Zwisające słuchawki
dwa długie włosy
łączące z niebem i ziemią
czułki odbierające drgnienia
przyrody niebiańskiej i ziemskiej
przyroda przyrastająca
wrastająca odrastająca
ucieleśniająca w nowym kształcie
poruszenia ducha
piątek, 19 lutego 2021
Dwa włosy
czwartek, 18 lutego 2021
Boże
Słowa Boże
to przysłowia
należy je przyjmować
na sposób Ducha
Słowo Boże
stało się ciałem
Bogiem z nami
przysłowiem dla człowieka
Słowa Boże
to ciała z krwi i kości
musisz je przerodzić
w czyn do szpiku kości
wtorek, 16 lutego 2021
Obietnica dana Jakubowi
Kiedy Jakub wychodzi ze swojej ziemi i udaje się do Egiptu, Bóg w drodze daje mu obietnicę: „Ja pójdę tam z tobą i Ja stamtąd cię wyprowadzę, a Józef zamknie ci oczy” (Rdz 46,4). Wszystko to się spełniło za życia Jakuba i po nim, jednak wyprowadzenie z Egiptu nie dokonało się tak, jak Jakub mógłby się spodziewać. Nie wrócił on do własnej ziemi za życia, ale umarł w Egipcie. Dopiero w swoich potomkach został on wyprowadzony z Egiptu.
Uważaj, żebyś tego, co Bóg do ciebie mówi, nie rozumiał tylko na sposób ludzki, ale przyjął słowo Boga, tak jak jest ci powiedziane, a później ujrzysz, jak się wypełnia na sposób Boski.
poniedziałek, 15 lutego 2021
O wolności do mordowania płodów
Jeśli ludzie będą przystawać na traktowanie płodu jako plwociny albo zbędnej części ciała, dojdzie do rozwinięcia wielu niezdrowych zachowań wynikających z obojętności, nieczułości, przemocy...
sobota, 13 lutego 2021
(145) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Tożsamość Jezusa
13 Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: «Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?» 14 A oni odpowiedzieli: «Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków». 15 Jezus zapytał ich: «A wy za kogo Mnie uważacie?» 16 Odpowiedział Szymon Piotr: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego». 17 Na to Jezus mu rzekł: «Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. 18 Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Opoka] i na tej opoce zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. 19 I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie». 20 Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem. (Mt 16,13-20)
27
Potem
Jezus udał się ze swoimi uczniami do wiosek pod Cezareą Filipową.
W drodze pytał uczniów: «Za
kogo uważają Mnie ludzie?»
28
Oni
Mu odpowiedzieli: «Za
Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za jednego z
proroków».
29
On
ich zapytał: «A
wy za kogo Mnie uważacie?»
Odpowiedział Mu Piotr: «Ty
jesteś Mesjasz».
30
Wtedy
surowo im przykazał, żeby nikomu o Nim nie mówili.
(Mk 8,27-30)
18
Gdy
raz modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się
do nich z zapytaniem: «Za
kogo uważają Mnie tłumy?»
19
Oni
odpowiedzieli: «Za
Jana Chrzciciela; inni za Eliasza; jeszcze inni mówią, że któryś
z dawnych proroków zmartwychwstał».
20
Zapytał
ich: «A
wy za kogo Mnie uważacie?»
Piotr odpowiedział: «Za
Mesjasza Bożego».
21
Wtedy
surowo im przykazał i napomniał ich, żeby nikomu o tym nie mówili.
(Łk 9,18-21)
13
Ἐλθὼν δὲ ὁ Ἰησοῦς εἰς τὰ
μέρη Καισαρείας τῆς Φιλίππου ἠρώτα
τοὺς μαθητὰς αὐτοῦ λέγων· τίνα
λέγουσιν οἱ ἄνθρωποι εἶναι τὸν υἱὸν
τοῦ ἀνθρώπου; 14
οἱ δὲ εἶπαν· οἱ μὲν Ἰωάννην
τὸν βαπτιστήν, ἄλλοι δὲ Ἠλίαν, ἕτεροι
δὲ Ἰερεμίαν ἢ ἕνα τῶν προφητῶν. 15
λέγει αὐτοῖς· ὑμεῖς δὲ τίνα
με λέγετε εἶναι; 16
ἀποκριθεὶς δὲ Σίμων Πέτρος
εἶπεν· σὺ εἶ ὁ χριστὸς ὁ υἱὸς τοῦ
θεοῦ τοῦ ζῶντος. 17
Ἀποκριθεὶς δὲ ὁ Ἰησοῦς εἶπεν
αὐτῷ· μακάριος εἶ, Σίμων Βαριωνᾶ,
ὅτι σὰρξ καὶ αἷμα οὐκ ἀπεκάλυψέν
σοι ἀλλ’ ὁ πατήρ μου ὁ ἐν τοῖς
οὐρανοῖς. 18
κἀγὼ δέ σοι λέγω ὅτι σὺ εἶ
Πέτρος, καὶ ἐπὶ ταύτῃ τῇ πέτρᾳ
οἰκοδομήσω μου τὴν ἐκκλησίαν καὶ
πύλαι ᾅδου οὐ κατισχύσουσιν αὐτῆς.
19 δώσω
σοι τὰς κλεῖδας τῆς βασιλείας τῶν
οὐρανῶν, καὶ ὃ ἐὰν δήσῃς ἐπὶ τῆς
γῆς ἔσται δεδεμένον ἐν τοῖς οὐρανοῖς,
καὶ ὃ ἐὰν λύσῃς ἐπὶ τῆς γῆς ἔσται
λελυμένον ἐν τοῖς οὐρανοῖς. 20
Τότε διεστείλατο τοῖς μαθηταῖς
ἵνα μηδενὶ εἴπωσιν ὅτι αὐτός ἐστιν
ὁ χριστός. (Mt 16,13-20)
27
Καὶ ἐξῆλθεν ὁ Ἰησοῦς καὶ οἱ
μαθηταὶ αὐτοῦ εἰς τὰς κώμας Καισαρείας
τῆς Φιλίππου· καὶ ἐν τῇ ὁδῷ ἐπηρώτα
τοὺς μαθητὰς αὐτοῦ λέγων αὐτοῖς·
τίνα με λέγουσιν οἱ ἄνθρωποι εἶναι;
28 οἱ
δὲ εἶπαν αὐτῷ λέγοντες [ὅτι] Ἰωάννην
τὸν βαπτιστήν, καὶ ἄλλοι Ἠλίαν, ἄλλοι
δὲ ὅτι εἷς τῶν προφητῶν. 29
καὶ αὐτὸς ἐπηρώτα αὐτούς·
ὑμεῖς δὲ τίνα με λέγετε εἶναι;
ἀποκριθεὶς ὁ Πέτρος λέγει αὐτῷ· σὺ
εἶ ὁ χριστός. 30
καὶ ἐπετίμησεν αὐτοῖς ἵνα
μηδενὶ λέγωσιν περὶ αὐτοῦ. (Mk
8,27-30)
18
Καὶ ἐγένετο ἐν τῷ εἶναι αὐτὸν
προσευχόμενον κατὰ μόνας συνῆσαν
αὐτῷ οἱ μαθηταί, καὶ ἐπηρώτησεν
αὐτοὺς λέγων· τίνα με λέγουσιν οἱ
ὄχλοι εἶναι; 19
οἱ δὲ ἀποκριθέντες εἶπαν·
Ἰωάννην τὸν βαπτιστήν, ἄλλοι δὲ
Ἠλίαν, ἄλλοι δὲ ὅτι προφήτης τις τῶν
ἀρχαίων ἀνέστη. 20
εἶπεν δὲ αὐτοῖς· ὑμεῖς δὲ
τίνα με λέγετε εἶναι; Πέτρος δὲ
ἀποκριθεὶς εἶπεν· τὸν χριστὸν τοῦ
θεοῦ. 21
ὁ δὲ ἐπιτιμήσας αὐτοῖς
παρήγγειλεν μηδενὶ λέγειν τοῦτο 22
εἰπὼν ὅτι δεῖ τὸν υἱὸν τοῦ
ἀνθρώπου πολλὰ παθεῖν καὶ ἀποδοκιμασθῆναι
ἀπὸ τῶν πρεσβυτέρων καὶ ἀρχιερέων
καὶ γραμματέων καὶ ἀποκτανθῆναι καὶ
τῇ τρίτῃ ἡμέρᾳ ἐγερθῆναι. (Łk
9,18-21)
«A
ten znak, o który prosili wczoraj faryzeusze, to był „kwas”,
Nauczycielu?» – dopytuje się Tomasz.
«To
był kwas i trucizna».
«Dobrze
zrobiłeś, że im go nie dałeś».
«Ale
dam im go kiedyś...»
«Kiedy?
Kiedy?» – dopytują się zaciekawieni.
«Pewnego
dnia...»
«A
co to za znak? Nie powiesz tego nawet nam, Twoim apostołom? Żebyśmy
mogli od razu go rozpoznać?» – pyta Piotr, chcąc się
dowiedzieć.
«Wam
znak nie powinien być potrzebny» [– mówi Jezus.]
«O,
to nie dlatego, żeby w Ciebie uwierzyć! Nie jesteśmy ludźmi o
różnych poglądach. Mamy tylko jeden: kochać Ciebie» – mówi
żywo Jakub, syn Zebedeusza.
«Ale
co mówią o Mnie ludzie, do których wy podchodzicie, tak po prostu,
bliżej niż Ja? [Co mówią] bez skrępowania, jakie Ja mógłbym [w
nich] wywołać? Za kogo uważają Syna Człowieczego?»
«Niektórzy
mówią, że jesteś Jezusem, to znaczy Chrystusem. To są ci
najlepsi. Inni nazywają Cię Prorokiem, inni – tylko Rabbim. A
jeszcze inni... wiesz o tym... mówią, że jesteś szalony i
opętany...»
«Niektórzy
zaś, mówiąc o Tobie, posługują się określeniem, którego Ty
używasz. Mówią: „Syn Człowieczy”».
«Niektórzy
jednak twierdzą, że tak nie może być, bo Syn Człowieczy to ktoś
inny. Ale przez to nie zawsze zaprzeczają, bo właściwie przyjmują,
że jesteś kimś więcej niż Synem Człowieczym: jesteś Synem
Boga. Inni, przeciwnie, mówią, że nie jesteś nawet Synem
Człowieczym, tylko biednym człowiekiem, którego pobudza szatan lub
którym miota szaleństwo. Widzisz, że opinie są liczne i całkiem
odmienne» – mówi Bartłomiej.
«A
kim – według ludzi – jest Syn Człowieczy?»
«To
człowiek, w którym są wszystkie najpiękniejsze ludzkie cnoty; to
człowiek, który łączy w sobie wszelkie zalety inteligencji,
mądrości, łaski; to ktoś taki, jaki – tak sądzimy – był
Adam. Niektórzy zaś dodają do tego jeszcze nieśmiertelność.
Wiesz, że już krąży pogłoska o Janie Chrzcicielu. [Mówi się,]
że nie umarł, lecz został przeniesiony przez aniołów. [Niektórzy
twierdzą], że Herod – aby nie uznać się za pokonanego przez
Boga, a jeszcze bardziej przez Herodiadę – [kazał] zabić
jakiegoś sługę. Po odcięciu mu głowy pokazywano okaleczone ciało
tego sługi jako ciało Chrzciciela. Ludzie opowiadają takie
historie! Inni znów myślą, że Syn Człowieczy to Jeremiasz lub
Eliasz albo jeden z proroków, a nawet Chrzciciel we własnej osobie.
Bo w nim była łaska i mądrość. On mówił o sobie, że jest
poprzednikiem Chrystusa... Chrystus to Pomazaniec Boży... Syn
Człowieczy to wielki człowiek zrodzony z człowieka. Wielu nie
potrafi lub nie chce przyjąć, że Bóg mógł wysłać Swego Syna
na ziemię. Ty powiedziałeś to wczoraj: „Uwierzą tylko ci,
którzy są przekonani o nieskończonej dobroci Boga”. A Izrael
bardziej wierzy w surowość Boga niż w Jego nieskończoną
dobroć...» – wyjaśnia znowu Bartłomiej.
Zelota
przytakuje:
«Tak.
Istotnie, czują się tak niegodni, że uważają za niemożliwe to,
by Bóg był tak dobry, aby wysłać Swoje Słowo dla ich ocalenia.
Upadek ich dusz jest tym, co stawia przeszkody ich wierze...»
Potem
dodaje: «Mówisz, że jesteś Synem Bożym i Człowieczym.
Rzeczywiście, w Tobie – człowieku – mieści się wszelka łaska
i wszelka mądrość. Naprawdę wierzę, że gdyby ktoś zrodził się
w stanie łaski z Adama, przypominałby Ciebie swoim pięknem,
inteligencją i wszystkimi innymi cechami. Ale w Tobie jaśnieje też
moc Boża. Jakże jednak może uwierzyć w to ktoś z tych, którzy
siebie uważają za bogów i w swojej niezmiernej pysze mierzą Boga
własną miarą? Oni – okrutni, pełni nienawiści, dzicy,
nieczyści – z pewnością nie mogą przyjąć, że Bóg w Swej
łagodności doszedł do dania samego Siebie. Swą miłość [dał],
żeby ich odkupić; Swoją wspaniałomyślność – żeby ich
zbawić; Swą czystość – żeby się wydać człowiekowi, żeby
poświęcać się pośród nas. Oni nie mogą tego [przyjąć]. Oni –
bezlitośni i podchwytliwi – szukają tylko błędów, żeby za nie
ukarać».
«A
wy co mówicie? Kim jestem? Powiedzcie to naprawdę zgodnie z waszym
osądem, nie zważając na Moje słowa i opinie bliźniego. Gdybyście
byli zobowiązani Mnie określić, co powiedzielibyście? Kim
jestem?»
«Ty
jesteś Chrystus, Syn Boga Żywego!» – woła Piotr, upadając na
kolana. Ramiona ma wyciągnięte w górę ku Jezusowi, który patrzy
na niego z twarzą rozpromienioną i pochyla się, żeby go podnieść
i ucałować. Mówi:
«Błogosławiony
jesteś, o Szymonie, synu Jony! Bo to nie ciało ani krew objawiły
ci to, lecz mój Ojciec, który jest w niebie. Od pierwszego dnia,
kiedy przyszedłeś do Mnie, stawiałeś sobie to pytanie. A ponieważ
byłeś prosty i uczciwy, potrafiłeś pojąć i przyjąć odpowiedź
przychodzącą do ciebie z Nieba. Nie widziałeś nadprzyrodzonych
zjawisk, jak twój brat i Jan, i Jakub. Nie znałeś Mojej świętości
syna, robotnika, obywatela, jak Juda i Jakub, Moi bracia. Nie
doznałeś cudu ani nie widziałeś, jak go dokonuję. Nie dałem ci
znaku Mojej mocy, jak to uczyniłem [wobec innych], a co widział
Filip, Natanael, Szymon Kananejczyk, Tomasz i Judasz. Nie zostałeś
pokonany Moją wolą jak Mateusz, celnik. A jednak zawołałeś: „On
jest Chrystusem!”. Od pierwszej chwili, w której Mnie ujrzałeś,
uwierzyłeś. Twoja wiara nigdy się nie zachwiała. To dlatego
nazwałem cię: Kefas, i dlatego na tobie, Skale, wzniosę Mój
Kościół, a moce Piekła go nie przemogą. Tobie dam klucze
Królestwa Niebieskiego. I wszystko, co zwiążesz na ziemi, będzie
związane w Niebie, a wszystko, co rozwiążesz na ziemi, będzie
rozwiązane w Niebie, o mężu wierny i roztropny, którego serca
mogłem doświadczyć. I tu, od tej chwili, jesteś przywódcą.
Należy cię słuchać i szanować jak Mnie samego. I takim ogłaszam
go wobec was wszystkich».
Gdyby
Jezus zmiażdżył Piotra gradem wyrzutów, jego łzy nie byłyby
bardziej obfite. Płacze i wybucha szlochem, z twarzą na piersi
Jezusa. To łzy, które już się nie powtórzą, z wyjątkiem łez
niepohamowanego bólu z powodu zaparcia się Jezusa. Teraz są to łzy
tysiąca uczuć, dobre i pokorne... Jest w nim jeszcze trochę
starego Szymona – rybaka z Betsaidy, który na pierwszą wieść
[przyniesioną przez] brata, powiedział ze śmiechem i
niedowierzaniem: „Mesjasz ci się ukazał?!... Naprawdę?!”. Ale
odrobina tego starego Szymona rozpada się już pod łzami. Pod coraz
cieńszą powłoką natury ludzkiej coraz bardziej ukazuje się
Piotr, Najwyższy Kapłan Kościoła Chrystusowego.
Kiedy
podnosi twarz, onieśmielony i zmieszany, potrafi uczynić tylko
jeden gest, żeby wszystko powiedzieć, żeby obiecać wszystko, żeby
się całkowicie oddać swej nowej posłudze: zarzuca swe krótkie
muskularne ramiona na szyję Jezusa i zmusza Go do pochylenia się,
żeby go ucałować. Jego włosy, nieco zmierzwione i siwiejące,
mieszają się ze złotymi włosami i brodą Jezusa. Potem spogląda
na Niego spojrzeniem pełnym uwielbienia, serdecznym, błagającym,
oczyma nieco otępiałymi, błyszczącymi i czerwonymi od wylanych
łez. Trzyma w swych chropowatych, szerokich, mocnych dłoniach
ascetyczną twarz pochylonego nad nim Nauczyciela, jakby była ona
wazą, z której płynie ożywczy napój... I pije, pije słodycz i
łaskę, pewność i siłę z tej twarzy, z tych oczu, z tego
uśmiechu...
Wreszcie
rozdzielają się. Podejmują marsz ku Cezarei Filipowej i Jezus mówi
do wszystkich:
«Piotr
powiedział prawdę. Wielu ją przeczuwa, wy zaś ją znacie. Nie
mówcie jednak na razie nikomu, kim jest Chrystus w pełni znanej wam
prawdy. Pozwólcie Bogu mówić w sercach [ludzi], jak mówi w
waszych. Zaprawdę powiadam wam, że ci, którzy na Moje i wasze
zapewnienia odpowiedzą doskonałą wiarą i doskonałą miłością,
dojdą do poznania prawdziwego znaczenia słów: „Jezus, Chrystus,
Słowo, Syn Człowieczy i Boży”». (IV
[cz. 1-2], 31:
27 listopada 1945. A,
7110-7123)
«Quel
segno che i farisei chiedevano ieri era “lievito”, Maestro?»,
chiede Tommaso.
«Era
lievito e veleno».
«Hai
fatto bene a non darglielo».
«Ma
glielo darò un giorno».
«Quando?
Quando?», chiedono curiosi.
«Un
giorno…».
«E
che segno è? Non lo dici neppure a noi, i tuoi apostoli? Perché lo
si possa riconoscere subito», chiede voglioso Pietro.
«Voi
non dovreste avere bisogno di un segno».
«Oh!
non per poter credere in Te! Non siamo la gente che ha molti
pensieri, noi. Noi ne abbiamo uno solo: amare Te», dice
veementemente Giacomo di Zebedeo.
«Ma
la gente, voi che l’avvicinate, così alla buona, più di Me, e
senza la soggezione che Io posso incutere, che dice che Io sia? E
come definisce il Figlio dell’uomo?».
«Chi
dice che tu sei Gesù, ossia il Cristo, e sono i migliori. Gli altri
ti dicono Profeta, altri solo Rabbi, e altri, Tu lo sai, ti dicono
pazzo e indemoniato».
«Qualcuno
usa per Te il nome stesso che Tu ti dai, e ti dice: “Figlio
dell’uomo”».
«E
alcuni anche dicono che ciò non può essere, perché il Figlio
dell’uomo è ben altra cosa. Né è sempre negazione questa. Perché
in fondo essi ammettono che Tu sei da più del Figlio dell’uomo:
sei il Figlio di Dio. Altri invece dicono che Tu non sei neppure il
Figlio dell’uomo, ma un povero uomo che satana agita o che
sconvolge la demenza. Tu vedi che i pareri sono molti e tutti diversi
», dice Bartolomeo.
«Ma
per la gente chi è dunque il Figlio dell’uomo?».
«E’
un uomo nel quale siano tutte le virtù più belle dell’uomo, un
uomo che raduni in sé tutti i requisiti di intelligenza, sapienza,
grazia che pensiamo fossero in Adamo, e taluni a questi requisiti
aggiungono quello del non morire. Tu sai che già circola la voce che
Giovanni Battista non sia morto. Ma solo trasportato altrove dagli
angeli, e che Erode, per non dirsi vinto da Dio, e più ancora
Erodiade, abbiano ucciso un servo e, sottratto il capo di lui,
abbiano mostrato come cadavere del Battista il corpo mutilato del
servo. Tante ne dice la gente! Perciò pensano in molti che il Figlio
dell’uomo sia o Geremia, o Elia, o qualcuno dei Profeti e anche lo
stesso Battista, nel quale era grazia e sapienza, e si diceva il
Precursore del Cristo. Cristo: l’Unto di Dio. Il Figlio dell’uomo:
un grande uomo nato dall’uomo. Non possono ammettere in molti, o
non lo vogliono ammettere, che Dio abbia potuto mandare suo Figlio
sulla Terra. Tu lo hai detto ieri: “Crederanno solo coloro che sono
convinti della infinita bontà di Dio”. Israele crede nel rigore di
Dio più che nella sua bontà… », dice ancora Bartolomeo.
«Già.
Si sentono infatti tanto indegni che giudicano impossibile che Dio
sia tanto buono da mandare il suo Verbo per salvarli. Fa ostacolo al
loro credere in ciò lo stato degradato della loro anima», conferma
lo Zelote. E aggiunge: «Tu lo dice che sei il Figlio di Dio e
dell’uomo. Infatti i Te è ogni grazia e sapienza come uomo. Ed io
credo che realmente chi fosse nato da un Adamo in grazia ti avrebbe
somigliato per bellezza e intelligenza ed ogni altra dote. E in Te
brilla Dio per la potenza. Ma chi lo può credere fra coloro che si
credono dèi e misurano Dio su se stessi, nella loro superbia
infinita? Essi, i crudeli, gli odiatori, i rapaci, gli impuri, non
possono certo pensare che Dio abbia spinto la sua dolcezza a dare Se
stesso per redimerli, il suo amore a salvarli, la sua generosità a
darsi in balìa dell’uomo, la sua purezza a sacrificarsi fra noi.
Non lo possono, no, essi che sono così inesorabili e cavillosi a
cercare e punire le colpe».
«E
voi chi dite che Io sia? Ditelo proprio per vostro giudizio, senza
tenere conto delle mie parole o di quelle altrui. Se foste obbligati
a giudicarmi, che direste che Io sia?».
«Tu
sei il Cristo, il Figlio del Dio vivente », grida Pietro
inginocchiandosi a braccia tese verso l’alto, verso Gesù, che lo
guarda con un volto tutto luce e che si curva a rialzarlo per
abbracciarlo dicendo:
«Te
beato, o Simone, figlio di Giona! Perché non la carne né il sangue
te lo ha rivelato, ma il Padre mio che è nei Cieli. Dal primo giorno
che venisti a Me ti sei fatto questa domanda, e poiché eri semplice
e onesto hai saputo comprendere e accettare la risposta che ti veniva
dai Cieli. Tu non vedesti manifestazioni soprannaturali come tuo
fratello e Giovanni e Giacomo. Tu non conoscevi la mia santità di
figlio, di operaio, di cittadino come Giuda e Giacomo, miei fratelli.
Tu non ricevesti miracolo né vedesti farne, né ti diedi segno di
potenza come feci e come videro Filippo, Natanaele, Simon Cananeo,
Tommaso, Giuda. Tu non fosti soggiogato dal mio volere come Levi il
pubblicano. Eppure tu hai esclamato: “Egli è il Cristo!”. Dalla
prima ora che mi hai visto, hai creduto, né mai la tua fede fu
scossa. Per questo io ti ho chiamato Cefa. E per questo su te,
Pietra, Io edificherò la mia Chiesa, e la porte dell’inferno non
prevarranno contro di lei. A te darò le chiavi del Regno dei Cieli.
E qualunque cosa avrai legato sulla Terra sarà legata anche nei
Cieli. E qualunque cosa avrai sciolta sulla Terra sarà sciolta anche
nei Cieli, o uomo fedele e prudente di cui ho potuto provare il
cuore. E qui, da questo momento, tu sei il capo, al quale va data
ubbidienza e rispetto come ad un altro Me stesso. E tale lo proclamo
davanti a tutti voi».
Se
Gesù avesse schiacciato Pietro sotto una grandine di rimproveri, il
pianto di Pietro non sarebbe stato così alto. Piange tutto scosso
dai singhiozzi, col volto sul petto di Gesù. Un pianto che avrà
solo riscontro in quello in frenabile del suo dolore di rinnegatore
di Gesù. Ora è pianto fatto di mille sentimenti umili e buoni… Un
altro poco dell’antico Simone – il pescatore di Betsaida che al
primo annuncio del fratello aveva riso dicendo: «Il Messia appare a
te!… Proprio! », incredulo e ridanciano – un poco tanto
dell’antico Simone si sgretola sotto quel pianto per fare apparire,
sotto la crosta assottigliata della sua umanità, sempre più
nettamente il Pietro, pontefice della Chiesa di Cristo.
Quando
alza il viso, timido, confuso, non sa che fare un atto per dire
tutto, per promettere tutto, per rinforzarsi tutto al nuovo
ministero: quello di gettare le sue braccia corte e muscolose al
collo di Gesù e obbligarlo a chinarsi per baciarlo, mescolando i
suoi capelli, la sua barba, un poco ispidi e brizzolati, ai capelli e
alla barba morbidi e dorati di Gesù, guardandolo poi con uno sguardo
adorante, amoroso, supplichevole, degli occhi un poco bovini, lucidi
e rossi delle lacrime sparse, tenendo nelle sue mani callose, larghe,
tozze, il viso ascetico del Maestro curvo sul suo, come fosse un vaso
da cui fluisse liquore vitale… e beve, beve, beve con dolcezza e
grazia, sicurezza e forza, da quel viso, da quegli occhi, da quel
sorriso… Si sciolgono infine, tornando ad andare verso Cesarea di
Filippo, e Gesù dice a tutti: «Pietro ha detto la verità. Molti
l’intuiscono, voi la sapete. Ma voi, per ora, non dite ad alcuno
ciò che è il Cristo nella verità completa di ciò che sapete (è
una raccomandazione di Gesù che si ritrova anche in altre occasioni
e la cui ragione è quasi sempre nei rispettivi contesti come qui, o
in una nota come in Cap 349. Maria Ss. Ne darà una spiegazione più
profonda nel Cap 642 Vol 10). Lasciate che Dio parli nei cuori come
parla nel vostro. In verità vi dico che quelli che alle mie
asserzioni o alle vostre aggiungono la fede perfetta e il perfetto
amore, giungono a sapere il vero significato delle parole “Gesù,
il Cristo, il Verbo, il Figlio dell’uomo e di Dio”». (5, 343)
Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)
Zapis
grecki: wyd. Nestle-Aland 28
Przekład
polski Poematu
Boga-Człowieka napisanego
przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał
Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz.
1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6:
2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)
Zapis
włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo
come mi e' stato rivelato, Edizioni
Paoline, Pisa 2001
piątek, 12 lutego 2021
Przemoc prawna
czwartek, 11 lutego 2021
(100) Żywoty Świętych: Hugon z Grenoble
Żywot
ś. Hugona Biskupa w Gracjanopolu,
pisany
od Gwidona Przeora piątego u Kartuzów, z rozkazania Papieża
Innocencjusza wtórego, który żył tegoż czasu, i ten Gwido, około
roku Pańskiego – 1100. Surius
Tom. 2.1
Acz
próżno z rodzaju tego męża zalecać – bo wiele się ze złych
rodziców dobrych synów, a z dobrych także wiele złych się dzieci
rodzi – i mało na tym jest jako się kto urodził – na tym
wszytko, jako kto żył – nie to płaci, kto się wielkim domem
sławi – ale kto świecką zacnością dla Chrystusa wzgardzi –
wszakże to się o jego rodzicach powiedzieć może – iż będąc z
Walencjej nie podłego stanu, a żyjąc bogobojnie, 2tym
ich Pan Bóg uczcił – iż oboje z rąk kapłańskich tego syna
swego przy śmierci przenaświętszy Sakrament wzięli. Namówił był
ojca, iż na starość do klasztoru Kartuzów wstąpił – i żył w
nim lat ośmnaście, a sto lat mając, umarł. Matka jego gdy tego
świętego Hugona jeszcze w żywocie nosiła, widziała przez sen, iż
urodziła synaczka pięknego, którego święci w niebo nieśli,
miedzy którymi był Piotr święty, i Bogu go ofiarowali – dla
tegoż go dali rodzicy na nauki – których gdy skończył a miał
lat dwadzieścia i siedm, na Synodzie w Awinionie będąc, na
Biskupstwo Gracjanopolskie obrany jest.
Był
młodzieniec krasny, wzrostu wysokiego, a barzo wierny i wstydliwy, w
nauce i sprawach ludzkich i Boskich biegły. 3Długo
się z Biskupstwa wymawiał, niegodność swoję i młode lata
przekładając, a niebezpieczeństwa się swego i ludzkich dusz
bojąc, żeby jego sprawą złą tak wielki urząd zelżony i
pomazany nie był. Ale gdy wszyscy oni Biskupi i z posłem Papieskim
który tam był, wiedli go do tego, aby ochotnie ten urząd przyjął,
uczynił to z posłuszeństwa – wszakże póki był żyw, zawżdy
się Biskupstwa niegodnym być znał i mienił – i gotowym się
zawżdy do złożenia jego z siebie pokazował. 4Poświęcenia
wziąć z ręku Arcybiskupa Wieneńskiego Garmunda niechciał –
przeto iż w świętokupstwie osławionym był – i wolał do Rzymu
dla tego jachać. Tam będąc, wpadł w ciężką pokusę szatańską,
na której się nie znał, ani wiedział co z nią czynić.
5Przychodziły
mu na myśli bluźnierskie i sprośne rzeczy o Panu Bogu, i o Boskich
rzeczach, które go tak suszyły we dnie i w nocy, iż prawie o
zdrowie z frasunku przychodził – acz drugdy mniejszą, drugdy
więtszą z nimi trwogę miał. A mniemając aby go za to Pan Bóg
karał, i tym od niego obrażony był, iż Biskupstwo przyjął, acz
nie z chuci – umyślił wszytkiego zaniechać, a ten urząd z
siebie złożyć. Gdy w tym smutny barzo chodził, jednemu się
towarzyszowi zwierzył ciężkości onej swojej – który mu radził,
widząc jego wielką troskę, aby się z tym Papieżowi Grzegorzowi
na ten czas siódmemu otworzył – i od niego jako od Chrystusowego
namiestnika poradę i lekarstwo wziął. 6Uczynił
tak Hugo święty, i usłyszał potrzebną, pocieszną i prawdziwą
od tego który już był w takich rzeczach ćwiczony, naukę.
Powiedział mu Papież, iż to są chytrości szatańskie, który tym
chce, gdy inaczej nie może, od dobrego odwodzić – gdy baczy jaka
go szkoda od tego którego tym kusi, potkać ma, chcąc serce
rozerwać a do jakiej rozpaczy przywieść – i kazał mu być
dobrej myśli, a ono dopuszczenie Boże brać za krzyż, i znak
miłości Boskiej – grzechu się żadnego w tym nie bojąc, ale
raczej za cierpliwością wysługi nadziewając. Tymi słowy
pocieszony i nauczony święty Hugo, święcenie wziąwszy, na swe
Biskupstwo jachał. 7Wszakże
przez cały prawie żywot jego, ta go pokusa trapiła.
8Na
Biskupstwie wielki nierząd, zwłaszcza w księży nalazł – którzy
nie tylo byli nieumiejętni, ale tak swowolni, iż i kapłani żenić
się jawnie śmieli, święte rzeczy przedawali, kościoły,
dziesięciny, ofiary, cmyntarze, w moc ludziom świeckim dawali –
lichwili, kupczyli, a z tym wszytkim do kościoła wchodzić i
przenaświętszych tajemnic używać śmieli. Dobra biskupie przez
przodki jego tak były zgubione i zniszczone, iż i pożywienia
Biskup nie miał, a często Hugo ś. i głód z swemi cierpiał. A
lud także patrząc na kapłany nie był lepszy. Jakiej pracej i
frasunków naprawując one złe postępki, jakiej czujności,
starania, niespania użył – a jako się sam dla tego postami,
modlitwami, bieganiem, myśleniem, płakaniem, upominaniem trudził –
to trudno wymówić. Jednak mu P. Bóg pomagał, iż wżdy rząd i
karność się kościelna naprawowała. Wszakże sam na się oczy
mając, a widząc i młode lata swoje, i wielkie niebezpieczeństwo
do upadków, i tak jako on sam o sobie zawżdy rozumiał,
niedoskonałość postępków swoich – dwie lecie na onej pracej
strawiwszy, 9wszytko
opuścił i do klasztoru Kluniaceńskiego, chcąc się tam lepiej
uczyć pokory i cnót kapłańskich, wstąpił. Gdzie gdy rok
przemieszkał, a z przykładów onych świętych, którzy tam byli,
wielki pochop w doskonałości duchownej wziął – za przymuszeniem
Grzegorza Papieża, musiał się zasię na Biskupstwo wrócić.
Wyszedł
stamtąd wielce ku służbie Bożej gorącym – mając miasto
klasztoru opatrzność i czujność nad samym sobą – miasto
starszego i Opata sprawiedliwość, nad jej rozkazanie nic nie
czyniąc – a miasto towarzystwa bracią niektórą z klasztoru, bez
których żyć nigdy niechciał. Pilnował urzędu swego czujnie,
wielką miłością służąc wszytkim wedle Apostoła10
– z chorymi chorzejąc, a na wzgorszenia i na upadki w grzech owiec
swoich bolejąc – o żadną się rzecz nie frasował więcej, jedno
gdy się źle kościołowi działo – 11a
z niczego się nie weselił, jedno gdy dobre jego, w cnocie ludzkiej
i miłości ku Bogu kwitnęło.
12Po
trzech leciech jako z klasztora wyszedł, przyszedł do niego on
zacny Bruno święty, i uczony ociec pierwszy Kartuzów, z siedmią
towarzyszów swoich – szukając miejsca na mieszkanie pustelnicze,
i jego się w tym radząc. O z jakim je weselem przyjął, zwłaszcza
iż miał mało przedtym przez sen widzenie, iż na jednej puszczej
mieszkanie mu Pan Bóg zbudował, a siedm go gwiazd do niego
prowadziło. 13Tedy
sam szedł z onymi ojcy na puszczą, miejsce im ukazał, zbudował, i
on pierwszy u Kartuzów klasztor osadził – tam z nimi barzo często
przebywał, ich się przykłady świętymi, jako od ognia zapalając
– żył z nimi nie jako Biskup, ale jako brat napodlejszy. Na on
czas gdy jeszcze po dwu wspołem w zamknieniu mieszkali – towarzysz
z którym Biskup przemieszkiwał Gwilhelmus, często się przed
świętym Brunonem żałował, iż mu Biskup wszytkie posługi
robotne w komorze, które spólne być mają, wydzierał, a z nim
mieszkał nie jako towarzysz, ale jako sługa. Tak się tam rad
miedzy nimi bawił, iż go Bruno święty często wypądzał, mówiąc:
idźcie do owiec, a czyńcie coście winni.
A
iż rady tego Brunona ś. tak słuchał, jako rozkazania własnego
swego przełożonego – czynił wszystko co on kazał. 14Gdy
zapalony ku Chrystusowej pokorze i ubóstwu, pieszymi nogami wszędzie
chodzić, a wszytkie konie i wozy na ubogie posprzedać chciał, o to
się ś. Brunona dokładał – człowiek głębokiego baczenia
radzić mu tego niechciał – przeto aby się z tego w pychę nie
podniósł, a innych tą osobliwością Biskupów nie obraził, a
chcąc chodzić pieszo na drogach, aby potym prze niedużość nie
ustawał. 15Potym
z wielkich postów, modlitw, czytania, rozmyślania, wpadł w bolenie
głowy i żołądka, i w tym ciężkim utrapieniu żył blisko
czterdziestu lat, nigdy nie mając odpoczynienia. Do onego
szatańskiego policzkowania, którym był gaban, ten drugi nań krzyż
włożony był – i tymi dwiema ognioma jako złoto ustawicznie się
paląc a czyściąc, na wielkie się ku Bogu nabożeństwo i ku
bliźnim politowanie, zapomógł i zdobył. Bo im więcej czuł
utrapienia, tym się więcej od świeckich rzeczy dzieląc, na
niebieskie słodkości podnosił, jako Psalm mówi:16
Wedle wielkości boleści w sercu moim, pociechy twoje, Panie,
uweseliły duszę moję. 17Miał
od Pana Boga wielki dar zmiękczenia serca i łez nabożnych, tak iż
mu się, jako mówi ś. Dawid, łzy jego chlebem zstawały w nocy i
we dnie, a jagody jego nigdy nie oschły – czytać i śpiewać i
modlić się nigdy bez nich nie mógł, i przy obiedzie często
wytryskały, by się był nie hamował, a zwłaszcza już blisko
śmierci będąc. 18Przy
stole mając czytelnika, gdy się co nabożnego trafiło, powtóre
rozkazując, a słodkości onej duchownej lepiej niżli potraw
cielesnych smakując, łzami się zalewał, tak iż sobie smak w
potrawach przerywał. Stołownicy jego ten obyczaj wiedząc, na
czytelnika kiwali, gdy się co takiego trafiło, aby prędko
przebieżał, żeby wżdy spokojnie co ku posileniu zjeść mógł.
19Spowiedzi
sam słuchając, a łaskawie i pokornie grzeszne przyjmując, płakał
z płaczącymi, a twarde serca swym wzdychaniem i łykaniem do
skruchy pobudzał. Powiadał nam jeden brat nasz, który w zakonie
długo bogobojnie żył i dokonał, na imię Kaluesius – gdy był
jeszcze świeckim (bo był człowiekiem w kościele onym zacnym
urzędy i nauką) gdy się przed nim grzechów swoich spowiadał: tak
wiele, prawi, na wierzch głowy mojej płacząc nademną łez wylał,
iż zmoczywszy włosy i na twarz mi ciekły. Białychgłów spowiedzi
nigdy w kącie słuchać niechciał, jedno na miejscu jawnym i oczom
ludzkim przejźrzystym – a od widzenia twarzy ich oczy odwracając,
ucho tylo przykładał. 20W
czym był barzo ostrożny około szafunku oczu swoich – bo gdy z
zacnymi i uczciwymi paniami, cześć im powinną czyniąc, ochotnie i
wesoło rozmawiał – nigdy jaka która była na twarzy,
niewiedział. 21Matka
moja mogła z nim rozmawiać kiedy i jako wiele chciała – a gdym
go spytał jeśliby się już starością stargała – pomyśliwszy
trochę, rzekł: niewiemci starali była, młodali. Drugi raz także,
jedna pani strojno przybrana i upiękrzona, rozmawiała z nim dosyć
nie skromnie – odprawiwszy ją jako przystało, kapłani i
zakonnicy, którzy przy nim byli, rzekli mu: czemuś jej nie sfukał,
iż tak twarz swoję gładzi i przybiera? Odpowiedział: jam nie
widział jaką twarz ma. Gdy mu mówił Ailardus Arcykapłan: ja
patrzę na twarz niewiast, ale w tym szkody żadnej dusznej nie czuję
– bo z łaski Bożej czystym wzrokiem to czynię – powiedział,
iż to wielom innym szkodę przynosi – tak się około smysłów,
przez które grzech wchodzi, czujnym stawił. 22Uszu
też i języka barzo strzegł – obmówek żadnych ani czyniąc ani
przyjmując – dosyć ma człowiek, powiadał, z swemi grzechami
czynić – a cudzemi się i w słuchaniu i w mówieniu nie bawić –
23o
nowinach się też nie rad pytał, i nie łacno je wypowiadał.
Jałmużnikiem
i sam był wielkim, i innych do niej pilnie wiódł. 24Potrzeby
tylo swe odprawując, nic na wzbogacenie przyjaciół ani na zbytki
nie obracał – ale wszytko na niedostateczne wydawał – raz i
kielich złoty czasu głodu przedał, a ubogie żywił. 25Czeladzią
się wielką nie bawił, aby ubogich chleba i ojczyzny, niepotrzebni
nie jedli – a gdy czego nie dostało, mówił im: przestajmy ubodzy
z ubogimi, którzy nie zawżdy mają co chcą. 26Tak
długo na Biskupstwie będąc, i wiele sądów duchownych i spraw i
święcenia odprawując – nigdy podarkiem żadnym ręku swych nie
zmazał. Nigdy sobie u niego nikt ani zacnością, ani powinowactwem,
jedno prawdą, nie pomógł. 27Niezgodne
a waśniwe z wielką pilnością ugadzał – często się do nóg
ludzi dosyć u świata podłych, i na miejscach błotnych, pomiatał
– prosząc aby gniew bratu odpuścili, a w miłości żyli – a
zawżdy uprosił i pojednał – bo go ludzie wszelacy wielce ważyli
– rozumiejąc iż Pana Boga gniewać mieli, gdy go w czym nie
posłuchali.
Kaznodzieja
też z niego był nie podlejszy – bo mając naukę i pamięć i
dowcip, aczkolwiek mu bolenie głowy przeszkadzało, kazaniem swym
pożytek wielki czynił – zwłaszcza iż przykładem sam pierwej
wypełniał to, czego nauczał. 28Niedbał
nic aby go uczeni za uczonego w kazaniu mieli – o to się tylo
starał, aby go dobrze rozumiano, a z pożytkiem się pamiętało to,
co mówił – i tak barzo ludzie do pokuty pobudzał, iż i jawnie
drugdy grzechy swe przed wszytkimi z żałością serdeczną
powiadali. 29Do
starości przyszedszy, posłał do Papieża Honoriusa, prosząc
pilnie – aby go od Biskupstwa wyzwolił, a inemu je dał, dla
starości i chorób jego – ale nic nie zjednał. Potym i sam do
Rzymu o toż jachał, prosząc, i wiele przyczyn Papieżowi
przekładając – ale nic też nie otrzymał – bo mówił Papież,
iż w samym niezdrowiu przykładem pożyteczniejszy był kościołowi
– niżli drudzy zdrowi a młodszy.
W
odszczepieństwie onym za Piotra Leona, który się fałszywym
Papieżem czynił, i Innocencjusowi się prawemu sprzeciwił – tak
się zachował, iż chociaż ten Petrus Leo wielkim mu przyjacielem
był, i wiele dla niego czynił – jednak na swą starość
jachawszy na Synod do Anicjum, innym Biskupom, którzy się na tak
zacnego i świętego człowieka oglądali, radził, aby go jako
odszczepieńca wyklęli – czym kościół Boży prędzej do pokoju
przyszedł. 30Przeciw
Henrykowi Cesarzowi, który był Papieża Paschalisa pojmał, także
na Synodzie wszytkim radził, aby wyklęty był – za którą klątwą
Cesarstwo stracił i wszytek dom jego – tak ani przyjaźnią, ani
postrachem nie dał się od sprawiedliwości odwieść. 31Potym
w niemoc już wielką wpadł w starości, za którą dopiero ona go
pokusa bluźnienia i Anioł policzkujący opuścił, a ciężkość
już cielesna i boleść więtsza nastąpiła.
W
tej niemocy pamięć świecką i o świeckich rzeczach stracił –
ale cudownie przy duchownej został – iż co się dotkło Pana
Boga, nabożeństwa, kościelnych spraw, modlitew, na wszytko jako
zdrowy dobre baczenie miał. 32Niechciał
aby mu kto w niemocy służył i przy nim był, jedno duchowny a
zakonny – świeckiego żadnego przypuścić do swej posługi
niechciał. I miał koło siebie siedm zakonników, którzy mu
służyli we dnie i w nocy. Gdy mu było czego trzeba, prosił
pokornie: uczyń to, mówiąc, dla Boga, któryć tę pracą zapłaci.
Drugim gniew w niemocy roście – a on nigdyż nie był łaskawszy
jako w ten czas – żadnego znaku wzruszenia i gniewu nie pokazał –
gdyż za zdrowia, umiał nad czeladką swoją do dobrego je wiodąc,
surowym być. 33Kto
go w niemocy o co upominał, wnetże się w piersi bił, prosząc
odpuszczenia, a winę swoję wyznawając, prosił dla Boga, żeby był
discyplinowan, to jest rózgami bity. Ale gdy się tego żaden ważyć
nie śmiał, płakał, i spowiedź powszechną, której we Mszy
świętej używają, mówił, Psalmy, modlitwy, Litanie, i co noc
trzysta pacierzy odprawował – i wiele pisma świętego pamiętał
– tak ono, czemu się był w miłości Boskiej i słodkości
imienia jego przez cały żywot przyuczył, tym ku śmierci idąc
wszystek woniał, chociaż już był od pamięci odszedł. A
niewiedząc drugdy gdzie był i z kim mówił, w tym żadną miarą,
co się nabożeństwa i Pana Boga dotykało, nie pobłądził – ale
mądrze na wszytko odpowiadał, i kapłany roztropnie do służby
Bożej i cnego żywota upominał.
Gwidona
Hrabię, gdy go przyszedł nawiedzać, o niesłuszne z poddanych
podatki zgromił – a skąd to w niemocy wiedział, wiedzieć nikt
nie mógł – i wnet poprawę Hrabia on obiecał. 34A
sam na swe grzechy narzekając, często płakał – i pytał go raz
jeden brat, czemuby tak barzo płakał: wszakeś, miły ojcze, nikogo
nie zabił, aniś krzywo przysiągł, i niceś tak wielkiego nie
popełnił – a on odpowiedział: a cóż na tym? Okrom tego, by nie
miłosierdzie Boże, samaby nas zła żądza i próżność potępić
mogła – czym mądrze barzo dwiema słowy wszytki grzechy zamknął.
Będąc już barzo niemocą zjęty, powiedziano mu, iż Odelrykus
dziekan kościoła jego, który był wychowańcem jego, opuszczając
świat, przyszedł, aby z ręki jego w zakonne szaty był obleczony –
35tą
nowiną tak się uweselił, iż z łóżka się porywając a przeciw
niemu chcąc wyniść, mało się nie stłukł – a obłapiając go,
płakał nad nim prze wielką radość, iż go P. Bóg do tego
wzbudził, mówiąc: Bóg wszechmogący niech z ciebie starego
człowieka zwlecze, a nowym cię, który wedle Boga stworzony jest,
przyodzieje. I skoro od niego wyszedł, położyć się na ziemi na
twarz kazał, i dziękował P. Bogu za takie onego człowieka
postępki – pokazując jako mu ludzkie zbawienie, i cześć Boska
miła była. Wielki to cud był w nim zaprawdę, iż na świeckie
wszytkie rzeczy z którymi
zrósł od dzieciństwa, pamięć stracił – a w tych duchownych i
subtelnych, których się nie rada nasza natura ima, i prędko je
traci, tak mocną mieć mógł. I w niej świętobliwie Panu Bogu
ducha oddał. Żył blisko ośmdziesiąt lat – pięćdziesiąt i
dwie na Biskupstwie strawił. Umarł roku Pańskiego, 1132. Po
śmierci jego wielki się lud do jego ciała zbiegł – nogi jego
całując i rozmaicie go czcząc – tak iż go z wielką trudnością
pogrzebiono. Kanonizowany jest od Innocencjusza wtórego. Z czego
Bogu w Trójcy jedynemu sława, a nam w naśladowaniu i w przyczynie
jego zbawienna pomoc. Amen.
36Wielom
się ludziom trafia ta pokusa bluźnierstwa, z którą ten święty
walczył cały żywot swój – z którą nie wiedzą co czynić, i o
dziwną rozpacz przychodzą – mniemając aby to ich grzech był, i
oni sami przyczyną takich srogich a brzydkich rzeczy byli. Przeto
oznajmić chcę, co jest, i jako się w niej sidła szatańskiego
uwiarować ma każdy, na któregoby ją Pan Bóg przepuścił.
Naprzód, ta pokusa jest myśl sprośna, głupia, niewstydliwa,
bluźnierska na Pana Boga, matkę Bożą, Sakramenty, i Święte
Boże, do uszu serdecznych takie rzeczy w sprośności i
nieprzystojności straszliwe przynosząca, jakich się wymówić i
usta nimi mazać nie godzi – o takich pismo mówi:37
Od myśli nieuczciwych i głupich a nikczemnych, strzeż mnie Panie.
2.
Jest k temu tak ciężka pokusa ta na człowieka bogobojnego – iż
drudzy wesołej nigdy myśli nie mogą mieć, i jako w jakiej
kordiace boleć a wzdychać, a serca trzęsienia z przestrachów
cierpieć muszą, i spać prze ciężkość nie mogąc, gdy je ona
przykra pokusa budzi – zwłaszcza gdy mniemają aby z nich i z
serca ich tak rzeczy brzydkie, sprośne i straszliwe pochodziły.
3.
A wtenczas nawięcej i nasrodzej serca ściska, gdy człowiek
modlitwy czyni, abo Sakramentów kościelnych używa, abo co
zbawiennego zacząć chce.
4.
Pospolicie nie dopuszcza Pan Bóg pokusy tej na te, którzy w grzechu
śmiertelnym leżą, abo zań nie żałują – ale na te którzy
pokutę zaczynają, abo ku doskonałym cnotom i uczynkom dla
zbawienia swego i miłości Bożej postępują.
5.
Tą pokusą czart do tego wiedzie człowieka – aby go zastraszył,
i w innych grzechach pokutującemu a uspokojonemu, ten mu jako wielki
zamiata – czyniąc mu złe sumnienie i rozpacz niejaką – abo
jeśli tego nie przemoże, tedy z dobrej drogi zbić, abo od dobrego,
które myśli człowiek, tym odwieść chce. 38Gdyby
tedy na kogo z dopuszczenia Bożego na doświadczenie i krzyż jego
ta pokusa przypadła, niech ma takie nauki i przestrogi.
Naprzód,
niechaj nie rozumie, żeby one szkaradne myśli z niego były, abo z
jego serca pochodziły – bo są właśnie od czarta przyniesione, i
on je sam na myśl miece. Bo jako to z serca naszego i z wolej iść
może, czym się człowiek barzo brzydzi i obraża, i rychlejby sobie
niemocy i jakiego innego karania ciężkiego życzył, niżliby w
onych myślach być miał.
2.
Nad to, niech sobie onych myśli szkaradnych za grzech żaden nie
poczyta – ale za osobliwe nawiedzenie, karanie i doświadczenie
Boskie. Bo im więcej to za grzech sobie mieć będzie – tym więcej
nieprzyjaciela pocieszy, który już będzie miał za wygrane, gdy
tym sumnienie jako jakim grzechem strwoży. Gdyby kto miedzy jakiemi
bluźniercy, i sprośnych ust ludźmi siedział, którzyby Boga,
Sakramenty i Święte jego bluźnili – a prędko od nich nie
uciekał, i uszu nie zatulał gdy może – miałby grzech niejaki –
ale gdy uciec chce a nie może, jeszcze mu i uszu zatulić nie
dopuszcza, żadnego grzechu nie ma – i owszem więzienie i
brzydkość w słuchaniu a ciężkość onę na sercu z odpłatą dla
Pana Boga cierpi – tak się równie z tym dzieje, któremu czart u
serca jego bluźni i sprośnie mówi, a on tym się brzydzi, uciec
chce, nie może, ani onego słuchania zbyć może – nie tylo
grzechu nie ma, ale za on frasunek o krzywdę Bożą, wysługuje
sobie łaskę, a niewolą onę i przykrość z pożytkiem zbawiennym
znosić może.
3.
Prosić ma Pana Boga, aby onę oddalił pokusę – ale jeśli nie
raczy, cierpieć ją skromnie ma jako jednę niemoc i zwierzchowne
karanie – a inne grzechy swoje oną pokutą i krzyżem zmazować
może – pewnym tego będąc, iż to z łaski, a nie z gniewu Pan
Bóg nań, doświadczając go, dopuścił. Bo i Apostoł Paweł ś.
snadź coś takiego cierpiał39
– gdy niektórą pokusę swą zwał Aniołem policzkującym – a
prosząc Pana Boga, aby ją od niego oddalił – nic nie uprosił,
ale usłyszał: dosyć masz na łasce mojej.
4.
Jednego uczciwego i nabożnego człowieka często w tajemnicy słuchał
jeden, a on myśląc i pochadzając często mówił: non
consentio,
to jest nie przyzwalam. I gdy go pytał, czemu tego słowa często
używał? Powiedział: to słowo jest od wszytkich złych myśli
obrona – gdzie to jest, tam żadna myśl zła nie wadzi. Toż i w
tej mierze czynić i używać słowa tego – twoje to niewstydy i
sprośności, czarcie – ja na to nie tylo nie zezwalam, ale tym się
wielce frasuję i brzydzę. Przeczytasz w żywocie Katarzyny świętej
z Senny, jako mając długi czas sprośne i plugawe myśli, i widoki
szatanów, wszystkie jej niewstydy przywodzących – które gdy
nakoniec Pan Jezus od niej oddalił – zawołała nań: a gdzieś
był przez ten czas oblubieńcze mój miły? I usłyszała głos: w
sercum twym przebywał. A ona rzekła: a wszak serce moje pełne było
sprośności i myśli niepoczciwych – a jakoś w nim miłośniku
czystości mieszkać mógł? A Chrystus jej rzekł: w tym iżeś się
onymi myślami brzydziła, i żałość z nich wielkąś miała,
miejsceś mi u siebie zostawiła. Tak my też tym się cieszmy, gdyby
to na nas przyszło – iż żałość i ciężkość, która roście
ze czci
i miłości ku Panu Bogu naszemu, z takich myśli mając, łaski
Boskiej sobie nie tracim, ale tym więcej przyczynić jej możem.
1 III. April. Kwietnia. Mart.
R. 1. Aprilis.
2 Szczęście rodziców.
3 Z Biskupstwa się wymawiał.
4 Świętokupstwem jako się
brzydził.
5 Duch bluźnierski ciężka
pokusa.
6 Rada Papieska na tę pokusę.
7 Przez cały swój żywot pokusę
bluźnierską miał.
8 Złe obyczaje w księżej.
9 Do klasztoru z Biskupstwa uczyć
się cnót kapłańskich poszedł.
10 2 Kor 11.
11 Wesele i frasunek świętych.
12 Bruno pierwszy ociec Kartuzów.
13 Przebywanie jego z Kartuzy.
14 Pieszo chodzić Biskpowi po
Diocezjej czemu nie radził Bruno.
15 Choroba ustawiczna i pokusa
bluźnierska.
16 Ps 94(93).
17 Dar łez i zmiękczenia serca.
18 Czytanie u stołu.
19 Spowiedzi sam słuchał.
20 Straż pilna w patrzaniu.
21 Gadanie z białą płcią
ostrożne, iż twarzy ich nigdy niewidział.
22 Obmowy.
23 Nowiny.
24 Przyjaciół nie bogacił.
25 Czeladzią się wielką nie
bawił.
26 Podarkiem żadnym ręku swoich
nie zmazał.
27 Niezgodne a waśniwe jako
jednał.
28 W kazaniu niedbał
29 W starości o złożenie
Biskupstwa Papieża prosił.
30 Henryk Cesarz wyklęty Cesarstwo
stracił i dom jego.
31 Dopiero w niemocy na śmierć od
pokusy bluźnierskiej wolen.
32 W niemocy jako się zachował.
33 Discypliny w niemocy prosił.
34 Sama zła żądza i próżność
potępić może.
35 Wesele świętych jakie jest,
gdy kto świat opuszcza.
36 Obrok duchowny.
37 Syr 32. [Nie ma podobnego zdania w tym rozdziale. Możliwe, że jest
to parafraza. Możliwe, że chodzi o Syr 23. Przyp. JS.]
38 Lekarstwo na pokusę ducha
bluźnierskiego.
39 2 Kor 12.
Źródło:
Ks.
Piotr Skarga, Żywoty
Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły
rok,
Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja
typu „B”: Jakub Szukalski
