piątek, 4 sierpnia 2017

Wymowna niewymowność

I siedzenie,
i milczenie,
i nic nierobienie
bywa poruszającym czynem
mocniejszym niż tysiące
pielgrzymek, przemówień i wyczynów,
kiedy staje się wymownym znakiem
ukazującym znaczenie
zbawienia.

środa, 2 sierpnia 2017

Różność mądrości od głupoty

Głupiego poznasz po tym,
że często jest mądry
we własnym mniemaniu.

Mądrego zaś po tym,
że rzadko ma siebie
za kogoś mądrego.

Biada tym, którzy się uważają za mądrych
i są sprytni we własnym mniemaniu!” (Iz 5,21)

wtorek, 1 sierpnia 2017

(69) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Bez zmartwień

   25 Dlatego powiadam wam: Nie martwcie się o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? 26 Przypatrzcie się ptakom podniebnym: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? 27 Kto z was, martwiąc się, może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? 28 A o odzienie czemu się martwicie? Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną: nie pracują ani przędą. 29 A powiadam wam: nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. 30 Jeśli więc ziele polne, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, ludzie małej wiary? 31 Nie martwcie się zatem i nie mówcie: co będziemy jedli? co będziemy pili? czym będziemy się przyodziewali? 32 Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. 33 Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. 34 Nie martwcie się więc o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie martwić się będzie. Dosyć ma dzień [każdy] swojej biedy. (Mt 6,25-34)

   22 Potem rzekł do swoich uczniów: Dlatego powiadam wam: Nie martwcie się o życie, co będziecie jeść, ani też o ciało, w co macie się przyodziać. 23 Życie bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie. 24 Przypatrzcie się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichlerzy, a Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki! 25 Któż z was, martwiąc się, może dołożyć choćby jedną chwilę do wieku swego życia? 26 Jeśli więc nawet drobnej rzeczy uczynić nie możecie, to czemu martwicie się o inne? 27 Przypatrzcie się liliom, jak rosną: nie pracują i nie przędą. A powiadam wam: Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. 28 Jeśli więc ziele, które dziś jest na polu, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to o ileż bardziej was, ludzie małej wiary! 29 I wy nie pytajcie, co będziecie jedli i co pili, i nie bądźcie o to zatroskani. 30 O to wszystko bowiem zabiegają narody świata, a Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. 31 Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane. (Łk 12,22-31)

   25 Διὰ τοῦτο λέγω ὑμῖν· μὴ μεριμνᾶτε τῇ ψυχῇ ὑμῶν τί φάγητε [ἢ τί πίητε], μηδὲ τῷ σώματι ὑμῶν τί ἐνδύσησθε. οὐχὶ ἡ ψυχὴ πλεῖόν ἐστιν τῆς τροφῆς καὶ τὸ σῶμα τοῦ ἐνδύματος; 26 ἐμβλέψατε εἰς τὰ πετεινὰ τοῦ οὐρανοῦ ὅτι οὐ σπείρουσιν οὐδὲ θερίζουσιν οὐδὲ συνάγουσιν εἰς ἀποθήκας, καὶ ὁ πατὴρ ὑμῶν ὁ οὐράνιος τρέφει αὐτά· οὐχ ὑμεῖς μᾶλλον διαφέρετε αὐτῶν; 27 τίς δὲ ἐξ ὑμῶν μεριμνῶν δύναται προσθεῖναι ἐπὶ τὴν ἡλικίαν αὐτοῦ πῆχυν ἕνα; 28 Καὶ περὶ ἐνδύματος τί μεριμνᾶτε; καταμάθετε τὰ κρίνα τοῦ ἀγροῦ πῶς αὐξάνουσιν· οὐ κοπιῶσιν οὐδὲ νήθουσιν· 29 λέγω δὲ ὑμῖν ὅτι οὐδὲ Σολομὼν ἐν πάσῃ τῇ δόξῃ αὐτοῦ περιεβάλετο ὡς ἓν τούτων. 30 εἰ δὲ τὸν χόρτον τοῦ ἀγροῦ σήμερον ὄντα καὶ αὔριον εἰς κλίβανον βαλλόμενον ὁ θεὸς οὕτως ἀμφιέννυσιν, οὐ πολλῷ μᾶλλον ὑμᾶς, ὀλιγόπιστοι; 31 Μὴ οὖν μεριμνήσητε λέγοντες· τί φάγωμεν; ἤ· τί πίωμεν; ἤ· τί περιβαλώμεθα; 32 πάντα γὰρ ταῦτα τὰ ἔθνη ἐπιζητοῦσιν· οἶδεν γὰρ ὁ πατὴρ ὑμῶν ὁ οὐράνιος ὅτι χρῄζετε τούτων ἁπάντων. 33 ζητεῖτε δὲ πρῶτον τὴν βασιλείαν [τοῦ θεοῦ] καὶ τὴν δικαιοσύνην αὐτοῦ, καὶ ταῦτα πάντα προστεθήσεται ὑμῖν. 34 Μὴ οὖν μεριμνήσητε εἰς τὴν αὔριον, ἡ γὰρ αὔριον μεριμνήσει ἑαυτῆς· ἀρκετὸν τῇ ἡμέρᾳ ἡ κακία αὐτῆς. (Mt 6,25-34)

   22 Εἶπεν δὲ πρὸς τοὺς μαθητὰς [αὐτοῦ]· διὰ τοῦτο λέγω ὑμῖν· μὴ μεριμνᾶτε τῇ ψυχῇ τί φάγητε, μηδὲ τῷ σώματι τί ἐνδύσησθε. 23 ἡ γὰρ ψυχὴ πλεῖόν ἐστιν τῆς τροφῆς καὶ τὸ σῶμα τοῦ ἐνδύματος. 24 κατανοήσατε τοὺς κόρακας ὅτι οὐ σπείρουσιν οὐδὲ θερίζουσιν, οἷς οὐκ ἔστιν ταμεῖον οὐδὲ ἀποθήκη, καὶ ὁ θεὸς τρέφει αὐτούς· πόσῳ μᾶλλον ὑμεῖς διαφέρετε τῶν πετεινῶν. 25 τίς δὲ ἐξ ὑμῶν μεριμνῶν δύναται ἐπὶ τὴν ἡλικίαν αὐτοῦ προσθεῖναι πῆχυν; 26 εἰ οὖν οὐδὲ ἐλάχιστον δύνασθε, τί περὶ τῶν λοιπῶν μεριμνᾶτε; 27 κατανοήσατε τὰ κρίνα πῶς αὐξάνει· οὐ κοπιᾷ οὐδὲ νήθει· λέγω δὲ ὑμῖν, οὐδὲ Σολομὼν ἐν πάσῃ τῇ δόξῃ αὐτοῦ περιεβάλετο ὡς ἓν τούτων. 28 εἰ δὲ ἐν ἀγρῷ τὸν χόρτον ὄντα σήμερον καὶ αὔριον εἰς κλίβανον βαλλόμενον ὁ θεὸς οὕτως ἀμφιέζει, πόσῳ μᾶλλον ὑμᾶς, ὀλιγόπιστοι. 29 καὶ ὑμεῖς μὴ ζητεῖτε τί φάγητε καὶ τί πίητε καὶ μὴ μετεωρίζεσθε· 30 ταῦτα γὰρ πάντα τὰ ἔθνη τοῦ κόσμου ἐπιζητοῦσιν, ὑμῶν δὲ ὁ πατὴρ οἶδεν ὅτι χρῄζετε τούτων. 31 πλὴν ζητεῖτε τὴν βασιλείαν αὐτοῦ, καὶ ταῦτα προστεθήσεται ὑμῖν. (Łk 12,22-31)

   Powiedziałem wam, że Bóg wam wynagrodzi, nawet jeśli Go nie prosicie o zapłatę za spełnione przez was dobro. Wy jednak nie czyńcie dobra, aby otrzymać nagrodę, aby zabezpieczyć się na dzień jutrzejszy. Nie czyńcie dobra odmierzając je, ograniczając przez lęk: „Czy potem zostanie jeszcze coś dla mnie? A jeśli mi zabraknie, kto przyjdzie mi z pomocą? Czy znajdę kogoś, kto uczyni dla mnie to, co ja zrobiłem? A kiedy nie będę już mógł nic dawać, czy będzie mnie jeszcze ktoś kochać?”
   Popatrzcie, mam potężnych przyjaciół pośród bogatych i przyjaciół pośród biedaków. I zaprawdę powiadam wam: to nie przyjaciele potężni są najbardziej kochani. Idę do nich nie dlatego, że szukam Siebie lub własnych spraw, lecz dlatego, że od nich mogę otrzymać wiele dla tego, kto nie ma nic. Jestem ubogi. Nic nie posiadam. Chciałbym mieć wszystkie skarby świata i zamienić je na chleb dla głodnych, na domy dla nie mających dachu nad głową, na ubrania dla nagich, na lekarstwa dla chorych. Powiecie: „Możesz uzdrawiać”. Tak. Potrafię to i inne rzeczy. Jednak ludzie nie zawsze mają wiarę. Ja zaś nie mogę zrobić tego, co mógłbym i co chciałbym uczynić, gdybym znalazł wiarę we Mnie w ich sercach. Chciałbym wyświadczyć dobro nawet tym, którzy nie wierzą we Mnie i nie proszą Syna Człowieczego o cud. Pragnąłbym wesprzeć jednego po drugim, jednak nic nie posiadam. Dlatego właśnie wyciągam rękę do tych, którzy posiadają, i proszę ich: „Bądź dla Mnie miłosierny, w imię Boga”. Oto dlaczego mam przyjaciół także w wyższych sferach. Jutro, kiedy Mnie już nie będzie na ziemi, nadal będą ubodzy. Mnie już tu nie będzie, ani by uczynić cud dla tych, którzy już mają wiarę, ani by dać jałmużnę w celu doprowadzenia do wiary. [Pozostaną] jednak Moi bogaci przyjaciele, którzy przez obcowanie ze Mną nauczyli się, jak czynić dobro. Będą też i Moi apostołowie, którzy – także dzięki przebywaniu ze Mną – nauczyli się rozdzielać jałmużnę z miłości do braci. Tak więc biedni zawsze znajdą pomoc.
   Wczoraj otrzymałem od kogoś, kto nie posiada nic, więcej niż dali Mi wszyscy, którzy mają dużo. To przyjaciel tak samo ubogi jak Ja. Jednak dał Mi rzecz, której nie można kupić za pieniądze, i uczynił Mnie szczęśliwym. Przeniósł Mnie bowiem w pogodne godziny Mojego dzieciństwa i młodości, kiedy każdego wieczoru kładł Mi na głowie ręce Sprawiedliwy i szedłem na spoczynek z Jego błogosławieństwem strzegącym Mojego snu. Wczoraj ten ubogi przyjaciel uczynił Mnie królem przez swe błogosławieństwo. Widzicie, że tego, co on Mi dał, nigdy nie udzielił Mi żaden z Moich bogatych przyjaciół. Nie lękajcie się więc. Nawet jeśli nie macie z czego dawać jałmużny, wystarczy, że będziecie mieć miłość i świętość. Będziecie mogli czynić dobro temu, kto jest biedny, wyczerpany lub strapiony. To dlatego mówię wam: Nie obawiajcie się i nie martwcie zbytnio, że niewiele posiadacie. Zawsze będziecie mieć to, co konieczne. Nie zajmujcie się zanadto myśleniem o przyszłości. Nikt nie wie, jaką ona dla niego będzie. Nie zastanawiajcie się nad tym, co będziecie jedli, aby utrzymać się przy życiu, ani czym się będziecie okrywać, aby zapewnić ciepło waszemu ciału. Życie waszego ducha jest o wiele cenniejsze niż wasz żołądek i członki. Jest ono warte więcej niż pożywienie i odzienie, podobnie jak życie materialne więcej znaczy niż pokarm, a ciało – więcej niż odzienie. Wasz Ojciec wie o tym. Pamiętajcie więc o tym i wy. Popatrzcie na ptaki: one nie sieją i nie zbierają, nie przechowują w spichlerzach, a jednak nie umierają z głodu, bo Ojciec Niebieski karmi je. Wy – ludzie, stworzenia szczególnie umiłowane przez Ojca – jesteście warci więcej niż ptaki.
   Kto z was, przy całej swej wiedzy, potrafi dodać do swego wzrostu choćby jeden łokieć? Skoro nie udaje wam się powiększyć waszego wzrostu nawet o piędź, jakże możecie myśleć o zmianie waszych warunków w przyszłości, powiększając bogactwa dla zapewnienia sobie długiej i szczęśliwej starości? Czy możecie powiedzieć śmierci: „Przyjdziesz mnie zabrać, kiedy ja zechcę”? Nie możecie. Dlaczego więc zabiegacie o dzień jutrzejszy? Po co tak się obawiacie i troszczycie, by nie zostać bez odzienia? Popatrzcie, jak rosną lilie na polach: nie pracują w znoju, nie tkają, nie chodzą kupować sukna do sprzedawców. A jednak zapewniam was, że nawet Salomon przy całej swej chwale nigdy nie był odziany jak jedna z nich. Jeśli więc Bóg tak przyodziewa trawę na polu – która dziś żyje, a jutro posłuży do rozgrzania pieca lub do nakarmienia stada, i która staje się w końcu popiołem lub nawozem – to o wiele bardziej zatroszczy się o was, Swoje dzieci.
   Nie bądźcie ludźmi małej wiary. Nie niepokójcie się o niepewne jutro, mówiąc: „Co będę jadł, kiedy będę stary? Co będę pił? Czym się odzieję?” Pozostawcie te troski poganom, którzy nie posiadają uskrzydlającej pewności Boskiego Ojcostwa. Wy ją macie i wiecie, że wasz Ojciec zna wasze potrzeby i że was kocha. Zaufajcie Mu. Szukajcie najpierw rzeczy naprawdę koniecznych: wiary, dobroci, miłości, pokory, miłosierdzia, czystości, sprawiedliwości, łagodności, trzech cnót [teologalnych], czterech kardynalnych i wszystkich, wszystkich innych – tak, by być przyjacielem Boga i mieć prawo do Jego Królestwa. Zapewniam was, że cała reszta będzie wam dodana, nawet bez waszej prośby. Nie ma bogatszego, bardziej bogatego niż święty i bardziej zabezpieczonego niż on. Bóg jest ze świętym. Święty jest z Bogiem. On nie prosi o nic dla swego ciała, a Bóg daje mu to, co konieczne. On jednak trudzi się dla swego ducha, któremu Bóg sam się udziela na ziemi, a po życiu daje Raj.
   Nie troszczcie się więc o to, co nie zasługuje na waszą troskę. Smućcie się tym, że nie jesteście doskonali, a nie tym, że nie macie dóbr ziemskich. Nie zadręczajcie się o jutro. Jutro samo zadba o siebie, a wy pomyślicie o nim, kiedy będziecie je przeżywać. Po co troszczyć się o nie dzisiaj? Czyż życie nie jest już wystarczająco pełne straszliwych wspomnień z przeszłości i dręczących myśli związanych z dniem dzisiejszym, aby nie trzeba było do nich dodawać jeszcze koszmarów: „co będzie” jutro? Pozostawcie każdemu dniowi swe troski! Nawet bez dorzucania trosk przyszłych do obecnych i tak będzie ich w życiu więcej, niż byśmy ich chcieli! Wypowiadajcie zawsze wielkie słowo Boga: „dzisiaj”. Bądźcie Jego dziećmi, stworzonymi na Jego podobieństwo. Powiedzcie więc z Nim: „dziś”.
   To dzisiaj daję wam Moje błogosławieństwo. Niech wam ono towarzyszy aż do początku nowego dziś: jutra, to znaczy [do chwili], gdy udzielę wam na nowo pokoju w Imię Boga. (III (cz. 1-2), 33: 27 maja 1945. A, 5171-5184)

   Vi dicevo che Dio vi darà ricompensa anche se voi non gli chiedete premio per il bene fatto. Ma voi non fate il bene per avere ricompensa, per avere una mallevadoria per il domani. Non fate il bene misurato e trattenuto dalla tema: "E poi, per me, ne avrò ancora? E se non avrò più nulla chi mi aiuterà? Troverò chi mi fa ciò che ho fatto? E quando non potrò più dare, sarò ancora amato? ". Guardate: Io ho amici potenti fra i ricchi e amici fra i miseri della terra. E in verità vi dico che non sono gli amici potenti i più amati. Vado da quelli non per amore di Me e per mio utile. Ma perché da essi posso avere molto per chi non ha nulla. Io sono povero. Non ho nulla. Vorrei avere tutti i tesori del mondo e mutarli in pane per chi ha fame, in tetto per chi è senza tetto, in vesti per chi è ignudo, in medicine per chi è malato. Voi direte: "Tu puoi guarire". Sì. Questo ed altro posso. Ma non sempre è la fede negli altri, ed Io non posso fare ciò che farei e che vorrei fare se trovassi della fede nei cuori per Me. Io vorrei beneficare anche questi che non hanno fede. E posto che non chiedono il miracolo al Figlio dell'uomo vorrei, da uomo ad uomo, dar loro soccorso. Ma non ho nulla. Per questo Io tendo la mano a chi ha e chiedo: "Fammi la carità, in nome di Dio". Ecco perché Io ho amicizie in alto. Domani, quando Io non sarò più sulla terra, ancora vi saranno i poveri, ed Io non ci sarò né a compiere miracolo per chi ha fede, né a fare elemosina per portare alla fede. Ma allora i miei amici ricchi avranno imparato, al mio contatto, come si fa a beneficare, e i miei apostoli avranno, pure dal mio contatto, imparato a elemosinare per amore dei fratelli. E i poveri avranno sempre un soccorso. Ebbene, ieri Io, da uno che non ha nulla, ho avuto più di quanto mi hanno dato tutti coloro che hanno. E un amico povero quanto Me. Ma mi ha dato una cosa che non si compera con nessuna moneta e che mi ha fatto felice, riportandomi tante ore serene della mia fanciullezza e giovinezza, quando ogni sera sul mio capo si imponevano le mani del Giusto ed Io andavo al riposo con la sua benedizione per custode del mio sonno. Ieri questo mio amico povero mi ha fatto re con la sua benedizione. Vedete che ciò che lui mi ha dato nessuno dei miei amici ricchi me l'ha mai dato. Perciò non temete. Anche se non avrete più potenza di denaro, solo che abbiate amore e santità, potrete beneficare chi è povero, stanco o afflitto. E perciò vi dico: non siate troppo solleciti per tema di avere poco. Avrete sempre il necessario. Non siate troppo preoccupati pensando al futuro. Nessuno sa quanto futuro ha ancora davanti. Non siate in pensiero per quello che mangerete per sostenervi nella vita, né di che vi vestirete per tenere caldo il vostro corpo. La vita del vostro spirito è ben più preziosa del ventre e delle membra, vale molto più del cibo e del vestito, così come la vita materiale è più del cibo e il corpo più della veste. E il Padre vostro lo sa. Sappiatelo dunque anche voi. Guardate gli uccelli dell'aria: non seminano, non mietono, non raccolgono in granai, eppure non muoiono di fame perché il Padre celeste li nutre. Voi uomini, creature predilette del Padre, valete molto più di loro. Chi di voi, con tutto il suo ingegno, può aggiungere alla sua statura un sol cubito? Se non riuscite ad alzare la vostra statura neppure di un palmo, come potete pensare di mutare le vostre condizioni future, aumentando le vostre ricchezze per garantirvi una lunga e prospera vecchiaia? Potete dire alla morte: "Tu mi verrai a prendere quando io vorrò"? Non potete. A che, allora, preoccuparvi del domani? E perché avere tanta pena per tema dì rimanere senza vesti? Guardate come crescono i gigli del campo: non faticano, non filano, non vanno dai venditori di panni a fare acquisti. Eppure vi assicuro che nemmeno Salomone con tutta la sua gloria fu mai vestito come uno di loro. Ora se Dio riveste così l'erba del campo, che oggi è e domani serve a scaldare il forno o a pasturare il gregge e finisce in cenere o in sterco, quanto più provvederà voi, figli suoi. Non siate gente di poca fede. Non vi angosciate per un futuro incerto, dicendo: "Quando sarò vecchio come mangerò? Che berrò? Come mi vestirò?". Queste preoccupazioni lasciatele ai gentili che non hanno l'alata certezza della paternità divina. Voi l'avete e sapete che il Padre sa i vostri bisogni e che vi ama. Fidate dunque in Lui. Cercate prima le cose veramente necessarie: la fede, la bontà, la carità, l'umiltà, la misericordia, la purezza, la giustizia, la mansuetudine, le tre e le quattro virtù principali, e tutte, tutte le altre ancora, dì modo da essere amici di Dio e di avere diritto al suo Regno. E vi assicuro che tutto il resto vi sarà dato per giunta senza che neppure lo chiedìate. Non vi è ricco più ricco del santo, e sicuro più sicuro di esso. Dio è col santo. Il santo è con Dio. Per il suo corpo non chiede, e Dio lo provvede del necessario. Ma lavora per il suo spirito, ed a questo Dio dà Se stesso, qui, e il Paradiso oltre la vita. Non mettetevi dunque in pena per ciò che non merita la vostra pena. Affliggetevi di essere imperfetti, non di essere scarsi di beni terreni. Non crucciatevi per il domani. Il domani penserà a se stesso, e voi ad esso penserete quando lo vivrete. Perché pensarvi da oggi? Non è già abbastanza piena dei ricordi penosi di ieri, e dei pensieri crucciosi di oggi, la vita, per sentire bisogno di mettervi anche gli incubi dei "che sarà?" del domani? Lasciate ad ogni giorno il suo affanno! Ve ne saranno sempre più di quante ne vorremmo di pene nella vita, senza aggiungere pene presenti a pene future! Dite sempre la grande parola di Dio: "Oggi". Siete suoi figli, creati secondo la sua somiglianza. Dite dunque con Lui: "Oggi". E oggi Io vi do la mia benedizione. Vi accompagni fino all'inizio del nuovo oggi, di domani, ossia di quando vi darò nuovamente la pace in nome di Dio. (3, 173)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

poniedziałek, 31 lipca 2017

Obstawanie przy Poemacie

Jeśli ktoś by mnie zapytał, dlaczego tak mocno stoję przy Poemacie Boga-Człowieka, powiedziałbym, że taka jest moc smaku Ciała i Krwi Chrystusa.

sobota, 29 lipca 2017

Piosenka bez słów

Jest tak wiele piosenek, które chciałbym zaśpiewać,
ale żadna nie dorównuje stanowi, w którym jestem.
A więc milczę
i śpiewam tę wieczną piosenkę, co nie ma słów.
 

Zapis wcześniejszy w języku angielskim:
 
Song with no Words
 
There are so many songs I want to sing,
but none of them matches the state I am in.
So I keep silence
and sing this everlasting song which has no words.

piątek, 28 lipca 2017

(20) Żywoty Świętych: Antoni Wielki

Żywot ś. Antoniego pustelnika,
wypisany przez ś. Atanazego wielkiego.
Żył około roku Pańskiego, 324.1

   Antoni Egiptczjanin, wychowany u zacnych rodziców w pobożnym i Chrześciańskim ćwiczeniu, z dzieciństwa wysokich cnót nasienia po sobie pokazował. A będąc osierocony śmiercią rodziców swoich, wespółek z siostrą maluczką, ledwie pułroka gospodarstwa pilnując, wspomniał jako za Apostołów imiona przedając Chrześcianie,2 pieniądze do nóg Apostolskich przynosili – i to sobie mile rozbierając wszedł do kościoła, 3i usłyszał onę Ewangelią o bogatym młodzieńcu: chceszli być doskonały, idź a przedaj wszytko co masz, rozdajże ubogim, a pódź naśladuj mię, a będziesz miał skarb w niebie4 – które słowa tak przyjął, jakoby je Pan Jezus do niego samego właśnie rzekł. I szedszy do domu, siostrę opatrzywszy, i przyjaciołom odleciwszy – majętność swoję wszytkę na ubogie rozszafował – i począł kosztować żywota pustelniczego, często się na miejsca osobne do jednego starca, który niejaką mu drogę do tego swym przykładem ukazował, skradając – gdzie postem a ustawiczną modlitwą i nocnym wstawaniem ofiarę Bogu czyniąc, przemieszkiwał. 5O kimkolwiek pobożnym, i świątobliwość jaką żywota prowadzącym usłyszał, tam bieżał, jako pszczoła, miód cnót rozmaitych z każdego kwiecia zbierając – w wielkie się nauki i ksiąg czytania nie wdawał – jedno co z Pisma świętego usłyszał, to na pamięci, jako na wyrytym kamieniu chował, a wypełnić wnetże chciał. 6Księgi swoje zwał wszytek świat, i każde namniejsze stworzenie. Bo w nim dobroć, wszechmocność, i bogactwa Boskie, poznać i wyczytać mógł. Żywność sobie wyrabiał – nigdy przed zachodem słońca nie jadł – chleba i wody miernie używał, drugdy aż do czwartego dnia pokarmu cielesnego czekał – gorącym sercem Boga miłując, nieprzestanną modlitwę czynił. 7Gdy się w takiej szkole młodzieniec ś. ćwiczył – oburzył na się srogość nieprzyjaciół dusznych, którzy go od tego przedsięwzięcia, chytremi i rozmaitemi pokusami, oderwać chcieli.
   8Naprzód myśl jego targać poczęli, tym co już był opuścił – to jest, bogatą majętnością, sieroctwem siostry małej, zacnością rodu, sławą, pokarmy rozkosznemi. Co czynisz, mówiąc, młody a urodziwy pachołku? Szkoda twej urody i szlachectwa – trudnyś żywot zaczął, ciało twoje tej zbroje nie znosi – wróć się a zażyj tego coć Bóg dał. A on na te słowa jak słup niewzruszony, żywotem i męką się Pana Jezusa bronił, obietnicami się jego pewnemi cieszył – a jako tarczą od tych strzał wiarą się ś. zakładał – tak, że go tym nigdy zranić a osłabić nie mogli. Począł zaś z inej się strony kusić, wielkie nań a nieznośne cielesne żądze, i zapalenia miecąc, tak we śnie jako i na jawi, iż pokoju nigdy nie miał. Lecz postami i przekładaniem srogich mąk piekielnych, i końcem i rozsypaniem w proch ciała swego, mocnie takie myśli odganiał, i z zelżywością nieprzyjaciela odprawował – i tym dalej na więtszą się pustynią udawał – 9z której chcąc go nakoniec mocą czart wygnać, widząc się być od młodzieńca podeptanym, z wielkim wojskiem widomie na jego chałupkę uderzył, i tak go srodze zbił na ciele, iż za martwego kila dni leżał – aż ten który mu jeść nosił, po kilku dni przyszedszy, mając go za umarłego, do wsi go doniósł, i o pogrzebie myślił. Antoni w nocy k sobie przyszedszy, prosił towarzysza, iż sam chodzić prze one srogie rany nie mógł, aby go cicho nie budząc nikogo, zarazem na jego miejsce odniósł – aby nieprzyjaciel pociechy nie miał, a z placu mu ni jednym krokiem nie ustępował. Gdzie się wróciwszy, potykać się z nim jeszcze chciał, i na rękę go wyzywał. I uczynił czart nań ostatni najazd zebrawszy się z towarzystwem i z wojskiem, w osobie rozmaitych bestii, lwów, niedźwiedziów, wilków, wieprzów, psów i byków, i innych srogich zwierzów, na onę jego chałupkę uderzył – którą rozproszywszy, straszyć go ryki onych sprośnych bestii, i przymierzeniem rozmaitych śmierci, począł. 10A on acz prze onę boleść cielesną zbity, ciężko stękał, i podnieść się nie mógł, wszakże sercem wielkim nie ustraszony na ono wojsko wołał: Znać iż mocy i siły nie macie. Wszak jeden z was mógłby mię jako jednego robaczka pożrzeć – jeszcze na mię twarzy niemych i nierozumnych używacie, znać iżeście i od bestiej podlejszy. Jeśli od Boga mego moc na mię dana wam jest, otom jest, zgubcie, zatraćcie, czyńcie co wam kazano, ja wam nie ustąpię – a wiem iż mi nic uczynić, bez wolej Pana mego nie możecie. Próżno się kusicie – 11znak krzyża ś. a wiara w Pana naszego Jezusa Chrystusa, mocnym mi a niedobytym przeciw wam murem jest. Zatym jako ćma od słońca, i proch od wiatru, nieprzyjaciele się rozproszyli i uciekli, a światłość go wielka z nieba nawiedziła, i chałupka jego w cale stanęła – 12i bacząc P. Jezusa przytomnego, głęboko wzdychając rzekł: gdzieżeś był miły Jezu, gdzieżeś był? Czemużeś mię na przodku nie podpomógł, a nie zleczył ran moich? 13I usłyszał głos: Byłciem ja tu Antoni, alem patrzył na męstwo i potkanie twoje. Nie bójże się, pomocnika zawżdy ze mnie mieć będziesz, i wsławię cię po wszytkim świecie.
   To usłyszawszy Antoni, wstał, i uczuł się zleczonym i zdrowszym niżli pierwej. I posilony w Bogu swym, jako po wielkim zwycięstwie, z więtszym męstwem, i ufaniem w pomocy Boskiej, żywot zaczęty, nic od zwykłych prac nie upuszczając, prowadził. Aż gdy miał trzydzieści lat i pięć, począł o doskonalszych postępkach w służbie Bożej myślić, i na taką się pustynią udać, gdzieby o nim nikt niewiedział. I jął onego starca, do którego się był na przodku nawrócenia swego udał, prosić, aby z nim na głębszą pustynią poszedł – żeby się od oczu i wiadomości ludzkiej skrywszy, mógł wolniej rzeczy zbawienne obmyślać, i sroższą pokutę czynić – ale on się starością wymawiając, pomóc mu towarzystwa niechciał. 14Sam się tedy w imię Pańskie w daleką puszczą udał. Na drodze, nie przestał go nieprzyjaciel kusić – 15misę srebrną pod oczy mu podrzucił, aby go łakomstwem od zaczętej drogi odwiódł. Którą on ujźrzawszy, myślić sobie począł: skąd tu to srebro? Gościńca tedy niemasz, ptak tu a źwierz tylo przechodzi. A jeśli kto rzecz tak wielką upuścił, mógł ją naleźć wróciwszy się. Twoje to sidła szatanie, rzecze, nie zwiedziesz mię – miej sobie swoje srebro na potępienie. Co skoro wyrzekł, misa zniknęła. 16Toż i drugi raz uczynił, gdy bryłę złota ujźrzał, od niego jako od ognia uciekał.
   Tam tedy na pustyni onej głębokiej, pustki stare pełne wężów i żmijów nalazszy, w nich się zamknął – towarzysza sobie zjednawszy, aby mu chleba i wody raz w puł roka przynosił. Wężowie i gadzina ina, słudze Bożemu postąpili mieszkania – a on towarzysz w puł roka raz zwierzchu mu chleb i wodę spuszczał – z którym i słowa nigdy nie przemówił. 17Aż przemieszkawszy tam dwadzieścia lat, gdy im dalej tym więcej słynął, i wielki poczet tych którzy żywota i cnót jego naśladowniki być chcieli, prawie drzwi do niego wyłamowali – ukazał się na świat, tak zdrowej i wdzięcznej a zupełnej twarzy, jakoby był gdzie w nalepszym chowaniu. I za tym przykładem Pana naszego poraziwszy siłą jego nieprzyjaciela na puszczy – ine ludzie przywodzić począł do ciasnej forty, i do onego ścisłego i świątobliwego żywota. 18W czym P. Bóg tak mu poszczęścił, iż potym liczby nie było uczniom jego, które do wzgardy świata tego, do podeptania samego siebie, do opuszczania wielkich majętności, do pokuty, srogości żywota, pokory, cichości, i inych doskonałych cnót Chrześciańskich przywodził.
   19Wojny ich z szatanem duchownej, jako hetman napilniej nauczał. W czym był mistrz wielki Antoni ś. – umiejąc dobrze duchowne strzały i siatki szatańskie poznawać, i w nich ine przestrzegać. Powiadał iż z żadnym stanem więtszej nieprzyjaźni nie mają, jako z zakonniki, Mnichami i Mniszkami. Na nie nachytrsze i nasubtelniejsze sieci miotają. I na nie, gdy sami nie zmogą, jadowitszych i chytrszych czartów przywodzą. Lecz którzy są pilni modlitwy i powołania swego, jednym je znakiem krzyża ś. rozpłoszyć mogą. 20A drugie zbytnim niespaniem, wstawaniem, i ciała zmordowanim bez miary, tak oszukawają – że sobie zdrowie zepsowawszy, gdy zaczętego nabożeństwa kończyć nie mogą, abo w rozpacz wpadną, abo wszytko zgoła opuszczą. Powiadał, iż szatan tak jest słaby wiernym, którym Zbawiciel deptać po nim moc dał, że się z niego łacno naśmiać, i krzyżem ś. prawie go za nos wodzić mogą. 21A nawięcej się boi modlitwy, czucia, postów, cichości, ubóstwa dobrowolnego, wiarowania próżnej chwały, pokory, gniewu hamowania, miłosierdzia. A nade wszystko, czystego serca w miłości Chrystusowej barzo się lęka.
   22Cuda wielkie czynił, zwłaszcza nad choremi i opętanemi. Miał i ducha prorockiego, iż rzeczy, które się daleko działy wiedział, i braciej drugdy opowiadał. 23Heretyckim, Arianów i Manicheuszów towarzystwem tak się brzydził, iż ich do rozmowy nigdy nie przypuścił – ani im łaskawego nigdy słowa nie dał, i twarzy ku nim wesołej nie ukazał – chyba żeby które słowo ku ich nawróceniu służyło. Powiadał, iż rozmowa ich, jest zguba dusze. Arianów tak nie rad widział – iż i z bliska knim przystąpić niechciał. Trafiło się iż jeden Arian do jego klasztoru przyszedł, tając sekty swej – w której wypytany gdy się otworzyć musiał, zarazem go wygnać kazał – powiadając, iż mowa ich jadem węże przechodzi. 24Gdy go potwarzyli Arianowie chlubiąc się im, jakoby z nimi trzymał – słuszną żałością zjęty, ich się takiej śmiałości dziwując, szedł do Aleksandriej, do wszytkiego duchowieństwa – 25i jawnie Ariany swemi usty potępił – powiadając iż to są przesłańcy Antychrystowi. Syn Boży jest jednoistotny Ojcu Bóg prawy, urodzony z Ojca nie stworzony – a Arianowie nic nie są od Pogaństwa różni – ponieważ stworzeniu służą, a w Chrystusa wierząc, i stworzeniem Go czyniąc, bałwochwalstwo jawne stroją – których bluźnierstwem i same się żywioła brzydzą, i wszytko stworzenie przeklina, iż widzi a oni im Pana ich zelżywie równają, przez którego stworzone są. Za tym jego wyznaniem, wiele się ludu do Kościoła Bożego przywróciło. Nakoniec i pogaństwa wiele żywotem się jego świętym do wiary Bożej przywróciło.
   Tak się był po wszytkim świecie wsławił, iż Konstantyn Wielki i z synmi swemi, listy do niego często posyłał, jego się modlitwie zalecając – 26na które tak im odpisował. Naprzód chwalił ich rozum, iż Chrystusowi służą – potym je upominał, aby sobie i państwu swemu nie dufali, ani się z niego podnosili – ale żeby się ludźmi być znali – a na sędziego Chrystusa, któremu się sprawować, i liczbę panowania swego dać mają, oglądali – łaskawość poddanym pokazując, i sprawiedliwość czyniąc, ubogim i uciśnionym i sierotom, aby za ojce byli. 27To było w nim nadziwniejszego, iż będąc na puszczy wychowany, barzo się ludzkim, rozmownym, i łagodnym wszytkim gościom stawił, żadnej pochmurności w sobie nie mając.
   Czasu jednego, gdy miedzy bracią nieco rękoma robił – oczy w niebo podniósł, i wzdychając i żałość pokazując, na kolana upadł – prosząc aby taką złość i sprośność Pan Bóg oddalił. I płakał rzewno, łzami się ugasić nie mogąc. Pytać go poczęli – ale mówić prze łykanie nie mógł – ciężkość serdeczna, słowa przerywała – aż mocno zawołał: Lepiej nam było, dzieci miłe, śmiercią się od takiej sprośności wykupić. 28Wielka się złość i niezbożność ludzka otworzy. Wiara się Katolicka roztarga, a ołtarze Boże ludzie bestiom podobni rozmiecą. Widziałem Ołtarz Boży wojskiem bestii oblężony, i kopytami ich rozsypany i zburzony, a głos Boży mówiący: brzydzą sobie ołtarz mój. 29Ziściło się widzenie jego we dwu lat, których Arianowie pogaństwo sobie na pomoc biorąc, kościoły Katolickie poburzyli, ołtarze sprośności i brzydkości napełnili, krew Katolicką rozlali, panienki zakonne pogwałcili – Biskupy pobili i powyganiali, naczynie kościelne wybrali, i gorzej niżli którzy przedtym Poganie, wiarę świętą i wszystkę służbę Bożą spustoszyli. Wszakże tenże Pan Bóg, który był to widzenie tak smutne ukazał – pociechy z miłosierdzia swego nie zataił. Temuż ś. Antoniemu dał znać, jako zasię miał Kościół Boży powstać, a kacerstwo Ariańskie zaginąć. Obrócą się, powiada, wężowie w jamy swoje, a wiara ś. szerzyć się będzie, jedno się strzeżcie, abyście się błędy kacerskiemi Ariańskiemi nie pomazali. Mało potym starosta Aleksandryjski Balacjus Arian, tak srodze Katoliki dręczył, iż śmiał Zakonniki i Mniszki jawnie obnażone u pręgierza bić. 30Do niego Antoni taki list napisał: Widzę nad tobą gniew Boży, przestań tego nad Chrześciany morderstwa, abyś w gniewie Bożym, który już na cię spaść ma, nie zginął. Przeczedł list, wzgardził, i nań plunąwszy, na ziemię rzucił, i posła zelżył, tak odkazując: Niechaj się Antoni swemi mnichami bawi, a niech rozumie żem ja jego rządzeniu niepodległ. 31Lecz po piątym dniu rękę Pańską poznał: koń który nad inne zawżdy był cichy, zębami go stargał, z niszczegóż się nań rzuciwszy, i nogami go tak zbił, że trzeciego dnia ledwie doczekał – wszyscy baczyli iż go ona pomsta Boża, którą mu święty Antoni zagroził, zgubiła, a słowa się świętego ziściły.
   32Umierając i o czasie śmierci swej wiedząc, bracią pilnie upominał – aby wiarę Bogu, którą od przodków i podania Apostolskiego wzięli, zachowali – Arianów się i Melecjanów strzegąc, jako nieprzyjaciół Bożych. Wiecie, powiada, jakom się ja heretyki brzydził, iżem z nimi prze ich złą wolą, a uporną z Chrystusem wojnę, łaskawie mówić nie mógł. Przestrzegał ich też, żeby się na chytrościach szatańskich znali, a wiarować się ich umieli. 33I innemi zbawiennemi słowy ciesząc ich i ucząc, w pokoju a wesoło ducha Bogu oddał, mając lat sto i pięć. Człowiek na pustyni wychowany, a po wszytkim świecie wsławiony – mężny czartów wojownik (tak iż jego się imienia, gdy je kto im straszył, po wszytkim Egyptcie bali, i z ludzi uciekali) wielki mistrz wszytkim do cnoty i miłości Boskiej. Którego się modlitwie świętej poruczając, chwałę dajem Bogu w Trójcy jedynemu, którego jest sława na wieki. Amen.

   34Ten testament świętego Antoniego około wiarowania i przestrzegania się heretyckich spółków, terazby miał wielkie miejsce, by się czuć Katolicy chcieli. Pospolita to była u świętych Apostołów, i u innych Ducha Bożego pełnych, iż ludzi takich barzo strzegli. Sam Apostoł już nie ludu pospolitemu, który łacniej w ich sidłach uwięznąc może – ale samemu Biskupowi, który na takie rzeczy ostrożniejszy był, to rozkazuje:35 Po wtórym, powiada, napominaniu (i trzeciego nie czekając) abyś się heretyka wiarował, wiedząc iż taki przewrócony jest, i grzeszy, własnym się swym sumnieniem potępiając. I o Janie świętym Ewangeliście napisał Euzebius36 – iż do łaźniej wszedszy w Efezie, gdy w niej ujźrzał Cherynta heretyka, do swych zawołał: 37wychodźmy stąd, aby się ta łaźnia nie zapadła, w której się myje Cherynt nieprzyjaciel prawdy Bożej. Tegoż sam nauczył Jan ś. mówiąc:38 Jeśli kto przychodzi do was, a tej nauki nie niesie – w dom go nie przyjmujcie, i nie pozdrawiajcie go. Bo kto go pozdrawia, uczesnikiem jest złośliwych jego uczynków. Także od Mistrza swego, Jana świętego nauczony Polikarpus, jako pisze Ireneus stary Doktor,39 gdy potkał na ulicy Marcjona heretyka, a on mu rzekł: znaj się do mnie Polikarpie – odpowiedział: Znam cię być pierworodnym synem diabelskim. I w Starym Zakonie40 zakazał P. Bóg Prorokowi swemu z heretyki i odszczepieńcy jeść i pić – i gdy tego w nieroztropności swej odstąpił, Lwowi go zabić kazał. 41Wszakże mym zdaniem to się właśnie o Kacermistrzach, nie tylo Ministrach, ale innych upornych, a złe jady przeklętej nauki rozsiewających, rozumie – iż się ich towarzystwa tak czujno i ostro strzec mamy. Bo takim z nimi pospolitowaniem, bliźni się gorszy – tego co oni są, na nas się domniemając – uszy się nasze mażą, bluźnienia Bożego i Kościoła Jego słuchając – wdajem się sami w niebezpieczeństwo, w ich sieci i samołówki naglądając. Są bowiem słowa ich, wedle Apostoła,42 jako ciało skancerowane, które się na zarażenie przyległych członków szerzą. W uściech ich Chrystus, Ewangelia, i Pismo brzmi – 43a w skutkach ich fałsz, swowolność i cielesność (na którąśmy z przyrodzenia łaskawi) do wszytkich grzechów drzwi otwarza – i do pogaństwa i zaprzenia się Boga wiedzie. Iż się to iści, co o nich w osobie nierządnice, ku cudzołóstwu przybranej, Pismo mówi:44 Miód z plastru ściekający usta jej, i śliczniejsze niżli olej słowa jej – ale koniec jej gorzki jako piołun, a język jej jako ostra strzała, i miecz z obu stron siekający. Zakwaszona dzieża ich, przaśnice dobrej wiary i świętych obyczajów, kwasem swoim zaraża,45 a szukanie na oście i cierniu jagód ręce przebada.46 Tacy widzą dobrze, iż źle czynią, jako mówi Apostoł,47 a prawdę Bożą tępią – i długo się jej sprzeciwiając, do onej czartowskiej zakamiałości przychodzą, iż na to wszytkę duszę swoję ważą, aby prawda Boża pod ich nogami poległa; żeby się tylo oni przy swej w rozumie hardości zostać mogli. 48Co się dotycze inych pospolitych nieumiejętnością zwiedzionych, a nikogoż nie zarażających heretyków (których się tak wiele namnożyło, iż się sąsiedztwem i towarzystwem ich bawić musim) potrzeba je znosić, a użalenie nad ich upadkiem mieć – wszakże tym prawem. 49Naprzód, aby ich społeczność namniej wierze i nabożeństwu naszemu nie szkodziła. Bo inaczej lepiej, jako Pan mówi,50 i oko, i rękę, i nogę utracić – niżli jakie ubliżenie na zbawieniu z towarzystwa i przyjaźni ludzkiej odnosić. K temu, aby się z dobrego naszego zachowania budowali, i do wiary Katolickiej wstęp mieli. Bo lepiejby przed nimi kryć niedostatki obyczajów naszych, któremi się od wiary świętej odrażają. 51Nakoniec abyśmy kwoli przyjaźni ich, żadnej rzeczy nabożeństwu ich i wierze służącej nie czynili. To jest ani do ich schadzek szli, ani uszu słuchaniem baśni ich nie mazali – ani umarłych ich do grobu prowadzili, ani się w małżeństwo z nimi wdawali. Bo to są rzeczy Katolikowi od Boga i Kościoła zakazane – i w wielki grzech wpada, kto tak wiele dla ich przyjaźni czyni, czego się i dla ojca i matki czynić nie godzi. O czym, zwłaszcza o małżeństwie z heretyki, przy lepszej pogodzie, szerzej się mówić może.

1  XVII. Ianuar. Stycznia. Mart. R. 7. Ianua.
2  Dz 2.
Usłyszenie Ewangeliej w kościele, początek nawrócenia ś. Antoniego.
4  Mt 19.
W naśladowaniu dobrych pilność ś. Antoniego.
Księgi ś. Antoniego świat wszystek.
Ćwiczenie ś. Antoniego i szkoła.
Pokusy diabelskie jakie, i jako odegnane.
Zbicie Antoniego ś. od czartów.
10  Słowa Antoniego ś. do czartów, jego straszących.
11  Znak krzyża ś. przeciw diabłom.
12  P. Jezusa widział ś. Antoni.
13  Pociecha po niezwyciężonej wojnie z diabły.
14  Antoni ś. w daleką się puszczą udał.
15  Misą srebrną skuszony od czarta Antoni ś.
16  Od złota uciekał Antoni ś.
17  Dwadzieścia lat w pustkach na dalekiej puszczy sam jeden przemieszkał.
18  Wielka liczba uczniów Antoniego ś. a czego ich uczył.
19  W poznaniu sideł diabelskich wielkim był mistrzem ś. Antoni.
20  Chytrości szatańskie i w pościech.
21  Czego się czart nawięcej boi.
22  Cuda i duch Prorocki w ś. Antonim.
23  Heretykami jako się brzydził.
24  Heretyckiej potwarzy Antoni ś. nie wytrwał, gdy pletli żeby trzymał z nimi.
25  Kazanie ś. Antoniego o Arianach.
26  List ś. Antoniego do Cesarza Konstantyna wielkiego i synów jego.
27  Łaskawość Antoniego ś. i ludzkość ku wszytkim.
28  Proroctwo Antoniego ś. o przenaśladowaniu Ariańskim.
29  Ariańska okrutność. 
30  List ś. Antoniego do starosty Arianina.
31  Pomsta nad Arianinem, upominaniem ś. Antoniego gardzącym.
32  Upominanie przy śmierci o wiarowanie heretyków.
33  Sto i pięć lat żyw był Antoni ś.
34  Obrok duchowny.
       O wiarowaniu się heretyckich spółków.
35  Tt 3.
36  Eccl. hist. li. 4. ca. 14.
37  Z Cherintem być ś. Jan w jednym domu niechciał.
38  2 J 1.
39  Li. 3. ca. 3. [Tzn. w Adversus hæreses. Przyp. J.Sz.]
40  1 Krl 13.
41  Kacermistrze którzy są.
42  2 Tm 2.
43  Koniec heretyków cielesność a zaprzenie Boga.
44  Prz 5.
45  1 Kor 5.
46  Mt 7.
47  Tt 3.
48  Jaka z prostemi a zwiedzionemi heretyki społeczność Katolikom przystoi.
49  1.
50  Mt 18.
51  2.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

Por. Spis świętych.