sobota, 3 grudnia 2016

(40) Cztery Ewangelie i Poemat Boga-Człowieka: Chrzczenie w Pięknej Rzece (w Judei)

   Potem Jezus i uczniowie Jego udali się do ziemi judzkiej. Tam z nimi przebywał i udzielał chrztu. (J 3,22)

   Μετὰ ταῦτα ἦλθεν ὁ Ἰησοῦς καὶ οἱ μαθηταὶ αὐτοῦ εἰς τὴν Ἰουδαίαν γῆν καὶ ἐκεῖ διέτριβεν μετ’ αὐτῶν καὶ ἐβάπτιζεν. (J 3,22)

   Marto, Jezus schroni się na równinie Pięknej Rzeki.100 Z piękna ma tylko żyzność ziemi. Dom to owczarnia, ale On chce skromnego domu. Trzeba tam zanieść wszystko, co konieczne. Wydaj polecenia – ty, tak dzielna! (II, 84: 25 lutego 1945. A, 4589-4595)

   Gdyby porównać ten mały, niski wiejski dom z domem w Betanii, to rzeczywiście jest on owczarnią, jak powiedział Łazarz. Jednak jeśli porówna się go z domami wieśniaków Dorasa, to jest to dość ładna siedziba. Bardzo niski i bardzo obszerny, solidnie zbudowany.
   Jest w nim kuchnia, to znaczy kominek w izbie całkowicie zadymionej, gdzie znajduje się stół, stołki, amfory i wiejska półka na talerze i kubki. Szerokie drzwi z surowego drewna służą za wejście i pozwalają przedostać się światłu. Dalej – na tej samej ścianie, na której się one znajdują – jest troje innych drzwi. Przez nie wchodzi się do trzech wielkich izb, długich i wąskich, o ścianach pobielonych wapnem. Tak jak w kuchni podłoga jest tu z ubitej ziemi. W dwóch pokojach są teraz niskie posłania. Można by powiedzieć: małe sypialnie. Liczne haki umieszczone w murach wskazują, że zaczepiano na nich narzędzia i być może worki z produktami rolnymi. Teraz służą za wieszaki i zaczepia się na nich torby. Trzecia izba (to raczej korytarz niż pokój, bo długość jest nieproporcjonalna do szerokości) jest pusta. Musiała też służyć za schronienie dla zwierząt, gdyż jest tam żłób i pierścienie w murze. Widać tam również charakterystyczne dziury w ziemi uderzanej przez okute kopyta. Obecnie nie ma tam nic.
   Na zewnątrz, blisko tego ostatniego pomieszczenia, jest długi wiejski portyk. Okrywa go dach z faszyny i łupków, wsparty na pniach drzew lekko ociosanych. Właściwie nie jest to portyk. To tylko jednospadowy dach, otwarty z trzech stron. Dwie mają po dziesięć metrów, trzecia – nie więcej niż pięć. W lecie winorośl rozpościera pewnie gałęzie z jednego pnia na drugi od strony południowej. Teraz liście opadły i widać konary podobne do szkieletów. Jest też – również pozbawiony liści – ogromny figowiec, który w lecie ocienia zbiornik [wody znajdujący się] pośrodku placu. Zrobiono go, by poić zwierzęta. Na boku – prymitywna studnia lub raczej dziura w ziemi, słabo zaznaczona przez koło z płaskich i białych kamieni.
   Oto dom przyjmujący Jezusa i Jego uczniów w miejscu nazywanym [doliną] „Pięknej Rzeki”. Są też pola. Łąki i winnice otaczają dom. W odległości około trzydziestu metrów (nie należy jednak brać moich określeń [odległości] jako prawd wiary) widać inny dom pośród pól – piękniejszy bo z tarasem, którego ten nie ma. Dalej za domem jest zagajnik z drzew oliwnych i innych, po części ogołoconych. Niektóre drzewa posiadają liście, zasłaniające widok. (II, 85: 26 lutego 1945. A, 4595-4606)

   «Pismo mówi, że Pan objawił się na Synaju w całej Swej straszliwej potędze, aby poprzez to powiedzieć: „Ja jestem Bogiem. Oto Moja wola. Oto błyskawice gotowe dla tych, którzy się buntują przeciwko woli Bożej.” Zostało zakazane, by ktokolwiek z ludu wstępował kontemplować Tego, Który Jest. Kapłani mieli się oczyścić, zanim zbliżą się do granicy ustalonej przez Boga, aby nie zostali porażeni. Był to bowiem czas sprawiedliwości i próby. Niebiosa były zamknięte jakby przez kamień położony na misterium Nieba i na gniewie Bożym. Winnych synów uderzały z Niebios jedynie strzały sprawiedliwości. Ale teraz – nie. Teraz Sprawiedliwy przyszedł wypełnić całą sprawiedliwość. Nadszedł czas, w którym, bez gromów i bez granic, Słowo Boże mówi do człowieka, aby dać mu Łaskę i Życie.
   Pierwsze słowo Ojca i Pana jest następujące:
   Ja jestem Panem, twoim Bogiem”.
   Nie ma chwili dnia, kiedy by to słowo nie brzmiało i nie było ujawniane przez głos i palec Boży. Gdzie? Wszędzie... Wszystko je wciąż powtarza. Od trawy aż po gwiazdę, od wody po ogień, od wełny po pokarm, od światła po ciemności, od zdrowia po chorobę, od bogactwa po biedę. Wszystko mówi: „Jam jest Pan”. To dzięki Mnie to masz. Jedna z Moich myśli daje ci to, inna to odbiera. Nie ma potężnej armii ani obrony, która pozwoliłaby ci umknąć przed Moją wolą”. Ona woła w głosie wiatru, śpiewa w szumie wody, rozszerza się w zapachu kwiatów. Ona uderza szczyty gór. Szemrze, mówi, wzywa, krzyczy w sumieniach: „Ja jestem Panem, twoim Bogiem”.
   Nigdy o tym nie zapominajcie! Nie zamykajcie waszych oczu, uszu, nie tłumcie waszego sumienia, by nie słyszeć tego słowa. Ono przecież istnieje. Nadchodzi czas, kiedy to słowo przychodzi, wypisane ognistym palcem Boga na murze sali biesiadnej lub na rozwścieczonych falach morskich, na roześmianych wargach dziecka lub na bladym [obliczu] starca, który wkrótce umrze, na pachnącej róży lub w odorze grobu. Nadchodzi czas, kiedy – w upojeniu winem i radościami, w wirze spraw, w spoczynku nocy, w samotnym spacerze – podnosi się głos i słowo mówiące: „Jam jest Pan, twój Bóg”. Nic go nie doprowadzi do zamilknięcia: ani to ciało, które pożądliwie całujesz, ani ten pokarm, który żarłocznie połykasz, ani złoto, które gromadzi twa chciwość, ani posłanie, na którym pozostajesz leniwie, ani cisza, ani samotność, ani sen.
   Ja jestem Panem, twoim Bogiem”, Towarzyszem, który cię nie porzuca, Gościem, którego nie umiesz przepędzić. Jesteś dobry? Oto wtedy Gość i Towarzysz jest dobrym Przyjacielem. Jesteś zepsuty i winny? Oto Gość i Towarzysz staje się Królem rozgniewanym i nie dającym spokoju. Ale nie porzuca, nie porzuca, nie porzuca. Jedynie potępieni mogą oddzielić się od Boga, a oddalenie to jest udręką nie do ugaszenia i wieczną.
   Ja jestem Panem, twoim Bogiem” – i dodaje – „który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli”. O, zaprawdę, jakże obecnie słuszne są te słowa! Z jakiego Egiptu, z jakiego Egiptu wyprowadza, aby doprowadzić cię do ziemi obiecanej, która nie jest tym tu miejscem, ale Niebem? To wiekuiste Królestwo Pana, gdzie nie będzie więcej głodu ani pragnienia, zimna ani śmierci. Tam wszystko będzie tryskać radością i pokojem, i każdy duch zostanie nasycony pokojem i radością.
   On wyrywa was teraz z prawdziwej niewoli. Oto Wybawca: Ja nim jestem. Przychodzę rozerwać wasze kajdany. Każdy ludzki władca może umrzeć, a przez jego śmierć zniewolone narody odzyskują wolność. Jednak szatan nie umiera. On jest wieczny. To jest władca, który zakuł was w kajdany, aby was ciągnąć, dokądkolwiek pragnie. Grzech jest w was i jest on tym łańcuchem, za pomocą którego szatan was więzi. Przychodzę rozerwać kajdany. W imię Ojca przychodzę. Moim pragnieniem jest również to, aby się wypełniła obietnica, która nie została zrozumiana: „Ja cię wyprowadziłem z Egiptu i z niewoli”.
   Właśnie teraz ma ona swe duchowe wypełnienie. Pan, wasz Bóg, wyprowadza was z ziemi bożka, który zwiódł Pierwszych Rodziców. Wyrywa was z niewolnictwa grzechu. Przyobleka was Łaską i przyjmuje do Swego Królestwa. Zaprawdę powiadam wam, że ci, którzy przyjdą do Mnie, będą mogli usłyszeć Najwyższego mówiącego słodkim, ojcowskim głosem w ich szczęśliwych sercach: „Ja jestem Panem, twoim Bogiem, który cię przyciąga do Siebie, wolnego i szczęśliwego”.
   Przyjdźcie. Zwróćcie do Pana wasze serca i oblicza, wasze modlitwy i pragnienie. Godzina Łaski nadeszła».
   Jezus zakończył. Przechodzi błogosławiąc. Głaska niską staruszkę i jakieś ciemnowłose i roześmiane dziecko.
   «Uzdrów mnie, Nauczycielu. Bardzo cierpię!» – mówi chory na gangrenę.
   «Najpierw duszę, najpierw duszę. Czyń pokutę...»
   «Udziel mi więc chrztu jak Jan. Nie potrafię iść do niego. Jestem chory...»
   «Chodź» [– mówi Jezus.]
   Jezus schodzi na dół w kierunku rzeki, która płynie za dwoma bardzo rozległymi łąkami. Otacza ją las. Zdejmuje sandały. Mężczyzna, który dowlókł się tam o kulach, robi to samo. Wchodzą do rzeki. Jezus robi naczynie ze złączonych dłoni. Wylewa wodę na głowę mężczyzny, stojącego po kolana w wodzie.
   «Teraz zdejmij bandaże» – nakazuje Jezus.
   Jezus idzie w górę ścieżką. Mężczyzna jest posłuszny. Noga jest zdrowa. Oszołomiony tłum krzyczy.
   «Mnie również!»
   «Mnie również!»
   «Mnie też udziel chrztu Twoją ręką!» – krzyczy wielu.
   Jezus, który jest już w połowie drogi, odwraca się:
   «Jutro. Teraz odejdźcie i bądźcie dobrzy. Pokój niech będzie z wami».
   Wszystko kończy się i Jezus powraca do domu, do kuchni – już ciemnej, choć są to dopiero pierwsze godziny popołudnia.
   Uczniowie tłoczą się wokół Niego, a Piotr pyta:
   «Co dolegało temu człowiekowi, z którym poszedłeś za dom?»
   «Potrzebował oczyszczenia» [ – odpowiada Jezus.]
   «On jednak nie wrócił i nie poprosił o chrzest».
   «Poszedł tam, dokąd go posłałem».
   «Dokąd?» [– dopytuje się dalej Piotr]
   «Wynagradzać, Piotrze».
   «W więzieniu?»
   «Nie. Pokutować przez resztę życia» [– odpowiada Jezus.]
   «A więc to nie przy pomocy wody się oczyszcza?»
   «Łzy również są wodą...» [– mówi Jezus.]
   «To prawda. Teraz, kiedy uczyniłeś cud, nie wiadomo ilu przyjdzie!... Dziś było ich dwa razy więcej...»
   «Tak. Gdybym sam musiał wszystko robić, nie dałbym rady. Wy będziecie chrzcić: najpierw jeden, potem dwóch, trzech, wielu. A Ja będę głosił słowo, uzdrawiał chorych i grzesznych».
   «My mamy chrzcić? O! Nie jestem tego godzien! Odbierz mi, Panie, tę misję! To ja potrzebuję przyjęcia chrztu!» – Piotr klęczy i błaga.
   Jezus pochyla się i mówi:
   «To właśnie ty będziesz chrzcił jako pierwszy. Od jutra».
   «Nie, Panie. Jakże to zrobię, przecież jestem bardziej czarny niż ten komin?»
   Jezus śmieje się z pokornej szczerości apostoła, który dalej klęczy przy Jego kolanach. Opiera o nie dwie wielkie rybackie dłonie. Jezus całuje go w czoło przy samych siwych włosach, które jeżą się raczej niż układają.
   «Oto chrzczę cię pocałunkiem. Jesteś zadowolony?»
   «Popełnię natychmiast nowy grzech, aby otrzymać drugi pocałunek!»
   «Nie. Nie wolno drwić z Boga nadużywając Jego darów».
   «A Mnie nie dasz pocałunku? Ja też mam jakiś grzech» – mówi Iskariota.
   Jezus patrzy na niego uważnie. Jego spojrzenie zmienia się. Przechodzi od radosnego blasku – który je rozjaśniał, gdy rozmawiał z Piotrem – do poważnego smutku, powiedziałabym: zmęczenia, i mówi:
   «Tak... tobie też. Podejdź. Nie jestem niesprawiedliwy wobec nikogo. Bądź dobry, Judaszu. Gdybyś chciał!... Jesteś młody. Całe życie przed tobą, aby ciągle się wznosić aż ku doskonałej świętości...» Całuje go.
   «Teraz na ciebie kolej, Szymonie, Mój przyjacielu. I ty, Mateuszu, Moje zwycięstwo. I ty, mądry Bartłomieju. I ty, wierny Filipie. I ty, Tomaszu o radosnej woli. Podejdź, Andrzeju cichej aktywności. I ty, Jakubie pierwszego spotkania. A teraz ty, Janie, radości twego Nauczyciela. I ty, Judo, towarzyszu dzieciństwa i młodości. I ty, Jakubie, który wyglądem i sercem przypominasz mi Sprawiedliwego.109 Tak, wszyscy, wszyscy... Jednak pamiętajcie, że Moja wielka miłość wymaga waszej dobrej woli. Począwszy od jutra postąpicie o jeden krok naprzód w waszym życiu Moich uczniów. Pomyślcie jednak, że każdy krok do przodu jest wyróżnieniem i zobowiązaniem». (II, 86: 27 lutego 1945. A, 4606-4618)

100  Chodzi najprawdopodobniej o koryto rzeki Wadi Qelt, która wpada do Jordanu nieco na północ od Morza Martwego. (Przyp. wyd.)
109  Czyli Józefa, który był wujkiem Jakuba i Judy, synów Alfeusza. (Przyp. wyd.)

   Marta, Gesù si ritira nella piana dell’Acqua Speciosa. Di specioso non c’è che il fertile suolo; la casa è un ovile. Ma Egli vuole una casa da poveri. Bisogna fornirla del minimo. Dài ordini, tu, tanto brava!” (2, 117)

   Se si paragona questa bassa e rustica casetta alla casa di Betania, certo è un ovile, come dice Lazzaro. Ma se la si paragona alle case dei contadini di Doras, è una abitazione ancora bella.
   Molto bassa e molto larga, costruita solidamente, ha una cucina, ossia un caminone in una stanza tutta affumicata in cui è un tavolo, dei sedili, delle anfore e una rustica rastrelliera dove sono dei piatti e delle coppe. Una larga porta di legno grezzo le dà luce oltre che accesso. Poi, sulla stessa parete dove si apre questa, sono altre tre porte che dànno accesso a tre cameroni lunghi e stretti, dalle pareti scialbate a calce e il suolo di terreno battuto come la cucina. In due di questi sono ora dei lettucci. Paiono dei piccoli dormitori. I molti arpiono infissi alle pareti testimoniano che lì venivano appesi attrezzi e forse anche prodotti agricoli. Ora servono da attaccapanni, sorreggendo mantelli e bisacce. Il terzo camerone, (più largo corridoio che camerone, perché è sproporzionata la larghezza alla lunghezza) è vuoto. Doveva servire anche a ricovero di animali, perché ha una greppia e anelli al muro e presenta quelle buche nel suolo proprie di terreni percossi da zoccoli ferrati. Ora non c’è nulla.
   Fuori, presso questo ultimo locale, un largo portico rustico, fatto di un tetto coperto di fascine e lavagne appoggiato su tronchi d’albero appena scorticati. Non è neppure portico, è tettoia perché è aperto da tre lati: due lunghi almeno dieci metri, l’altro stretto di un cinque metri, non più. In estate una vite deve stendere i suoi rami da trono a tronco nel lato di meridione. Ora è spoglia e mostra i suoi scheletrici rami, come spoglio è un fico gigantesco che d’estate ombreggia la vasca al centro dell’aia, certo messa per abbeverare le bestie. E’ a fianco di un pozzo rudimentale, ossia un buco a livello di suolo, appena un giro di pietre piatte e bianche lo segnala.
   Questa è la casa che ospita Gesù e i suoi nel luogo detto ‘Acqua Speciosa’. Campi, anzi, prati e vigne la circondano, e a distanza di circa un trecento metri (non prenda per articolo di fede le mie misurazioni) si vede un’altra casa, in mezzo ai campi, più bella perché munita di terrazzo sul tetto, che questa invece non ha.
   Oltre questa altra casa, boschi di ulivi e di altre piante, parte spoglie parte fronzute, celano la vista. (2, 118)

   E’ detto nel Libro che il Signore si manifestò sul Sinai in tutta la sua terribile potenza, per dire anche con essa: ‘Io sono Dio. Questo è il mio volere. E questi sono i fulmini che ho pronti per coloro che saranno ribelli al volere di Dio’. E prima di parlare impose che nessuno del popolo salisse per contemplare Colui che è, e che anche i sacerdoti si purificassero prima di accostarsi al limite di Dio, per non essere percossi. Questo perché era tempo di giustizia e di prova. I Cieli erano chiusi come da pietra sul mistero del Cielo e sul corruccio di Dio, e solo le lame della Giustizia saettavano dai Cieli sui figli colpevoli. Ma ora no. Ora il Giusto è venuto a consumare ogni ingiustizia ed è venuto il tempo in cui, senza folgori e senza termini, la Parola divina parla all’uomo per dare all’uomo Grazia e Vita.
   La prima parola del Padre e Signore è questa: ‘Io sono il Signore Dio tuo’.
   Non vi è attimo del giorno che questa parola non suoni e non sia scritta dalla voce e dal dito di Dio. Dove? Dovunque. Tutto lo dice continuamente. Dall’erba alla stella, dall’acqua al fuoco, dalla lana al cibo, dalla luce alle tenebre, dalla sanità alla malattia, dalla ricchezza alla povertà. Tutto dice: ‘Io sono il Signore. Per Me hai questo. Un mio pensiero te lo dona, un altro te lo leva, né vi è forza di eserciti né di difese che ti può preservare dalla mia volontà.’ Urla nella voce del vento, canta nel riso dell’acqua, profuma nell’olezzo del fiore, s’incide sui dossi montani, e sussurra, parla, chiama, grida nelle coscienze: ‘Io sono il Signore Iddio tuo’.
   Non ve ne dimenticate mai! Non chiudetevi gli occhi, le orecchie, non strozzate la coscienza per non udirla, questa parola. Tanto essa è, e viene il momento che sulla parete del convito o sull’onda sconvolta del mare, sul labbro ridente del fanciullo o sul pallore del vecchio che muore, sulla fragrante rosa o sul fetido sepolcro, viene scritta dal dito di fuoco di Dio. Tanto viene il momento che fra le ebbrezze del vino e del piacere, fra il turbine degli affari, nel riposo della notte, in una solitaria passeggiata, essa alza la sua voce e dice: ‘Io sono il Signore Iddio tuo’ e non questa carne che baci avido, e non questo cibo che ingordo ingolli, e non quest’oro che avaro accumuli, e non questo letto su cui poltrisci; e non serve il silenzio, l’esser soli, dormenti a farla tacere.
   Io sono il Signore Iddio tuo’, il Compagno che non ti abbandona, l’Ospite che non puoi cacciare. Sei buono? Ecco che l’ospite e compagno è l’Amico buono. Sei perverso e colpevole? Ecco che l’ospite e compagno diviene il Re irato e non dà pace. Ma non lascia, non lascia, non lascia. Solo ai dannati è concesso separarsi da Dio. Ma la separazione è il tormento insaziabile ed eterno.
   Io sono il Signore Iddio tuo’ e aggiunge: ‘che ti trassi dalla terra d’Egitto, dalla casa della schiavitù’. Oh! che invero, ora, proprio lo dice! Da che Egitto, da che Egitto ti trae, verso la terra promessa che non è questo luogo, ma il Cielo! L’Eterno Regno del Signore in cui non sarà più fame e sete, e freddo e morte, ma tutto stillerà gioia e pace, e di pace e di gioia sarà sazio ogni spirito.
   Dalla schiavitù vera ora vi tare. Ecco il Liberatore. Io sono. Vengo a spezzare le vostre catene. Ogni dominatore umano può conoscere la morte, e per la sua morte essere liberi i popoli schiavi. Ma Satana non muore. E’ eterno. Ed è il dominatore che vi ha messo in ceppi per trascinarvi dove vuole. Il Peccato è in voi. E il Peccato è la catena con cui Satana vi tiene. Io vengo a spezzare la catena. In nome del Padre vengo. E per desiderio mio. Ecco perciò che si compie la non compresa promessa: ‘ti trassi dall’Egitto e dalla schiavitù’.
   Ora questo ha spiritualmente complimento. Il Signore Iddio vostro vi trae dalla terra dell’idolo che sedusse i Progenitori, vi strappa dalla schiavitù della Colpa, vi riveste di Grazia, vi ammette al suo Regno. In verità vi dico che coloro che verranno a Me potranno, con dolcezza di paterna voce, sentire l’Altissimo dire nel cuore beato: ‘Io sono il Signore Iddio tuo e che ti traggo a Me, libero e felice’.
   Venite. Volgete al Signore cuore e volto, preghiera e volontà. L’ora della Grazia è venuta”.
   Gesù ha terminato. Passa benedicendo e carezzando una vecchietta e una bambinella morettina e tutta ridente.
   Guariscimi, Maestro. Ho tanto male!” dice il malato di cancrena.
   Prima l’anima, prima l’anima. Fai penitenza...”
   Dammi il battesimo come Giovanni. Non posso andare a lui. Sono malato”.
   Vieni”. Gesù scende verso il fiume che è oltre due grandissimi prati e il bosco che lo nasconde. Si scalza e così l’uomo, che si è trascinato lì con le stampelle. Scendono alla riva e Gesù, facendo coppa con le due mani unite, sparge l’acqua sul capo dell’uomo, che è nell’acqua fino a mezza stinco.
   Ora levati le bende” ordina Gesù mentre risale sul sentiero.
L’uomo ubbidisce. La gamba è risanata. La folla grida il suo stupore.
   Anche io!”; “Anche io!”; “Io pure il battesimo da Te!” gridano in molti.
   Gesù, che è già a mezza strada, si volge: “Domani. Ora andate e siate buoni. La pace sia con voi”.
   Tutto ha fine e Gesù torna in casa, nella cucina oscura nonostante siano ancora le prime ore del pomeriggio. I discepoli gli si affollano intorno. E Pietro chiede: “Quell’uomo che hai condotto dietro casa, che aveva?”
   Bisogno di purificazione”.
   Non è però tornato, né c’era a chiedere battesimo”.
   E’ andato dove l’ho mandato”.
   Dove?”
   All’espiazione, Pietro”.
   In carcere?”
   No. Alla penitenza per tutta la vita che gli resta”.
   Non si purifica allora, con l’acqua?”
   E’ acqua anche il pianto”.
   Questo è vero. Ora che hai fatto il miracolo chissà quanti verranno!... Erano già il doppi, oggi...”
   Sì. Se Io dovessi fare tutto, non potrei. Voi battezzerete. Prima uno per volta, poi sarete in due, tre, in molti. E Io predicherò e guarirò i malati e i colpevoli”.
   Noi battezzare? Oh! io non ne sono degno! Levami, Signore, questa missione! Ho bisogno io d’essere battezzato!” Pietro è in ginocchio e supplica.
   Ma Gesù si china e dice: “Proprio tu battezzerai per il primo. Da domani”.
   No, Signore! Come faccio se sono più nero di quel camino?”
Gesù sorride della sincerità umile dell’apostolo in ginocchio contro le sue ginocchia, sulle quali tiene congiunte le sue grosse mani di pescatore. E poi lo bacia sulla fronte, al limite dei capelli brizzolati e ruvidi nel loro arricciolarsi: “Ecco. Ti battezzo con un bacio. Sei contento?”
   Farei subito un altro peccato per averne un altro!”
   Questo no. Non si irride Dio abusando dei suoi doni.”
   E a me non dai un bacio? Qualche peccato l’ho anche io” dice l’Iscariota.
   Gesù lo guarda fissamente. Il suo occhio tanto mutevole passa dalla luce di letizia, che lo faceva chiaro mentre parlava con Pietro, ad una cupezza severa e direi stanca, e dice: “Sì... anche a te. Vieni. Io non ho ingiustizia con nessuno. Sii buono, Giuda. Se tu volessi!... Sei giovane. Tutta una vita per salire sempre, fino alla perfezione della santità...”. E lo bacia.
   Ora tu, Simone, amico mio. E tu, Matteo, mia vittoria. E tu, saggio Bartolomai. E tu, Filippo fedele. E tu, Tommaso dall’ilare volontà. Vieni, Andrea dal silenzio attivo. E tu, Giacomo del primo incontro. Ed ora tu, gioia del Maestro tuo. E tu, Giuda, compagno di fanciullezza e di gioventù. E tu, Giacomo, che mi richiami il Giusto nell’aspetto e nel cuore. Ecco, tutti, tutti... Ma ricordate che il mio amore è molto, ma ci vuole anche la vostra buona volontà. Un passo più avanti nella vostra vita di miei discepoli lo farete da domani. Ma pensate che ogni passo in avanti è un onore e un obbligo”. (2, 119)

Przekład polski Ewangelii: Biblia Tysiąclecia, wyd. V, Pallottinum, Poznań 2007 (Mt, Mk, Łk: tłum. o. Walenty Prokulski TJ; J: tłum. ks. Jan Drozd SDS)

Zapis grecki: wyd. Nestle-Aland 28

Przekład polski Poematu Boga-Człowieka napisanego przez Marię Valtortę: Ewa Bromboszcz (I-IV, VI-VII), ks. Michał Kaszowski (V), Vox Domini, Katowice (I: bez roku, II: 2010, III, cz. 1-2: 2000, cz. 3-4: 2002, IV, cz. 1-2: 2003, cz. 3-4: 2004, cz. 5-6: 2005, V: 2000, VI: 1998, VII: 1999)

Zapis włoski: Maria Valtorta, L’Evangelo come mi e' stato rivelato, Edizioni Paoline, Pisa 2001

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz