piątek, 14 października 2016

(31) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Modlitwa nocna w Kafarnaum

   35 Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. 36 Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, 37 a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: «Wszyscy Cię szukają». 38 Lecz On rzekł do nich: «Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem». 39 I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy. (Mk 1,35-39)

   42 Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich. 43 Lecz On rzekł do nich: «Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo po to zostałem posłany». 44 I głosił słowo w synagogach Judei. (Łk 4,42-44)

   35 Καὶ πρωῒ ἔννυχα λίαν ἀναστὰς ἐξῆλθεν καὶ ἀπῆλθεν εἰς ἔρημον τόπον κἀκεῖ προσηύχετο. 36 καὶ κατεδίωξεν αὐτὸν Σίμων καὶ οἱ μετ’ αὐτοῦ, 37 καὶ εὗρον αὐτὸν καὶ λέγουσιν αὐτῷ ὅτι πάντες ζητοῦσίν σε. 38 καὶ λέγει αὐτοῖς· ἄγωμεν ἀλλαχοῦ εἰς τὰς ἐχομένας κωμοπόλεις, ἵνα καὶ ἐκεῖ κηρύξω· εἰς τοῦτο γὰρ ἐξῆλθον. (Mk 1,35-38)

   42 Γενομένης δὲ ἡμέρας ἐξελθὼν ἐπορεύθη εἰς ἔρημον τόπον· καὶ οἱ ὄχλοι ἐπεζήτουν αὐτὸν καὶ ἦλθον ἕως αὐτοῦ καὶ κατεῖχον αὐτὸν τοῦ μὴ πορεύεσθαι ἀπ’ αὐτῶν. 43 ὁ δὲ εἶπεν πρὸς αὐτοὺς ὅτι καὶ ταῖς ἑτέραις πόλεσιν εὐαγγελίσασθαί με δεῖ τὴν βασιλείαν τοῦ θεοῦ, ὅτι ἐπὶ τοῦτο ἀπεστάλην. 44 Καὶ ἦν κηρύσσων εἰς τὰς συναγωγὰς τῆς Ἰουδαίας. (Łk 4,42-44)

   Widzę Jezusa, jak wychodzi z domu Piotra w Kafarnaum, starając się robić jak najmniej hałasu. Spędził tam widocznie noc, aby zrobić przyjemność Swojemu Piotrowi.
   Panuje jeszcze głęboka noc. Niebo całe usiane jest gwiazdami. Jezioro słabo odbija ich blask. Można to raczej zgadnąć, bo spokojne jezioro – śpiące w świetle gwiazd – wyróżnia jedynie lekki szmer wody [uderzającej] o brzeg.
   Jezus otwiera drzwi, patrzy na niebo, na jezioro, na drogę. Zastanawia się, a potem idzie nie wzdłuż jeziora, lecz w kierunku osady. Idzie tak jakiś czas, a potem kieruje się ku wsi. Wchodzi do niej, idzie dalej, w głąb. Kroczy po ścieżce, a potem – ku pierwszym pagórkom okolicy porośniętej drzewami oliwnymi. Wkracza w ten zielony i cichy spokój. Upada tam, modląc się.
   Żarliwa modlitwa! Modli się na kolanach, a potem – jakby wzmocniony – podnosi się i dalej się modli, z twarzą wzniesioną w górę, z twarzą dodatkowo uduchowioną rodzącym się światłem pogodnego letniego świtu. Modli się teraz z uśmiechem, choć przedtem wydawał głębokie westchnienia, jakby pod wpływem duchowej troski. Modli się z otwartymi ramionami. Wydaje się żyjącym krzyżem, wzniesionym, anielskim – tak wielka słodycz z Niego promieniuje. Wygląda jakby błogosławił całą wieś, rodzący się dzień, znikające gwiazdy, wyłaniające się jezioro.
   «Nauczycielu! [– woła Piotr. –] Tak długo Cię szukaliśmy! Widzieliśmy uchylone drzwi, kiedy powróciliśmy z rybami. Pomyśleliśmy, że wyszedłeś, jednak nie znaleźliśmy Ciebie. Wreszcie powiedział nam, [gdzie jesteś,] wieśniak napełniający kosze przed udaniem się z nimi do miasta. Wołaliśmy Ciebie: „Jezu! Jezu!”, a on powiedział: „Szukacie Rabbiego, który mówił do tłumów? Poszedł tą ścieżką, tam w górę, na to wzgórze. Powinien być w ogrodzie oliwnym Micheasza, bo często tam chodzi. Widziałem go wiele razy”. Miał rację. Nauczycielu, dlaczego wyszedłeś tak wcześnie? Dlaczego nie wypocząłeś? Może posłanie nie było wygodne...»
   «Nie, Piotrze. Posłanie było bardzo odpowiednie i izba przyjemna, lecz mam zwyczaj często wychodzić o wczesnej porze, by wznieść Mego ducha i zjednoczyć się z Ojcem. Modlitwa stanowi siłę dla modlącego się i dla innych. Wszystko otrzymujemy dzięki modlitwie, [choć] Ojciec nie zawsze udziela łaski, o którą Go prosimy. Nie należy [jednak wtedy] myśleć, że to z Jego strony brak miłości. Trzeba wierzyć, że ta odmowa jest związana z planem, układającym najlepiej los każdej osoby. Modlitwa przynosi jednak – z całą pewnością – pokój i równowagę, co pozwala stawić czoła bardzo wielu dotykającym nas rzeczom, bez zbaczania z drogi świętości. Piotrze, czy wiesz, jak łatwo wszystko, co nas otacza, zaciemnia nasz umysł i wzburza serce? Jak można usłyszeć Boga w ciemności myśli i we wzburzeniu serca?»
   «To prawda. Jednak my, my nie umiemy się modlić! Nie potrafimy wypowiadać pięknych słów, które Ty mówisz».
   «Mówcie to, co potraficie i jak potraficie. To nie słowa modlitw, lecz nastawienie im towarzyszące sprawia, że modlitwy są miłe Ojcu».
   «Chcielibyśmy tak się modlić, jak Ty».
   «Nauczę was także się modlić. Nauczę was najbardziej świętej modlitwy. Chcę jednak, aby wasze serca posiadały najpierw w sobie minimum świętości, światła, mądrości, by [ta modlitwa] nie stała się bezużyteczną formułką na waszych wargach. To w tym celu was pouczam. Później nauczę was świętej modlitwy. Czy chcieliście czegoś ode Mnie, że Mnie szukaliście?»
   «Nie, Nauczycielu. Jednak tam mnóstwo ludzi wiele oczekuje od Ciebie! Przychodzili już do Kafarnaum – biedacy, chorzy, zasmuceni, ludzie dobrej woli, pragnący pouczenia. Powiedzieliśmy im, bo pytali o Ciebie: „Nauczyciel jest zmęczony i śpi. Odejdźcie i przyjdźcie w następny szabat”».
   «Nie, Szymonie. Nie można tak mówić. Nie ma tylko jednego dnia [dla okazywania] litości. Ja jestem Miłością, Światłością, Zbawieniem przez wszystkie dni tygodnia.»
   «Jednak... jednak dotąd przemawiałeś tylko w szabat».
   «Bo nie byłem jeszcze znany. Ale powoli, w miarę jak będę [coraz bardziej] poznawany, każdego dnia będą wylewane łaski i Łaska. Zaprawdę powiadam wam, przyjdzie taki czas, kiedy Synowi Człowieczemu nie pozostawi się na spoczynek i posiłek nawet takiego czasu, jaki daje się na wytchnienie wróblowi, by odpoczął – siadając na gałązce – i nasycił się ziarnem».
   «To wtedy się rozchorujesz! Nie pozwolimy na to. Twoja dobroć nie może Cię unieszczęśliwić» [– protestuje Piotr.]
   «Myślisz, że to mogłoby uczynić Mnie nieszczęśliwym? Mnie? O, jakże byłbym szczęśliwy, Piotrze – i nie żałowałbym nawet Nieba, w którym byłem w Ojcu – gdyby cały świat przyszedł Mnie słuchać, opłakiwać swe grzechy i złożyć cierpienia na Moim sercu, by znaleźć uzdrowienie duszy i ciała, gdybym się wyczerpał mówiąc do nich, wybaczając i rozlewając Moją dobroczynną moc!... Skąd byli ci ludzie, którzy przyszli do Mnie?»
   «Z Korozain, z Betsaidy, z Kafarnaum. Przybyli nawet z Tyberiady, z Gergesy i z setek, setek miasteczek, rozsianych pomiędzy jednym a drugim miastem».
   «Idźcie im powiedzieć, że będę w Korozain, w Betsaidzie i w różnych miasteczkach».
   «A dlaczego nie w Kafarnaum?»
   «Ponieważ jestem dla wszystkich i wszyscy powinni Mnie mieć, a poza tym... stary Izaak na Mnie czeka... Nie można zawieść jego nadziei».
   «Zaczekasz tu więc na nas?»
   «Nie. Odchodzę, a wy pozostańcie w Kafarnaum, aby do Mnie przysyłać tłumy. Potem wrócę».
   «Zostaniemy sami...» – Piotr jest smutny.
   «Nie trzeba się smucić. Posłuszeństwo uczyni cię radosnym i równocześnie przekonasz się, że jesteś uczniem pożytecznym. A z tobą inni, [postępując] jak ty» [– mówi Jezus.]
   Piotr i Andrzej z Jakubem i Janem rozpogadzają się. Jezus błogosławi ich. Rozchodzą się. (II, 25: 5 listopada 1944. A, 3953-3957)

   Vedo Gesù che esce, facendo il meno rumore possibile, dalla casa di Pietro a Cafarnao. Si capisce che ha pernottato lì per fare contento il suo Pietro.
   È notte ancora alta. Il cielo è tutto un trapunto di stelle. Il lago riflette appena questo brillìo, e più che vederlo lo si indovina, questo quieto lago che dorme sotto le stelle, per il lene rumore dell'acqua sul greto.
   Gesù riaccosta la porta, guarda il cielo, il lago, la via. Pensa e poi si incammina non lungo il lago ma verso il paese, lo percorre in parte, verso la campagna, entra in questa, cammina, vi si addentra, prende un viottolo che si dirige verso le prime ondulazioni di un terreno ad ulivi, entra in questa pace verde e silenziosa e là si prostra in preghiera.
   Ardente preghiera! Prega in ginocchio e poi, come fortificato, si pone ritto e prega ancora, col volto levato in alto, un volto ancor più spiritualizzato dalla nascente luce che viene da una serena alba estiva. Prega, ora, sorridendo, mentre prima sospirava forte, come per una pena morale. Prega colle braccia aperte. Sembra una viva croce, alta, angelica, tanto è soave. Pare benedire tutta la campagna, il giorno che nasce, le stelle che scompaiono, il lago che si svela.
   «Maestro! Ti abbiamo tanto cercato! Abbiamo visto la porta accostata dal di fuori, quando siamo tornati col pesce, e abbiamo pensato Tu fossi uscito. Ma non ti trovavamo. Infine ce lo ha detto un contadino, che caricava le sue ceste per portarle in città. Noi ti chiamavamo: "Gesù, Gesù!" e lui ha detto: "Cercate il Rabbi che parla alle folle? È andato per quel sentiero, su, verso il monte. Deve essere nell'uliveto di Michea, perché vi va spesso. L'ho visto altre volte". Aveva ragione. Perché sei uscito così presto, Maestro? Perché non hai riposato? Forse il letto non t'era comodo...»
   «No, Pietro. Il letto era comodo, e bella la stanza. Ma Io uso spesso fare così. Per sollevare il mio spirito e per unirmi al Padre. La preghiera è una forza per sé e per gli altri. Tutto si ha con la preghiera. Se non la grazia, che non sempre il Padre concede ‒ né si deve pensare che ciò è disamore, ma sempre credere che è cosa voluta da un Ordine che regge le sorti di ogni uomo con fine di bene – certo la preghiera dà pace ed equilibrio, per poter resistere a tante cose che urtano, senza uscire dal sentiero santo. È facile, sai, Pietro, aver offuscata la mente ed agitato il cuore da ciò che ci circonda! E in mente offuscata e in cuore agitato come può sentirsi Dio?».
   «È vero. Ma noi non sappiamo pregare! Non sappiamo dire le belle parole che Tu dici».
   «Dite quelle che sapete, come le sapete. Non sono le parole, sono i movimenti che le accompagnano che fanno gradite le preghiere al Padre».
   «Noi vorremmo pregare come Tu preghi».
   «Vi insegnerò anche a pregare. (Se qualcuno può aver fatto o fare eccezione al “Pater” detto da Gesù e Maria la sera dell’addio, Cap 44, consideri questa risposta. Maria non aveva bisogno di essere preparata a pregare con la preghiera di Cristo. Gli apostoli sì. Perciò Gesù disse il “Pater” con Maria prima che coi discepoli perché Lei era piena di Grazia, di Luce e Sapienza, e i discepoli no). Vi insegnerò la più santa preghiera. Ma, perché non sia una vana formula sulle vostre labbra, Io voglio che il vostro cuore abbia già in sé almeno un minimo di santità, di luce, di sapienza. – Per questo vi istruisco. Poi vi insegnerò la santa preghiera. Volevate qualche cosa da Me, che mi avete cercato?».
   «No, Maestro. Ma vi sono molti che vogliono tanto da Te. C'era già gente che veniva verso Cafarnao, ed erano poveri, malati, persone addolorate, uomini di buona volontà col desiderio di istruirsi. Abbiamo detto, poiché ci chiedevano di Te: "Il Maestro è stanco e dorme. Andatevene. Venite il prossimo sabato"».
   «No, Simone. Questo non va detto. Non c'è solo un giorno per la pietà. Io sono l'Amore, la Luce, la Salute tutti i giorni della settimana».
   «Ma... ma finora hai parlato solo al sabato».
   «Perché ero ancora ignoto. Ma, mano mano che sarò noto, ogni giorno sarà di effusione di Grazia e di grazie. In verità ti dico che verrà un tempo che anche lo spazio di tempo che è concesso al passero per riposare su un ramo a saziarsi di granelli non sarà lasciato al Figlio dell'uomo per il suo riposo ed il suo pasto».
   «Ma allora ti ammalerai! Noi non lo permetteremo. Non deve la tua bontà renderti infelice».
   «E tu credi che Io possa esser reso infelice da questo? Oh! Ma se tutto il mondo venisse a Me per udirmi, per piangere i suoi peccati ed i suoi dolori sul mio cuore, per esser guarito nell'anima e nel corpo, ed Io mi consumassi nel parlargli, nel perdonarlo, nell'effondere il mio potere, allora sarei tanto felice, Pietro, da non rimpiangere neppur più il Cielo nel quale ero nel Padre!... Di dove erano questi che venivano a Me?».
   «Di Corazim, di. Betsaida, di Cafarnao, e fin da Tiberiade e da Gherghesa ne erano venuti, e dai cento e cento paeselli sparsi fra l'una e l'altra città».
   «Andate a loro e dite che sarò a Corazim, a Betsaida e nei paesi fra questa e quella».
   «Perché non a Cafarnao?».
   «Perché Io sono per tutti e tutti mi devono avere, e poi... c'è il vecchio Isacco che mi attende... Non va deluso nella sua speranza».
   «Tu ci attendi qui, allora?».
   «No. Io vado e voi rimanete a Cafarnao per indirizzare a Me le folle, poi Io verrò».
   «Soli restiamo..». Pietro è afflitto.
   «Non essere afflitto. L'ubbidienza ti faccia lieto e con essa la persuasione di essermi un utile discepolo. E con te e come te questi altri».
   Pietro e Andrea con Giacomo e Giovanni si rasserenano. Gesù li benedice e si separano. (1, 62)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz