralitico: "Ti sono rimessi i tuoi peccati", oppure: "Alzati, prendi il lettuccio e cammina"? Voi pensate che solo Dio può rimettere i peccati. Ma non sapete rispondere quale è la più grande cosa, perché costui, perduto in tutto il corpo, ha speso sostanze senza poter essere sanato. Non lo può se non da Dio. Or perché sappiate che tutto Io posso, perché sappiate che il Figlio dell'uomo ha potere sulla carne e sull'anima, sulla terra e nel Cielo, Io dico a costui: "Alzati. Prendi il tuo letto e cammina. Va' a casa tua e sii santo"».
   L'uomo ha una scossa, un grido, si alza in piedi, si getta ai piedi di Gesù, li bacia e carezza, piange e ride e con lui i parenti e la folla, che poi si divide per farlo passare come in trionfo e lo segue festante. La folla, non i cinque astiosi che se ne vanno tronfi e duri come pioli. (1, 64)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001