poniedziałek, 17 lipca 2017

Uznanie grzeszności

Nie rozsiadaj się w swojej grzeszności
zbieraj się
powstawaj

ale też nie udawaj
przyznaj się do grzeszności
jesteś w niej
nędza cię spowija

w tym miejscu
zrób miejsce
na nadejście Światłości
zrób miejsce na Boga

Jemu nie przeszkadza
twoja grzeszność
twoja nędza
On kocha się
w sprzątaniu tych brudów

a więc powiedz
taki jestem
uświęć mnie

kocham siebie
takim jakim jestem
tylko dlatego
że Ty wcześniej
już takiego mnie pokochałeś

patrzę na siebie
Twoim okiem
i jestem zdolny przetrwać
pośród smrodu i brudu

Ty przychodzisz
i mnie odnawiasz
i już jestem wolny 
rozpromieniony czysty
dzięki Twej Światłości

sobota, 15 lipca 2017

Pokonywanie diabła

Pokonywanie diabła to zwalczanie swoich słabości we wszelkich codziennych czynnościach, wszelkich codziennych myślach i słowach. To także umiejętne chronienie innych przed popadaniem w takie słabości. W odniesieniu zaś do tych, u których diabeł zrobił sobie mieszkanie, jest to wypędzanie złego ducha przez modlitwę i post.

piątek, 14 lipca 2017

Niezmarnowane

Robisz dobre dzieło
i jesteś co do tego przekonany?
Nie zastanawiaj się,
jak i kto to odbierze.
Ty tylko działaj,
a Duch dopełni reszty.

Widziałem perłę
skrytą w małży,
odkrytą po latach
i sprzedaną za wielki majątek.

Widziałem ziarno
rzucone w ziemię,
doskonałe bez braku,
a zgniło
i nikt go nie ujrzał.
Może umknęło nawet
oku siewcy.
Przyszedł deszcz
i urodzaj,
ziarno wyrosło
i dało obfity owoc.

Choćby twe dobre dzieła przepadły,
nie martw się o to, czy zginie z nich owoc.
Bóg już się o to zatroszczy,
bo wszelkie dobre dzieło z Jego jest ręki,
a co On przeprowadza,
przeprowadza do końca.

czwartek, 13 lipca 2017

(67) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Skarb niebiański

   19 Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. 20 Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. 21 Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje. (Mt 6,19-21)

   33 Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę. Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. 34 Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze. (Łk 12,33-34)

   19 Μὴ θησαυρίζετε ὑμῖν θησαυροὺς ἐπὶ τῆς γῆς, ὅπου σὴς καὶ βρῶσις ἀφανίζει καὶ ὅπου κλέπται διορύσσουσιν καὶ κλέπτουσιν· 20 θησαυρίζετε δὲ ὑμῖν θησαυροὺς ἐν οὐρανῷ, ὅπου οὔτε σὴς οὔτε βρῶσις ἀφανίζει καὶ ὅπου κλέπται οὐ διορύσσουσιν οὐδὲ κλέπτουσιν· 21 ὅπου γάρ ἐστιν ὁ θησαυρός σου, ἐκεῖ ἔσται καὶ ἡ καρδία σου. (Mt 6,19-21)

   33 Πωλήσατε τὰ ὑπάρχοντα ὑμῶν καὶ δότε ἐλεημοσύνην· ποιήσατε ἑαυτοῖς βαλλάντια μὴ παλαιούμενα, θησαυρὸν ἀνέκλειπτον ἐν τοῖς οὐρανοῖς, ὅπου κλέπτης οὐκ ἐγγίζει οὐδὲ σὴς διαφθείρει· 34 ὅπου γάρ ἐστιν ὁ θησαυρὸς ὑμῶν, ἐκεῖ καὶ ἡ καρδία ὑμῶν ἔσται. (Łk 12,33-34)

   Pokój wam wszystkim! Wczoraj mówiłem o modlitwie, o przysiędze, o poście. Dziś chcę was pouczyć o innych cnotach. Są nimi: modlitwa, ufność, szczerość, miłość, religijność.
   Pierwsze, o czym będę mówił, to właściwe używanie bogactw przekształconych – dzięki dobrej woli wiernego sługi – w bogactwa niebieskie.
   Skarby ziemskie są nietrwałe, bogactwa zaś niebieskie – wieczne. Czyż nie ma w was miłości do tego, co posiadacie? Czyż śmierć nie wywołuje w was smutku, bo nie możecie już troszczyć się o wasze dobra i musicie je pozostawić? Weźcie je więc do Nieba! Mówicie: „Nie wchodzi do Nieba to, co jest z ziemi, a Ty uczysz, że pieniądz jest rzeczą najohydniejszą na świecie. Jakże więc możemy go zanieść do Nieba?” Nie, nie możecie wziąć ze sobą materialnych monet do Królestwa, w którym wszystko jest duchowe. Możecie natomiast zabrać ze sobą przyniesiony przez nie owoc. Kiedy dajecie wasze złoto bankierowi, po co mu je przekazujecie? Aby przyniosło zysk. Z pewnością nie pozbawilibyście się go – nawet na chwilę – gdyby on miał wam je zwrócić w takiej samej ilości. Chcecie, by za dziesięć talentów oddał wam dziesięć i jeden albo jeszcze więcej. Wtedy jesteście szczęśliwi i chwalicie bankiera. W przeciwnym razie mówicie: „Jest uczciwy, ale to głupiec”. Kiedy zaś – zamiast oddać wam jedenaście – zwraca tylko dziewięć, mówiąc: „Resztę straciłem”, donosicie na niego i powodujecie, że zostaje wtrącony do wiezienia.
   Co to takiego owoc pieniądza? Czy to znaczy, że wasz bankier sieje denary, podlewa je, aby spowodować ich wzrost? Nie. Owoc wydawany jest dzięki przezornemu kierowaniu sprawami – przez hipoteki i pożyczanie na procent. Pieniądzom przybywa wtedy procentów zdobytych właśnie dzięki pożyczanemu złotu. Czyż nie tak?
   Posłuchajcie. Bóg daje wam bogactwa ziemskie: jednym wiele, innym zaledwie tyle, ile potrzeba do życia, i mówi: „Teraz to należy do ciebie. Dałem ci je. Uczyń z nich taki użytek, jakiego Moja miłość pragnie dla twego dobra. Powierzam ci je, ale nie po to, abyś użył je do zła. Z powodu szacunku, jakim cię darzę, z wdzięczności dla Moich darów spraw, by twoje dobra przyniosły zysk dla prawdziwej Ojczyzny”.
   A oto sposób, aby dojść do tego celu. Nie chciejcie gromadzić skarbów na tej ziemi, żyjąc dla nich, stając się okrutnymi z ich powodu, ściągając na siebie przez nie przekleństwa bliźniego i Boga. Nie zasługują na to. Tu nie ma dla nich żadnego zabezpieczenia. Złodzieje zawsze mogą wam je ukraść. Ogień może zniszczyć domy. Choroby roślin lub stad mogą wyniszczyć sady lub trzody. Ileż niebezpieczeństw czyha na dobra! Na wszystkie: czy są nieruchome jak domy, czy też niezniszczalne jak złoto; czy z natury podlegające zepsuciu jak wszystko, co żyje, jak rośliny i zwierzęta; czy są to wreszcie drogocenne sukna, które mogą zostać uszkodzone i zniszczone. [Różne są zagrożenia]: piorun [uderzający] w domy lub pożar albo powódź, złodzieje, rdza, susza, gryzonie, robactwo na polach, kołowacizna [owiec], gorączka, zwichnięcia, pomór zwierząt, mole i myszy [gryzące] kosztowne tkaniny i cenne meble, rdzewienie niszczące naczynia stołowe, lampy i kunsztowne bramy.
   Wszystko, wszystko narażone jest na zniszczenie. Jeśli jednak z całego tego ziemskiego dobra uczynicie dobro nadprzyrodzone, ocaleje ono od wszelkiego uszczerbku wywołanego przez czas, ludzi czy niepogodę.
   Sprawcie sobie sakiewkę w Niebie, gdzie nie wchodzą złodzieje i nie przydarzają się żadne nieszczęścia. Zaradzajcie swoją pracą – z miłością pełną miłosierdzia – wszystkim nędzom tej ziemi. Tak, pieśćcie wasze pieniądze, całujcie je nawet, jeśli chcecie, cieszcie się z obfitości żniwa, z winnic napełnionych gronami, z oliwek uginających się pod ciężarem niezliczonych owoców, z owiec o płodnych łonach i wypełnionych [mlekiem] wymionach. Róbcie to wszystko, lecz nie na próżno, po ludzku tylko. Czyńcie to z miłości i z podziwu, radośnie i dokonując obliczeń nadprzyrodzonych.
   Dziękuję, mój Boże, za te pieniądze, za te zbiory, za te drzewa, za te owce, za ten handel! Dziękuję owcom, drzewom, polom i handlowi za to, że tak mi służą! Niech spocznie na wszystkim błogosławieństwo, wszystko to bowiem – z Twojej dobroci, o Przedwieczny, i z waszej dobroci, o rzeczy – pozwala mi wyświadczać wiele dobra głodnemu, nagiemu, bezdomnemu, choremu, samotnemu... W zeszłym roku uczyniłem to dla dziesięciu. W tym roku – choć rozdzieliłem wiele razy jałmużnę – mam więcej pieniędzy, obfitsze są zbiory i liczniejsze stada. Dam więc teraz dwa, trzy razy więcej niż w ubiegłym roku, aby wszyscy, nawet ci, którzy nie posiadają należnych im dóbr, rozradowali się wraz ze mną i błogosławili Ciebie, Przedwiecznego Pana”.
   Oto modlitwa sprawiedliwego. Taka modlitwa – połączona z działaniem – przenosi wasze dobra do Nieba i nie tylko zachowa je dla was na wieczność, lecz pozwoli wam je odnaleźć zwielokrotnione przez święte owoce miłości.
   Miejcie wasz skarb w Niebie, a tam będzie wasze serce – ponad i poza niebezpieczeństwem. Wtedy nieszczęście nie będzie mogło dotknąć nie tylko waszego złota, domów, pól, stad, lecz i waszego serca. Nie zostanie ono zaatakowane, skradzione, zepsute, spalone, zabite przez ducha świata. Działając w ten sposób, będziecie mieć wasz skarb w sercu, będziecie bowiem mieć Boga w sobie aż do szczęśliwego dnia, kiedy znajdziecie się w Nim.
   Aby więc nie pomniejszyć owocu miłości, uważajcie na to, by dobre czyny pełnić w duchu nadprzyrodzonym. Dlatego też to, co powiedziałem o modlitwie i poście, odnosi się także do dobroczynności i do wszystkich dobrych dzieł, których możecie dokonać. (III (cz. 1-2), 33: 27 maja 1945. A, 5171-5184)

   La pace sia con tutti voi! Ieri ho parlato della preghiera, del giuramento, del digiuno. Oggi vi voglio istruire su altre perfezioni. Sono anche esse preghiera, fiducia, sincerità, amore, religione. La prima di cui parlo è il giusto uso delle ricchezze, mutate, per buona volontà del servo fedele, in altrettanti tesori del Cielo. I tesori della terra non durano. Ma i tesori del Cielo sono eterni. Avete in voi l'amore a ciò che è vostro? Vi fa pena il morire perché non potete più curare i vostri beni e li dovete lasciare? E allora trasponeteli in Cielo! Voi dite: "Nel Cielo non entra ciò che è della terra e Tu insegni che il denaro è la cosa più lurida della terra. Come possiamo allora trasportarlo in Cielo?". No. Non potete portare le monete, materiali quali sono, nel Regno dove tutto è spirito. Ma potete portare il frutto delle monete. Quando voi date ad un banchiere il vostro oro, perché lo date? Perché lo faccia fruttare. Non ve ne private certo, sebbene momentaneamente, perché egli ve lo renda tal quale. Ma volete che su dieci talenti egli ve ne renda dieci più uno, o più ancora. Allora siete felici e lodate il banchiere. Altrimenti dite: "Costui è un onesto, ma è uno sciocco". E se poi, invece dei dieci più uno, ve ne dà nove dicendo: "Ho perduto il resto", voi lo denunciate e lo gettate in prigione. Cosa è il frutto del denaro? Semina forse il banchiere i vostri denari e li annaffia per farli crescere? No. Il frutto è dato da un accorto maneggio di affari, di modo che, e con ipoteche e con prestiti a interesse, il denaro si aumenti dell'aggio giustamente richiesto per il favore dell'oro prestato. Non è così? Ora dunque udite. Dio vi dà le ricchezze terrene. A quali molte, a quali appena quante necessitano al vivere, e vi dice: "Ora a te. Io te le ho date. Fai di questi mezzi un fine quale il mio amore lo desidera per tuo bene. Io te le affido. Ma non perché tu te ne faccia un male. Per la stima che ho in te, per riconoscenza dei miei doni, tu fa' fruttare, e per questa vera Patria, i tuoi beni. Ed ecco il metodo per giungere a questo fine. Non vogliate accumulare i vostri tesori sulla terra, vivendo per essi, essendo crudeli per essi, essendo maledetti dal prossimo e da Dio per essi. Non merita. Sono sempre insicuri quaggiù. I ladri possono sempre derubarvi. Il fuoco può distruggervi le case. Le malattie delle piante o delle mandre sterminarvi greggi e frutteti. Quante cose insidiano i beni! Siano essi immobili e inattaccabili, come le case e l'oro; o siano soggetti ad essere lesi nella loro natura, come tutto quanto vive, come sono i vegetali e gli animali; e persino siano le stoffe preziose, possono essere soggetti a menomazione. Il fulmine sulle case, e le fiamme e le acque; e i ladri, la ruggine, la siccità, i roditori, gli insetti sui campi; il capostorno, le febbri, le scosciature, le morve negli animali; le tignole e i topi nelle stoffe preziose e nei mobili pregiati; l'erosione delle ossidazioni nei vasellami, e lumiere, e cancelli artistici; tutto, tutto è soggetto a menomazione. Ma se voi di tutto questo bene terreno fate un bene soprannaturale, ecco che esso è salvo da ogni lesione del tempo, degli uomini e delle intemperie. Fatevi delle borse in Cielo, là dove non entrano ladri e dove non accadono sventure. Lavorate con l'amore misericordioso verso tutte le miserie della terra. Accarezzate, sì, le vostre monete, baciatele anche, se volete, giubilate per le messi che prosperano, per i vigneti carichi di grappoli, per gli ulivi che si piegano sotto il peso di infinite ulive, per le pecore dal fecondo seno e dalle turgide mammelle. Fate tutto ciò. Ma non sterilmente. Non umanamente. Fatelo con amore e ammirazione, con godimento e calcolo soprannaturale. "Grazie, mio Dio, di questa moneta, di queste messi, di queste piante, di queste pecore, di questi commerci! Grazie, pecore, piante, prati, commerci, che mi servite così bene. Siate benedetti tutti, perché per tua bontà, o Eterno, e per vostra bontà, o cose, ecco che io posso fare tanto bene a chi ha fame, a chi è ignudo, senza tetto, malato, solo... Lo scorso anno feci per dieci. Quest'anno – poiché, per quanto io abbia dato molto in elemosina, ho maggior denaro e più pingui sono i raccolti e numerosi i greggi – ecco che io darò due, tre volte, quanto diedi lo scorso anno. Perché tutti, anche i derelitti di ogni bene loro proprio, godano della mia gioia e benedicano, con me, Te, Signore eterno". Ecco la preghiera del giusto. Quella preghiera che, unita all'azione, trasporta i vostri beni in Cielo, e non solo ve li conserva eternamente, ma ve li fa trovare aumentati dei frutti santi dell'amore. Abbiate il vostro tesoro in Cielo per avere là il vostro cuore al disopra e al di là del pericolo che non solo l'oro, le case, i campi, le greggi possano subire sventura, ma che sia insidiato il vostro stesso cuore e derubato, corroso, bruciato, ucciso dallo spirito del mondo. Se così farete avrete il vostro tesoro nel vostro cuore perché avrete Dio in voi fino al giorno beato in cui voi sarete in Lui. Però, per non diminuire il frutto della carità, badate di essere caritatevoli con spirito soprannaturale. Come ho detto per la preghiera e il digiuno, così dico per la beneficenza e di ogni altra opera buona che possiate fare. (3, 173)

Por. Skarb w niebie 2.
 
Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001


wtorek, 11 lipca 2017

Tajemnice Spotkania

Bóg tak nie opisany
że nawet nie można rzec
On czy Ona

Dziwne zdarzenie
objawiające się w cichym
pocałunku
rozbrzmiewające w głośnym
grzmocie

Amen
Ach
Kocham to Kochanie
Kocham Cię Niewymowne
i Wieczne
Kochanie

Bezosobowe
a jakże osobliwe
najosobliwsze Kochanie
tętniące
w ukrytej więzi Ducha

poniedziałek, 10 lipca 2017

(18) Żywoty Świętych: Paweł z Teb

Żywot Pawła Ś. pierwszego pustelnika,
napisany od Heronyma ś. Epist. 21.
Żył około roku Pańskiego, 298. –
wyszedł z ciała roku Pańskiego 343.
1

   2Wszytkim pustelnikom przodek i powód był, Paweł z Tebaidu pierwszy pustelnik. Ten za czasu Cesarza niewiernego, prześladownika i morderce wielkiego Chrześciańskiej krwie, uchodząc nie tak śmierci, jako cieżkiego a wymyślanego katowania (którym przewłócząc skonanie, rozmaitością mordowania, ku niecierpliwości przywodzili wierne Boże) mając bogate imienie, zeszciem swych rodziców pozostałe, gdy wydał za mąż siostrę, którą jednę miał – w piącinaście lat swoich, udał się na puste miejsca, aby krom bojaźni mógł w wierze świętej żywota swego dokonać, i cało ją P. Bogu, z niepokalaną duszą oddać – żeby też na modlitwę, i rozmyślanie dobrodziejstwa Bożego, wolny czas, i miejsce spokojne mieć mógł. Był młodzieniec dobrze w Greckim i Egiptskim piśmie uczony – pokorą serdeczną, i miłością gorącą ku Bogu zjęty. Przez niektóry czas doznawając sam siebie, jeśliby mógł on żywot na puszczy wytrwać – wracał się często do domu, do siostry i zięcia swego – jeszcze się nie śmiejąc na wieczne osierocenie w pustynią puścić – 3aż gdy niechuć i zdradę po zięciu swoim poznał, iż go pogaństwu, jako Chrześcianina, na śmierć, dla nędznej majętności która śmiercią jego przypaść nań miała, myślił – znając po tym nieprzyjaźń, od którego się powinnej i krwią poprawionej życzliwości spodziewał, w głęboką się pustynią udał.
   I idąc dalej a dalej, trafił to miejsce, gdzie z starodawna fałszywą myńcę tajemnie kowano – gdzie był sklep w skale wykowany, i ine komory, które się wielkim a gałęzistym palmowym drzewem pokrywały. Miała i wodę żywą jaskinia ona, której strumyczek tamże ponikał, dalej z jaskinie nie wyciekając. Gdy to miejsce oglądał, Boga pełny młodzieniec, porozumiał, iż mu to Bóg mieszkanie nagotował – aby w nim w pokoju chwaląc święte imię Jego, na Bogomyślności żywota dokonał – a na świat się, który w sprośnych grzechach, bałwanom służąc, bluźnił Boga prawego, a wolnej służby Jego nie dopuścił, więcej nie ukazował – a oczu i uszu swoich, od tak nieznośnych rzeczy uchronił. 4Wspomniał sobie na Heliasza, który przez takąż przyczynę na pustynią uchodząc, śmierć sobie raczej obierał, a niżli na rozsypanie ołtarzów Bożych, i skrócenie czci Boskich patrzyć miał.5 6A myśląc, jakoby bez wiadomości ludzkiej wyżywienie i odzienie mógł mieć – ujźrzał na palmie owoc, który dactili zowią: przestanę, powiada, na tym obroku, wszak nie samym chlebem człowiek żyw – czego nie doje ciało, dusznym się pokarmem, na którym mi schodzić nie może, nagrodzi. Owo i wodę, prawi, Bóg mi ku ochłodzeniu zrządził. Jeśli dłużej żyć będę, niżli się ta suknia zedrze, mogę sobie z palmowego listu inną udziać. Niechże tu położę głowę moję – i zawoła gorącym sercem: Boże Heliasza i Jana Chrzciciela, pierwszych żywota takiego mistrzów – bądź przy mnie, a przyjmi mię osierociałego w obronę Twoję, uczyń mię z Anioły Twemi uczestnikiem chwały Twej, tu na ziemi, w duchu czystym, i niepokalanym ciele; straży Twej i skrzydła Twego nie oddalaj ode mnie. 7Takiemi i inemi się rozmowami ciesząc, postanowił do śmierci już z onej jaskinie nie wychodzić. I żył tam aż do sta i trzynaście lat żywota swego.
   Jakie jego tam życie, modlitwy, i zabawy, i bogomyślności były – wiedzieć się nie może – na dzień się to sądny pokaże. Nie chcąc P. Bóg takiego skarbu przed światem zataić, chcąc cnoty jego i cierpliwość, nam wszystkim ku przykładu, obwieścić, i na lichtarzu tę świecę postawić – 8przepuścił taką myśl na sługę swego drugiego Antoniego, na on czas pierwszego w wiadomości ludzkiej pustelnika – jakoby nadeń nie było doskonalszego sługi Bogu. I usłyszał głos k sobie mówiący: Jest iny doskonalszy niżli ty – szukaj go na puszczy, bo go nawiedzić i poznać masz. Na ten głos ś. Antoni prędko się porwał, szedł gdzie go oczy niosły – i sprawą a wodzem Ducha Ś. nalazł onę jaskinią w której się był zamknął Paweł ś. – zakołace, nie słyszy nic – otworzyć niechce, ten który przez kila dziewięćdziesiąt i dalej lat człowieka nie widział. Aż głosem wielkim z płaczem Antoni ś. pocznie go prosić, mówiąc: Ty wiesz ktom jest, i pocom przyszedł – boć ten objawił, który mi cię szukać kazał – aczem oczu twoich godzien nie jest, wszakże kołatać nie przestanę, aż mię puścisz – bych i u tych drzwi skonać miał, nie odejdę aż cię oglądam – wżdy mię umarłego pogrzebiesz. Na takie słowa otworzy mu, mile się własnemi imiony swemi przywitają, a obłapią, Boga za ono spólne poznanie wychwalając.
   I rzecze Paweł ś. – po coś się tak daleko strudził? Ujźrzałeś zgrubiałego starca, i te stare członki, które się wnet w proch rozsypią – wszakże iżeś to zmiłości uczynił, powiedz proszę cię, co się tam na świecie dzieje – jeśli już pogaństwo kłania się Bogu jednemu i Panu naszemu Jezusowi, ustałoli przelewanie krwie Chrześciańskiej? Kto teraz na Państwie Rzymskim siedzi? 9O czym gdy rozmawiają, kruk przyleciał, i bochenek chleba cały przed nimi położył, i odleciał. Patrzy dziwując się takiej posłudze Antoni – a Paweł ś. rzecze: już sześćdziesiąt lat jako mi ten ptak po pułbochenka co dzień nosi, a dziś dla gościa przyczynił P. Bóg obroku, i posłał żywność żołnierzom swoim – proszę cię gościa mego miłego, z weselem pożywaj, a z drogi tak dalekiej posil ciało swoje. 10Siadszy tedy nad onym źrzódełkiem, w dziękowaniu i w chwaleniu P. Boga, był spór miedzy nimi, kto on chleb pierwej w ręce wziąć i łamać miał, i dzielić. Paweł mówił: tyś gość, na cię ta cześć przyjdzie. A on mówił, nie: tyś jest starszy, tobie to przystoi, niech mam z ręki i błogosławieństwa twego ten obrok Boga twego. I tak się długo czestując, chleb na poły rozłomili i jedli, i wody się onej nachyliwszy z samej rzeczki napili. Całą noc onę na modlitwie i chwaleniu Pana Boga, i świętych rozmowach strawiwszy – skoro słońce wschodziło, rzekł Paweł ku Antoniemu – Wiedziałciem ja, bracie mój miły, żeś ty na tej pustyni mieszkał, i miałemci spólnego towarzystwa pomóc, lecz już koniec żywota mego i zeszcie z tego świata przychodzi, abych z Chrystusem był, czegom zawżdy czekał i pragnął – ciebie dla tego tu P. Bóg posłał, abyś mię pogrzebł, a tę ziemię ziemi oddał.
   Co słysząc Antoni ś. rzewno płakał – i prosił go, mówiąc: zjednaj mi to u Pana swego, abych z tobą pospołu umarł, a tobie towarzyszem na tę drogę został. 11Nie, (powiedział Paweł ś.) nie patrz co tobie, ale co drugiemu pożyteczno jest – jeszcze ciebie dla braciej zostawić chce P. Bóg, abyś im nauką i przykładem, do zbawienia był powodem. Nie mieszkaj a biegaj po ten płaszcz, który masz od Atanazego Biskupa, żebyś im to moje ciało ku pogrzebu pokrył, bo niewiem jeśli mię żywym zastaniesz. To słysząc Antoni, a dziwując się kto mu o tym płaszczu powiedział – z pokorą go i z płaczem pożegnawszy, i ręce jego i oczy całowawszy, po płaszcz pobieżał. 12Co nie dla tego uczynił Paweł ś. żeby o przykrycie ciała swego (które tak wiele lat plecioną z palm rogożą pokrywał) staranie miał – ale żeby go boleści, swym konaniem nie nakarmił. Antoni ś. prędko bieżał, i gdy przyjdzie na swe miejsce – pytają go bracia: gdzieś tak długo był ojcze? A on nic nie rzekł, jedno: Biada mnie grzesznikowi, który fałszywie się pustelnikiem i mnichem zowię – widziałem Heliasza, widziałem Jana na puszczy, widziałem Pawła w raju. Chcąc co więcej wiedzieć, pytają: co to jest powiedz nam? A on: czas mówieniu, czas milczeniu, rzekąc: płaszcz na się wziąwszy, nic nie odpoczywając, i nie jadszy pobieżał – Pawła tylo na myśli i na oczu mając.
   13Nazajutrz gdy drogę konał, ujźrzał między chóry Anielskiemi, w Prorockim i Apostolskim poczcie, duszę Pawła poniesioną w niebo – i padszy na ziemię, prochem głowę posypując, płakał a wołał: Czemu mię tak Pawle ś. towarzyszu miły opuszczasz? Czemuś mię nie pożegnał? Tak nie rychłom cię poznał, a takem cię rychło stracił. 14Z wielką potym prędkością do jaskinie przybieżawszy – nalazł ciało Pawła ś. tak jako na modlitwie przyklękał – z prostą głową, i z rękoma podniesionemi ku niebu – i mniemając aby jeszcze był żyw, przystąpiwszy, ducha nie baczy, płaszczem onym pokryje, 15Psalmy i Hymny wedle zwyczaju Chrześciańskiego śpiewać pocznie – o pogrzebie myśli. A iż był motyki prze wielkie kwapienie zsobą wziąć zapomniał – zdała mu się wielka trudność i żałość. I płacząc nad onym ciałem: cóż mam czynić, Panie mój, mówił – trzy dni chodzenia po motykę – niż z nią przyjdę, boję się aby ciała źwierz nie stargał – tu mieszkając nic nie sprawię: wolę tu przy straży ciała tego umrzeć, jeśli mię nie wspomożesz. 16Na tę modlitwę posłał P. Bóg dwu wielkich lwów, którzy przed jego oczyma dół dostateczny wygrzebli. W którym go uczciwie pogrzebszy, do domu się do swych braciej wrócił – i wszytkę rzecz dostatecznie opowiedział. A suknię z liścia palmowego jako testamentem oddany skarb, i wielkie dziedzictwo, Antoni ś. sobie wziął – i w takiej ją cenie miał, że jej jedno dwakroć do roku na Wielkanoc, i Świątki używał – na cześć i chwałę Ojcu, Synu, i Duchu Ś. jedynemu Bogu, któremu pokłon na wieki wieków. Amen. Żył lat 113.

   17Położę napominanie ś. Hieronyma, którym ten żywot wypisując rzecz swoję zamyka. Spytam tych, powiada, którzy tak wiele imion mają, tak pyszne budowania, tak bogate odzienia, tak rozkoszne używania? Co macie nad tego starca? Wy z złotych kubków pijecie, a on się garścią wedle potrzeby wody napił. Wy w szatach złotem przeplatanych chodzicie – a on i sukniej najpodlejszego sługi waszego nie miał. Wy tak wiele rozkosznie używacie – a on na chlebie, który mu kruk nosił, przestawał. (i był żyw jako i wy, a podobno dłużej, i w lepszym zdrowiu) Lecz z drugiej strony – on wiele ma nad was. On w rogoży do nieba – a wy we złocie do piekła. On szaty Chrystusowej, to jest niewinności, którą wziął na Chrzcie ś. w nagości swej nie stracił – a wy tak bogato przybrani, obnażeni z niej jesteście. On w prochu pogrzebionym leżąc, wstanie w wielkiej chwale – a wy z groby waszemi tak ozdobionemi wstaniecie na ogień wieczny w niesławie. Nie traćcie ale i tych bogactw które miłujecie – w złote suknie owijać trupów przestańcie. Izali zgnić ciało jedno w jedwabiu nie może? I w smutku a w płaczu, pysze swej czynić dosyć chcecie. Proszę cię Czytelniku, wspomni na grzesznego Hieronyma – któremu gdyby Pan Bóg dał obierać – wolałby suknią Pawłowę z wysługą jego, a niżli królewskie odzienie z potępieniem ich.

1  XV. Ianuar. Stycznia. Mart. R. 10. Ianu.
Paweł ś. przed okrutniki kryjąc się, na puszczą zabiegł.
Zdrada zięcia Pawła ś. przeciw jemu.
Paweł ś. Heliasza naśladownik.
5  1 Krl 19.
Roku Pańskiego 253. zaczął pustelniczy żywot, miał na ten czas lat 23.
Jako długo w jaskini przemieszkał Paweł ś.
Myśl ś. Antoniego, jakoby nadeń nie było.
Kruk nosił chleb ś. Pawłowi.
10  Spór między śś. kto miał żegnanie dać i chleb łamać.
11  Proroctwo ś. Pawła.
12  Niechciał Paweł ś. aby był ś. Antoni przy śmierci jego.
13  Duszę Pawła ś. niesioną w niebo widział Antoni ś.
14  Ciało Pawła ś. po śmierci z rękoma w niebo podniesionemi.
15  Śpiewanie Psalmów przy pogrzebie.
16  Lwi służyli ciału ś. Pawła.
17  Obrok duchowny.

Źródło:
Ks. Piotr Skarga, Żywoty Świętych Stárego y Nowego Zakonu, ná káʒ̇dy dzień przez cáły rok, Kraków 1605, pomocniczo: Kraków 1598
Transkrypcja typu „B”: Jakub Szukalski

Por. Spis świętych.