poniedziałek, 31 lipca 2017

Obstawanie przy Poemacie

Jeśli ktoś by mnie zapytał, dlaczego tak mocno stoję przy Poemacie Boga-Człowieka, powiedziałbym, że taka jest moc smaku Ciała i Krwi Chrystusa.

sobota, 29 lipca 2017

Piosenka bez słów

Jest tak wiele piosenek, które chciałbym zaśpiewać,
ale żadna nie dorównuje stanowi, w którym jestem.
A więc milczę
i śpiewam tę wieczną piosenkę, co nie ma słów.


Zapis wcześniejszy w języku angielskim:

Song with no Words

There are so many songs I want to sing,
but none of them matches the state I am in.
So I keep silence
and sing this everlasting song wich has no words.

piątek, 28 lipca 2017

(20) Żywoty Świętych: Antoni Wielki

Żywot ś. Antoniego pustelnika,
wypisany przez ś. Atanazego wielkiego.
Żył około roku Pańskiego, 324.1

   Antoni Egiptczjanin, wychowany u zacnych rodziców w pobożnym i Chrześciańskim ćwiczeniu, z dzieciństwa wysokich cnót nasienia po sobie pokazował. A będąc osierocony śmiercią rodziców swoich, wespółek z siostrą maluczką, ledwie pułroka gospodarstwa pilnując, wspomniał jako za Apostołów imiona przedając Chrześcianie,2 pieniądze do nóg Apostolskich przynosili – i to sobie mile rozbierając wszedł do kościoła, 3i usłyszał onę Ewangelią o bogatym młodzieńcu: chceszli być doskonały, idź a przedaj wszytko co masz, rozdajże ubogim, a pódź naśladuj mię, a będziesz miał skarb w niebie4 – które słowa tak przyjął, jakoby je Pan Jezus do niego samego właśnie rzekł. I szedszy do domu, siostrę opatrzywszy, i przyjaciołom odleciwszy – majętność swoję wszytkę na ubogie rozszafował – i począł kosztować żywota pustelniczego, często się na miejsca osobne do jednego starca, który niejaką mu drogę do tego swym przykładem ukazował, skradając – gdzie postem a ustawiczną modlitwą i nocnym wstawaniem ofiarę Bogu czyniąc, przemieszkiwał. 5O kimkolwiek pobożnym, i świątobliwość jaką żywota prowadzącym usłyszał, tam bieżał, jako pszczoła, miód cnót rozmaitych z każdego kwiecia zbierając – w wielkie się nauki i ksiąg czytania nie wdawał – jedno co z Pisma świętego usłyszał, to na pamięci, jako na wyrytym kamieniu chował, a wypełnić wnetże chciał. 6Księgi swoje zwał wszytek świat, i każde namniejsze stworzenie. Bo w nim dobroć, wszechmocność, i bogactwa Boskie, poznać i wyczytać mógł. Żywność sobie wyrabiał – nigdy przed zachodem słońca nie jadł – chleba i wody miernie używał, drugdy aż do czwartego dnia pokarmu cielesnego czekał – gorącym sercem Boga miłując, nieprzestanną modlitwę czynił. 7Gdy się w takiej szkole młodzieniec ś. ćwiczył – oburzył na się srogość nieprzyjaciół dusznych, którzy go od tego przedsięwzięcia, chytremi i rozmaitemi pokusami, oderwać chcieli.
   8Naprzód myśl jego targać poczęli, tym co już był opuścił – to jest, bogatą majętnością, sieroctwem siostry małej, zacnością rodu, sławą, pokarmy rozkosznemi. Co czynisz, mówiąc, młody a urodziwy pachołku? Szkoda twej urody i szlachectwa – trudnyś żywot zaczął, ciało twoje tej zbroje nie znosi – wróć się a zażyj tego coć Bóg dał. A on na te słowa jak słup niewzruszony, żywotem i męką się Pana Jezusa bronił, obietnicami się jego pewnemi cieszył – a jako tarczą od tych strzał wiarą się ś. Zakładał – tak, że go tym nigdy zranić a osłabić nie mogli. Począł zaś z inej się strony kusić, wielkie nań a nieznośne cielesne żądze, i zapalenia miecąc, tak we śnie jako i na jawi, iż pokoju nigdy nie miał. Lecz postami i przekładaniem srogich mąk piekielnych, i końcem i rozsypaniem w proch ciała swego, mocnie takie myśli odganiał, i z zelżywością nieprzyjaciela odprawował – i tym dalej na więtszą się pustynią udawał – 9z której chcąc go nakoniec mocą czart wygnać, widząc się być od młodzieńca podeptanym, z wielkim wojskiem widomie na jego chałupkę uderzył, i tak go srodze zbił na ciele, iż za martwego kila dni leżał – aż ten który mu jeść nosił, po kilku dni przyszedszy, mając go za umarłego, do wsi go doniósł, i o pogrzebie myślił. Antoni w nocy k sobie przyszedszy, prosił towarzysza, iż sam chodzić prze one srogie rany nie mógł, aby go cicho nie budząc nikogo, zarazem na jego miejsce odniósł – aby nieprzyjaciel pociechy nie miał, a z placu mu ni jednym krokiem nie ustępował. Gdzie się wróciwszy, potykać się z nim jeszcze chciał, i na rękę go wyzywał. I uczynił czart nań ostatni najazd zebrawszy się z towarzystwem i z wojskiem, w osobie rozmaitych bestii, lwów, niedźwiedziów, wilków, wieprzów, psów i byków, i innych srogich zwierzów, na onę jego chałupkę uderzył – którą rozproszywszy, straszyć go ryki onych sprośnych bestii, i przymierzeniem rozmaitych śmierci, począł. 10A on acz prze onę boleść cielesną zbity, ciężko stękał, i podnieść się nie mógł, wszakże sercem wielkim nie ustraszony na ono wojsko wołał: Znać iż mocy i siły nie macie. Wszak jeden z was mógłby mię jako jednego robaczka pożrzeć – jeszcze na mię twarzy niemych i nierozumnych używacie, znać iżeście i od bestiej podlejszy. Jeśli od Boga mego moc na mię dana wam jest, otom jest, zgubcie, zatraćcie, czyńcie co wam kazano, ja wam nie ustąpię – a wiem iż mi nic uczynić, bez wolej Pana mego nie możecie. Próżno się kusicie – 11znak krzyża ś. a wiara w Pana naszego Jezusa Chrystusa, mocnym mi a niedobytym przeciw wam murem jest. Zatym jako ćma od słońca, i proch od wiatru, nieprzyjaciele się rozproszyli i uciekli, a światłość go wielka z nieba nawiedziła, i chałupka jego w cale stanęła – 12i bacząc P. Jezusa przytomnego, głęboko wzdychając rzekł: gdzieżeś był miły Jezu, gdzieżeś był? Czemużeś mię na przodku nie podpomógł, a nie zleczył ran moich? 13I usłyszał głos: Byłciem ja tu Antoni, alem patrzył na męstwo i potkanie twoje. Nie bójże się, pomocnika zawżdy ze mnie mieć będziesz, i wsławię cię po wszytkim świecie.
   To usłyszawszy Antoni, wstał, i uczuł się zleczonym i zdrowszym niżli pierwej. I posilony w Bogu swym, jako po wielkim zwycięstwie, z więtszym męstwem, i ufaniem w pomocy Boskiej, żywot zaczęty, nic od zwykłych prac nie upuszczając, prowadził. Aż gdy miał trzydzieści lat i pięć, począł o doskonalszych postępkach w służbie Bożej myślić, i na taką się pustynią udać, gdzieby o nim nikt niewiedział. I jął onego starca, do którego się był na przodku nawrócenia swego udał, prosić, aby z nim na głębszą pustynią poszedł – żeby się od oczu i wiadomości ludzkiej skrywszy, mógł wolniej rzeczy zbawienne obmyślać, i sroższą pokutę czynić – ale on się starością wymawiając, pomóc mu towarzystwa niechciał. 14Sam się tedy w imię Pańskie w daleką puszczą udał. Na drodze, nie przestał go nieprzyjaciel kusić – 15misę srebrną pod oczy mu podrzucił, aby go łakomstwem od zaczętej drogi odwiódł. Którą on ujźrzawszy, myślić sobie począł: skąd tu to srebro? Gościńca tedy niemasz, ptak tu a źwierz tylo przechodzi. A jeśli kto rzecz tak wielką upuścił, mógł ją naleźć wróciwszy się. Twoje to sidła szatanie, rzecze, nie zwiedziesz mię – miej sobie swoje srebro na potępienie. Co skoro wyrzekł, misa zniknęła. 16Toż i drugi raz uczynił, gdy bryłę złota ujźrzał, od niego jako od ognia uciekał.
