sobota, 23 września 2017

Rozdrabnianie Słowa

Dziubanie w Piśmie Świętym nie pochodzi od ludzi wiary, lecz od wątpiących kur ziemskich. Mało korzyści z takiego dziubania dla człowieka wiary. Może pocieszy go jeszcze wyklute jajko, ale to też niewiele.

piątek, 22 września 2017

czwartek, 21 września 2017

Uniewinnienie Człowieka

   Głowy, nie wmawiajcie Barankowi winy. Zwróćcie godność Człowiekowi. Wina i cnota niech będą odkryciem. Niczego z góry nie zakładajcie, by przypadkiem nie zamknąć bram nieba na ponowne przyjście Wcielonej Niewinności.
   Niech to będzie waszym rozmyślaniem – cud ponownego przyjścia Człowieka Bez Grzechu, brak pierworodnej winy w Nieznanym Dzieciątku, Bóg Wszechmocny czyniący co zechce.

środa, 20 września 2017

Ścisła łączność

Fotelik oddał mi uścisk Twych ud
i poczułem się mocniejszy
odwzajemniłem uścisk
nie fotelikowi ani przez fotelik
ale Tobie
czystą miłością
niesioną na fali wiatru
dziękuję Tobie
bo w Twoim uścisku
zawarta była miłość

wtorek, 19 września 2017

(73) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Cudzołóstwo

   27 Słyszeliście, że powiedziano: Nie cudzołóż! 28 A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. 29 Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. 30 I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła.
   31 Powiedziano też: Jeśli ktoś chce oddalić swoją żonę, niech jej da list rozwodowy. 32 A Ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę – poza wypadkiem nierządu naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa. (Mt 5,27-32)

   Każdy, kto oddala swoją żonę, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo; i kto oddaloną przez męża bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo. (Łk 16,18)

   27 Ἠκούσατε ὅτι ἐρρέθη·
      ο μοιχεύσεις.
28 ἐγὼ δὲ λέγω ὑμῖν ὅτι πᾶς ὁ βλέπων γυναῖκα πρὸς τὸ ἐπιθυμῆσαι αὐτὴν ἤδη ἐμοίχευσεν αὐτὴν ἐν τῇ καρδίᾳ αὐτοῦ. 29 Εἰ δὲ ὁ ὀφθαλμός σου ὁ δεξιὸς σκανδαλίζει σε, ἔξελε αὐτὸν καὶ βάλε ἀπὸ σοῦ· συμφέρει γάρ σοι ἵνα ἀπόληται ἓν τῶν μελῶν σου καὶ μὴ ὅλον τὸ σῶμά σου βληθῇ εἰς γέενναν. 30 καὶ εἰ ἡ δεξιά σου χεὶρ σκανδαλίζει σε, ἔκκοψον αὐτὴν καὶ βάλε ἀπὸ σοῦ· συμφέρει γάρ σοι ἵνα ἀπόληται ἓν τῶν μελῶν σου καὶ μὴ ὅλον τὸ σῶμά σου εἰς γέενναν ἀπέλθῃ.
   31 Ἐρρέθη δέ· ὃς ἂν ἀπολύσῃ τὴν γυναῖκα αὐτοῦ, δότω αὐτῇ ἀποστάσιον. 32 ἐγὼ δὲ λέγω ὑμῖν ὅτι πᾶς ὁ ἀπολύων τὴν γυναῖκα αὐτοῦ παρεκτὸς λόγου πορνείας ποιεῖ αὐτὴν μοιχευθῆναι, καὶ ὃς ἐὰν ἀπολελυμένην γαμήσῃ, μοιχᾶται. (Mt 5,27-32)

   Πᾶς ὁ ἀπολύων τὴν γυναῖκα αὐτοῦ καὶ γαμῶν ἑτέραν μοιχεύει, καὶ ὁ ἀπολελυμένην ἀπὸ ἀνδρὸς γαμῶν μοιχεύει. (Łk 16,18)

   Gdzie gnieździ się cudzołóstwo? Skąd bierze się zepsucie dziewcząt? Dlaczego ktoś, mając łoże małżeńskie, posiada dwa lub trzy łoża rozpustne, trwoniąc na nich pieniądze i żywotność ciała, którą Bóg dał mu, ażeby pracował dla swojej rodziny, a nie po to, by się wyczerpywał w odrażających związkach, stawiających człowieka niżej od nieczystego zwierzęcia?
   Słyszeliście, co zostało powiedziane: „Nie będziesz cudzołożył”.
   A Ja wam mówię, że ten, kto popatrzył pożądliwie na niewiastę, i ta, która poszła do mężczyzny mając nieczyste pragnienia, już przez to samo popełniają cudzołóstwo w swym sercu. Żadna przyczyna nie usprawiedliwia cudzołóstwa. Żadna. Ani opuszczenie, ani odtrącenie przez męża. Ani litość wobec oddalonej niewiasty. Macie tylko jedną duszę. Kiedy więc połączyła się ona z drugą związkiem wierności, niech nie kłamie. Inaczej to piękne ciało, którym grzeszycie, pójdzie z wami, dusze nieczyste, w wieczne płomienie.
   Raczej je okaleczcie, lecz go nie zabijajcie na zawsze przez potępienie. Stańcie się na nowo ludźmi, wy, bogaci, ścieki zarobaczone występkiem, stańcie się ponownie ludźmi, by nie wywoływać obrzydzenia Nieba...

(…)

   Słyszeliście, że zostało niegdyś powiedziane: „Nie cudzołóż”. Ci z was – którzy słyszeli Mnie nauczającego w innych miejscach – wiedzą, że wiele razy mówiłem o tym grzechu. Tak, zwróćcie bowiem uwagę, iż grzech ten nie dotyczy jednej osoby, lecz dwóch lub trzech. Wyjaśnię to. Ten, kto popełnia cudzołóstwo, grzeszy ze względu na samego siebie. Grzeszy też z powodu swego wspólnika i grzeszy, narażając na grzech żonę lub zdradzonego męża, którzy mogą wpaść w rozpacz lub popełnić zbrodnię. To [mogłoby się stać] z powodu grzechu popełnionego [jako czyn zewnętrzny].
   Jednak Ja mówię wam coś więcej. Ja powiadam wam: „Nie tylko grzech popełniony jako czyn zewnętrzny, lecz samo pragnienie popełnienia go już jest grzechem”.
   Czym jest cudzołóstwo? To gorączkowe pożądanie tego lub tej, która do nas nie należy. Zaczyna się grzeszyć pragnieniem, kontynuuje się przez uwodzenie, dopełnia się namawianiem, a akt wszystko wieńczy.
   Jak się zaczyna? Zazwyczaj przez nieczyste spojrzenie. Mówiłem o tym już wcześniej. Nieczyste oko widzi to, co jest ukryte dla czystego, i przez oko pragnienie wchodzi do gardła, głód do ciała, a gorączka do krwi. Pragnienie, głód i gorączka cielesna. To początek obłędu. Jeśli osoba, na którą się patrzy, jest uczciwa, ten kto szaleje, pozostaje sam, tarzając się jak na rozżarzonych węglach lub posuwa się do oczernienia z zemsty. Jeśli jest nieuczciwa, odwzajemnia spojrzenie i wtedy zaczyna się staczanie w grzech. Dlatego powiadam wam: „Kto pożądliwie patrzy na kobietę, już popełnił z nią cudzołóstwo, bo w myślach dokonał już upragnionego przez siebie aktu”.
   Jeśli twoje prawe oko jest dla ciebie okazją do zgorszenia, wyłup je i odrzuć daleko od siebie. To korzystniejsze. Lepiej bowiem dla ciebie być bez oka, niż wpaść na zawsze w piekielne ciemności.
   A jeśli twoja prawa ręka zgrzeszyła, odrąb ją i wyrzuć. Lepiej jest dla ciebie mieć o jeden członek mniej, niż całemu wpaść do piekła. To prawda, powiedziano, że okaleczeni nie mogą służyć Bogu w Świątyni. Jednak po ziemskim życiu ci – którzy są zniekształceni od urodzenia, jeśli są święci, oraz ci, którzy są zniekształceni z powodu cnoty – staną się piękniejsi niż aniołowie i będą służyli Bogu, kochając Go w radości Nieba.
   Zostało też powiedziane: „Niech ten, kto oddala swą żonę, da jej list rozwodowy”. To jednak musi być odrzucone. To nie pochodzi od Boga. Bóg powiedział Adamowi: „To jest towarzyszka, którą stworzyłem dla ciebie. Wzrastajcie i rozmnażajcie się na ziemi, napełniajcie ją i czyńcie sobie poddaną”. I Adam, napełniony jasnym poznaniem – grzech bowiem jeszcze nie przyćmił jego umysłu, stworzonego przez Boga jako doskonały – zawołał: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mojego ciała. Będzie się nazywała niewiastą, to znaczy drugim ja, bo została wydobyta z mężczyzny. Z tego powodu mężczyzna pozostawi swego ojca i matkę i obydwoje staną się jednym ciałem”. W powiększonym blasku świateł Odwieczna Światłość potwierdziła z uśmiechem to, co powiedział Adam i co stało się pierwszym niezmiennym prawem. To pierwsze prawo – autentyczne, zrodzone w ziemskim Raju i potwierdzone przez Boga – nie zostało teraz wymazane, chociaż ze względu na coraz większą zatwardziałość człowieka ludzki prawodawca musiał ustanowić nowe prawo i chociaż z powodu wzrastającej zmienności człowieka musiał go pohamować, mówiąc: „jeśli ją oddaliłeś, nie możesz wziąć jej z powrotem”.
   Ja wam jednak powiadam: „Ktokolwiek oddala żonę, z wyjątkiem dowiedzionego nierządu, naraża ją na cudzołóstwo”. I rzeczywiście tak jest. Cóż bowiem uczyni dziewięćdziesiąt oddalonych kobiet na sto? Drugi raz wyjdą za mąż. Jakie będą tego konsekwencje? O! Ileż można by o tym powiedzieć! Czy nie wiecie, że w ten sposób możecie wywołać niechciane kazirodztwo? Ileż łez wylano z powodu rozpusty! Tak, z powodu rozpusty! To nie ma innej nazwy. Bądźcie szczerzy. Wszystko można przezwyciężyć, kiedy duch jest prawy. Wszystko też można sobie uzasadnić dla zaspokojenia swej zmysłowości, jeśli duch jest rozwiązły. Jeśli kocha się w sposób święty, wszystko można przezwyciężyć: chłód niewiasty, jej ociężałość, względną niezdolność do prac, kłótliwość, umiłowanie przepychu – nawet choroby i porywczość. Jeśli jednak po jakimś czasie nie kocha się już jak pierwszego dnia, wtedy wydaje się niemożliwe to, co jest bardziej niż możliwe, i wyrzuca się biedną niewiastę na ulicę, i odsyła na jej zgubę. [W takim właśnie sensie] cudzołoży ten, kto oddala żonę.
   Cudzołoży i ten, kto poślubia osobę porzuconą. Jedynie śmierć rozrywa małżeństwo. Pamiętajcie o tym. A jeśli dokonaliście nieszczęśliwego wyboru, nieście jego konsekwencje jako krzyż. Będziecie dwojgiem nieszczęśliwych, lecz świętych. Nie unieszczęśliwicie waszych dzieci, które są niewinnymi istotami narażonymi na największe cierpienie z powodu tej niefortunnej sytuacji.
   Miłość do waszych dzieci powinna skłaniać was do zastanowienia się setki razy, także wtedy gdy umrze wasz współmałżonek. O! Gdybyście umieli zadowolić się tym, co mieliście, i o czym Bóg powiedział: „Wystarczy!” Gdybyście potrafili – wy, wdowcy, i wy, wdowy – ujrzeć w śmierci nie tyle umniejszenie, ile wywyższenie doskonałości rodzicielskiej! Stać się matką, za zmarłą matkę; być ojcem, za ojca, który odszedł. Mieć jakby dwie dusze w jednej! Zebrać miłość do dzieci ze stygnących warg umierającego [współmałżonka] i powiedzieć: „Odejdź w pokoju, bez lęku o tych, którzy od ciebie pochodzą. Będę ich nadal kochać, za ciebie i za siebie – kochać podwójnie. Będę ojcem i matką. Nieszczęście sieroctwa nie będzie im ciążyć. Nie odczują też naturalnej zazdrości dziecka w odniesieniu do tego lub tej, która – skutek ponownego małżeństwa – zajmuje uświęcone miejsce ojca lub matki, wezwanych przez Boga do innego mieszkania”.
   Dzieci, Moje nauczanie dobiega końca, jak zmierza ku końcowi dzień wraz z zachodzącym słońcem. Chcę, abyście z tego spotkania na górze zapamiętali te słowa. Zachowajcie je w waszych sercach. Często je sobie przypominajcie. Niech będą dla was nieustannym przewodnikiem. A przede wszystkim bądźcie dobrzy dla słabych. (III (cz. 1-2), 34: 12 sierpnia 1944. A, 5184-5211 i 3296-3303)

   Dove si annida adulterio? Dove corruzione di fanciulle? Chi ha due o tre letti di licenza, oltre il proprio di sposo, e su essi profonde il suo denaro e la vigoria di un corpo che Dio gli ha dato sano perché lavori per la sua famiglia e non si spossi in luridi connubi che lo mettono al disotto di una bestia immonda? Avete udito che fu detto: "Non commettere adulterio". Ma Io vi dico che chi avrà guardato una donna con concupiscenza, che chi è andata ad un uomo col desiderio, anche solo con questo, ha già commesso adulterio nel suo cuore. Nessuna ragione giustifica la fornicazione. Nessuna. Non l'abbandono e il ripudio di un marito. Non la pietà verso una ripudiata. Avete un'anima sola. Quando essa è congiunta ad un'altra per patto di fedeltà, non menta. Altrimenti il bel corpo per cui peccate andrà seco voi, anime impure, nelle fiamme inesauste. Mutilatelo piuttosto, ma non l'uccidete in eterno dannandolo. Tornate uomini, voi ricchi, sentine verminose di vizio, tornate uomini per non fare ribrezzo al Cielo...

(…)

   Avete udito che fu detto in antico: "Non commettere adulterio". Chi fra voi mi ha già udito in altri luoghi sa che più volte Io ho parlato su questo peccato. Perché, guardate, per Me è peccato non solo per uno ma per due e tre persone. E mi spiego. L'adultero pecca per sé, pecca per la sua complice, pecca portando a peccare la moglie o il marito tradito, il quale o la quale possono giungere a disperazione o a delitto. Questo per il peccato consumato. Ma Io dico di più. Io dico: "Non solo il peccato consumato ma il desiderio di consumarlo è già peccato. Cosa è l'adulterio? É il desiderare febbrilmente colui che non è nostro, o colei che non è nostra. Si comincia a peccare col desiderio, si continua con la seduzione, si completa con la persuasione, si corona con l'atto. Come si incomincia? Generalmente con uno sguardo impuro. E ciò si ricollega a quanto dicevo prima. L'occhio impuro vede ciò che è nascosto ai puri e per l'occhio entra la sete nelle fauci, la fame nel corpo, la febbre nel sangue. Sete, fame, febbre carnale. Ha inizio il delirio. Se l'altro, il guardato, è un onesto, ecco che il delirante resta solo a rivoltolarsi sui suoi carboni ardenti, oppure giunge a denigrare per vendetta. Se è disonesto anche il guardato, ecco che risponde allo sguardo, ed ha inizio la discesa nel peccato. Perciò Io vi dico: "Chi ha guardato una donna con concupiscenza ha già commesso adulterio su lei perché il suo pensiero ha già commesso l'atto del suo desiderio". Piuttosto che questo, se il tuo occhio destro ti è stato cagione di scandalo cavatelo e gettalo lungi da te. Meglio per te che tu sia senza un occhio che sprofondare nelle tenebre infernali per sempre. E se la tua mano destra ha peccato mozzala e gettala via. Meglio per te essere senza un membro piuttosto che essere tutto dell'inferno. E’ vero che è detto che i deformi non possono più servire Dio nel Tempio. Ma oltre la vita i deformi per nascita, che siano santi, o i deformi per virtù, diverranno belli più degli angeli e serviranno Dio, amandolo nella gioia del Cielo. Vi è anche stato detto: "Chiunque rimanda la propria moglie le dia libello di divorzio" Ma questo va riprovato. Non viene da Dio. Dio disse ad Adamo: "Questa è la compagna che ti ho fatto. Crescete e moltiplicatevi sulla terra, riempitela e fatela a voi soggetta". E Adamo, pieno di intelligenza superiore perché ancora il peccato non aveva offuscato la sua ragione uscita perfetta da Dio, esclamò: "Ecco finalmente l'osso delle mie ossa e la carne della mia carne. Questa sarà chiamata Virago, ossia altro me, perché tratta dall'uomo. Perciò l'uomo lascerà suo padre e sua madre, e i due saranno una sola carne". E in un accresciuto splendere di luci l'eterna Luce approvò con un sorriso il detto d'Adamo, che diventò la prima, incancellabile legge. Ora, se per la sempre crescente durezza dell'uomo, l'uomo legislatore dovette mettere un nuovo codice; se per la sempre crescente volubilità dell'uomo dovette mettere un freno e dire: "Se però l'hai ripudiata non la puoi più riprendere", questo non cancella la prima, genuina legge, nata nel Paradiso terrestre e approvata da Dio. Io vi dico: "Chiunque rimanda la propria moglie, eccetto il caso di provata fornicazione, l'espone all'adulterio". Perché, infatti, che farà nel novanta per cento dei casi la donna ripudiata? Passerà ad altre nozze. Con quali conseguenze? Oh! su questo quanto ci sarebbe da dire! Non sapete che potete provocare incesti involontari con questo sistema? Quante lacrime sparse per una lussuria! Sì. Lussuria. Non ha altro nome. Siate schietti. Tutto si può superare quando lo spirito è retto. Ma tutto si presta a motivo per soddisfare il senso quando lo spirito è lussurioso. Frigidità femminile, pesantezza di lei, incapacità relativa alle faccende, lingua bisbetica, amore al lusso, tutto si supera, anche le malattie, anche le irascibilità, se si ama santamente. Ma siccome dopo qualche tempo non si ama più come il primo giorno, ecco che allora si vede impossibile ciò che è più che possibile, e si getta una povera donna sulla via e verso la perdizione. Fa adulterio chi la respinge. Fa adulterio chi la sposa dopo il ripudio. Solo la morte rompe il matrimonio. Ricordatevelo. E se avete fatto una scelta infelice, portatene le conseguenze come una croce, essendo due infelici, ma santi, e senza fare maggiori infelici nei figli, che sono gli innocenti che più soffrono di queste disgraziate situazioni. L'amore dei figli dovrebbe farvi meditare cento volte e cento, anche nel caso di una morte di coniuge. Oh! se sapeste accontentarvi di quanto avete avuto e al quale Dio ha detto: "Basta"! Se sapeste, voi vedovi e voi vedove, vedere nella morte non una menomazione ma una elevazione ad una perfezione di procreatori! Esser madre anche per la madre estinta. Esser padre anche per il padre estinto. Esser due anime in una, raccogliere l'amore per le creature sul labbro gelato del morente e dire: "Va' in pace, senza paura per quelli che da te sono venuti. Io continuerò ad amarli, per te e per me, amarli due volte, sarò padre e madre, e l'infelicità dell'orfano non peserà su loro e neppure sentiranno la innata gelosia del figlio di coniuge risposato per colui o colei che prende il posto sacro alla madre, al padre, da Dio chiamati ad altra dimora. Figli, il mio dire si volge alla fine, come sta per volgersi alla fine il giorno che già declina, col sole, verso occidente.. Di questo ritrovo sul monte Io voglio ricordiate le parole. Scolpitevele nei cuori. Rileggetele spesso. Vi siano guida perenne. E soprattutto siate buoni con chi è debole. (3, 174)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

niedziela, 17 września 2017

(24) Żywoty Świętych: Agnieszka Rzymianka

Żywot Jagnieszki ś.
wypisany od Ambrożego ś. Doktora Kościelnego, w kazaniu jego 90. Żyła około roku Pańskiego, 298.
Umęczona około roku Pańskiego, 304.1

   2Sługa Chrystusów Ambrozjus, poświęconym pannom. Święćmy dzień przeświętej dziewice – z jednej strony Psalmy, z drugiej czytania niechaj zabrzmią – lud wszytek radości się niech napełnia, a ubogim hojną rękę otwarza – wszyscy się w Panie radujmy, a ku zbudowaniu stanu panieńskiego, jako jest umęczona ś. Jagnieszka, rozczytajmy. Trzynastego lata wieku swego, śmierć straciła, a żywot nalazła – bo samego dawcę żywota miłowała. W ciele młodą, ale na duszy starą – na ciele niedorosłą, ale na sercu siwą – na twarzy piękną, ale w wierze daleko piękniejszą była. Ta miłością Jezusa Chrystusa zjęta, czystość Mu poślubiła, niechcąc nigdy inszego małżonka mieć, okrom Jego który się w niebie rodzi bez matki, i na ziemi się z czystej dziewice urodził bez ojca. A będąc zacnego domu i urody przedziwnej, oczy na się, gdy ze szkoły panieńskiej szła, syna Rzymskiego starosty Semproniusa obróciła – który posłał do niej drogie upominki, i dary, w szaciech, w klejnociech, i pieniądzach – prosząc, aby jego przyjaźnią nie gardziła, a za małżonkę jemu być chciała. 3A Jagnieszka ś. onemi wszytkiemi jakoby błotem wzgardziwszy – daleko zacniejszemu poślubioną się być powiedziała – od którego droższe i kosztowniejsze dary mając, i zaręczona Jemu będąc – nigdy odmienić wiary swej ku Niemu nie mogła.
   Młodzieniec on tak rozumiejąc, iżby nadeń żadnego zacniejszego i bogatszego nie było – jeszcze więtsze i bogatsze jej upominki, rozmaitych klejnotów, posłał – i usilnie się o to starał, aby nadeń nikogoż nie przekładała. 4A ona dopiero mówić jawnie poczęła: Odstąp odemnie pobudko grzechu, podmiato nieczystości, potrawo śmierci wiecznej – uprzedził cię już do mnie inny, który mię sobie lepiej ozdobił, i swym pierścieniem zaręczył – z którym twoja zacność i stan nigdy nie zrówna. Już mój Oblubieniec włożył drogą tkanicę na szyję moję – i na piersi moje noszenie, z ognistych i świetnych kamieni drogich, zawiesił – obręczami złotymi okrasił ręce moje, i twarz moję nausznicami ozdobił, i złotym odzieniem pokrył mię. Nad to i skarby nieoszacowane ukazał mi – które mi dać obiecał. A tak krzywdy Mu tej uczynić i sama sobie niechcę, abych ku innemu serce obrócić mogła. Bo Jego uroda, zacność, i moc, i wdzięczność, wszytek rodzaj ludzki przechodzi – Jego wspaniałości Aniołowie się dziwują – i Jemu pokłon czyniąc, widzeniem się samym Jego uweselają. Tego gdy miłuję, czystą – gdy się Go dotykam, dziewicą jestem – gdy Go za męża mam, przy panieństwie zostaję. To słysząc on pogański młodzieniec, wielką żałość na sercu odnosił – i z smutku w niemoc ciężką upadł. Przyjdzie ociec, o jedynego syna zdrowie frasowliwy, przyczynę choroby jego zrozumie.
   Wielkie poselstwo do Jagnieszki i jej rodziców pośle – aby się tak uczciwym i zacnym małżeństwem syna jego nie hydziła, a w tym tak uporną nie była – ponieważ we wszytkim Rzymie takie jej szczęście potkać, z strony zacności i bogactwa nie mogło. Lecz ś. Jagnieszka toż co i pierwej mówiła – iż innemu zacniejszemu poślubiona jestem, któremu się złamać wiary nie godzi. Ociec z gniewem się pytać począł, ktoby taki był, któryby się synowi jego równać chciał, a dla któregoby dom jego upośledzon być miał, i wystąpi jeden z jego pochlebców mówiąc: Jagnieszka tak jest czarnoksięstwem Chrześciańskim zwiedziona, iż rozumie, żeby Chrystus którego Chrześcianie za Boga, w niebie królującego mają, jej małżonkiem być miał. Co usłyszawszy radował się, iż zatym zniewolić ją mógł i prawem karać, jako tę, która się bogom pogańskim sprzeciwiając, gardło zasłużyła. 5A tak sługi po nią posławszy, przywieść ją przed się, jako do urzędu kazał. Gdzie naprzód prośbami, potym groźbami jej nieużyte serce od poślubionej Chrystusowi czystości, odwieść chciał.
   Lecz panna tak obietnic jako i pogróżek jego, za nic sobie nie miała – jednakiego zawżdy serca, ku Bogu i Oblubieńcu swoim zostając – aż potym z rodzicami jej wiele około tego małżeństwa syna swego mówić i czynić począł – także im grożąc, jeśliby do tego córki swej nie przywiedli. Oni z tego się wymawiali, powiadając, iż ona zatym, jakośmy jej wolej z młodości świadomi, tego nigdy nie uczyni, ani swego świętego przedsięwzięcia odstąpi. Tedy drugi raz przyzwać do siebie panienki kazał – i długo ją znowu namawiając, rzekł nakoniec: obieraj sobie z dwu jedno – abo na tak zacnym syna mego małżeństwie przestań – 6abo dla utraty panieństwa, w którym się ty kochasz, na służbę boginiej Westy, która takich do swej ofiary potrzebuje, na wieki oddana być masz. Rzekła Jagnieszka ś. – Jeślim syna twego zaniechała, który acz cielesną nierządnością uwiedziony, wszakże jednak człowiek i obraz Bożym jest – daleko się więcej tym bałwanem a sprośnym kamieniem brzydzić będę, a głowa moja nigdy się tej niemej twarzy nie pokłoni. Bo wiem iż Boga nie masz innego, nad tego, który niebo i ziemię stworzył, przez Syna swego Jezusa Chrystusa, jedynego Pana i Oblubieńca mojego, za nas umęczonego i ukrzyżowanego – który trzeciego dnia zmartwychwstawszy, na niebie króluje, i przyjdzie sądzić żywych i umarłych. Temu się ja samemu kłaniam jako prawemu a żywemu Bogu, a służby boginiej twojej kamiennej, nigdy czynić żadnej nie będę. Rzekł starosta: mnieć tylo młodości twojej żal – wszakże jeśli się sama nie żałujesz, jedno sobie z tych dwu obieraj – abo ofiary Weście boginiej czynić musisz, abo cię do domu nierządnego na jawną sromotę i utratę panieństwa twego poślę – gdzie i sama lekkość odniesiesz, i dom swój o niesławę i zelżywość przyprawisz.
   A ś. Jagnieszka śmiele rzekła: Byś się znał na prawym Bogu moim, a o wszechmocnej mocy Jego wiedział – nigdybyś tych słów nie mówił. Za obroną Boga mego śmieleć to obiecuję – iż ani się twej boginiej kamiennej nie pokłonię – ani cudzą wszetecznością pomazana będę. 7Mam ja dobrego stróża czystości mej, dusze i ciała mego, który mię mocną ręką Boską obroni – a tego nikomu coby z ubliżeniem panieństwa mego było, nie dopuści. Nie jest Bóg mój, jako wasze kamienne i nieme, od których pomocy żadnej mieć nie możecie, gdy ich w uciskach waszych nawięcej prosicie, a próżną nadzieją wzywacie. Lecz Pan mój Jezus Chrystus żywy, na moję pomoc nie omieszka – a tam gdzie mi naciężej będzie, prędką mi obronę pośle. 8Tedy z gniewem obnażyć sromotnie panienkę kazał, i do domu nierządnego prowadzić. Pan Bóg, który w sobie ufających nie zapomina, onej zelżywości wstydu panieńskiego tak zabieżał – iż ciała jej żadne oko nie obeszło. Bo wnet, z jej włosów od głowy, tak gęstą zasłonę uczynić raczył, i tak ją obtoczył, iż żadna suknia poczciwiej nagości jej pokryć nie mogła.
   A gdy na miejsce tamto niesławne przywiedziona była, w nim Anioła Bożego, wielkiego czystości przyjaciela, na obronę swoję zgotowanego, ujźrzała – który ją taką światłością ogarnął, iż patrzyć na nię nikt, okrom strachu i zdumienia, prze wielki majestat i światłość niemógł. Tam z miejsca nieczystości, dom się modlitwy i Anielskiego przebywania uczynił. Chwalić Pana Boga swego z onym zaraz Aniołem ś. Jagnieszka poczęła. 9A wdzięczne Psalmy, i radości pełne modlitwy, Oblubieńcu swemu oddawając, ujźrzała szatę piękną przed sobą położoną. Którą gdy ciało swe pokryła, a niewiedząc skądby się wzięła, widząc iż prawie na jej wzrost uczyniona była – za nię Oblubieńcowi swemu dziękowała – nic nie wątpiąc iż rękami Anielskimi urobiona, i jej przez tegoż stróża przyniesiona była. W tym wiele młodych ludzi, przychodząc na miejsce ono sromotne, złe chuci swe chcieli wypełnić – ale na taką światłość, i dziwną postawę ś. Jagnieszki patrząc, wzlepszonymi odchodzili – Boską jakąś moc i cudo niewidane w pannie znając. Sam on syn starosty, który jej tak barzo w małżeństwo pragnął, inne rówienniki za głupie i bojaźliwe mając – 10pohamować złej chuci swej nie mógł, dotknąć się wszetecznie panienki świętej pokusił, z zapaleniem do niej idąc, niżli się czystego ciała jej dotknął, od czarta wnetże zamordowan jest, i bez dusze został na ziemi martwy.
   Co gdy drudzy ujźrzeli, krzyknęli: ratujcie Rzymianie ratujcie – ta czarnoksiężnica, syna starościnego zabiła. I zbieżał się lud z wielkim tłumem – jedni ją winiąc, drudzy obmawiając. A ociec smutny, widząc martwe ciało syna swego, z wielkim płaczem na ś. Jagnieszkę wołał: Okrutnico, czemuś mi syna umorzyła? Nie miałaś na kim innym swej czarnoksięskiej sztuki wyprawić? Niestety na cię, coś uczyniła – jakoś go zabiła, powiedz mi? Czemuś na mię smutnego ojca tak okrutną być chciała? 11Ona bezpiecznie i skromnie rzekła: ten go umorzył, którego wolą pełnić chciał, nieprzyjaciel rodzaju ludzkiego – który nad wszetecznemi i Boga się nie bojącemi, a czystości świętej niesprzyjającemi, moc ma. Wszak inni którzy do mnie wchodzili, żywi zostali – bo widząc Anioła przy mnie, uczcili go – a ciała się tego, które Panu Bogu jeszcze z pieluch oddane i poślubione jest, nie dotknęli. Lecz syn twój Boga nie uczcił i Anioła Jego – chciał swe złe myśli wypełnić – i gdy się ku mnie popędził, pierwej niżli się mię dotknął, nie moją, ale tego który broni, władzą i rozkazaniem zabit jest.
   Rzekł ociec zabitego: Po tym poznam iżeś tego nie uczyniła z czarnoksięstwa – jeśli mi żywot synowi memu uprosisz, a tego Anioła swego użyjesz, aby mi żywego syna wrócił. Rzekła panna: Aczkolwiek niedowiarstwo wasze tego nie jest godne – wszakże iż już czas przychodzi, aby Chrystus P. Bóg i Oblubieniec mój wsławion był – wystąpcie, abych zań modłę uczynić mogła. I gdy wystąpili – prosić pocznie ś. Jagnieszka P. Boga, aby na objaśnienie czci i mocy swej Boskiej, duszę w ono martwe ciało przywrócić rozkazał. 12I jeszcze modlitwy na twarz leżąc nie skończyła, a owo Anioł ją podnosić z ziemie począł a wysłuchaną jej modlitwę powiedział, i wnet młodzieńca wskrzesił. Który wyszedszy, zdrowy jako pierwej, wołać wielkim głosem począł: Jeden jest Bóg na niebie i na ziemi i na morzu Bóg Chrześciański – a ci bogowie które chwalicie nic nie są, sami sobie pomóc nie mogą – nieprzyjaciele są zbawieniu ludzkiemu, i zdradliwe są służby i kościoły ich. Za takim straszliwym głosem, zburzyli kapłani pogański lud – iż z wielkimi groźbami wołać poczęli: zabij tę czarnoksiężnicę, zamorduj złą niewiastę, która nie tylo ciała zabija, ale i serca i dusze odmienia. A ociec on starosta widząc takie cuda, zdumiał się, i obaczył złość swoję, i pewnie wolną chciał pannę uczynić – jedno bojąc się wywołania z ziemie, wolał na ten czas urząd złożyć, a namiestnika Aspazjusa postawić.
   13Ten kazał wielki ogień napalić, i ś. Jagnieszkę weń wrzucić. Lecz ogień wnet się na dwie stronie rozdzielił, a pannie wolnego miejsca ustępując, pogaństwo ono około stojące palił. We śrzodku onego ognia ś. Jagnieszka rozszerzywszy i podniósszy ręce swoje, modlitwę taką czyniła mówiąc: Wieczna chwała i pokłon bądź Tobie nieśmiertelny i wszechmocny Ojcze, iżeś mię przez Syna swego z mocy niepobożnej ręki wybawił – i od pomazania nierządnego zachowałeś duszę i ciało moje – i teraz ogień ten, jako chłodną rosę uczyniłeś mi, i wielkiemi dobrodziejstwy okrasiłeś duszę moję, i we mnie wsławiłeś imię ś. Twoje – proszę przyjmi już duszę moję w pokoju, Ciebieć samego pragnę, wiary ku Tobie nie odmieniam, serceć zapalone jako pierwej ofiaruję. Przyjmi Oblubieńcze mój sługę Twoję, a otwórz mi wrota do wiecznej radości Twej, abych już tego zażyła w com wierzyła – i Ciebie któregom tu zamiłowała Pana i Oblubieńca mego oglądać mogła. Owo już to, com wierzyła widzę – czegom się nadziewała, mam – czegom pragnęła, już obejmuję. Ciebie sercem i usty wyznawam, do Ciebie idę Jezu Chryste, który z Ojcem i z Duchem Ś. królujesz na wieki. Amen. Gdy tę modlitwę kończyła, 14jeden z rozkazania Aspazjusa, mieczem gardło jej przebił. I tak we krwi swej, czystą sobie Chrystus oblubienicę poświęcił.
   Rodzicy ciało córki swej wzięli, i na roli swej przed miastem, gdzie dziś imienia jej kościół jest, w Rzymie pogrzebli. Do tego grobu wiele się Chrześcian zawżdy schodziło – zwłaszcza w nocy, prze bojaźń pogaństwa, którzy i tam je najdując prześladowali i kamieńmi bili. I czasu jednego na nie strzegąc uderzyli, i wiele ich poranili – ostatek pouciekało. Sama się święta Emerencjana rówienniczka ś. Jagnieszki zastawiła, i gromić słowy on lud swowolny poczęła, mówiąc: Czemu niewinne a cnotliwe ludzie bijecie niepobożnicy? Co za przyczynę na te macie, którzy Boga jednego wszechmocnego chwalą, i wam swemi modlitwami wiele dobrego czynią? 15Na które słowa oni niedbając, pannę ś. Emerencjanę kamieńmi zabili. Która acz ochrzczona nie była, wszakże we krwi się swej ochrzciwszy, za towarzyszką swoją do wiecznej radości weszła. Potym u grobu ś. Jagnieszki rodzicy jej często płacząc – nocy jednej, ujźrzą jawnie wielki poczet panienek ubranych w dziwnie piękne szaty, wielce jasne i ozdobne twarzy mające – a ony przechodzą i mijają to miejsce na którym byli. Miedzy nimi ujźrzeli też córkę swoję Jagnieszkę ś. która na inne towarzyszki zawoławszy, aby stanęły, rzekła tak rodzicom swoim: Niechciejcie mię płakać tak, jako straconej, ale się z radości mej weselcie, iżem ja z temi wszytkimi jasne mieszkanie otrzymała – a z Tym złączona jestem w niebie, któregom z całego serca miłowała na ziemi.
   Tym widzenim rodzicy uweseleni, żałość w wesele obrócili – i to wiernym wszytkim powiadali. Za czasu potym Konstantego wielkiego, córka jego Konstancja będąc jeszcze poganką, ciężką a niezleczoną chorobę miała, wrzody szkaradnemi osypana będąc, od nóg aż do głowy. Ta słysząc o ś. Jagnieszce, przyszła do grobu jej. 16I tam modlitwę czyniąc zasnęła – i ujźrzała we śnie onym ś. Jagnieszkę, która jej to rzekła: Statecznie sobie poczynaj Konstancja, a wierz w Pana Jezusa Chrystusa Syna Bożego, Odkupiciela twego, przez którego teraz uzdrowiona będziesz. Skoro się ocknie, zdrową się być najdzie, tak iż znaku ran i wrzodów onych nie było. Wróci się z weselem do pałacu, i z ojcem Cesarzem, z bracią i wszytkim Rzymem, triumf wielki, chwaląc P. Boga, uczyni. 17I zbudowała na onym miejscu kościół, gdzie ciało tej wielkiej męczenniczki leży, i gdzie Chrystus do tego czasu, wiele dobrodziejstwa chorym czyni. Ta Konstancja zachowała panieństwo aż do śmierci, z wielą innych Bogu poślubionych panienek – 18które na przykład Jagnieszki ś. i teraz w Rzymie stan niepokalany wiodą – spodziewając się za wytrwanim swoim, iż wiecznej zapłaty dostaną. To Ambrozjus sługa Chrystusów, tak jakom w księgach nalazł, ku czci tak zacnej męczenniczki wypisał – aby tak rzeczy pożyteczne zapomnieniem nie zaszły, ku zbudowaniu waszemu Chrystusowe dziewice. I to wam posyłam, prosząc miłości Ducha Ś. aby praca wasza w naśladowaniu świętych, pożytek przed Bogiem naleźć mogła. Amen.

   19Jako śmie upór heretycki, śluby i chowania panieńskiej czystości, i poświęcenie dziewictwa Chrystusowi, zwać wymysły ludzkimi? które Duch Boży męczeństwem i cudy takiemi potwierdził, i tak dawny wiek i zwyczaj Chrześciańskiej pobożności trzymał, i które tak zacny i wielki Doktor Ambroży Biskup Mediolański, jako wszelakiej czci godne i Bogu miłe chwali, i inne panienki do takich ślubów już Duchem Bożym wzruszone, w ich przedsięwzięciu świętym posila. 
 
1  XXI. Ianuar. Stycznia. Mart. R. 12. Ianu.
Święto ś. Jagnieszki za czasów ś. Ambrożego.
Zacniejszemu poślubioną się być mieniła ś. Jagnieszka.
Jagnieszki ś. do młodzieńca słowa dziwne.
Pojmana ś. Jagnieszka.
Dziewice mieli poganie do służby bałwochwalskiej, Weście boginiej.
Jagnieszki ś. ufanie wielkie w Pana Boga.
Ś. Jagnieszka obnażona, do domu nierządnego prowadzona była.
Ś. Jagnieszce P. Bóg zesłał szatę.
10  Syn starościn w nieczystej myśli umorzony.
11  Czart nad nieczystemi moc ma.
12  Ś. Jagnieszka umarłego wskrzesiła.
13  W ogień wrzucona.
14  Śmierć ś. Jagnieszki.
15  Emerencjana ś. we krwi swej ochrzczona.
16  Konstancja, córka wielkiego Konstantego u grobu ś. Jagnieszki zleczona.
17  Kościół ś. Jagnieszki zbudowany od córki Cesarskiej.
18  Za uczynki wieczna zapłata.
19  Obrok duchowny.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

sobota, 2 września 2017

Wstawanie z nadzieją

Świat mówi:
poddaj się

Nadzieja szepcze:
podnieś się

Zapis wcześniejszy w języku angielskim, na podstawie słów zasłyszanych:

World says:
give up

Hope whispers:
get up

piątek, 1 września 2017

Straż

Muszę być na swoim miejscu
spełniać obowiązek
aby Bóg zastał mnie czuwającego

Muszę bo tak chcę
tak chcę
bo Jemu to jest miłe

czwartek, 31 sierpnia 2017

Piękno niestworzone

Piękna jesteś, przyjaciółko moja, jak Tirsa” (Pnp 6,4),
a Tirsa znaczy Kochanie.
Piękna jesteś, przyjaciółko moja, jak Kochanie,
piękna jesteś jak Bóg.

Przedmiocie mojego gorącego pożądania,
Nic mi miłości Twojej w sercu nie przygłuszy,
Tak mnie upewnia siła wzajemnego kochania”.
(św. Faustyna, Dzienniczek 1427)

środa, 30 sierpnia 2017

Do konserwy

Zaprawdę, powiadam wam, można wytyczyć sobie ramy Słowa Bożego i poruszać się w Nim jak sardynka w konserwie. Nie, nie ożywisz tak Słowa. Na nowo je krzyżujesz. Poznajesz poglądy i zdania o Słowie, ale samego Słowa nie słuchasz. Co masz? Wyrobiłeś sobie mapę – wykreśliłeś wytyczne – tutaj tak, a tam tak – to należy rozumieć tak, a tamto tak. Czy pytałeś w ogóle Boga o zdanie? Czy słuchasz, co On mówi w tej albo tamtej sprawie? Czy wsłuchiwałeś się chociażby w głos wiatru wiejącego na tym przyrodzonym niebie? Jeśli ustalasz jakieś znaczenia Słowa, jeśli utrwalasz w pamięci jakieś obrazy, wyobrażenia niewymownego Słowa, mówię ci: „Ocknij się. Zakułeś się w konserwie i nawet przyrodzonego wiatru nie jesteś w stanie usłyszeć. To jest krzyk przedzierający się przez tę twoją puszkę. On mówi ci: powstań! Ożyj dla prawdziwego, żywego Słowa – niewytyczonego, niedającego się zamknąć w żadne sztywne ramy ludzkich znaczeń. Szukaj znaczenia Bożego. Ono przekracza określenia i wyobrażenia. Jest jak niebo. Pójdź i wzleć”.

wtorek, 29 sierpnia 2017

Prawo i Łaska

   Św. Paweł mówi, że siłą grzechu jest prawo (1 Kor 15,56). Rozumiej przez to, że siłą grzechu jest przyzwolenie – samo to, że wolno. To zrozum na początku. A później spójrz szerzej, że nawet święte Prawo dane przez Boga jest siłą do grzechu. W jaki sposób? Nie w taki, że Bóg umacnia albo potęguje grzech, ale prawo jest siłą do grzechu przez to, że staje się polem do popisu dla złego ducha. Prawo mówi, co wolno, a czego nie. Przez samo więc określenie – opisanie – można się na nim popisać w sposób mądry i popisać w sposób głupi. Zły duch robi z siebie małpę Prawa wykorzystując lukę.
   Otóż mając lukę, prawo jest siłą do grzechu – prawo daje możliwość grzechu. Łaska zaś zostaje bez braku – wypełniona, przepełniona i przepełniająca tego, komu jest dawana. W Łasce nie ma możliwości – jest konieczność. Nie, żeby nie było możliwości wyboru przyjęcia lub odrzucenia Łaski. Taki wybór jest. Jest właśnie wtedy, kiedy jest się w mocy Prawa. Gdy jednak przyjęło się już Łaskę, wyboru żadnego w tym nie ma – to znaczy w samym trwaniu i życiu w Łasce nie ma już żadnego wyboru – jest tylko Łaska jako niezawodna konieczność.

poniedziałek, 28 sierpnia 2017

(72) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Przekleństwa

   24 Natomiast biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą. 25 Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie. Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie. 26 Biada wam, gdy wszyscy ludzie chwalić was będą. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili fałszywym prorokom. (Łk 6,24-26)

      24 Πλὴν οὐαὶ ὑμῖν τοῖς πλουσίοις,
      ὅτι ἀπέχετε τὴν παράκλησιν ὑμῶν.
      25 οὐαὶ ὑμῖν, οἱ ἐμπεπλησμένοι νῦν,
      ὅτι πεινάσετε.
      οὐαί, οἱ γελῶντες νῦν,
      ὅτι πενθήσετε καὶ κλαύσετε.
      26 οὐαὶ ὅταν ὑμᾶς καλῶς εἴπωσιν πάντες οἱ ἄνθρωποι·
      κατὰ τὰ αὐτὰ γὰρ ἐποίουν τοῖς ψευδοπροφήταις οἱ πατέρες αὐτῶν. (Łk 6,24-26)

   Biada wam, bogaci i żyjący w rozkoszach! Pośród was bowiem – którym lenistwo i pieniądze służą za łoże i poduszkę – fermentuje największa nieczystość!
   Teraz jesteście nasyceni. Aż do gardła dochodzi wam pokarm pożądliwości i dławi was. Odczujecie jednak głód – straszliwy, nie do zaspokojenia, którego przez wieczność nic nie złagodzi. Teraz jesteście bogaci. Ileż dobra moglibyście wyświadczyć waszym bogactwem, tymczasem czynicie nim zło sobie i innym. Poznacie straszliwe ubóstwo pewnego dnia, który nigdy się nie skończy.
   Teraz się śmiejecie. Uważacie się za zwycięzców. Wasze łzy wypełnią jednak jeziora Gehenny i już nigdy nie ustaną. (III (cz. 1-2), 34: 12 sierpnia 1944. A, 5184-5211 i 3296-3303)

   Guai a voi, ricchi e gaudenti! Perché è proprio fra voi che fermenta la più grande impurità a cui fanno letto e guanciale ozio e denaro! Ora siete satolli. Fino alla gola vi arriva il cibo delle concupiscenze e vi strozza. Ma avrete fame. Una fame tremenda, insaziabile e senza addolcimento in eterno. Ora siete ricchi. Quanto bene potreste fare colla vostra ricchezza! Ve ne fate tanto male per voi e per gli altri. Conoscerete una povertà atroce in un giorno che non avrà fine. Ora ridete. Credete d'essere i trionfatori. Ma le vostre lacrime empiranno gli stagni della Geenna. E non avranno più sosta. (3, 174)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

niedziela, 27 sierpnia 2017

(23) Żywoty Świętych: Sebastian i inni

Żywot ś. Sebastiana Męczennika, i innych,
zwłaszcza Marka i Marcellina –
napisany zstarodawna,
i od Bedy i Uswarda i Metafrasta powtórzony.
Czynią o tym kazanie ś. Ambroży in Psal. 118. 
i Augustyn na ich dzień Sermone 100. de diversis. 
i Grzegorz ś. Homil. 27. w jego kościele.
Żył około roku Pańskiego, 286.1

   Sebastian w mieście Narbonie urodzony, w Mediolanie wychowany, tak był u Dioklecjana i Maksymiana Cesarzów Rzymskich wdzięcznym człowiekiem, iż mu pierwszą rotę polecili – i przy sobie go zawżdy mieć i nań patrzyć chcieli. Był bowiem mężnym wielce, mądrym, w mowie prawdziwym, w sądzie sprawiedliwym, w radzie opatrznym, w zleceniu wiernym, w sprawach dzielnym, i we wszelakich obyczajach uczciwym, i u wszytkich wziętym. Mieli go żołnierze sobie za ojca, i dwór go wszytek miłował i barzo ważył. 2Bo iż był prawy sługa Boży, musiało tak być – iż on Boga miłował, aby go też ludzie miłowali. 3Ten będąc wiernym Chrześcianinem, i zakon Chrystusów z pilnością pełniąc – taił się z tym przed Cesarzmi do czasu – dla tego aby był mógł pożyteczniej i lepiej Chrześcianom na on czas srodze strapionym służyć – a miedzy innymi ta wielka jego posługa była – gdy Chrześcian z więzienia i męczenia wyzwolić i wyprosić nie mógł, ani onemu okrucieństwu nad nimi zabieżeć – upominał, a prawie słowy swemi zapalał męczenniki święte, aby dla Pana i Boga swego, którego krwią odkupieni są, żywot swój mężnie kładli, i krwie swej nadstawiali – wystraszyć z siebie zbawienia i onej nadzieje, która jest po śmierci bez końca, nie dając – a na one się po tych krótkich mękach, wieczne rozkoszy oglądając. I także jako mówi Pismo,4 ręce spuszczone posilał, a nogi osłabione ukrzepczał – gdy na święte Boże, w mękach onych okrutnych, z ludzkiej krewkości, zachwianie jakie i pośliźnienie przypadało. Tymczasem jako inne, tak mężnie korony niebieskiej dostające, przed sobą widział – tak dobrą zazdrością zjęty, pragnął też rychło krew swoję Panu swemu ofiarować, gdyby mu czas do tego pogodny ukazał. I ukazał mu taki czas, w którym się dalej taić i onej miłości ku Chrystusowi, którą serdecznie gorzał, pokrywać nie mógł.
   Gdy Markus i Marcellianus bracia bliźnieńcy, zacni wielce i bogaci ludzie, o wiarę świętą w więzieniu długo posadzeni, i potym rozmaitymi mękami do odstąpienia Chrystusa, a do pokłonu diabłom Pogańskim bogom przyniewoleni, nieodmienną stateczność zachowali, ani się przemóc onym ciężkim mękom nie dali – Cesarz Dioklecjanus długo się na ich śmierć (ponieważ wysokiego stanu, i jemu barzo potrzebni ludzie byli) skwapiać niechciał. I dawszy im pewny czas do rozmysłu, i dzień im zguby ich naznaczywszy – takiego nad nimi diabelskiego sidła, chcąc serce ich przełomić, użyć kazał. 5Zwołano wszystkich powinowatych ich przyjaciół, krewnych, żon, dzieci, ojca, matki, i płakać nad nimi rzewno, i żałościwie narzekać kazano: prosząc a do nóg ich przypadając, aby sami siebie i ich zaraz swą zgubą, śmiercią, a zelżywością nie tracili – ale żeby się nad nimi i ciężkim sieroctwem ich zmiłowali – a swego przedsięwzięcia odstąpili, czyniąc Cesarzowi kwoli. Ociec stary zgrzybiałość swoję synom polecał, i o pogrzeb a dochowanie prosił – matka piersi ukazując, prawa się swego i powinności synowskiej domagała – dzieci malutkie ręce podnosząc a płacząc, nogi ojców swych obłapiały – drugie jeszcze mniejsze, nie mową, ale samym wejźrzeniem sieroctwo swoje, w oczach ojcom stawiły – przyjaciele o poczciwość, aby im sromotną śmiercią pomazana nie była, prosili – żony owdowienie swoje ukazowały, łzy rozliczne wylewając, a prosząc aby i samych siebie, i ich zsobą nie zgubili. Tak iż od płaczu i krzyku, zstało się wielkie w onym domu wołanie i krzyczenie żałosne wszytkich. 6Co czynić miały święte one niezwyciężone serca? Żadna ich tak męka nie zmiękczyła i nie obruszyła, jako ona namiętność przyrodzona, i żałość swej krwie, iż prawie trwożyć sobą, i jako wosk od ognia rozpływać się poczęli. Sami zaraz z nimi płakali, już mało co się nie skłaniając na odstąpienie wiary. Aż Sebastian ś. który przy tym był, użaliwszy się nad duszami ich, które już prędko stracić mogli – widział czas wyznania swego, aby i drugim pomógł, i sam siebie też do tejże korony przyprawił.
   7Tedy milczenie sobie uczynił, i taką rzecz miał do nich: Dziwowałbych się wam barzo mocnym, a tak wielkimi mękami niezwyciężonym Chrystusowym żołnierzom, gdyby takie dziecinne i niewieście łzy, i lekkie narzekania, serca wasze, w których Chrystus mieszka, obchodzić miały. Srogie one męki, któreście dla Chrystusa na ciele swym odnieśli, i tak sromotne a długie więzienie, przywieść was do tego nie mogło, abyście co przeciw Bogu swemu, i myślić, nierzkąc mówić, abo uczynić mieli – a te miękkie słowa ludzi tych świeckich, którzy nic o żywocie onym którego czekamy, i który się nam po śmierci zjawi, niewiedzą, przywieśćby was do czego nieprzystojnego miały? Nie daj tego Panie Jezu Chryste, któryś nam niewysłowione i okiem nieprzejźrzane, i uchem nieobjęte, rozkoszy i dobra nagotował – abyśmy my dla tych marnych i krótkich pociech, wyznania świętego i wielkiego imienia Twego odstąpić, a Twymi dobrodziejstwy, w którycheś i krew swoję za nas wylać raczył, wzgardzić mieli. I cóż ma ten żywot nędzny tak smacznego, iżby nas od skosztowanej onej rozkoszy niebieskiej w Chrystusie Panie naszym odwabić mógł? Widzim jako tu na tym świecie wszytko się wali – krótko kwitnie, a prędko upada – wielkie się na nim rzeczy zdadzą, a zaraz z cieniem i z dymem odchodzą. 8Kto się tak głupim najdzie, żeby dla słomianego domu, murowanego pałacu odstąpić miał – a za dzień rozkoszy, tysiąc lat męki i niemocy kupić sobie chciał? O by ci waszy powinowaci, tą światłością byli od Boga uczczeni, a to widzieli co wy widzicie, co wam Pan Bóg, za mężne wasze w wyznaniu Jego wytrwanie, nagotować raczył – pewnieby się za wami porwali, a do tej wam drogi nie przeszkadzali. Ale ślepi są, na ziemię tylo patrzą, bydlęcy żywot wiodą, mniemają aby z wami wszytko umierało. Nie dajcie się chytremu czartu (który je na was pobudził, i taką na was pokusę przywiódł) zwodzić – aby wam to wydrzeć miał, na coście już tak długo a ciężko robili. Oto już prawie w ręku zapłatę trzymacie, już u drzwi wiecznej onej chwały stoicie. Niechciejcie się nazad obracać – a pomnicie co Pan nasz Jezus w swej Ewangeliej powiedział:9 Nieprzyjaciele naszy są domownicy naszy. Teraz tego tu doznawacie, a ta przestroga wam na tę godzinę dana jest. Toć są prawi nieprzyjaciele, którzy nas z Bogiem naszym łagodnością i fałszywą przyjaźnią rozdzielić, i dobra niebieskie wydrzeć nam z ręki chcą. Sroższy to są niżli Cesarski miecz, który ciało zabija. Ci dusze wasze zabić, a z Bogiem i Panem waszym rozdzielić usiłują. A tak ostrożni i mężni bądźcie, a pomnicie na srogą pogróżkę Chrystusowę:10 Kto więcej, powiada, miłuje ojca, matkę, syna, córkę, niżli Mnie, godnym Mnie nie jest. Kto się Mnie zaprzy przed ludźmi – ja się go też przed Ojcem moim i Anioły Jego zaprzę. I ma więtszą moc mieć rodzenie z ciała, niżli rodzenie z ducha? Rodzenie z męża, a niżli rodzenie z Chrystusa? Izali wam na innych lepszych powinowatych schodzi? Nie słyszycie Pana mówiącego:11 Kto wolą czyni Ojca mego, ten jest siostra, brat, i matka moja. Ile jest świętych w niebie i na ziemi, tyle jest krewnych waszych – ile ich przykładem swym ku Bogu przywiedziecie, tyle synów i dzieci po sobie zostawicie. 12Nie bądźcież tak szaleni, abyście duchem począwszy, ciałem kończyć, 13a obracając się wzad, jako żona Lotowa, w słupbyście się tej świeckiej marności i ślepoty, obrócić mieli. Daj Boże mnie przed wami za Pana mego krew przelać, żebyście na moje męczeństwo patrzyli, a moja was śmierć do takiej u Boga wysługi pobudziła.
   Gdy to mówił ś. Sebastian, światłość się z twarzy jego Anielska błysnęła, iż się zdumieć wszyscy oni i Poganie musieli – 14a żona Nikostrata, u którego się to w domu działo (bo jemu w straż, Marek i Marcellianus dani byli) na imię Zoe, od sześci lat niemą będąc, do nóg Sebastianowych upadła – dając znać o wierze swojej, iż przy tym co on mówił stała. I wnet jej P. Bóg mowę na modlitwę ś. Sebastiana przywrócił. A mąż jej Nikostratus to widząc, także wnet w Chrystusa uwierzył – i przepraszał Marka i Marcelliana, dając im wolne z domu swego wyszcie – ale oni niechcieli wyniść, mówiąc: wielce tego żałujem, żeśmy tych powinowatych naszych słuchając, serca nasze pomazali – teraz poprawić stateczności naszej przy Bogu, a do końca trwać, a walczyć znowu ze wszytkiemi mękami, i umrzeć za Chrystusa chcemy. 15Prosił zatym ś. Sebastiana Nikostratus aby go rychło ochrzcić kazał. A ś. Sebastian powiedział, iż chciał pierwej aby do niego wszystkie więźnie które w poruczeniu swym miał, przywiódł żeby je wiary Chrystusowej nauczył. I tak się zstało wszytkie więźnie ś. Sebastian nawrócił a Chrześciany i drugie teskliwe i nieśmiałe umocnił.
   16Potym się wiele ludzi zacnych zebrało w dom Nikostrata – a widząc jako ś. Sebastian każdą niemoc, z którą się do niego uciekli, leczył – w Chrystusa uwierzyli. Miedzy nimi Klaudius niejaki pisarz z dwiema synmi swemi, z chorób ciężkich przez świętego Sebastiana wybawionymi, i Trankwillinus ociec Marka i Marcelliana, i matka ich Marcja (którzy syny swe odwieść od wiary chcieli) i inni – tak iż się ich do chrztu sześćdziesiąt i cztery osób zgotowało. 17Do których ś. Sebastian przyzwał Polikarpa kapłana, który je pochrzcił, imię każdemu dając, i krzyżmem pomazując. Potym dziwnym obyczajem z tym świętym Polikarpem, i z Trankwillinem, starostę i sędziego Rzymskiego Chromacjusa (który miał już pewnego dnia Marka i Marcelliana zgubić) i syna jego Tyburcego, i innych wiele Panu Bogu pozyskał.
   Na on czas póki żyw był Karynus, póty trochę ciższe było prześladowanie – iż Karynus miał wiele na dworze swym Chrześcian, w których się kochał – ale gdy był zabit, wielce barzo ściśnieni byli, i pilnie ich na męczeństwo abo do ofiar bogom szukano. 18Tedy zdało się wszytkim, aby z Rzymu bojaźliwszy Chrześcianie do imion onego Chromacjusa wielce bogatego i możnego uchodzili, i tam przeżyli. Przy których jeden ku pociesze ich, z onych przedniejszych Chrześcian wyniść z Rzymu miał – to jest, abo święty Polikarpus kapłan, abo ś. Sebastian. I zstał się spór nabożny miedzy Sebastianem i Polikarpem, który z nich w mieście zostać, a który z inymi Chrześciany zjachać miał – 19obadwa placu krwie za Chrystusa nastawując dostać, a z Rzymu wychodzić niechcieli. I na rostrzygnienie tego wątpienia, przyzwali Gaja Papieża Rzymskiego Słowianina, i Dioklecjanowi Cesarzowi powinowatego, człowieka wielkiej mądrości i cnoty – 20przed którym gdy się tak mile swarzyli, obadwa się do korony męczeńskiej kwapiąc, on im taki dekret uczynił. Gdy się obadwa, powiada, do męczeńskiej korony kwapita – lud Boży osierocić, i bez pociechy zostawić chceta. Mnie się zda, bracie Polikarpie, abyś jachał ku potwierdzeniu dusz wiernych, i ku podporze wątpliwych. Bo ty kapłański urząd przystojnie sprawujesz, i pełeneś darów Bożych w nauce.
   To słysząc Polikarpus, pokornie na tym przestał. I tak się rozstali. O jakie tam było pożegnanie, gdy jedni z Rzymu uchodzili, drudzy zostawali. Zostali z papieżem Markus i Marcellianus, i ociec ich Trankwillinus, i ś. Sebastian, i on młodzieniec urodzony w ciele, ale na duszy piękniejszy Tyburcjus, syn Chromacjusa, i ini. I poświęcił Papież Marka i Marcelliana na Diakony, a ojca ich uczynił kapłanem. 21A Sebastiana, który jeszcze w dworskiej i żołnierskiej barwie taił się, obrońcą kościelnym uczynił. Ci wszyscy pozostali u Kastula Chrześcianina, urzędnika Cesarskiego przy pałacu – gdzie z Papieżem mieszkali, i łacno się zataili, iż im ofiarować nie kazano. Bo nieśmiał ich nikt za podejźrzane mieć, przeto iż przy pałacu Cesarskim mieszkali. Tam noc i dzień na modlitwach, płaczu, i postach trawiąc – prosili P. Boga, aby mogli być godni korony męczeńskiej. Tajemnie się do nich ludzi obojej płci schodziło nie mało – których wiary nauczali i chrzcili je. Potym gdy się Pogaństwo dowiedziało o ich zbieraniu u Kastula, rozmaicie je pomęczyli. 22Zoe ona żona Nikostrata, naprzód u grobu ś. Piotra na modlitwie będąc, porwana jest – i gdy ją sześć dni w ciemnicy straszliwej głodem męczyli – siódmego dnia nad dymem z gnoju uczynionym, za nogi zawieszoną umorzyli. Co gdy Sebastian ś. Trankwillinusowi oznajmił – zawołał w te słowa: 23Już nas niewiasty do korony męczeńskiej uprzedzają – a ja jako jeszcze żywym zostaję? I szedł na toż miejsce ś. Piotra, i tam kamieńmi od pogaństwa zabity jest.
   24Potym Tyburcjus (jako się w jego żywocie dotyka) potym Marek i Marcellian – którzy gdy byli w wierze mocni – Fabianus gwoźdźmi żelaznymi przez nogi przybite na słupie postawić je kazał – do których tak mówił on starosta morderz Chrześciański – tak długo tu stać, powiada, będziecie, aż to uczynicie co wam każę. A oni na jednym drzewie przybici śpiewali, mówiąc: O jako dobre i wdzięczne jest braciej w jedności mieszkanie. Nigdyśmy tak miłej biesiady nie mieli – teraześmy wdzięczną miłością Chrystusową przykowani są: Boże byśmy tak do swej śmierci stali. I gdy tak dzień i noc stali, włóczniami je poprzebijać kazał – tak prawie oni wszyscy wylaniem krwie swojej wiarę zawiązali, i z radością w mękach za Chrystusa pomarli.
   A potym też ś. Sebastian za nimi jako hetman na końcu poległ. Bo gdy się wsławiła ona ś. Sebastiana wiara i cuda, nie śmiejąc się nań inni urzędnicy, jako na człowieka wielce wziętego, targać – do samego cesarza Dioklecjana jego odnieśli – który go przyzwawszy upominał mówiąc: Co cię Sebastianie do tego głupstwa przywiodło, iż się wolej mojej sprzeciwiasz, bogom się moim pokłonić nie chcesz, a w tego ukrzyżowanego wierzysz? Jam ciebie w wielkiej czci miał, i wszytkiegomci się mego państwa nad inne zwierzał. Czemuś tak niewdzięczny, a mocy mojej i wolej przeciwnym został? Na co rzekł Sebastian ś. – 25Pókim, cesarzu, Boga i prawdy Jego nie znał, ogarniony ciemnością, tymem bogom drzewianym i kamiennym zaraz z tobą służył – teraz gdy mi P. Bóg dał uznanie jednego żywego Boga, i Jezusa Chrystusa Syna Jego, rad z chucią dla tego nalezionego skarbu, czci, bogactwa, i zacności tej świeckiej odstępuję – wiedząc co mi Pan mój po śmierci nagotować raczył, i tym wszytkim, którzy Go przed ludźmi jako Pana i Boga swego wyznawają, a żywot pobożny, wszelkiego błędu odstępując, prowadzą. A który błąd i głupstwo więtsze być może nad to – rozumieć iżby to bogowie byli, którzy rękoma uczynieni są z kamienia i z drewna, sobą nie władną i w proch się obrócą? I sam się w tym czuj Cesarzu, a poznaj jednego prawego Boga – służby się wszytkiej tych chytrych szatanów zarzekając. Co słysząc Dioklecjan, jadowicie się rozgniewał, i wnetże wywieść w pole ś. Sebastjana i ustrzelać kazał. 26Postawion tedy męczennik święty za cel, i do słupa uwiązany, strzały na sobie zuchwałego i młodego żołnierstwa odnosił – któremi tak był ustrzelany, pokryty, i nadziany – iż go za umarłego wszyscy odeszli. 27Ciało jego gdy w nocy jedna zacna Rzymianka Hierene, żona Kastula męczennika (o którym się wyższej wspomniało) do pogrzebu z innemi świętemi zjąć przyszła – nalazła go jeszcze żywego – i w domu swoim wczasy mu czyniąc, prędko go zdrowym ujźrzała. Pan Bóg cudownie go zleczyć raczył i ożywić, na więtszą jeszcze koronę, i przykład a potwierdzenie Chrześciańskie. Skoro ozdrowiał, prosili go Chrześcianie, aby z Rzymu ustąpił, a drugi raz w ręce tym nieprzyjaciołom nie wpadał. 28A on nie tylo tego uczynić niechciał, ale jeszcze wielekroć umrzeć za Pana swego pragnął. Już Sebastiana wszyscy dawno mieli za straconego, a owo czasu jednego zdrowym się na dwór Cesarski ukazał, i wszytkim się jako dobrze znajomy w oczach stawił. Jedni wierzyli iż ten jest, co był – drudzy nie wierzyli.
   Aż się trafiło Cesarzowi go potkać – a on też w oczy jemu szedł – i stanąwszy Cesarz, zdumiał się, i przyzwać go do siebie kazał, i spytał: Tyś jest Sebastian któregom ja ustrzelać kazał? A on odpowiedział: jam jest, od Boga, którego chwalę, od śmierci wskrzeszony – abyś znał moc Boga tego, którego prześladujesz, niewinne święte sługi Jego, ludzie cnotliwe zabijając i mordując. Znaj wżdy aby z tego cudu, który na mnie widzisz, Bóstwo Chrystusowe – a brzydź się temi swemi bałwanami i szatańską służbą, w której rychło zginiesz, i wieczne potępienie po śmierci z temi czarty, którzy cię na święte Boże pobudzają, odniesiesz. 29Zapalony gniewem cesarz, kijmi go tak długo bić, aż ducha Panu Bogu oddał, i ciało w miejsce plugawe wrzucić rozkazał. Lecz jednej nocy, drugiej białejgłowie Lucynie święty Sebastian przez sen się ukazawszy, o swym ciele powiedział, i pogrześć je w pieczarach ziemnych, gdzie się Chrześcianie kryli, i męczenniki grzebli, rozkazał – na cześć Bogu jednemu, Ojcu, Synu, i Duchowi Świętemu – którego moc i państwo na wieki wiekom. Amen.

   30Dziwnie Pan Bóg miedzy onemi okrutniki Kościół swój zachowywał, i szczepił. Do niego rzeczono w Proroctwie:31 krwią twoją żyw będziesz – i tak się działo, iż rozlaniem krwie, żywota nabywali, pierwszy oni ojcowie naszy śś. męczennicy – którzy tak Chrześciańskiej wiary dostawali, iż do niej przez utratę majętności, sławy, dziatek, i męki rozmaite, i srogie śmierci cisnęli – a my bez utraty tego wszytkiego, tak dar wielki mamy. Uchowaj Boże, abyśmy go sobie lenistwem naszym nie utracili. Czego się bać trzeba, gdy tych śś. męczenników nie naśladujem, a sami sobie takiego udręczenia dla Boga, i krzyża nie zadajem, abo w tym, który na nas P. Bóg kładzie, niecierpliwie się zachowujem.

1  XX. Ianuar. Stycznia.
Kto P. Boga miłuje, tego ludzie miłują.
Zatajenie przystojne professjej Chrześciańskiej.
4  Iz 35.
Pokusa wielka na męczenniki od powinowatych.
Zachwianie śś. męczenników.
Rzecz ś. Sebastiana do męczenników zachwianych.
Dzień rozkoszy za tysiąc lat męki źle się kupuje.
9  Mt 10.
10  Mt 10.
11  Łk 8.
12  Ga 3.
13  Rdz 19.
14  Zoe i Nikostratus w Chrystusa uwierzyli.
15  Więźniowie wszyscy nawróceni.
16  Ś. Sebastian wszytki niemocy cudownie leczył.
17  Krzyżmem pomazowanie na Chrzcie.
18  Czytaj o tym w żywocie Tyburcjusza ś. 30. dnia Stycznia.
19  Tyburcjus syn Starosty Rzymskiego uchodzić z Rzymu niechciał.
20  Patrz w jego żywocie.
21  Obrońca Kościoła ś. Sebastian.
22  Zoe umęczona dymem.
23  U grobu ś. Piotra modlitwę czynili Chrześcianie.
24  Męczeństwo Marcelliana.
25  Wyznanie ś. Sebastiana przed Cesarzem.
26  Ustrzelany ś. Sebastian.
27  Ozdrowiał Sebastian ś. za posługą Hiereny wdowy.
28  Uchodzić niechciał ś. Sebastian.
29  Śmierć ś. Sebastiana.
30  Obrok duchowny.
31  Ez 16.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski