Niebo, abyś je
pokazał, musi być rzeczywistością
rzeczywistą twojego
życia.
sobota, 13 października 2018
wtorek, 9 października 2018
(59) Żywoty Świętych: Maciej Apostoł
Żywot
Ś. Macieja Apostoła,
z
Pisma Ś. wybrany, Actor.
1. i
od innych dołożony.1
W
dobrym i mądrym porządku zostawił czeladkę swoję Król nasz,
daleko w widomej postawie, to jest na wysokie niebo i królestwo,
odjeżdżający Jezus Chrystus. Okrom wiernych słuchaczów swoich, w
osobnym ćwiczeniu swym miał przebranych uczniów swoich
siedmdziesiąt i dwu,2
jako w niższej szkole, i jako są dziś kapłani – a nad nimi na
wyższą dostojność obrał inych dwunaście, które nazwał
Apostoły, jako Biskupy. Nad któremi na nawyższej stolicy postawił
jednego Piotra, opokę, klucznika, i pasterza wszytkich owiec i
baranów swoich.3
Aby Kościół ś. jego był na wzór uszykowanego wojska,4
w którym są rotmistrze nad rotami, są mniejszy Hetmanowie nad
ufcami, a wszyscy jednego Hetmana nawyższego słuchają. Egzekucja,
i wykonanie rządu tego, wnet się zstała po wniebowstąpieniu i
odjachaniu na Królestwo niebieskie Jezusa Chrystusa Pana naszego. Bo
gdy się na tę wojnę duchowną z czartem, z światem, z ciałem, i
z ciemnościami Żydowskiej i Pogańskiej niewierności Apostołowie
gotowali, a świat Panu swemu Jezusowi pod moc i posłuszeństwo Jego
podbić mieli – Piotr ś. jako nawyższy hetman, obaczył iż im
wedle porządku Pańskiego, jednego Apostoła i starszego nad rotami
niedostawało. Po nieszczęśliwym zeszciu zdrajce onego Judasza,5
wakowała, dwunasta stolica Apostolska. Piotr tedy ś. czując się
być starszym nad oną czeladką Pańską pozostałą,6
i dozorcą rządu wszytkiego, i namiestnikiem Pana swojego –
widział tę potrzebę, iż dwanaście ma być Apostołów, aby się
postanowieniu Pańskiemu dosyć zstało, 7a
ta liczba upadkiem się Judaszowym nie targała, która figurowana
była i przeźrzana Duchem Ś. we dwunaście Patriarchach, aby tak
jako oni w tej liczbie byli ojcami Kościoła starego, w tejże
liczbie też ci zostawali ojcami i wodzami Kościoła nowego,
rodzajem już nie cielesnym ale duchownym, lepszym i doskonalszym,
jako lepszy i doskonalszy Kościół zaczynali. Toż się i w onych
dwunaście wolech miedzianych w kościele Salomonowym znaczyło,8
którzy na sobie miedziane morze abo wodę nosili, a trzej się
obracali na wschód słońca, trzej na zachód, trzej na południe, a
trzej na pułnocy, świat wszytek oznaczając, iż się przez te
dwanaście Apostołów, w jarzmie Chrystusowym wyćwiczonych, i w
roli Jego robiących, do Kościoła Chrystusowego przez Chrzest ś.
nawrócić miał. Toż potym i Jan ś. w Objawieniu widział miasto
na dwunastu drogich kamieniach osadzone i fundowane, mając bran
dwanaście.9
Chcąc tedy Piotr ś. liczbę tę napełnić, a na Judaszowe miejsce
inego posadzić, sam z urzędu swego braciej (których było sto i
dwadzieścia) opwiedział, iż tego potrzeba, aby na miejsce
Judaszowe jeden z uczniów Chrystusowych wstąpił, z tych którzy
byli w szkole i ćwiczeniu Jego, od początku i czasu, którego Jan
chrzcić począł.
10W
czym dał znać wiele potrzebnych i godnych uważaniu nauk. Naprzód,
iż Kościół Boży nie ma być, ani być nie może bez jednego,
któryby spraw i rządu wszytkiego dojźrzał, i wiedział czego
potrzeba, i czego nie dostaje do Chrystusowego postanowienia, i
pozyskowania dusz do jedności wiary ś. i zbawienia. 11K
temu
iż ten starszy moc mieć ma w Kościele od Pana swego, jako od
pryncypała, wziętą,
na stawienie urzędników Kościelnych. Gdy ten ś. Maciej od Piotra
ś. postanowiony, nie mniejszy był, a nie mniejszą moc miał jedno
jako Jędrzej, i Jan, i Jakub, i inni od Chrystusa samego obrani.
12Nad
to daje się znać po tym postępku Piotra ś. iż stan Apostolski w
Kościele Bożym nie ustaje, ale na miejsce jednego drugi wstępuje,
jako Pismo z Psalmu tamże Piotr ś. przywodzi,13
żeby biskupstwo odpadłego iny otrzymał, i na nie wstąpił. Co się
i w drugim Psalmie opisuje,14
gdzie mówi, iż w Kościele Bożym na miejsce ojców wstępują
synowie, i postanowisz je (Boże nasz) książętami nad wszystką
ziemią. 15Jeszcze
jest i przestroga w tem następowaniu jednego po drugim, iż miedzy
Apostołmi i źli być mogą, jaki był Judasz – ale złość
ludzka stolice i stanu nie traci ani maże, aby czci swej mieć nie
miał. Co gdy w Kościele Bożym widzim a ono źli siedzą na stolicy
Apostolskiej, gorszyć się nie mamy, ale nadzieję mieć, i prosić
Pana Boga mamy, aby po złym dał dobrego, a na miejsce utratnika,
dał dobrego duchownego gospodarza – jako tego zawżdy doświadczamy
w Kościele Bożym, iż chociaż który zły przełożony dla
grzechów naszych będzie, Pan Bóg nie zapomina domu swego, złego
odprawia, a na jego miejsce stawi i daje wiernego a mądrego sługę
czeladce swojej.
16Nakoniec
pokazuje się z tego postępku Piotra ś. iż na urzędy kościelne
dawani być nie mają nowacy, nieświadomi, i nieumiejętni w
rzeczach duchownych i kościelnych – ale ci którzy się w tym
ćwiczyli, i długo się w tej szkole prawa Bożego uczyli. Takim był
Maciej ś. stary uczeń Chrystusów, w pokusach próbowany, śmiercią
i krzyżem Pana swego doznany. Tego tedy i drugiego na imię Józefa
Barsabę, obrawszy Apostołowie i uczniowie ini, padli na modlitwę,
i prosili P. Boga, aby ze dwu jednego im naznaczył, któryby zasiadł
stolicę Judaszowę17
– i mówili: Ty Boże który znasz serca ludzkie, ukaż nam
któregoś obrał z tych dwu, aby wziął miejsce do posługi i
Apostolstwa, z którego wypadł Judasz idący na miejsce swoje.
Nauczeni od Mistrza swego Pana Jezusa, to wybieranie od modlitwy
poczęli. Bo i sam Pan nim ich samych obrał, całą noc się modlił
na górze18
– dając znać, z jaką pilnością P. Boga prosić potrzeba, aby
nam dał dobre przełożone, zwłaszcza duchowne – bo jako Prorok
mówi,19
gdy kapłani w sprawiedliwość i w cnoty wszelakie pobożności
ubrani są, weselą się święci wierni, i kwitną cnoty ich. Jako
gdzie zdrowy korzeń, drzewo kwitnie i rodzi – tak gdzie dobrzy
kapłani, lud zły być nie może – i gdy na ludzkie grzechy
wejźrzysz, domyślić się możesz (mówi jeden ś. Doktor)20
iż na kapłanach schodzi – jako gdy na drzewie rózgi są suche,
poznać może każdy, iż korzeń jego nie zdrowy jest. Po modlitwie
Apostołowie śś. puścili losy na onych dwu, i padł los na ś.
Macieja, i był policzony ku jedennaściom dwanasty – i ziściło
się Pismo:21
Puszczają się, prawi, losy na łono, ale P. Bóg je miarkuje. Acz
takie obieranie jako z osobliwości i z przywileju a obierania
Boskiego uczynione, brać się na przykład nie ma – gdyż inych,
wedle nas i czasów naszych, obyczajów do tego jest dosyć – i
zabronił Kościół takiego obierania przełożonych przez losy.22
I Hieronym ś. to gani, i inni. Bo nie ma się kusić P. Bóg, gdy
rozum inny obyczaj ukazuje. A ś. Dionizjus Areopagita namienia,23
iż tam losów miotania nie było, ale jakaś z nieba światłość
Macieja ś. ukazała. Z takiego się tedy obrania jasno pokazuje, iż
ś. Maciej nie tylo był starym uczniem P. Jezusowym, ale i cnót
wielkich Apostolskich pełen, którego tego tak wysokiego w Kościele
stanu dostojnym uczynili – na którym nie tylo Judaszowę onę
hańbę i sromotę świętemi swemi postępkami zgładził, ale inym
Apostołom (okrom Piotra w przełożeństwie) równy będąc, a
gorąco Chrystusa miłując, dla Niego robił, cierpiał, i świat do
wiary ś. pozyskował. 24A
gdy mu się do nauki i kazania ziemia Żydowska dostała (acz i
Macedonią pierwej zwiedził, i nauką swoją i cudami wielkimi
oświecił) wróciwszy się do Żydowskiej ziemie, wielki poczet
ludzi kazaniem i cudownemi dobrodziejstwy do Chrystusa przywiódł. O
co pojmany od Żydów, i na świadectwo dwu niezbożnych potępiony,
ukamionowany, i siekierą w głowę raniony, ducha Bogu oddał. Ciało
jego potym do Rzymu przeniesione jest, i odpoczywa w kościele Mariae
maioris,
na cześć Bogu w Trójcy jedynemu, którego sława słynie na wieki.
Amen.
1 XXIV. Febru. Lutego.
2 Łk 19; 10; 6, Mt 16.
3 J 1; 21.
4 Pnp 6. [Por. przekład Jakuba Wujka, Pnp 6,3: „wojska uszykowanie
porządnie”; i Hieronima (Vulgata), tamże: „castrorum acies
ordinata”. Przyp. J.Sz.]
5 Łk 6, Mt 10. [Por. Łk 6,16, Mt 10,4. Przyp. J.Sz.]
6 Łk 12. [Por. przekład Jakuba Wujka, Łk 12,42: „Który mniemasz
jest wierny a roztropny szafarz, którego Pan postanowił nad
czeladzią swoją”; i Hieronima (Vulgata), tamże: „Quis
putas est fidelis dispensator et prudens quem constituet dominus
super familiam suam”. Przyp. J.Sz.]
7 Liczba dwanasta jako
oznaczona.
8 1 Krl 7; 2 Krn 4.
9 Ap 12.
10 1. Starszego jednego potrzeba
w Kościele Bożym.
11 2.
Moc starszego
kościelnego wielka.
12 3. Stan Apostolski i stolice
nie ustają.
13 Ps 109(108). [U Skargi: „Psal.
106.”
Przyp. J.Sz.]
14 Ps 45(44).
15 4. Źli być na urzędach
Apostolskich mogą, a potym P. Bóg daje dobre.
16 5. Na urzędy kościelne nie dawać nowaków.
17 Dz 1.
18 Łk 6.
19 Ps 132(131).
20 Chrysost.
21 Prz 16.
22 Cap. Eccles. extra de sortilegio.
23 Dion. de Eccl. hier. cap. 5. par. 3.
24 Petrus de natalibus Epi. Equilien. cap. 149. lib. 3. de Sanctis
in Februario.
Źródło:
Ks.
Piotr Skarga, Żywoty
Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły
rok,
Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja
typu „B”: Jakub Szukalski
czwartek, 4 października 2018
Bliskość oddalona
Piękne
oddalenie
stykamy się
muśnięciami
wprost
dopasowani
ale
uciekasz
muśnięcia
przyciągnęły
okrutne zjawy
przeszłości
więc
zostaje sam
odepchnięty
Bóg
środa, 3 października 2018
Przyjacielowi
W mej
najciemniejszej nocy
byłeś tam
ze mną
przybity do
krzyża
towarzyszyłeś
cierpiącej
duszy
wtorek, 2 października 2018
(106) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Człowiek z uschłą ręką
9
Idąc
stamtąd, wszedł do ich synagogi. 10
A
[był tam] człowiek, który miał uschłą rękę. Zapytali Go, by
móc Go oskarżyć: «Czy
wolno uzdrawiać w szabat?»
11
Lecz
On im odpowiedział: «Kto
z was, jeśli ma jedną owcę, i ta mu wpadnie do dołu w szabat, nie
chwyci i nie wyciągnie jej? 12
O
ileż ważniejszy jest człowiek niż owca! Tak więc wolno jest w
szabat dobrze czynić».
13
Wtedy
rzekł do owego człowieka: «Wyciągnij
rękę!»
Wyciągnął, i stała się znów tak zdrowa jak druga. 14
Faryzeusze
zaś wyszli i odbyli naradę przeciw Niemu, w jaki sposób Go
zgładzić. (Mt 12,9-14)
1
Wszedł
znowu do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę.
2
A
śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. 3
On
zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: «Podnieś
się na środek!»
4
A
do nich powiedział: «Co
wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie
uratować czy zabić?»
Lecz oni milczeli. 5
Wtedy
spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu
zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: «Wyciągnij
rękę!»
Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. 6
A
faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali
przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić. (Mk 3,1-6)
6
W
inny szabat wszedł do synagogi i nauczał. A był tam człowiek,
który miał uschłą prawą rękę. 7
Uczeni
zaś w Piśmie i faryzeusze śledzili Go, czy w szabat uzdrawia, żeby
znaleźć powód do oskarżenia Go. 8
On
wszakże znał ich myśli i rzekł do człowieka, który miał uschłą
rękę: «Podnieś
się i stań na środku!»
Podniósł się i stanął. 9
Wtedy
Jezus rzekł do nich: «Pytam
was: Czy wolno w szabat czynić coś dobrego, czy coś złego, życie
ocalić czy zniszczyć?»
10
I
spojrzawszy dokoła po wszystkich, rzekł do niego: «Wyciągnij
rękę!»
Uczynił to, i jego ręka stała się znów zdrowa. 11
Oni
zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, jak mają
postąpić wobec Jezusa.
(Łk 6,6-11)
9
Καὶ
μεταβὰς ἐκεῖθεν ἦλθεν εἰς τὴν
συναγωγὴν αὐτῶν· 10
καὶ
ἰδοὺ ἄνθρωπος χεῖρα ἔχων ξηράν. καὶ
ἐπηρώτησαν αὐτὸν λέγοντες· εἰ ἔξεστιν
τοῖς σάββασιν θεραπεῦσαι; ἵνα
κατηγορήσωσιν αὐτοῦ. 11
ὁ
δὲ εἶπεν αὐτοῖς· τίς ἔσται ἐξ ὑμῶν
ἄνθρωπος ὃς ἕξει πρόβατον ἓν καὶ ἐὰν
ἐμπέσῃ τοῦτο τοῖς σάββασιν εἰς
βόθυνον, οὐχὶ κρατήσει αὐτὸ καὶ
ἐγερεῖ; 12
πόσῳ
οὖν διαφέρει ἄνθρωπος προβάτου. ὥστε
ἔξεστιν τοῖς σάββασιν καλῶς ποιεῖν.
13
τότε
λέγει τῷ ἀνθρώπῳ· ἔκτεινόν σου τὴν
χεῖρα. καὶ ἐξέτεινεν καὶ ἀπεκατεστάθη
ὑγιὴς ὡς ἡ ἄλλη. 14
Ἐξελθόντες
δὲ οἱ Φαρισαῖοι συμβούλιον ἔλαβον
κατ’ αὐτοῦ ὅπως αὐτὸν ἀπολέσωσιν.
(Mt 12,9-14)
1
Καὶ εἰσῆλθεν πάλιν εἰς τὴν
συναγωγήν. καὶ ἦν ἐκεῖ ἄνθρωπος
ἐξηραμμένην ἔχων τὴν χεῖρα. 2
καὶ παρετήρουν αὐτὸν εἰ τοῖς
σάββασιν θεραπεύσει αὐτόν, ἵνα
κατηγορήσωσιν αὐτοῦ. 3
καὶ λέγει τῷ ἀνθρώπῳ τῷ τὴν
ξηρὰν χεῖρα ἔχοντι· ἔγειρε εἰς τὸ
μέσον. 4
καὶ λέγει αὐτοῖς· ἔξεστιν
τοῖς σάββασιν ἀγαθὸν ποιῆσαι ἢ
κακοποιῆσαι, ψυχὴν σῶσαι ἢ ἀποκτεῖναι;
οἱ δὲ ἐσιώπων. 5
καὶ περιβλεψάμενος αὐτοὺς
μετ’ ὀργῆς, συλλυπούμενος ἐπὶ τῇ
πωρώσει τῆς καρδίας αὐτῶν λέγει τῷ
ἀνθρώπῳ· ἔκτεινον τὴν χεῖρα. καὶ
ἐξέτεινεν καὶ ἀπεκατεστάθη ἡ χεὶρ
αὐτοῦ. 6
Καὶ ἐξελθόντες οἱ Φαρισαῖοι
εὐθὺς μετὰ τῶν Ἡρῳδιανῶν συμβούλιον
ἐδίδουν κατ’ αὐτοῦ ὅπως αὐτὸν
ἀπολέσωσιν. (Mk 3,1-6)
6
Ἐγένετο δὲ ἐν ἑτέρῳ σαββάτῳ
εἰσελθεῖν αὐτὸν εἰς τὴν συναγωγὴν
καὶ διδάσκειν. καὶ ἦν ἄνθρωπος ἐκεῖ
καὶ ἡ χεὶρ αὐτοῦ ἡ δεξιὰ ἦν ξηρά. 7
παρετηροῦντο δὲ αὐτὸν οἱ
γραμματεῖς καὶ οἱ Φαρισαῖοι εἰ ἐν
τῷ σαββάτῳ θεραπεύει, ἵνα εὕρωσιν
κατηγορεῖν αὐτοῦ. 8
αὐτὸς δὲ ᾔδει τοὺς διαλογισμοὺς
αὐτῶν, εἶπεν δὲ τῷ ἀνδρὶ τῷ ξηρὰν
ἔχοντι τὴν χεῖρα· ἔγειρε καὶ στῆθι
εἰς τὸ μέσον· καὶ ἀναστὰς ἔστη. 9
εἶπεν δὲ ὁ Ἰησοῦς πρὸς αὐτούς·
ἐπερωτῶ ὑμᾶς εἰ ἔξεστιν τῷ σαββάτῳ
ἀγαθοποιῆσαι ἢ κακοποιῆσαι, ψυχὴν
σῶσαι ἢ ἀπολέσαι; 10
καὶ περιβλεψάμενος πάντας
αὐτοὺς εἶπεν αὐτῷ· ἔκτεινον τὴν
χεῖρά σου. ὁ δὲ ἐποίησεν καὶ
ἀπεκατεστάθη ἡ χεὶρ αὐτοῦ. 11
αὐτοὶ δὲ ἐπλήσθησαν ἀνοίας
καὶ διελάλουν πρὸς ἀλλήλους τί ἂν
ποιήσαιεν τῷ Ἰησοῦ. (Łk
6,6-11)
Jezus
wchodzi do synagogi w Kafarnaum, która powoli wypełnia się ludźmi.
To szabat. Jest wielkie zaskoczenie na Jego widok. Wszyscy wskazują
Go palcami, szepcząc. Ktoś ciągnie za szatę tego i tamtego
apostoła, żeby zapytać, kiedy wrócili. Nikt bowiem nie wiedział
o ich przybyciu.
«Właśnie
dopłynęliśmy z Betsaidy do „Studni przy figowcu”, aby nie
uczynić ani kroku więcej, niż to dozwolone, przyjacielu» –
odpowiada Piotr faryzeuszowi Uriaszowi.
Ten
zaś odchodzi, urażony, słysząc, że rybak nazywa go
„przyjacielem”. Zachowuje się lekceważąco, dołącza do swoich
w pierwszym rzędzie.
«Nie
rozdrażniaj ich, Szymonie!» – ostrzega Andrzej.
«Nie
rozdrażniać? Zapytał mnie, więc mu odpowiedziałem. Powiedziałem
też, że uniknęliśmy marszu dla uszanowania szabatu».
«Powiedzą,
że trudziliśmy się na łodzi...»
«Powiedzą
nawet, że zmęczyliśmy się oddychając! Głupiec! To łódź się
męczy, wiatr i woda, ale nie my, bo wchodzimy tylko do łodzi».
Andrzej
przyjmuje wymówkę i milknie. Po wstępnych modlitwach nadchodzi
chwila czytania fragmentu [Pisma Świętego] i wyjaśnienia.
Przewodniczący synagogi prosi Jezusa, żeby to uczynił. On jednak
wskazuje na faryzeuszy, mówiąc:
«Niech
oni to zrobią».
Ponieważ
jednak nie chcą tego uczynić, Jezus musi mówić. Czyta fragment z
pierwszej Księgi Samuela, w której jest mowa o zdradzie Dawida
przez Zifejczyków.254
Dali oni o nim znać Saulowi, znajdującemu się w Gibea.
Jezus
oddaje rulon i zaczyna mówić:
«Pogwałcenie
przykazania miłości, gościnności, szlachetności jest zawsze
złem. Tymczasem człowiek nie waha się robić tego z największą
obojętnością. Mamy tu opowiadanie o podwójnym pogwałceniu tego
[przykazania] i o karze, jaką Bóg wymierza.
Zachowanie
Zifejczyków było nikczemne. Zachowanie Saula – podobne. Oni –
podli w pragnieniu pozyskania silniejszego i wyciągnięcia z tego
korzyści; on – nikczemny w zamiarze pozbycia się namaszczonego
przez Pana. Egoizm ich połączył. Słysząc niegodziwą propozycję,
fałszywy i grzeszny król Izraela ośmiela się udzielić
odpowiedzi, w której wymienia Pana:
„Bądźcie
błogosławieni przez Pana”.255
Szyderstwo
względem Bożej sprawiedliwości! Zwykła drwina! Zbyt często
[wzywa się] Imienia Pana i Jego błogosławieństwa nad
niegodziwością człowieka. Szuka się Jego nagrody lub poręczenia.
Tymczasem powiedziano: „Nie będziesz wzywał imienia Boga
nadaremno”. A czy może być coś bardziej bezużytecznego –
gorzej jeszcze: coś bardziej złego – niż wzywanie Imienia
[Pana], aby dokonać zbrodni przeciw bliźniemu? A jednak jest to
grzech o wiele częstszy niż wiele innych. Jest popełniany z
obojętnością nawet przez tych, którzy są zawsze na pierwszych
[miejscach] w zgromadzeniach Pańskich, w czasie ceremonii i
nauczania. Zważcie, iż grzechem jest szukanie, zauważanie,
przygotowywanie wszystkiego, co może szkodzić bliźniemu. To także
grzech: kazać też innym szukać, zauważać, przygotowywać
wszystko, co może szkodzić bliźniemu. Kuszenie innych nagrodami
lub groźbą odwetu jest doprowadzaniem ich do grzechu. Uprzedzam
was, że to jest grzechem. Ostrzegam was, że podobne zachowanie to
egoizm i nienawiść. A wy wiecie, że nienawiść i egoizm są
nieprzyjaciółmi miłości. Pomagam wam to zauważyć, ponieważ
troszczę się o wasze dusze, ponieważ was kocham; ponieważ nie
chcę, żebyście grzeszyli; ponieważ nie chcę, żeby was Bóg
ukarał, jak stało się to z Saulem. Filistyni zniszczyli mu kraj,
kiedy podążał za Dawidem, aby go ująć i zabić. Zaprawdę tak
zawsze będzie z tym, kto szkodzi bliźniemu. Jego zwycięstwo potrwa
tyle, co trawa na łące. Szybko wzrośnie, lecz także wyschnie i
zostanie zgnieciona przez nogi obojętnych przechodniów. Tymczasem
dobre zachowanie, życie szlachetne – może trudne do zrodzenia i
ukształtowania – gdy już jest życiem normalnym, staje się
drzewem potężnym i ulistnionym tak, że nawet zawieruchy nie mogą
go wyrwać, a skwar – spalić. Zaprawdę, kto jest wierny Prawu –
ale rzeczywiście wierny – ten staje się drzewem potężnym,
którego namiętności nie zegną ani nie spali ogień szatana.
Skończyłem.
Jeśli ktoś chce coś dodać, niech to uczyni».
«Mamy
pytanie do Ciebie: czy to do nas, faryzeuszy, mówiłeś?»
«Czyżby
synagogę wypełniali [sami] faryzeusze? Jest was czterech. Tłum
liczy setki osób. Słowo jest dla wszystkich ludzi».
«Jednak
aluzja była jasna».
«Naprawdę
nigdy nie widziano, żeby ktoś wspomniany tylko w porównaniu sam
siebie oskarżał! A wy to właśnie czynicie. Dlaczego oskarżacie
siebie, skoro Ja was nie oskarżam? Być może wiecie, że działacie
tak, jak to powiedziałem? Ja tego nie wiem. Jeśli jednak tak jest,
nawróćcie się z tego. Człowiek bowiem jest słaby i może
grzeszyć. Jeśli jednak budzi się w nim szczera skrucha i
pragnienie, żeby więcej nie grzeszyć, Bóg przebacza. Z pewnością
trwanie w złu jest podwójnym grzechem i na takiego [człowieka]
przebaczenie nie zstępuje».
«W
nas nie ma tego grzechu».
«Zatem
nie przejmujcie się Moimi słowami».
Incydent
jest skończony i synagoga napełnia się śpiewem hymnów. Wydaje
się, że zgromadzenie rozejdzie się i nic więcej się nie wydarzy.
Jednak faryzeusz Joachim odkrywa w tłumie pewnego człowieka i
przywołuje go znakami oraz spojrzeniem, żeby przyszedł do
pierwszego rzędu. To mężczyzna mający około pięćdziesięciu
lat. Ma skurczoną rękę i jedną dłoń o wiele mniejszą niż
druga, bo zanikły mu mięśnie.
Jezus
widzi go oraz wszystko, co uknuto, żeby dostrzegł chorego. Ma na
twarzy wyraz wstrętu i współczucia. [Te odczucia] ujawniają się
[na Jego obliczu szybko] jak błyskawica, lecz bardzo wyraźnie. A
jednak nie unika ataku. Przeciwnie, stanowczo stawia czoła sytuacji.
«Przyjdź
tu na środek» – nakazuje mężczyźnie.
A
mając go przed Sobą, zwraca się do faryzeuszy słowami:
«Dlaczego
Mnie wystawiacie na próbę? Czyż nie skończyłem dopiero co mówić
o zasadzkach i nienawiści? Czy nie powiedzieliście mi przed chwilą:
„W nas nie ma tego grzechu”? Nie odpowiadacie? Odpowiedzcie
przynajmniej na to: Czy w dniu szabatu można czynić dobro czy zło?
Czy dozwolone jest ocalić życie lub je odebrać? Nie odpowiadacie?
To Ja odpowiem za was i w obecności całego ludu, który osądzi
lepiej niż wy, bo on jest prosty i pozbawiony nienawiści oraz
pychy. Nie wolno w szabat wykonywać pracy. Ale jak wolno się
modlić, tak samo wolno czynić dobrze. Dobro bowiem jest modlitwą
jeszcze większą niż hymny i psalmy, jakie odśpiewaliśmy. Jednak
ani w szabat, ani w innym dniu nie wolno czynić zła. A wy, wy je
uczyniliście, zabiegając o to, by mieć tutaj tego mężczyznę,
który nawet nie jest z Kafarnaum. Wezwaliście go więc przed dwoma
dniami wiedząc, że jestem w Betsaidzie, bo domyślaliście się, że
przybędę do Mojego miasta. Uczyniliście to, żeby spróbować Mnie
oskarżyć. I popełniacie w ten sposób grzech zabijania waszej
duszy, zamiast ocalenia jej. To, co Mnie dotyczy, wybaczam wam. Nie
zawiodę jednak wiary tego człowieka, którego sprowadziliście,
mówiąc, że go uzdrowię. Wy tymczasem chcieliście zastawić na
Mnie pułapkę. On nie jest winien, gdyż przyszedł bez innego
pragnienia niż to, by wyzdrowieć. I niech tak się stanie. Mężu,
wyciągnij rękę i odejdź w pokoju».
Mężczyzna
jest posłuszny. Jego ręka staje się zdrowa jak druga. Zaraz
posługuje się nią, żeby uchwycić brzeg płaszcza Jezusa i
pocałować go. Mówi: «Ty wiesz, że ja nie znałem ich prawdziwego
zamiaru. Gdybym o tym wiedział, nie przyszedłbym. Wolałbym
zachować moją rękę raczej obumarłą, niż posłużyć się nią
przeciw Tobie. Nie bierz mi tego za złe».
«Idź
w pokoju, człowieku. Ja znam prawdę i odnoszę się do ciebie tylko
z życzliwością».
Tłum
wychodzi, komentując [wydarzenie]. Na końcu wychodzi Jezus z
jedenastoma apostołami. (III
(cz. 3–4), 126: 26
sierpnia 1945. A, 6264-6269)
254 Zob. 1 Sm 23-26.
Gesù
entra nella sinagoga di Cafarnao che si affolla lentamente di fedeli
perché è sabato. Lo stupore di vederlo è molto grande. Tutti se lo
accennano bisbigliando, e qualcuno tira la veste a questo o
quell’apostolo per chiedere quando sono tornati in città, perché
nessuno sapeva che erano giunti.
«Siamo
sbarcati adesso al “pozzo del fico” venendo da Bestaida, per non
fare un passo fuori del prescritto, amico» risponde Pietro ad Uria
il fariseo, e questo, offeso al sentirsi chiamare amico da un
pescatore, se ne va sdegnoso a raggiungere i suoi, in prima fila.
«Non
li stuzzicare, Simone!» avverte Andrea.
«Stuzzicarli?
Mi ha interrogato e ho risposto dicendo anche che abbiamo evitato di
camminare per rispetto al sabato».
«Diranno
che abbiamo faticato con la barca…».
«Finiranno
col dire che abbiamo faticato respirando! Stolto! È la barca che
fatica, è il vento e l’onda, non noi andando in barca!».
Andrea
si prende il rabbuffo e tace.
Dopo
le preghiere preliminari, viene il momento della lettura di un brano
e spiegazione dello stesso. Il sinagogo chiede a Gesù di farlo, ma
Gesù accenna ai farisei dicendo: «Lo facciano loro». Ma, posto che
loro non lo vogliono fare, deve parlare Lui.
Gesù
legge il brano del primo libro dei Re dove è narrato come Davide,
tradito dagli Zifei, fu segnalato a Saul che era a Gabaa. Restituisce
il rotolo e inizia a parlare.
«Violare
il precetto della carità, dell’ospitalità, dell’onestà, è
sempre male. Ma l’uomo non si perita di farlo con la massima
indifferenza. Qui abbiamo un duplice episodio di questa violazione e
la conseguente punizione di Dio. La condotta degli Zifei era subdola.
Quella di Saul non lo era da meno. I primi, vili nell’intento di
ingraziarsi il più forte e averne utile. Il secondo, vile
nell’intento di levare di mezzo l’unto del Signore. L’egoismo
perciò li accomunava. E all’indegna proposta il falso e peccatore
re d’Israele osa dare una risposta in cui è nominato il Signore:
“Siate benedetti dal Signore”.
Irrisione
della giustizia di Dio! Abituale irrisione! Sulle malvagità
dell’uomo troppe volte si invoca a premio o a mallevadoria il Nome
del Signore e la sua benedizione. È detto: “Non nominare il Nome
di Dio invano”. E vi può essere cosa più vana, peggio, più
malvagia di quella di nominarlo per compiere un delitto contro il
prossimo? Eppure è peccato comune più di ogni altro, fatto con
indifferenza anche da quelli che sono sempre i primi nelle adunanze
del Signore, nelle cerimonie e nell’insegnamento. Ricordatevi che è
peccaminoso indagare, notare, preparare ogni cosa per nuocere al
prossimo. E pure peccaminoso è fare indagare, notare e preparare
ogni cosa, per nuocere al prossimo, da altri. È indurre gli altri al
peccato tentandoli con mercede o minacciandoli di rappresaglie.
Io
vi avverto che è peccato. Io vi avverto che è egoismo e odio una
simile condotta. E voi sapete che odio ed egoismo sono i nemici
dell’amore. Ve ne avverto perché mi preoccupo delle vostre anime.
Perché vi amo. Perché non vi voglio in peccato. Perché non vi
voglio puniti da Dio come avvenne a Saul che, mentre inseguiva Davide
per prenderlo e ucciderlo, ebbe il paese distrutto dai filistei. In
verità ciò avverrà sempre a chi nuoce al prossimo. La sua vittoria
durerà quanto l’erba sul prato. Presto sorgerà, ma presto
seccherà e sarà tritata dal piede indifferente del passante. Mentre
la buona condotta, la vita onesta, pare stenti a nascere ed
affermarsi. Ma formata che sia come abito di vita, diviene albero
potente e fronzuto che neppure il turbine divelle e la canicola non
brucia. In verità, chi è fedele alla Legge, ma realmente fedele,
diviene un albero potente che non è piegato dalle passioni, né arso
dal fuoco di Satana.
Ho
detto. Se qualcuno vuol dire di più, lo dica».
«Noi
ti chiediamo se hai parlato per noi, farisei».
«Di
farisei è forse piena la sinagoga? Voi siete quattro, la folla è di
cento e cento persone. La parola è per tutti».
«L’allusione
però era chiara».
«In
verità non si è mai visto che uno, solo indiziato da un parallelo,
si accusi da sé! E voi lo fate. Ma perché vi accusate se Io non vi
accuso? Sapete forse di agire come ho detto? Io non lo so. Ma se così
è, ravvedetevene. Perché l’uomo è debole e può peccare. Ma Dio
lo perdona se sorge in lui il pentimento sincero e la voglia di non
peccare più. Ma certo che persistere nel male è doppio peccato e su
di esso non scende il perdono».
«Noi
non abbiamo questo peccato».
«E
allora non vi affliggete per le mie parole».
L’incidente
è chiuso. E la sinagoga si empie del canto degli inni. Poi sembra
prossima a sciogliersi l’adunanza senz’altri incidenti.
Ma
il fariseo Gioachino scopre un uomo fra la fola e gli intima coi
cenni e lo sguardo di venire in prima fila. È un uomo sulla
cinquantina ed ha un braccio atrofizzato, reso, anche nella mano,
molto più piccolo dell’altro perché l’atrofia ha distrutto i
muscoli.
Gesù
lo vede. E vede tutto l’armeggio fatto per farglielo vedere. Ha una
mossa di disgusto e di compatimento sul viso, un lampo di
espressione, ma molto chiara. Pure non devia il colpo. Anzi, affronta
la situazione con fermezza.
«Vieni
qui, nel mezzo» ordina all’uomo. E quando lo ha davanti si volge
ai farisei dicendo: «Perché mi tentate? Non ho cessato ora di
parlare contro l’insidia e l’odio? E voi non avete or ora detto:
“Non abbiamo questo peccato”? Non rispondete? Rispondete almeno a
questo: È lecito fare del bene o del male in sabato? È lecito
salvare o togliere la vita? Non rispondete? Risponderò Io per voi e
al cospetto di tutto il popolo, che giudicherà meglio di voi perché
è semplice e senza odio e superbia. Non è lecito fare nessun lavoro
in sabato. Ma come è lecito pregare così è lecito fare del bene,
perché il bene è orazione più grande ancora degli inni e dei salmi
che abbiamo cantato. Mentre né in sabato né in altro giorno è
lecito fare del male. E voi lo avete fatto armeggiando per avere qui
quest’uomo, che non è neppure di Cafarnao e che avete fatto venire
da due giorni sapendo che Io ero a Betsaida e intuendo che sarei
venuto alla mia città. E lo avete fatto per vedere di trarmi in
accusa. E così commettete anche il peccato di uccidere la vostra
anima in luogo di salvarla. Ma per quanto sta a Me vi perdono e non
deluderò la fede di questo, al quale voi avete detto di venire
dicendo che lo avrei guarito, mentre lo volevate per farmi un
tranello. Egli è incolpevole perché vi è venuto senz’altra
intenzione che di guarire. E ciò sia. Uomo: stendi la tua mano e va’
in pace».
L’uomo
ubbidisce e la sua mano è sana, uguale all’altra. La usa subito
per prendere un lembo del mantello di Gesù per baciarlo dicendogli:
«Tu lo sai che io non sapevo la vera intenzione di costoro. L’avessi
saputa non sarei venuto, preferendo tenermi la mano secca al servire
contro di Te. Perciò non mi volere del male».
«Va’
in pace, uomo. Io so la verità e verso di te non ho che
benevolenza».
La
folla esce commentando e per ultimo esce Gesù con gli undici
apostoli. (4, 263)
Przekład
polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V,
Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski
TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)
Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28
Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)
Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001
Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28
Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)
Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001
sobota, 29 września 2018
środa, 26 września 2018
(58) Żywoty Świętych: Teofil Adański
Odwołanie
i pokuta Teofila Adańskiego, Kościelnego Ekonoma abo sprawcę,
pisany
od sługi jego Eutychiana, wyjęty z Metafrasta.1
Przed
tym mało niżli Persowie Rzymskie państwo wojowali, w Cylicjej
wtórej, w mieście Adanie, był jeden gospodarz kościelny, abo
Ekonom na imię Teofilus, dobrego żywota, i barzo pożyteczny
sprawca rzeczy kościelnych, który umiał dowcipem i pilnością,
która z miłości ku P. Bogu pochodziła, mądrze i spokojnie
wszytkiego dojźrzeć, stanowić, i sieroty a wdowy kościelne, i ine
ubogie, z wielką wszytkich ludzi dzięką opatrować. Biskup na nim
barzo przestawał, i z jego postępków pociechę miał. Przeto po
śmierci Biskupiej, wszyscy go jednym głosem, tak kapłaństwo, jako
i lud pospolity, za Biskupa obrali – i Arcybiskupowi ofiarowali.
Przyzwany od Arcybiskupa, na poświęcenie jachać niechciał, aż
prawie mocą przymuszony jachał. Przed którym upadł, i prosił,
aby go na ten urząd nie stawił – bo się niegodnym być czuł, a
o swoich grzechach wiedział. 2Namawiał
go długo Arcybiskup, ukazując mu godność jego i czystość – bo
go wszyscy mieli za człowieka barzo powściągliwego. Ale on żadną
miarą przestać na tym niechciał, mówiąc: Nie jestem godzien. I
musiał innego na ten urząd postawić, a jego na onymże urzędzie
opieki kościelnej zaniechał. On nowy biskup, słuchając niektórych
złych obmownych języków, które czart chcąc zamieszać, a
niepokoju nasiać, naprawował – Teofila z urzędu złożył, a
innemu kościelne gospodarstwo poruczył – barzo się na tym
oszukiwając, a nie bacząc jako był ten to stary kościołowi
pożyteczny. Ta rzecz barzo obruszyła Teofila – i myślił we dnie
i w nocy, jakoby się był swej onej zelżywości pomścił – a nie
najdując inej rady – 3uciekł
się do Czarnoksiężnika do Żyda. I w nocy do niego przyszedszy,
prosił go barzo o pomoc – oznajmując mu krzywdy i frasunek swój.
Żyd
on znając go człowieka w mieście zacnego – z chęcią mu obiecał
wszelaką pomoc. Bądź dobrej myśli, jutro (powiada) o tym czasie w
nocy, przydź do mnie, a ja ciebie memu panu stawię, od którego
pewien pociechy będziesz, jakiejci będzie potrzeba. Tak nędzny
uczynił Teofilus, przyszedł nazajutrz do tego Żyda – i
wyprowadził go o pułnocy na plac koński w mieście, i nauczył go:
4jeśli
jakie cudo ujźrzysz, abo strach na cię padnie, nie bój się, a nie
żegnaj się krzyżem – bo krzyż nic nie pomoże, jest tylo
śmiech, a oszukanie Chrześciańskie. Gdy to obiecał – wnet mu
ukazał dziwne widzenie, a ono
osób wiele idzie pięknie przybranych, i dworzan wiele wołających,
a weselących się, a w pojśrzodku ich siedzi książę ciemności,
to jest diabeł, z sługami swemi. Tedy Żyd wziąwszy za rękę
Teofila, prowadził go miedzy ony dworzany, aż do onego króla, to
jest starszego diabła – który rzecze do Żyda: Po co wiedziesz
tego człowieka do nas? Rzecze Żyd: Panie mój wiodę go do ciebie –
ma wielką krzywdę od biskupa, i prosi od ciebie pomocy. Rzecze
czart: a jako mu ja pomóc mam, a on służy Bogu swemu? Ale chceli
mi służyć, a między moje poczytany być, ja go tak wspomogę, iż
będzie więcej władnął niżli pierwej, i będzie wszytkim
rozkazował, więcej niżli sam biskup. Rzecze Żyd Teofilowi: a
słyszysz to co król mówi? Odpowie: słyszę, i wszytko uczynię co
mi każe. I wnet padł przed nim i całował nogi jego. Tedy rzecze
czart Żydowi: Niech się Teofilus zaprzy Syna którego zową Mariej,
i tej samej Matki Jego (bo się ja tymi brzydzę) a to zaprzenie
swoje, niechaj mi da na piśmie. 5A
Teofilus rzekł: wszytko uczynię co mi każesz, jedno niech to mam
czego pragnę. Skoro to nieprzyjaciel ludzki usłyszał – począł
obłapiać Teofila, i brodę jego głaskać, mówiąc: witaj mój
wierny sługo i przyjacielu. Tedy weń wstąpił czart, i począł
się przeć Chrystusa i Naświętszej Matki Jego Boga Rodzice – i
to wymówił, napisał, i swoją pieczęcią zapieczętował, i dał
panu swemu. I tak się rozeszli, Teofilus z onym Żydem, radując się
onej haniebnej zgubie swojej.
Nazajutrz
Biskup (jako mniemam) od Boga wzruszony – użalił się barzo, iż
kiedy Teofila z urzędu składał – i posławszy sobie poń, z
wielką go czcią przyjął i przeprosił. A potym zezwawszy kapłanów
i mieszczan, znowu mu gospodarstwo kościelne poruczył – dając mu
moc i władzą na wszytki dobra kościelne, i owszem czci mu dwojako
przymnożył. Gdy się święty biskup przed wszytkimi kajał i mówił
do Teofila: odpuść mi bracie, iżem tak przeciw tobie zgrzeszył, i
ciebiem człowieka świętego, i na to godnego złożył, a tegom
niegodnego i na ten urząd niesposobnego przełożył. I tak począł
Teofilus sprawować jako pierwej i nade wszytki się wynosić,
wszyscy się go bali i byli jemu posłuszni, i sam biskup barzo się
nań oglądał, i czcił go. Tedy on niewierny Żyd zdrajca tajemnie
w dom Teofilów przychodził mówiąc: Widzisz jakomci pomógł, i
pan mój jako cię wyniósł, a barzo prędko. A Teofilus mówił:
Tak jest, barzoć za to dziękuję. Lecz Stworzyciel i Pan Bóg nasz,
który utraty naszej nie pragnie, jedno czeka pokuty – wspomniał
na święty przeszły żywot jego, gdy służył Kościołowi, gdy
opatrował wdowy, gdy sierotom usługował, i ubogie hojnie karmił –
nie zarzucił im, ale mu dał upamiętanie, i Boskie w serce jego
nawiedzenie, ku prawemu powstaniu i nawróceniu. Bo pomniąc na to co
uczynił, a jako mu P. Bóg a nie czart, nagrodził onę zelżywość
jego dwojako – i by był poczekał trochę, a do diabła się nie
uciekał, toż go potkać miało – tedy się sam w sobie gryźć i
wielce smucien być począł.
6I
wnet się wdał w posty wielkie, w modlitwy i w płakanie, prosząc
łaski i miłosierdzia, aby była odpuszczona złość jego. I tak
często mówił: Ach mię nieszczęśliwego a nędznego człowieka –
gdzie pójdę, gdzie się obrócę, a kto się nademną zmiłuje?
Chrystusam się i Jego świętej Matki zaprzał – i jeszczem tę
złość moję swą ręką napisał, zstając się diabelskim
niewolnikiem. 7O
jakiegom Pana odstąpił, a jakiegom sobie obrał? I cóż mi była
za krzywda? Azaż mi tak źle było nie mając pracej i urzędu?
Wszakem z niego pożytku nie miał – jedno dla próżnej chwały, a
prze ludzkie mniemanie, zabiłem duszę moję? A com miał mieć za
sprawę z onym Żydem przeklętym, którego i Cesarz już karał o te
czarnoksięstwa? Bo i prawo świeckie tego niedopuści, i karze tych,
którzy opuściwszy P. Boga, do diabła się uciekają. Niestety
zginąłem, zbłądziłem – jako się stawię na sąd Boży? Co
rzekę? I cóżem uczynił? Boga Pana i Stworzyciela i Odkupiciela
mego odstąpiwszy – do czarta nieprzyjaciela Jego, który piekłem
i wiecznym potępieniem służbę płaci, zdrajcą Boga mego
zostawszy, przystałem. Niestety co mam czynić? I dał mu Pan Bóg
taką myśl z łaski swej, niechcąc aby zginął – wiem co
uczynię, rzecze: Aczkolwiekem się i Matki Chrystusowej zaprzał,
wszakże iż Ona jest obroną wszytkich grzesznych – będę Jej
prosił, aby się za mną do swego miłego Syna wstawiła, oznajmując
Jej jako mi tego wielce żal. Pójdę do Jej kościoła, a będę
pościł dni czterdzieści, aza jaką pociechę odniosę. I tak
uczynił. 8Szedł
do kościoła Panny czystej, prosił, wołał we dnie i w nocy,
poszcząc przez dni czterdzieści, ustawicznie łzy wylewając.
Tedy
dnia czterdziestego o pułnocy, ukazała mu się Matka Pana naszego,
mówiąc: Jako ja za cię wstawiać się mam, a tyś się Syna mego
zaprzał? Jać was grzesznych bronię, i wam gdy się nawracacie
pomagam – ale krzywda Syna mego boli mię też wielce, iż mi w tym
pomoc tobie dać trudno jest. 9A
on wielce już uweselony, rzecze: Obrono rodzaju ludzkiego, Pani moja
Bogarodzico, wiem iżem Cię i Boga mego Syna Twego szkaradnie
obraził, i żadnego miłosierdzia godzienem nie jest – ale mam
przed sobą wiele przykładów grzeszących, których Pan Bóg Syn
Twój pokutę przyjął, a onym, jako miłosierny, odpuścił złość
ich. Mam Niniwity, mam Raab nierządnicę, Dawida, Manasse, Piotra
Książę Apostolskie, pierwszego ucznia i podporę Kościoła, który
się Syna Twego nie raz, ale trzykroć zaprzał – mam Pawła
prześladownika kościelnego, który się zstał naczyniem wybranym –
mam Magdalenę, Zacheusza, Jawnogrzesznika, Koryntczyka, którego
Apostoł Paweł po grzechu przijmuje – mam Cypriana
czarnoksiężnika, który w czarnoksięstwie i białychgłów żywoty
rościnał, którego ś. Justyna pozyskała P. Bogu – który koroną
męczeńską uczczony jest. Jakoż ja w miłosierdziu Syna Twego, i w
Twojej wielkiej przyczynie rozpaczać mam? Gdy to rzekł, tedy mu
rzekła, Ta która jest nadzieją naszą i obroną naszą: wyznaj
człowiecze, iż ten któregom ja porodziła, jest Chrystus Syn Boga
żywego, który przijdzie sądzić żywych i martwych, a ja za cię
prosić będę, aby cię przyjął pokutującego. 10Tedy
on z wielkim wstydem i bojaźnią rzekł: wierzę i chwalę i wielbię
jednę personę Trójce
Ś. Pana naszego Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który od wieków z
Ojca niewymownie rodzony, czasów ostatnich zstąpił z nieba, Bóg
Słowo dla ludzkiego zbawienia, wcielony z Ducha Ś. – narodzony z
Ciebie Dziewice Mariej – i On jest prawy Bóg, i prawy człowiek,
który dla nas ucierpiał, na krzyżu ręce rozpiąwszy, zamordowany
dla grzechów naszych miedzy łotry, który przijdzie sądzić żywych
i martwych, i płacić będzie każdemu według uczynków jego.
Gdy
to tak wyznał, obiecała mu błogosławiona przeczysta Panna
przyczynę swoję do Syna swego namilszego – i z tym zniknęła. A
on tym więcej pościł się i modlił w onymże kościele, we dnie i
w nocy mówiąc: wiem błogosławiona Panno, iż od Ciebie nikt bez
pociechy nie odchodzi, Tyś sama jest obroną naszą u Syna Twego.
Niech jeszcze usłyszę pocieszne słowo Twoje – a on zapis który
mię barzo trapi, aby mi był wrócon. Bo bez niego nigdy dobrej
myśli nie będę mógł być. I po kilka dni takimże widzeniem
ujźrzy też błogosławioną Pannę, i usłyszy te słowa: 11Przyjęta
jest pokuta twoja, i płakanie twoje, bądźże już mocnym a
statecznym, a chowaj coś obiecał. A on wielce uradowany dziękował,
a o on zapis barzo prosił, jeszcze się karząc postem i modlitwami.
12Aż
trzeciego dnia przez sen ujźrzy, a ono mu kartę onę jego i zapis
niosą – i ocknąwszy się na piersiach swoich leżącą nalazł, z
tąż pieczęcią, jako był zapieczętował. Był barzo zdumiały,
od onej wielkiej radości, i stawy członków jego osłabione
zostały.
A
iż nazajutrz była niedziela, gdy wszytek lud Boży był w kościele,
po Ewangeliej szedł i padł u nóg biskupich, i powiedział mu
wszytkę onę historią, i podał mu on zapis zapieczętowany –
prosząc aby był na kazalnicy czytany przed wszytkimi. Tedy wszyscy
zrozumieli co się zstało – a biskup wołać pocznie i mówić:
wszyscy wierni chwalmy Pana i Boga naszego, tak łaskawego –
patrzcie na te takie cuda, nad rozum ludzki. 13Patrzcie
jako łaskawy wielce Pan Bóg, utraty grzeszących niechce –
patrzcie jako wiele mogą łzy i pokuta wiernego. A kto się nad
takimi cudy nie zdziwi? Czterdzieści dni pościł Mojżesz, i wziął
pismo Boże – ten czterdzieści dni pościł, wziął swoje pismo –
obaczcie co waży przyczyna tej wielkiej zastępnice naszej. Chwalmy
P. Boga który tak miłościwie grzeszące przijmuje, którzy Go
przez tę Niepokalaną Bogarodzicę proszą. 14Tać
jest jako most do Boga nadzieja rozpaczających, prawe wrota, do
których grzeszni kołacem, a otwarzają nam – Ona się modli za
nas, Temu którego porodziła, i odpuszczenie nam grzechów u Niego
jedna. O jako uwielbione sprawy Twoje Panie, nie wymówi język i
serce, a rozum nie obejmie. Teraz się słusznie mówić ma:
przynieście nakosztowniejszą szatę, a jego obleczcie – dajcież
mu pierścień, zabijcie tuczonego cielca, ofiarujcie go, a weseląc
się używajmy – bo ten brat nasz umarłym będąc, zmartwychwstał
– zgubionym będąc, szczęśliwie naleziony jest. Tedy Teofilowi
leżącemu wstać kazał biskup, i on zapis przeklęty spalili. A lud
płakał i wołał, Kyrie eleison. Milczenie potym uczyniwszy, służbę
Bożą kończyli. I rzekł Biskup: pokój wam – a potym mu dał
niepokalany a ożywiający Sakrament, i objaśniła się twarz
Teofila, co baczyli wszyscy, chwaląc Pana Boga z odmiany jego. A on
do kościoła onego czystej Panny bieżał, i trochę w nim
odpoczywając, zachorzał, na tym miejscu gdzie ono widzenie miał –
i potym trzy dni leżąc, rozprawiwszy chędogo dom swój, a bracią
pożegnawszy, świętą duszę Bogu oddał, Temu który się z
przeczystej Bogarodzice narodził, któremu cześć i chwała na
wieki wiekom. Amen.
15Czarnoksięstwo
szczere jest bałwochwalstwo. Bo tacy zmowę z czartem mając, w niej
Boga i wiary świętej zaprzeć się muszą – i nie pierwej ku
posłudze i pomocy swej czarta przywiodą, aż mu taką uczynią
jawną abo tajemną przysięgę. Masz podobną temu rzecz w żywocie
Bazyliusza świętego, pierwszego dnia Stycznia namienioną, i w
żywocie świętego Justyna i Cypriana czytać o tym możesz. O jako
człowiek dla małej odmiennej świetckiej rzeczy P. Boga
Stworzyciela swego odstępuje. Toż czynią owi co się do czarownic
i czarów o pomoc uciekają, abo wiadomości rzeczy przyszłych, i
przeszłych tajemnych (które P. Bóg sobie zostawuje) ludziom i
naukom ich omylnym przypisują. Bez pochyby takiego bałwochwalstwa,
do inego się boga obcego uciekając złym ludziom pomagają. Tęż
zmowę czyni czart z upadającym w śmiertelny grzech za trochę
pociechy świetckiej, P. Boga i łaski grzeszący odstępuje, a do
czarta przystaje.
2.
Przypatrz się jaka jest słabość ludzkiego statku w dobrym, jako
sobie dufać nie trzeba. Bo mały wiatr z tej czci świetckiej
próżnej człowieka obali. A z drugiej strony obacz, jaka jest moc
pokuty świętej, która rozpacz oddala, miłosierdzie otwarza,
związane wolne czyni, piekło i czarty rozbija, utraty nasze wraca,
niebo otwarza, i ku pomocy swej wszytkie niebieskie siły pobudza, i
Anioły uwesela.
3.
16O
przyczynie i wstawowaniu się za nas grzesznych Przeczystej Matki
Bożej, umiejmy wiele sobie obiecować – onać jest zastępnica
nasza Matka Miłosierdzia, i nadzieja w nawiętszych przygodach
dusznych i cielesnych do Syna swego namilszego. Wiemy iż Pan
Chrystus, jako mówi święty Paweł, jedyny jest pośrzednik nasz ku
zbawieniu i odkupieniu, i żadne inne takie pośrzednictwo być nie
może – lecz gdy się Święci, a zwłaszcza Przenaświętsza Matka
Jego, za nami nie indziej jedno do tegoż Chrystusa wstawiają, i
przez Jego mękę i zasługę proszą, nie tylo onemu jedynemu
pośrzednictwu Jego nie uwłóczą, ale je sławią i wynoszą, do
niegoż się uciekając, i przez nie prosząc. Jako Paweł święty
za swoje Pana Boga prosząc, Chrystusowemu pośrzednictwu krzywdy nie
czynił – także i inni którzy się za bracią swoją modlą.
1 XXIII. Febru. Lutego.
2 Z Biskupstwa się wymawia.
3 Uciekł się do
Czarnoksiężnika Teofilus.
4 Krzyża się czarci boją.
5 Przed czartem Boga się
zaprzał Teofilus i Matki Jego.
6 Pokajanie Teofila.
7 Narzekanie Teofila w pokucie.
8 Do Matki Bożej uciekł się
Teofilus.
9 Przykłady upadających a
pokutujących.
10 Wyznanie Teofila w pokucie.
11 Przyjęcie pokuty grzesznego.
12 Wrócon mu zapis, który był
czartu na się dał.
13 Miłosierdzie Boskie wielkie sławi się.
14 Przyczyna Panny Przeczystej jako ważna.
15 Obrok duchowny.
16 Przyczyna Matki Bożej.
Ks.
Piotr Skarga, Żywoty
Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły
rok,
Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja
typu „B”: Jakub Szukalski
Subskrybuj:
Posty (Atom)