   Tam tedy na pustyni onej głębokiej, pustki stare pełne wężów i żmijów nalazszy, w nich się zamknął – towarzysza sobie zjednawszy, aby mu chleba i wody raz w puł roka przynosił. Wężowie i gadzina ina, słudze Bożemu postąpili mieszkania – a on towarzysz w puł roka raz zwierzchu mu chleb i wodę spuszczał – z którym i słowa nigdy nie przemówił. 17Aż przemieszkawszy tam dwadzieścia lat, gdy im dalej tym więcej słynął, i wielki poczet tych którzy żywota i cnót jego naśladowniki być chcieli, prawie drzwi do niego wyłamowali – ukazał się na świat, tak zdrowej i wdzięcznej a zupełnej twarzy, jakoby był gdzie w nalepszym chowaniu. I za tym przykładem Pana naszego poraziwszy siłą jego nieprzyjaciela na puszczy – ine ludzie przywodzić począł do ciasnej forty, i do onego ścisłego i świątobliwego żywota. 18W czym P. Bóg tak mu poszczęścił, iż potym liczby nie było uczniom jego, które do wzgardy świata tego, do podeptania samego siebie, do opuszczania wielkich majętności, do pokuty, srogości żywota, pokory, cichości, i inych doskonałych cnót Chrześciańskich przywodził.
   19Wojny ich z szatanem duchownej, jako hetman napilniej nauczał. W czym był mistrz wielki Antoni ś. – umiejąc dobrze duchowne strzały i siatki szatańskie poznawać, i w nich ine przestrzegać. Powiadał iż z żadnym stanem więtszej nieprzyjaźni nie mają, jako z zakonniki, Mnichami i Mniszkami. Na nie nachytrsze i nasubtelniejsze sieci miotają. I na nie, gdy sami nie zmogą, jadowitszych i chytrszych czartów przywodzą. Lecz którzy są pilni modlitwy i powołania swego, jednym je znakiem krzyża ś. rozpłoszyć mogą. 20A drugie zbytnim niespaniem, wstawaniem, i ciała zmordowanim bez miary, tak oszukawają – że sobie zdrowie zepsowawszy, gdy zaczętego nabożeństwa kończyć nie mogą, abo w rozpacz wpadną, abo wszytko zgoła opuszczą. Powiadał, iż szatan tak jest słaby wiernym, którym Zbawiciel deptać po nim moc dał, że się z niego łacno naśmiać, i krzyżem ś. prawie go za nos wodzić mogą. 21A nawięcej się boi modlitwy, czucia, postów, cichości, ubóstwa dobrowolnego, wiarowania próżnej chwały, pokory, gniewu hamowania, miłosierdzia. A nade wszystko, czystego serca w miłości Chrystusowej barzo się lęka.
   22Cuda wielkie czynił, zwłaszcza nad choremi i opętanemi. Miał i ducha prorockiego, iż rzeczy, które się daleko działy wiedział, i braciej drugdy opowiadał. 23Heretyckim, Arianów i Manicheuszów towarzystwem tak się brzydził, iż ich do rozmowy nigdy nie przypuścił – ani im łaskawego nigdy słowa nie dał, i twarzy ku nim wesołej nie ukazał – chyba żeby które słowo ku ich nawróceniu służyło. Powiadał, iż rozmowa ich, jest zguba dusze. Arianów tak nie rad widział – iż i z bliska knim przystąpić niechciał. Trafiło się iż jeden Arian do jego klasztoru przyszedł, tając sekty swej – w której wypytany gdy się otworzyć musiał, zarazem go wygnać kazał – powiadając, iż mowa ich jadem węże przechodzi. 24Gdy go potwarzyli Arianowie chlubiąc się im, jakoby z nimi trzymał – słuszną żałością zjęty, ich się takiej śmiałości dziwując, szedł do Aleksandriej, do wszytkiego duchowieństwa – 25i jawnie Ariany swemi usty potępił – powiadając iż to są przesłańcy Antychrystowi. Syn Boży jest jednoistotny Ojcu Bóg prawy, urodzony z Ojca nie stworzony – a Arianowie nic nie są od Pogaństwa różni – ponieważ stworzeniu służą, a w Chrystusa wierząc, i stworzeniem Go czyniąc, bałwochwalstwo jawne stroją – których bluźnierstwem i same się żywioła brzydzą, i wszytko stworzenie przeklina, iż widzi a oni im Pana ich zelżywie równają, przez którego stworzone są. Za tym jego wyznaniem, wiele się ludu do Kościoła Bożego przywróciło. Nakoniec i pogaństwa wiele żywotem się jego świętym do wiary Bożej przywróciło.
   Tak się był po wszytkim świecie wsławił, iż Konstantyn Wielki i z synmi swemi, listy do niego często posyłał, jego się modlitwie zalecając – 26na które tak im odpisował. Naprzód chwalił ich rozum, iż Chrystusowi służą – potym je upominał, aby sobie i państwu swemu nie dufali, ani się z niego podnosili – ale żeby się ludźmi być znali – a na sędziego Chrystusa, któremu się sprawować, i liczbę panowania swego dać mają, oglądali – łaskawość poddanym pokazując, i sprawiedliwość czyniąc, ubogim i uciśnionym i sierotom, aby za ojce byli. 27To było w nim nadziwniejszego, iż będąc na puszczy wychowany, barzo się ludzkim, rozmownym, i łagodnym wszytkim gościom stawił, żadnej pochmurności w sobie nie mając.
   Czasu jednego, gdy miedzy bracią nieco rękoma robił – oczy w niebo podniósł, i wzdychając i żałość pokazując, na kolana upadł – prosząc aby taką złość i sprośność Pan Bóg oddalił. I płakał rzewno, łzami się ugasić nie mogąc. Pytać go poczęli – ale mówić prze łykanie nie mógł – ciężkość serdeczna, słowa przerywała – aż mocno zawołał: Lepiej nam było, dzieci miłe, śmiercią się od takiej sprośności wykupić. 28Wielka się złość i niezbożność ludzka otworzy – Wiara się Katolicka roztarga, a ołtarze Boże ludzie bestiom podobni rozmiecą. Widziałem Ołtarz Boży wojskiem bestii oblężony, i kopytami ich rozsypany i zburzony, a głos Boży mówiący: brzydzą sobie ołtarz mój. 29Ziściło się widzenie jego we dwu lat, których Arianowie pogaństwo sobie na pomoc biorąc, kościoły Katolickie poburzyli, ołtarze sprośności i brzydkości napełnili, krew Katolicką rozlali, panienki zakonne pogwałcili – Biskupy pobili i powyganiali, naczynie kościelne wybrali, i gorzej niżli którzy przedtym Poganie, wiarę świętą i wszystkę służbę Bożą spustoszyli. Wszakże tenże Pan Bóg, który był to widzenie tak smutne ukazał – pociechy z miłosierdzia swego nie zataił. Temuż ś. Antoniemu dał znać, jako zasię miał Kościół Boży powstać, a kacerstwo Ariańskie zaginąć. Obrócą się, powiada, wężowie w jamy swoje, a wiara ś. szerzyć się będzie, jedno się strzeżcie, abyście się błędy kacerskiemi Ariańskiemi nie pomazali. Mało potym starosta Aleksandryjski Balacjus Arian, tak srodze Katoliki dręczył, iż śmiał Zakonniki i Mniszki jawnie obnażone u pręgierza bić. 30Do niego Antoni taki list napisał: Widzę nad tobą gniew Boży, przestań tego nad Chrześciany morderstwa, abyś w gniewie Bożym, który już na cię spaść ma, nie zginął. Przeczedł list, wzgardził, i nań plunąwszy, na ziemię rzucił, i posła zelżył, tak odkazując: Niechaj się Antoni swemi mnichami bawi, a niech rozumie żem ja jego rządzeniu niepodległ. 31Lecz po piątym dniu rękę Pańską poznał: koń który nad inne zawżdy był cichy, zębami go stargał, z niszczegóż się nań rzuciwszy, i nogami go tak zbił, że trzeciego dnia ledwie doczekał – wszyscy baczyli iż go ona pomsta Boża, którą mu święty Antoni zagroził, zgubiła, a słowa się świętego ziściły.
   32Umierając i o czasie śmierci swej wiedząc, bracią pilnie upominał – aby wiarę Bogu, którą od przodków i podania Apostolskiego wzięli, zachowali – Arianów się i Melecjanów strzegąc, jako nieprzyjaciół Bożych. Wiecie, powiada, jakom się ja heretyki brzydził, iżem z nimi prze ich złą wolą, a uporną z Chrystusem wojnę, łaskawie mówić nie mógł. Przestrzegał ich też, żeby się na chytrościach szatańskich znali, a wiarować się ich umieli. 33I innemi zbawiennemi słowy ciesząc ich i ucząc, w pokoju a wesoło ducha Bogu oddał, mając lat sto i pięć. Człowiek na pustyni wychowany, a po wszytkim świecie wsławiony – mężny czartów wojownik (tak iż jego się imienia, gdy je kto im straszył, po wszytkim Egyptcie bali, i z ludzi uciekali) wielki mistrz wszytkim do cnoty i miłości Boskiej. Którego się modlitwie świętej poruczając, chwałę dajem Bogu w Trójcy jedynemu, którego jest sława na wieki. Amen.

   34Ten testament świętego Antoniego około wiarowania i przestrzegania się heretyckich spółków, terazby miał wielkie miejsce, by się czuć Katolicy chcieli. Pospolita to była u świętych Apostołów, i u innych Ducha Bożego pełnych, iż ludzi takich barzo strzegli. Sam Apostoł już nie ludu pospolitemu, który łacniej w ich sidłach uwięznąc może – ale samemu Biskupowi, który na takie rzeczy ostrożniejszy był, to rozkazuje:35 Po wtórym, powiada, napominaniu (i trzeciego nie czekając) abyś się heretyka wiarował, wiedząc iż taki przewrócony jest, i grzeszy, własnym się swym sumnieniem potępiając. I o Janie świętym Ewangeliście napisał Euzebius36 – iż do łaźniej wszedszy w Efezie, gdy w niej ujźrzał Cherynta heretyka, do swych zawołał: 37wychodźmy stąd, aby się ta łaźnia nie zapadła, w której się myje Cherynt nieprzyjaciel prawdy Bożej. Tegoż sam nauczył Jan ś. mówiąc:38 Jeśli kto przychodzi do was, a tej nauki nie niesie – w dom go nie przyjmujcie, i nie pozdrawiajcie go. Bo kto go pozdrawia, uczesnikiem jest złośliwych jego uczynków. Także od Mistrza swego, Jana świętego nauczony Polikarpus, jako pisze Ireneus stary Doktor,39 gdy potkał na ulicy Marcjona heretyka, a on mu rzekł: znaj się do mnie Polikarpie – odpowiedział: Znam cię być pierworodnym synem diabelskim. I w Starym Zakonie40 zakazał P. Bóg Prorokowi swemu z heretyki i odszczepieńcy jeść i pić – i gdy tego w nieroztropności swej odstąpił, Lwowi go zabić kazał. 41Wszakże mym zdaniem to się właśnie o Kacermistrzach, nie tylo Ministrach, ale innych upornych, a złe jady przeklętej nauki rozsiewających, rozumie – iż się ich towarzystwa tak czujno i ostro strzec mamy. Bo takim z nimi pospolitowaniem, bliźni się gorszy – tego co oni są, na nas się domniemając – uszy się nasze mażą, bluźnienia Bożego i Kościoła Jego słuchając – wdajem się sami w niebezpieczeństwo, w ich sieci i samołówki naglądając. Są bowiem słowa ich, wedle Apostoła,42 jako ciało skancerowane, które się na zarażenie przyległych członków szerzą. W uściech ich Chrystus, Ewangelia, i Pismo brzmi – 43a w skutkach ich fałsz, swowolność i cielesność (na którąśmy z przyrodzenia łaskawi) do wszytkich grzechów drzwi otwarza – i do pogaństwa i zaprzenia się Boga wiedzie. Iż się to iści, co o nich w osobie nierządnice, ku cudzołóstwu przybranej, Pismo mówi:44 Miód z plastru ściekający usta jej, i śliczniejsze niżli olej słowa jej – ale koniec jej gorzki jako piołun, a język jej jako ostra strzała, i miecz z obu stron siekający. Zakwaszona dzieża ich, przaśnice dobrej wiary i świętych obyczajów, kwasem swoim zaraża,45 a szukanie na oście i cierniu jagód ręce przebada.46 Tacy widzą dobrze, iż źle czynią, jako mówi Apostoł,47 a prawdę Bożą tępią – i długo się jej sprzeciwiając, do onej czartowskiej zakamiałości przychodzą, iż na to wszytkę duszę swoję ważą, aby prawda Boża pod ich nogami poległa; żeby się tylo oni przy swej w rozumie hardości zostać mogli. 48Co się dotycze inych pospolitych nieumiejętnością zwiedzionych, a nikogoż nie zarażających heretyków (których się tak wiele namnożyło, iż się sąsiedztwem i towarzystwem ich bawić musim) potrzeba je znosić, a użalenie nad ich upadkiem mieć – wszakże tym prawem. 49Naprzód, aby ich społeczność namniej wierze i nabożeństwu naszemu nie szkodziła. Bo inaczej lepiej, jako Pan mówi,50 i oko, i rękę, i nogę utracić – niżli jakie ubliżenie na zbawieniu z towarzystwa i przyjaźni ludzkiej odnosić. K temu, aby się z dobrego naszego zachowania budowali, i do wiary Katolickiej wstęp mieli. Bo lepiejby przed nimi kryć niedostatki obyczajów naszych, któremi się od wiary świętej odrażają. 51Nakoniec abyśmy kwoli przyjaźni ich, żadnej rzeczy nabożeństwu ich i wierze służącej nie czynili. To jest ani do ich schadzek szli, ani uszu słuchaniem baśni ich nie mazali – ani umarłych ich do grobu prowadzili, ani się w małżeństwo z nimi wdawali. Bo to są rzeczy Katolikowi od Boga i Kościoła zakazane – i w wielki grzech wpada, kto tak wiele dla ich przyjaźni czyni, czego się i dla ojca i matki czynić nie godzi. O czym, zwłaszcza o małżeństwie z heretyki, przy lepszej pogodzie, szerzej się mówić może.

1  XVII. Ianuar. Stycznia. Mart. R. 7. Ianua.
2  Dz 2.
Usłyszenie Ewangeliej w kościele, początek nawrócenia ś. Antoniego.
4  Mt 19.
W naśladowaniu dobrych pilność ś. Antoniego.
Księgi ś. Antoniego świat wszystek.
Ćwiczenie ś. Antoniego i szkoła.
Pokusy diabelskie jakie, i jako odegnane.
Zbicie Antoniego ś. od czartów.
10  Słowa Antoniego ś. do czartów, jego straszących.
11  Znak krzyża ś. przeciw diabłom.
12  P. Jezusa widział ś. Antoni.
13  Pociecha po niezwyciężonej wojnie z diabły.
14  Antoni ś. w daleką się puszczą udał.
15  Misą srebrną skuszony od czarta Antoni ś.
16  Od złota uciekał Antoni ś.
17  Dwadzieścia lat w pustkach na dalekiej puszczy sam jeden przemieszkał.
18  Wielka liczba uczniów Antoniego ś. a czego ich uczył.
19  W poznaniu sideł diabelskich wielkim był mistrzem ś. Antoni.
20  Chytrości szatańskie i w pościech.
21  Czego się czart nawięcej boi.
22  Cuda i duch Prorocki w ś. Antonim.
23  Heretykami jako się brzydził.
24  Heretyckiej potwarzy Antoni ś. nie wytrwał, gdy pletli żeby trzymał z nimi.
25  Kazanie ś. Antoniego o Arianach.
26  List ś. Antoniego do Cesarza Konstantyna wielkiego i synów jego.
27  Łaskawość Antoniego ś. i ludzkość ku wszytkim.
28  Proroctwo Antoniego ś. o przenaśladowaniu Ariańskim.
29  Ariańska okrutność. 
30  List ś. Antoniego do starosty Arianina.
31  Pomsta nad Arianinem, upominaniem ś. Antoniego gardzącym.
32  Upominanie przy śmierci o wiarowanie heretyków.
33  Sto i pięć lat żyw był Antoni ś.
34  Obrok duchowny.
       O wiarowaniu się heretyckich spółków.
35  Tt 3.
36  Eccl. hist. li. 4. ca. 14.
37  Z Cherintem być ś. Jan w jednym domu niechciał.
38  2 J 1.
39  Li. 3. ca. 3. [Tzn. w Adversus hæreses. Przyp. J.Sz.]
40  1 Krl 13.
41  Kacermistrze którzy są.
42  2 Tm 2.
43  Koniec heretyków cielesność a zaprzenie Boga.
44  Prz 5.
45  1 Kor 5.
46  Mt 7.
47  Tt 3.
48  Jaka z prostemi a zwiedzionemi heretyki społeczność Katolikom przystoi.
49  1.
50  Mt 18.
51  2.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

czwartek, 27 lipca 2017

Miłosierdzie nad źle osadzonym

Abraham prosił Pana,
aby zachował rozwiązłe miasto
ze względu na dziesięciu sprawiedliwych,
a Pan okazał się miłosiernym,
gdy jednego wraz z rodziną zachował,
chociaż całe miasto zniszczył,
nie znajdując tych dziesięciu.
(Por. Rdz 18-19)

środa, 26 lipca 2017

Określenie Kościoła katolickiego

Boże sadzenie
powszechne Zgromadzenie

Pierwsze słowa z ∆ιαταγαὶ τῶν ἁγίων ἀποστόλων (Konstytucje apostolskie). Przekład z języka greckiego: Jakub Szukalski.

wtorek, 25 lipca 2017

Milczące głoszenie

Jak najwięcej głoś Boga dobrocią,
dobrymi czynami i milczeniem.
A kiedy zobaczysz, że twe słowo
przemawia i porusza serca,
użyj języka i głoś Boga też słowem.

  
Vassula Ryden, głos Boga
(zdjęcie wykonane w Szwecji, 2015 r.)

poniedziałek, 24 lipca 2017

(68) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Dobroczynność

   1 Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. 2 Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. 3 Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, 4 aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. (Mt 6,1-4)

   14 Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. 15 Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, Ojciec wasz nie przebaczy wam także waszych przewinień. (Mt 6,14-15)

   1 Προσέχετε [δὲ] τὴν δικαιοσύνην ὑμῶν μὴ ποιεῖν ἔμπροσθεν τῶν ἀνθρώπων πρὸς τὸ θεαθῆναι αὐτοῖς· εἰ δὲ μή γε, μισθὸν οὐκ ἔχετε παρὰ τῷ πατρὶ ὑμῶν τῷ ἐν τοῖς οὐρανοῖς. 2 Ὅταν οὖν ποιῇς ἐλεημοσύνην, μὴ σαλπίσῃς ἔμπροσθέν σου, ὥσπερ οἱ ὑποκριταὶ ποιοῦσιν ἐν ταῖς συναγωγαῖς καὶ ἐν ταῖς ῥύμαις, ὅπως δοξασθῶσιν ὑπὸ τῶν ἀνθρώπων· ἀμὴν λέγω ὑμῖν, ἀπέχουσιν τὸν μισθὸν αὐτῶν. 3 σοῦ δὲ ποιοῦντος ἐλεημοσύνην μὴ γνώτω ἡ ἀριστερά σου τί ποιεῖ ἡ δεξιά σου, 4 ὅπως ᾖ σου ἡ ἐλεημοσύνη ἐν τῷ κρυπτῷ· καὶ ὁ πατήρ σου ὁ βλέπων ἐν τῷ κρυπτῷ ἀποδώσει σοι. (Mt 6,1-4)

   14 Ἐὰν γὰρ ἀφῆτε τοῖς ἀνθρώποις τὰ παραπτώματα αὐτῶν, ἀφήσει καὶ ὑμῖν ὁ πατὴρ ὑμῶν ὁ οὐράνιος· 15 ἐὰν δὲ μὴ ἀφῆτε τοῖς ἀνθρώποις, οὐδὲ ὁ πατὴρ ὑμῶν ἀφήσει τὰ παραπτώματα ὑμῶν. (Mt 6,14-15)

   Chrońcie czynione przez was dobro przed wdarciem się w nie zmysłowości świata. Niech nie dotknie go szukanie ludzkiej chwały. Nie profanujcie pachnącej róży waszej miłości i dobrego działania – prawdziwej kadzielnicy napełnionej wonnością miłą Panu. Dobro jest hańbione przez ducha pychy, przez pragnienie bycia zauważonym, przez spełnianie go w poszukiwaniu chwały. Róża miłości jest wtedy zanieczyszczona i zniszczona przez lepkie ślimaki zaspokojonej pychy. Do kadzielnicy wpadają wtedy cuchnące kawałki słomy ze spodu łoża, na którym pyszny wyleguje się niczym dobrze wypasione zwierzę.
   O, działania dobroczynne podejmowane, aby o was mówiono! Lepiej by było, o wiele lepiej, nie czynić ich [wcale]! Ten, kto ich nie czyni, grzeszy nieczułością. Ten, kto ich dokonuje, dając poznać darowaną sumę i imię obdarowanego, żebrze pochwały i grzeszy pychą, czyniąc znaną ofiarę. To tak jakby mówił: „Widzicie, co potrafię?” Grzeszy też brakiem miłości, sprawia bowiem przykrość obdarowywanemu, ujawniając jego imię. Grzeszy duchową chciwością, gdyż chciałby zebrać ludzkie pochwały... To tylko słoma, słoma, nic więcej. Czyńcie tak, aby to Bóg wychwalał was ze Swymi aniołami.
   Kiedy więc dajecie jałmużnę, nie trąbcie, aby przyciągnąć uwagę przechodniów i doznawać czci – jak obłudnicy, którzy szukają ludzkich pochwał i dlatego dają jałmużnę jedynie tam, gdzie może ich dostrzec wielu ludzi. Oni już otrzymali swoją nagrodę i dlatego Bóg nie da im innej. Nie wpadajcie w ten sam grzech i w tę samą zarozumiałość.
   Gdy dajecie jałmużnę, niech będzie ona tak ukryta i wstydliwie chowana, żeby wasza lewa ręka nie wiedziała, co czyni prawa. Potem zaś zapomnijcie o niej. Nie trwajcie w zachwycie nad dokonanym przez was czynem, nadymając się jak ropucha, która przysłoniętymi ślepiami podziwia swoje odbicie w stawie. Widzi je odbite w spokojnej wodzie, pośród chmur, drzew, wozu stojącego przy brzegu. Zauważa jednak, jak mała jest w porównaniu z tymi rzeczami, i tak się nadyma powietrzem, że aż pęka.
   Wasza miłość jest niczym w porównaniu z Nieskończoną Miłością Boga i dlatego – chcąc się do Niego upodobnić i uczynić waszą małą miłość wielką, wielką, wielką, równą Jego miłości – napełniacie się wiatrem pychy i w końcu giniecie.
   Zapomnijcie. Zapomnijcie o samym czynie. Pozostanie w was zawsze światło, słowo, słodycz i to sprawi, że wasz dzień będzie promienny, miły, pełen szczęścia. Tym światłem będzie uśmiech Boga, tą słodyczą – duchowy pokój, którym jest Bóg, a słowem – głos Boga Ojca, który wam powie: „Dziękuję”. On widzi i zło ukryte, i dobro, [uczynione] po kryjomu, i odpłaci wam za nie. Ja wam to...»
   «Nauczycielu, zaprzeczasz własnym słowom!»
   Zniewaga, zawzięta i nieprzewidziana, dochodzi ze środka tłumu. Wszyscy zwracają się w kierunku tego głosu. Panuje zamęt. Piotr mówi:
   «Mówiłem Ci! Ech! Kiedy jest jeden z tych tam... nic już się nie układa!»
   Tłum sykiem i pomrukiem ucisza znieważającego. Jedynie Jezus zachowuje spokój. Skrzyżował ramiona na piersiach i stoi wysoko, z czołem oświetlonym przez słońce, wyprostowany na Swej skale, w ciemnoniebieskim odzieniu.
   Znieważający ciągnie dalej, nie zważając na reakcję tłumu:
   «Jesteś złym Nauczycielem, bo uczysz tego, czego sam nie robisz, i...»
   «Milcz! Wynoś się! Wstydź się! – krzyczy tłum. I jeszcze: – Idź do swoich uczonych w Piśmie! Nam wystarczy Nauczyciel. Obłudnicy z obłudnikami! Fałszywi nauczyciele! Lichwiarze!...»
   Nie przerwaliby, gdyby nie zagrzmiał głos Jezusa:
   «Cisza! Pozwólcie mu mówić!»
   Ludzie już nie krzyczą, lecz wyszeptują obelgi, którym towarzyszą gniewne spojrzenia.
   «Tak. Uczysz tego, czego sam nie robisz. Powiedziałeś, że należy dawać jałmużnę tak, aby nas nikt nie widział, a wczoraj, w obecności całego ludu, powiedziałeś do dwojga ubogich: „Pozostańcie, Ja was nakarmię”».
   «Powiedziałem: „Niech ci dwoje ubodzy pozostaną z nami. Będą błogosławionymi gośćmi, którzy nadadzą smak naszemu chlebowi”. Nic więcej. Nie oznajmiłem, że chcę ich nakarmić. Który biedak nie ma przynajmniej chleba? To była dla nas radość dzielić z nimi naszą przyjaźń».
   «O, tak! Jesteś sprytny i potrafisz udawać baranka!...»
   Wstaje starzec-żebrak, odwraca się i – podnosząc laskę – woła:
   «Języku piekielny, który oskarżasz Świętego! Myślisz może, że wiesz wszystko i na podstawie tego masz prawo oskarżać? Jak nie wiesz, kim jest Bóg ani kim jest Ten, którego znieważasz, tak samo nie znasz Jego dzieł. Znają je tylko aniołowie i moje serce, które drży z radości. Posłuchajcie, mężowie, posłuchajcie wszyscy i zastanówcie się, czy Jezus jest kłamcą i pyszałkiem, jak utrzymuje ten pył ze Świątyni. On...»
   «Zamilknij, Izmaelu! Zamilknij z miłości do Mnie! Jeśli Ja cię uszczęśliwiłem, ty również uczyń Mnie szczęśliwym, milknąc» – mówi mu Jezus tonem proszącym.
   «Jestem Ci posłuszny, Święty Synu. Ale pozwól mi powiedzieć przynajmniej to: błogosławieństwo starego wiernego Izraelity spoczywa na Tym, przez którego otrzymałem dobrodziejstwa od Boga. To błogosławieństwo Bóg włożył mi w usta za mnie i za Sarę, moją nową córkę. Twojej zaś głowy nie błogosławię. Nie przeklinam cię też. Nie skalam przekleństwem swych ust, które mają niebawem powiedzieć Bogu: „Przyjmij mnie”. Nie przekląłem nawet tej, która się mnie wyparła, i już mi to Bóg wynagrodził. Będzie jednak ktoś, kto weźmie w ręce sprawę Niewinnego, którego się oskarża, i Izmaela, przyjaciela Boga, który Mu błogosławi».
   Chór okrzyków zamyka wystąpienie starca, który ponownie siada, a oskarżyciel wymyka się i odchodzi, obrzucany zniewagami. Potem tłum woła do Jezusa:
   «Mów dalej, mów dalej, Nauczycielu Święty! Słuchamy tylko Ciebie, a więc i Ty wysłuchaj nas. Nie słuchaj tych przeklętych kruków! Są zazdrośni, że kochamy Cię bardziej niż ich! Jednak w Tobie jest świętość, a w nich – podłość. Mów, mów! Widzisz, że nie chcemy nic innego, jak tylko Twego słowa. Domy, handel? Wszystko to jest niczym w porównaniu ze słuchaniem Ciebie».
   «Tak. Będę mówił. Nie zajmujcie się tamtą sprawą. Módlcie się za tych nieszczęśników. Przebaczajcie, jak Ja przebaczam. Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, wasz Ojciec Niebieski również wam odpuści grzechy. Jednak jeśli zachowujecie urazy i nie wybaczacie ludziom, również wasz Ojciec nie przebaczy wam waszych win. A wszyscy potrzebują przebaczenia. (III (cz. 1-2), 33: 27 maja 1945. A, 5171-5184)

   Conservate il bene che fate dalla violazione del senso del mondo, conservatelo vergine da umana lode. Non profanate la rosa profumata, vero incensiere di profumi grati al Signore, della vostra carità e del vostro agire buono. Profana il bene lo spirito di superbia, il desiderio di esser notati nel fare il bene e la ricerca della lode. La rosa della carità allora viene sbavata e corrosa dai lumaconi viscidi dell'orgoglio soddisfatto, e nell'incensiere cadono fetide paglie della lettiera su cui il superbo si crogiola come bestia ben pasciuta. Oh! quelle beneficenze fatte per esser citati! Ma meglio, meglio non farle affatto! Chi non fa pecca di durezza. Chi fa, facendo conoscere e la somma data e il nome di chi l'ha avuta, e mendicando la lode, pecca di superbia col rendere nota l'offerta, ossia dice: "Vedete quanto io posso?", pecca di anticarità perché mortifica il beneficato col rendere noto il suo nome, pecca di avarizia spirituale volendo accumulare lodi umane... Paglie, paglie, non di più che paglie. Fate che vi lodi Dio coi suoi angeli. Voi, quando fate elemosina, non suonate la tromba davanti a voi per attirare l'attenzione del passante ed essere onorato come gli ipocriti, che vogliono l'applauso degli uomini e perciò fanno elemosina solo là dove possono essere visti da molti. Anche questi hanno già avuto la loro mercede e non ne avranno altra da Dio. Voi non incorrete nella stessa colpa e nella stessa presunzione. Ma quando fate elemosina non sappia la vostra sinistra quel che fa la destra, tanto nascosta e pudica è la vostra elemosina, e poi dimenticatevene. Non state a rimirarvi l'atto compiuto, gonfiandovi di esso come fa il rospo, che si rimira coi suoi occhi velati nello stagno e che, posto che vede riflessi nell'acqua ferma le nuvole, gli alberi, il carro fermo presso la riva, e vede lui così piccino rispetto a quelli così grossi, si empie d'aria fino a scoppiare. Anche la vostra carità è un nulla rispetto all'Infinito che è la Carità di Dio, e se voleste divenire simili a Lui e rendere la vostra carità piccina, grossa, grossa, grossa per uguagliare la sua, vi empireste di vento d'orgoglio e finireste per perire. Dimenticatevene. Dell'atto in se stesso dimenticatevene. Vi resterà sempre presente una luce, una voce, un miele, e vi farà luminoso il giorno, dolce il giorno, beato il giorno. Perché quella luce sarà il sorriso di Dio, quel miele la pace spirituale che è ancora Dio, quella voce la voce del Padre-Dio che vi dirà: "Grazie". Egli vede il male occulto e vede il bene nascosto, e ve ne darà ricompensa. Io ve lo...»
   «Maestro, Tu menti alle tue parole!». L'insulto, astioso e improvviso, viene dal centro della folla. Tutti si volgono in direzione della voce. Vi è della confusione.
   Pietro dice: «Te lo avevo detto! Eh! quando c'è uno di quelli lì... non va più bene niente!».
   Fra la folla partono fischi e mormorii verso l'insultatore. Gesù è il solo che resti calmo. Ha incrociato le braccia sul petto e sta alto, col sole in fronte, ritto sul suo masso, nel suo abito azzurro cupo.
   L'insultatore continua, incurante della reazione della folla: «Sei un cattivo maestro perché insegni ciò che non fai e...».
   «Taci! Va' via! Vergognati!» urla la folla. E ancora: «Vai dai tuoi scribi! A noi ci basta il Maestro. Gli ipocriti con gli ipocriti! Falsi maestri! Strozzini!…» e continuerebbero, ma Gesù tuona: «Silenzio! Lasciatelo parlare» e la gente non urla più, ma bisbiglia i suoi improperi conditi da occhiate feroci.
   «Sì. Tu insegni ciò che non fai. Dici che si deve fare elemosina senza essere visti e ieri, alla presenza di tutto un popolo, hai detto a due poveri: "Rimanete e vi sfamerò"»
   «Ho detto: "Rimangano i due poverelli. Saranno gli ospiti benedetti e daranno sapore al nostro pane". Non di più. Non ho significato di volerli sfamare. Quale è quel povero che almeno non ha un pane? La gioia era dì dar loro amicizia buona».
   «Eh! già! Sei astuto e sai fare l'agnello!...».
   Il vecchione si alza, si volta e alzando il suo bastone grida: «Lingua infernale che accusi il Santo, credi forse di sapere tutto e di potere accusare per ciò che sai? Come ignori chi è Dio e chi è Colui che tu insulti, così ignori le sue azioni. Solo gli angeli e il mio cuore giubilante lo sanno. Udite, uomini, udite tutti, e sappiate se Gesù è il mentitore e il superbo che questo avanzo del Tempio vuol dire. Egli...»
   «Taci, Ismaele! Taci per amor mio! Se ti ho fatto felice, fammi felice tacendo» lo prega Gesù.
   «Ti ubbidisco, Figlio santo. Ma lasciami dire questo solo: la benedizione del vecchio israelita fedele è su di Lui che mi ha beneficato da Dio, e Dio l'ha messa sulle mie labbra per me e per Sara, mia figlia novella. Ma sul tuo capo non sarà benedizione. Io non ti maledico. Non sporco la mia bocca, che deve dire a Dio: "Accoglimi", con una maledizione. Non l'ho avuta neppure per chi mi ha rinnegato, e già ne ho ricompensa divina. Ma ci sarà chi fa le veci dell'Innocente accusato e di Ismaele, amico di Dio che lo benefica».
   Un coro di urli fa chiusa al discorso del vecchio che si siede di nuovo, e un uomo se la svigna e se ne va, inseguito da improperi. E poi la folla grida a Gesù: «Continua, continua, Maestro santo! Noi non ascoltiamo che Te, e Tu ascolta noi. Non quei corvi maledetti! E’ gelosia la loro. Perché ti amiamo più di loro! Ma in Te è santità, in loro cattiveria. Parla, parla! Vedi che non ci punge più altro desiderio che la tua parola. Case, commerci? Nulla per udire Te!».
   «Sì, parlo. Ma non ve la prendete. Pregate per quegl'infelici. Perdonate come Io perdono. Perché se perdonerete agli uomini i loro falli, anche il vostro Padre dei Cieli vi perdonerà i vostri peccati. Ma se avrete rancore e non perdonerete agli uomini, nemmeno il Padre vostro vi perdonerà le vostre mancanze. E tutti hanno bisogno di perdono». (3, 173)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

sobota, 22 lipca 2017

Ratowanie duszy

Zatrać swoją duszę,
żeby ją uratować.

Bo kto chce zachować swoje życie, straci je,
a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa”.
(Łk 9,24)

ὃς γὰρ ἂν θέλῃ τὴν ψυχὴν αὐτοῦ σῶσαι, ἀπολέσει αὐτήν:
ὃς δ' ἂν ἀπολέσῃ τὴν ψυχὴν αὐτοῦ ἕνεκεν ἐμοῦ, οὗτος σώσει αὐτήν.
(Łk 9,24)

czwartek, 20 lipca 2017

(19) Żywoty Świętych: Cyriak

Żywot i męczeństwo Cyriaka,
Smaragda, Larga, i inych –
napisany od Rzymskiego Kościoła pisarzów, na on czas na to wysadzonych. Do ich dziejów przymieszane jest męczeństwo ś. Marcella Papieża. Żyli około roku Pańskiego, 300. Wspomina to męczeństwo Optatus Mileu. lib. 2. contra Parm. i August. epist. 163.1

   Za czasu onego, gdy się z Afryki wrócił Maksymian do Rzymu – kwoli Dioklecjanowi, ku pamiątce jego imienia wiecznej, ciepłe łaźnie, abo cieplice budować począł. Na te tak wspaniałe Cesarskie, i pana wszystkiego świata pałace, z nienawiści ku Chrześcianom, kto się jedno Chrystusowym sługą być ozwał, każdego jako na gardło, do onej roboty wiecznym niewolnikiem potępił. Był na on czas w Rzymie bogaty i zacny człowiek, Trason, wierny i dobry Chrześcianin. Ten widząc wielkie uciążenie Chrześcian, męczenniki one z majętności swej żywnością tajemnie opatrował, przez ty jako swe sprawce – to jest przez Zysyniusa, Cyriaka, Smaragda, i Larga. O czym gdy się dowiedział Rzymski Biskup, Zysyniusa i Cyriaka uczynił diakony Rzymskiemi. A czasu jednego, gdy żywność męczennikom w nocy nieśli – pojmani są od pogaństwa – i kazano im pod strażą ciężko robić, i piasek nosić z daleka. Był z nimi pojmany barzo stary człowiek Saturninus – który prze starość robić i nosić onych ciężkich brzemion nie mógł. Zyzynius i Cyriakus iż byli młodszy, tedy i swoje i jego brzemię nosili. Potym kazał starosta Laodycjus Zyzyniusa przed swój sąd stawić – i posłał poń Aproniana – który gdy go prowadzić miał, ogarnęła ich światłość – a głos był słyszan: pódźcie błogosławieni Ojca mego, weźmicie królestwo zgotowane wam od początku świata. Tedy się Apronianus zlękł – i upadł do nóg Zyzyniusa mówiąc: przez tego Chrystusa, którego opowiadasz, proszę cię, chciej mię rychło ochrzcić – abych był uczestnikiem twej korony. 2I tejże go godziny nauczył i ochrzcił – i posłał do Biskupa, aby go bierzmował. I tam poświęciwszy ołtarz, wszytkim dał ciało i krew Pana naszego. Tegoż dnia stanęli przed starostą – i wołał Apronianus: czemu słuchacie diabłów, a tak sługi Boże męczycie? I poznał sędzia iż jest Chrześcianinem, i ściąć go rozkazał. A Zyzyniusa diakona i onego Saturniusa starca męczywszy długo przez dni czterdzieści, mieczem także stracił – ciała ich Trason uczciwie pochował. Przy których męce dwa się żołnierze nawrócili, Papius i Maurus – które potym tenże sędzia tak długo kijmi i basałyki bić kazał, iż tamże skonali.
   3Po niemałym czasie, w córkę Dioklecjana cesarza Artemią czart wstąpił, i srodze ją męczył. O to się tak barzo ociec zafrasował, iż i jeść nie chciał. 4A Cyriak diakon w więzieniu długim prawie zapomniany, cuda czynił – ślepe oświecał, i wiele niemocnych leczył. Tym czasem on diabeł barziej jeszcze dręczyć córkę Cesarską począł. I przybieżał do niej Cesarz, i usłyszy wołającego przez nię czarta: Jeśli tu nie przyjdzie Cyriakus diakon, nie wynidę. I wnetże posłał poń do więzienia Cesarz, którym był morzony, wespół z Largiem i Smaragdem. Gdy przyszedł, prosił aby nawiedził córkę jego. I wszedszy do niej, rzecze: W imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, rozkazujęć abyś wyszedł od tej niewiasty. A czart rzecze: chceszli abych wyszedł, daj mi inne naczynie w którebych wstąpił. 5Rzecze Cyriakus: możeszli wstąpić w ciało moje? Odpowie: Nie mogę, bo jest zamknione zewsząd i zapieczętowane. Rzecze Cyriak: w imię Pana naszego Jezusa ukrzyżowanego, wynidź, aby ona była czystym naczyniem Ducha Ś. I zawoła na Artemią: wierz w Boga Ojca wszechmogącego, i w Syna Jego jedynego Jezusa Chrystusa Pana naszego. 6Zawoła czart: O Cyriace, jeśli mię stąd wyrzucisz, musisz do Persjej za mną. Rzecze Cyriak: Wynidź w imię Jezusa Chrystusa. Wyszedł. A Artemia zawoła: Przez toż imię Jezusowe poprzysięgam cię Cyriaku abyś mię ochrzcił. 7Bo ja widzę z daleka Pana tego, którego ty opowiadasz. I trzymając ręce jej Largus i Smaragdus, podnieśli ją od ziemie – i nazajutrz nauczyli, i ochrzcili przy matce jej Serenie Cesarzowej. Od tegoż czasu Serena upominała córkę swoję Artemią – aby wiernie w Chrześciańskiej wierze Bogu służyła.
   8A gdy ono budowanie łazien i pałaców przez dwie lecie i dziesięć miesięcy skończone było – Dioklecjan począł być łaskaw na Cyriaka diakona, i darował mu jeden dom, i kazał mu wolnie żyć w Rzymie. Co wszytko Serena żona jego jednała.
   Po małym czasie, przyjachali posłowie od Króla Perskiego Sapora, do Dioklecjana, prosząc: aby do niego posłał Cyriaka diakona, dla córki jego Jobiej, którą srodze czart dręczył. Tedy Cesarz rozkazał żenie swej Serenie – aby prosiła Cyriaka, żeby do niej przyszedł – aby go w tym użyła, żeby tam do Persjej jachał. Przyszedł do Sereny Cyriak, i obiecał się jachać. 9Tedy Serena wyprawiła na tę drogę ś. Cyriaka, wespółek z Largiem i Smaragdem – dając im wozy, konie, okręty, i wszytkie potrzeby. Ale Cyriak gdzie ziemią droga była, wziąwszy kostur, pieszo szedł, śpiewając P. Bogu – aż przyszli do Persjej. Stanąwszy przed Królem – spytał król, któryby z nich był Cyriakus. Gdy mu Cyriaka ukazano, pokłonił mu się – i prosił, aby córkę jego Jobią nawiedził. Do której skoro wszedł – zawołał przez usta Panny onej diabeł: Cóż tam Cyriace? A on rzecze: w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, rozkazuję tobie nieczysty duchu, abyś wyszedł, a dalej się w nię nie wracał. Rzecze czart: odpoczni sobie z drogi, boś się spracował. Odpowie Cyriak: Jam tu w imię Pana naszego Jezusa przyszedł, i nie jestem spracowany, ale od niego ochłodzony. Rzecze czart: A wżdym cię przywiódł gdziem chciał. A Cyriak ś. gdy baczył iż panna barzo targana była – padł na ziemię, i płacząc a modląc się, mówił: Rozkazuje tobie Pan mój Jezus Chrystus, któregoś wyznał, abyś wyszedł. Rzecze czart: daj mi ine naczynie. 10Rzecze Cyriak: Wyniść każeć Jezus Chrystus Bóg z Boga. I rycząc wielce, wyszedł, po powietrzu wołając tak: O jako straszliwe to imię, dla któregom wyniść musiał. I była tejże godziny ona panna zdrową. Tedy jej rzecze ś. Cyriak: Córko wierz w Syna Bożego a zawżdy zdrowa będziesz. 11Odpowie: Wierzę w Pana Jezusa Chrystusa, którego ty opowiadasz. I nauczył jej wiary – i ochrzcił ją w wannie śrebrnej, pierwej wodę przeżegnawszy. I zatym wszytek królewski dom i Król sam uwierzył w Pana naszego Jezusa Chrystusa – i ochrzcili około czterysta i dwadzieścia osób. Król dawał wielkie pieniądze Cyriakowi. 12Ale powiedział, iż my łaski Pana naszego nie przedajemy. I nic nie wziął. Chleba tylo i wody używał z towarzyszmi miłemi, Largiem i Smaragdem.
   A zmieszkawszy w Persjej czterdzieści i pięć dni, wziąwszy od Króla zalecone listy, wrócili się do Rzymu. Przyjął go z wielką uczciwością Dioklecjan Cesarz, z żoną swoją i córką – i mieszkał z Largiem i Smaragdem w domu danym od Dioklecjana, wedle łazien Dioklecjanowych. Maksymian w ten czas wielkie okrucieństwo wznowił na Chrześciany – każąc je tracić gdzieby jedno nalezieni byli. I gniewając się na Cyriaka o siostrę Artemią – kazał go pojmać, i przed swym wozem z innemi więźniami Chrześciańskiemi (nad któremi swe okrucieństwo, o to tylo, iż w Chrystusa wierzyli, pokazował) związanego wieść, gdy w Rzym wjezdżał. 13A Karpazemu staroście zlecił, aby Cyriaka diakona, Larga i Smaragda skarał, jeśliby ofiar bogom czynić niechcieli. I rzecze Karpazjus do Cyriaka: zbielałeś od starości, ale wnetże odmłodniesz – ofiaruj. A gdy nicchciał, kazał mu rozpuszczoną z ogniem smołę na głowę lać. A towarzyszom jego mówił: Tak się wam zstanie, jeśli nie posłuchacie. I porwał Krescentiana, i przed innemi go ciągnąć, bić, i drapać żelazmi, i boki jego ogniem palić kazał. W tejże męce umarł Krescentianus. A nazajutrz Cyriaka, ciągnąć i palić kazał, mówiąc: zmiłuj się nad starością swoją. 14A on wołał: Tegom zawżdy pragnął – i potym kijmi go i żyłami bijąc, gdy nic wycisnąć nie mógł – na gardło go z innemi skazał – to jest z Largiem i Smaragdem. Szło na śmierć z nimi innych Chrześcian mężów i niewiast dwadzieścia i jeden, którzy wszyscy pościnani są. 15Tegoż czasu Maksymian dla wiary Chrześciańskiej onę Artemią siostrę swoję zamordował. Karpazjus potraciwszy święte męczenniki, dom sobie u Cesarza ś. Cyriaka uprosił, i na wzgardę wiary Chrześciańskiej, tam sobie łaźnią i na nieuczciwe rozkoszy miejsce zbudował, gdzie ś. Cyriak z inemi Chrześciany Bogu modły ofiarował. Lecz jednego czasu po łaźni, gdy sobie dobry obiad nagotował, z innemi dziewiętnaście towarzyszów ten okrutnik Karpazjus tamże zaraz padszy nagle umarł. A co się Marcella Papieża dotycze; ten wstąpiwszy na stolicę Rzymską po Marcellinie, doczekał panowania w Rzymie Maksencjusza okrutnika, który się wielkiemu Konstantynowi sprzeciwił. Ten na przodku gdy widział wielką liczbę Chrześcian w Rzymie i indziej, zmyślał się być Chrześcianinem, i ludzkość Chrześcianom pokazował. Ale prędko się odkrył, w złościach i nieczystościach i okrucieństwach brodząc – i gdy się dowiedział, iż w Rzymie dwie nabożne i bogate niewieście, wiarę ś. nakłady swemi podpierały. Bo Pryscilla cmyntarz na drodze Salariej bogato zbudowała, a Lucyna wszytkę majętność swoję Kościołowi oddała – rozkazał Marcellusowi Papieżowi, który im do tego powodem był, bogom ofiary czynić i biskupstwo złożyć. Czego gdy uczynić Papież ś. niechciał – potępił go do pospolitej stajniej – aby tam bestie opatrował. Gdzie w wielkim smrodzie i pracej dziewięć miesięcy przemieszkał – aż jego klerycy i księża nad nim się użaliwszy, stamtąd go wzięli, i w dom Lucyny gdzie się wszyscy na nabożeństwo schodzili, wprowadzili. 16O czym sprawiony Maksencjus, one bestie, osły, szkapy, i woły wprowadzić do Lucyny do onego w domu jej kościoła, i opatrować je Marcellemu Papieżowi rozkazał. Gdzie umorzony plugastwem onym, w Bogu zasnął. Bogu nawyższemu chwała na wieki. Amen.

   17[1.] Jeszcze te łaźnie – abo pałace Dioklecjana w Rzymie po wielkiej części stoją, i jest w nich klasztor Kartuzjanów, na które to ci męczennicy Chrystusowi robili – które się potym i krwią świętych Bożych oblały – około nich kilanaście abo kilkadziesiąt tysięcy Chrześcian, potępionych na gardło, robiło – a dorobiwszy, zapłatę, śmierć i okrutne męki tu na ziemi, ale w niebie wieczne odpoczynienie i sławę bez końca odnieśli. Nie dali się taką niewolą od Chrystusa odstraszyć – ale i bogaci Senatorowie Rzymscy, na wzór Mojzesza, woleli z niewolniki onemi robić, i miedzy ludem Bożym wzgardzonemi być, a niżli w państwie i rozkoszy doczesnej,18 z grzechem i utratą dóbr niewidomych, zostawać. 19Jako cię mam sławić święty i dziwnie od Boga uczczony Rzymie? Kto twoję dostojność i szczęście wyczytać może? W tobie i proch wszytek, po którym depcesz, krwią męczeńską polany jest. Jako przy głowie świata wszytkiego, i przy obecności Cesarzów nawięcej ludzi mieszkało – tak się też tam nawięcej Chrześcian najdowało, którzy się Papieżów świętych nauką i przykładem do męczeństwa posilali. A ci mili Papieżowie serca im nie psowali ale przed owcami swemi idąc, a wilkom się stawiąc, rozdzierać się zębami ich i mordować dawali, umierając za owce swoje – iż począwszy od ś. Piotra, aż do Sylwestra, miedzy trzydzieści i trzemi Papieżmi, okrom jednego abo dwu, żaden w swym łóżku nie umarł. 20Wielkie męstwo, gdy na ten cel, gdzie z działa biją, żołnierz na miejsce zabitego następuje. Wie iż pewnie zginąć ma – a przedsię na rozkazanie hetmańskie, aby się rząd nie targał, idzie. Takim się męstwem successja Kościoła Bożego zaleciła – i tak droga jest, iż strumieńmi krwie do nas płynęła – a żadnym tyraństwem rozerwać się nie mogła. Nie dziwuję się stolico ś. opoczystego Piotra, iż tak długo stoisz, boś na tak głębokich i drogich fundamentach osadzona jest.
   2. Tego się jeszcze zamilczeć nie godzi – iż tego ś. Papieża Marcella męczennika, najduje się list, do Antiocheńskiej prowincjej, w którym są te słowa: Jeśliże wasza stolica Antiocheńska, która niegdy była pierwsza, Rzymskiej ustąpiła – tedyć nie masz żadnej, któraby jej podlec nie miała. Do której wszyscy Biskupi jako do głowy, wedle Apostolskiego, i ich następników postanowienia, kiedy chcą i kiedy potrzeba, uciekać się i apellować mają – aby stąd mieli obronę, skąd też mają naukę i stawienie.21 I niżej: 22Ciż – za natchnieniem Pańskim, postanowili (to jest Apostołowie) aby żaden Synod nie był, okrom zezwolenia tej stolice – a żeby żaden Biskup nie był sądzon, jedno na porządnym Synodzie, mocą stolice Apostolskiej sprawować się i kończyć mają. Te są słowa tego świętego męczennika. Mówże tu potwarco heretyku, iż Papieżowie z hardości przełożeństwo sobie nad kościoły przypisali. Jakim wstydem temu świętemu męczennikowi, tę niezbożność i fałsz przyczytać możesz? Ten który prawdziwą czcią chociajże świecką, i żywotem i zdrowiem swoim dla Chrystusa wzgardził – tejby próżnej i fałszywej sławy, w stajni bestie oprawując, i ich się smrodem morząc, pragnąć, a taką rzecz nieprzystojną z grzechem braćby przedsię miał?

1  XVI. Ianuar. Stycznia. Mart. R. 16. Ianua.
Patrz jako było Bierzmowanie w zwyczaju, a sam je Biskup dawał.
W Córkę Cesarza Dioklecjana czart wstąpił.
Cyriak diako Rzymski cuda czynił.
W ciało swe wstąpić dozwalał czartowi Cyriakus.
Szatan Cyriakowi Persją groził.
Artemia córka Dioklecjana Cesarza i Serena żona jego, w Chrystusa uwierzyły.
Serena żona Dioklecjana, łaskę Chrześcianom u Cesarza jednała.
Cyriaka Cesarzowa do Persjej wyprawiła.
10  Cyriak z córki króla Perskiego szatana wyrzucił.
11  Jobia córka króla Perskiego uwierzyła w Chrystusa i z ojcem.
12  Brać pieniędzy Cyriak niechciał.
13  Cyriaka już starego męczeństwo.
14  Śmierć Cyriaka, Larga, i Smaragda, i inych męczenników.
15  Artemią siostrę swoję Cesarz dla Chrystusa zamordował.
16  Marcellus Papież bestie opatrując w męczeństwie skonał.
17  Obrok duchowny.
18  Hbr 11.
19  Sława miasta Rzymskiego.
20  Męstwo Papieżów, na miejsca zabitych następujących.
21  Concilio. Tom. 1.
22  Przełożeństwo Rzymskiego Kościoła.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski