środa, 26 lipca 2017

Określenie Kościoła katolickiego

Boże zasadzenie
powszechne Zgromadzenie

Pierwsze słowa z ∆ιαταγαὶ τῶν ἁγίων ἀποστόλων (Konstytucje apostolskie). Przekład z języka greckiego: Jakub Szukalski.

wtorek, 25 lipca 2017

Milczące głoszenie

Jak najwięcej głoś Boga dobrocią,
dobrymi czynami i milczeniem.
A kiedy zobaczysz, że twe słowo
przemawia i porusza serca,
użyj języka i głoś Boga też słowem.

  
Vassula Ryden, głos Boga
(zdjęcie wykonane w Szwecji, 2015 r.)

poniedziałek, 24 lipca 2017

(68) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Dobroczynność

   1 Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. 2 Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. 3 Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, 4 aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. (Mt 6,1-4)

   1 Προσέχετε [δὲ] τὴν δικαιοσύνην ὑμῶν μὴ ποιεῖν ἔμπροσθεν τῶν ἀνθρώπων πρὸς τὸ θεαθῆναι αὐτοῖς· εἰ δὲ μή γε, μισθὸν οὐκ ἔχετε παρὰ τῷ πατρὶ ὑμῶν τῷ ἐν τοῖς οὐρανοῖς. 2 Ὅταν οὖν ποιῇς ἐλεημοσύνην, μὴ σαλπίσῃς ἔμπροσθέν σου, ὥσπερ οἱ ὑποκριταὶ ποιοῦσιν ἐν ταῖς συναγωγαῖς καὶ ἐν ταῖς ῥύμαις, ὅπως δοξασθῶσιν ὑπὸ τῶν ἀνθρώπων· ἀμὴν λέγω ὑμῖν, ἀπέχουσιν τὸν μισθὸν αὐτῶν. 3 σοῦ δὲ ποιοῦντος ἐλεημοσύνην μὴ γνώτω ἡ ἀριστερά σου τί ποιεῖ ἡ δεξιά σου, 4 ὅπως ᾖ σου ἡ ἐλεημοσύνη ἐν τῷ κρυπτῷ· καὶ ὁ πατήρ σου ὁ βλέπων ἐν τῷ κρυπτῷ ἀποδώσει σοι. (Mt 6,1-4)

   Chrońcie czynione przez was dobro przed wdarciem się w nie zmysłowości świata. Niech nie dotknie go szukanie ludzkiej chwały. Nie profanujcie pachnącej róży waszej miłości i dobrego działania – prawdziwej kadzielnicy napełnionej wonnością miłą Panu. Dobro jest hańbione przez ducha pychy, przez pragnienie bycia zauważonym, przez spełnianie go w poszukiwaniu chwały. Róża miłości jest wtedy zanieczyszczona i zniszczona przez lepkie ślimaki zaspokojonej pychy. Do kadzielnicy wpadają wtedy cuchnące kawałki słomy ze spodu łoża, na którym pyszny wyleguje się niczym dobrze wypasione zwierzę.
   O, działania dobroczynne podejmowane, aby o was mówiono! Lepiej by było, o wiele lepiej, nie czynić ich [wcale]! Ten, kto ich nie czyni, grzeszy nieczułością. Ten, kto ich dokonuje, dając poznać darowaną sumę i imię obdarowanego, żebrze pochwały i grzeszy pychą, czyniąc znaną ofiarę. To tak jakby mówił: „Widzicie, co potrafię?” Grzeszy też brakiem miłości, sprawia bowiem przykrość obdarowywanemu, ujawniając jego imię. Grzeszy duchową chciwością, gdyż chciałby zebrać ludzkie pochwały... To tylko słoma, słoma, nic więcej. Czyńcie tak, aby to Bóg wychwalał was ze Swymi aniołami.
   Kiedy więc dajecie jałmużnę, nie trąbcie, aby przyciągnąć uwagę przechodniów i doznawać czci – jak obłudnicy, którzy szukają ludzkich pochwał i dlatego dają jałmużnę jedynie tam, gdzie może ich dostrzec wielu ludzi. Oni już otrzymali swoją nagrodę i dlatego Bóg nie da im innej. Nie wpadajcie w ten sam grzech i w tę samą zarozumiałość.
   Gdy dajecie jałmużnę, niech będzie ona tak ukryta i wstydliwie chowana, żeby wasza lewa ręka nie wiedziała, co czyni prawa. Potem zaś zapomnijcie o niej. Nie trwajcie w zachwycie nad dokonanym przez was czynem, nadymając się jak ropucha, która przysłoniętymi ślepiami podziwia swoje odbicie w stawie. Widzi je odbite w spokojnej wodzie, pośród chmur, drzew, wozu stojącego przy brzegu. Zauważa jednak, jak mała jest w porównaniu z tymi rzeczami, i tak się nadyma powietrzem, że aż pęka.
   Wasza miłość jest niczym w porównaniu z Nieskończoną Miłością Boga i dlatego – chcąc się do Niego upodobnić i uczynić waszą małą miłość wielką, wielką, wielką, równą Jego miłości – napełniacie się wiatrem pychy i w końcu giniecie.
   Zapomnijcie. Zapomnijcie o samym czynie. Pozostanie w was zawsze światło, słowo, słodycz i to sprawi, że wasz dzień będzie promienny, miły, pełen szczęścia. Tym światłem będzie uśmiech Boga, tą słodyczą – duchowy pokój, którym jest Bóg, a słowem – głos Boga Ojca, który wam powie: „Dziękuję”. On widzi i zło ukryte, i dobro, [uczynione] po kryjomu, i odpłaci wam za nie. Ja wam to...»
   «Nauczycielu, zaprzeczasz własnym słowom!»
   Zniewaga, zawzięta i nieprzewidziana, dochodzi ze środka tłumu. Wszyscy zwracają się w kierunku tego głosu. Panuje zamęt. Piotr mówi:
   «Mówiłem Ci! Ech! Kiedy jest jeden z tych tam... nic już się nie układa!»
   Tłum sykiem i pomrukiem ucisza znieważającego. Jedynie Jezus zachowuje spokój. Skrzyżował ramiona na piersiach i stoi wysoko, z czołem oświetlonym przez słońce, wyprostowany na Swej skale, w ciemnoniebieskim odzieniu.
   Znieważający ciągnie dalej, nie zważając na reakcję tłumu:
   «Jesteś złym Nauczycielem, bo uczysz tego, czego sam nie robisz, i...»
   «Milcz! Wynoś się! Wstydź się! – krzyczy tłum. I jeszcze: – Idź do swoich uczonych w Piśmie! Nam wystarczy Nauczyciel. Obłudnicy z obłudnikami! Fałszywi nauczyciele! Lichwiarze!...»
   Nie przerwaliby, gdyby nie zagrzmiał głos Jezusa:
   «Cisza! Pozwólcie mu mówić!»
   Ludzie już nie krzyczą, lecz wyszeptują obelgi, którym towarzyszą gniewne spojrzenia.
   «Tak. Uczysz tego, czego sam nie robisz. Powiedziałeś, że należy dawać jałmużnę tak, aby nas nikt nie widział, a wczoraj, w obecności całego ludu, powiedziałeś do dwojga ubogich: „Pozostańcie, Ja was nakarmię”».
   «Powiedziałem: „Niech ci dwoje ubodzy pozostaną z nami. Będą błogosławionymi gośćmi, którzy nadadzą smak naszemu chlebowi”. Nic więcej. Nie oznajmiłem, że chcę ich nakarmić. Który biedak nie ma przynajmniej chleba? To była dla nas radość dzielić z nimi naszą przyjaźń».
   «O, tak! Jesteś sprytny i potrafisz udawać baranka!...»
   Wstaje starzec-żebrak, odwraca się i – podnosząc laskę – woła:
   «Języku piekielny, który oskarżasz Świętego! Myślisz może, że wiesz wszystko i na podstawie tego masz prawo oskarżać? Jak nie wiesz, kim jest Bóg ani kim jest Ten, którego znieważasz, tak samo nie znasz Jego dzieł. Znają je tylko aniołowie i moje serce, które drży z radości. Posłuchajcie, mężowie, posłuchajcie wszyscy i zastanówcie się, czy Jezus jest kłamcą i pyszałkiem, jak utrzymuje ten pył ze Świątyni. On...»
   «Zamilknij, Izmaelu! Zamilknij z miłości do Mnie! Jeśli Ja cię uszczęśliwiłem, ty również uczyń Mnie szczęśliwym, milknąc» – mówi mu Jezus tonem proszącym.
   «Jestem Ci posłuszny, Święty Synu. Ale pozwól mi powiedzieć przynajmniej to: błogosławieństwo starego wiernego Izraelity spoczywa na Tym, przez którego otrzymałem dobrodziejstwa od Boga. To błogosławieństwo Bóg włożył mi w usta za mnie i za Sarę, moją nową córkę. Twojej zaś głowy nie błogosławię. Nie przeklinam cię też. Nie skalam przekleństwem swych ust, które mają niebawem powiedzieć Bogu: „Przyjmij mnie”. Nie przekląłem nawet tej, która się mnie wyparła, i już mi to Bóg wynagrodził. Będzie jednak ktoś, kto weźmie w ręce sprawę Niewinnego, którego się oskarża, i Izmaela, przyjaciela Boga, który Mu błogosławi».
   Chór okrzyków zamyka wystąpienie starca, który ponownie siada, a oskarżyciel wymyka się i odchodzi, obrzucany zniewagami. Potem tłum woła do Jezusa:
   «Mów dalej, mów dalej, Nauczycielu Święty! Słuchamy tylko Ciebie, a więc i Ty wysłuchaj nas. Nie słuchaj tych przeklętych kruków! Są zazdrośni, że kochamy Cię bardziej niż ich! Jednak w Tobie jest świętość, a w nich – podłość. Mów, mów! Widzisz, że nie chcemy nic innego, jak tylko Twego słowa. Domy, handel? Wszystko to jest niczym w porównaniu ze słuchaniem Ciebie».
   «Tak. Będę mówił. Nie zajmujcie się tamtą sprawą. Módlcie się za tych nieszczęśników. Przebaczajcie, jak Ja przebaczam. Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, wasz Ojciec Niebieski również wam odpuści grzechy. Jednak jeśli zachowujecie urazy i nie wybaczacie ludziom, również wasz Ojciec nie przebaczy wam waszych win. A wszyscy potrzebują przebaczenia. (III (cz. 1-2), 33: 27 maja 1945. A, 5171-5184)

   Conservate il bene che fate dalla violazione del senso del mondo, conservatelo vergine da umana lode. Non profanate la rosa profumata, vero incensiere di profumi grati al Signore, della vostra carità e del vostro agire buono. Profana il bene lo spirito di superbia, il desiderio di esser notati nel fare il bene e la ricerca della lode. La rosa della carità allora viene sbavata e corrosa dai lumaconi viscidi dell'orgoglio soddisfatto, e nell'incensiere cadono fetide paglie della lettiera su cui il superbo si crogiola come bestia ben pasciuta. Oh! quelle beneficenze fatte per esser citati! Ma meglio, meglio non farle affatto! Chi non fa pecca di durezza. Chi fa, facendo conoscere e la somma data e il nome di chi l'ha avuta, e mendicando la lode, pecca di superbia col rendere nota l'offerta, ossia dice: "Vedete quanto io posso?", pecca di anticarità perché mortifica il beneficato col rendere noto il suo nome, pecca di avarizia spirituale volendo accumulare lodi umane... Paglie, paglie, non di più che paglie. Fate che vi lodi Dio coi suoi angeli. Voi, quando fate elemosina, non suonate la tromba davanti a voi per attirare l'attenzione del passante ed essere onorato come gli ipocriti, che vogliono l'applauso degli uomini e perciò fanno elemosina solo là dove possono essere visti da molti. Anche questi hanno già avuto la loro mercede e non ne avranno altra da Dio. Voi non incorrete nella stessa colpa e nella stessa presunzione. Ma quando fate elemosina non sappia la vostra sinistra quel che fa la destra, tanto nascosta e pudica è la vostra elemosina, e poi dimenticatevene. Non state a rimirarvi l'atto compiuto, gonfiandovi di esso come fa il rospo, che si rimira coi suoi occhi velati nello stagno e che, posto che vede riflessi nell'acqua ferma le nuvole, gli alberi, il carro fermo presso la riva, e vede lui così piccino rispetto a quelli così grossi, si empie d'aria fino a scoppiare. Anche la vostra carità è un nulla rispetto all'Infinito che è la Carità di Dio, e se voleste divenire simili a Lui e rendere la vostra carità piccina, grossa, grossa, grossa per uguagliare la sua, vi empireste di vento d'orgoglio e finireste per perire. Dimenticatevene. Dell'atto in se stesso dimenticatevene. Vi resterà sempre presente una luce, una voce, un miele, e vi farà luminoso il giorno, dolce il giorno, beato il giorno. Perché quella luce sarà il sorriso di Dio, quel miele la pace spirituale che è ancora Dio, quella voce la voce del Padre-Dio che vi dirà: "Grazie". Egli vede il male occulto e vede il bene nascosto, e ve ne darà ricompensa. Io ve lo...»
   «Maestro, Tu menti alle tue parole!». L'insulto, astioso e improvviso, viene dal centro della folla. Tutti si volgono in direzione della voce. Vi è della confusione.
   Pietro dice: «Te lo avevo detto! Eh! quando c'è uno di quelli lì... non va più bene niente!».
   Fra la folla partono fischi e mormorii verso l'insultatore. Gesù è il solo che resti calmo. Ha incrociato le braccia sul petto e sta alto, col sole in fronte, ritto sul suo masso, nel suo abito azzurro cupo.
   L'insultatore continua, incurante della reazione della folla: «Sei un cattivo maestro perché insegni ciò che non fai e...».
   «Taci! Va' via! Vergognati!» urla la folla. E ancora: «Vai dai tuoi scribi! A noi ci basta il Maestro. Gli ipocriti con gli ipocriti! Falsi maestri! Strozzini!…» e continuerebbero, ma Gesù tuona: «Silenzio! Lasciatelo parlare» e la gente non urla più, ma bisbiglia i suoi improperi conditi da occhiate feroci.
   «Sì. Tu insegni ciò che non fai. Dici che si deve fare elemosina senza essere visti e ieri, alla presenza di tutto un popolo, hai detto a due poveri: "Rimanete e vi sfamerò"»
   «Ho detto: "Rimangano i due poverelli. Saranno gli ospiti benedetti e daranno sapore al nostro pane". Non di più. Non ho significato di volerli sfamare. Quale è quel povero che almeno non ha un pane? La gioia era dì dar loro amicizia buona».
   «Eh! già! Sei astuto e sai fare l'agnello!...».
   Il vecchione si alza, si volta e alzando il suo bastone grida: «Lingua infernale che accusi il Santo, credi forse di sapere tutto e di potere accusare per ciò che sai? Come ignori chi è Dio e chi è Colui che tu insulti, così ignori le sue azioni. Solo gli angeli e il mio cuore giubilante lo sanno. Udite, uomini, udite tutti, e sappiate se Gesù è il mentitore e il superbo che questo avanzo del Tempio vuol dire. Egli...»
   «Taci, Ismaele! Taci per amor mio! Se ti ho fatto felice, fammi felice tacendo» lo prega Gesù.
   «Ti ubbidisco, Figlio santo. Ma lasciami dire questo solo: la benedizione del vecchio israelita fedele è su di Lui che mi ha beneficato da Dio, e Dio l'ha messa sulle mie labbra per me e per Sara, mia figlia novella. Ma sul tuo capo non sarà benedizione. Io non ti maledico. Non sporco la mia bocca, che deve dire a Dio: "Accoglimi", con una maledizione. Non l'ho avuta neppure per chi mi ha rinnegato, e già ne ho ricompensa divina. Ma ci sarà chi fa le veci dell'Innocente accusato e di Ismaele, amico di Dio che lo benefica».
   Un coro di urli fa chiusa al discorso del vecchio che si siede di nuovo, e un uomo se la svigna e se ne va, inseguito da improperi. E poi la folla grida a Gesù: «Continua, continua, Maestro santo! Noi non ascoltiamo che Te, e Tu ascolta noi. Non quei corvi maledetti! E’ gelosia la loro. Perché ti amiamo più di loro! Ma in Te è santità, in loro cattiveria. Parla, parla! Vedi che non ci punge più altro desiderio che la tua parola. Case, commerci? Nulla per udire Te!».
   «Sì, parlo. Ma non ve la prendete. Pregate per quegl'infelici. Perdonate come Io perdono. Perché se perdonerete agli uomini i loro falli, anche il vostro Padre dei Cieli vi perdonerà i vostri peccati. Ma se avrete rancore e non perdonerete agli uomini, nemmeno il Padre vostro vi perdonerà le vostre mancanze. E tutti hanno bisogno di perdono». (3, 128)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

sobota, 22 lipca 2017

Ratowanie duszy

Zatrać swoją duszę,
żeby ją uratować.

Bo kto chce zachować swoje życie, straci je,
a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa”.
(Łk 9,24)

ὃς γὰρ ἂν θέλῃ τὴν ψυχὴν αὐτοῦ σῶσαι, ἀπολέσει αὐτήν:
ὃς δ' ἂν ἀπολέσῃ τὴν ψυχὴν αὐτοῦ ἕνεκεν ἐμοῦ, οὗτος σώσει αὐτήν.
(Łk 9,24)

czwartek, 20 lipca 2017

(19) Żywoty Świętych: Cyriak

Żywot i męczeństwo Cyriaka,
Smaragda, Larga, i inych –
napisany od Rzymskiego Kościoła pisarzów, na on czas na to wysadzonych. Do ich dziejów przymieszane jest męczeństwo ś. Marcella Papieża. Żyli około roku Pańskiego, 300. Wspomina to męczeństwo Optatus Mileu. lib. 2. contra Parm. i August. epist. 163.1

   Za czasu onego, gdy się z Afryki wrócił Maksymian do Rzymu – kwoli Dioklecjanowi, ku pamiątce jego imienia wiecznej, ciepłe łaźnie, abo cieplice budować począł. Na te tak wspaniałe Cesarskie, i pana wszystkiego świata pałace, z nienawiści ku Chrześcianom, kto się jedno Chrystusowym sługą być ozwał, każdego jako na gardło, do onej roboty wiecznym niewolnikiem potępił. Był na on czas w Rzymie bogaty i zacny człowiek, Trason, wierny i dobry Chrześcianin. Ten widząc wielkie uciążenie Chrześcian, męczenniki one z majętności swej żywnością tajemnie opatrował, przez ty jako swe sprawce – to jest przez Zysyniusa, Cyriaka, Smaragda, i Larga. O czym gdy się dowiedział Rzymski Biskup, Zysyniusa i Cyriaka uczynił diakony Rzymskiemi. A czasu jednego, gdy żywność męczennikom w nocy nieśli – pojmani są od pogaństwa – i kazano im pod strażą ciężko robić, i piasek nosić z daleka. Był z nimi pojmany barzo stary człowiek Saturninus – który prze starość robić i nosić onych ciężkich brzemion nie mógł. Zyzynius i Cyriakus iż byli młodszy, tedy i swoje i jego brzemię nosili. Potym kazał starosta Laodycjus Zyzyniusa przed swój sąd stawić – i posłał poń Aproniana – który gdy go prowadzić miał, ogarnęła ich światłość – a głos był słyszan: pódźcie błogosławieni Ojca mego, weźmicie królestwo zgotowane wam od początku świata. Tedy się Apronianus zlękł – i upadł do nóg Zyzyniusa mówiąc: przez tego Chrystusa, którego opowiadasz, proszę cię, chciej mię rychło ochrzcić – abych był uczestnikiem twej korony. 2I tejże go godziny nauczył i ochrzcił – i posłał do Biskupa, aby go bierzmował. I tam poświęciwszy ołtarz, wszytkim dał ciało i krew Pana naszego. Tegoż dnia stanęli przed starostą – i wołał Apronianus: czemu słuchacie diabłów, a tak sługi Boże męczycie? I poznał sędzia iż jest Chrześcianinem, i ściąć go rozkazał. A Zyzyniusa diakona i onego Saturniusa starca męczywszy długo przez dni czterdzieści, mieczem także stracił – ciała ich Trason uczciwie pochował. Przy których męce dwa się żołnierze nawrócili, Papius i Maurus – które potym tenże sędzia tak długo kijmi i basałyki bić kazał, iż tamże skonali.
   3Po niemałym czasie, w córkę Dioklecjana cesarza Artemią czart wstąpił, i srodze ją męczył. O to się tak barzo ociec zafrasował, iż i jeść nie chciał. 4A Cyriak diakon w więzieniu długim prawie zapomniany, cuda czynił – ślepe oświecał, i wiele niemocnych leczył. Tym czasem on diabeł barziej jeszcze dręczyć córkę Cesarską począł. I przybieżał do niej Cesarz, i usłyszy wołającego przez nię czarta: Jeśli tu nie przyjdzie Cyriakus diakon, nie wynidę. I wnetże posłał poń do więzienia Cesarz, którym był morzony, wespół z Largiem i Smaragdem. Gdy przyszedł, prosił aby nawiedził córkę jego. I wszedszy do niej, rzecze: W imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, rozkazujęć abyś wyszedł od tej niewiasty. A czart rzecze: chceszli abych wyszedł, daj mi inne naczynie w którebych wstąpił. 5Rzecze Cyriakus: możeszli wstąpić w ciało moje? Odpowie: Nie mogę, bo jest zamknione zewsząd i zapieczętowane. Rzecze Cyriak: w imię Pana naszego Jezusa ukrzyżowanego, wynidź, aby ona była czystym naczyniem Ducha Ś. I zawoła na Artemią: wierz w Boga Ojca wszechmogącego, i w Syna Jego jedynego Jezusa Chrystusa Pana naszego. 6Zawoła czart: O Cyriace, jeśli mię stąd wyrzucisz, musisz do Persjej za mną. Rzecze Cyriak: Wynidź w imię Jezusa Chrystusa. Wyszedł. A Artemia zawoła: Przez toż imię Jezusowe poprzysięgam cię Cyriaku abyś mię ochrzcił. 7Bo ja widzę z daleka Pana tego, którego ty opowiadasz. I trzymając ręce jej Largus i Smaragdus, podnieśli ją od ziemie – i nazajutrz nauczyli, i ochrzcili przy matce jej Serenie Cesarzowej. Od tegoż czasu Serena upominała córkę swoję Artemią – aby wiernie w Chrześciańskiej wierze Bogu służyła.
   8A gdy ono budowanie łazien i pałaców przez dwie lecie i dziesięć miesięcy skończone było – Dioklecjan począł być łaskaw na Cyriaka diakona, i darował mu jeden dom, i kazał mu wolnie żyć w Rzymie. Co wszytko Serena żona jego jednała.
   Po małym czasie, przyjachali posłowie od Króla Perskiego Sapora, do Dioklecjana, prosząc: aby do niego posłał Cyriaka diakona, dla córki jego Jobiej, którą srodze czart dręczył. Tedy Cesarz rozkazał żenie swej Serenie – aby prosiła Cyriaka, żeby do niej przyszedł – aby go w tym użyła, żeby tam do Persjej jachał. Przyszedł do Sereny Cyriak, i obiecał się jachać. 9Tedy Serena wyprawiła na tę drogę ś. Cyriaka, wespółek z Largiem i Smaragdem – dając im wozy, konie, okręty, i wszytkie potrzeby. Ale Cyriak gdzie ziemią droga była, wziąwszy kostur, pieszo szedł, śpiewając P. Bogu – aż przyszli do Persjej. Stanąwszy przed Królem – spytał król, któryby z nich był Cyriakus. Gdy mu Cyriaka ukazano, pokłonił mu się – i prosił, aby córkę jego Jobią nawiedził. Do której skoro wszedł – zawołał przez usta Panny onej diabeł: Cóż tam Cyriace? A on rzecze: w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, rozkazuję tobie nieczysty duchu, abyś wyszedł, a dalej się w nię nie wracał. Rzecze czart: odpoczni sobie z drogi, boś się spracował. Odpowie Cyriak: Jam tu w imię Pana naszego Jezusa przyszedł, i nie jestem spracowany, ale od niego ochłodzony. Rzecze czart: A wżdym cię przywiódł gdziem chciał. A Cyriak ś. gdy baczył iż panna barzo targana była – padł na ziemię, i płacząc a modląc się, mówił: Rozkazuje tobie Pan mój Jezus Chrystus, któregoś wyznał, abyś wyszedł. Rzecze czart: daj mi ine naczynie. 10Rzecze Cyriak: Wyniść każeć Jezus Chrystus Bóg z Boga. I rycząc wielce, wyszedł, po powietrzu wołając tak: O jako straszliwe to imię, dla któregom wyniść musiał. I była tejże godziny ona panna zdrową. Tedy jej rzecze ś. Cyriak: Córko wierz w Syna Bożego a zawżdy zdrowa będziesz. 11Odpowie: Wierzę w Pana Jezusa Chrystusa, którego ty opowiadasz. I nauczył jej wiary – i ochrzcił ją w wannie śrebrnej, pierwej wodę przeżegnawszy. I zatym wszytek królewski dom i Król sam uwierzył w Pana naszego Jezusa Chrystusa – i ochrzcili około czterysta i dwadzieścia osób. Król dawał wielkie pieniądze Cyriakowi. 12Ale powiedział, iż my łaski Pana naszego nie przedajemy. I nic nie wziął. Chleba tylo i wody używał z towarzyszmi miłemi, Largiem i Smaragdem.
   A zmieszkawszy w Persjej czterdzieści i pięć dni, wziąwszy od Króla zalecone listy, wrócili się do Rzymu. Przyjął go z wielką uczciwością Dioklecjan Cesarz, z żoną swoją i córką – i mieszkał z Largiem i Smaragdem w domu danym od Dioklecjana, wedle łazien Dioklecjanowych. Maksymian w ten czas wielkie okrucieństwo wznowił na Chrześciany – każąc je tracić gdzieby jedno nalezieni byli. I gniewając się na Cyriaka o siostrę Artemią – kazał go pojmać, i przed swym wozem z innemi więźniami Chrześciańskiemi (nad któremi swe okrucieństwo, o to tylo, iż w Chrystusa wierzyli, pokazował) związanego wieść, gdy w Rzym wjezdżał. 13A Karpazemu staroście zlecił, aby Cyriaka diakona, Larga i Smaragda skarał, jeśliby ofiar bogom czynić niechcieli. I rzecze Karpazjus do Cyriaka: zbielałeś od starości, ale wnetże odmłodniesz – ofiaruj. A gdy nicchciał, kazał mu rozpuszczoną z ogniem smołę na głowę lać. A towarzyszom jego mówił: Tak się wam zstanie, jeśli nie posłuchacie. I porwał Krescentiana, i przed innemi go ciągnąć, bić, i drapać żelazmi, i boki jego ogniem palić kazał. W tejże męce umarł Krescentianus. A nazajutrz Cyriaka, ciągnąć i palić kazał, mówiąc: zmiłuj się nad starością swoją. 14A on wołał: Tegom zawżdy pragnął – i potym kijmi go i żyłami bijąc, gdy nic wycisnąć nie mógł – na gardło go z innemi skazał – to jest z Largiem i Smaragdem. Szło na śmierć z nimi innych Chrześcian mężów i niewiast dwadzieścia i jeden, którzy wszyscy pościnani są. 15Tegoż czasu Maksymian dla wiary Chrześciańskiej onę Artemią siostrę swoję zamordował. Karpazjus potraciwszy święte męczenniki, dom sobie u Cesarza ś. Cyriaka uprosił, i na wzgardę wiary Chrześciańskiej, tam sobie łaźnią i na nieuczciwe rozkoszy miejsce zbudował, gdzie ś. Cyriak z inemi Chrześciany Bogu modły ofiarował. Lecz jednego czasu po łaźni, gdy sobie dobry obiad nagotował, z innemi dziewiętnaście towarzyszów ten okrutnik Karpazjus tamże zaraz padszy nagle umarł. A co się Marcella Papieża dotycze; ten wstąpiwszy na stolicę Rzymską po Marcellinie, doczekał panowania w Rzymie Maksencjusza okrutnika, który się wielkiemu Konstantynowi sprzeciwił. Ten na przodku gdy widział wielką liczbę Chrześcian w Rzymie i indziej, zmyślał się być Chrześcianinem, i ludzkość Chrześcianom pokazował. Ale prędko się odkrył, w złościach i nieczystościach i okrucieństwach brodząc – i gdy się dowiedział, iż w Rzymie dwie nabożne i bogate niewieście, wiarę ś. nakłady swemi podpierały. Bo Pryscilla cmyntarz na drodze Salariej bogato zbudowała, a Lucyna wszytkę majętność swoję Kościołowi oddała – rozkazał Marcellusowi Papieżowi, który im do tego powodem był, bogom ofiary czynić i biskupstwo złożyć. Czego gdy uczynić Papież ś. niechciał – potępił go do pospolitej stajniej – aby tam bestie opatrował. Gdzie w wielkim smrodzie i pracej dziewięć miesięcy przemieszkał – aż jego klerycy i księża nad nim się użaliwszy, stamtąd go wzięli, i w dom Lucyny gdzie się wszyscy na nabożeństwo schodzili, wprowadzili. 16O czym sprawiony Maksencjus, one bestie, osły, szkapy, i woły wprowadzić do Lucyny do onego w domu jej kościoła, i opatrować je Marcellemu Papieżowi rozkazał. Gdzie umorzony plugastwem onym, w Bogu zasnął. Bogu nawyższemu chwała na wieki. Amen.

   17[1.] Jeszcze te łaźnie – abo pałace Dioklecjana w Rzymie po wielkiej części stoją, i jest w nich klasztor Kartuzjanów, na które to ci męczennicy Chrystusowi robili – które się potym i krwią świętych Bożych oblały – około nich kilanaście abo kilkadziesiąt tysięcy Chrześcian, potępionych na gardło, robiło – a dorobiwszy, zapłatę, śmierć i okrutne męki tu na ziemi, ale w niebie wieczne odpoczynienie i sławę bez końca odnieśli. Nie dali się taką niewolą od Chrystusa odstraszyć – ale i bogaci Senatorowie Rzymscy, na wzór Mojzesza, woleli z niewolniki onemi robić, i miedzy ludem Bożym wzgardzonemi być, a niżli w państwie i rozkoszy doczesnej,18 z grzechem i utratą dóbr niewidomych, zostawać. 19Jako cię mam sławić święty i dziwnie od Boga uczczony Rzymie? Kto twoję dostojność i szczęście wyczytać może? W tobie i proch wszytek, po którym depcesz, krwią męczeńską polany jest. Jako przy głowie świata wszytkiego, i przy obecności Cesarzów nawięcej ludzi mieszkało – tak się też tam nawięcej Chrześcian najdowało, którzy się Papieżów świętych nauką i przykładem do męczeństwa posilali. A ci mili Papieżowie serca im nie psowali ale przed owcami swemi idąc, a wilkom się stawiąc, rozdzierać się zębami ich i mordować dawali, umierając za owce swoje – iż począwszy od ś. Piotra, aż do Sylwestra, miedzy trzydzieści i trzemi Papieżmi, okrom jednego abo dwu, żaden w swym łóżku nie umarł. 20Wielkie męstwo, gdy na ten cel, gdzie z działa biją, żołnierz na miejsce zabitego następuje. Wie iż pewnie zginąć ma – a przedsię na rozkazanie hetmańskie, aby się rząd nie targał, idzie. Takim się męstwem successja Kościoła Bożego zaleciła – i tak droga jest, iż strumieńmi krwie do nas płynęła – a żadnym tyraństwem rozerwać się nie mogła. Nie dziwuję się stolico ś. opoczystego Piotra, iż tak długo stoisz, boś na tak głębokich i drogich fundamentach osadzona jest.
   2. Tego się jeszcze zamilczeć nie godzi – iż tego ś. Papieża Marcella męczennika, najduje się list, do Antiocheńskiej prowincjej, w którym są te słowa: Jeśliże wasza stolica Antiocheńska, która niegdy była pierwsza, Rzymskiej ustąpiła – tedyć nie masz żadnej, któraby jej podlec nie miała. Do której wszyscy Biskupi jako do głowy, wedle Apostolskiego, i ich następników postanowienia, kiedy chcą i kiedy potrzeba, uciekać się i apellować mają – aby stąd mieli obronę, skąd też mają naukę i stawienie.21 I niżej: 22Ciż – za natchnieniem Pańskim, postanowili (to jest Apostołowie) aby żaden Synod nie był, okrom zezwolenia tej stolice – a żeby żaden Biskup nie był sądzon, jedno na porządnym Synodzie, mocą stolice Apostolskiej sprawować się i kończyć mają. Te są słowa tego świętego męczennika. Mówże tu potwarco heretyku, iż Papieżowie z hardości przełożeństwo sobie nad kościoły przypisali. Jakim wstydem temu świętemu męczennikowi, tę niezbożność i fałsz przyczytać możesz? Ten który prawdziwą czcią chociajże świecką, i żywotem i zdrowiem swoim dla Chrystusa wzgardził – tejby próżnej i fałszywej sławy, w stajni bestie oprawując, i ich się smrodem morząc, pragnąć, a taką rzecz nieprzystojną z grzechem braćby przedsię miał?

1  XVI. Ianuar. Stycznia. Mart. R. 16. Ianua.
Patrz jako było Bierzmowanie w zwyczaju, a sam je Biskup dawał.
W Córkę Cesarza Dioklecjana czart wstąpił.
Cyriak diako Rzymski cuda czynił.
W ciało swe wstąpić dozwalał czartowi Cyriakus.
Szatan Cyriakowi Persją groził.
Artemia córka Dioklecjana Cesarza i Serena żona jego, w Chrystusa uwierzyły.
Serena żona Dioklecjana, łaskę Chrześcianom u Cesarza jednała.
Cyriaka Cesarzowa do Persjej wyprawiła.
10  Cyriak z córki króla Perskiego szatana wyrzucił.
11  Jobia córka króla Perskiego uwierzyła w Chrystusa i z ojcem.
12  Brać pieniędzy Cyriak niechciał.
13  Cyriaka już starego męczeństwo.
14  Śmierć Cyriaka, Larga, i Smaragda, i inych męczenników.
15  Artemią siostrę swoję Cesarz dla Chrystusa zamordował.
16  Marcellus Papież bestie opatrując w męczeństwie skonał.
17  Obrok duchowny.
18  Hbr 11.
19  Sława miasta Rzymskiego.
20  Męstwo Papieżów, na miejsca zabitych następujących.
21  Concilio. Tom. 1.
22  Przełożeństwo Rzymskiego Kościoła.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

poniedziałek, 17 lipca 2017

Uznanie grzeszności

Nie rozsiadaj się w swojej grzeszności
zbieraj się
powstawaj

ale też nie udawaj
przyznaj się do grzeszności
jesteś w niej
nędza cię spowija

w tym miejscu
zrób miejsce
na nadejście Światłości
zrób miejsce na Boga

Jemu nie przeszkadza
twoja grzeszność
twoja nędza
On kocha się
w sprzątaniu tych brudów

a więc powiedz
taki jestem
uświęć mnie

kocham siebie
takim jakim jestem
tylko dlatego
że Ty wcześniej
już takiego mnie pokochałeś

patrzę na siebie
Twoim okiem
i jestem zdolny przetrwać
pośród smrodu i brudu

Ty przychodzisz
i mnie odnawiasz
i już jestem wolny 
rozpromieniony czysty
dzięki Twej Światłości

sobota, 15 lipca 2017

Pokonywanie diabła

Pokonywanie diabła to zwalczanie swoich słabości we wszelkich codziennych czynnościach, wszelkich codziennych myślach i słowach. To także umiejętne chronienie innych przed popadaniem w takie słabości. W odniesieniu zaś do tych, u których diabeł zrobił sobie mieszkanie, jest to wypędzanie złego ducha przez modlitwę i post.

piątek, 14 lipca 2017

Niezmarnowane

Robisz dobre dzieło
i jesteś co do tego przekonany?
Nie zastanawiaj się,
jak i kto to odbierze.
Ty tylko działaj,
a Duch dopełni reszty.

Widziałem perłę
skrytą w małży,
odkrytą po latach
i sprzedaną za wielki majątek.

Widziałem ziarno
rzucone w ziemię,
doskonałe bez braku,
a zgniło
i nikt go nie ujrzał.
Może umknęło nawet
oku siewcy.
Przyszedł deszcz
i urodzaj,
ziarno wyrosło
i dało obfity owoc.

Choćby twe dobre dzieła przepadły,
nie martw się o to, czy zginie z nich owoc.
Bóg już się o to zatroszczy,
bo wszelkie dobre dzieło z Jego jest ręki,
a co On przeprowadza,
przeprowadza do końca.

czwartek, 13 lipca 2017

(67) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Skarb niebiański

   19 Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. 20 Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. 21 Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. (Mt 6,19-21)

   33 Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę. Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. 34 Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze. (Łk 12,33-34)

   19 Μὴ θησαυρίζετε ὑμῖν θησαυροὺς ἐπὶ τῆς γῆς, ὅπου σὴς καὶ βρῶσις ἀφανίζει καὶ ὅπου κλέπται διορύσσουσιν καὶ κλέπτουσιν· 20 θησαυρίζετε δὲ ὑμῖν θησαυροὺς ἐν οὐρανῷ, ὅπου οὔτε σὴς οὔτε βρῶσις ἀφανίζει καὶ ὅπου κλέπται οὐ διορύσσουσιν οὐδὲ κλέπτουσιν· 21 ὅπου γάρ ἐστιν ὁ θησαυρός σου, ἐκεῖ ἔσται καὶ ἡ καρδία σου. (Mt 6,19-21)

   33 Πωλήσατε τὰ ὑπάρχοντα ὑμῶν καὶ δότε ἐλεημοσύνην· ποιήσατε ἑαυτοῖς βαλλάντια μὴ παλαιούμενα, θησαυρὸν ἀνέκλειπτον ἐν τοῖς οὐρανοῖς, ὅπου κλέπτης οὐκ ἐγγίζει οὐδὲ σὴς διαφθείρει· 34 ὅπου γάρ ἐστιν ὁ θησαυρὸς ὑμῶν, ἐκεῖ καὶ ἡ καρδία ὑμῶν ἔσται. (Łk 12,33-34)

   Pokój wam wszystkim! Wczoraj mówiłem o modlitwie, o przysiędze, o poście. Dziś chcę was pouczyć o innych cnotach. Są nimi: modlitwa, ufność, szczerość, miłość, religijność.
   Pierwsze, o czym będę mówił, to właściwe używanie bogactw przekształconych – dzięki dobrej woli wiernego sługi – w bogactwa niebieskie.
   Skarby ziemskie są nietrwałe, bogactwa zaś niebieskie – wieczne. Czyż nie ma w was miłości do tego, co posiadacie? Czyż śmierć nie wywołuje w was smutku, bo nie możecie już troszczyć się o wasze dobra i musicie je pozostawić? Weźcie je więc do Nieba! Mówicie: „Nie wchodzi do Nieba to, co jest z ziemi, a Ty uczysz, że pieniądz jest rzeczą najohydniejszą na świecie. Jakże więc możemy go zanieść do Nieba?” Nie, nie możecie wziąć ze sobą materialnych monet do Królestwa, w którym wszystko jest duchowe. Możecie natomiast zabrać ze sobą przyniesiony przez nie owoc. Kiedy dajecie wasze złoto bankierowi, po co mu je przekazujecie? Aby przyniosło zysk. Z pewnością nie pozbawilibyście się go – nawet na chwilę – gdyby on miał wam je zwrócić w takiej samej ilości. Chcecie, by za dziesięć talentów oddał wam dziesięć i jeden albo jeszcze więcej. Wtedy jesteście szczęśliwi i chwalicie bankiera. W przeciwnym razie mówicie: „Jest uczciwy, ale to głupiec”. Kiedy zaś – zamiast oddać wam jedenaście – zwraca tylko dziewięć, mówiąc: „Resztę straciłem”, donosicie na niego i powodujecie, że zostaje wtrącony do wiezienia.
   Co to takiego owoc pieniądza? Czy to znaczy, że wasz bankier sieje denary, podlewa je, aby spowodować ich wzrost? Nie. Owoc wydawany jest dzięki przezornemu kierowaniu sprawami – przez hipoteki i pożyczanie na procent. Pieniądzom przybywa wtedy procentów zdobytych właśnie dzięki pożyczanemu złotu. Czyż nie tak?
   Posłuchajcie. Bóg daje wam bogactwa ziemskie: jednym wiele, innym zaledwie tyle, ile potrzeba do życia, i mówi: „Teraz to należy do ciebie. Dałem ci je. Uczyń z nich taki użytek, jakiego Moja miłość pragnie dla twego dobra. Powierzam ci je, ale nie po to, abyś użył je do zła. Z powodu szacunku, jakim cię darzę, z wdzięczności dla Moich darów spraw, by twoje dobra przyniosły zysk dla prawdziwej Ojczyzny”.
   A oto sposób, aby dojść do tego celu. Nie chciejcie gromadzić skarbów na tej ziemi, żyjąc dla nich, stając się okrutnymi z ich powodu, ściągając na siebie przez nie przekleństwa bliźniego i Boga. Nie zasługują na to. Tu nie ma dla nich żadnego zabezpieczenia. Złodzieje zawsze mogą wam je ukraść. Ogień może zniszczyć domy. Choroby roślin lub stad mogą wyniszczyć sady lub trzody. Ileż niebezpieczeństw czyha na dobra! Na wszystkie: czy są nieruchome jak domy, czy też niezniszczalne jak złoto; czy z natury podlegające zepsuciu jak wszystko, co żyje, jak rośliny i zwierzęta; czy są to wreszcie drogocenne sukna, które mogą zostać uszkodzone i zniszczone. [Różne są zagrożenia]: piorun [uderzający] w domy lub pożar albo powódź, złodzieje, rdza, susza, gryzonie, robactwo na polach, kołowacizna [owiec], gorączka, zwichnięcia, pomór zwierząt, mole i myszy [gryzące] kosztowne tkaniny i cenne meble, rdzewienie niszczące naczynia stołowe, lampy i kunsztowne bramy.
   Wszystko, wszystko narażone jest na zniszczenie. Jeśli jednak z całego tego ziemskiego dobra uczynicie dobro nadprzyrodzone, ocaleje ono od wszelkiego uszczerbku wywołanego przez czas, ludzi czy niepogodę.
   Sprawcie sobie sakiewkę w Niebie, gdzie nie wchodzą złodzieje i nie przydarzają się żadne nieszczęścia. Zaradzajcie swoją pracą – z miłością pełną miłosierdzia – wszystkim nędzom tej ziemi. Tak, pieśćcie wasze pieniądze, całujcie je nawet, jeśli chcecie, cieszcie się z obfitości żniwa, z winnic napełnionych gronami, z oliwek uginających się pod ciężarem niezliczonych owoców, z owiec o płodnych łonach i wypełnionych [mlekiem] wymionach. Róbcie to wszystko, lecz nie na próżno, po ludzku tylko. Czyńcie to z miłości i z podziwu, radośnie i dokonując obliczeń nadprzyrodzonych.
   Dziękuję, mój Boże, za te pieniądze, za te zbiory, za te drzewa, za te owce, za ten handel! Dziękuję owcom, drzewom, polom i handlowi za to, że tak mi służą! Niech spocznie na wszystkim błogosławieństwo, wszystko to bowiem – z Twojej dobroci, o Przedwieczny, i z waszej dobroci, o rzeczy – pozwala mi wyświadczać wiele dobra głodnemu, nagiemu, bezdomnemu, choremu, samotnemu... W zeszłym roku uczyniłem to dla dziesięciu. W tym roku – choć rozdzieliłem wiele razy jałmużnę – mam więcej pieniędzy, obfitsze są zbiory i liczniejsze stada. Dam więc teraz dwa, trzy razy więcej niż w ubiegłym roku, aby wszyscy, nawet ci, którzy nie posiadają należnych im dóbr, rozradowali się wraz ze mną i błogosławili Ciebie, Przedwiecznego Pana”.
   Oto modlitwa sprawiedliwego. Taka modlitwa – połączona z działaniem – przenosi wasze dobra do Nieba i nie tylko zachowa je dla was na wieczność, lecz pozwoli wam je odnaleźć zwielokrotnione przez święte owoce miłości.
   Miejcie wasz skarb w Niebie, a tam będzie wasze serce – ponad i poza niebezpieczeństwem. Wtedy nieszczęście nie będzie mogło dotknąć nie tylko waszego złota, domów, pól, stad, lecz i waszego serca. Nie zostanie ono zaatakowane, skradzione, zepsute, spalone, zabite przez ducha świata. Działając w ten sposób, będziecie mieć wasz skarb w sercu, będziecie bowiem mieć Boga w sobie aż do szczęśliwego dnia, kiedy znajdziecie się w Nim.
   Aby więc nie pomniejszyć owocu miłości, uważajcie na to, by dobre czyny pełnić w duchu nadprzyrodzonym. Dlatego też to, co powiedziałem o modlitwie i poście, odnosi się także do dobroczynności i do wszystkich dobrych dzieł, których możecie dokonać. (III (cz. 1-2), 33: 27 maja 1945. A, 5171-5184)

   La pace sia con tutti voi! Ieri ho parlato della preghiera, del giuramento, del digiuno. Oggi vi voglio istruire su altre perfezioni. Sono anche esse preghiera, fiducia, sincerità, amore, religione. La prima di cui parlo è il giusto uso delle ricchezze, mutate, per buona volontà del servo fedele, in altrettanti tesori del Cielo. I tesori della terra non durano. Ma i tesori del Cielo sono eterni. Avete in voi l'amore a ciò che è vostro? Vi fa pena il morire perché non potete più curare i vostri beni e li dovete lasciare? E allora trasponeteli in Cielo! Voi dite: "Nel Cielo non entra ciò che è della terra e Tu insegni che il denaro è la cosa più lurida della terra. Come possiamo allora trasportarlo in Cielo?". No. Non potete portare le monete, materiali quali sono, nel Regno dove tutto è spirito. Ma potete portare il frutto delle monete. Quando voi date ad un banchiere il vostro oro, perché lo date? Perché lo faccia fruttare. Non ve ne private certo, sebbene momentaneamente, perché egli ve lo renda tal quale. Ma volete che su dieci talenti egli ve ne renda dieci più uno, o più ancora. Allora siete felici e lodate il banchiere. Altrimenti dite: "Costui è un onesto, ma è uno sciocco". E se poi, invece dei dieci più uno, ve ne dà nove dicendo: "Ho perduto il resto", voi lo denunciate e lo gettate in prigione. Cosa è il frutto del denaro? Semina forse il banchiere i vostri denari e li annaffia per farli crescere? No. Il frutto è dato da un accorto maneggio di affari, di modo che, e con ipoteche e con prestiti a interesse, il denaro si aumenti dell'aggio giustamente richiesto per il favore dell'oro prestato. Non è così? Ora dunque udite. Dio vi dà le ricchezze terrene. A quali molte, a quali appena quante necessitano al vivere, e vi dice: "Ora a te. Io te le ho date. Fai di questi mezzi un fine quale il mio amore lo desidera per tuo bene. Io te le affido. Ma non perché tu te ne faccia un male. Per la stima che ho in te, per riconoscenza dei miei doni, tu fa' fruttare, e per questa vera Patria, i tuoi beni. Ed ecco il metodo per giungere a questo fine. Non vogliate accumulare i vostri tesori sulla terra, vivendo per essi, essendo crudeli per essi, essendo maledetti dal prossimo e da Dio per essi. Non merita. Sono sempre insicuri quaggiù. I ladri possono sempre derubarvi. Il fuoco può distruggervi le case. Le malattie delle piante o delle mandre sterminarvi greggi e frutteti. Quante cose insidiano i beni! Siano essi immobili e inattaccabili, come le case e l'oro; o siano soggetti ad essere lesi nella loro natura, come tutto quanto vive, come sono i vegetali e gli animali; e persino siano le stoffe preziose, possono essere soggetti a menomazione. Il fulmine sulle case, e le fiamme e le acque; e i ladri, la ruggine, la siccità, i roditori, gli insetti sui campi; il capostorno, le febbri, le scosciature, le morve negli animali; le tignole e i topi nelle stoffe preziose e nei mobili pregiati; l'erosione delle ossidazioni nei vasellami, e lumiere, e cancelli artistici; tutto, tutto è soggetto a menomazione. Ma se voi di tutto questo bene terreno fate un bene soprannaturale, ecco che esso è salvo da ogni lesione del tempo, degli uomini e delle intemperie. Fatevi delle borse in Cielo, là dove non entrano ladri e dove non accadono sventure. Lavorate con l'amore misericordioso verso tutte le miserie della terra. Accarezzate, sì, le vostre monete, baciatele anche, se volete, giubilate per le messi che prosperano, per i vigneti carichi di grappoli, per gli ulivi che si piegano sotto il peso di infinite ulive, per le pecore dal fecondo seno e dalle turgide mammelle. Fate tutto ciò. Ma non sterilmente. Non umanamente. Fatelo con amore e ammirazione, con godimento e calcolo soprannaturale. "Grazie, mio Dio, di questa moneta, di queste messi, di queste piante, di queste pecore, di questi commerci! Grazie, pecore, piante, prati, commerci, che mi servite così bene. Siate benedetti tutti, perché per tua bontà, o Eterno, e per vostra bontà, o cose, ecco che io posso fare tanto bene a chi ha fame, a chi è ignudo, senza tetto, malato, solo... Lo scorso anno feci per dieci. Quest'anno – poiché, per quanto io abbia dato molto in elemosina, ho maggior denaro e più pingui sono i raccolti e numerosi i greggi – ecco che io darò due, tre volte, quanto diedi lo scorso anno. Perché tutti, anche i derelitti di ogni bene loro proprio, godano della mia gioia e benedicano, con me, Te, Signore eterno". Ecco la preghiera del giusto. Quella preghiera che, unita all'azione, trasporta i vostri beni in Cielo, e non solo ve li conserva eternamente, ma ve li fa trovare aumentati dei frutti santi dell'amore. Abbiate il vostro tesoro in Cielo per avere là il vostro cuore al disopra e al di là del pericolo che non solo l'oro, le case, i campi, le greggi possano subire sventura, ma che sia insidiato il vostro stesso cuore e derubato, corroso, bruciato, ucciso dallo spirito del mondo. Se così farete avrete il vostro tesoro nel vostro cuore perché avrete Dio in voi fino al giorno beato in cui voi sarete in Lui. Però, per non diminuire il frutto della carità, badate di essere caritatevoli con spirito soprannaturale. Come ho detto per la preghiera e il digiuno, così dico per la beneficenza e di ogni altra opera buona che possiate fare. (3, 128)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

wtorek, 11 lipca 2017

Tajemnice Spotkania

Bóg tak nie opisany
że nawet nie można rzec
On czy Ona

Dziwne zdarzenie
objawiające się w cichym
pocałunku
rozbrzmiewające w głośnym
grzmocie

Amen
Ach
Kocham to Kochanie
Kocham Cię Niewymowne
i Wieczne
Kochanie

Bezosobowe
a jakże osobliwe
najosobliwsze Kochanie
tętniące
w ukrytej więzi Ducha