piątek, 4 sierpnia 2017
czwartek, 3 sierpnia 2017
środa, 2 sierpnia 2017
Różność mądrości od głupoty
Głupiego
poznasz po tym,
że często
jest mądry
we własnym
mniemaniu.
Mądrego
zaś po tym,
że rzadko
ma siebie
za kogoś
mądrego.
„Biada
tym, którzy się uważają za mądrych
i są
sprytni we własnym mniemaniu!” (Iz 5,21)
wtorek, 1 sierpnia 2017
(69) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Bez zmartwień
25
Dlatego
powiadam wam: Nie martwcie się o swoje życie, o to, co macie jeść
i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie
nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? 26
Przypatrzcie
się ptakom podniebnym: nie sieją ani żną i nie zbierają do
spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście
ważniejsi niż one? 27
Kto
z was, martwiąc się, może choćby jedną chwilę dołożyć do
wieku swego życia? 28
A
o odzienie czemu się martwicie? Przypatrzcie się liliom polnym, jak
rosną: nie pracują ani przędą. 29
A
powiadam wam: nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak
ubrany jak jedna z nich. 30
Jeśli
więc ziele polne, które dziś jest, a jutro do pieca będzie
wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, ludzie
małej wiary? 31
Nie
martwcie się zatem i nie mówcie: co będziemy jedli? co będziemy
pili? czym będziemy się przyodziewali? 32
Bo
o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski
wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. 33
Starajcie
się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to
wszystko będzie wam dodane. 34
Nie
martwcie się więc o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie
martwić się będzie. Dosyć ma dzień [każdy] swojej biedy. (Mt
6,25-34)
22
Potem
rzekł do swoich uczniów: Dlatego powiadam wam: Nie martwcie się o
życie, co będziecie jeść, ani też o ciało, w co macie się
przyodziać. 23
Życie
bowiem więcej znaczy niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie. 24
Przypatrzcie
się krukom: nie sieją ani żną; nie mają piwnic ani spichlerzy, a
Bóg je żywi. O ileż ważniejsi jesteście wy niż ptaki! 25
Któż
z was, martwiąc się, może dołożyć choćby jedną chwilę do
wieku swego życia? 26
Jeśli
więc nawet drobnej rzeczy uczynić nie możecie, to czemu martwicie
się o inne? 27
Przypatrzcie
się liliom, jak rosną: nie pracują i nie przędą. A powiadam wam:
Nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jedna z
nich. 28
Jeśli
więc ziele, które dziś jest na polu, a jutro do pieca będzie
wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to o ileż bardziej was, ludzie małej
wiary! 29
I
wy nie pytajcie, co będziecie jedli i co pili, i nie bądźcie o to
zatroskani. 30
O
to wszystko bowiem zabiegają narody świata, a Ojciec wasz wie, że
tego potrzebujecie. 31
Starajcie
się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane. (Łk
12,22-31)
25
Διὰ τοῦτο λέγω ὑμῖν· μὴ
μεριμνᾶτε τῇ ψυχῇ ὑμῶν τί φάγητε [ἢ
τί πίητε], μηδὲ τῷ σώματι ὑμῶν τί
ἐνδύσησθε. οὐχὶ ἡ ψυχὴ πλεῖόν ἐστιν
τῆς τροφῆς καὶ τὸ σῶμα τοῦ ἐνδύματος;
26
ἐμβλέψατε εἰς τὰ πετεινὰ τοῦ
οὐρανοῦ ὅτι οὐ σπείρουσιν οὐδὲ
θερίζουσιν οὐδὲ συνάγουσιν εἰς
ἀποθήκας, καὶ ὁ πατὴρ ὑμῶν ὁ οὐράνιος
τρέφει αὐτά· οὐχ ὑμεῖς μᾶλλον
διαφέρετε αὐτῶν; 27
τίς δὲ ἐξ ὑμῶν μεριμνῶν
δύναται προσθεῖναι ἐπὶ τὴν ἡλικίαν
αὐτοῦ πῆχυν ἕνα; 28
Καὶ περὶ ἐνδύματος τί μεριμνᾶτε;
καταμάθετε τὰ κρίνα τοῦ ἀγροῦ πῶς
αὐξάνουσιν· οὐ κοπιῶσιν οὐδὲ νήθουσιν·
29 λέγω
δὲ ὑμῖν ὅτι οὐδὲ Σολομὼν ἐν πάσῃ
τῇ δόξῃ αὐτοῦ περιεβάλετο ὡς ἓν
τούτων. 30
εἰ δὲ τὸν χόρτον τοῦ ἀγροῦ
σήμερον ὄντα καὶ αὔριον εἰς κλίβανον
βαλλόμενον ὁ θεὸς οὕτως ἀμφιέννυσιν,
οὐ πολλῷ μᾶλλον ὑμᾶς, ὀλιγόπιστοι;
31 Μὴ
οὖν μεριμνήσητε λέγοντες· τί φάγωμεν;
ἤ· τί πίωμεν; ἤ· τί περιβαλώμεθα;
32 πάντα
γὰρ ταῦτα τὰ ἔθνη ἐπιζητοῦσιν· οἶδεν
γὰρ ὁ πατὴρ ὑμῶν ὁ οὐράνιος ὅτι
χρῄζετε τούτων ἁπάντων. 33
ζητεῖτε δὲ πρῶτον τὴν βασιλείαν
[τοῦ θεοῦ] καὶ τὴν δικαιοσύνην αὐτοῦ,
καὶ ταῦτα πάντα προστεθήσεται ὑμῖν.
34 Μὴ
οὖν μεριμνήσητε εἰς τὴν αὔριον, ἡ
γὰρ αὔριον μεριμνήσει ἑαυτῆς· ἀρκετὸν
τῇ ἡμέρᾳ ἡ κακία αὐτῆς. (Mt 6,25-34)
22
Εἶπεν δὲ πρὸς τοὺς μαθητὰς
[αὐτοῦ]· διὰ τοῦτο λέγω ὑμῖν· μὴ
μεριμνᾶτε τῇ ψυχῇ τί φάγητε, μηδὲ τῷ
σώματι τί ἐνδύσησθε. 23
ἡ γὰρ ψυχὴ πλεῖόν ἐστιν τῆς
τροφῆς καὶ τὸ σῶμα τοῦ ἐνδύματος.
24
κατανοήσατε τοὺς κόρακας ὅτι
οὐ σπείρουσιν οὐδὲ θερίζουσιν, οἷς
οὐκ ἔστιν ταμεῖον οὐδὲ ἀποθήκη, καὶ
ὁ θεὸς τρέφει αὐτούς· πόσῳ μᾶλλον
ὑμεῖς διαφέρετε τῶν πετεινῶν. 25
τίς δὲ ἐξ ὑμῶν μεριμνῶν
δύναται ἐπὶ τὴν ἡλικίαν αὐτοῦ
προσθεῖναι πῆχυν; 26
εἰ οὖν οὐδὲ ἐλάχιστον δύνασθε,
τί περὶ τῶν λοιπῶν μεριμνᾶτε; 27
κατανοήσατε τὰ κρίνα πῶς
αὐξάνει· οὐ κοπιᾷ οὐδὲ νήθει· λέγω
δὲ ὑμῖν, οὐδὲ Σολομὼν ἐν πάσῃ τῇ
δόξῃ αὐτοῦ περιεβάλετο ὡς ἓν τούτων.
28 εἰ
δὲ ἐν ἀγρῷ τὸν χόρτον ὄντα σήμερον
καὶ αὔριον εἰς κλίβανον βαλλόμενον
ὁ θεὸς οὕτως ἀμφιέζει, πόσῳ μᾶλλον
ὑμᾶς, ὀλιγόπιστοι. 29
καὶ ὑμεῖς μὴ ζητεῖτε τί φάγητε
καὶ τί πίητε καὶ μὴ μετεωρίζεσθε·
30 ταῦτα
γὰρ πάντα τὰ ἔθνη τοῦ κόσμου
ἐπιζητοῦσιν, ὑμῶν δὲ ὁ πατὴρ οἶδεν
ὅτι χρῄζετε τούτων. 31
πλὴν ζητεῖτε τὴν βασιλείαν
αὐτοῦ, καὶ ταῦτα προστεθήσεται ὑμῖν.
(Łk 12,22-31)
Powiedziałem
wam, że Bóg wam wynagrodzi, nawet jeśli Go nie prosicie o zapłatę
za spełnione przez was dobro. Wy jednak nie czyńcie dobra, aby
otrzymać nagrodę, aby zabezpieczyć się na dzień jutrzejszy. Nie
czyńcie dobra odmierzając je, ograniczając przez lęk: „Czy
potem zostanie jeszcze coś dla mnie? A jeśli mi zabraknie, kto
przyjdzie mi z pomocą? Czy znajdę kogoś, kto uczyni dla mnie to,
co ja zrobiłem? A kiedy nie będę już mógł nic dawać, czy
będzie mnie jeszcze ktoś kochać?”
Popatrzcie,
mam potężnych przyjaciół pośród bogatych i przyjaciół pośród
biedaków. I zaprawdę powiadam wam: to nie przyjaciele potężni są
najbardziej kochani. Idę do nich nie dlatego, że szukam Siebie lub
własnych spraw, lecz dlatego, że od nich mogę otrzymać wiele dla
tego, kto nie ma nic. Jestem ubogi. Nic nie posiadam. Chciałbym mieć
wszystkie skarby świata i zamienić je na chleb dla głodnych, na
domy dla nie mających dachu nad głową, na ubrania dla nagich, na
lekarstwa dla chorych. Powiecie: „Możesz uzdrawiać”. Tak.
Potrafię to i inne rzeczy. Jednak ludzie nie zawsze mają wiarę. Ja
zaś nie mogę zrobić tego, co mógłbym i co chciałbym uczynić,
gdybym znalazł wiarę we Mnie w ich sercach. Chciałbym wyświadczyć
dobro nawet tym, którzy nie wierzą we Mnie i nie proszą Syna
Człowieczego o cud. Pragnąłbym wesprzeć jednego po drugim, jednak
nic nie posiadam. Dlatego właśnie wyciągam rękę do tych, którzy
posiadają, i proszę ich: „Bądź dla Mnie miłosierny, w imię
Boga”. Oto dlaczego mam przyjaciół także w wyższych sferach.
Jutro, kiedy Mnie już nie będzie na ziemi, nadal będą ubodzy.
Mnie już tu nie będzie, ani by uczynić cud dla tych, którzy już
mają wiarę, ani by dać jałmużnę w celu doprowadzenia do wiary.
[Pozostaną] jednak Moi bogaci przyjaciele, którzy przez obcowanie
ze Mną nauczyli się, jak czynić dobro. Będą też i Moi
apostołowie, którzy – także dzięki przebywaniu ze Mną –
nauczyli się rozdzielać jałmużnę z miłości do braci. Tak więc
biedni zawsze znajdą pomoc.
Wczoraj
otrzymałem od kogoś, kto nie posiada nic, więcej niż dali Mi
wszyscy, którzy mają dużo. To przyjaciel tak samo ubogi jak Ja.
Jednak dał Mi rzecz, której nie można kupić za pieniądze, i
uczynił Mnie szczęśliwym. Przeniósł Mnie bowiem w pogodne
godziny Mojego dzieciństwa i młodości, kiedy każdego wieczoru
kładł Mi na głowie ręce Sprawiedliwy i szedłem na spoczynek z
Jego błogosławieństwem strzegącym Mojego snu. Wczoraj ten ubogi
przyjaciel uczynił Mnie królem przez swe błogosławieństwo.
Widzicie, że tego, co on Mi dał, nigdy nie udzielił Mi żaden z
Moich bogatych przyjaciół. Nie lękajcie się więc. Nawet jeśli
nie macie z czego dawać jałmużny, wystarczy, że będziecie mieć
miłość i świętość. Będziecie mogli czynić dobro temu, kto
jest biedny, wyczerpany lub strapiony. To dlatego mówię wam: Nie
obawiajcie się i nie martwcie zbytnio, że niewiele posiadacie.
Zawsze będziecie mieć to, co konieczne. Nie zajmujcie się zanadto
myśleniem o przyszłości. Nikt nie wie, jaką ona dla niego będzie.
Nie zastanawiajcie się nad tym, co będziecie jedli, aby utrzymać
się przy życiu, ani czym się będziecie okrywać, aby zapewnić
ciepło waszemu ciału. Życie waszego ducha jest o wiele cenniejsze
niż wasz żołądek i członki. Jest ono warte więcej niż
pożywienie i odzienie, podobnie jak życie materialne więcej znaczy
niż pokarm, a ciało – więcej niż odzienie. Wasz Ojciec wie o
tym. Pamiętajcie więc o tym i wy. Popatrzcie na ptaki: one nie
sieją i nie zbierają, nie przechowują w spichlerzach, a jednak nie
umierają z głodu, bo Ojciec Niebieski karmi je. Wy – ludzie,
stworzenia szczególnie umiłowane przez Ojca – jesteście warci
więcej niż ptaki.
Kto
z was, przy całej swej wiedzy, potrafi dodać do swego wzrostu
choćby jeden łokieć? Skoro nie udaje wam się powiększyć waszego
wzrostu nawet o piędź, jakże możecie myśleć o zmianie waszych
warunków w przyszłości, powiększając bogactwa dla zapewnienia
sobie długiej i szczęśliwej starości? Czy możecie powiedzieć
śmierci: „Przyjdziesz mnie zabrać, kiedy ja zechcę”? Nie
możecie. Dlaczego więc zabiegacie o dzień jutrzejszy? Po co tak
się obawiacie i troszczycie, by nie zostać bez odzienia?
Popatrzcie, jak rosną lilie na polach: nie pracują w znoju, nie
tkają, nie chodzą kupować sukna do sprzedawców. A jednak
zapewniam was, że nawet Salomon przy całej swej chwale nigdy nie
był odziany jak jedna z nich. Jeśli więc Bóg tak przyodziewa
trawę na polu – która dziś żyje, a jutro posłuży do
rozgrzania pieca lub do nakarmienia stada, i która staje się w
końcu popiołem lub nawozem – to o wiele bardziej zatroszczy się
o was, Swoje dzieci.
Nie
bądźcie ludźmi małej wiary. Nie niepokójcie się o niepewne
jutro, mówiąc: „Co będę jadł, kiedy będę stary? Co będę
pił? Czym się odzieję?” Pozostawcie te troski poganom, którzy
nie posiadają uskrzydlającej pewności Boskiego Ojcostwa. Wy ją
macie i wiecie, że wasz Ojciec zna wasze potrzeby i że was kocha.
Zaufajcie Mu. Szukajcie najpierw rzeczy naprawdę koniecznych: wiary,
dobroci, miłości, pokory, miłosierdzia, czystości,
sprawiedliwości, łagodności, trzech cnót [teologalnych], czterech
kardynalnych i wszystkich, wszystkich innych – tak, by być
przyjacielem Boga i mieć prawo do Jego Królestwa. Zapewniam was, że
cała reszta będzie wam dodana, nawet bez waszej prośby. Nie ma
bogatszego, bardziej bogatego niż święty i bardziej
zabezpieczonego niż on. Bóg jest ze świętym. Święty jest z
Bogiem. On nie prosi o nic dla swego ciała, a Bóg daje mu to, co
konieczne. On jednak trudzi się dla swego ducha, któremu Bóg sam
się udziela na ziemi, a po życiu daje Raj.
Nie
troszczcie się więc o to, co nie zasługuje na waszą troskę.
Smućcie się tym, że nie jesteście doskonali, a nie tym, że nie
macie dóbr ziemskich. Nie zadręczajcie się o jutro. Jutro samo
zadba o siebie, a wy pomyślicie o nim, kiedy będziecie je
przeżywać. Po co troszczyć się o nie dzisiaj? Czyż życie nie
jest już wystarczająco pełne straszliwych wspomnień z przeszłości
i dręczących myśli związanych z dniem dzisiejszym, aby nie trzeba
było do nich dodawać jeszcze koszmarów: „co będzie” jutro?
Pozostawcie każdemu dniowi swe troski! Nawet bez dorzucania trosk
przyszłych do obecnych i tak będzie ich w życiu więcej, niż
byśmy ich chcieli! Wypowiadajcie zawsze wielkie słowo Boga:
„dzisiaj”. Bądźcie Jego dziećmi, stworzonymi na Jego
podobieństwo. Powiedzcie więc z Nim: „dziś”.
To
dzisiaj daję wam Moje błogosławieństwo. Niech wam ono towarzyszy
aż do początku nowego dziś: jutra, to znaczy [do chwili], gdy
udzielę wam na nowo pokoju w Imię Boga. (III (cz. 1-2), 33: 27
maja 1945. A, 5171-5184)
Vi
dicevo che Dio vi darà ricompensa anche se voi non gli chiedete
premio per il bene fatto. Ma voi non fate il bene per avere
ricompensa, per avere una mallevadoria per il domani. Non fate il
bene misurato e trattenuto dalla tema: "E poi, per me, ne avrò
ancora? E se non avrò più nulla chi mi aiuterà? Troverò chi mi fa
ciò che ho fatto? E quando non potrò più dare, sarò ancora amato?
". Guardate: Io ho amici potenti fra i ricchi e amici fra i
miseri della terra. E in verità vi dico che non sono gli amici
potenti i più amati. Vado da quelli non per amore di Me e per mio
utile. Ma perché da essi posso avere molto per chi non ha nulla. Io
sono povero. Non ho nulla. Vorrei avere tutti i tesori del mondo e
mutarli in pane per chi ha fame, in tetto per chi è senza tetto, in
vesti per chi è ignudo, in medicine per chi è malato. Voi direte:
"Tu puoi guarire". Sì. Questo ed altro posso. Ma non
sempre è la fede negli altri, ed Io non posso fare ciò che farei e
che vorrei fare se trovassi della fede nei cuori per Me. Io vorrei
beneficare anche questi che non hanno fede. E posto che non chiedono
il miracolo al Figlio dell'uomo vorrei, da uomo ad uomo, dar loro
soccorso. Ma non ho nulla. Per questo Io tendo la mano a chi ha e
chiedo: "Fammi la carità, in nome di Dio". Ecco perché Io
ho amicizie in alto. Domani, quando Io non sarò più sulla terra,
ancora vi saranno i poveri, ed Io non ci sarò né a compiere
miracolo per chi ha fede, né a fare elemosina per portare alla fede.
Ma allora i miei amici ricchi avranno imparato, al mio contatto, come
si fa a beneficare, e i miei apostoli avranno, pure dal mio contatto,
imparato a elemosinare per amore dei fratelli. E i poveri avranno
sempre un soccorso. Ebbene, ieri Io, da uno che non ha nulla, ho
avuto più di quanto mi hanno dato tutti coloro che hanno. E un amico
povero quanto Me. Ma mi ha dato una cosa che non si compera con
nessuna moneta e che mi ha fatto felice, riportandomi tante ore
serene della mia fanciullezza e giovinezza, quando ogni sera sul mio
capo si imponevano le mani del Giusto ed Io andavo al riposo con la
sua benedizione per custode del mio sonno. Ieri questo mio amico
povero mi ha fatto re con la sua benedizione. Vedete che ciò che lui
mi ha dato nessuno dei miei amici ricchi me l'ha mai dato. Perciò
non temete. Anche se non avrete più potenza di denaro, solo che
abbiate amore e santità, potrete beneficare chi è povero, stanco o
afflitto. E perciò vi dico: non siate troppo solleciti per tema di
avere poco. Avrete sempre il necessario. Non siate troppo preoccupati
pensando al futuro. Nessuno sa quanto futuro ha ancora davanti. Non
siate in pensiero per quello che mangerete per sostenervi nella vita,
né di che vi vestirete per tenere caldo il vostro corpo. La vita del
vostro spirito è ben più preziosa del ventre e delle membra, vale
molto più del cibo e del vestito, così come la vita materiale è
più del cibo e il corpo più della veste. E il Padre vostro lo sa.
Sappiatelo dunque anche voi. Guardate gli uccelli dell'aria: non
seminano, non mietono, non raccolgono in granai, eppure non muoiono
di fame perché il Padre celeste li nutre. Voi uomini, creature
predilette del Padre, valete molto più di loro. Chi di voi, con
tutto il suo ingegno, può aggiungere alla sua statura un sol cubito?
Se non riuscite ad alzare la vostra statura neppure di un palmo, come
potete pensare di mutare le vostre condizioni future, aumentando le
vostre ricchezze per garantirvi una lunga e prospera vecchiaia?
Potete dire alla morte: "Tu mi verrai a prendere quando io
vorrò"? Non potete. A che, allora, preoccuparvi del domani? E
perché avere tanta pena per tema dì rimanere senza vesti? Guardate
come crescono i gigli del campo: non faticano, non filano, non vanno
dai venditori di panni a fare acquisti. Eppure vi assicuro che
nemmeno Salomone con tutta la sua gloria fu mai vestito come uno di
loro. Ora se Dio riveste così l'erba del campo, che oggi è e domani
serve a scaldare il forno o a pasturare il gregge e finisce in cenere
o in sterco, quanto più provvederà voi, figli suoi. Non siate gente
di poca fede. Non vi angosciate per un futuro incerto, dicendo:
"Quando sarò vecchio come mangerò? Che berrò? Come mi
vestirò?". Queste preoccupazioni lasciatele ai gentili che non
hanno l'alata certezza della paternità divina. Voi l'avete e sapete
che il Padre sa i vostri bisogni e che vi ama. Fidate dunque in Lui.
Cercate prima le cose veramente necessarie: la fede, la bontà, la
carità, l'umiltà, la misericordia, la purezza, la giustizia, la
mansuetudine, le tre e le quattro virtù principali, e tutte, tutte
le altre ancora, dì modo da essere amici di Dio e di avere diritto
al suo Regno. E vi assicuro che tutto il resto vi sarà dato per
giunta senza che neppure lo chiedìate. Non vi è ricco più ricco
del santo, e sicuro più sicuro di esso. Dio è col santo. Il santo è
con Dio. Per il suo corpo non chiede, e Dio lo provvede del
necessario. Ma lavora per il suo spirito, ed a questo Dio dà Se
stesso, qui, e il Paradiso oltre la vita. Non mettetevi dunque in
pena per ciò che non merita la vostra pena. Affliggetevi di essere
imperfetti, non di essere scarsi di beni terreni. Non crucciatevi per
il domani. Il domani penserà a se stesso, e voi ad esso penserete
quando lo vivrete. Perché pensarvi da oggi? Non è già abbastanza
piena dei ricordi penosi di ieri, e dei pensieri crucciosi di oggi,
la vita, per sentire bisogno di mettervi anche gli incubi dei "che
sarà?" del domani? Lasciate ad ogni giorno il suo affanno! Ve
ne saranno sempre più di quante ne vorremmo di pene nella vita,
senza aggiungere pene presenti a pene future! Dite sempre la grande
parola di Dio: "Oggi". Siete suoi figli, creati secondo la
sua somiglianza. Dite dunque con Lui: "Oggi". E oggi Io vi
do la mia benedizione. Vi accompagni fino all'inizio del nuovo oggi,
di domani, ossia di quando vi darò nuovamente la pace in nome di
Dio. (3, 173)
Przekład
polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V,
Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski
TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)
Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28
Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)
Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001
Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28
Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)
Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001
poniedziałek, 31 lipca 2017
sobota, 29 lipca 2017
Piosenka bez słów
Jest tak
wiele piosenek, które chciałbym zaśpiewać,
ale żadna nie dorównuje stanowi, w którym jestem.
A więc milczę
i śpiewam tę wieczną piosenkę, co nie ma słów.
ale żadna nie dorównuje stanowi, w którym jestem.
A więc milczę
i śpiewam tę wieczną piosenkę, co nie ma słów.
Zapis
wcześniejszy w języku angielskim:
Song
with no Words
There are
so many songs I want to sing,
but none of them matches the state I am in.
So I keep silence
and sing this everlasting song which has no words.
but none of them matches the state I am in.
So I keep silence
and sing this everlasting song which has no words.
piątek, 28 lipca 2017
(20) Żywoty Świętych: Antoni Wielki
Żywot
ś. Antoniego pustelnika,
wypisany
przez ś. Atanazego wielkiego.
Żył około roku Pańskiego, 324.1
Antoni
Egiptczjanin, wychowany u zacnych rodziców w pobożnym i
Chrześciańskim ćwiczeniu, z dzieciństwa wysokich cnót nasienia
po sobie pokazował. A będąc osierocony śmiercią rodziców
swoich, wespółek z siostrą maluczką, ledwie pułroka gospodarstwa
pilnując, wspomniał jako za Apostołów imiona przedając
Chrześcianie,2
pieniądze do nóg Apostolskich przynosili – i to sobie mile
rozbierając wszedł do kościoła, 3i
usłyszał onę Ewangelią o bogatym młodzieńcu: chceszli być
doskonały, idź a przedaj wszytko co masz, rozdajże ubogim, a pódź
naśladuj mię, a będziesz miał skarb w niebie4
– które słowa tak przyjął, jakoby je Pan Jezus do niego samego
właśnie rzekł. I szedszy do domu, siostrę opatrzywszy, i
przyjaciołom odleciwszy – majętność swoję wszytkę na ubogie
rozszafował – i począł kosztować żywota pustelniczego, często
się na miejsca osobne do jednego starca, który niejaką mu drogę
do tego swym przykładem ukazował, skradając – gdzie postem a
ustawiczną modlitwą i nocnym wstawaniem ofiarę Bogu czyniąc,
przemieszkiwał. 5O
kimkolwiek pobożnym, i świątobliwość jaką żywota prowadzącym
usłyszał, tam bieżał, jako pszczoła, miód cnót rozmaitych z
każdego kwiecia zbierając – w wielkie się nauki i ksiąg
czytania nie wdawał – jedno co z Pisma świętego usłyszał, to
na pamięci, jako na wyrytym kamieniu chował, a wypełnić wnetże
chciał. 6Księgi
swoje zwał wszytek świat, i każde namniejsze stworzenie. Bo w nim
dobroć, wszechmocność, i bogactwa Boskie, poznać i wyczytać
mógł. Żywność sobie wyrabiał – nigdy przed zachodem słońca
nie jadł – chleba i wody miernie używał, drugdy aż do czwartego
dnia pokarmu cielesnego czekał – gorącym sercem Boga miłując,
nieprzestanną modlitwę czynił. 7Gdy
się w takiej szkole młodzieniec ś. ćwiczył – oburzył na się
srogość nieprzyjaciół dusznych, którzy go od tego
przedsięwzięcia, chytremi i rozmaitemi pokusami, oderwać chcieli.
8Naprzód
myśl jego targać poczęli, tym co już był opuścił – to jest,
bogatą majętnością, sieroctwem siostry małej, zacnością rodu,
sławą, pokarmy rozkosznemi. Co czynisz, mówiąc, młody a urodziwy
pachołku? Szkoda twej urody i szlachectwa – trudnyś żywot
zaczął, ciało twoje tej zbroje nie znosi – wróć się a zażyj
tego coć Bóg dał. A on na te słowa jak słup niewzruszony,
żywotem i męką się Pana Jezusa bronił, obietnicami się jego
pewnemi cieszył – a jako tarczą od tych strzał wiarą się ś. zakładał – tak, że go tym nigdy zranić a osłabić nie mogli.
Począł zaś z inej się strony kusić, wielkie nań a nieznośne
cielesne żądze, i zapalenia miecąc, tak we śnie jako i na jawi,
iż pokoju nigdy nie miał. Lecz postami i przekładaniem srogich mąk
piekielnych, i końcem i rozsypaniem w proch ciała swego, mocnie
takie myśli odganiał, i z zelżywością nieprzyjaciela odprawował
– i tym dalej na więtszą się pustynią udawał – 9z
której chcąc go nakoniec mocą czart wygnać, widząc się być od
młodzieńca podeptanym, z wielkim wojskiem widomie na jego chałupkę
uderzył, i tak go srodze zbił na ciele, iż za martwego kila dni
leżał – aż ten który mu jeść nosił, po kilku dni
przyszedszy, mając go za umarłego, do wsi go doniósł, i o
pogrzebie myślił. Antoni w nocy k sobie przyszedszy, prosił
towarzysza, iż sam chodzić prze one srogie rany nie mógł, aby go
cicho nie budząc nikogo, zarazem na jego miejsce odniósł – aby
nieprzyjaciel pociechy nie miał, a z placu mu ni jednym krokiem nie
ustępował. Gdzie się wróciwszy, potykać się z nim jeszcze
chciał, i na rękę go wyzywał. I uczynił czart nań ostatni
najazd zebrawszy się z towarzystwem i z wojskiem, w osobie
rozmaitych bestii, lwów, niedźwiedziów, wilków, wieprzów, psów
i byków, i innych srogich zwierzów, na onę jego chałupkę uderzył
– którą rozproszywszy, straszyć go ryki onych sprośnych bestii,
i przymierzeniem rozmaitych śmierci, począł. 10A
on acz prze onę boleść cielesną zbity, ciężko stękał, i
podnieść się nie mógł, wszakże sercem wielkim nie ustraszony na
ono wojsko wołał: Znać iż mocy i siły nie macie. Wszak jeden z
was mógłby mię jako jednego robaczka pożrzeć – jeszcze na mię
twarzy niemych i nierozumnych używacie, znać iżeście i od bestiej
podlejszy. Jeśli od Boga mego moc na mię dana wam jest, otom jest,
zgubcie, zatraćcie, czyńcie co wam kazano, ja wam nie ustąpię –
a wiem iż mi nic uczynić, bez wolej Pana mego nie możecie. Próżno
się kusicie – 11znak
krzyża ś. a wiara w Pana naszego Jezusa Chrystusa, mocnym mi a
niedobytym przeciw wam murem jest. Zatym jako ćma od słońca, i
proch od wiatru, nieprzyjaciele się rozproszyli i uciekli, a
światłość go wielka z nieba nawiedziła, i chałupka jego w cale
stanęła – 12i
bacząc P. Jezusa przytomnego, głęboko wzdychając rzekł: gdzieżeś
był miły Jezu, gdzieżeś był? Czemużeś mię na przodku nie
podpomógł, a nie zleczył ran moich? 13I
usłyszał głos: Byłciem ja tu Antoni, alem patrzył na męstwo i
potkanie twoje. Nie bójże się, pomocnika zawżdy ze mnie mieć
będziesz, i wsławię cię po wszytkim świecie.
To
usłyszawszy Antoni, wstał, i uczuł się zleczonym i zdrowszym
niżli pierwej. I posilony w Bogu swym, jako po wielkim zwycięstwie,
z więtszym męstwem, i ufaniem w pomocy Boskiej, żywot zaczęty,
nic od zwykłych prac nie upuszczając, prowadził. Aż gdy miał
trzydzieści lat i pięć, począł o doskonalszych postępkach w
służbie Bożej myślić, i na taką się pustynią udać, gdzieby o
nim nikt niewiedział. I jął onego starca, do którego się był na
przodku nawrócenia swego udał, prosić, aby z nim na głębszą
pustynią poszedł – żeby się od oczu i wiadomości ludzkiej
skrywszy, mógł wolniej rzeczy zbawienne obmyślać, i sroższą
pokutę czynić – ale on się starością wymawiając, pomóc mu
towarzystwa niechciał. 14Sam
się tedy w imię Pańskie w daleką puszczą udał. Na drodze, nie
przestał go nieprzyjaciel kusić – 15misę
srebrną pod oczy mu podrzucił, aby go łakomstwem od zaczętej
drogi odwiódł. Którą on ujźrzawszy, myślić sobie począł:
skąd tu to srebro? Gościńca tedy niemasz, ptak tu a źwierz tylo
przechodzi. A jeśli kto rzecz tak wielką upuścił, mógł ją
naleźć wróciwszy się. Twoje to sidła szatanie, rzecze, nie
zwiedziesz mię – miej sobie swoje srebro na potępienie. Co skoro
wyrzekł, misa zniknęła. 16Toż
i drugi raz uczynił, gdy bryłę złota ujźrzał, od niego jako od
ognia uciekał.
Tam
tedy na pustyni onej głębokiej, pustki stare pełne wężów i
żmijów nalazszy, w nich się zamknął – towarzysza sobie
zjednawszy, aby mu chleba i wody raz w puł roka przynosił. Wężowie
i gadzina ina, słudze Bożemu postąpili mieszkania – a on
towarzysz w puł roka raz zwierzchu mu chleb i wodę spuszczał – z
którym i słowa nigdy nie przemówił. 17Aż
przemieszkawszy tam dwadzieścia lat, gdy im dalej tym więcej
słynął, i wielki poczet tych którzy żywota i cnót jego
naśladowniki być chcieli, prawie drzwi do niego wyłamowali –
ukazał się na świat, tak zdrowej i wdzięcznej a zupełnej twarzy,
jakoby był gdzie w nalepszym chowaniu. I za tym przykładem Pana
naszego poraziwszy siłą jego nieprzyjaciela na puszczy – ine
ludzie przywodzić począł do ciasnej forty, i do onego ścisłego i
świątobliwego żywota. 18W
czym P. Bóg tak mu poszczęścił, iż potym liczby nie było
uczniom jego, które do wzgardy świata tego, do podeptania samego
siebie, do opuszczania wielkich majętności, do pokuty, srogości
żywota, pokory, cichości, i inych doskonałych cnót
Chrześciańskich przywodził.
19Wojny
ich z szatanem duchownej, jako hetman napilniej nauczał. W czym był
mistrz wielki Antoni ś. – umiejąc dobrze duchowne strzały i
siatki szatańskie poznawać, i w nich ine przestrzegać. Powiadał
iż z żadnym stanem więtszej nieprzyjaźni nie mają, jako z
zakonniki, Mnichami i Mniszkami. Na nie nachytrsze i nasubtelniejsze
sieci miotają. I na nie, gdy sami nie zmogą, jadowitszych i
chytrszych czartów przywodzą. Lecz którzy są pilni modlitwy i
powołania swego, jednym je znakiem krzyża ś. rozpłoszyć mogą.
20A
drugie zbytnim niespaniem, wstawaniem, i ciała zmordowanim bez
miary, tak oszukawają – że sobie zdrowie zepsowawszy, gdy
zaczętego nabożeństwa kończyć nie mogą, abo w rozpacz wpadną,
abo wszytko zgoła opuszczą. Powiadał, iż szatan tak jest słaby
wiernym, którym Zbawiciel deptać po nim moc dał, że się z niego
łacno naśmiać, i krzyżem ś. prawie go za nos wodzić mogą. 21A
nawięcej się boi modlitwy, czucia, postów, cichości, ubóstwa
dobrowolnego, wiarowania próżnej chwały, pokory, gniewu hamowania,
miłosierdzia. A nade wszystko, czystego serca w miłości
Chrystusowej barzo się lęka.
22Cuda
wielkie czynił, zwłaszcza nad choremi i opętanemi. Miał i ducha
prorockiego, iż rzeczy, które się daleko działy wiedział, i
braciej drugdy opowiadał. 23Heretyckim,
Arianów i Manicheuszów towarzystwem tak się brzydził, iż ich do
rozmowy nigdy nie przypuścił – ani im łaskawego nigdy słowa nie
dał, i twarzy ku nim wesołej nie ukazał – chyba żeby które
słowo ku ich nawróceniu służyło. Powiadał, iż rozmowa ich,
jest zguba dusze. Arianów tak nie rad widział – iż i z bliska
knim przystąpić niechciał. Trafiło się iż jeden Arian do jego
klasztoru przyszedł, tając sekty swej – w której wypytany gdy
się otworzyć musiał, zarazem go wygnać kazał – powiadając, iż
mowa ich jadem węże przechodzi. 24Gdy
go potwarzyli Arianowie chlubiąc się im, jakoby z nimi trzymał –
słuszną żałością zjęty, ich się takiej śmiałości dziwując,
szedł do Aleksandriej, do wszytkiego duchowieństwa – 25i
jawnie Ariany swemi usty potępił – powiadając iż to są
przesłańcy Antychrystowi. Syn Boży jest jednoistotny Ojcu Bóg
prawy, urodzony z Ojca nie stworzony – a Arianowie nic nie są od
Pogaństwa różni – ponieważ stworzeniu służą, a w Chrystusa
wierząc, i stworzeniem Go czyniąc, bałwochwalstwo jawne stroją –
których bluźnierstwem i same się żywioła brzydzą, i wszytko
stworzenie przeklina, iż widzi a oni im Pana ich zelżywie równają,
przez którego stworzone są. Za tym jego wyznaniem, wiele się ludu
do Kościoła Bożego przywróciło. Nakoniec i pogaństwa wiele
żywotem się jego świętym do wiary Bożej przywróciło.
Tak
się był po wszytkim świecie wsławił, iż Konstantyn Wielki i z
synmi swemi, listy do niego często posyłał, jego się modlitwie
zalecając – 26na
które tak im odpisował. Naprzód chwalił ich rozum, iż
Chrystusowi służą – potym je upominał, aby sobie i państwu
swemu nie dufali, ani się z niego podnosili – ale żeby się
ludźmi być znali – a na sędziego Chrystusa, któremu się
sprawować, i liczbę panowania swego dać mają, oglądali –
łaskawość poddanym pokazując, i sprawiedliwość czyniąc, ubogim
i uciśnionym i sierotom, aby za ojce byli. 27To
było w nim nadziwniejszego, iż będąc na puszczy wychowany, barzo
się ludzkim, rozmownym, i łagodnym wszytkim gościom stawił,
żadnej pochmurności w sobie nie mając.
Czasu
jednego, gdy miedzy bracią nieco rękoma robił – oczy w niebo
podniósł, i wzdychając i żałość pokazując, na kolana upadł –
prosząc aby taką złość i sprośność Pan Bóg oddalił. I
płakał rzewno, łzami się ugasić nie mogąc. Pytać go poczęli –
ale mówić prze łykanie nie mógł – ciężkość serdeczna,
słowa przerywała – aż mocno zawołał: Lepiej nam było, dzieci
miłe, śmiercią się od takiej sprośności wykupić. 28Wielka
się złość i niezbożność ludzka otworzy. Wiara się
Katolicka roztarga, a ołtarze Boże ludzie bestiom podobni rozmiecą.
Widziałem Ołtarz Boży wojskiem bestii oblężony, i kopytami ich
rozsypany i zburzony, a głos Boży mówiący: brzydzą sobie ołtarz
mój. 29Ziściło
się widzenie jego we dwu lat, których Arianowie pogaństwo sobie na
pomoc biorąc, kościoły Katolickie poburzyli, ołtarze sprośności
i brzydkości napełnili, krew Katolicką rozlali, panienki zakonne
pogwałcili – Biskupy pobili i powyganiali, naczynie kościelne
wybrali, i gorzej niżli którzy przedtym Poganie, wiarę świętą i
wszystkę służbę Bożą spustoszyli. Wszakże tenże Pan Bóg,
który był to widzenie tak smutne ukazał – pociechy z
miłosierdzia swego nie zataił. Temuż ś. Antoniemu dał znać,
jako zasię miał Kościół Boży powstać, a kacerstwo Ariańskie
zaginąć. Obrócą się, powiada, wężowie w jamy swoje, a wiara ś.
szerzyć się będzie, jedno się strzeżcie, abyście się błędy
kacerskiemi Ariańskiemi nie pomazali. Mało potym starosta
Aleksandryjski Balacjus Arian, tak srodze Katoliki dręczył, iż
śmiał Zakonniki i Mniszki jawnie obnażone u pręgierza bić. 30Do
niego Antoni taki list napisał: Widzę nad tobą gniew Boży,
przestań tego nad Chrześciany morderstwa, abyś w gniewie Bożym,
który już na cię spaść ma, nie zginął. Przeczedł list,
wzgardził, i nań plunąwszy, na ziemię rzucił, i posła zelżył,
tak odkazując: Niechaj się Antoni swemi mnichami bawi, a niech
rozumie żem ja jego rządzeniu niepodległ. 31Lecz
po piątym dniu rękę Pańską poznał: koń który nad inne zawżdy
był cichy, zębami go stargał, z niszczegóż się nań rzuciwszy,
i nogami go tak zbił, że trzeciego dnia ledwie doczekał –
wszyscy baczyli iż go ona pomsta Boża, którą mu święty Antoni
zagroził, zgubiła, a słowa się świętego ziściły.
32Umierając
i o czasie śmierci swej wiedząc, bracią pilnie upominał – aby
wiarę Bogu, którą od przodków i podania Apostolskiego wzięli,
zachowali – Arianów się i Melecjanów strzegąc, jako
nieprzyjaciół Bożych. Wiecie, powiada, jakom się ja heretyki
brzydził, iżem z nimi prze ich złą wolą, a uporną z Chrystusem
wojnę, łaskawie mówić nie mógł. Przestrzegał ich też, żeby
się na chytrościach szatańskich znali, a wiarować się ich
umieli. 33I
innemi zbawiennemi słowy ciesząc ich i ucząc, w pokoju a wesoło
ducha Bogu oddał, mając lat sto i pięć. Człowiek na pustyni
wychowany, a po wszytkim świecie wsławiony – mężny czartów
wojownik (tak iż jego się imienia, gdy je kto im straszył, po
wszytkim Egyptcie bali, i z ludzi uciekali) wielki mistrz wszytkim do
cnoty i miłości Boskiej. Którego się modlitwie świętej
poruczając, chwałę dajem Bogu w Trójcy jedynemu, którego jest
sława na wieki. Amen.
34Ten
testament świętego Antoniego około wiarowania i przestrzegania się
heretyckich spółków, terazby miał wielkie miejsce, by się czuć
Katolicy chcieli. Pospolita to była u świętych Apostołów, i u
innych Ducha Bożego pełnych, iż ludzi takich barzo strzegli. Sam
Apostoł już nie ludu pospolitemu, który łacniej w ich sidłach
uwięznąc może – ale samemu Biskupowi, który na takie rzeczy
ostrożniejszy był, to rozkazuje:35
Po wtórym, powiada, napominaniu (i trzeciego nie czekając) abyś
się heretyka wiarował, wiedząc iż taki przewrócony jest, i
grzeszy, własnym się swym sumnieniem potępiając. I o Janie
świętym Ewangeliście napisał Euzebius36
– iż do łaźniej wszedszy w Efezie, gdy w niej ujźrzał Cherynta
heretyka, do swych zawołał: 37wychodźmy
stąd, aby się ta łaźnia nie zapadła, w której się myje Cherynt
nieprzyjaciel prawdy Bożej. Tegoż sam nauczył Jan ś. mówiąc:38
Jeśli kto przychodzi do was, a tej nauki nie niesie – w dom go nie
przyjmujcie, i nie pozdrawiajcie go. Bo kto go pozdrawia, uczesnikiem
jest złośliwych jego uczynków. Także od Mistrza swego, Jana
świętego nauczony Polikarpus, jako pisze Ireneus stary Doktor,39
gdy potkał na ulicy Marcjona heretyka, a on mu rzekł: znaj się do
mnie Polikarpie – odpowiedział: Znam cię być pierworodnym synem
diabelskim. I w Starym Zakonie40
zakazał P. Bóg Prorokowi swemu z heretyki i odszczepieńcy jeść i
pić – i gdy tego w nieroztropności swej odstąpił, Lwowi go
zabić kazał. 41Wszakże
mym zdaniem to się właśnie o Kacermistrzach, nie tylo Ministrach,
ale innych upornych, a złe jady przeklętej nauki rozsiewających,
rozumie – iż się ich towarzystwa tak czujno i ostro strzec mamy.
Bo takim z nimi pospolitowaniem, bliźni się gorszy – tego co oni
są, na nas się domniemając – uszy się nasze mażą, bluźnienia
Bożego i Kościoła Jego słuchając – wdajem się sami w
niebezpieczeństwo, w ich sieci i samołówki naglądając. Są
bowiem słowa ich, wedle Apostoła,42
jako ciało skancerowane, które się na zarażenie przyległych
członków szerzą. W uściech ich Chrystus, Ewangelia, i Pismo brzmi
– 43a
w skutkach ich fałsz, swowolność i cielesność (na którąśmy z
przyrodzenia łaskawi) do wszytkich grzechów drzwi otwarza – i do
pogaństwa i zaprzenia się Boga wiedzie. Iż się to iści, co o
nich w osobie nierządnice, ku cudzołóstwu przybranej, Pismo mówi:44
Miód z plastru ściekający usta jej, i śliczniejsze niżli olej
słowa jej – ale koniec jej gorzki jako piołun, a język jej jako
ostra strzała, i miecz z obu stron siekający. Zakwaszona dzieża
ich, przaśnice dobrej wiary i świętych obyczajów, kwasem swoim
zaraża,45
a szukanie na oście i cierniu jagód ręce przebada.46
Tacy widzą dobrze, iż źle czynią, jako mówi Apostoł,47
a prawdę Bożą tępią – i długo się jej sprzeciwiając, do
onej czartowskiej zakamiałości przychodzą, iż na to wszytkę
duszę swoję ważą, aby prawda Boża pod ich nogami poległa; żeby
się tylo oni przy swej w rozumie hardości zostać mogli. 48Co
się dotycze inych pospolitych nieumiejętnością zwiedzionych, a
nikogoż nie zarażających heretyków (których się tak wiele
namnożyło, iż się sąsiedztwem i towarzystwem ich bawić musim)
potrzeba je znosić, a użalenie nad ich upadkiem mieć – wszakże
tym prawem. 49Naprzód,
aby ich społeczność namniej wierze i nabożeństwu naszemu nie
szkodziła. Bo inaczej lepiej, jako Pan mówi,50
i oko, i rękę, i nogę utracić – niżli jakie ubliżenie na
zbawieniu z towarzystwa i przyjaźni ludzkiej odnosić. K temu, aby
się z dobrego naszego zachowania budowali, i do wiary Katolickiej
wstęp mieli. Bo lepiejby przed nimi kryć niedostatki obyczajów
naszych, któremi się od wiary świętej odrażają. 51Nakoniec
abyśmy kwoli przyjaźni ich, żadnej rzeczy nabożeństwu ich i
wierze służącej nie czynili. To jest ani do ich schadzek szli, ani
uszu słuchaniem baśni ich nie mazali – ani umarłych ich do grobu
prowadzili, ani się w małżeństwo z nimi wdawali. Bo to są rzeczy
Katolikowi od Boga i Kościoła zakazane – i w wielki grzech wpada,
kto tak wiele dla ich przyjaźni czyni, czego się i dla ojca i matki
czynić nie godzi. O czym, zwłaszcza o małżeństwie z heretyki,
przy lepszej pogodzie, szerzej się mówić może.
1 XVII. Ianuar. Stycznia. Mart.
R. 7. Ianua.
2 Dz 2.
3 Usłyszenie
Ewangeliej w kościele, początek nawrócenia ś. Antoniego.
4 Mt 19.
5 W naśladowaniu dobrych
pilność ś. Antoniego.
6 Księgi ś. Antoniego świat
wszystek.
7 Ćwiczenie ś. Antoniego i
szkoła.
8 Pokusy diabelskie jakie,
i jako odegnane.
9 Zbicie Antoniego ś. od
czartów.
10 Słowa Antoniego ś. do czartów, jego straszących.
11 Znak krzyża ś. przeciw diabłom.
12 P. Jezusa widział ś. Antoni.
13 Pociecha po niezwyciężonej wojnie z diabły.
14 Antoni ś. w daleką się puszczą udał.
15 Misą srebrną skuszony od czarta Antoni ś.
16 Od złota uciekał Antoni ś.
17 Dwadzieścia lat w pustkach na dalekiej puszczy sam jeden
przemieszkał.
18 Wielka liczba uczniów Antoniego ś. a czego ich uczył.
19 W poznaniu sideł diabelskich wielkim był mistrzem ś. Antoni.
20 Chytrości szatańskie i w pościech.
21 Czego się czart nawięcej boi.
22 Cuda i duch Prorocki w ś. Antonim.
23 Heretykami jako się brzydził.
24 Heretyckiej potwarzy Antoni ś. nie wytrwał, gdy pletli żeby
trzymał z nimi.
25 Kazanie ś. Antoniego o Arianach.
26 List ś. Antoniego do Cesarza Konstantyna wielkiego i synów
jego.
27 Łaskawość Antoniego ś. i ludzkość ku wszytkim.
28 Proroctwo Antoniego ś. o przenaśladowaniu Ariańskim.
29 Ariańska okrutność.
30 List ś. Antoniego do starosty Arianina.
31 Pomsta nad Arianinem, upominaniem ś. Antoniego gardzącym.
32 Upominanie przy śmierci o wiarowanie heretyków.
33 Sto i pięć lat żyw był Antoni ś.
34 Obrok duchowny.
O wiarowaniu
się heretyckich spółków.
35 Tt 3.
36 Eccl. hist. li. 4. ca. 14.
37 Z Cherintem być ś. Jan w jednym domu niechciał.
38 2 J 1.
39 Li. 3. ca. 3. [Tzn. w Adversus hæreses.
Przyp. J.Sz.]
40 1 Krl 13.
41 Kacermistrze którzy są.
42 2 Tm 2.
43 Koniec heretyków cielesność a zaprzenie Boga.
44 Prz 5.
45 1 Kor 5.
46 Mt 7.
47 Tt 3.
48 Jaka z prostemi a zwiedzionemi heretyki społeczność Katolikom
przystoi.
49 1.
50 Mt 18.
51 2.
Źródło:
Ks.
Piotr Skarga, Żywoty
Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły
rok,
Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Subskrybuj:
Posty (Atom)
